Jak rozmawiać z dziewczętami o dojrzewaniu, ciele, relacjach?

Zewsząd słyszymy i czytamy, jak ważne jest, żeby dużo z dziećmi i młodzieżą rozmawiać: o życiu, dojrzewaniu, zmieniającym się ciele i psychice, emocjach, relacjach międzyludzkich. Zgadzam się. Jest jednak jedno „ale”.

Bowiem gdy dziecko staje się nastolatkiem, sprawa zaczyna się komplikować… Bo okazuje się, że nasz mądraliński adolescent niespecjalnie chce słuchać życiowych mądrości i nauk rodzica.

Przez około 10 lat jesteśmy dla naszych dzieci alfą i omegą, głównym odnośnikiem, przewodnikiem, uczymy jak żyć, to do nas przybiegają ze swoimi troskami i wątpliwościami. I nagle ktoś, a dokładnie Matka Natura szykująca nasze potomstwo do usamodzielnienia się, strąca nas z piedestału. Stajemy się męczącym, zrzędliwym, umoralniającym, nudzącym, prawie-nic-nie-wiedzącym-o- życiu rodzicem.

Gdy próbuję córkom sprzedać swoje mądrości życiowe, przewracają oczami:

– Mamo weeeeeź, nie mów mi, jak mam żyć, ja to wszystko wiem – odpowiadają posiadaczki życiowej ogłady.

Owszem, czasem udaje mi się jakieś przemycić, zwykle w najmniej oczekiwanych momentach, np. kilka minut przed wyjściem którejś z dziewczyn z samochodu lub gdy smażę naleśniki, gdy któraś z córek wyjątkowo dzieli się ze mną jakimś wycinkiem ze swojego życi. I są chwile, w których czuję, że mam wciąż na moje córki wpływ, mogę oddziałać na ich myślenie, do czegoś zachęcić, przed czymś ostrzec, nad pochyleniem się nad czymś skłonić. Słowem, czuję, że jestem ich influencerką. 😉

Jednak z zasady, tak „generalnie”: gdy ma się naście lat, rodzica słabo chce się słuchać. A może inaczej: wciąż są ważni, ale coraz częściej, zamiast traktować rodzica jako skarbnicę wiedzy, też odczuwa się wobec nich potrzebę buntu, zdyskredytowania i wejścia z nimi w konfrontację.

– Mam już okres – wypaliłam któregoś dnia, ja 12-letnia do mamy, bo czułam, że powinnam ją o tym zawiadomić.

– Córeczko, gratuluję! – krzyknęła rozpromieniona. – Wspaniale, to ważny dla ciebie dzień! Tak się cieszę, że możemy o tym porozmawiać. 

– Nie będziemy o tym porozmawiać – ucięłam szybko i poszłam w swoją stronę. Zadanie wykonane: powiedziałam mamie, bo pewnie chciała wiedzieć, ale niech nie liczy na nic więcej, to moja sprawa, moje życie, moje ciało. Myśl o tym, że miałabym wprowadzać mamę w swoją intymność, budziła we mnie sprzeciw i chęć postawienia wyraźnej granicy.

Podobnie było kilka lat później, gdy rodzice chcieli porozmawiać ze mną o metodach antykoncepcji. Veto! Nie chcę o tym rozmawiać! To nie wasza sprawa, to moja sprawa, jestem dorosła i wiem, jak żyć!

Moje córki zachowują się podobnie jak ja. Być może jest w naszej rodzinie coś , co sprawia, że działamy według tego mechanizmu, jednak im więcej o tym myślę, tym większy widzę sens.

Kilka lat temu, doświadczając bycia mamą nastolatki pierwszy raz i nie rozumiejąc wybuchów złości córki, która bywało, że wykrzykiwała, że nienawidzi mnie!!! Spytałam o to znajomą psycholog i usłyszałam od niej, że 

– 15-latka, która ma świetną relację z mamą opartą wyłącznie na miłości: TO byłoby dopiero podejrzane. Nie widzę nic niepokojącego w tym, że czuje do ciebie złość, to normalne w tym wieku – wyjaśniła mi.

– Ale dlaczego tak się dzieje? – spytałam.

– Żeby łatwiej było się wam rozdzielić. Żeby córka mogła pójść własną drogą. Osoby, którym to się nie udało, które mają zbyt silny związek ze swoimi rodzicami, mają zwykle przez to wiele problemów w relacjach z innymi ludźmi i z samym sobą. Żeby zacząć żyć swoim życiem, musimy najpierw oddzielić się od rodziców. Gdybyście były wciąż tak blisko związane: bezwarunkowo uwielbiałybyście się, nieustannie czułybyście się w swoim towarzystwie doskonale, to rozstanie byłoby bardzo bolesne, a może nawet niewykonalne.

Więcej pisałam o tym w tekście: Dlaczego nastolatki buntują się? Pozwól dziecku odejść od siebie hen daleko.

Znacznie łatwiej się od rodzica oddzielić, gdy ten jest nudnym i nic-nie-wiedzącym-o-życiu starym, gderającym, przynudzającym. 🙂 

I teraz rozumiecie, jak w takiej sytuacji, w której jakaś wewnętrzna siła skłania nas do tego, by się od rodzica oddalić, rozmawiać z nim o intymnych sprawach, takich jak dojrzewające ciało, miesiączka, wątpliwości związane z relacjami z rówieśnikami, zakochanie itd?

Czy w związku z tym poddać się temu i skoro nie chce rozmawiać z nami o „trudnych sprawach”, uszanować jego wolę i pozostawić samo sobie? I tak, i nie. Uszanować: tak. Pozostawić samo sobie: nie.

Mam na to dwa główne sposoby. Po pierwsze, staram się być otwartą na rozmowę, gdy córki mnie zagadują lub mi się z czegoś zwierzają lub dzielą wątpliwościami (bo takie chwile na szczęście się zdarzają, ale kluczem jest, że tematy wychodzą od nich, bo gdy ja natrętnie wypytuję, nic z tego). A po drugie: podsuwam im książki, które wykonają robotę za mnie. 🙂

Kilka dni temu w moje ręce wpadł rewelacyjny „Dziewczyński przewodnik po dorastaniu”.

książka „Dziewczyński przewodnik po dorastaniu”

Książka jest świetnie napisana: lekko, zabawnie, z dużą wrażliwością, ale też dawką wiedzy. Składa się z kilku rozdziałów poświęconych ciele, które w okresie dorastania zmienia się przecież diametralnie, psychice, emocjom, ale też relacjom z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi, chłopakami oraz zasadom bezpieczeństwa, również tym podczas korzystania z internetu.

„Dziewczyński przewodnik po dorastaniu” został stworzony przez cztery matki córek: dziennikarkę, która szukając dobrej książki dla córki, nie mogła nic wartościowego znaleźć na półkach księgarni i jak pisze „znalazłam albo książki przemądrzałe, zawierające zbyt dużo informacji, albo nieco głupkowate” i dlatego zdecydowała się napisać sama taką książkę i zaprosiła do współpracy psychoterapeutkę i lekarkę, które opatrują komentarzami różne aspekty książki oraz rysowniczkę, której prace wzbogaciły przekaz zawarty w książce. 

Całość czyta się naprawdę dobrze, mimo, że od dawien dawna nie jestem już dziewczyną, sama ją również przeczytałam, bo planując przekazać ją córce, chciałam skontrolować, czy nie zawiera budzących mój sprzeciw treści seksistowskich, w stylu „dziewczynkom nie wolno tego, co chłopcom”, homofobicznych, seksualizujących lub szerzących stereotypy bądź przedstawiających wyidealizowany obraz rzeczywistości. Jest wprost przeciwnie! Książka przedstawia rzeczywistość taką, jaką jest: różnorodną i wielowymiarową i zgodną z nauką. 

„Dziewczyński przewodnik po dorastaniu” jest trochę jak taka wyluzowana ciocia, np. młodsza siostra mamy lub taty albo przyjaciółka domu, która wie dużo o świecie i miło słuchać, jak dzieli się z nami swoją wiedzą, a jednocześnie nie musimy stawać wobec niej w opozycji i buntować się, wszak nie jest naszym rodzicem. 🙂 W związku z tym przyjmujemy treści w niej zawarte znacznie łatwiej. To znaczy nasze dziewczęta przyjmują. 🙂

Gdy ją czytałam, większość tematyki była mi znana, ale część okazała się nowością i ułatwiła mi zrozumienie pewnych spraw, związanych z moją latoroślą. Polecam z ręką na sercu zarówno dziewczętom (na moje oko zwłaszcza tym w wieku 12-15 lat), jak i ich rodzicom! Moja 13,5-letnia córka, która lekturę ma już za sobą, również była bardzo zadowolona, a wierzcie mi, jest na tyle asertywna, że gdyby książka była nudna, banalna, przewidywalna lu niewiarygodna, śmiało by mi o tym powiedziała. 🙂

Książkę można zamówić np. tuthttps://www.swiatksiazki.pl/twoj-dziewczynski-przewodnik-po-dorastaniu-6510028-ksiazka.htmlaj.

Komentarze: