Czy pozwolić dziecku iść na wagary?

Miałam dziś opublikować zupełnie inny tekst. Już prawie skończyłam go pisać. Nagle, dosłownie przed chwilą, zatelefonowała do mnie moja 13-letnia córka, uczennica pierwszej klasy gimnazjum, pytając na wstępie:

— Mamo, mogę iść na wagary?

Zdjęcie z sobotniego spaceru. Umówmy się, że ukazuje moje rozterki związane z tym, czy pozwolić dziecku iść na wagary 😉

Dla niezorientowanych w sytuacji szkolnej mojej córki: uczy się w gimnazjum sportowym, o czym opowiadałam TUTAJ. Mniej więcej połowę jej klasy stanowią koszykarze, a drugą, w której znajduje się moja córka: lekkoatleci. Imiona dzieci są jak zwykle zmienione.

—  Mamo, mogę iść na wagary? Koszykarzy dziś nie ma, bo są chyba na zawodach. Z lekkoatletów zostałam tylko ja, Milena i Zuzia. Pozostali, czyli kilkoro chłopców i dwie dziewczyny poszli chyba na wagary, bo byli rano, a teraz ich nie ma. Czy ja z Mileną i Zuzią też możemy nie iść na lekcje?

— Nie mogę wypowiadać się w imieniu twoich koleżanek — odparłam zaskoczona.

— Wiem, mamo, ale ja pytam o siebie. Zresztą Milenę i tak boli głowa, więc mówi mi właśnie, że nie pójdzie. Mamo, to nie będziesz miała mi za złe jak nie pójdę dziś na lekcje? Teraz będzie chemia, plastyka i niemiecki więc i tak nuda, a po południu na trening  na stadionie to oczywiście pojadę, nie chcę przegapić.

— A może pójdziecie do pani z chemii i niemieckiego i wytłumaczycie, jaka jest sytuacja? Że co najmniej połowy klasy nie ma, więc żeby zwolniła pozostałych? — kombinowałam, choć czułam, że to dziwne rozwiązanie.

— Mamo, one nas nie zwolnią, nauczyciele nie mogą sobie ot tak puszczać dzieci do domu, to ich obowiązek,  żeby prowadzić lekcje. Mamo, proszę cię, pozwól mi nie iść na lekcje, powtarzam: z całej klasy zostały tylko trzy osoby, w  tym ja.

  Dawno już nie byłam w tak dużej rozterce. W mojej głowie przebiegały następujące myśli:

♣  Cholera, skoro cała klasa idzie na wagary to rzeczywiście głupio, żeby ona jedyna wyłamywała się i szła na lekcje.

♣  Z drugiej strony, zasmakuje wagarów i zacznie po nie sięgać częściej, bo sama pamiętam, że smak mają kuszący i trudno przestać po nie sięgać, jak się raz ich spróbuje…

♣ Przecież traktuje lekcje poważnie, ma bardzo dobre oceny, na półrocze miała średnią 5,16. Ale to było pierwsze półrocze, a ostatnio wygląda na to, że nauka sprawia jej coraz mniej radości…

♣  Spytała mnie o zgodę, muszę to docenić! Mogła, jak pewnie większość dzieci, po prostu iść na te wagary bez pytania rodzica o zgodę.

♣  Mhm, akurat dzisiejszy poniedziałek jest bardzo specyficzny: jutro test szóstoklasistów więc większość szkół, jej też, ma wolne, natomiast od środy do piątku będą rekolekcje, czyli również czas wolny od zajęć.  Oznacza to, że „normalny” rytm szkoły wróci tak naprawdę dopiero za tydzień.. „Jasne, porelatywizuj sobie!” — krzyknęłam do siebie w myślach.

— Mamo, to mogę iść na wagary? — domagała się odpowiedzi córka.

— Sama podejmij decyzję, zrób jak uważasz. I pamiętaj, że sama będziesz ponosić konsekwencje tej decyzji — odparłam jej.

— Ok! — krzyknęła do słuchawki i rozłączyła się.

Nadal mam w głowie dziesiątki myśli. Co zrobilibyście na moim miejscu? Co o tym sądzicie?

PS: Tymczasem młodsza 8-letnia córka dziś rano przy śniadaniu nagle wypaliła do swojego ojca:

—  Tato, pamiętaj, że masz jeszcze wobec nas zaległy prezent na Dzień Kobiet!

Komentarze:

  • Pogratulować kontaktu z córką i zaufania jakim Cię darzy .
    Zakazany owoc smakuje bardziej,jak się na coś ma przyzwolenie to już nie jest takie kuszące.
    Myślę,że nawet jeśli córa poszła na wagary,to będzie to ten jeden raz.
    Mam nadzieję,że uda mi się z synami wypracować taki układ.

    • Oby to było jeden raz! I oby mnie następnym razem znów spytała! Bo może wyjdzie z założenia, że znów jej tak samo odpowiem, więc decyzja leży po jej stronie… Dziś wieczorem poważnie z nią o tym porozmawiam.
      A ile lat mają Twoi synowie? 🙂

      • Na pewno rozmowa będzie kluczowa,ale i tak warto docenić,że zapytała,zresztą uprzedziłaś,że konsekwencje ponosi ona. A na pewno jakieś będą.
        Moje gnomy mają 7 i 1,5 roku,więc nad relacjami ze starszakiem czas już pracować. A młodsza agentka dobrze robi,że się o swoje upomina 🙂

  • Laura Tomczykowska

    Kochana, kto z nas nie wagarował.. Ważne, żeby znaleźć jakieś złoty środek. Żeby rzeczywiście nie weszło jej to zbyt w krew. Ale jak to zrobić: nie mam pojęcia 🙂 Na szczęście mam jeszcze co najmniej kilka lat do zostania mamą, więc będę uważnie śledzić Twoje doświadczenia 😛

    • Jasne, najlepiej uczyć się na błędach innych! 😉 Ok, będziemy w kontakcie , będę skrupulatnie relacjonować 🙂

  • Michał Maćkowiak

    A czy w pracy można iść na wagary?

    • No właśnie Michale, czy Ty przypadkiem teraz nie wagarujesz pod wieżą Eiffla? 🙂 Przy okazji: słyszałam rano w radiu, że dziś kończy 125 lat. Możesz podejść do niej i rzec:
      — Ty stara wieża jesteś.
      🙂

      • Michał Maćkowiak

        Chętnie bym tam teraz spędzał czas, ale od piątku już w Polsce jestem 🙂

  • Myślę, że to najlepsze, co mogłaś powiedzieć. Fajnie, że Cię zapytała. Ja raczej w takich sytuacjach nie pytałam, chociaż ze strony rodziców żadne konsekwencje by mi nie groziły.Ciekawe czy dosłyszała informację o konsekwencjach, czy też za kilka dni poprosi Cię jednak o napisanie usprawiedliwienia (jeszcze się pisze takie rzeczy?), czego jej zapewne odmówisz 🙂

    • Właśnie też mam wątpliości czy dosłyszała to, albo czy przyjęła do świadomości, bo te „OK!” było w euforii wykrzyknięte :)Cóż, zobaczymy, dam Wam znać jak to się skończyło 🙂

  • I bardzo dobrze.
    Następnym razem zrób dokładnie tak samo o 🙂

    A z prezentami na dzień kobiet to nie taka prosta sprawa jak w domu same dziewuchy – wiem i ja coś na ten temat 😉
    (oczywiście std pozdrowienie mile widziane)

    • Ale w takim wypadku takie wagarowanie może trwać w nieskonczoność! 🙂 Bo ona stwierdzi, że decyzja leży po jej stronie… Muszę dziś z nią o tym porozmawiać, choć właśnie nie wiem jeszcze do końca jakich argmentów użyć.

      • Oczywiście delikatnie prowokuję 😉
        ale ogromnie wartościowe jest to, że młoda ma zaufanie do mamy – super.
        Ja pewnie zebrałbym garść argumentów z naciskiem na konsekwencje takiej decyzji i podjął rozmowę z dziewczęciem. Pewnie napiszę truizm, ale moim zdaniem należy uderzyć w sprawy, które dla niej mogą mieć wartość: bany na zawody sportowe ze strony szkoły, problemy potencjalne w dalszej ‚karierze szkolnej’ …
        Tak czy siak nie powinna zostać ukarana za samą decyzję – dostała zielone światło.

        A podskórnie mam gdzieś przekonanie, że czasem więcej mogą dać ‚wagary’ niż szkoła.

        Hmmm, no tak jakoś nie przypominam sobie tego … (DM) – może nie zauważyłem 🙂

        • Twój komentarz przypomniał mi ważną kwestię (i odetchnęłam z ulgą)- otóż trenerzy często podkreślają, że nauka ma być na pierwszym miejscu i jeżeli zauważą u któregoś z uczniów znaczne obniżenie wyników nauki, odsuną na jakiś czas od treningów (co dla nich jest największą karą).

          To (chyba) przykład na to, że można właśnie wychowywać dzieci ucząc, że wszystko ma swoje konsekwencje i jak ważna jest sztuka dokonywania wyborów..

          • Jeszcze pociągnę … (z nadzieją, że nie zanudzam)

            Taka refleksja, że przy takich rozmowach konieczna jest wiedza na temat dziecka (znajomość jego mocnych, słabych stron, tego co ważne i mniej ważne, marzeń i ambicji) i dalej idąc nie można mieć takiej wiedzy bez zaufania i dobrej relacji.
            I kółko się trochę zamyka chyba 🙂

  • Ciri

    Ja kiedyś, właśnie w gimnazjum, zostałam na lekcji sama, bo reszta się urwała. Tylko to była moja własna decyzja, bo denerwowało mnie, jak wcześniej uciekaliśmy całą grupą, a potem połowa wracała i to ja miałam nieobecność. Co śmieszne, wychowawczyni się mnie potem czepiała, że się nie solidaryzuję z klasą 😉 Ale nie było mi tak źle, bo i tak był to czas, kiedy byłam wyobcowana trochę od innych dzieci z klasy.

    • Jeszcze brakowało tego, żeby wychowawczyni wstawiła Ci uwagę za to 😉 A pamiętasz czy klasa miała do Ciebie o to za złe, że zostałaś?

  • Ma_niusia

    Podziwiam.
    Mam nadzieję, że mój Syn też mnie zapyta czy może iść na wagary. Pracuję nad tym od niespełna 5 lat 😉
    Ale wszystkie znaki na niebie i ziemi (i w czasie wieczornych rozmów o tym co kto powiedział w przedszkolu i co on sam powiedział) wskazują że tak.
    Choć ostatnio dowiedziałam się od pani z przedszkola, że podobno wg mojego Syna jestem szczęśliwą posiadaczką straganu z warzywami i owocami o czym wie już cała grupa 😀 Chciałabym! Tak się zastanawiam czy to odniesienie do mojego parapetu i skrzynek balkonowych czy co?

    • Haha! Piękne! 😀
      Córka mojej koleżanki z pracy powiedziała pani przedszkolance, że jej mama pracuje jako sprzątaczka 🙂

    • Chyba dzieci tak mają. Mój starszy syn jako sześcioletni brzdąc wymyślił sobie, ze jego tata, a mój mąż jest policjantem. Też wszystkim tak opowiadał 🙂

  • Ja zawsze pytałam czy mogę zostać w domu/ew. iść do domu jak klasa szła na wagary. Sama byłam raz. Więc nie oznacza to od razu, że zacznie wagarować jak poczuje co to są wagary 🙂

  • Eli Tara

    Ja bym była dumna że moje dziecko zapytało mnie ba! przyznało się że idzie na wagary! 🙂 z własnego doświadczenia czyli jak ja byłam w Jej wieku wiem że dzięki zaufaniu do mamy też jej mówiłam o wszystkim i radzilam się w każdej sprawie. Nawet nie raz na wagary szlam do niej do pracy po czym urywała się i ona i szlysmy do domu napić się herbaty i pogadać. Przez co zakazanych owoców było mało i nie kusiły aż tak. A nawet gdy kusiły to w głowie miałam myśli że nie chcę zawieść mojej najlepszej przyjaciółki – mamy.

  • Jak ja byłam w wieku Twojej córki (i starsza) miałam u rodziców 2 dni w roku szkolnym, kiedy nie musiałam iść do szkoły (bo mi się nie chciało). Takie legalne wagary. Mama miała do mnie zaufanie, że nie wykorzystuję tego na uciekanie ze sprawdzianów. Z resztą i tak się dobrze uczyłam i nie było takich sytuacji. Nigdy nie nadużywałam zaufania a zdarzało się, że nie wykorzystywałam tych dwóch dni. Oprócz tego na wagary nie chodziłam. No, może raz za całe moje szkolne życie się zdarzyło.

  • Miałabym wątpliwości. Mam nadzieję, że moje dziecię, jako że jest wybitnie obowiązkowe, nie postawi mnie przed takim dylematem. Też jestem bardzo obowiązkowa i strasznie by mnie to męczyło. Pewnie tez „zrzuciłabym” tę decyzje na dziecko 😉

  • Mając do wyboru opcję złą i bardzo złą, znalazłaś trzecie rozwiązanie, które jako jedyne było słuszne. Nic tylko pogratulować 🙂 A córka spotka się z konsekwencjami w najbliższych dniach, nawet bez „pogadanki” z Tobą. Nauczyciele nigdy nie zapominają .

  • Kasia

    Jestem uczennicą 3 klasy gimnazjum. Wiem po sobie, że jak cała klasa idzie na wagary, to lepiej iść z nimi. Fakt, że córka zapytała o zdanie, to marzenie każdej mamy. Następnym razem lepiej niech Pani jej pozwoli, bo później pójdzie bez pytania, bo będzie wiedziała, że i tak jej Pani nic nie powie. Pozdrawiam 😉

    • Kasiu, dziękuję za komentarz! Bardzo mi miło, że czytają mnie również osoby zbliżone wiekiem do mojej córki. Jak zacznę pleść głupoty- alarmuj 🙂
      A czy mogę Cię jeszcze podpytać: czy u Ciebie w szkole wagary są normą? Wielu uczniów wagaruje?

      • Kasia

        Ja na szczęście trafiłam do klasy, gdzie nie jest to normą i tylko raz poszliśmy wszyscy na wagary (też dzwoniłam do mamy). Ale niestety są klasy, gdzie się to szerzy. Gimnazjum to bardzo skomplikowany okres i bardzo łatwo ulec wpływom. Jeżeli córka do Pani dzwoni z zapytaniem, lepiej jest jej pozwolić. Moja mama zawsze mi powtarza, że mam jej o wszystkim mowić, bo wrazie, gdyby dzwoniła nauczycielka, mama będzie wiedziała co powiedzieć i ja nie będę miała kłopotów. Przez ten kontakt z mamą udało mi się przejść przez ten najgorszy okres. Nie wiem, jak u Pani córki w gimnazjum, ale u mnie wagary nie są najgorszym problemem. Dużo młodzieży popada w nałogi-piją, palą, namawiają do tego innych. Na szczęście mama nauczyła mnie asertywności. Pozwala mi chodzić na różne imprezy, bo wie, że nie zrobię niczego głupiego i dzięki temu nadal mam bardzo dobry kontakt z klasą. Gdyby miała Pani jakiś problem, mogę pomóc. Czytam tego bloga regularnie 🙂

        • Dziękuję bardzo 🙂 O tak, boję się gimnazjum bardzo. Na początku pocieszałam się myślą, że skoro jest to gimnazjum sportowe to temat używek będzie obcy, bo młodzież w trosce o kondycję fizyczną z nich zrezygnuje. Jednak okazuje się, że niezupełnie. Palą papierosy (bardzo często e-papierosy). O alkoholu i używkach jeszcze nie słyszałam, ale to pewnie kwestia czasu… Staram się podobnie jak Twoja Mama uczyć córkę asertywności. Na razie jest dopiero w pierwszej klasie i wszystko jest ok, mam nadzieję, że jak będzie tak jak Ty w trzeciej, nadal będę mogła to powiedzieć. Dziękuję za propozycji pomocy, nie omieszkam skorzystać jak będzie potrzeba 🙂 :*

  • M.

    Może jestem o te 4 lata starsza od Pani córki, ale podobnie mam bardzo dobry kontakt z moją mamą. I pamiętam swój pierwszy telefon w celu spytania rodzicielki o to, czy mogę iść na wagary. Najlepiej dziecku pozwalać, ale ostrzegać je przed wszelkimi konsekwencjami. Z autopsji wiem, że im bardziej mama wszystko wie i mi pozwala, tym większy mam do niej szacunek i ochotę, by powiedzieć o wszystkim. Absolutnie nigdy niczego nie zakazywać, bo to się obraca przeciwko nam samym. Patrząc na swoich rówieśników widzę, jak potoczyły się ich losy, ze względu na to, jak wychowali ich rodzice. Ci, którym rodzice zabraniali praktycznie wszystkiego, skończyli z wysublimowanym podwójnym życiem, zostali rozdarci pomiędzy udawaniem całkiem innych w domu oraz kłamaniem, ukrywaniem się i zażywaniem używek, zaś Ci, którzy z rodzicami mają całkowicie szczery kontakt, prowadzą normalne, dojrzałe i odpowiedzialne życie.Chodzą co prawda na imprezy, ale nie dość, że stronią od używek i innych bajerów, to jeszcze ich opiekunowie wiedzą dokładnie, gdzie, kiedy, co i jak.
    Serdecznie pozdrawiam
    PS. Uwielbiam Pani bloga 🙂

    • M. dziękuję za bardzo mądry komentarz i radę! Bo tak to odczytuję. Niby sama to w teorii wiem, ale takie głosy jak Twój, zwłaszcza, że jesteś w wieku podobnym do mojej córki są dla mnie bardzo ważne. Pozdrawiam serdecznie!! Teraz muszę zmykać, dlatego odpisuję tak krótko.

    • Kontynuując mój wczorajszy komentarz skierowany do Ciebie: czuję, że opisywana przez Ciebie postawa, czyli pozwalanie dziecku na wszystko jest najlepsza. Boję się jednak, że mogę mieć problemy z praktyką, czyli wcieleniem tego w życie. Np. czy 13-latka może chodzić na imprezy na klubu? (moja na szczęście jeszcze mnie o to nie prosiła, ale to pewnie kwestia czasu). Wiem, że zakazywanie do niczego nie doprowadzi, a raczej prowadzi, ale do czegoś zgoła przeciwnego: np. ucieczek z domu do takiego klubu…
      Czy sądzisz, że należy pozwalać nastolatkom na wszystko? Czyli np. gdyby 14-latka powiedziała, że chce jechać na biwak ze znajomymi, to rodzic powinien się zgodzić? Czy może jednak są pewne obszary, w których należy postawić nastolatkowi granice?

      • M.

        Sądzę, że trzeba mieć z dzieckiem taką relację i tak je naprowadzać, by ono samo wiedziało, że biwak i dyskoteka w tym wieku to głupi pomysł. Może córka nie spytała, bo dobrze o tym wie?:)(a propos kwesti czasu- myślę, że wyjście do klubu w wieku 16 lat, to absolutnie minimum,no chyba, że mówimy o dyskotece szkolnej :))
        Wiadomo, trudno w takim wieku zachować rozsądek, kiedy presję wywierają wszyscy dookoła. Na pewno- gdyby spytała- odmówić. Ale odmówić argumentami na 85 kartek A4. Powiedzieć o narkotykach, o gwałtach, o pedofilach. Powiedzieć o wszystkim tak, by dziecka samego nie ciągnęło do zła. Ale jeśli zaś córka chciałaby wyjść do koleżanki na grupowe nocowanie(w gronie damskim), to czemu nie? Gdyby miała pójść na imprezę urodzinową, gdzie nie byłoby rodziców w domu( ale nie na noc), to czemu nie? Zadzwoniłaby Pani raz, dwa, a córka wiedziałaby, że ma Pani do niej zaufanie. Najgorsze uczucie dla dziecka jest wtedy, kiedy wszyscy mogą a ono nie. Jeśli załóżmy odmówiłaby Pani takiej imprezy urodzinowej raz, to prawdopodobnie córka o następnej imprezie by nie powiedziała, tylko zwyczajnie skłamałaby, że jest np. u przyjaciółki. Moja mama wyznaje zasadę „wolę pozwalać, ale wiedzieć wszystko” i to sprawdza się zawsze.Idąc taką metodą wychowawczą, jeszcze nigdy nie dostałam kary. Swoją drogą, patrząc na rówieśników, kary też źle działają. Dla mnie największą karą było to, że zawiodłam zaufanie mamy, a nie to, że nie mam przez tydzień internetu.
        Kiedy będzie Pani czuła, że to ten wiek, kiedy córka będzie chciała spróbować alkoholu i papierosów, niech Pani zapewni ją o tym, że chce, by pierwszy raz spróbowała z Panią.To pokazuje dziecku, że mama zdaje sobie sprawę z wszelkich pragnień i straszności świata nastolatków; że jest Pani na czasie i przede wszystkim akceptuje Pani to, że każdego ciągnie do spróbowania i że nie zabiłaby Pani córki za pierwszy niewinny łyk piwa.
        (ps. przepraszam za składnię)

        • M. Kochana, dziękuję! Rady pisane przez nastolatkę, która jest w wieku zbliżonym do mojej córki są dla mnie wyjątkowo cenne! Niby zbliżonym, a jednak jesteś od mojej córki aż o 2 lata starsza, co w tym wieku oznacza dużo więcej doświadczeń, przemyśleń, większą dojrzałość i dystans. Jesteś tak jakby moją córką z przyszłości 😉
          Ja właśnie przyjęłam taką „taktykę”, o której piszesz, czyli że chcę wszystko wiedzieć, ciągle ją pytam, drążę temat, gdy nie chcę mówić odpuszczam, ale potem do tego wracam. Chcę być na bieżąco. Zastanawiałam się, czy to aby na pewno dobra droga, ale Twój komentarz mnie w tym utwierdził 🙂

          Dziękuję również za te wszystkie przykłady, które dajesz: że np. do klubu nie wcześniej niż od 16 roku życia, grupowe nocowanie z koleżankami tak, ale już impreza urodzinowa niekoniecznie 🙂

          Będę jeszcze poruszać tematy związane z nastolatkami (chciałam np. napisać o tym o czym wspomniałaś, co zawiera się w Twoim zdaniu :” Dla mnie największą karą było to, że zawiodłam zaufanie mamy, a nie to, że nie mam przez tydzień internetu.”) , mam nadzieję, że jeszcze u mnie zawitasz.
          Oczywiście w żaden sposób nie chcę Cię odciągać od Twoich spraw, więc pisz tylko wtedy kiedy masz czas i ochotę 🙂

          Pozdrawiam! A składnię masz bardzo ładną! 🙂

          • M.

            Starsza jestem o lat 4, więc w tym wieku to dość duża różnica, ale staram się przypomnieć wczesnogimnazjalne czasy. Niech Pani drąży, ale w sposób taki, by córka odniosła wrażenie, że robi to Pani z czystego zainteresowania jej osobą, a nie tylko po to, by mieć nad nią stuprocentową kontrolę. Najgorsze, co może być, to nadmierne ingerowanie w prywatność nastolatka, mam na myśli czytanie smsów, maili, wiadomości( tutaj kolejna autopsja, koleżanka pisze podwójny pamiętnik- jeden wyimaginowany dla swojej mamy, a drugi własny, najskrytszy namiętnie chowany pod szparą podłogi)
            Co do bloga, zawsze tu jestem, ale był to pierwszy raz, kiedy odważyłam się napisać cokolwiek:)
            Również pozdrawiam!

          • Przepraszam widać słaba jestem z matematyki 😉
            To bardzo ciekawe, co piszesz, czy będę mogła wykorzystać przykład z pamiętnikiem Twojej koleżanki w jednym z tekstów?

            Bardzo cieszę się, że odważyłaś się odezwać, bo oto co piszesz jest bardzo mądre i inspirujące mnie 🙂

          • M.

            Nie ma sprawy!:)

      • Grimalkin

        Aż muszę się wtrącić 😀 Jestem o 4 lata starsza od Pani córki, ale pamiętam dobrze kiedy zaczęłam „imprezować”. (Piszę w cudzysłowie, bo w przeciwieństwie do swoich rówieśniczek wolałam i nadal wolę chodzić na koncerty różnych rockowych i metalowych zespołów do mniejszych lokali, niż na typową potańcówkę, z laserami i muzyką popularną ;).) Pamiętam jak moja mama na początku strasznie się o mnie bała, bo o pierwsze wyjście do takiego pubu poprosiłam ją, gdy miałam prawie lat 15. Jednak ZAWSZE (nawet dzisiaj, gdy za 8 miesięcy będę mieć 18 lat), ustalamy jakieś granice. Dodam, ze pub do którego lubiłam i nadal chodzę jest w innym mieście, oddalonym o jakieś 20km. Wyglądało to mniej więcej tak: Godzina 18, wsiadam w busa (najczęściej z kimś znajomym, bo samej mama nie chciała mnie wówczas puszczać), dojeżdżam do miasta, przed wejściem do pubu piszę SMS-a, że dojechałam. W trakcie- SMS „wszystko ok”,itp. zazwyczaj przed godziną 22 musiałam być w domu, raz się zdarzyło, że wróciłam o 23, ale to już później, jak byłam nieco starsza.
        I jeszcze podzielę się z Panią pewnym spostrzeżeniem: Często słyszę, jak to oburzeni rodzice próbowali wmówić mojej mamie, że koncerty rockowe to zło, bo tam przemoc i narkotyki, że lepiej wysłać na „normalną” potańcówkę, tak jak 90% moich znajomych. Tymczasem w pubie, do którego jeżdżę, poznałam całą masę świetnych ludzi, z którymi mam stały kontakt. O prochach, narkotykach itp nigdy nie było tam mowy. Za bójki groził zakaz wstępu do lokalu. Nikt nigdy alkoholu czy papierosów we mnie nie wciskał, było przyjemnie, miło, fajni ludzie i świetna muzyka. Teraz sporadycznie sobie kupię jakieś piwko (nawet od mniej więcej 16,5 dostałam „przyzwolenie” mamy na jakiegoś reddsa). Nigdy nie było tak, że wróciłam do domu „lekko wstawiona”, bo widziałam, że jeśli tak będzie, to zawiodę zaufanie mamy. Tymczasem potańcówki, na które chodzą moje znajome, z tego co słyszę, są pełne prochów, przemocy i kręcą się tam podejrzani ludzie.
        Tak więc nie ma się co bać! Tylko trzeba mieć minimalną kontrolę. 😉 To wszystko to tylko kwestia zaufania, pozdrawiam 🙂

        • BARDZO dziękuję za komentarz 🙂
          Każda z takich relacji pisana przez nastolatka jest dla mnie bezcenna, naprawdę 🙂 Tym bardziej, że brzmi bardzo sensownie!
          To, co obie poruszyłyście kojarzy mi się z określeniem, które gdzieś kiedyś usłyszałam albo przeczytałam, mówiące, że prawdziwy autorytet opiera się na sympatii, a nie na strachu..
          I to jest bardzo mądre stwierdzenie i Wasze komentarze to potwierdzają.
          Planuję wkrótce o tym napisac.

          Pozdrawiam serdecznie!

  • UPDATE PO KILKU GODZINACH 🙂
    Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Otóż mama jednej z opisywanych przeze mnie dziewczyn nie pozwoliła córce zwagarować (czyli to nie tylko moja córka zatelefonowała do mamy) więc ona na lekcje poszła, druga przestraszyła się i poszła z nią… a moja córka … zwagarowała z dwóch lekcji, ale na trzecią lekcje wróciła!!! :))

    – Chciałam już wrócić na drugą lekcję, ale nie chciałam się spóźniać i przeszkadzać. I okazało się, że na tą drugą lekcję to już też wróciło kilku chłopaków, wiesz?
    Taka sytuacja.

    Porozmawiałyśmy i sama doszła do wniosku, że te wagary były nieco bez sensu. Mam nadzieję, że tak jej zostanie. Chociaż mam wrażenie, że ten temat jeszcze wróci….:)

    • Buba Bajdocja

      Ja niestety tak zrobiłam w 7 klasie SP: uciekłam ze wszystkimi, wróciłam z dwiema koleżankami.
      Do dziś żałuję tego pierwszego 🙁
      I nigdy „wyczynu” nie powtórzyłam.

      Ale nikogo nie pytałam o zdanie, więc mogę winić tylko siebie 🙁

  • To że raz człowiek pójdzie na wagary, nie znaczy, że będzie już chciał zawsze wagarować. Mi zdarzyło się raz z całą klasą uciec. Nigdy więcej. Jeszcze w styczniu pisałam moje wspomnienia z wagarowania i jak bardzo żałuję bezsensownych decyzji. 🙂 Taki żal za grzechy. 🙂

    Dobrze wiedzieć, jak dziś się sprawa zakończyła. I że Twoja córka wróciła na lekcje.

  • Hmm…nie wiem jak bym postąpiła…ale… już wiem jak w razie W…postąpię :-))

  • uważam, że danie JEJ wyboru było wielkie. bomba, że zadzwoniła do Ciebie z pytaniem czy może 🙂 ja kiedyś byłam na wagarach (bez pytania mamy o zgodę) i mama akurat przypadkiem zadzwoniła do szkoły bo coś pilnego się stało i chciała mnie zwolnić wcześniej a tu zonk… (to była jeszcze era przed komórkami)

  • Przez cały mój okres nauki szkolnej byłam tylko jeden raz na wagarach – za pozwoleniem i usprawiedliwieniem mojej mamy. Nie miałam takiej potrzeby, bo szkołę zawsze lubiłam. Straszne! Nadrobiłam to w trakcie studiów.

  • Nishko, uważam, że zachowałaś rewelacyjnie i gratuluję zachowania zimnej krwi. Bardzo słusznie było dać córce wybór, także dlatego, że nieobecność w szkole za zgodą rodzica to już nie są wagary 😉 A serio to 13 lat to już ten wiek, że warto podejmować własne decyzje i uczyć się ponoszenia ich konsekwencji.
    P.S. A jeśli Twój mąż potrzebuje podpowiedzi w sprawie tych zaległych prezentów to na prezentowym blogu było kilka wpisów specjalnie z okazji Dnia Kobiet 🙂

  • Ania Kuberska

    Wydaje mi się jakbym zaledwie wczoraj dzwoniła do mamy po egzaminie gimnazjalnym informując, że idziemy całą klasą na wagary „i trudno,.możesz dać mi karę mamuś, ale to pierwszy raz kiedy wszyscy byli tak zgodni”. Różne są sytuacje, a wagary to szczególnie trudny promem, bo obowiązkowosc, bo zasady, bo niebezpieczeństwa i nieprzyjemności. Wiesz za co zawsze najbardziej ceniliśmy swoją mamę? Za to, że mówiła „nie wiem”, „zwyczajnie martwię się żeby nic złego z tego nie wyniknęło” i za to, że każąc liczyć się z konsekwencjami dawała nam wolny wybór. Oj długo i dużo mogłabym pisać, ale najważniejsze, że macie kontakt. Uśmiechów mnóstwo dla całej nishkowej rodzinki 🙂

  • Ania

    Genialnie wyszłaś z tej… „opresji” i wszystko pięknie się skończyło. 😀

  • Katarzyna

    A ja w gimnazjum i liceum wagarowałam. Nawet jest taki fejsbukowy fanpejdż „Nie chodziłem do liceum, ale je skończyłem”, który to fanpejdż chętnie polubiłam :D. I jakoś zdałam dobrze maturę, dostałam się na wymarzone studia, a w czerwcu obroniłam się na piątkę. Nie ma co generalizować, że jak ktoś wagaruje to wiąże się to z niedostatkami wiedzy i gorszymi ocenami.. ;). Czasem to wręcz pomaga – w przypadku dwóch sprawdzianów jednego dnia mogę się nauczyć porządnie na jeden, a na drugi przyjść w dodatkowym terminie ( i też się nauczyć ), a nie – przyjść ale ściągać, albo nauczyć się po łebkach. A czasem młody człowiek ma po prostu dość i potrzebuje trochę oddechu i luzu po to, żeby wrócić do obowiązków z ochotą. Chyba każdy z nas tak ma 😉

    PS. Świetna decyzja!

    • Mhm, nasuwa się wręcz wniosek, że wagarowanie uczy sztuki zarządzania czasem! 🙂

  • Magdalena

    Ja również dzwoniłam do mamy i pytałam się czy mogę iść na wagary. Umowa między nami była taka, że mama napisze mi usprawiedliwienia, a ja nie będę przesadzała z ilością takich telefonów. W efekcie wagarowałam może 3-4 dni w ciągu całego roku szkolnego, mama zawsze wiedziała gdzie jestem, oceny też miałam bardzo dobre i obie byłyśmy zadowolone. Teraz mam 21 lat. Już nie mieszkam z rodzicami, ale rozmawiam z mamą przynajmniej co drugi dzień i nadal mamy świetny kontakt. Chyba nie można sobie wymarzyć lepszej mamy!

