„Chciałbym, żeby urlop tacierzyński stał się normą i żeby ojcowie nie siedzieli w pracy do 19” – rozmowa z Michałem Góreckim

fot. Agnieszka Wanat

Czy polscy ojcowie chodzą na urlopy ojcowskie? Jak zachować równowagę między pracą a życiem? Czy praca może dać coś oprócz pieniędzy? Co zrobić, gdy praca przestaje dawać nam satysfakcję?

Do napisania tekstu zaprosiło mnie Pracuj.pl, które zleciło badania Rodzice w pracy. Postanowiłam skomentować je z Michałem Góreckim: ojcem trójki dzieci, przedsiębiorcą, współwłaścicielem firmy Koszulkowo, blogerem: autorem bloga Mike&Mary, youtuberem: Michał Górecki TV , z którym koleguję się, a on się ze mną koleżankuje. 🙂

NATALIA Czy ojciec może iść na urlop rodzicielski?

MICHAŁ Jeżeli jest rodzicem, tak. (śmiech)

NATALIA Byłeś na takim?

MICHAŁ Tak, byłem raz.

NATALIA Jak sądzisz, jaki procent ojców idzie na 2-tygodniowy urlop ojcowski?

MICHAŁ 30%?

NATALIA A na dłuższe urlopy: kilkumiesięczne?

MICHAŁ Tu obstawiam 15%. Może jestem w przypuszczeniach zbyt surowy.

NATALIA Wprost przeciwnie. Jesteś zbyt łagodny – tylko 1% ojców w Polsce idzie na trwający dłużej niż 2 tygodnie urlop tacierzyński.

MICHAŁ O matko…

NATALIA O ojcze… Za to, jak wynika z badań Rodzice w pracy, na 2-tygodniowy urlop idzie 64% ojców, więc w tym przypadku na szczęście pomyliłeś się o połowę. Jednak oznacza to, że blisko co trzeci ojciec w ogóle rezygnuje z dodatkowego urlopu związanego z narodzinami dziecka. A więc aż 70% badanych Polek wykorzystało go w pełni samodzielnie. Smutne, zwłaszcza, że matka w pierwszym okresie połogu wyjątkowo potrzebuje wsparcia…

MICHAŁ Smutne. Myślę, że to w dużej mierze kwestia kulturowa – matka z dzieckiem i do garów, ojciec zarabiać.

NATALIA Pamiętam, że kilka lat temu jeden z moich kolegów z pracy zdecydował się na pójście na urlop tacierzyński, i to ten krótki 2-tygodniowy. Dwóch współpracowników nie mogło powstrzymać się przed złośliwymi uwagami typu: ”Co ty tam będziesz robił? Karmił piersią, hehe?” Nawet to określenie u r l o p  t a c i e r z y ń s k i  wypowiadane z kpiną w głosie. Przykre.

MICHAŁ Pokłosie myślenie „macho” i wyśmiewania „tego całego równouprawnienia” i „genderów”. Ech.

NATALIA Dlatego dużo trzeba o tym mówić: żeby urlop tacierzyńskim stał się normą.

MICHAŁ Zgadzam się, dlatego właśnie o tym rozmawiamy.

NATALIA Zaraz, zaraz, powiedziałeś przed chwilą, że byłeś na urlopie tacierzyńskim RAZ. A macie przecież TRÓJKĘ dzieci!

MICHAŁ Bo tylko przy jednym dziecku byłem zatrudniony na umowę o pracę. Gdy urodził się Franek, mieszkaliśmy w Szwajcarii i oboje poświęcaliśmy mu tak samo dużo czasu, bo ja wtedy nie pracowałem, a Marysia była na urlopie. Gdy urodziła się Lila, a my już mieszkaliśmy w Polsce, pracowałem i właśnie wtedy wziąłem urlop tacierzyński. Natomiast przy trzecim dziecku: Heli, gdy oboje pracujemy zdalnie w domu, dzielimy się obowiązkami dynamicznie, w zależności od potrzeb. Przy każdym dziecku od początku angażowałem się w opiekę nad nim.

NATALIA Świetnie, oby to stało się standardem w polskich rodzinach. Zwłaszcza, że jest to wspaniała okazja do zbudowania relacji z dzieckiem. Nie wiem, czy widziałeś film z rekrutacji na pewne stanowisko pracy, w którym trzeba być dostępnym 24/7, piastować jednocześnie mnóstwo stanowisk, mieć full obowiązków: Stanowisko Matki.

Film do obejrzenia tutaj, polecam, w artykule 4 sposoby na to, by mieć dzieci, pracować i nie zwariować.

MICHAŁ Tak, kojarzę ten film. Wzruszający.

NATALIA To niesprawiedliwe, że w wielu polskich domach lwia część tej pracy spoczywa tylko na matkach, prawda?

MICHAŁ Tak, bardzo niesprawiedliwe. Dlatego my z Marysią mamy związek w pełni partnerski, tym, czym możemy, dzielimy się po równo. Mało jest takich spraw, których ja, jako mężczyzna nie mogę robić. Z wyjątkiem bycia w ciąży, urodzenia dziecka i karmienia go piersią. Wszystko inne mogę robić i robię.

NATALIA W Polsce rodzic ma prawo do 12-miesięcznego urlopu rodzicielskieo i jak wiemy, w zdecydowanej większości wykorzystują go matki. Gdy wspominam swoje bycie mamą takiego maluszka, pamiętam to tak: mimo zakochania w niemowlęciu po uszy, miałam równocześnie potrzebę posiadania jakiejś swojej części, takiej tylko mojej, nie-mamowej. I zawsze podczas urlopów macierzyńskich trochę pracowałam (np. dwie godziny dziennie) lub rozwijałam swoje zawodowe pasje. Ciężko było mi poświęcić się tylko i wyłącznie dziecku i realizować wyłącznie rolę matki.

MICHAŁ Nie dziwi mnie to w ogóle. Ciężko tak odciąć się od przeszłości i dotychczas wykonywanych ról społecznych, np. roli pracownika. Marysia miała podobnie. To właśnie na urlopie macierzyńskim zaczęła myśleć o blogu Mamy Gadżety, który stał się w końcu nie tylko jej pasją, ale i pracą.

NATALIA Czy sądzisz, że pracodawcy mogliby jakoś wesprzeć rodziców? Badani wśród „top 5” benefitów, na którym im zależy, a których nie posiadają wymieniali następujące:

  • wyprawka przedszkolna/szkolna dla starszych dzieci: 77%
  • żłobek/przedszkole przy pracy: 71%
  • dodatkowe premie (tzw. becikowe): 68%
  • wyprawka dla nowonarodzonego dziecka: 68%
  • pokrycie kosztów opieki okołoporodowej: 65%

MICHAŁ Myślę, że w obecnej sytuacji, gdy brakuje ludzi na rynku pracy (a ten trend będzie się zwiększał) dodatkowe benefity związane z rodzicielstwem mogłyby przyciągnąć dobrych pracowników. Placówka dla dzieci blisko pracy mogłaby być dobrym pomysłem, choć jej zorganizowanie i utrzymanie jest dość kosztowne. Natomiast jednorazowe wyprawki szkolne, czy po narodzeniu nie powinny dla większości form stanowić dużych kosztów. Myślę, że ważna jest też większa elastyczność, tu nie chodzi tylko o pieniądze, a o większą wyrozumiałość gdy dzieci są chore, trzeba pójść z nimi na badania w środku dnia itp. Rodzic tak naprawdę pracuje na dwa etaty i o tym pracodawca powinien zawsze pamiętać.

NATALIA Co do elastyczności, bardzo się zgadzam, zresztą jak i 46% badanych, tak jak i do możliwości pracy zdalnej lub zwiększenia jej wymiaru, na co wskazała co trzecia osoba. Przy dwójce dzieci miałam tę przyjemność i bardzo sobie to chwaliłam. Mnie macierzyństwo nauczyło dobrej organizacji i szanowania czasu – gdy jestem bez dziecka bądź dziecko śpi, staram się w pełni ten czas wykorzystać. Moim zdaniem rodzice są świetnie zorganizowaną grupą pracowników, jak skarb 🙂 I warto, żeby pracodawcy ich docenili i byli wyrozumiali, gdy np. chcą wykonywać część pracy z domu.

MICHAŁ À propos czasu, mam ciekawostkę. Gdy mieszkaliśmy w Szwajcarii, Marysia była w ciąży i przebywała na tzw. zwolnieniu procentowym, bo tam takie funkcjonuje, czyli przychodziła do pracy na 4 godziny. Na początku była przerażona myślą, że ma o połowę mniej czasu, a te same obowiązki. Okazało się paradoksalnie, że pracowała przez to znacznie efektywniej, bo w związku z tym, że miała na pracę tylko 4 godziny, nie trwoniła go na nic, żadnych FB, przeglądów prasy, pogaduszek przy kawie z koleżankami. Robiła to, co miała robić w 4 godziny, a co w innym okresie zajmowało jej prawie cały dzień.

NATALIA Znam to uczucie! Gdy mój syn chodził do niani na 4 godziny, a ja wówczas pracowałam, wspominam ten czas jako bardzo efektywny. Robiłam codziennie tyle, ile kiedyś robiłam w 8 godzin!

MICHAŁ: Moim zdaniem potrzebna jest też zmiana systemowa, a zwłaszcza stosunek do pracownika. Przede wszystkim szacunek i zaufanie. Moja siostra, która mieszka w Szwecji mówiła mi, że matka dziecka do 3 roku życia ma urlopu na żądanie… tyle, ile chce. Dopiero gdy ilość dni, w których chce zostać z chorym dzieckiem przekracza siedem, musi udać się do lekarza.

NATALIA Wow, świetne rozwiązanie! I jestem pewna, że to nie znaczy wcale, że matki wciąż z tego korzystają.

MICHAŁ Oczywiście, że nie. Chodzi o to poczucie bezpieczeństwa, że mogą go wziąć, jeżeli dziecku zacznie coś dolegać itd.

NATALIA Myślę, że ważne jest też, żeby dogadać się z pracodawcą: wprost komunikować mu o swoich potrzebach.

MICHAŁ Oczywiście. Gdy pracowałem w agencji reklamowej, powiedziałem jasno: słuchajcie, mam dziecko i nie będę zostawał w pracy do godziny 19. Chyba, że jest jakiś pożar – wtedy gasiłem go, istotne, że nie stało się to normą. Marysia również, gdy po powrocie do Polski pracowała w korporacji, ustalała jasne granice: mam dwójkę małych dzieci i pracuję w godzinach 8-16. Nie mogę więc uczestniczyć w zebraniach czy spotkaniach, które rozpoczynają się o 15.45, bo nie zdążę wyjść do domu. I wszyscy w końcu nauczyli się, że warto organizować je np. max o 14.

NATALIA Uszanowali jej potrzeby.

MICHAŁ Jeżeli mowa o szacunku wobec pracownika, to powinno to oczywiście dotyczyć każdej grupy, nie tylko rodziców. Zmienił się rynek pracy. Widzę często narzekanie na tych „paskudnych Millenialsów” – modnie jest na nich narzekać. Niedawno czytałem artykuł, którego autor bulwersował się, że Pokolenie Millenialsów, nie dość, że chce od początku pracy ustalać warunki urlopu, to jeszcze po godzinie 17 chcą mieć czas dla siebie.

NATALIA To oburzające!

MICHAŁ Prawda? A przepraszam bardzo, co jest w tym złego? Rozumiem, że pokolenie X, do którego teoretycznie należę, choć psychicznie nigdy nie należałem, uważa, że jak się już pracę złapało, to tak jakby się złapało Pana Boga za nogi i że trzeba noce, dnie harować na swojego właściciela, jak chłop w polu na swojego pana. Nie. Jeżeli dążymy do Zachodu to tam pracownik jest też człowiekiem, który ma swoje życie i chce mieć czas dla siebie. Młodzi ludzie, również dlatego, że zmienił się rynek pracy, zauważyli, że mogą tego wymagać. Że życie to nie tylko praca.

NATALIA: Pojawia się pytanie: czy żyjesz po to, by pracować czy pracujesz po to, żeby żyć… Choć tak naprawdę myślę, że nie trzeba aż tak bardzo się deklarować i wybierać, ważne żeby to jakoś sensownie współgrało i mądrze się przenikało. Zresztą ostatnio coraz więcej mówi się już nie tylko o work-life balance, czyli równowadze między życiem zawodowym a życiem prywatnym, ale też o work-life integration. Jak to wygląda u Was?

MICHAŁ: Kluczem jest czas. Między 9 a 17.00 skupiamy się na pracy, a wcześniej i potem na rodzinie. Owszem, czasem, np. wczoraj wieczorem musiałem montować film i wiedziałem, że jeżeli tego nie zrobię będę zdenerwowany, bo nie wywiążę się ze zobowiązań i nic z takiego po mnie dla rodziny. Ale nie może to być normą.To jest kwestia poukładania sobie swoich spraw wewnętrznych i ustalenia priorytetów. Warto zadawać sobie pytanie, czy jeżeli czegoś nie zrobię, świat się zawali? Czy to nie może poczekać do jutra?

NATALIA Gdybyś miał dać radę jak utrzymać równowagę między życiem zawodowym a prywatnym to byłoby to…?

MICHAŁ Ustal priorytety. Często chodzi po prostu o pieniądze. Ale tu też warto znaleźć granicę. My z Marysią mamy pomysły na różne nowe biznesy, ale wiemy, że byłoby to kosztem czasu spędzonego z dziećmi. Cenimy sobie naszą wolność, to, że możemy o 17 wsiąść na rowery i pojechać razem po dzieci do przedszkola i szkoły, a potem spędzić z nimi czas po południu. I to jest właśnie nasza recepta. Praca – tak i lubimy ją, ale nie chcemy, by nasze całe życie było pracą. Czas po południu to czas dla rodziny i koniec kropka. Widzimy jak szybko pędzi czas, minione 5 lat minęło mi błyskawicznie i wiem, że zaraz będzie 2023 rok. I dzieci wówczas będę juz na tyle duże, że nie spędzimy z nimi czasu.

fot. Agnieszka Wanat

NATALIA Jakie twoim zdaniem funkcje pełni w życiu człowieka praca?

MICHAŁ Pierwszą, która nasuwa mi się automatycznie to funkcja zarobkowa, czyli żeby mieć co do garnka włożyć, za co kupić ubrania, opłacić rachunki, wyjechać na wakacje itd. Po drugie to, z czym ja się borykam od jakiegoś czasu, czyli potrzeba samorealizacji i osiągnięć. Inną funkcją jest ta, która czasem bywa dla nas klątwą, a czasem motorem rozwoju: potrzeba docenienia przez innych. Żeby inni cię zauważyli, pochwalili. I na pewno potrzeba towarzyska, z którą my, pracujący zdalnie, mamy często problem.

NATALIA Wiesz, że prognozy mówią, że na świecie do 2020 roku aż połowę pracowników będą stanowić pracownicy zdalni? (vide 4 zasady efektywnej pracy z domu) To ma plusy i minusy, prawda? Ja z wielu powodów to sobie cenię, ale brakuje mi ludzi…

MICHAŁ Mnie też. To, że spotykasz ludzi, gadasz z nimi, przerwy kawowe itd. Cała ta część, która zaczyna się w szkole, do której jak wiadomo chodzimy nie tylko po to, by się uczyć, ale by przede wszystkim spotykać się ze znajomymi, bo tam się toczy życie towarzyskie (śmiech). Choć w tym wszystkim „wątek” ludzi w pracy jest też elementem bardzo czasochłonnym, kiedy to zamiast coś robić, siedzisz na kolejnym dziwnym spotkaniu lub co raz z kimś plotkujesz.

NATALIA Tak, to też bywa męczące, bo czasem chciałoby szybko się wywiązać z zadania i iść do domu. Cóż, każdy kij ma dwa końce.

MICHAŁ Jeszcze inną ważną funkcją pracy jest według mnie potrzeba rozwoju. Przez kilka lat rozwijałem e-commerce, prowadząc sklep internetowy i mimo, że to było angażujące i ciekawe, w pewnym momencie poczułem potrzebę zmiany. Od roku montuję i kręcę filmy i nauczyłem się naprawdę dużo: od montowania, po ustawianie odpowiedniego światła, dźwięku, kadru, mówienia do kamery, pisania scenariusza, wdrażania się w Youtube itd. I to sprawia mi ogromną przyjemność.

NATALIA Wydaje mi się, że z pracą jest tak, że tak naprawdę nie ma specjalnego znaczenia, jaką wykonujemy, bo każda, nawet na początku bardzo ekscytująca może w pewnym momencie przestać dawać nam satysfakcję, może pojawić się poczucie znużenia, wypalenia, znudzenia. Mówi o tym dr Ewa Jarczewska – Gerc z Uniwersytetu SWPS w artykule: 4 rzeczy wpływające na nasze szczęście w pracy:

Nawet jeśli jesteśmy zatrudnieni w cieszącej się doskonałym wizerunkiem, nowoczesnej korporacji, ale wykonujemy czynności, które nie sprawiają nam przyjemności, to przestajemy być zmotywowani. Wówczas komfortowa atmosfera, dobry kontakt z zespołem, wysokie zarobki, pakiet benefitów, dogodna lokalizacja czy nowoczesne biuro przestają być istotne. Każdy dzień staje się męczący i odbiera energię.

NATALIA: Myślę, że to jest doskonały moment, by rozejrzeć się za nową pracą. Ja mam za sobą już dwa takie doświadczenia. Nie dopuściłam do tego, żeby zupełnie się wypalić i i kiedy zaczynałam czuć znużenie, odeszłam. Bo dla mnie, obok funkcji zarobkowej, ogromne znaczenia ma poczucie satysfakcji z pracy. Odeszłam, mimo, że nie miałam wcale żadnej innej propozycji. Ale wkrótce po odejściu znalazłam.

MICHAŁ: Ciekawa praca jest trochę jak pójście na studia trzeciego wieku, na którym studiują ludzie dojrzali, którzy wiedzą, czego chcą i czerpią z wiedzy zdobytej na uczelni w pełni świadomości.

NATALIA Jaką wizję pracy chciałbyś przekazać swoim dzieciom?

MICHAŁ To niełatwy temat dla rodzica. Zwłaszcza dla nas, bo nasze dzieci uczą się w przedszkolu i szkole Montessori, gdzie jest bardzo mało nakazów i gróźb w stylu: jak nie zrobisz pracy, dostaniesz pałę itd. Bo tam jak się długo da, nie ma ocen, prac domowych ani sprawdzianów. Gdy jest jakiś program do przerobienia, trzeba obudzić w dziecku wewnętrzną potrzebę. Uczciwie przyznam, że nie zawsze nam się to udaje. Staramy się dążyć do tego, żeby dzieci czuły satysfakcję z tego, co robią. Może to frazes, ale myślę, że prawdziwy: jeżeli realizujesz się w pracy i sprawia ci to przyjemność, to dzień spędzasz na przyjemności. Wiesz, co mnie przerażało, gdy byłem mały?

NATALIA: Co?

MICHAŁ Że jestem 8 godzin w szkole, a potem będę musiał tyle być w pracy i tak będzie wyglądało całe moje życie. Że większość czasu spędzę nie na „życiu”, na tym, co lubię robić, tylko męcząc się w nielubianej pracy. Natomiast jeżeli praca będzie nam dawać przyjemność, skoro zajmuje aż tak znaczną część dnia i życia, to przestaje być to tragiczne. Oczywiście nie wpadajmy w utopię, trzeba zaakceptować to, że czasem i w pracy może być nieprzyjemnie i nie chodzi o to, żeby idealistycznie do tego podchodzić i w poniedziałek po pobudce wykrzykiwać: „Hurra!! Dziś znów idę do pracy!! Jupii!” (śmiech)

NATALIA Wreszcie już skończył się ten weekend i możemy pracować! (śmiech)

MICHAŁ Chodzi o to, żeby praca miała swój udział w budowaniu naszego poczucia bycia szczęśliwym, np. umożliwiając nam warunki do współpracowania z dobrymi czy interesującymi ludźmi, rozwijania się, realizowania ciekawych zadań: jakiekolwiek są. Albo inaczej to ujmując: żeby praca nam tego szczęścia nie odbierała, dodając kłopotów, problemów, stresów itd. Jeżeli zaczyna, warto rozejrzeć się za nową. I tego chcę nauczyć swoje dzieci.

NATALIA Ja też. 

MICHAŁ Piona!

 

Tagi:

Komentarze:

  • Aleksandra Bielawska

    Niestety wielu szefów jest z pokolenia x i nie chce zrozumieć,że po 17 chce się robić inne rzeczy. Ja powrót do pracy przypłaciłam ogromnym stresem. Syn w żłobku często chorował a ja i mąż łapaliśmy od niego. Odbiło się to negatywnie na relacjach w pracy i skończyło rozmową na temat moich nieobecności. Praca zdalna nie wchodzi w grę na moim stanowisku. Zmiana pracy mówicie. Ok ale nikt nie da etatu osobie, której co chwilę nie ma. Wychowawczy nie wchodzi w grę bo mamy kredyt. Tak więc co rano sraczka czy młody nie wstanie z gorączką i cały dzień nerwowego spoglądania na telefon czy nie dzwonią ze żłobka. Tak wyglądał pierwszy rok w pracy.Teraz jest lepiej ale za chwilę będzie powtórka jak pójdzie do przedszkola. I nie jestem jedyna bo jak rozmawiam ze znajomymi taka sytuacja jest normą.

  • Ja do dzisiaj wspominam swoją kierowniczkę z jednej z firm… Syna wychowywałam z pomocą mojej mamy i obie pracowałyśmy wówczas na zmiany. Miałam dogadane, że na początku miesiąca przynoszę kierowniczce grafik mojej mamy, żeby było wiadomo, kiedy muszę wyjść z pracy najpóźniej o 15, żeby zdążyć odebrać dziecko z przedszkola, bo nikt inny nie będzie w stanie tego zrobić (chodziło o max. 4 dni w miesiącu). Któregoś razu kierowniczka i tak wpisała mi w harmonogram zmiany do 21, bo stwierdziła, że „mój syn jest na tyle duży, żeby wracać do domu samemu i spędzać te kilka godzin bez mamy”. Młody nie miał wtedy nawet 6 lat… A że była zima to trzeba było w dodatku rozpalać w piecu… Krótko po tej historii bez sentymentów zmieniłam pracę.

  • Pionierka

    Nishka, nie zadałaś Michałowi kluczowego pytania: Kiedy czwarte? 😀

  • Wywiad w dechę, też tak myślę i podchodzę do tematu.