Czy sen aby na pewno jest taki ważny?

fot. Mały Kadr

Koszmar współczesnego człowieka: sen. Cóż za marnotrawienie czasu, musimy poświęcić nań aż jedną trzecią życia! Tyle spraw do zrobienia, tyle internetu do przejrzenia, tyle seriali do obejrzenia, tyle doświadczeń do przeżycia i nijak nie da się zhakować programu każącemu człowiekowi spać, który napisała nam  Matka Natura.

Śmiałkowie, którzy próbują go złamać, w pewnym momencie i tak zawsze przegrani padają ze zmęczenia, a zanim do tego dojdzie, z godziny na godziny funkcjonują na coraz słabszych obrotach. Jak nienaoliwiony mechanizm.

Gdybyście spytali moje córki, syna zresztą też, co jest jedną z najbardziej irytujących cech ich matki, to odparliby, że dręczenie ich sugestią, że powinni już iść spać. Robię to, bo wiem, jak jest to ważne i że zdrowy sen znajduje się w czołówce najważniejszych czynników wpływających na ich samopoczucie, zdrowie i sprawność intelektualną.

Według naukowców badających sen, na każde dwie godziny, które spędzamy na jawie, mózg potrzebuje jednej godziny snu, by w sposób sensowny przetworzyć przeżycia i zregenerować się.

W takiej sytuacji idea, by spać 8 godzin, czyli dokładnie 1/3 doby nabiera znaczenia, prawda? I potraktujmy to wreszcie poważnie. Nie schodźmy poniżej 7 godzin na dobę, a w przypadku snu naszych dzieci, miejmy świadomość, że potrzebują ich jeszcze więcej, nastolatki minimum 8 godzin, a najlepiej 9-10. Za to na dorosłych zbyt duża ilość snu nie działa dobrze. Gdy czasem przypadkiem zdarzy mi się spać dłużej niż 10 godzin, czuję się źle. Moją optymalną ilością godzin jest 7-8.

Jednocześnie tak to natura ciekawie wymyśliła, że nie da się wyspać na zapas. Sprytny plan, żeby dziś pospać 12 godzin, tak by jutro wystarczyły tylko 4, legnie w gruzach.

Warto podpatrywać naturę i jej regularność. Owszem, budzi się i zasypia o różnych porach, w zależnościach od pory roku, ale to również odbywa się ze skrupulatną regularnością i zgodnie z planem. Słońce zarówno we wrześniu 2018 jak i 1968 budziło się i kładło o tej samej porze i tak samo będzie za 10 lat. Czerpmy z natury i starajmy się żyć zgodnie z naszym zegarem biologicznym. Moim ideałem jest wstawanie i zasypianie podczas tej samej doby.

Bez snu człowiek traci tożsamości i przestaje rozumieć świat, co pięknie ukazuje Gabriel Garcia Márqueza w książce „Sto lat samotności” – gdzie wszystkich mieszkańców dopadła nagle plaga bezsenności. O dziwo, mimo, że nie spali, czuli się wypoczęci. Postanowili więc wykorzystać tę sytuację i pracować. Kiedy już jednak po wielu godzinach nieustannej pracy, wszystko zostało zrobione, usiedli z założonymi rękami, nie wiedzieli co ze sobą zrobić i zaczęli zastanawiać się, czym wypełnią swoje pozbawione snu życie.

Wkrótce pojawił się nowy objaw tej choroby. Z każdą kolejną godziną i dniem, coraz więcej nie śpiąc, tracili coraz więcej pamięci, najpierw do przedmiotów, a potem też do ludzi i do własnej tożsamości i przeszłości.
Wymyślali różne sztuczki, żeby przechytrzyć chorobę i rzeczywistość, np. oklejali wszystko kartkami z nazwą przedmiotów i zaczęli sobie stawiać Tarota, z tą różnicą, że wróżyli sobie nie przyszłość, ale przeszłość. 🙂 I tak karty mówiły im, że ich ojciec był ciemnowłosym mężczyzną przybyłym w początkach kwietnia, a matka kobietą o smagłej cerze, ze złotym pierścionkiem na lewej ręce. A na pytanie: „kiedy urodziłem się?” karty odpowiadały, że w ubiegły wtorek. 😉

Swoją drogą wiecie, że „Sto lat samotności” było absolutnym bestsellerem i w 1967 roku, od razu po wydaniu, cały nakład sprzedał się jak ciepłe bułeczki, kupowali i czytali ją wszyscy: cały przekrój społeczeństwa, mimo że książka nie należała do najłatwiejszych u wymagała uruchomienia wyobraźni i „mózgu”?

Może dlatego, że wówczas wszyscy więcej spali? Z badań wynika, że śpimy dziś o 2 godziny krócej niż w latach 60. ubiegłego wieku! Może dlatego ludzie w latach 60. niezależnie od wykształcenia, byli w stanie przeczytać wcale nie tak łatwą książkę Marqueza, właśnie ze względu na lepszą kondycję intelektualną i fizyczną? A my, ludzie z 2018 roku śpiący aż dwie godziny krócej niż tamci, nie jesteśmy w stanie przez swoje zmęczenie przez nią przebrnąć, bo  – właśnie przez brak snu – mamy problem ze skupieniem, pamięcią i rozumieniem?

Gdyby potraktować tę opowieść (oczywiście przytoczony przeze mnie fragment książki to tylko jeden z wielu wątków książki) jako alegorię, można popatrzeć na nas również jako dotkniętych plagą bezsenności. My również mimo deficytu snu, możemy mieć złudne poczucie bycia wypoczętym albo udawać, a nawet wierzyć w to, że tacy jesteśmy. Możemy przecież nafaszerować się kawą, energetykami, czekoladą. Zrobić sobie dobry makijaż maskujący sińce pod oczami albo – jeżeli wrzucamy zdjęcie do internetu lub komuś je wysyłamy –  wyretuszować je w programie graficznym. Ale w pewnym momencie to wszystko da o sobie znać. I mimo pozornego porządku, możemy zacząć się bez sypiania sypać, tak jak mieszkańcy Macondo fikcyjnej miejscowości stworzonej przez Marqueza.

Ja również, prowadząc intensywny tryb życia, wpadam czasem w ten amok życia bagatelizującego sen. Angażująca praca, rodzina, trójka dzieci, dbanie o relacje towarzyskie, skłonność do wkręcenia się w seriale, pochłaniający internet – to wszystko czasem sprawia, że doba ma za mało godzin i kradnę godziny z tych zarezerwowanych snowi. Nie lubię takiej siebie.

Człowiek niewyspany to człowiek zmęczony, zdekoncetrowany, wybrakowany. Bo sen jest nam potrzebny do regeneracji. Z każdym kolejnym dniem z niewystarczającą ilością snu, obniża się nasza sprawność psychofizyczna. Gorzej myślimy, kojarzymy fakty, zapamiętujemy i wyglądamy. Trudno nie rozpoznać człowieka zmęczonego: traci blask w oczach, jego cera blednie, więdnie, jest sucha i matowa.

Od niedawna mam przyjemność testować serum Reset od L’Occitane,  łagodzące objawy zmęczonej skóry, zalecany do stosowania na noc, kiedy mechanizmy naprawcze w skórze są najaktywniejsze. To właśnie wtedy skóra jest najbardziej podatna na działanie kosmetyków i zawartych w nich substancji aktywnych. Dużą zaletą serum fakt, że wszystkie jego składniki pochodzą z roślin. Kosmetyk zawiera wyciąg z jeżówki, ekstrakt z majeranku i olejek z nieśmiertelnika: wszystkie łagodzące objawy zmęczenia. Oczywiście serum nie zastąpi nam snu! Wprost przeciwnie: ze snem wchodzi w kooperację. 🙂

Stosuję serum od tygodnia i jestem bardzo zadowolona – naprawdę, polecam z ręką na sercu. Autentycznie czuję, że moja twarz wygląda na bardziej wypoczętą. A do tego przepięknie pachnie!

To, co mi się w nim szczególnie podoba to właśnie to, że łagodzi objawy zmęczenia, a nie próbuje nas „odmłodzić”. Nie mam żadnego problemu z tym, że jestem coraz starsza, serio. Za to mam problem z tym, gdy jestem zmęczona. I tak jak ze starzeniem się nie chcę w żaden sposób walczyć, nie zamierzam poddać się operacjom plastycznym korygującym fragmenty mojej twarzy lub ciała i nie retuszuję swoich zdjęć, tak staram się wygrać ze zmęczeniem. Podobnie myśli większość kobiet, z badań przeprowadzonych przez L’Occitane  wynika, że 77% kobiet bardziej martwi się zmęczonym wyglądem skóry niż zmarszczkami.

Jeżeli macie ochotę przekonać się, jak działa, na własnej skórze, mam dla Was niespodziankę. 🙂

O dzisiaj, czyli od premiery serum, w salonach L’Occitane możecie odebrać próbki serum – i to nie nędzne malutkie saszetki, ale solidną porcję serum, niemal miniprodukt. Przekonajcie się na własnej skórze, czy moja rekomendacja jest słuszna – czuję spokój, bo jestem pewna, że będziecie zadowolone.

Ponadto zapraszam Was do wzięcia udział w KONKURSIE – do wygrania voucher dla 2 osób do SPA Uroczysko o wartości 1090 złotych, w ramach czego mieści się nocleg, śniadanie, kolacja i masaże dla dwóch osób + serum Reset  oraz dla kolejnych pięciu zwycięzców wspomniane serum Immortelle RESET o wartości około 230 zł każdy. Zadanie konkursowe i miejsce, w którym odbywa się konkurs TUTAJ – zapraszam!

Bardzo zachęcam do wzięcia udziału w konkursie i do tego, byście na co dzień poświęcały 7-8 godzin na sen i namawiały do tego swoich bliskich. To zdecydowanie nie będzie żadne marnotrastwo czasu, wprost przeciwnie: szansa na regenerację Waszych ciał i umysłów. 🙂

Komentarze: