Czy pozwolić nastolatce na kolczyki? 13-letnia Nishka vs. 13-letnia córka Nishki

Niedawno jedna z Czytelniczek poprosiła mnie, bym pokazała jak wyglądałam, gdy miałam 14 lat. Życzenie Czytelników jest dla mnie rozkazem, proszę uprzejmie, oto i zdjęcie. Urodziłam się w maju 1981, zdjęcie zostało wykonane w listopadzie 1994 roku, mam tu więc 13-5 lat, czyli dokładnie tyle, ile ma teraz moja córka!

Jak widać na zdjęciu, miałam styl zbuntowanej nastolatki. Podarte dżinsy, bluzka potraktowana wybielaczem (serio, serio), kilka kolczyków w uszach i wygolone boki. Tak, tak, to nie Rihanna wprowadziła 2 lata temu modę na taką fryzurę, ja już to robiłam 20 lat temu;)

Niedługo później przekłułam sobie kolczykami kilka nietypowych miejsc na twarzy. O to samo poprosiła mnie niedawno  córka.

–  Nie radziłabym ci tego robić – próbowałam odwieźć ją od tego pomysłu. – Popatrz, ja do dziś mam bliznę na brwi i nigdy się jej nie pozbędę, a kolczyk miałam raptem przez kilka miesięcy.
–  Na brwi?! O rany, co za beznadziejny pomysł, żeby rozbić sobie kolczyk na brwi! Ja chcę zrobić sobie kolczyk zupełnie gdzie indziej.

Gdy usłyszałam gdzie, zamarłam ze strachu.

Na wieść o tym, że chce sobie zrobić kolczyk w jamie ustnej nad szczęką (jak się dowiedziałam z komentarzy nazywa się to „smiley”, czyli kolczyk pod górną wargą w wędzidełku) zamarłam ze strachu ja, która będąc tylko o rok od niej starszą miałam cztery kolczyki w uchu i po jednym: w wardze, nosie, na łuku brwiowym i … języku.

Jak przekłuć sobie język? Teraz pewnie wpisałabym to hasło w google. Wtedy jednak nie było w moim życiu ani komputerów ani internetów. Ktoś mi poradził:

Kup nowy kolczyk, naostrz pilnikiem końcówkę, zdezynfekuj i po prostu wbij sobie w język. Przez jakiś czas język może cię boleć, pewnie spuchnie, będziesz seplenić, ale w końcu się przyzwyczaisz, luz.

Dacie wiarę, że wszystko to, zgodnie z instrukcją zrobiłam? Po prostu wbiłam sobie kolczyk w język, gdziekolwiek, ot, tak jak w instrukcji: „w język”. Do dziś, gdy to wspominam robi mi się słabo, bo wiem, jaką krzywdę mogłam sobie wyrządzić. O mały włos, o mały milimetr, a mogłam na zawsze stracić smak.

Po kilku dniach ogromnego bólu i dyskomfortu, przez który nie byłam w stanie jeść ani mówić, wyjęłam sobie kolczyk i nigdy więcej już go tam nie włożyłam. Za to z kolczyków na łuku brwiowym, w nosie i na wardze byłam bardzo dumna i przez jakiś czas je jeszcze nosiłam. (Co ciekawe, dziś i stan ten trwa od mniej więcej 18 lat nie mam nigdzie kolczyków, nawet w uszach).

Czy sądzicie, że skoro jako nastolatka byłam okolczykowana, to łatwiej jest mi teraz przyjąć fakt, że to samo chce zrobić moja córka? Niestety nie. Znam temat od podszewki, a nadal nie mogę przebić się przez własne lęki  i uprzedzenia.

W takich chwilach zderzają mi się w głowie trzy płaszczyzny:

Z jednej strony wiedza związana z tzw. „dobrymi metodami wychowawczymi”, którą zdobyłam na podstawie książek, rozmów, obserwacji, przemyśleń itp. Stojąc w tej sferze wiem, że nie warto zabraniać córce percingu, bo zakazany owoc bardziej kusi, bo jak będzie jej na tym bardzo zależało to i tak to zrobi itd.

Z drugiej strony doświadczenie: przecież sama, i to jeszcze nie tak dawno byłam nastolatką i wiem, że rodzic po prostu na niektórych sprawach zupełnie się nie zna, nie rozumie współczesnych trendów i tego, że kolczyk w jamie ustnej tuż nad szczęką jest świetnym pomysłem!!!

Z trzeciej strony np. tekst jednej z moich ulubionych blogerek – Tattwy pt.: Granica mojego ciała. Czy wcisnęłam „lubię to?” pod jej tekstem? Oczywiście, że tak! Bo ja to wszystko rozumiem.

Dlaczego więc mam tyle dylematów, żeby zgodzić się na piercing u mojej 13,5-letniej córki? Bo boję się. Tak bardzo chciałabym, żeby poszła prostą drogą. Żeby z niej nie zbaczała, tak jak ja, gdy byłam w jej wieku.

A kolczykowanie jawi mi się jako jeden z pierwszych na tej drodze „zakrętów”. Tak bardzo chciałabym, żeby była „porządną” dziewczyną, żeby nie rujnowała sobie zdrowia, żeby nie sięgała po zakazane używki, żeby nie lgnęła do niebezpiecznych osób, żeby nie wplątywała się w ryzykowne sytuacje. Chciałabym, żeby była „normalna”. Czy jednak mam prawo tego wymagać?

Nawet gdy to piszę, czuję, że coś tu nie gra. Łatwiej byłoby mi pisać o cudzym nastolatku. Dlatego tym bardziej zapraszam Was do dyskusji. #Co robić, jak żyć? Czy macie podobne lęki jak ja? Jakimi byliście nastolatkami? Takich pytań jest wiele, zapraszam do dyskusji.

(A chętnych blogerów zapraszam do akcji pt. „pokaż siebie jako nastolatka” 🙂

*

I co zrobimy z tym kolczykowaniem?

W rozmowę wciągnęłam męża. Opowiedziałam mu o swoich rozterkach.

Mam dużo wątpliwości i najchętniej bym jej tego zakazała, ale wiem, że nie tędy droga. Lepiej, żeby zrobiła to za naszą wiedzą, w higienicznych warunkach, zresztą jak będzie jej bardzo na tym zależeć to i tak to zrobi, czego ja jestem chodzącym przykładem, poza tym miło, że w ogóle prosi nas o zgodę, przecież mogła … wpadłam w słowotok, mąż mi przerwał, zawołał córkę i tak jej oto rzekł:

 Twarz jest pokryta siatką nerwów. Kolczyk przecina nerw i tkwiąc w skórze nieustannie go drażni, w wyniku czego może dojść do stanu zapalnego, a w skrajnych wypadkach nawet do paraliżu tego fragmentu twarzy. Zrobisz jak zechcesz, wybór należy do Ciebie.

*

Nie zdecydowała się na podjęcie tego ryzyka 🙂

Komentarze:

  • test komentarzy, które nagle zniknęły…..

  • Ada Wujek

    Uff, że nie mam jeszcze dzieci i że mogę czytać sobie bloga Nishki i uczyć się, jak być mądrym rodzicem 🙂

  • Ula

    Też kiedyś miałam kilka kolczyków w różnych miejscach. I podobnie jak Ty, teraz nie noszę żadnych. Tak, rocznik 1981 ma wiele wspólnego 😉

    Sama nie mam takich dylematów, bo dzieci nie posiadam, ale obserwuje u siebie podobne rozterki w stosunku do 15 letniej córki kuzynki, której za każdym razem gdy ją widzę przybywają kolejne kolczyki. Mam wówczas ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć: „opamiętaj się dziewczyno!”, ale wtedy przypomina sobie wół jak cielęciem był i pyta, i rozmawia, i tłumaczy, i słucha…

  • Kasia

    Miałam zupełnie odwrotnie. Za żadne skarby nie chciałam dziurawić mojego ciała. Szkoda mi go było. Dopiero córka chyba w II klasie podstawówki namówiła mnie na przekłucie uszu, bo sama bardzo tego chciała. Poszłyśmy razem. I cieszę się, że się na to zdecydowałam. Kolczyki robią jednak znacznie ładniejsze od klipsów.
    Za to mężowi kazałam się wypchać, gdy chciał, żebym przekłuła nos wiszącym kółkiem. Nie miałam ochoty wyglądać jak krasula, o problemach higienicznych i zdrowotnych już nie mówiąc.
    Może, aby zniechęcić córkę przynajmniej do niektórych kolczyków, znajdź w internecie zdjęcia, gdy ludziom coś poszło nie tak z przekłuwaniem (infekcje, szramy), i pokaż córce?

    • Dobry pomysł!

      a Twoje „Nie miałam ochoty wyglądać jak krasula” – mnie rozłożyło na łopatki 🙂

  • Twój mąż zyskał właśnie nową fankę 😉
    Daleko mi jeszcze do takich problemów i aż wolę nie myśleć co mnie jeszcze czeka 😉 Sama byłam bardzo grzecznym dzieckiem, w uszach miałam po jednej dziurce, a moim najodważniejszym pomysłem było przekłucie sobie nosa – którego to pomysłu nigdy nie zrealizowałam ;)))
    I jak się skończyło?

    • „a moim najodważniejszym pomysłem było przekłucie sobie nosa – którego to pomysłu nigdy nie zrealizowałam ;)))” –
      piękne 🙂 to się nazywa „Zaszaleć w wyobraźni” 😉

      Nie wiem jeszcze jak się skończyło, sprawa na razie bardzo świeża, bo ja się biję z myślami od dawna, ale wypowiedź ojca (która zrobiła na córce duże wrażenie, zaniemówiła) miała miejsce dopiero wczoraj rano.

      • Zawsze mnie powstrzymywała myśl, że za kilka lat mi się znudzi i zostanie blizna, Wolałam poczekać aż mi przejdzie 🙂

  • Agata

    O już można skomentować, bo chyba była awaria 🙁
    Pięknie to przedstawiłaś: mówisz do swojej 13-5 letniej córki z perspektywy 13-5 letniej matki. Daje do myślenia, bardzo. Ochłonę i napiszę, co myślę.

  • Moja mama przerabiała ze mną to samo. Chociaż ja do 18 roku życia byłam względnie normalną dziewczyną, tylko kilku kolczyków w uszach dorobiłam się w gimnazjum… Ale zaraz po 18 roku życia, kolega piercer przyszedł do mojego domu i przekłuł mi wargę. W ogóle to taka śmieszna historia, bo to była impreza w moim domu i moi znajomi opowiadali mojej mamie, że zrobiłam sobie kolczyka, a ona nie chciała wierzyć i upierała się, że jest sztuczny, bo już takie wcześniej nosiłam. Po tamtej imprezie dochodziły kolejne kolczyki i właściwie przerabiałam już wiele faz z kolczykami i bez. Kolczyka, którego chce Twoja córka też miałam, dwa razy (przy przekłuciu niewiele może się stać, jest to bardzo cienka błonka, nie boli, jednak trzeba uważać, żeby się wędzidełko nie zerwało. ja się tego obawiałam więc wyciągnęłam, a potem miałam przebite nieco wyżej). Potem, jak już miałam 20 (haha, nadal mam) lat zdecydowałam się na tatuaż i moja mama też nie mogła tego przeboleć. Teraz jest już chyba obojętne dla niej, a nawet jej się podoba. Ja, mimo, że jeszcze nie wyrosłam z kolczyków i mam zamiar nabawić się jakiegoś nowego, radziłabym (takie durne słowo, ale nie mogę innego znaleźć) poczekać Twojej córce do ukończenia gimnazjum. Myślę, że będzie to odpowiedni wiek i też nauczyciele i szkoła będą bardziej wyrozumiali 🙂

    • Dzięki za Twoją historię.
      Ja jednak mam ogromną nadzieję, że córka zrezygnuje z tego kolczyka 🙂

  • Ona Weronika

    nie znałam Nishki z takiej strony, absolutnie jestem przeciwna przekłuwaniu uszu małym dzieciom, ja sama zrobiłam to po pierwszej komunii, bo dostałam od chrzestnej kolczyki w prezencie, do dziś noszę, ale tylko malutkie sztyfty i srebrne. Jakoś inne miejsca mnie nigdy nie kręciły, a i taka moja spokojna natura :). Powinnaś dodać, że każdy taki zabieg powinno się wykonywać u kosmetyczki i w odpowiednich warunkach.

    • Alenda

      myślę, że 13,5 to nie takie małe dziecko 😉

    • A ja odradzam kosmetyczkę, jeśli mówimy o przekłuwaniu pistoletem, kolczykach-sztyfcikach i te sprawy. Pistolet wcale nie jest bezpieczny, a kosmetyczki przekłuwają głównie uszy. Najlepiej jednak udać się do salonu piercingu – przekłucie igłą, doskonałe warunki i przede wszystkim szersze doświadczenie.

    • Też jestem absolutnie przeciwna przekłuwaniu uszu małym dzieciom! Nigdy nie uległam im prośbom o to. Tzn. uległam, ale gdy córka miała dopiero 10 lat. To chyba dobry pomysł na nowy tekst, bo mnie do przyjęcia postawy anty nie przekonują wyłącznie względy zdrowotne, ale i inne – to chyba dobry pomysł na nowy tekst.

  • Sylwia Stankiewicz

    moja 4 latka zapragnęła kolczyków w uszach bo jedna z dziewczynek ma – i Jak żyć?

    • Skoro pytasz odpowiadam: Sylwio, nie gódź się.
      Moje córki też mnie męczyły, ale pozwoliłam na to dopiero jak miała 10 lat. (młodsza ma 8 więc jeszcze nie ma, a i tak będę ją próbowała jak najdłużej od tego pomysłu odwieźć).
      Wkrótce napiszę o tym tekst dlaczego jestem przeciwna kolczykom u małych dziewczynek, bo widzę że temat powtarza się dziś.

      • Sylwia Stankiewicz

        ja też jestem przeciwna, choć jak Ty gdy byłam bardzo młoda miałam kolczyki w różnych miejscach. Na razie nie zabraniam staram się tłumaczyć – jeszcze działa – mam nadzieję, że jeszcze długo będzie działało.

  • Rocznik 81 jednak ma coś z deklem… W sumie nie wiem co można dziecku odradzać mając wytatuowane jakieś 40% powierzchni ciała i zaliczony piercing języka. Kolczyk wyjąłem bo obijał się o zęby. ఠ ͟ಠ

    • Znalazłam takie cudo jak silikonowy kolczyk 🙂

    • Alenda

      Rocznik 80 też 😀 ja miałam 6 w jednym uchu, trzy w drugim, w pępku i nosie… Do tego dziara na udzie. Nie żałuję samego faktu posiadania tatuażu, ale… mógłby być ładniejszy… No nic przerobię jak nazbieram kasę. Sama nie mam kolczyka w języku, ale innych przeszkadzał mi w całowaniu 😉

      • Kolczyk przeszkadza w całowaniu tylko jak się zaczepią dwa o siebie;)

        • Alenda

          to na pewno 😀 ten czyjś mi stukał po zębach, nie znoszę stukania

          • Alenda

            po zębach

  • Renata

    Nishka, jak ja zazdroszczę Ci tego wczesnego macierzyństwa. Kiedy moje dziecko bedzie mieć 14 lat, ja bede mieć aż 43!!!
    Też byłam „zbuntowaną” nastolatką. I zastanawiam się jak to wpłynie nacwychowa

    • No coś Ty zwariowałaś? Czy 43 lata to dużo???! : ) Młodość to stan ducha, uspokój się 🙂
      pisałam o tym tutaj: http://www.nishka.pl/mam-33-lata/ i nie ma znaczenia, czy mam teraz 33, 43 czy 53 🙂

  • Bogna Kowalczyk

    Nishka, jakąkolwiek nie byłaś nastolatką wyrosłaś na porządną i mądrą
    kobietę, więc może warto się w „nastolęctwie” pobuntować, żeby potem
    wyjść na prostą?:)

  • Kolczyk w nosie – 13 lat (wiesz jaki fejm w gimbazie?), trzynasty w uchu (15 lat – większość normalnie przekuta, ale ten 13 był wyjątkowy bo w tym języczku w uchu), język (20 lat, podobno już mądra byłam, ale zęby mądrości mi do dzisiaj nie wyszły) i do tego, chwila, 1..2..3.., aha, 8 tatuaży 😉 Nic mi nie lepiej, ale jak się uprzesz i ona za Tobą uparta, to może się skończyć tak samo jak z Twoim językiem 🙂

    • Paulina Angelika Kulik

      ten w języczku w uchu to tragus o ile dobrze rozumiem ‚języczek’

  • Jacie ja też miałam przekłuty język, jak ja wtedy mogłam to zrobić? jaaaaa, a dziś zero nawet nie noszę w uszach. To chyba taka faza i ” taki wiek” ale rozumiem cię, że chcesz córce pokazać, że to może być błąd na twoim własnym przykładzie .Obawiam się, że jednak ona sama musi tego doświadczyć 🙂 trzymam kciuki za jej nerwy, te nie przecięte i nie wywołujące paraliżu!

    • Aż ciarki przechodzą na myśl o tym, prawda? 🙂 I to, że nie nosimy teraz kolczyków, nawet w uszach to rzeczywiście chyba jakaś trauma 😉

  • Alenda

    Dobrze zrobiliście,należy powiedzieć o zagrożeniach i zostawić wybór, inaczej się nie da. Dobrze, że nie chce jakiś innych, gorszych ustrojstw

  • Marta

    Ciekawa jestem decyzji córki!

    I historia mojej koleżanki: zawsze chciała mieć tatuaż. Rodzice nie pozwalali, aż w końcu ulegli. Kilkanaście lat później (czyli teraz) ona żałuje. Przytyła, tatuaż nie wygląda już dobrze, poza tym, nie pasuje do jej profesji (nauczycielka z tatuażem na łydce), kojarzy jej się ze starymi czasami buntu, którego by już nie pamiętała, gdyby nie tatuaż. Robiąc go miała 17 lat (a więc więcej niż Twoja córka, ale też ‚szkoda’ na ciele większa). Nie ma pretensji ani żalu do rodziców (w końcu przyznaje że była już wtedy dość dojrzałym stworzeniem zdolnym do przeanalizowania ‚za’ i ‚przeciw’), ale trochę jej szkoda, że nie udało im się jej zatrzymać.

    • Dzięki za ten przykład 🙂 Może odwiedzie jakąż zbłąkaną duszę od pomysłów na tatuaże – bo tak jak kolczyk można wyjąć, tak usunięcie tatuażu chyba nie jest takie proste.

    • Ja sie cieszę, że nie zrobiłam sobie tatuażu tak jak myślałam. Miałam parę lat temu wielką fazę przez znajomych właśnie. Niby planowałam zrobić na boku i wiem, że jedyny czas kiedy przytyję to ciąża (geny) i w niczym by mi nie przeszkadzał, ale jakoś tak.. Chyba już by mi się znudził.;)

      Ale co do nauczycieli to nie wiem czy tak jest. Mam znajome, które mają małe, bo małe tatuaże na stopie czy na nadgarstku i pracują w oświacie. Sama mam kolczyk nad górną wargą (monroe) i jeszcze w żadnej szkole nie spotkałam się z tym, żeby ktoś miał problem z nim. Szkoły i przedszkola przerobiłam tylko na praktykach jak na razie i jedną placówkę opiekuńczą jako stałą pracę, może mało, ale niekiedy nauczycielki czy dyrekcja nawet do praktykantek zgłaszają uwagi o zbyt krótką spódnicę czy zbyt duży dekolt.

      • Marta

        Różnie to bywa, myślę, że większy problem jest z rodzicami – nauczycielka z dziarą nie wzbudza szacunku ani autorytetu. A powinna, bo spędza z dzieckiem kilka godzin dziennie. Wzbudza go natomiast w dziecku (mówimy o podstawówce, później się to zmienia), automatycznie, bo jest dorosła. Potem 10-latka też chce mieć tatuaż, bo pani w szkole ma… Rodzic może tak pomyśleć i być uprzedzony (różne stereotypy może mieć rodzic na temat tatuażu). Dyrekcja też może, to zawsze zależy od tego na kogo się trafi 🙂

  • Filip

    Aż trudno mi sobie wyobrazić co znaczy „nad szczęką”. Brr…

  • Ja byłam dość grzeczną nastolatką, a kolczyki były jedynym symptomem jakiegokolwiek „buntu” – ale w cudzysłowie, bo zawsze miały raczej wartość estetyczną, niż światopoglądową. Po kilka w uszach, wędzidełko, ale pod językiem, dolna warga i… dekolt. Dziś noszę wyłącznie te w uszach, ale blizn wcale nie żałuję, bardzo je lubię. Myślę, że nie warto zakładać, że kolczykowanie się to pierwszy z „zakrętów”, zwłaszcza w dobie, gdy nosi je rzeczywiście wiele osób i wcale nie pociągają już za sobą jakichś buntowniczych czy subkulturowych konotacji. Warto tylko upewnić siebie, a córę zapytać, czy jest świadoma ewentualnych konsekwencji. Jeśli dobrze rozumiem, córce marzy się smiley? Pod górną wargą w wędzidełku? Przynajmniej nie będzie go tak mocno widać, a i blizna nie powstanie… jeśli Cię to cokolwiek pocieszy 😉

    • Aha, czyli to się nazywa „smiley” pod górną wargą w wędzidełku? 🙂 Bo ja prawdę, mówiąc to określenie „W jamie ustnej, nad szczęką” to sama na potrzeby tekstu wymyśliłam, bo ona mi wyłącznie pokazała miejsce 😀

      Przyznam, że mam ogromną nadzieję, że posłucha taty, rozmowa miała miejsce wczoraj rano…

  • Aaaa i musiałaś to pisać? 13 i pół roku i kolczyki nad szczęką powiadasz. No jakbym nie liczyła moja Ja będzie w tym wieku za półtora roku – zacznę już brać coś na nerwy. A na razie bezczelnie poobserwuje Wasze zmagania 😉

    • Masz rację, bój się!!!! 🙂
      Jak to się mówi: „Mały dzieci, mały problem, duże dzieci duży problem”? 😉

  • Misia

    To mój pierwszy post tutaj. Jakże się cieszę, że jest miejsce w sieci, gdzie ktoś pisze o rozterkach w wychowywaniu nastolatka:).

    Mam na stanie 14-latkę, która od roku (mniej więcej) męczy mnie właśnie kolczykami, tunelami, tatuażami, wyjazdami do ludzi znanych tylko z netu, smokey eye do szkoły, glanami po kolana, za dużymi czarnymi t-shirtami swojego taty (bo istnieje tylko czarny kolor) itp. itd. Wszystko powraca i przypominają mi się słowa mojej mamy, jak często ze łzami w oczach mi mówiła, że jak będę mieć własne dzieci to zrozumiem jaki to trud. Oczywiście wtedy mi się wydawało, że mama to starej daty człowiek, który nie zna się i generalnie robi mi na złość. Ja (rocznik ’75) wprawdzie kolczyków nie nosiłam w wieku 14 lat, ale wolałabym publicznie nie mówić czego doświadczali w tamtych czasach moi rodzice;). …Najbardziej rozbrajają mnie zawsze teksty innych mam (zwłaszcza tych co mają roczne, albo kilkuletnie dzieci): ” Ja bym nie pozwoliła”. Tia…

    Zapamiętam słowa Twojego męża Nishko- może coś dotrze do niej. Póki co mamy umowę, że tunel (mały) jak skończy gimnazjum. Problem w tym, że co miesiąc wyskakuje z jakąś inną rewelacją, wiedząc dokładnie, że i tak będziemy na nie, a ona będzie miała dobry pretekst by strzelać focha;). Boże, to dziecko jest kopią mnie samej i to mnie najbardziej przeraża chyba:)

    • Misiu, cieszę się że się odezwałaś! Bardzo miło mieć świadomość, że są tu również mamy nastolatek!
      Hasło TUNEL to też coś, co mnie absolutnie przeraża, moja córka wprawdzie mnie o to nie prosiła, ale widziałam podekscytowanie gdy o tym mówiła, bo ma to teraz mnóstwo nastolatków.

      Mnie też rozbrajają teksty pt. ” ” Ja bym nie pozwoliła”. 🙂 Jasne, aha, no dobra to nie pozwolę 🙂

    • Bożena Jędral

      Misiu nie taki nastolatek straszny, jak go malują…

      Syn (17lat) też dręczył mnie tunelem, zgodziłam się na mały, zaczął i na tym skończył. Kolejna byłą męczarnia o tatuaż, jak mam nie pozwolić skoro sama mam? Ok zgoda, zrobisz w dobrym studio, za własne pieniądze, w takim miejscu, żeby nie rzutowało to na twoje przyszłe życie zawodowe. Temat zamknęliśmy. Bunt trwa nieprzerwanie, chyba dla zasady.

      Rocznik 78 też miał nie równo pod sufitem, nie opowiem, aż tak bardzo rozgłosu nie potrzebuję.

      • Martyna Kubicka

        sporo tatuatorów nie tyka się niepełnoletnich i odradza nawet przy zgodzie rodzica. przynajmniej tych lepszych. jak ktoś chce, to ustalenie sobie terminu „po osiemnastce” jest dobre. sama zrobiłam miesiąc po, kiedy już byłam pewna, że to przemyślana decyzja. chociaż będzie cover

      • Marie Loo

        Tatuaże, kolczyki, wczesniej wspomniane przez kogoś glany i czarny kolor to nie dowód ze ktoś ma nieźle pod sufitem. Ludzie zwłaszcza młodzi szukają siebie, chcą być wyjątkowi i piękni, chcą czuć się dobrze z samym sobą. To nie jest bunt, anarchizm to naturalne szukanie wartości, pasji, swojego ja. Rodzicom pozostaje kontrolować by granica nie została przekroczona. Bo przeciez każdy ma takie wspomnienia które przywołuje z uśmiechem.

    • Joanna Połońska

      Misiu, nie mam nic sensownego do powiedzenia na temat kolczyków ale pozwolę sobie powiedzieć coś w sprawie „spotkań z internetami”, w której mam ogromne doświadczenie! Moi rodzice zgadzali się na takie spotkania ale z wieloma zastrzeżeniami: na pierwsze trzy (jednodniowe) sami mnie zawieźli, zobaczyli delikwenta a następnie odebrali kilka godzin później w ściśle umówionym miejscu. W ciągu dwóch lat takie jednodniowe wyjazdy ewoluowały do tygodniowych wakacji, na które oczywiście zawieziono mnie, sprawdzono z kim tam będę i odebrano po tygodniu – miałam wtedy 14-15 lat. Dwa lata później jeździłam z tymi ludźmi regularnie na sylwestra i na wakacje już sama, bez rodzicielskiej opieki, musiałam tylko zostawiać numer telefonu do jednej-dwóch osób. Na studia wyniosłam się bardzo daleko od domu, moi rodzice za to „martwili się mniej” bo zamieszkałam w tym samym mieście, w którym mieszkało wielu z tych wcześniej poznanych „internetowych znajomych”. W tej chwili po ponad 10 latach znajomości stwierdzam, że część z tych przyjaźni jest „na całe życie” i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Mimo, że spotykamy się 3-4 razy w roku. W tym samym czasie gdy poznałam tamtą grupę ludzi, dużo czasu w internecie spędzałam z pesymistycznym „satanistą” (sam się tak tytułował) i chociaż dobrze mi się z nim rozmawiało to wiedziałam, że nie chcę spotkać go „w realu”, 14-latce wydawało się to zbyt niebezpieczne. Wszystko ze zdrowym rozsądkiem. Mam nadzieję, że chociaż nie na temat to może trochę „pomogłam”.

