Dialogi z położną, które zawsze poprawiają mi humor

FG6A8940fot. Agnieszka Dzieniszewska

Niestety zapamiętałam tylko pięć żartów z Położną Helenką, a było ich co najmniej piętnaście, bo sypała nimi jak z rękawa, ale głupia nie zapisałam ich, a w związku z tym, że znajdowałam się wtedy w stanie totalnego upojenia oksytocyną, wyleciały mi z głowy!

Jednak zanim zaprezentuję dialogi, coś Wam zdradzę. Otóż kilka dni temu pomyślałam sobie, że gdybym mogła cofnąć czas i  jeszcze raz wybrać kierunek studiów to kto wie: może nadal byłaby to albo socjologia: którą ukończyłam albo psychologia, którą interesuję się albo … i tu nowość, bo ten zawód i kierunek nigdy wcześniej nie pojawił się w mojej głowie: położnictwo.

Tak, tak sobie niedawno pomyślałam: chciałabym być położną i zmieniać świat kobiet. Patrzcie, jak pięknie brzmi definicja tego zawodu:

Położna: osoba posiadająca odpowiednie wykształcenie, potwierdzone dyplomem,

do opieki nad kobietą w każdym okresie jej życia.

Opieki nad kobietą. ♥ Położna to taki socjolog, psycholog i lekarz w jednym.

ciaza

Podczas pierwszej fazy porodu, czyli wszechogarniających ciało skurczy, byłabym Położną Otwartą i Sympatyczną: zaczepiałabym Kobietę rozmową o sprawach ważnych i błahych, tak by odwrócić uwagę od bólu albo – gdyby tylko chciała – wprost przeciwnie: pomagałabym jej się temu bólowi przyjrzeć i go oswoić – dokładnie tak jak to robiła Położna Agnieszka, która dwa miesiące temu była przy mnie podczas porodu. Jak trzeba byłoby: żartowałabym i Kobietę rozśmieszała, a jak trzeba: empatycznie i ze współczuciem wysłuchiwała. 

Podczas kluczowej i najtrudniejszej fazy porodu zamieniałabym się w Położną Stanowczą, która zdecydowanym tonem mówiłaby rodzącej Kobiecie co ma robić, a czego nie. Owszem, nadal obdarzałabym Kobietę uśmiechem, ale generalnie byłabym Twarda i Kategoryczna, bo wiedziałabym, że owocna współpraca w tej fazie zwiększa zwykle szanse na szybki poród.

Po porodzie, odwiedzając na szpitalnej sali Kobietę: świeżo upieczoną mamę, uruchomiłabym w sobie cały pokład Życzliwości i Serdeczności. Troszczyłabym się o nią, udzielałabym rad i wsparcia przy karmieniu piersią, nie straszyłabym, że ma za mało pokarmu, że dziecko nie dojada, że trzeba je dokarmić mlekiem modyfikowanym, że tak będzie lepiej. Nie, wprost przeciwnie: mówiłabym, że zrobię wszystko (ale nie inwazyjnie, lecz czule) żeby pomóc polubić jej i jej dziecku karmienie piersią.

Kilka dni po porodzie odwiedziłabym Kobietę już w jej domu i tak jak moja Położna, tym razem Położna Helena, otoczyła opieką i przekazała potrzebną wiedzę. Gdyby warunki mi na pozwoliły, czyli Kobieta byłaby na to otwarta, oparłabym swoją wizytę na przekazaniu wiedzy merytorycznej w postaci żartów.

Pozwólcie, że zacytuję moją Położną Helenę i jej poczucie humoru: (ubolewając  jednocześnie nad tym, że nie zapamiętałam wszystkich żartów):

*

Wchodzi do domu i w drzwiach na „dzień dobry”, lustrując mojego noworodka, którego trzymam w rękach, a następnie zerkając na mnie udawanym zniesmaczeniem, tako rzecze:

– Nie dość, że dziecko jest z powodu żółtaczki fizjologicznej całe żółte, to jeszcze ubrała go pani w żółtą czapeczkę i śpioszki. Pani Natalko, litości…

Była w tym „czepianiu się” mnie tak urocza, że nawet nie denerwowało mnie, że nazywa mnie „Natalką”, za którą to formą imienia nie przepadam. 🙂

– A co do żółtaczki, to martwić się? – spytałam.
– Nie sądzę. Przy okazji: w szpitalu, w którym pani rodziła – rzekła zerknąwszy w dokumenty. – Mają takie świetne narzędzie do mierzenia poziomu bilirubiny. Myk myk, przystawia się do czoła dziecka i od razu po kilku sekundach wiadomo, nie trzeba pobierać krwi i badać jej w laboratorium. Któregoś dnia rozmawiałam z tamtejszym doktorem i pytam go, ile to cacko kosztuje.
– Nie stać panią na to, przykro mi  – odparł.
– Ha! Myśli pan, że jak jestem położną, to jestem biedna?! – krzyknęłam. – Właśnie, że jestem bogata! I chciałabym zainwestować w sprzęt, dzięki któremu będę mogła uspokajać swoje pacjentki i mówić, żeby nie martwiły się żółtaczką swoich noworodków. I jestem pewna, że co jak co, ale mnie na to stać! To ile to kosztuje?
– 14 tysięcy złotych.
– Ups. A, to przepraszam, nie stać mnie – odparłam i szybko zmieniłam temat.

*

– Pani Natalko, jeżeli chodzi o technikę karmienia piersią to proszę pamiętać, żeby jedną piersią karmiła pani przez około dwie godziny. W tym sensie, że jeżeli na przykład karmi pani lewą piersią, a dziecko po godzinie znów chce się przyssać, przystawia je pani znów do lewej piersi. I dopiero po godzinie, czyli jak miną w sumie dwie godziny, do prawej. A nie że na zmianę, raz do lewej, raz do prawej.

– O, to mnie pani zaskoczyła. Dlaczego tak należy robić? – zdziwiłam się.

– Na początku pokarm jest bardziej wodnisty i mniej kaloryczny, chodzi o to że dziecko może szybko ugasić pragnienie i łatwo jest mu je przyjąć. Możemy przyjąć, że to taki KOMPOT. Potem, dopiero po jakimś czasie robi się z niego coś konkretniejszego: OBIAD. A na samym końcu, kiedy już zwykle dziecku chodzi tylko o bycie blisko mamy, zabawę i czystą przyjemność: jest DESER.

– Aha…

– I teraz Pani Natalko, niech pani sobie wyobrazi, że zapraszam panią do siebie do domu na obiad. Stawiam przed panią kompot. Pani go wypija, a ja myk: stawiam kolejny kompot. No to pani uprzejmie go wypija, bo owszem, jest smaczny. Ale też cieszy się pani na myśl, że zaraz na stół wjedzie danie właściwie. A tu nie: bo ja stawiam przed panią… kolejny kompot! Zamiast obiadu: wypija pani trzy kompoty – bo tak właśnie się dzieje, gdy matki na zmianę przykładają dziecko od jednej do drugiej piersi. I dziwią się, że dziecko głodne. A pani nie byłaby głodna po trzech kompotach zamiast obiadu?

*
– Pani, pani Natalko, widzę wyluzowana, to dobrze, ale czasem widzę te biedne zestresowane kobiety i mówię:
– Kochana, czego powiedz ci trzeba? Może wyjść do kina? Albo do kawiarni? Na spacer? A może pół lampki wina? Bo pół lampki, nawet jak karmisz możesz, nic się nie stanie. Albo szklankę melisy? Choć przyznam, że gdybym ja miała wybierać: wino czy melisa, to wybrałabym wino!

*

– Pani Helenko, no właśnie: co z czapeczką. Nosić, nie nosić?
– Pani Natalko, a pani nosi w domu czapkę?
– No nie.
– To czemu pani synowi każe?

Komentarze:

  • Julka

    Widocznie, Pani Helenka jest położną z prawdziwego powołania 🙂

    • Tak jest! I Pani Agnieszka również 🙂
      Ogólnie mam szczęście do położnych – zawsze trafiałam na fajne babeczki, tak jakby „fajność” była wpisana w zawód położnej.

  • Kompot podbił moje serce <3

    Swoją drogą, przy piewrszym porodzie miałam taka położną jaką Ty byś chciała być. Miałam szybki poród więc szybko przeszłyśmy do fazy bycia stanowczą, ale ta kobieta byłą cudowna. A pamiętaj, że ja nie słyszę więc kontakt między nami był mocno utrudniony,l ale położna i z tym sobie poradziła bez problemu 🙂

  • Ja na szczęście też trafiłam na super położne, no może za wyjątkiem jednej przed którą ostrzegały mnie inne. Najgorsze zdanie jakie usłyszałam ” To dziecko tak płacze jakby mamy nie miało. Modyfikowane przyniosłam, bo ewidentnie głodne. Aaaa, nie chce Pani? No to proszę niech go pani dalej nosi. ” na szczęście musiałam znosić babsztyla tylko przez jedną noc. Dodam, że byłam jedna z dwóch pacjentek na całym oddziale połozniczym a Leon jedynym noworodkiem.

    • Dokładnie taka sama sytuacja była w moim pokoju z moją „współlokatorką”! Aż zastanowiłam się, czy jej syn nazywał się Leon 🙂 Ale nie. Ja bardzo walczyłam o to, żeby nikt mi nie dokarmiał syna MM, byłam mega upierdliwą pacjentką i ciągle komunikowałam, że tylko moja pierś. A jako że nie mam pamięci do twarzy, do niektóre panie – a wśród nich i położne i pielęgniarki słyszały to pewnie ode mnie po kilka razy :))

      • Smutne jest to, że niektóre położne zamiast wspierać matki i za wszelką cenę pomagać im w karmieniu piersią, to przy każdym większym płaczu lecą z butlą i komentują jaka z ciebie „matka”, że głodzisz dziecko. Na szczęście są i takie co przyjdą i powiedzą ” Dalej matka idź sobie do łazienki na spokojnie, najedz się porządnie, ja sobie polulam trochę tego przystojniaka”. Potem jakimś cudem produkcja mleka rusza i nie ma niepotrzebnych nerwów. 😉

  • Z chęcią bycia położną to znany motyw w okresie poporodowym, znam co najmniej 3 kobiety, które żałowały, że wybrały inną drogę. To potem mija, na szczęście 😉

    • O kurcze, serio? A myślałam, że jestem wyjątkowa! 😉
      Ale to ciekawy temat, dzięki za cynk 🙂
      W sumie czemu „na szczęście” mija? Że byłby szwadron położnych? 🙂

      • Serio serio – been there, done that 😉 Moja siostra i co najmniej jedna koleżanka też na pewno 🙂
        Na szczęście, bo to w sumie szkoda w wieku np. 30 lat ostatecznie stwierdzić, że zmarnowało się życie i że źle się wybrało 😀

      • A znasz książkę „Mundre”? Jeśli nie, to odezwij się do mnie. Jeszcze bardziej zachcesz być położną 😉

    • Wcale niekoniecznie mija. Ja przeżywam fascynację zawodem położnej już od trzech lata. Tzn. nie tak, że chciałabym teraz nagle się przekwalifikować, ale jak sobie czasem fantazjuję o równoległej rzeczywistości, to wydaje mi się, że odnalazłabym się w takiej roli.

  • O rety! A ja karmilam oboje na zmiane… Nie znałam tego spsobu wcześniej. Trzeciego dziecka nie planuję, ale bardzo dokładnie zapamiętam sobie to uzasadnienie i będę o tym opowiadać. Mialam kiepska dietę. Slanialam się, jak karmilam i szybko doszło mleko modyfikowane. Ech…

    • Nie przejmuj się 🙂

  • Asia

    Czy w tekście nie powinna być „bilirubina” zamiast „bilurbiny”? 🙂

  • Marta Mal

    No to wychodzi na to, ze ten mój syn na tych kompotach przybiera jak po mleku modygikowanym bo się dziwią zawsze kiedy idę go ważyć:” Hmmmm na pewno pani nie dokarmia???”

