Matki Karmiące, nie lękajcie się! O bulwersującej historii, która mnie spotkała


fot. Agnieszka Dzieniszewska

To, co mnie spotkało, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Od jakiegoś czasu mało się u mnie działo. Godziną za godziną, dzień za dniem, tydzień za tygodniem, żadnych sensacji. Typowe życie matki niemowlaka. Przyznam, że skrycie tęskniłam za jakąś aferą albo chociaż małym zamieszaniem. Któregoś dnia, gdy karmiłam akurat syna, nagle znalazłam rozwiązanie.
– Eureka! Eureka! – krzyknęłam i nieomalże, niczym Archimedes, wyskoczyłam półnaga na ulicę, by realizować swój plan.

Postanowiłam, że udam się w jakieś publiczne miejsce i …. nakarmię tam moje dziecko piersią. Owszem, zdawałam sobie sprawę z tego, że może to się spotkać z krytyką otoczenia, ale przekuję to niemiłe doświadczenie na coś dobrego i napiszę poruszający serca i umysły tekst, który rozpocznie ważną dyskusję społeczną, doprowadzającą być może do zmian. Oczyma wyobraźni już widziałam mój tekst:

Karmię dziecko piersią i jestem z tego dumna. Nie krytykuję mam, które tego nie robią, bo wiem, że za tą decyzją stoją różne powody. Ale nie potrafię przejść obojętnie obok tego, z jaką werbalną napaścią na mnie: Matkę Karmiącą, dziś się spotkałam. Ile docinek i złośliwości na mnie spadło! Ile zgryźliwych uwag! Ile kąsliwych spojrzeń! Mam już tego dość. Ilekroć karmię syna w miejscu publicznym, jestem narażona na społeczny ostracyzm. Gdyby spojrzenia ludzi mogły zabijać, już byłabym martwa. Koniec z krucjatą matek karmiących! Koniec!”

Jeszcze tego samego dnia przystałam na propozycję córek, byśmy zjedli obiad w restauracji. W pewnym momencie, już przy deserze, syn wyraźnie zgłodniał. Nakarmiłam go więc przy naszym stoliku, bo nie widziałam powodu, dlaczego miałabym iść do toalety, jak czasem sugeruje się niektórym matkom karmiącym. Czy ty, człowieku, jesz obiad w toalecie? Masz ochotę zrobić sobie stolik z sedesu? No właśnie, niech mi tylko to ktoś teraz spróbuje zasugerować… – pomyślałam.

Rozejrzałam się po sali. I nic. Żadnych oburzonych spojrzeń. Żadnych westchnięć pełnych pogardy. Każdy zajęty swoim posiłkiem, na posiłek mojego syna zupełnie nie zwrócili uwagi. Owszem, ze trzy osoby przez moment zawiesiły na nas wzrok, rzuciły w naszą stronę miły uśmiech, po czym odwróciły się w stronę swoich towarzyszy i kontynuowały z nimi rozmowę. A o nas zapomnieli. 🙁

Kilka dni później szykowała mi się podróż pociągiem. Jazdę „do” spędziłam niestety w wygodnym przedziale dla matki z dzieckiem, więc nie miał się kto do mnie przyczepić. Za to w drodze powrotnej, gdy konduktor powiedział mi, że będę musiała siedzieć w zwykłym przedziale i to w otwartym, czyli w polu mojego wzroku widziałam wiele osób, odetchnęłam z ulgą, że może wreszcie coś się zacznie dziać.

W pewnym momencie syn zaczął być głodny, więc go nakarmiłam. I nic, żadnego zbulwersowania, westchnięć, irytacji, fukań, nul. 🙁

To samo na konferencji, na której siedziałam z synem wśród wielu osób słuchających wystąpień i którym zupełnie nie przeszkadzało, że gdzieś obok jakaś matka (czyli ja) karmi piersią swoje dziecko. Żadnych nieuprzejmych uwag, gburowatych spojrzeń, nic. 🙁

Przez kilka dni testowałam jeszcze moje publiczne karmienie piersią: w parku na ławce, w kawiarni, w alejce galerii handlowej, w samochodzie na parkingu pod sklepem odwiedzanym przez tłumy klientów. I nikt nie udzielił mi żadnej reprymendy i nikt nawet nie spojrzał nieprzychylnym okiem, a jak zerkali, to bez żadnego oburzenia. 🙁

Doszłam wtedy do wniosku, że robię chyba coś nie tak. Może powinnam bardziej spektakularnie karmić? Zdjąć całą bluzkę, a nie odchylać tylko jej dyskretną część (a resztę zakrywa główka dziecka) tak jak to zawsze robię i jak to robią wszystkie przeze mnie widziane matki karmiące?

Może powinnam zacząć paradować z gołymi piersiami, tak jak to sobie wyobrażają tzw. „przeciwnicy publicznego karmienia piersią” protestujący przeciwko inwazyjnemu i obrzydliwemu epatowaniu negliżem??!!

A tak poważnie to tak: na przestrzeni ostatnich miesięcy rzeczywiście byłam w tych wszystkich miejscach i karmiłam „publicznie” mojego syna. I tak: nigdy nikt nie spojrzał na mnie złym okiem: albo mnie nie widział, bo był zajęty swoimi sprawami albo, gdy nasze oczy spotkały się, to widziałam w nich życzliwe spojrzenie. Jedyne, z czego stroję sobie żarty to fakt, że rzekomo chciałam wywołać skandal i aferę, bo nie chciałam. 🙂

I nie rzucam teraz aluzji w stronę kobiet, które publicznie żaliły się na niemiłe doświadczenia, bo uważam, że gdy dzieje się krzywda, trzeba o tym głośno mówić, a nie zamykać się ze swoim problemem w czterech ścianach. Powyższy tekst to aluzja skierowana w stronę „przeciwników karmienia” sugerujących, że matki karmiące żalące się na krytykę specjalnie chcą wywołać wokół siebie zamieszanie i sensację. Nie dość, że robią publicznie coś tak obrzydliwego, to jeszcze zbijają na tym rozgłos.

Jak coś, co zapewniło naszemu gatunkowi przetrwanie, może brzydzić i budzić sprzeciw? Mleko modyfikowane (a nigdy nie spotkałam się z protestem przeciwko „publicznemu karmieniu butelką”) to melodia ostatnich kilkudziesięciu lat, wcześniej, przez miliony lat jedyną opcją przeżycia dziecka było wykarmienie go mlekiem matki. Owszem, kilka procent kobiet nie jest w stanie tego zrobić, i kiedyś, przed erą mleka modyfikowanego, na pomoc przychodziła im instytucja tzw. mamek, czyli kobiet karmiących nieswoje dzieci.

Żeby nie było wątpliwości, nie mam problemu z rodzicami karmiącymi dzieci mlekiem modyfikowanym i ich nie potępiam. I nigdy nie spojrzałam na nich krytycznym wzrokiem widząc, że ich dziecko trzyma „publicznie” w buzi butlę.

I tego samego oczekuję od ludzi, gdy „publicznie” karmię piersią. Coś mi jednak szepcze, że tak naprawdę to marginalny problem, że większość ludzi nie ma z tym problemu, po prostu mała grupka przeciwników bardzo głośno krzyczy. Ja na szczęście ich nigdy nie spotkałam. A szkoda, bo miałabym dobry tekst. 😉

Komentarze:

  • Magdalena Popp

    Karmilam dosc dlugo, bo 18 miesiecy, wiec sila rzeczy zdarzalo mi sie (i to wcale nie rzadko) robic to w miejscach publicznych. Dawno temu – corka wlasnie skonczyla 18 lat 😀 NIGDY, powtarzam jeszcze raz, NIGDY, nie spotkalam sie z negatywna reakcja otoczenia (najczesciejj wrecz przeciwnie). Wiec, droga Nishko, nie przejmujj sie – dochodze do wniosku, ze jak ktos potrzebuje sie pouzalac, to temat zawsze znajdze 😛 Doskonale sie czyta Twoje zapiski, nawet jezeli sa „obok” 😉 ale doswiadczenia zle czy dobre to sie „przekuwa” – „przekluc” mozna balonik 😛 Pozdrawiam cala wesola ferajne 😀