      • Martyna Kubicka

        kobieto, masz sensownych rodziców

        • Joanna Połońska

          Tak 🙂

    • Filemona

      Podczepię się do tematu internetowych znajomości. U mnie przebiegało to podobnie jak u Joanny – początkowo (13 lat) były to spotkania typu „rodzice zobaczą, z kim się umówiłam, a o godzinie x widzimy się w miejscu y”. Później były wspólne wyjazdy (głównie obozy), spotkania np. podczas konwentów fantastyki (których jestem wielką fanką), odwiedzanie się w domach – oczywiście, w tym ostatnim przypadku moi rodzice zawsze wcześniej rozmawiali z rodzicami osoby, do której przyjeżdżałam i vice versa. Obecnie mam 19 lat, wspaniałego chłopaka, kilka lat temu poznanego przez internet, a od października rozpoczynam studia i też jestem zadowolona, że w nowym mieście nie będę zupełnie sama, bo już kilka osób czeka, aż się wprowadzę i będą mogli umówić się ze mną na pizzę czy jakiekolwiek inne wyjście. 🙂
      Dodam, że część moich znajomych ma podobne doświadczenia. Internetowe znajomości same w sobie nie są niczym złym, a wręcz może się to rozwinąć w coś pozytywnego i budującego. Ważne tylko, żeby na ich poczet nie zaniedbywać realnego życia.

      • ohmygot

        Potwierdzam 🙂 Od 14 roku życia poznałam dużo ludzi w internetach, od 16 część widywałam na żywo (choć rodzice nie wiedzieli), z kilkoma mam kontakt a nawet czasem przewijają się przez mój dom. Jeden z dużym prawdopodobieństwem zostanie moim mężem 😉 Ale gdyby córka zapytałaby się mnie o ludzi z internetu – zbladłabym… i byłoby mi słabo…
        I tak najważniejsze jest co, co dziecko ma w głowie – jak będzie chciało, to zrobi, a jak uzna coś za głupie, to jeszcze wyśmieje 😉 Trzeba wlewać dzieciakowi olej do głowy już od niemowlęcia, na starość tym trąci.
        Bycie wychowywanym przez moją chwilami postrzeloną i chyba zbyt młodą duchem mamę zaowocowało tym, że do dziś mam wielką awersję do braku umiaru, naćkania i przesady – podobały mi się kolczyki w nosie, ale na moim to byłaby zbrodnia, glany? Tak, ale niskie, w roli butów na zimę, albo szare. Drugi kolczyk w uchu zrobiłam sobie na początku liceum, w profesjonalnym salonie – w którymś sklepie znalazłam parę kolczyków z maciupeńkich, pojedynczych cyrkonii i uznałam, że po jednej stronie będę nosić dwa: większą i mniejszą, obok siebie, to będzie takie minimalistyczne i eleganckie. Noszę po dziś dzień 🙂 i po dziś dzień moja mama łączy ocekinowane żółte bluzki z kobaltami, a ja drepczę obok w szaro-czarnym outfitcie.
        Chyba będę oddawać dzieci pod opiekę babci 😀

    • Kiki

      Witajcie, mam 15 lat i lubię takie rzeczy jak tunele, kolczyki w dziwnych miejscach itp. 15 miesięcy temu pierwszy raz włożyłam do ucha tunel. Rodzice mi robili awantury, wyciągali itp. Ale i tak dobiłam do 5mm, który musiałam zdjąć i poprzestałam na 3mm, ale byłam w szpitalu i nie mogłam mieć nic. Teraz bez wiedzy rodziców znów mam tunel 2mm, miałabym od pół roku kolczyk w wardze, gdyby kuleczka nie wypadła. Także radzę ogólnie pozwalać dzieciom na takie dziwatwa (oczywiście w żadnym wypadku na tatuaż, bo to decyzja na całe życie), bo i tak to zrobią, a lepiej, żeby to się działo pod waszym okiem. Nie każdy jest tak rozsądny jak ja (z góry wybaczcie, że się wywyżaszam) i może zrobić kolczyk w sposób zagrażający zdrowiu. POzdrawiam ~Claudia

  • Ja dopiero cztery lata temu zaczęłam wychodzić z mojego buntu, więc na świeżo mogę napisać: wydaje mi się, ze nie ma czegoś takiego jak „normalna” i „porządna” nastolatka. Wydaje mi się, ze bez zakrętów, choćby niewielkich, się nie da. I już mi się serce ściska na myśl o mojej nastoletniej córce. Jak dobrze, ze mam do tego jeszcze minimum 12 lat 😉

    • Paulina Angelika Kulik

      Hmm… Ja przestałam być „normalna” i „porządna” dopiero jak skończyłam być nastolatką, więc… istnieją.

  • Agnieszka Wys

    Zadziorną nastolatką byłaś,zdjęcie wybrałaś rewelacyjne……..też bym odradzała swojej córce a kolczyki u niemowląt i małych dziewczynek są dla mnie ochydne i przyprawiają o mdłości(nie mam nic oczywiście do rodziców,którym się to podoba)…..nie nie nie:) ale mogę się założyć,że córka Nishki i tak postawi na swoim:))

    • Nie strasz mnie! Ja własnie czuję (choć może jestem niepoprawną optymistką) że ona tego nie zrobi, bo widziałam że słowa taty zrobiły na niej duże wrażenie. Córka bardzo dba o swoje zdrowie, np. stosując szkła kontaktowe trzyma megahipersuper reżim sanitarny, ma na tym punkcie fioła i liczę na to, że wizja ewentualnych konsekwencji po przekłuciu da jej do myślenia.
      Zaś co do kolczyków u niemowląt – jestem też tym przerażona i napiszę o tym wkrótce tekst, bo widzę że wątek powtarza się w komentarzach.

  • Paulina Angelika Kulik

    A nie zakazane używki są ok? 😉

    • Tzn. miałam na myśli nie że „zakazane przez prawo”, tylko zakazane przez np. rodziców :))

  • Nishko, a co odpowiedziała córka na ten tekst męża?
    I bardzo podoba mi się pomysł pokazywania swoich zdjeć sprzed lat, może się odważę. 😉

    • Córka zaniemówiła 🙂
      Czyli doskonała reakcja, bo zwykle ma od razu kilka kontrargumentów.
      Pewnie, że się odważ do pokazania zdjęcia sprzed lat 🙂

  • Ja bedac w gimnazjum czyli majac jakies 14-15 lat bardzo chcialam miec kolczyka w nosie. Przyjaciolce rodzice pozwolili i sobie zrobila a mi mama zabronila, wtedy nie bylam zadowolona, ale dzis majac 22 lata szczerze jej za to dziekuje. Nie wyobrazam sobie siebie z kolczykiem w nosie, wole delikatny, naturalny wyglad 🙂 Mam kolczyki w uszach, mama zabrala mnie na przeklucie uszu gdy mialam kilka lat, pozniej bedac nastolatka zachcialo mi sie drugiej dziurki w jednym uchu i na nia dostalam pozwolenie, jednak teraz czekam az sie zarosnie gdyz juz nie kreci mnie ten „trend” 🙂 Ja chyba nie pozwolilabym swemu dziecku przebic jezyka, nie widze w tym zadnych plusow. Poza tym ze wyglada to nieestetycznie to na dodatek po jakims czasie moze powitac zolte zeby :/

  • Ja to tylko skromnie z 5 kolczykami w prawym i 4 w lewym uchu. Zrobiłam sama nie pytając nikogo o zdanie.
    Nie zmądrzałam od tego czasu, bo na 30 urodziny zamierzam zrobić sobie mój pierwszy tatuaż więc czego ja mogę wymagać od nastolatki. ;D
    Czy zgodziłabym się na kolczyk u swojego dziecka? Myślę, że kiedy by było w szkole średniej to tak a u młodszego nie.
    Zależy jeszcze jaki to miałby być kolczyk. Na tunel na pewno bym się nie zgodziła. Małe dziurki nie rzucają się strasznie w oczy jeśli kolczyk się znudzi a takie dziursko to już problem.

  • Bożena Jędral

    Wiesz co jest dla mnie najtrudniejsze w relacji z prawie dorosłym nastolatkiem? Nie wypalić: „jak kiedyś będziesz miał własne dzieci…”, staram się być w miarę tolerancyjna dla jego pomysłów, oczywiście w granicach rozsądku, staram sie nie popełnic błędu mojej mamy, nie chcę by postrzegał mnie, jako wroga i jedynie źródło zakazów, również zawsze pozostawiam mu wybór, podobnie, jak twój mąż.

  • Sama nadal mam kolczyk w jezyku (zrobiłam jak mialam niecałe 18 lat) i w wadze (20 lat ;)). Kombinowalam jeszcze z drugim kolczykiem w języku i w brwi, ale odpuscilam.
    Dziwnych fryzur i kolorów na głowie miałam tyle ze Hoho – ale to wszystko dopiero w technikum.

    Moim zdaniem 13 lat to za mało. Tymbardziej, że Twoja córka jest w klasie sportowej – kolczyki w takich miejscach są narażone na wyrwanie, a przez pierwszy miesiąc go nie wyjmie, bo szybko zarosnie. Ja bym dała jej jeszcze z 2-3 lata.;)

    • Marta

      Słuszna uwaga z tym sportem, nie pomyślałam o tym wcześniej, ale rzeczywiście!

      • No dla mnie to było w sumie pierwsze co pomyślałam w tym przypadku. Sama wiem jak sie bawię kolczykiem w języku (po ponad 6 latach) – wsadzam go sobie między zęby i przygryzam – totalnie nieświadomie – łapię się na tym jak się potknę i wtedy pojawia się myśl „jak dobrze, że nie ruszyłam językiem mocno „ze strachu” bo bym już go nie miała…”.;)

        Nie wspominając o tym jak mi kolczyk w brwi o wszystko haczył – na początku przez opuchliznę to przecież wielki kolec jest.

  • Aż się boję, co będzie, jak moi chłopcy zaczną dorastać. Też bardzo chciałabym, żeby poszli – jak piszesz – prostą drogą. Każdy ich zakręt będzie powodował u mnie zapewne panikę i stres. Ile tych ich zakrętów przede mną? Wiem, bardzo wiele… Dziękuję Nishka za ten tekst. Radzić nie będę, tu nie ma mądrych…

  • pedzeleceblog

    Moja 12 latka to na razie trzy kolczyki w jednym uchu i koniec ale już przebąkiwała o tatuażu na stopie i kolczyku w brzuchu.
    I jak tu mądrze odpowiedzieć gdy samemu ma się watpliwości ? Nie ma chyba mądrej, strafiającej w sedno odpowiedzi, jaka zrozumiana byłaby przez zbuntowaną nastolatkę. ( a jak z ubieraniem ?, porządkiem ? jak u Was ?)

    • Martyna Kubicka

      na stopie. aha. no super, ale sobie wymyśliła jedno z najbardziej bolesnych, co może być 😀

  • A może galerię urządzimy u Nishki 🙂

    • pewnie, zapraszam 🙂

  • siostra cioteczna

    ha ha, wdzięczny temat 😉 jeszcze pamiętam krew lejącą mi się po rękach, gdy ci przekłuwalam brew igłą, taką do szycia. byłaś twarda (i ja też, a co tam!) a pamiętasz jak twoja fascynacja kolczykami się skończyła? może już to gdzieś wspomniałaś. Twoi SUPERMĄDRZY rodzice (pozdrawiam serdecznie!!) podarowali ci w prezencie imieninowym komplet kolczyków do wbijania gdzie tylko chcesz… 😉 czar zakazanego owocu prysł 😉

  • inexile_

    A ja napiszę tylko tyle: moja mama do dziś uważa, że kolczyki w ilości większej niż standardowa dziurka w każdym uchu to wyraz pewnego rodzaju niedowartościowania i po części się z nią zgadzam. Taką samą opinię ma na temat tatuaży, ale fakt, iż mój mąż a jej zięć ma tatuaż jakoś zaakceptowała:)

    Nie gódź się na ten kolczyk, nie w tym wieku!:)

  • Magda

    Też to przerabiałam. Wieku 12 lat doszedł trzeci kolczyk u uchu, troszkę później u kosmetyczki przebiłam pępek, a rok później również u kosmetyczki język. Niestety tak jak ktoś już wspomniał kosmetyczki mają o tym małe pojęcie i kolczyk musiałam wyjąć. 2 miesiące od zagojenia rany sama przebiłam sobie język. Mama nigdy mi nie zabraniała „dziurkowania się”, ale tato tak. Do dziś nie wie, że miałam kolczyk w języku. Obecnie noszę wyłącznie po jednym w każdym uchu i to też tylko okazjonalnie.

  • ewa

    Ja także zastanawiam się co powiem moim chłopakom jak już dojdą do wieku nastoletniego i padną pytania o kolczyki i tatuaże. Kiedyś długo nad tym rozprawiałam i w końcu mnie oświeciło. Ja wiem, że wredna jestem. Otóż jako osoba posiadająca kilka dziur po kolczykach o nosząca kilka nadal, a także mająca tatuaż, zasugeruję synom żeby poczekali do tej sławetnej osiemnastki. Ich ciało, to ich sprawa. Nie mam nic przeciwko takim rzeczom, ale uważam, iż powinna to być dobrze przemyślana decyzja biorąca pod uwagę wszelkie za i przeciw. Pamiętając siebie jak 13 czy nawet 15-latkę, śmiem twierdzić, że to ciut za wcześnie na ozdabianie innych części ciała niż uszy. Nie chcę być hipokrytką, dlatego postaram się jedynie uświadomić dzieciom żeby to była ich decyzja, a nie podyktowana sloganem „bo inna mają, to ja też chcę”. To na tyle 🙂

    Pozdrawiam po raz kolejny.

    ewa z mamaniezwyboru.blogspot.com

  • Wydaje mi się, że nie jest to zależne od rocznika. Większość w wieku kilkunastu lat przechodził etap buntu – może odrobinę metody się zmieniały. Wydaje mi się, że etap buntu w wieku nastoletnim to dobrze. Bo jeśli ktoś nie przeszedł tego etapu stosunkowo wcześnie, może zacząć go przechodzić mając lat eścia lub eści. A wtedy to już gorzej. Pozdrawiam i jak zawsze <3 .

  • Martyna Kubicka

    pokaż, co się z przekłuciem wiąże, jakie mogą być komplikacje, poczytać o tym, ile trwa gojenie i jak o to dbać. nigdy nie miałam pomysłu, co by sobie akurat to zrobić, ale chyba przy smiley mogą być problemy ze szkliwem i dziąsłami. jeżeli się zgodzicie a jej nie przejdzie, to poszukać razem jakiegoś logicznego piercera, który wyjaśni co i jak.
    tak bardzo stoicko reagujesz.
    z mamą na dziesiąte urodziny przekłułam trzecią dziurkę w uchu, potem do matury nic. i dobrze. jak ktoś jest pewien koncepcji swojego ciała, to sobie będzie robił z nim co chce, a kilkuletnie odroczenie w niczym nie przeszkodzi. i piszę jako postać z kolczykami poza twarzą, trzema tatuażami i czwartym w trakcie omawiania projektu.

  • Misako – matka po japońsku

    Oj coś czuje, że w Nishkowym domu często słychać „A ty mogłaś????!!!! To czemu ja nie mogę!” 🙂

  • karjola

    jej, a ja byłam grzecznym dzieckiem, i nastolatką też. Nie buntowałam się w żaden sposób:)alkohol po 18, kolczyki miałam tylko 4 i to w dodatku w uszach,makijaż dopiero w liceum i to delikatny:)pewnie nudna byłam i tak mi zostało,ale co tam. Lepiej być nudnym niż nijakim:D ciekawe czy mam jakieś szanse na takie „wspaniałe” ;)dzieci?

  • karjola

    Co to jest tunel???:)

  • Kola

    Nishko, a co Ciebie powstrzymywalo przed pojsciem o krok dalej, ten decydujacy krok, ktory odroznia niewinne szalenstwa nastolatki od deprawacji? Ja sie czesto nad tym zastanawiam, w ktorym momencie mojego zycia jednak przewazylo mnie na dobra strone:) tez narobilam troche glupot. Niestety uwazam kazdy ma swoje zycie i tylko na swoich bledach moze sie czegokolwiek nauczyc. Wymysl wiecej historii, w stylu tej, ktora opowiedzial Twoj maz, niech Twoja cora zna wszystkie mozliwe za i przeciw i na ich podstawie podejmie decyzje. To przeciez tez nie jest tak, ze piercing jest jakims zlem wrodzonym, mam wielu znajomych, ktorzy sie kluja w wielu dziwnych miejscach, sa po 30tce, maja dobra prace, szczesliwy zwiazek i kolczyki realizuja ich poczucie estetyki. Wazne tylko, zeby dzialac swiadomie i w tym na pewno mozesz pomoc corce:)

  • Nuerha

    Brawo dla męża za ten wywód – krótko i na temat. Nie zabroniliście, pozostawiliście wolny wybór. A jak to się wszystko skończyło?

  • Kinga

    Nishko! Twoje dzieci mają wiele szczęścia, ponieważ mają bardzo mądrych rodziców – Twój mąż jasno przedstawił Twojej córce wszelkie obawy o jej zdrowie- oczywiście zrobi jak będzie uważać, jednak ma świadomość własnego wyboru – pomiędzy modą a zdrowiem. Najlepsze co mogą dać rodzice swoim dorastającym dzieciom to wolny wybór, ale oczywiście z naświetleniem wszelkich zagrożeń. Kiedy byłam nastolatką, moja mama wiele ze mną rozmawiała, nie miałam większych zakazów i wiedziałam, że np. próbując pierwszy raz piwa czy papierosów, nie robię nic złego, o ile skończy się to tylko na próbie, a nie całkowitym opiciu… Mama sama poszła ze mną do studia, gdzie przebito mi dodatkowe 2 dziurki w uchu, ale z perspektywy czasu myślę, że nie byłam buntowniczką i nie sprawiałam większych problemów. Miałam za to koleżankę, która były chowana pod kloszem, rodzice dosłownie odprowadzali i przychodzili po nią na domowe imprezy punkt 22, co w wieku 15 lat było trochę obciachem… Znali i wścibsko przepytywali wszystkie osoby, które przewinęły się przez jej dom. Na efekty takiego chowu nie trzeba było długo czekać. Kiedy poznała pierwszego chłopaka, rodzice musieli odbierać ją z posterunku policji, ponieważ miała za dużo alkoholu we krwi. Studia też przezyła bardzo buntowniczo a w domu pojawiała się raz na dwa miesiące ( dzieliło ją od domu tylko 80 km). Dziś z tego co wiem, wiedzie normalne życie, ma męża, ale też mieszkają na drugim krańcu Polski…Jeśli nastolatek ma coś zrobić, to i tak to zrobi… Jednak nie ma nic gorszego niż toksyczni rodzice, którzy ze wszystkich sił pragną ustrzec dziecko przed niebezpieczeństwem tego świata. Rodzice, którzy wszystko bagatelizują, też oczywiście popełniają wielki błąd wychowawczy. Najlepiej jest znaleźć złoty środek ! Obecnie jestem w ciąży, bardzo się cieszę, bo ma być córeczka 🙂 Jednak raczej nie ma definicji, które dziecko trzeba bardziej pilnować…. zarówno nastolatki jak i nastolatkowie potrafią nieźle nafikać ! Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • marysiagorecka

    Sposób mojej mamy na takie moje fanaberie był prosty – zawsze w sterylnych warunkach, kłucie robione przez osoby z uprawnieniami. Wolała sama się na to zgodzić, niż dopuścić do tego, że koleżanki będą mnie kuły w szkolnej toalecie. Oczywiście wszelkie podejrzane miejsca były odradzane – tutaj moja mama miała dość łatwe zadanie, jej siostra jest kosmetyczką, więc wiedziała wszystko na temat ewentualnych powikłań i często mnie uświadamiała w tym temacie, co doprowadziło do tego, że nie chciałam nawet myśleć o kolczykach w dziwnych miejscach (np. język) 😀 No i kolczyk był zawsze „prezentem” za coś dużego – dziurki w uszach miałam zrobione po komunii, bo taka była umowa z moją mamą. Trzecia dziurka w uchu za ukończenie podstawówki (chciałam wtedy przekłuć pępek, ale ciocia mnie bardzo skutecznie odciągnęła od tego pomysłu). Jak kończyłam liceum wolałam dostać super wypasione narty, bo akurat robiłam kurs instruktorski, więc przeszła mi ochota na tatuaż, który planowałam zrobić z tej okazji 😀 A

  • Nishka <3 Ty wiesz.

    Pozwalać, czy nie pozwalać, to już sprawa każdego rodzica. Ale zabranianie bez jednoczesnego tłumaczenia i rozmowy z dzieckiem uważam za – przepraszam – po prostu durne i świadczące o tym, że ktoś nie dorósł do tego, żeby być rodzicem i traktować swoje potomstwo jak pełnoprawnych ludzi. Ciebie o To nie podejrzewam, tak tylko mówię. Moi rodzice pozwalali mi na bardzo wiele i uważam, że to się sprawdziło w moim przypadku, ale nie powiem tez, że jest to najlepsza metoda wychowawcza ever i z pewnością powinni byli narzucić mi odrobinę więcej dyscypliny. Jeśli już jednak mi czegoś zabraniali, zawsze tłumaczyli – jak krowie na granicy – dlaczego. Może właśnie z tego powodu mówiłam mojej mamie zawsze o wszystkim i bezgranicznie jej ufałam. WIedziała, z kim się spotykam, wiedziała, kiedy piję alkohol, kiedy zapaliłam pierwszego papierosa, z kim i gdzie spędzam wieczory, wiedziała, kiedy chciałam zacząć uprawiać seks i poszła nawet ze mną do ginekologa po środki antykoncepcyjne (miałam niecałe 18 lat, więc nie był to jakiś skandal, ale rozmawiałam z nią o tym odkąd skończyłam lat 15 i mówiłam, że w zasadzie to już chciałabym, ale boję się). Obecnie nasze relacje mocno się zepsuły, ale jeszcze 2 lata temu, mimo, że mieszkałam 100km od domu, byłaby w stanie odtworzyć moje ostatnie 24 godziny i wiedziałaby, gdzie szukać moich znajomych i jak się nazywają. Po prostu nigdy w życiu jej nie okłamałam.

    Nie miałam okresu buntu. Może mam teraz, nie wiem. Kolczyki zrobiłam bardzo późno, ale moja siostra – wychowana w tym samym domu i na bardzo podobnych zasadach – zaczęła przekłuwać się w liceum. Nosiłyśmy kolorowe włosy, mocny makijaż, dziwne ubrania, a mimo to kończyłam każdą klasę z czerwonym paskiem na świadectwie. Wydaje mi się, że obecnie ten kolczyk, włosy, subkulturowe szmatki to już mniej oznaka buntu, a po prostu estetyczna zachcianka, chęć bycia cool, podobania się sobie i otoczeniu. Nie ma w tym dla mnie nic złego – dziurki po kolczykach zwykle zarastają i stają się niewidoczne, bardzo rzadko pojawiają się powikłania – dla mnie nie jest to bardziej inwazyjny zabieg niż cholerne woskowanie bikini, któremu dobrowolnie się poddaję. A na pewno mniej bolesny.

    Twoja córka jest kobietą, więc prawdopodobnie i tak będzie sobie robić krzywdę – depilacja, regulacja brwi, wysokie obcasy i im podobne sprawiają, że kolczyk naprawdę przestaje być dla mnie problemem. Wiem, że nie jest łatwo się z tym pogodzić, ale może warto spróbować 🙂

  • Mi mamusia powiedziała, że muszę poczekać do 18-tki. Poczekałam. Tydzień po niej miałam zrobione dredy i kolczyk w nosie. A kilka miesięcy później tatuaż. Przemyślałam to dokładnie, miałam na to czas i wiem, że to moja decyzja. I dzięki tej „zgodzie” po podsumowaniu wiem, że moje urodziny 18-te zmieniły wiele w moim życiu. Cieszę się jak wyszło. Po urodzinach poczułam prawdziwą wolność w podejmowaniu decyzji. Taki sposób polecam.

    • A można wiedzieć, ile teraz masz lat?

  • 29. I wciąż mam dredy, tatuaż i kolczyki. I co o tym myślisz?

  • Marta

    Witaj.
    Jestem z 13-letnią córką na tym samym etapie..
    Zaczęło się pod koniec 6 klasy:to kolorowe pasemka-kupiłam zmywalny lakier,po pierwszym uzyciu stwierdziła ,że wyglada jak papuga.Potem ombre-zgodziłam się,tego samego dnia był powrót do naturalnego (farba w zblizonym kolorze)
    Myslałam,ze zrozumiała mhhh
    Juz na pocżatku 1 gim:mamo chce rozpychacz ,a potem tunel brrrr
    Jedna z niewielu rzeczy do której mam ostre uprzedzenia.
    Wahałam się ,kupiłam najmniejszy,dopytałam w dobrym salonie piercingu do ilu mm jest bezpieczne.
    Mąz prychnął:poco jej takie kolczyki za miesiąc się znudzi i będzie się walał po podłodze
    .Uciszyłam go stwierdzając 😮 to chodzi!!!
    Trzeba pozwolić dorastać dziecku.Mozna się zgodzic na rzeczy ,które są odwracalne.
    Niska a jak u Ciebie zakończył sie temat?

    • Na szczęśćie zakończył się, w tym sensie, że temat na razie nie wrócił. Mam nadzieję, że tak pozostanie!

  • jestem ciekawa czy córka sobie przekuła to miejsce? bo mnie to aż ciary przeszły na samą myśl 😛
    ja 86 i w sumie też z kolczykami było doświadczenie, tylko ja nie pytałam rodziców o zgodę 😀 pierwsze kolczyki miałam na komunię, potem z górki poszło, w uszach po kilka sztuk, potem doszedł w nosie i jeszcze w pępku jak byłam w technikum w 3 klasie, teraz pozostały mi tylko w uszach, choć nie ukrywam,że w nosie bym z chęcią ponownie założyła
    i co najlepsze to wszystkie kolczyki (oprócz komunijnych) wbijały mi koleżanki

  • Ja przebijałam uszy darłam spodnie, mama naszywała łaty ja się wstydziłam a dziury w uszach zakrywałam włosami ( wyjęty kolczyk po przekłuciu nie chciał wejść z powrotem… niczego innego nie śmiałabym przebić bo by mnie mama chyba zagadała….. do dziś nie rozumiem dlaczego taką tyradę urządziła mi z tytułu dodatkowej dziury w uchu….Nie wiem jak będę reagowała na zachcianki moich dzieciaków, ale mam nadzieję być bardziej tolerancyjną istotą niż mama. Dobrze że naoglądałam się zapuchniętych ropiejących nosów i brwi u koleżanek, które przed domem wyjmowały kolczyki i rana ciągle się jątrzyła. Zabrakło mi odwagi…. ale kolczyk w nosie dlaje chodzi mi po głowie…

  • Chemical-fucking-suicide

    Myślę, że najgorsza rzecz jaką robią rodzice to nakaz „bądź normalna!”. Dla człowieka który ma świadomosc swojego indywidualizmu i wyjątkowości taki nakaz jest tożsamy z „przestać oddychać!”. Potrzeba bycia sobą jest tak samo silna jak potrzeba oddechu. Osoba która musi ukrywać się ze swoimi pasjami, lękami, osobowością staje się cieniem samego siebie. Z własnego doswiadczenia znam przypadki odrzucenia życia przez to że osoba wyjątkową bardzo wartościową ale zamykana przez ramy ” bo wszyscy, bo inni, bo każdy…”, została zdegradowana do tego krzywdzacego pojęcia normalności. Nie wolno nam zabijać osobowości zwłaszcza młodego człowieka który potrzebuje popełniać błędy, szukać rozwiązań, próbować i poznawac samego siebie. To temat rzeka, każdy jest inny, rodzic zna swoje dziecko oczywiście tak mu się zdaje 🙂 bo przecież smutkow nocnych nie widzi i nie czyta slow goryczy z pamiętnika ale bez wzgledu na wszystko do pewnych granic należyddawać dziecku prawo podejmowania decyzji i kształtowania siebie.
    Pozdrawiam i dziękuje za miły do czytania post.

  • teletubiś

    duupa

  • oliwia

    jak mozna namuwic kolezanke zeby posla do sklepu

  • oliwia

    jak mozna namuwic kolezanke
    zeby poszla do sklepu zy skims poszla do sklepu

  • oliwia

    kochani cale tekst zemnom

  • oliwia

    mam 15 lat szukam chlopaka

  • oliwia

    Witam panistwo ja jestem zy mogina a nieskam wy bydgoszczy i lubie dzieci kochma

  • oliwia

    super wieczej lejkuf

  • oliwia

    kocham cie i jak masz na imie kolego

  • oliwia

    ,,kocham ciem

  • oliwia

    i kochany jestes