  • Alenda

    Mi tata powiedział, że trzeba się dostosować do grupy i jak cała klasa idzie na wagary to ja też mam iść. No to szłam płacząc, bo nie chciałam tak na prawdę 😀

  • malakaja

    Też zawsze dzwoniłam do mamy. Tzn w liceum już nie, ale zawsze mówiłam, że uciekłam. Fakt, że zdażało mi się to może 1-2 razy w roku, ale chyba nigdy mama mi nie pisała usprawiedliwienia. Miałam sobie załatwić sama z nauczycielami. A że zawsze się dobrze uczyłam, działałam społecznie to jakoś mi się upiekło 🙂

  • Wzorowa

    Ja raz byłam na wagarach… w 4 klasie. Zapomniałam bloku na plastykę i było mi tak strasznie wstyd, tak się przejęłam, że po prostu wykradłam swoją kurtkę z szatni i zwiałam do domu (miałam jedną stację metra do domu i ledwo skończone 10 lat, nie była to osiedlowa podstawówka). Moja mama była nauczycielką w mojej szkole, więc moja wychowawczyni od razu do niej poleciała. Cała klasa szukała mnie po szkole razem z wychowawczynią, nikt mnie nie podejrzewał o takie szaleństwo 😀 A ja płakałam w domu, przygnieciona wyrzutami sumienia, i przez dwa miesiące chodziłam zdepresjonowana, że moją mamę wyrzucą z pracy za moją jedną opuszczoną godzinę… a ona zamiast mi powiedzieć że mam się nie martwić, to chciała mi dać nauczkę i zamknęła temat krótkim ochrzanem jak wróciła 😛 i powiedziała że dyrekcja ją wezwała do siebie… pewnie na ploteczki, a ja bałam się że nas obie wyleją stamtąd 😛

  • Ania

    O ile w podstawówce i gimnazjum nigdy nie byłam na wagarach, w pierwszej liceum dzwoniłam do mamy (raz może dwa mi się zdarzyło), o tyle już w drugiej popłynęłam bardzo 😉 ale nie w klasyczny sposób uciekania ze sprawdzianów tylko właśnie chodzenie na lekcje na których były sprawdziany, a olewanie reszty i tak uzbierało się jakieś 200h (albo i więcej) nieobecności. Rodzice o części wiedzieli, o części nie, sama sobie pisałam usprawiedliwienia, bo im się zwyczajnie nie chciało, poza tym chyba uznali, że dopóki nie zawalam ocen (średnia na koniec 4.73) to nie będą interweniowali, w trzeciej było podobnie tylko przez krótszy rok szkolny ciężko było wyrobić 50% obecności (trochę głupio byłoby nie zdać z powodu nieobecności dlatego każdy sumiennie liczył), ale do brzegu. W moim przypadku wagary nie odbiły się negatywnie na mojej edukacji, teraz jestem (nie)szczęśliwa studentką lekarskiego tuż przed sesją (borze zielony miej mnie w swojej opiece), dlatego wajsy to nic złego o ile się chodzi na nie z głową i przychodzi na sprawdziany 😀
    PS. Moja klasa miała najniższą frekwencje, a najwyższą średnią w szkole. Przypadek? Nie sądzę 😉 (11 osób na lekarskim to dobry wynik!)

  • Alenda

    Ja jako kujon na wagary nie chodziłam, ale tata mi powiedział, że jak idzie cała klasa to mam być solidarna i się dołączyć. W efekcie w dzień wiosny szłam ze opuszczoną głową płacząc rzewnymi łzami, że muszę być solidarna i łazić po jakimś lasku, zamiast się uczyć. Niestety w szkole średniej mi to minęło 😉

  • Meliona

    Ale naprawdę, jak są tylko dwie, trzy osoby na lekcjach idziesz do nauczycieli, ci mówią, że masz iść do wicedyrektora, a on daje zwolnienie z tych lekcji. Kilka razy mi się takie coś zdarzyło, w dwóch szkołach. Tak, to nie świadczy dobrze, o poziomie mojej klasy 😉
    Szkoda, że nie ma tu opcji logowania z livejournala.

  • Anonim

    Mam 14 lat i chodzę do 1 gimnazjum. U nas wagary to norma, nawet jak nie idzie cała klasa. Osobiście się przyznam, że też uciekam – bez pozwolenia mamy, bo wiem, że i tak nie wyrazi zgody. Chcę powiedzieć, że mimo tego, że omija się lekcje itp, to czasem pomaga to dziecku wziąć trochę luzu i potem z większym zapałem wziąć się do pracy :).