Jak moja Mama wyleczyła mnie z kompleksów

dzienmatkifot. Agnieszka Dzieniszewska

Ktoś niedawno spytał mnie, jak relacja z Mamą wpłynęła na moje poczucie piękna, własnej wartości, pewność siebie. Otóż jestem wdzięczna mojej Mamie za to, że nie budowała poczucia mojej wartości na tym, jak wyglądam.
Mama nie zachwycała się moim wyglądem. Komplementy odnosiły się głównie do tego, co powiedziałam, do jakich wniosków doszłam, jakie refleksje przewinęły się przez moją głowę.

Rano nie byłam witana słowami:

– Dzień dobry, moja ślicznotko!

Wieczorem nie słyszałam zachwytów:

– Jakaś ty piękna, córeczko.

Nie oznacza to, że temat mojej urody był zupełnie pomijany. To, jak wyglądamy jest jednym z głównych obszarów tzw. przekonań o sobie, kształtowanych w olbrzymiej mierze podczas dzieciństwa. To, jak siebie postrzegamy, buduje w nas w dużej mierze wydające o nas opinie otoczenie. Te opinie mogą być budujące lub krzywdzące.

– Jesteś najpiękniejsza! – mówią do córek niektórzy rodzice.

Z jednej strony to miłe, ale z drugiej, jak ostrzegają psycholodzy:

„Nie należy mówić dziecku: „Jesteś piękne, genialne, wyjątkowe”. To rodzaj wyzwania, z którym później będą się musiały mierzyć i mu sprostać, z czego często rodzą się kompleksy. Lepiej mówić o tym, że lubimy spędzać z dzieckiem czas, że jest dla nas ważne i że je kochamy. A jeśli już, powiedzieć, że jest zwykłe (to uwalnia z obciążenia), ale wskazując jego konkretne wyróżniki.”

(„Jak nie wpędzić dziecka w kompleksy?”, Anna Dąbrowska, Poradnik Psychologiczny Polityki: Ja. My. Oni. Tom 22: „Dusza i ciało”.)

Mama, jeżeli już chwaliła mój wygląd, to właśnie chwaląc konkretne cechy. Mówiła na przykład, że mam piękne włosy.

– Twoje włosy mają taki piękny, ciemnobrązowy kolor mieniący się szarością: tak jakby ktoś sypnął na nie popiół – mawiała.

Teraz, gdy to sobie przypominam, widzę, że ten komplement brzmi dość dziwnie :), ale Mama mówiła to takim tonem i z taką dawką pozytywnych emocji, że czułam, jakbym tym kolorem włosów dostała największy dar. 🙂

Jako dziecko byłam bardzo szczupła. Niektórzy patrzyli na mnie z niesmakiem zmieszanym z zaniepokojeniem:

– Ale z ciebie chudzielec! Jesteś strasznie chuda! Powinnaś, chuderlaczku, więcej jeść!

Mama wtedy zawsze reagowała i mówiła:

– Natalia nie jest żadnym chudzielcem. Ma po prostu szczupłą budowę ciała. Je dużo, ale jest bardzo żywotna i ciągle w ruchu, więc szybko wszystko spala. Czy każdy musi być taki sam? Ciała mają różne kształty i każdy jest taki, jaki powinien być.

– Ale nogi takie chudziutkie, jak szczypiorki! – ubolewali malkontenci.

– Proszę odczepić się od nóg Natalii. Ma piękne, długie, szczupłe nogi  – oponowała.

Kto wie, czy gdyby Mama reagowała inaczej, na przykład ze smutkiem potwierdzając opinie rozmówców:

– Wiem. Jest strasznie chuda..  A te nogi? Dwa patyki.

…. to czy te nieszczęsne nogi nie stałyby się moim kompleksem. Które ukrywałabym pod szerokimi spodniami, długimi spódnicami i każde spojrzenie na dolną partię mojego ciała odbierałabym jako sygnał, że ktoś właśnie przypatruje się Moim Przeraźliwie Chudym Nogom. Rezygnowałabym z wyjść na basen lub plażę, bo jak je wtedy ukryję? Osoby zakompleksione przesadnie, wręcz obsesyjnie, mimo że sprawia im to dużo bólu, skupiają się na tej części ciała, którą uważają za brzydką.

dove2

Ogromna siła rażenia kompleksów

Kompleksy, które francuski psychiatra Christophe Andre zdefiniował jako „Wątpliwości, które przeobrażają się w ból” rodzą się często pod wpływem banalnych sytuacji. Tak jak u bohaterki artykułu Plusy odstających uszu Marty, której tato, musząc kiedyś zdecydować, którą córkę weźmie w delegację (dla dwóch nie było miejsca w samochodzie), zażartował, wskazując na siostrę:

– Ona jest ładna, a ty musisz się uczyć. Jutro idziesz do szkoły – rzekł.

Nie miał złych intencji. Jednak te słowa stały się dla dorastającej, kształtującej swoją tożsamość i kobiecość dziewczynki, jak wyrocznia. Przez wiele lat jej wygląd, poczucie że jest brzydka był jej jednym wielkim kompleksem. Wpływało to fatalnie na jej relacje międzyludzkie, między innymi z mężem. Z tym problemem uporała się dopiero na terapii.

Kompleksy istnieją zwykle wyłącznie w głowach zakompleksionych osób. Każdy z Was spotkał się pewnie z niejedną osobą narzekającą na jakiś fragment swojego ciała, nie dowierzając, że Wy zupełnie nie postrzegacie go jako ułomnego.

W głowie zapadł mi fragment książki: biografii Juliana Tuwima, którą czytałam ze dwa lata temu: „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”. Otóż Tuwim miał potworny kompleks: a była nią umiejscowiona na twarzy „myszka”. Z jednej strony była znakiem rozpoznawczym poety, z drugiej powodem jego katuszy i obsesją. Wydawało mu się,  jak większości zakompleksionych osób, że absolutnie każdy widzi  i skupia się na tej części ciała. Podszedł kiedyś do siedzącego w kawiarni Antoniego Słonimskiego – którego wówczas jeszcze nie znał i krzyknął, przekonany, że ten wpatruje się w jego „myszkę” (cytuję z pamięci):

– Wiedz pan, że gdybym urodził się BEZ tej myszki na twarzy, to bym popełnił samobójstwo!

Brzmiało jak żart, w który chciał obrócić swoją obsesję, ale dla Julka „myszka” była naprawdę poważnym problemem.

Dlatego teraz, gdy ktoś wyraża zaniepokojenie figurą mojej młodszej bardzo szczupłej córki przywołuję go do porządku, mówiąc, że jej nogi są dokładnie takie, jakie mają być. Tak samo jak nogi jej koleżanki, mimo że dwukrotnie szersze, to również piękne.

Nie ma jednego kanonu piękna

Gdybyśmy wszystkie wyglądały podobnie, byłoby nudno. Świat ludzkich ciał, ze swoją różnorodnością nosów, talii, pośladków, ramion, nóg, piersi, długości i wagi ciał jest fascynujący. 😉

3To właśnie marka Dove prowadząca od lat kampanie zwracające uwagę na problem z samoakceptacją, który dotyka tysiące kobiet, zadała mi pytanie o to, jak relacja z Mamą wpłynęła na moje poczucie wartości, z którym podzieliłam się z Wami na wstępie tego tekstu.

Dove co roku kręci filmy robiące furorę na całym świecie. W tym roku to krótki filmik „Jesteśmy piękne”, który możecie obejrzeć na tej stronie. Przyznam, że wzruszyłam się, oglądając go. 🙂 Stamtąd też pochodzą grafiki, które umieściłam w dzisiejszym tekście.

Nierealistyczny obraz kobiet kreowanych przez popkulturę

Gros kompleksów rodzi się w dzieciństwie, ale nie tylko wtedy. Dużą rolę odgrywa popkultura: media, portale społecznościowe, teledyski. Wyretuszowane zdjęcia. Lansowanie określonych typów urody. Tak zwane niedoścignione ideały.

1

2

Trudno się z nimi skonfrontować zarówno osobie zakompleksionej, jak i tej, która była bombardowana od zawsze tekstami, że jest najpiękniejsza. Bo jak w takim razie ma sobie poradzić ze świadomością, że jej zdjęcie nie zbiera teraz setek lajków na fejsbuku i instagramie? Poczucie, na którym budowała swoją tożsamość, czyli poczucie bycia prześliczną i najpiękniejszą staje się wyzwaniem, któremu nie jest w stanie – w konfrontacji z innymi – sprostać. Presja jest zbyt silna.

Dlatego jestem naprawdę wdzięczna mojej Mamie za to, że z jednej strony nie wywierała presji na mój wygląd, nie bombardowała mnie pochwałami mojego ciała i urody, a jeżeli już, to robiła to dyskretnie i delikatnie. Z drugiej strony: kiedy trzeba było, dawała mi znać, że z moim wyglądem jest wszystko w porządku. Słowem: nie pozwoliła mi wpaść w kompleksy.

A słowa na temat wyglądu mają naprawdę dużą moc, coś o tym wiem! Mój mąż, nie mając złych intencji (on po prostu tak ma, typ Szczerego Człowieka), wypowiedział się na początku naszej znajomości niezbyt pochlebnie – w mojej opinii – o dwóch aspektach mojego wyglądu, doprowadzając do tego, że stały się moimi kompleksami! Teraz, jako dojrzała 35-letnia kobieta, znająca swoją wartość, zupełnie się tym nie przejmuję, ale był czas, że czułam się tym zblokowana. Czasem jedno banalne słowo wydające niepochlebną opinię o naszym ciele może wyrządzić wiele krzywdy.

Tym bardziej więc zachęcam Was: bierzcie przykład z mojej Mamy i mówcie do swoich dzieci i bliskich tzw. językiem żyrafy – czyli stosujcie komunikaty „utrzymujące przy życiu”: pełne empatii, życzliwości, akceptacji, a nie tzw. językiem szakala, czyli z użyciem komunikatów „odcinających od życia”, krytycznych, budzących poczucie winy, nieuprzejmych i agresywnych.

Wszystkie jesteśmy piękne, wszyscy jesteście piękni. 🙂

PS I przypomniało mi się właśnie, jak kilka lat temu moja starsza córka wypaliła prosto z mostu:

– Mamo, nie obraź się, ale tato jest od ciebie o wiele ładniejszy.

Komentarze:

  • Dot

    Chciałam przeczytać ten tekst, a tu mnie proszą o hasło… Nishko, czemu pojawia się taka informacja? Będę mogła przeczytać tekst?

  • Ola

    <3

  • Dokładnie to samo mówię przy moich dzieciach, głośno (żeby głęboko zapadło im w pamięć), że są całkiem różni, nie muszą mieć tego samego i każdy jest wyjątkowy, jedyny taki na świecie i może mieć zupełnie różne potrzeby. Oczywiście to wszystko językiem czteroletniej żyrafy – żeby mnie zrozumiały 😉 I nie jest to łatwe, bo z zewnątrz ludzie nagminnie porównują, przyrownuja, oceniają – a u nas się żyje bez porównań i oceny. Wychodzę jednak z założenia, że dla moich dzieci najważniejsze jest zdanie rodziców. A nie przypadkowych ludzi 🙂
    Co do mojej mamy, ona tez nie skupiała się na wyglądzie, natomiast próbowała kocham bas wszystkich „tak samo” – a to też błąd. Nie da się tak samo! Dziś już wie, że wystarczy kochać najlepiej jak się potrafi, każdego INACZEJ (mam 5 braci), najważniejsze że z całych sił 😉 Od chwalenia o wspierania pasji był tata.

    • To ciekawe, nigdy o tym nie myślałam, w sensie, że nie da się kochać wszystkich tak samo 🙂 Ale rzeczywiście coś w tym jest. Ja np. ostatnio mam coraz mniej cierpliwości do starszej córki i namawiamy ją z mężem, żeby na studia, które rozpocznie za 3 lata, wyjechała gdzieś hen hen daleko, mimo że przecież bardzo ją kochamy…. 🙂

      • Nie da się po równo i dzieci to czują, a jak rodzice będą dalej tak twierdzić zamiast szczerze przyznać, że kochają je zupełnie inaczej (bo są zupełnie różni) to dzieciaki porównują się przez resztę życia, znajdując powody, dla których tego drugiego jednak kochali bardziej 😉
        Jak słyszę teraz historie dorosłych ludzi, którzy nie mogą się z zazdrością uporać do dzisiaj, to mi się włos jeży…
        Wiec ja nie ściemniam. Kocham i traktuje indywidualnie, na ile umiem 🙂

        • Magda

          A ja twierdze jak Nishka! Kocham tak samo. Kazde inaczej bo inna plec, inny wiek, inaczej rozmawiamy, inne mamy wspolne sprawy 😉 Ale KOCHAM TAK SAMO 😉

    • Liwia

      Moja babcia powiedziała mi kiedyś, co mnie trochę zdołowało – że z własnego doświadczenia i zwierzeń jej koleżanek może mi powiedzieć, że jak się ma więcej niż jedno dziecko, to zawsze któreś kocha się mocniej, a któreś mniej.

      • kasia pyra

        ja zawsze słyszałam, że „ze mną to zostanie Gosieńka.A Ty pójdziesz gdzieś do chłopa”. Jak zapytałam mamę dlaczego woli starszą siostrę to odpowiedziała,że chyba dlatego że jako dziecko ona dużo chorowała. Boże jak to bolało. I dalej boli.

        • Kasia, ojej 🙁
          Ale wiesz jak to jest: w tej historii Marty, którą cytuję w tekście z „Polityki”, gdzie tato mimochodem rzucił ten tekst, że jedna z sióstr jest ładna a druga mądra i ta historia została w niej przez następne 20 lat… To tak naprawdę wiesz, że ten tato tak bezmyślnie to rzucił i nawet tak nie myślał? Twoi rodzice (mama?) też pewnie ot tak rzuciła i nawet o tym nie pamięta… Ale wiem, że nie wystarczy, że napiszę Ci to teraz. Skoro Cię boli, to boli. Myślałaś o tym, żeby wybrać się na terapię? Marcie z artykułu pomogła dopiero terapia. Nie ma co się wstydzić: psychoterapia to naprawdę wspaniały pomysł na ból duszy.

      • Liwia, ojej, ja się z tym nie zgodzę! Mam dwie córki, spodziewam się trzeciego dziecka i owszem: każde jest (będzie) inne, więc interakcja między nami będzie się pewnie różnić, np. niektóre cechy starszej córki doprowadzają mnie do szewskiej pasji, znowuż inne młodszej również, podobnie potrafię zachwycać się jakąś cechą jednego dziecka a u drugiego inną.. Ale na Boga: kocham tak samo! Gdybym miała zdecydować, którą ratować, bo los byłby tak okrutny i postawił mnie w takiej sytuacji, to przysięgam: nie wiedziałabym co robić. 🙁

  • Bardzo ważny temat, piękny tekst, podam go dalej. 🙂

  • Straszne to jest jak czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak dużą moc mają ich słowa. Kiedyś koleżanka mamy skomentowała mój wygląd w stroju kąpielowym tekstem „no ładna jest, ale uda to ma po tacie”. Niby miałam tego nie słyszeć, ale dziwnym trafem usłyszałam. I 15 lat później wciąż to pamiętam. Od zawsze uważałam, że w szkołach brakuje dwóch rzeczy: wystąpień publicznych i inteligencji emocjonalnej. A potem taki kurs z inteligencji emocjonalnej powinno się przechodzić raz w roku co roku. A ten, kto go nie zrobi, powinien mieć zakaz rozmawiania z ludźmi 😉 Iza na Ministra Edukacji, hej!

    • Prowadzę zajęcia z komunikacji dla seniorów i słyszę takie zdania „Dlaczego ja się w szkole uczyłem jakiś dziwnych rzeczy,a nie tego co z panią omawiamy? To powinno być w szkołach a nie na uniwersytetach trzeciego wieku! Dlaczego ja dopiero po 40 latach małżeństwa zrozumiałem jak rozmawiać z żoną?”. Dlatego masz mój głos w wyborach na ministra edukacji, hej! 🙂

      • To przecież tak bardzo może ułatwić ludziom życie. Może trzeba trochę polobbować do MEN? 🙂 Może napiszę o tym tekst? Dziewczyny, jakby co pomożecie? Jak się podzielimy zadaniami? 😉

    • Jestem za! mam nadzieję, że pokolenie naszych dzieci albo chociaż wnuków już tego doświadczy.
      PS Iza na MEN, hej! 😉

  • demon

    Zazdroszczę. Mnie w kompleksy wpędził ojciec, który przy każdej okazji stwierdzał, że moja twarz mnie uchroni przed gwałtem, że jestem grubą krową i że w sumie to chciał mnie wyrzucić po urodzeniu (tak, wpadka), ale matka się uparła, żeby zostawić.
    Zawsze byłam typem chłopczycy, ale do tej pory (mam prawie 20 lat) słyszę te teksty, nie jestem w stanie się nie wstydzić przy ludziach i nie umiem nawiązywać nowych znajomości…

    • Sylwia

      Kochana, nigdy więcej nie bierz tych słów do siebie. To typowa przemoc psychiczna, za którą też powinno się karać, bo może zniszczyć drugiego człowieka. Być może Twój ojciec sam ma problemy i próbuje wyładować swoją frustrację na niewinnej niczego dziewczynie. To nie ojciec decyduje o Twoim życiu. Na szczęście jesteś już dorosła i teraz wszystko w Twoich rękach! 🙂

      • I pamiętaj o tym, że Twój tata też jest człowiekiem – nie wszystko wie, rozumie, nie zawsze ma rację, też się czegoś boi, kogoś kocha, czegoś się wstydzi, ktoś go skrzywdził. Jego słowa nie będą dla Ciebie wyrocznią 🙂 Wiesz dlaczego? Bo Twój tata nie jest kimś więcej niż Ty! Każda dusza jest tak samo cenna i WOLNA 🙂 Każda ma do przejścia własną ścieżkę, odrębną od pozostałych. PS Jeszcze znajdziesz swoich ludzi Dziewczyno! 🙂 Aby usprawnić proces układania tych życiowych puzzli, polecam Ci blogi coachingowe, np. Michała Pasterskiego czy Ani Witowskiej. Pozdrawiam ciepło! <3

        • Liwia

          „Kogoś kocha” – często mi się wydaje, że tacy ludzie nie kochają nikogo.

          • Absolutnie nie chcę nikogo usprawiedliwiać, tak się tylko luźno zastanawiam – czy może dlatego, że nikt ich nie kochał? Nie poznali, czym jest miłość?

          • Liwia

            Też tak kiedyś myślałam, ale niedawno się przekonałam, że nie, to po prostu czyste zło, a jakkolwiek by nam się nie wydawał dobry odruch jest w takim przypadku błędem statystycznym. Po prostu na świecie jest całkiem sporo skurwysynów, bo tak to trzeba powiedzieć.

    • To co słyszałaś to taka sama przemoc jak bicie i bardzo Ci współczuję, że masz takie wspomnienia. Ale z drugiej strony, pamiętaj, że jesteś jeszcze bardzo młoda, całe życie przed Tobą i masa możliwości, nie jesteś skazana na złe myślenie o sobie i niską samoocenę, którą Ci wdrukowano. Można zmienić swoje myślenie, można pokonać swoje potworki z przeszłości (niekoniecznie jest to łatwe i ekspresowe). Pamiętaj o tym! Jeśli będziesz chciała kiedyś pogadać/popisać odezwij się do mnie.Trzymam za Ciebie kciuki!

    • „Demon”, bardzo Ci współczuję 🙁
      Weź sobie do serca to, co napisały dziewczyny Joanna, Sylwia i Elwira – podpisuję się pod ich komentarzami.
      Pozwolę sobie spytać, choć oczywiście jak nie chcesz nie odpowiadaj. Czy mieszkasz wciąż z ojcem? Jak na to reaguje Twoja mama?

      • demon

        Dzięki za wsparcie, dziewczyny 🙂 Mama mówi, że to głupie żarty i żebym się nie przejmowała, ale to ma już efekt podobny do „kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą”. Co ciekawe, rodzice chodzą do psychologa z młodszą siostrą, która jest wręcz rozpieszczana, ale gdy ja chcę zasięgnąć porady specjalisty, uważają, że przesadzam.

        • Jeśli czujesz, że chciałabyś wybrać się do psychologa czy innego specjalisty, to nie musisz mieć poparcia rodziców, tym bardziej, że pisałaś, że jesteś pełnoletnia. Pamiętaj, że w wielu miejscach wsparcie możesz otrzymać za darmo, trzeba tylko czasem trochę poszukać i się podowiadywać. Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki

  • Droga Nishko, zostań dyrektorem wszechświata ds.komunikacji w rodzinie. Proszę.

    • Ojej, dziękuję za docenienie i wiarę 🙂
      Natomiast moja starsza córka i mąż wybuchnęliby śmiechem na wieść o takim moim awansie 😉 #szewcbezbutówchodzi ;))

  • Morrrigan

    Z jednej strony porada „nie chwal wyglądu” brzmi brutalnie, ale jednak jest trafna. Uważam, że rodzice powinni komentować wygląd dziecka, jednak w odpowiedni, bardziej „bezosobowy” sposób. Ja jako dziecko często słyszałam, że jestem śliczną dziewczynką, od rodziców, wujków czy cioć, ale mimo to pewna siebie nie byłam – wręcz przeciwnie. Brak pewności siebie wynikał w sumie z czego innego, ale przełożył się na to, że byłam wycofana w szkole i dzieci często mi dokuczały, także żartując z wyglądu. Połączywszy to wszystko w głowie straciłam zaufanie do rodziców, nie wierzyłam już w to co mówią.
    Ja myślę, że fajnie jest co jakiś czas sypnąć jakimś komplementem, jednak wygląd to w większości przypadków nie do końca nasza zasługa, lecz genów. Więc po co mówić „jesteś śliczna”, co z tego wynika? To bardzo subiektywna sprawa, chyba każdy kiedyś usłyszał także niepochlebne komentarze na temat swojej urody, bo każdemu podoba się co innego (a nie każdy ma na tyle ogłady, by zatrzymać to dla siebie), takie gadanie szczególnie do dziecka jest bez sensu, bo ktoś i tak kiedyś powie im coś przeciwnego i wprowadzi kontrast. Moim zdaniem lepiej jest dziecku zwracać uwagę na jego wyjątkowość, tak jak Twoja Mama skomentowała Twoje włosy, albo docenić wysiłek który ktoś włożył w uzyskanie konkretnego efektu. „Jesteś najlepsza/prześliczna/bezkonkurencyjna” to dobry tekst na podryw, do wychowania dziecka nie nadaje się.
    Nadal trochę zmagam się z kompleksami, ale zauważyłam, że osoby zakompleksione zwykle bardziej krytycznie patrzą na innych. Jest to paradoks ale od kiedy przestałam ciągle oceniać innych (i w domyśle porównywać się do nich) mam mniejsze problemy. Codziennie oglądam różnych ludzi, wiadomo, że jeśli mają bardzo duże problemy, to jest to widoczne. Dostrzegam u kogoś otyłość lub bardzo duże problemy skórne, choć nie napawa mnie to obrzydzeniem. Jednak mam znajomych, którzy dostrzegają u siebie najmniejsze mankamenty, na które w życiu nie zwróciłabym uwagi. I to z pewnością utrudnia im życie, ale co gorsza wyłapują także tego rodzaju błahostki u innych, komentują je, porównują. Tak bardzo mają zakorzeniony w głowie jeden, właściwy ideał. Kompleksy nie tylko obniżają pewność siebie, ale upośledzają relacje międzyludzkie.

    • Od A do Z zgadzam się z Twoi komentarzem. 🙂

  • May

    Kompleksy… Dla mnie temat rzeka. Zmagam się z różnymi zaburzeniami, które mają wieele podstaw, ale teraz idę do przodu i już zauważyłam kilka rzeczy. Zawsze uważałam, że jestem za gruba (no kiedyś faktycznie było kiepsko, ale nawet jak byłam szczuplejsza, to uważałam, że jest mnie za dużo), i że jeśli schudnę, to życie będzie lepsze. Schudłam, chciałam chudnąć dalej, ale się nie udawało. W końcu schudłam sporo (albo w szybkim tempie – kwestia stresu). Czułam się z jednej strony super, z drugiej znowu nie miałam kompletnie na nic siły (no bo jak prawie nic nie jadłam…). Potem przytyłam. Teraz ważę najwięcej od jakichś 2 lat, w pierwszej chwili kiedy się zorientowałam, przeżyłam szok i dramat, serio 😀 Ale potem zauważyłam coś innego… Wcale nie jestem mniej warta! Dalej nie mogę odpędzić się od facetów (kiedyś o tym marzyłam, teraz mam dość – nie, nie chwalę się, po prostu śmieję się z tego, dla mnie to coś dziwnego i sama nie rozumiem, co się tak właściwie dzieje wokół mnie 😀 ), dalej spełniam swoje marzenia, dalej się super bawię. I co z tego, że ważę więcej? Zaraz zacznę jeść lepiej i samo się polepszy! A dodatkowe kilogramy, będące kiedyś moim największym kompleksem, wcale mi w niczym nie przeszkadzają.
    Kolejny kompleks – diastema. Jak ja jej nienawidziłam… Ale jakiś czas temu postanowiłam walczyć właśnie z kompleksami i… wrzuciłam na instagrama zdjęcie, na którym uśmiecham się szeroko, pokazując właśnie rzeczoną diastemę. I co? I kolega, z którym wówczas się spotykałam zaczął się zachwycać, mówić, że przez tą diastemę zakochał się w moim uśmiechu, potem posypały się komplementy od innych osób. Coraz częściej słyszę właśnie zachwyty nad moim uśmiechem. Kolejny kompleks okazał się zaletą 😀
    I tak teraz myślę, że wszyscy jesteśmy piękni a piękno tkwi właśnie w tym, że nie jesteśmy idealni 🙂 Każdy ma w sobie to coś, po prostu 🙂

    A przede wszystkim to powinniśmy skupić się na tym, co mamy w sobie. Przecież nerki są sporo warte 😉 A tak na serio – najlepiej inwestować w wiedzę, bo jej nikt nam nie zabierze, ona zawsze będzie z nami. No i być po prostu sobą – odkąd przestałam się przejmować, czy komuś coś się spodoba, czy też nie, tylko beztrosko jestem swobodnie sobą – dosłownie podbijam świat 😀 A jak ma to się do kompleksów? Wcześniej myślałam „ojej, komuś nie przypadnie do gustu moje zachowanie, może go odrażę, chcę, żeby mnie polubił, jak tu się zachowywać?” – efektem było złe samopoczucie, przytłoczenie no i paradoksalnie mniejsza akceptacja ze strony otoczenia. A teraz? Teraz jest mi świetnie, bo nikogo nie udaję, nie marnuję energii na niepotrzebne rozmyślania i mam wokół siebie ludzi podobnych do siebie, przy których czuję się najlepiej. Wszystkie kompleksy precz!

  • randkiswatki

    Ciekawy tekst.

  • Pingback: Co jest według mnie najważniejsze w przyjaźni? | Nishka()

  • Pingback: Wspomnienia maja 2016 - Pani Kultura()