  • krykat

    Ja sobie sprawiłam tetrową pieluchę metr na metr i zrobiłam z niej coś w rodzaju fartucha, który zakładam, kiedy karmię, ponieważ kp przy obcych jest dla mnie krępujące ( i nie opanowałam jeszcze techniki szast-prast nikt nic nie widział). Za to dostałam kiedyś op… od pediatry właśnie za ZASŁANIANIE się w trakcie karmienia, ponieważ podobno „dziecko nie może patrzeć mi w oczy” (ta, zwłaszcza jak ma zamknięte). Oczywiście do pediatry już nie wróciłyśmy 🙂

  • Diana

    Mieszkam w Londynie i starsza córke karmiłam piersią przez dwa lata. Obecnie karmię piersią moją młodszą córkę od 8 miesięcy. Również ani razu nie spotkałam się z żadną nieprzyjemną reakcją. Karmię w pociągach, parkach, restauracjach, muzeach, galeriach. Świetny tekst za rzadko mówi się o pozytywnym odbiorze karmienia w miejscach publicznych.

  • Aszke

    Oczywiście, że da się nakarmić malucha dyskretnie i wcale nie trzeba w tym celu chować się w toalecie. Można osłonić miejsca strategiczne pieluszką lub samym dzieckiem właśnie i wiele kobiet to robi. Czasami jednak natykam się na mamy, które z rozmachem obnażają się w miejscach publicznych chyba celowo. Ekstremum stanowiła pani, która po nakarmieniu dziecka, siedziała przy kawiarnianym stoliku jeszcze dobre 10 minut, zanim schowała wreszcie dyndającą pierś. Ekshibicjonizm, chęć zwrócenia na siebie uwagi? Nie wnikam, ale przyznaję, że takie zachowanie mnie razi. Pierś to pierś, niezależnie od funkcji jaką akurat pełni. Nie jest społecznie przyjęte, aby siedzieć np. w restauracji z nagim biustem i status matki karmiącej moim zdaniem sytuacji nie zmienia. Wymagając kultury zachowujmy ją same. Jak pokazuje nishkowy przykład, to wystarczy.

    • marteska

      może ta pani też chciała napisać fajny tekst na bloga i czekała, aż ktoś coś jej powie na temat tej dyndającej gołej piersi? 😉

      • Aszke

        Komentarza się nie doczekała, ale wzrokiem została zabita co najmniej kilkanaście razy, więc jakiś sukces odniosła:)

  • Cudnie to napisałaś :). Wiesz, to dla mnie też nie był duży komfort – karmić publicznie. Zawsze czułam się skrępowana. Były jednak sytuacje bez wyjścia (karmiłam więc na szlaku pełnym ludzi,w górach, w restauracji itp.). Wydaje mi się, że da się zrobić to dyskretnie i bez robienia afery. Mało się o tym mówi ale skrępowanie i dezaprobata pojawia się czasem na własnym podwórku. Tyle tylko, że w domu łatwiej się schować i wyjść do innego pokoju, kiedy gości peszy widok karmiącej mamy. Pozdrawiam! Just PS. Właśnie odstawiam prawie dwuletniego synka (dzień 3ci!), dzielny on! Dzielna ja! Trzymaj kciuki! 🙂

  • Monika

    Przed erą mleka modyfikowanego było mleko w proszku tzw. niebieskie rozrabiane z wodą lub rozcieńczane mleko krowie a nie mamki..

    • Maja Szaszko

      Oj, ktos tu się czepia 😉 chyba jasne o co chodziło Nishce. Inna sprawa, że instytujcja mamek była dość droga i nie stać było na nie biednych, a niestety rozcieńczanie mleka krowiego kończyło się zwykle tragicznie dla noworodków i niemowląt :/

  • Elwira Zbadyńska

    Jako mama karmiąca po raz trzeci mam identyczne doświadczenie. Same serdeczności mnie w związku z tym spotykają.

  • Ja byłam ostatnio zmuszona karmić u siebie w bloku, na klatce przed drzwiami wejściowymi. Wszystko przez to, że zapomniałam kluczy od mieszkania i czekałam aż mąż mi je dowiezie. Na dworze lało a dziecko mi płakało. Jak tak siedziałam i karmiłam, zmęczona, w przemokniętej sukience do klatki niespodziewanie wszedł sąsiad z góry. Ten to dopiero popatrzył się na mnie z uśmieszkiem. Zastał mnie z piersią prawie na wierzchu (bo sukienka niezbyt przygotowana do karmienia, nie przewidziałam zresztą, że będzie konieczne) a nogi w pozycji nie „na damę”. Wyjątkowo długo sąsiad sprawdzał obok swoją skrzynkę na listy. Po karmieniu dziecko zrobiło to i owo w pieluszkę i jeszcze musiałam go na tych schodach przewijać a wtedy weszła do klatki sąsiadka. To miała przedstawienie. I tym sposobem sąsiedzi już wszystko widzieli.

  • Joanna Krzak

    Wydaje mi się, że własnie w tej całej aferze chodzi o to co zawarłaś w ostatnim akapicie! Wykarmiłam trójkę dzieci w różnych miejscach i nigdy też nic niemiłego mnie nie spotkało. Ale też zawsze robiłam to w sposób elegancki, że tak ogólnie powiem. Po prostu miejsce publiczne rządzi się swoimi prawami i to też trzeba mieć na względzie. Ech! Tak sobie też myślę, że gdyby ludzie nie próbowali doczepić się do wielu rzeczy niepotrzebnie…tutaj karmienia piersią….to i oni mieliby milszy dzień i ta mama…a tak to sobie ciśnienie podnoszą zupełnie nie wiem w imię czego.

  • stachu68

    Nie mam nic przeciwko matkom karmiącym, ale należy rozgraniczyć miejsca publiczne od prywatnych, np. restauracji. Tam zasady ustala właściciel. Przypuszczam, że w bardzo ekskluzywnym lokalu byłby przeciw i należy to uszanować.

  • W mojej karierze karmicielki też nie spotkałam się z negatywnym odbiorem publicznego karmienia. Ja nawet nabuzowana i wewnętrznie podburzona szłam do szpitala z córką, gotowa bronić karmienia dłuższego niż rok jak niepodległości, z gotowymi cytatami z WHO – i też nie miałam przed kim ich wygłosić, bo nikt sobie nie pozwolił na żadną uwagę. Chyba miałam szczęście, bo jednak te sytuacje się zdarzają i to nie tak rzadko, niestety. A przynajmniej częściej niż powinny (bo nie powinny wcale).

  • Nigdy nie pomyślałam, że można w karmieniu piersią publicznie dopatrzyć się czegokolwiek niestosownego…
    Dopóki moje koleżanki nie zaczęły się przy mnie oburzać.
    Może miałam szczęście nigdy nie trafić na sytuację, żeby kobieta robiła to bardzo ostentacyjnie. Albo po prostu nie widzę w tym nic złego. Widziałam mamę, jak karmiła mojego brata, widziałam potem ciocię. Dziecko jest głodne, matka je karmi. To normalne.
    W przeciwieństwie do „wysiusiwania” dzieci na środku chodnika 😉

  • MatkaPatka

    A Ja przez te wszystkie nagonki, ukrywam się z karmieniem dziecka. Nie robię tego w miejscach publicznych. Wstydzę się. Jak idziemy na dłuższy spacer zabieram butelkę mleka. Karmienie piersią to coś pięknego, naturalnego, jak dla ludzi może być to obrzydliwe. Ulice są pełne roznegliżowanych kobiet, ze stringami wystającymi ze spodni i to jest piękne wedle innych.

  • tekst i tak Ci wyszedł świetny 🙂 ubawiłam się :d

  • Agnieszka Stazka-Gawrysiak

    Mam identyczne doświadczenia: karmię trzeciego już ssaka wszędzie, gdzie tylko z nim się znajdę i NIC, żadnych przykrych reakcji otoczenia.