Efekt Pigmaliona, czyli dlaczego przy niektórych czujemy się błyskotliwi, a przy innych tępi?

fot. Justyna Duszak 

Może pojechałam z tym tytułem, ale cóż, tworzyłam go na bazie własnych doświadczeń. 🙂

Czy zdarza się, że w towarzystwie różnych osób czujecie się różnymi ludźmi? Wśród niektórych hulaj dusza piekła nie ma, możecie podzielić się każdą refleksją, wyartykułować każdą myśl i brzmi sensownie. Natomiast w towarzystwie innych macie wrażenie jakby coś Wam ściskało gardło. Dziwne, bo przecież wciąż jesteście tą samą osobą!

Moja przyjaciółka. Mogę jej powiedzieć wszystko, podzielić każdym światopoglądem i za każdym razem spotyka się to z jej zainteresowaniem. Zawsze śmieje się, czasem wprost pęka ze śmiechu z moich żartów. Chłonie, co mówię i z ciekawością, słuchając moich wywodów, podąża za meandrami mojego toku myślenia, nawet gdy jest bardzo zakręcony i wyboisty.

efekt: Dużo przy niej żartuję i śmiało dzielę najróżniejszymi refleksjami związanymi z rozmaitymi dziedzinami życia (i z wzajemnością). Mówienie przychodzi mi z łatwością.

Mój tato. Lubi mnie słuchać, ale gdy moja opowieść trwa za długo, jest zmęczony i zniecierpliwiony. Uważa mnie za osobę mającą ciekawe spostrzeżenia, ale też rozkojarzoną i nadpobudliwą. Czasem, gdy słucha moich opowieści potrafi zażartować:
– Ile kaw dzisiaj wypiłaś? Chyba dużo, prawda?

efekt: przy tacie bardzo dużo mówię, gubię wątki, rozkojarzam się, rozlewam napoje, tłukę filiżanki.

Mój mąż. Intrygują go moje zainteresowania socjologiczno-psychologiczne, za to martwią olbrzymie luki w sprawach polityczno-biologiczno-chemiczno-historyczno-ekonomiczno-geograficznych, które on ma w małym paluszku. Potrafi czasem zadać mi pytanie kontrolne z tzw. wiedzy o świecie, na którym zwykle wykładam się. 

efekt: gdy prowadzimy rozmowę o sytuacji polityczno-gospodarczej, czuję się zblokowana i albo milczę albo nieporadnie konstruuję zdania, bo boję się, że strzelę gafę, która zdemaskuje moją ignorancję. 

Moja mama uważa mnie za kreatywną, odważną i błyskotliwą osobą, która potrafi w ciekawy sposób opowiadać o świecie.

efekt: gdy prowadzimy rozmowę o sytuacji polityczno-gospodarczej, czuję wiatr w żaglach i nawet gdy nie jestem w stanie podać konkretnej daty historycznej lub nazwy miejscowości, nieustraszenie dzielę się swoimi przemyśleniami, bo wiem, że spotkają się z zainteresowaniem.

Te przykłady są dość dobrą wizualizacją trzech psychologicznych efektów, które chcę Wam przedstawić.

EFEKT PIGMALIONA to zjawisko, polegające na zachowywaniu się zgodnie z tym, czego oczekują od nas inni ludzie, zwane również samospełniającym się proroctwem.

Jeżeli postrzegamy kogoś jako osobę dowcipną i inteligentną i w taki sposób ją traktujemy, np. chwaląc jej błyskotliwość i dowcip, to skutkuje to tym, że ta osoba dokładnie tak się zachowuje: bo wpisuje się w nasze oczekiwania. Skoro patrzymy na nią jako na osobę bystrą i wesołą, darząc przy tym sympatią, ukazując zachwyt, osoba ta nabiera wiatru w żagle i nie boi się dzielić swoimi uwagami – skoro już zostało „ustalone”, że będą bystre i dowcipne.

Tak mnie traktuje moja przyjaciółka, więc ochoczo wchodzę w tę rolę!

Moja mama uważa, że to, co mam do powiedzenia jest warte uwagi, więc nieustraszenie dzielę się przed nią swoimi przemyśleniami.

Efekt Pigmaliona może przybrać dwie postaci: pozytywną – efekt Galatei oraz negatywną – efekt Golema.

EFEKT GOLEMA jest negatywną odmianą samospełniającego się proroctwa. Osoba, do której kierowane są negatywne oczekiwania bądź wyrażane są negatywne opinie, zaczyna zachowywać się w taki sposób.