    • Bo to muszą dobre kompoty być! 🙂

      • Marta Mal

        no ba!

  • loanka

    Doula? 😉

  • Jeeej… wspaniała.
    Wzdycham, bo nigdy na taką nie trafiłam. A o ile teraz przy drugiej córce doświadczenie dało mi spokój, to przy pierwszej straszaki, czarne wizje i niezbyt mądre rady bardzo dźwięczały mi w głowie.

    • Położną środowiskową się wybiera, a nie spotyka 😉 Wyboru zwykle nie mamy tylko wtedy, gdy trafiamy do szpitala.

      • Wybrać trzeba w swojej wybranej wcześniej przychodni. Ale fakt – jest to jakiś wybór. Taki z rodzaju randki w ciemno 🙂
        U nas jeszcze wybiera się tę, która ma mniejsze obłożenie pacjentkami – także ranka w ciemno i tylko jeden kandydat.

        • Wcale nie! Nikt nie ma prawa zmuszać Cię do wyboru konkretnej położnej i wcale nie masz obowiązku wybierać położnej z danej przychodni tylko dlatego, że jest blisko albo korzystasz tam z opieki lekarskiej! Nie wybiera się przychodni, a lekarza, położną, pielęgniarkę i każde z nich może byc z innego miejsca. Póki co jeszcze kobiety w Polsce maja takie prawo.

          • m.ewa

            Jednak nie wszędzie tak to wygląda – piszę z doświadczenia. Choć moja ostatnia położna środowiskowa była OK, to jednak nie miałąm wcześniej możliwości poznania jej – niby gdzie i jak – w przychodni się umówić?

          • Dokładnie tak – masz prawo poznać położną przed podpisaniem deklaracji! Co to za zmuszanie do wybierania „kota w worku”? Przychodnie często dopuszczają sie takich nadużyć i takie sytuacje trzeba zgłaszac do NFZ.

          • Ciekawe co piszesz… Może się temu przyjrzę przy najbliższej okazji.

            Zaufałam informacjom w przychodni – musiałam się „zapisać”, czyli wybrać tam lekarza, żeby móc skorzystać z jakiejś usługi. „W pakiecie” zadeklarować trzeba było też położną i pielęgniarkę.

            Wybór polega na tym, że pani z okienka informuje do kogo są miejsca.
            Do przychodni chodzimy tylko na szczepienia, bilanse no i właśnie te ‚wizyty patronażowe’ (bo u nas połowa w domu, a druga połowa w przychodni, bo brakuje terminów na odwiedziny).

            Może faktycznie przy wykazaniu się determinacją mogłoby to lepiej wyglądać…

          • Zgłoś takie wymuszenia w NFZ, to jest spore nadużycie ze strony przychodni!

  • Marta Kordys

    ja dawno temu miałam pomysł zostania położną. nawet złożyłam papiery na położnictwo i mnie na nie przyjęli. ale nie poszłam. może i dobrze, bo położne (przynajmniej te pracujące na porodówkach, a nie środowiskowe) łatwej pracy na pewno nie mają. położna-anioł, która przyjmowała mój ostatni poród sama mówiła, że to bardzo niewdzięczny zawód.
    a co do pani Heleny – powinna dodać ile czasu musi minąć od tego wina do karmienia 😛

    • Dr Jack Newman, guru laktacyjny mówi, że w ogóle nie trzeba czekać przy taki znikomych ilościach alkoholu, bo do mleka nie zdoła nic przeniknąć. To po kefirze czy dużej ilości jabłek będzie więcej alkoholu.

  • Agnieszka

    Żarcik … ba … przypowieść … o kompociku najlepsza!
    Uśmiałam się okrutnie.
    Pozdrawiam
    Agnieszka

  • Ja też miałam fajne położne. Dużo mnie nauczyły. Przy pierwszym dziecku położna na starcie powiedziała mi, żebym nie używała chusteczek nawilżanych do wycierania pupy, tylko okazjonalnie, na przykład na spacerze. A tak woda z mydłem. Dzięki temu, jako jedyna mama wśród znajomych uratowałam dziecko przed odparzeniami.

    • e-milka

      Mnie moja polecila zasadniczo tylko chusteczki moczone w cieplej wodzie. Oczywiscie wiadomo, nie zawsze sie da, ale w razie katastrof zalecila mi raczej pupe pod kran z odrobina mydla w plynie. Podobnie jak u Ciebie – u corki zadnych problemow, u synka troche, ale u niego bylo to chyba zwiazane z reakcja na sklad mojego mleka, bo po zmianie mojej diety bylo lepiej.

      • Ewelina

        i u mnie: płatki kosmetyczne moczone w wodzie 🙂
        a chusteczki na spacerze itp.

    • Bo niestety taka prawda, że to większość chusteczek i pieluch powodują odparzenia, a ludzie zamiast wyeliminować sprawcę to nawalają tony kremików i balsamów :(.

  • też miałam sympatyczną położną, ale Twoja wygrała wszystko.

    a z tą techniką karmienia piersią, to ile ludzi, tyle opinii.

    • Z tą techniką karmienia to też zależy jak często się karmi dziecko i ile się ma pokarmu. W ogólnym rozrachunku, dziecko karmione co 2-3 h dobowo zjada tyle samo laktozy i tłuszczów bez względu na to, czy matka karmi z jednej czy z dwoch piersi.

  • No właśnie słyszałam o tym juz przy moim 2 dziecku że nie przekładać żeby się najadało, ale przy pierwszym nie słyszałam i biedna na kompocie większość czasu leciała 🙁

  • Grzegorz Woźniak

    Przeczytaj i poznaj 10 rzeczy, które musi umieć każdy prawdziwy mężczyzna
    http://www.finansemlodegopolaka.pl/10-rzeczy-ktore-powinien-umiec-kazdy-facet

  • e-milka

    Tez mialam swietna polozna, nadal sie ksztalci i czyta. Ale z tym przystawianiem, powiem szczerze, zaskoczylas mnie. Przy drugim chyba rzeczywiscie tak robilam, ale np. dlatego, ze jak juz lezalam w nocy na jednym boku, to bylo mi wygodniej, niz malucha przenosic, ale przy pierwszym rzeczywiscie na zmiane i moze to byl blad. No nic, jakby sie trzecie trafilo bede ekspertem. No chyba, ze znowu jakies najnowsze rewolucyjne odkrycia sie pojawia. 😉

  • Ewelina

    u nas położna mówiła: najpierw zupka, później schabowy 🙂

  • Miło czyta się pozytywną opowieść o spotkaniu z położną. Nie jesteśmy takie straszne jednak, prawda? 😉
    Pani Helenka z tym dwugodzinnym karmieniem ostro przesadziła i mam nadzieję, że to był żart, który mama potraktowała śmiechem? 😉

  • Genialna ta Twoja położna, Nishko! 😀 Dawno się tak nie uśmiałam, a i też odczuwam do tego zawodu wielką słabość, bo dorastałam w domu, gdzie telefoniczne konsultacje z zakresu pielęgnacji krocza i zapalenia piersi były prowadzone nawet przy obiedzie 😉 Poród w towarzystwie mamy-położnej to też ciekawe przeżycie 😉

  • Uśmiechałam się czytając ten artykuł! Ja nie miałam położnej, ale mój mąż świetnie spisał się w tej roli :). Również podoba mi się ten zawód, myślałam jakiś czas temu nad tym, by zostać doulą i być wsparciem dla kobiet rodzących. To by było super.

  • Dot

    ” a pani nosi w domu czapkę?
    – No nie.
    – To czemu pani synowi każe?” Dobre! 😀

    Fajne te dialogi 🙂

  • Taka położna, z powołania to prawdziwy skarb 🙂 w dzisiejszych czasach coraz więcej klinik, szpitali zapewnia dobrą opiekę, ale niestety są jeszcze miejsca gdzie słyszy się cos odwrotnego 🙁

  • super teksty położnej.. 😀 oby jak najwięcej takich pań! 😉