– Zuzię ciągle trzeba kontrolować, nie dość, że o wszystkim zapomina, to jeszcze kłamie. Kłamie na każdym kroku. No i nie można na nią liczyć – wylicza fikcyjna matka, którą stworzyłam na potrzeby tego tekstu. –  Zawsze, gdy ją o coś poproszę, na przykład, żeby wracając ze szkoły kupiła warzywa, zapomina o tym. Nauczyłam się już, że nie można na niej w ogóle polegać. 

Czy widzicie tu jakąkolwiek szansę, żeby Zuzia mogła stać się „niezapominalska” i odpowiedzialna? Podejrzewam, że jakkolwiek próbowałaby, mama i tak tak mocno przykleiła już jej łatkę „tej, na której nie można polegać”, że ciężko będzie ją odkleić. I mamie i córce. Słowa mają ogromną moc. Negatywne opinie, oczekiwania podcinają dziecku skrzydła. 

Efekt Golema ma jeszcze inny wymiar. Otóż sądząc, że dziecko nie da sobie z czymś rady, bo jest leniwe, za mało mądre, za mało sprytne, za mało odpowiedzialne, zbyt bałaganiarskie, rozkojarzone, nadpobudliwe itd., stawiamy mu tym samym za mało wyzwań – co skutkuje tym, że nie może się niczym wykazać i jego rozwój jest zahamowany. I de facto: rzeczywiście, okazuje się, że nie możemy na nie liczyć.

EFEKT GALATEI to pozytywna odmiana samospełniającego się proroctwa.

Gdy patrzysz na drugą osobę, na przykład swoje dziecko, jako na osobę sprytną, zaradną, odpowiedzialną i tak o niej opowiadasz znajomej w towarzystwie córki, „Zuzia” takową się staje. Nie boi się podejmowania wyzwań i ochoczo idzie do przodu, w końcu zostało „ustalone”, że taka jest.

Taki komunikat, pełen zaufania, dodaje dziecku skrzydeł. Czuje się traktowane poważnie, dostaje sygnał, że można na nim polegać. Zróbcie taki eksperyment i postarajcie się przekuć cechy Waszych dzieci lub mężów, które dotychczas postrzegaliście jako wady na zalety. Ja dziś też to spróbuję zrobić. 🙂  

Z jednej strony nikt nam nie każe wchodzić w role, które „narzuca” nam otoczenie, zresztą często sami je sobie dopowiadamy. Nie wiem, czy mój tato, mąż, przyjaciółka i mama, podpisaliby się pod tym tekstem i moją wizją tego, jak mnie postrzegają, to tylko moje widzimisię, za którym też stoi wiele i bardzo możliwe, że jest tylko moją nadinterpretacją.

To, co chciałam dzisiejszym tekstem przekazać, to że warto oddziaływać na ludzi tak, żeby czuli się w naszym towarzystwie dobrze i żeby mogli rozwijać przy nas skrzydła i wierzyć w siebie. 

Pamiętam, że kiedyś jeden z filmów, w którym wystąpiłam, który spotkał się z pozytywnym odbiorem mojej internetowej społeczności (czyli osób, które mnie znały i lubiły), wylądował wśród ludzi obcych. Tam znalazło się kilka głośnych osób nie szczędzących krytyki: co za beznadziejna panna, co za irytujący sposób mówienia, jaka drętwa. Gdybym miała tam jeszcze raz trafić, nie byłabym pewnie w stanie wydukać z siebie ani słowa. Widziałabym siebie w ich oczach jako tępą i nieciekawą i taką bym się stała.

Nie byłoby tego bloga gdyby nie Wy, którzy dajecie mi dowody swojej sympatii w postaci pozytywnych komentarzy, polubień itd. Dzięki temu nabieram wiatru w żagle i mogę pisać kolejne teksty, bo wiem, że spotkają się z zainteresowaniem. Jesteście niczym moja przyjaciółka: otwarci, życzliwi, serdeczni, akceptujący, słuchający moich opowieści i śmiejący się z moich żartów, nawet jeżeli są sucharami. Dziękuję! Dziękuję, że mogę przy Was chociaż udawać bystrą, nawet jeżeli to, co piszę jest tępe. 😀

Komentarze:

  • Ale świetny tekst! Zawsze mnie to zastanawiało jak to, jest że przy niektórych ludziach jestem elokwentna i błyskotliwa, a przy innych nie umiem wydusić słowa. U mnie często jest to związane z poczuciem bycia gorszym od danej osoby w jakiejś dziedzinie i to mnie blokuje. I warto dodawać innym wiatru w skrzydła, bo dobro powraca. 🙂

  • Dla mnie to też trochę opowieść o tym, jak ocenianie zabija potencjał, a jak akceptacja i ciekawość w kontakcie z drugim człowiekiem (vide Twoja Przyjaviółka) pozwala rozwinąć skrzydła i wykorzystać swoje zasoby 🙂

  • Bardzo ciekawy tekst 🙂 Nie miałam pojęcia o tych zjawiskach; ba, myślałam, że jestem jakaś dziwna, że czasem się wymądrzam, a czasem nie potrafię powiedzieć słowa. Teraz mogę zabłysnąć znajomością nowych terminów 🙂
    Dużo zależy od tego w jaki sposób ktoś daje do zrozumienia, że mało wiemy. Bo można skrytykować, wywrócić oczami, odmówić dalszej rozmowy, a można też delikatnie skorygować czyjś błąd, wcale nie podcinając mu od razu skrzydeł.

  • Sylwia Łysak

    Jak mówić, żeby dzieci Nas słuchały i jak słuchać, żeby dzieci do Nas mówiły. Obowiązkowa pozycja każdego rodzica, niestety moi rodzice jej nie przeczytali. :/

    • Anka

      Dokładnie! Moja „biblia” 🙂 Czytam już drugi raz.

  • staszczak

    Pierwszy raz komentuję, ale tekst mnie tak bardzo zaintrygował i dał do myślenia, że musiałam ;). Ja mam absolutnie tak samo. Być może mając świadomość tych narzucanych ról, da się swoje zachowanie kontrolować i być dla wszystkich uosobieniem elokwencji, inteligencji i zaradności? Sprawa do przemyślenia! A skoro mamy na siebie pozytywnie oddziaływać, to napiszę jeszcze, że jesteś jedną z moich ulubionych blogerek. Dzięki, że dzielisz się sobą ze światem 🙂

  • Marta Kurkiewicz

    Świetnie napisany tekst! Podobają mi się szczególnie bardzo przejrzyście i zwięźle opisane efekty plus ilustrujące je przykłady – jako studentka psychologii mogę powiedzieć, że zdarza się mi czytać książki, w których czasem ciężko jest zrozumieć co autor miał na myśli i rodzą się przez trudności z odniesieniem wiedzy teoretycznej do praktyki i obserwacji. Nie jest to łatwa sztuka, a tutaj wyszło super 🙂

  • jon

    Po prostu jesteś tępą pizdą. Jak trafisz na kogoś głupszego od siebie to jeszcze pół biedy, gorzej kiedy gadasz z kimś ogarniętym mentalnie i wtedy twoje spierdolenie trzeszczy bardzo. Nie widzę powodów do tego przydługiego i przygłupiego artykułu, bo i po cóż komplikować i opisywać sprawy proste i oczywiste, które dla każdego człowieka, czyli kogoś kim nie jesteś, są oczywiste a priori.

    • Ada

      Dużo zdrowia życzymy

    • Gość

      O matko!Co za wpis. Jon zniżę się do Twojego poziomu i odpowiem Twoim językiem. Ale masz rysę na bani. Współczuję.

  • e-milka

    To prawda – dajmy ludziom szanse. Ile jest filmow o tej samej tematyce – do „trudnej” klasy, beznadziejnej druzyny etc. trafia zaangazowany nauczyciel, trener etc. i daje dzieciakom wiare we wlasne sily. I nawet jesli nie wygraja, to droga jest celem. A to sie dzieje naprawde, nawet jesli ten trener nie wyglada naprawde jak gwiazda holywoodzka.

  • Pingback: Mój wewnętrzny pies. – Justyna w poszukiwaniu mojości.()

  • Justyna Papis

    W pełni zgadzam się z tym tekstem. Wiele razy właśnie w ten sposób nad tym myślałam. Jak to jest, że w pracy wydaję się być stanowcza i zaradna, wśród swojego rodzeństwa i rodziców jestem postrzegana jako osoba dążąca do określonego celu, natomiast znajdzie się ktoś kto chce mi nagle podciąć skrzydła i czuję się przy nim gorsza oraz tracę pewność siebie. Myślę, że powinniśmy unikać w swoim życiu każdej takiej osoby, która działa na nas destrukcyjnie i hamuje nas sprawiając, że nie możemy być sobą. Myśląc o tym dalej, sądzę również, że to z osobami które niszczą w nas poczucie wartości jest coś nie tak a nie z nami. To one mają w sobie negatywną energię, która działa na nas niszcząco w większości dlatego, że mają się za lepszych od nas a często przyczyną są właśnie drzemiące gdzieś głęboko kompleksy.

  • Renata

    Przyjaciółka <3 masz nas wiele

  • nosluj

    Świetny tekst, trafne spostrzeżenia, w końcu wiem jak to nazwać! 🙂

  • Ale fajnie,ze dzis to przeczytalam i konkretnie fragment o Zuzi. Sama mam Zuze i po prostu wymiekam. Od rana zaczne odczarowywac rzeczywistość. Dziekuje 😘

  • Vercas

    Myślałam że tylko mój mąż zadaje mi pytania kontrolne 😜

    • Co to w ogóle jest – pytania kontrolne, co one mają na celu? Zapać Cię na niewiedzy? I co wtedy, mąż się lepiej czuje, jak pokaże że jest mądrzejszy? Co za paskudna praktyka.

  • Małgorzata Sucharska

    Fajny wątek, jednak zabrakło mi zakończenia jak pozytywnie oddziaływać na innych ludzi. A to nie jest takie proste, bo mimo starań są osoby, które mając coś w sobie do przepracowania, odbierają najświętszego, jako co najmniej dziwaka 😉

  • Hanna Zuzanna

    Fajny tekst i dużo w tym racji, niemniej nie jest to takie proste. Według niektórych teorii relacja między ludźmi zależy od socjotypów (Jung, socjonika) i niestety do pewnego stopnia jest ona „wbudowana” w daną kombinację dwóch lub większej liczby osób. Za tą teorią przemawia fakt, że przy niektórych osobach od samego początku czujemy się świetnie (mądrzy, dowcipni etc.), a przy innych wręcz przeciwnie, podczas gdy nie było w ogóle jeszcze czasu na przypięcie jakichkolwiek etykietek…

  • alka666

    Ciekawy tekst. Dziękuję za otwarcie mi oczu na pewne błędy wychowawcze moich rodziców. Teraz wiem, że nie czynili tego świadomie, a powielali pewne schematy powszechne w środowisku, w którym przebywaliśmy, kiedy byłam dzieckiem. Nazwanie problemów pozwala je rozwiązać. Dziękuję!

  • Tomasz Pohl

    Ładne zebranie w jednym miejscu kilku „efektów”. Przypomina mi się Alana Loy McGinnisa – Sztuka Motywacji. Pozwalam sobie udostępnić.

  • Karolina Grajper

    Ogólnie bardzo fajny tekst, lekko się czyta, ważne, że są przykłady.
    A literatura? Sama chyba wszystkiego nie zbadałaś i nie opisałaś. Był ktoś przed Tobą i z jego książek/artykułów korzystałaś czerpiąc wiedzę na ten temat.

  • Renata Sobolewska

    tak, wszystko prawda, odczytałam mężowi na głos 🙂

  • Katarzyna Korol-Tokarzewicz

    Świetny tekst. A masz doświadczenia, jak radzić sobie z efektem Golema? Mi zawsze przy tacie uciekało mleko jak gotowałam dziecku :D. Teraz mam więcej lat niż on wtedy i mam to w nosie, umiem sobie z tym poradzić, ale sa inne osoby, przy których mam podobnie. Myślę,że odpowiedzią jest poczucie własnej wartości przy tych ludziach i pewności siebie.

  • Pingback: Marcowe znaleziska z sieci | ekopozytywna()

  • Sławomir Wyżykowski

    Genialny tekst, czuje niedosyt! Dziewczyno, poruszylas ponownie Ziemie 😉
    Kiedy wiecej w tym temacue? Temat o empatach tez o to zahacza… 🙂

  • Hej! Dopiero co tu trafiłam i już mi się spodoabło – bardzo ciekawy tekst. Czuje się zmobilizowana, żeby spróbować jeszcze bardziej doceniać ludzi wokół mnie, aby mogli rozwinąć skrzydła. Lub może po prostu żeby spróbować lepiej okazywać te akceptację, która ich darze:)

  • Najtrudniej czasem wyłączyć ten swój wewnętrzny głos w głowie…
    Mądry tekst, dobrze się czyta 🙂 Jak zawsze u Ciebie 🙂

  • Pingback: Słonecznik #7: Wiosenny przegląd linków - Witaj Słońce()

  • Pingback: Marcowe znaleziska z sieci - ekopozytywna()

  • Jedna uwaga: mężczyźni znacznie rzadziej mają problem z wygłaszaniem opinii i prawd objawionych, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Nie znam Twojego męża, Nishko, ale wątpię, że jest alfą i omegą we wszystkich tych dziedzinach które wymieniłas.

    Dziś w pracy rozmawialiśmy o Katalonii. Byłam tam parę razy, pamiętam jak znajomi Katalończycy mówili mi, że ich region jest motorem Hiszpanii. Mój kolega z biurka obok pewnym głosem mówi:
    „Ci Katalończycy to może i chcą się oderwać, ale sobie tego nie policzyli dobrze, będzie płacz jak się okaże, że ekonomicznie nie pociągną”
    Ostrożnie, żeby nie wyjść na niekompetentną spytałam czy jest pewien, bo mi się zdawało, że to jeden z najbogatszych regionów. Dostałam odpowiedź, że „No co ty, gdyby nie Inditex to by już dawno tam jedli szczaw i mirabelki”.

    Dziesięć minut później czytam artykuł na The Telegraph i stoi tam ja wol: Katalonia odpowiada za prawie 20% hiszpańskiego PKB i po oderwaniu się, byłaby 34 ekonomią na świecie.

    Kolega wygłaszał swoje mądrości bez cienia wahania a ja, chociaż miałam rację, wysuwalam ja niepewnie: „czy jesteś pewien”, „mi się zdaje że”, „chyba” etc. Zupełnie niepotrzebnie, znowu po babsku dalam sobie zamknąć usta męskim tupetem. Nie sądzę, że to przypadek, że osoby przy których możesz mówić pewnie to kobiety, faceci lubią grać mądrzejszych niż są cudzym kosztem.

  • Dałaś mi do myślenia. Pomyślę jak ja postrzegam domowników (męża i dzieci) i zastanowię się jak oni postrzegają mnie. Zastanawiam się tylko jak słowa wypowiedziane w żartach wpływają na ten efekt, przykładowo, gdy mąż mówi, że jestem zołzą. Czy mimo że jest to powiedziane w sposób czuły, żartobliwy to nie zaczynam zachowywać się jeszcze bardziej zołzowato?

  • Anna

    Czyli ci, przy których czujemy się jak ameby umysłowe, naprawdę uważają nas za ameby umysłowe? Świetnie. Zawsze pocieszałam się, że nie jestem taka beznadziejna, a skrępowanie wynika z moich kompleksów :>

    • Niekoniecznie. Nam się może WYDAWAĆ, że oni tak nas postrzegają, a niestety często sobie różne rzeczy dopowiadamy. 🙂 Więc musimy zacząć dopowiadać sobie bardziej korzystne opinie o nas samych 😉

  • Jest tu ładnie opisany mechanizm psychologiczny, który ma przyczyny, przebieg i skutki. Wszystko trzyma się kupy. Co jednak powiecie na to: Wchodzę w nowe towarzystwo, wszyscy traktują mnie identycznie – są życzliwie ciekawi na tym samym poziomie. Po prostu witają nową w swoim gronie i nikt nie wystaje z tego szeregu beznamiętności nawet na milimetr. I wtedy się zaczyna: z większością dogaduję się natychmiast. Jestem z natury gadatliwa, elokwentna, mam dużą wiedzę i fajne poczucie humoru, bardzo łatwo „kupuję” ludzi. Świetnie, ale pośród nich zawsze znajdzie się ktoś, czasem kilku ktosiów, przy których staję się bełkotliwym, niezdarnym, jąkającym się debilem. Brakuje mi tylko śliny cieknącej z niedomkniętych ust i wytrzeszczu osłupienia. I NIE MAM POJĘCIA CZEMU TAK SIĘ DZIEJE. Ci „wybrani”, przy których potykam się o własne nogi i nie potrafię sklecić zdania prostego, nie różnią się niczym od reszty, na tle której błyszczę. Czasem są szefami w tym towarzystwie, czasem stoją na dole hierarchii – to nie ma znaczenia. Więc co ma znaczenie i czemu mnie to spotyka???