Lubię ludzi, którzy szanują swoje słowo i mój czas

fot. Agnieszka Dzieniszewska

Mój mąż, jak to mąż, ma cały szereg wad, ale jednego nie mogę mu zarzucić: nie kłamie. Taka sama jest starsza córka. Niedawno posprzeczałyśmy się i brzydko się do mnie odezwała. Zdenerwowałam się i powiedziałam:

– Basta. Jeżeli nie obiecasz mi teraz, że przestaniesz pod nosem przeklinać i wypowiadać teksty w stylu: „zamknij się”, nie kupię ci tego karnetu na siłownię – zaszantażowałam ją, bo brak mi już było słów. – Zrobiłaś to ostatni raz, umowa stoi?!

Zamilkła.

Po kilkunastu minutach zaczepiłam ją:

– Halo? Masz mi coś do powiedzenia? – przyznam, że oczekiwałam, że powie „Przepraszam, obiecuję, że nie będę już tak mówić” i zajmiemy się tym karnetem, zwłaszcza, że planowałyśmy to dziś wieczorem zrobić, bo był to ostatni moment na zamówienie go.

Tymczasem ona tylko wzruszyła ramionami i smutno rzekła:

– Niestety nie mogę ci obiecać, że tego nie zrobię. Bo może za kilka dni okaże się, że się zdenerwuję albo ty mnie wkurzysz, mamo, tak, że nie wytrzymam i mimo, że nie powinnam, to to powiem i będzie za późno, więc nie mogę ci tego obiecać –  wypaliła i w duchu pożegnała się z karnetem, choć wiem, że bardzo jej na nim zależało.

Taka jest właśnie moja córka i to w niej bardzo cenię. Wystarczyłoby przecież, żeby powiedziała:

– Przepraszam i obiecuję, że nie będę już tak mówić.

Ale nie, ona powiedziała prawdę i nie była w stanie obiecać mi czegoś, czego nie jest pewna. Dlatego dogadałyśmy się, że obieca mi, że POSTARA SIĘ tak nie mówić.

Swoją drogą, sprzeczki, których powodem są przekleństwa, mają u nas długą rodzinną historię. Kiedyś, słysząc, jak uderzywszy się w stół, przeklęła, oburzyłam się:

– Nie życzę sobie, żebyś przeklinała, rozumiesz?!
– Jak sobie życzysz, droga mamo… – odparła i odwróciła się ze złością na pięcie. – Ale wiesz co ci powiem? – dodała na odchodne. – To jest NIELUDZKIE zabraniać przeklinać, bo przecież wtedy magazynuje się w człowieku złość i wpływa to na niego destrukcyjnie. Przecież w końcu te przekleństwa zostały po coś wymyślone!

Deal with it. 😉

Szacunek do ludzi objawia się między innymi w szacunku do słów, które do nich kierujemy. Lubię ludzi, którzy nie rzucają słów na wiatr, którzy dotrzymują obietnic, którzy nie szastają słowami. Uwielbiam ludzi słownych, tych, na których można polegać.

Taka jest na przykład moja mama: wiem, zawsze mam pewność, że gdy umawiam się z nią, słowa dotrzyma. Będzie tam, gdzie się umawiałyśmy, wyślę mi to, co ustaliłyśmy, sprawdzi mi, to co obiecała, zrobi to, co zapowiedziała.

Rozumiem, że plany mogą ulegać zmianom. Ale osoba, która szanuje słowo, pamięta o tym, żeby je odwołać. Z szacunkiem do słowa wiąże się również szacunek do czasu. Punktualność, dotrzymywanie terminów, nieinformowanie o istotnych kwestiach w ostatnim momencie  – liczenie się z czasem drugiego człowieka. Liczenie się z czasem, a nie liczenie się czasem: czasem tak, a czasem nie…

I serio, nie jestem drobiazgowa. Rozumiem, że czasem pro forma rzuca się „odezwę się” i się tego nie robi i nie nazywam tego niesłownością, ale pretekstem, na które jestem wyczulona. W tym sensie, że nie udaję, że ich nie słyszę. Gdy proponuję komuś spotkanie, składam propozycję itp., a on mówi:

– Nie mam czasu. Jakoś może innym razem.

….. to zwykle biorę pod uwagę, że może to być pretekst, czyli zmyślony powód, dla ukrycia prawdziwej przyczyny, którą w tym przypadku jest to, że osoba ta nie chce się ze mną spotkać bądź współpracować lub jest jej to obojętne, słowem: nie zależy jej. 🙂

– Spotkamy się w najbliższym czasie? Może w przyszłym tygodniu? – pytam powiedzmy.
– Niestety nie mam czasu.
– A w następnym miesiącu? – czasem, choć nie zawsze, pozwalam sobie na kolejne pytanie.
– Nie wiem, czy do tego czasu skończę ten projekt.

W tym momencie zawsze milknę: nie ciągnę tego wątku. Bardzo nie lubię być natarczywa i natrętna i gdy tylko wyczuję, że ktoś nie ma ochoty na kontakt ze mną, odpuszczam. Nie pytam, jaki projekt. Nie sugeruję trzeciej daty spotkania. Nie przekonuję, żeby przełożył projektu na pojutrze. Nie proponuję pomocy przy projekcie. 🙂 Gdy moja propozycja po raz kolejny nie spotyka się z entuzjazmem rozmówcy, odpuszczam. I też nie obrażam się. I polecam i Wam: miejcie oczy i uszy otwarte na preteksty, nie zmuszajcie ludzi, by wszystko mówili wprost. Oczywiście preteksty nie mogą stać się głównym środkiem komunikacji, ale czasem lepiej nie usłyszeć:

– Nie chcę się z tobą spotkać, bo wolę poświęcić wolny czas bliskim, a ty jesteś „tylko” moją znajomą.

lub:

– Nie chce z tobą współpracować, bo nie odpowiada mi twój styl pracy, światopogląd, sposób bycia.

To trudne słowa, bo mogą ranić, a mimo, że bardzo szanuję słowa i prawdomówność, to uważam, że czasem warto ugryźć się w język.

Komentarze:

  • Myślę, że tag „refleksje” jest bardzo na miejscu 😉

    • Maciek, świetnie, że wpadłeś, chciałam Ci już dawno powiedzieć, że masz fajnego bloga! 🙂 (fajny blog? jak odmieniamy?) I czy dobrze kojarzę, że jesteś tegorocznym maturzystą? 🙂
      Dla niezorientowanych: http://www.namuszce.pl/

      • No powiem Ci, że z maturzystą nie trafiłaś, bo za rok będę świętować dziesięciolecie matury 😀 Cholera, chyba teraz „fajny blog” nie brzmi aż tak bardzo, bo to trochę jak:
        „Fajnego masz bloga… jak na maturzystę.”

        Ale co tam, nie narzekam. Przyznam, że sam miałem do Ciebie gdzieś tam prywatnie szeptać żebyś pomogła mi złapać trochę fanów, bo licznik odwiedzin z miesiąca na miesiąc maleje (acz stałych czytelników faktycznie przybywa, nie ma smutku) stąd bardzo cieszą mnie Twoje słowa.

        Nie odmieniamy, zostaje „fajny blog”. Takie są zasady.

        Ale kto by ich się tak sztywno trzymał? 😀

        • Ojej, wybacz! Ani trochę Twój blog nie stracił, gdy okazało się, że jednak jesteś wiekowo bliżej mnie niż mojej córki 🙂 Mi wstyd, że tego nie wyłapałam, zajrzałam do Ciebie kilka razy i mi się spodobało, ale aż tak doskonale Ciebie nie znam. Będę poznawać. 🙂

          • Myślę, że teraz będziesz zmuszona poznawać, by nie urazić mojego serduszka. Zwłaszcza, że na blogu znajdziesz dokładną informację jak długo żywię urazę 😉

  • Anna

    Ja też uwielbiam takich ludzi bo sama taka jestem 😉 swoją drogą czy nie odnoszą wrażenia, że niestety tego typu rzetelności i odpowiedzialności jest obecnie coraz mniej?

    • Myślę, że niestety tak. Dużo się rzuca słów na wiatr. Się coś powie, się umówi, się zadeklaruje. Taka bezosobowa paplanina i gadanina. Się jest tak zapracowanym, że się trudno WYROBIĆ. A w rzeczywistości ten czas najbardziej nam skrada internet, który nas rozkojarza. Się jest wgapionym w smartfon i się potem spóźnia i się zapomina się.

      • Anna

        Ciekawe. Nigdy nie zastanawiałam się głęboko nad powodem zaniku tych cech. Długo myślałam, że to takie polskie…dopóki nie zamieszkałam za granicą i nie zdałam sobie sprawy z tego, że nie ma to nic wspólnego z narodowością. Ale czy z Internetem? Raczej pokusiłabym się o tezę, iż wynika to z wychowania, a także indywidualnych cech charakteru. A jednak kiedyś tych „charakterów” było więcej więc coś musiało się zmienić. Łatwiej jest lawirowac gdy nie musimy się z kimś konfrontować face2face?

        • Oczywiście pisząc internet miałam raczej na myśli rozkojarzające nas social media, bo „internet” to zbyt duży wór. Wychowanie na pewno ma znaczenie. Dzieci osób punktualnych też pewnie są punktualne i odwrotnie.

  • Joanna Krzak

    och jej! TO polubiłabyś mnie!! o jej 😀

    • Ja już od dawna Cię lubię! choć niestety nie miałyśmy okazji poznać się na żywo, jednak ufam intuicji i lubię to, co zawsze u mnie piszesz od lat 🙂

      • Joanna Krzak

        och! Jak będziesz mi tak słodzić, to w końcu zjawię się w tym twoim lesie o wyznaczonej godzinie!
        Niezmiernie mi miło to czytać, szczególnie, że darzę cię szczerą sympatią…od tych właśnie lat 🙂

  • Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem konsekwentności córki, asertywności i odwagi. Jestem przeciwna używania takiego języka nawet pod wpływem emocji, ale podziwiam fakt, jak racjonalnie do tego podchodzi. To się nazywa szacunek, o którym piszesz. Osobiście nie znoszę, kiedy ludzie brzydko się do siebie odnoszą i zawsze dbam o to, aby nie powielać takiego schematu.

    • O tak, moja córka jest wręcz do bólu asertywna;)
      Z ciekawości – i bez złośliwości! – spytam czy świadomie użyłaś słowa: „konsekwentność”? Nie słyszałam o takim. Czy tak miało być, czy to literówka i miała być konsekwencja?

      • Ale stworzyłam sobie rzeczownik! Oczywiście konsekwencji! 🙂
        Dziękuję 🙂

  • Daria

    Kurczę, a myślałam, że takich ludzi już nie ma!
    Widzę to regularnie, chociażby na uczelni, taki kontrast: ja, dziewczyna, która choćby się waliło i paliło zrobi wszystko, byleby oddać zadaną pracę na czas (lub da znać, że niestety, ale się trochę spóźni) i… Moi znajomi, którzy odwlekają wszystko jak się da, przynoszą po terminie i nie widzą w tym problemu. Też bym mogła tak robić, tylko że… Nie tego byłam uczona, uważam takie podejście za bardzo nie w porządku. Ci sami ludzie potem dziwią się, dlaczego wykładowcy robią im problem z zaliczeniem, a oni po prostu oddają pięknym za nadobne.

    Ja wychodzę z założenia: szanuję czyjś czas zawsze, bo akurat czas jest tym, czego się nie odda. I wymagam tego samego od innych – nieważne, czy mówimy o moich kolegach, rodzinie czy osobach „wyżej ode mnie postawionych”.

    • Tez tak mam, że zawsze staram się być punktualna i nie zawieźć. Mam to tak wbite do głowy, że gdy urodziłam syna 3 tygodnie przed terminem – więc się tego w ogóle nie spodziewałam – to pamiętam, że dosłownie kilka godzin po porodzie wysłałam mejla do jednej agencji, bo wiedziałam, że ktoś na niego bardzo czeka i że jest w pewnym sensie kluczowy. Teraz myślę, że to była przesada z mojej strony, mogłam odpuścić 🙂 ale myśl o tym, że ktoś tam czeka, ja obiecałam i od mojego mejla zależy praca innych, spowodowała, że musiałam to zrobić. Zwłaszcza, że to było raptem jedno zdanie ode mnie. Nic wielkiego, a jednak. Choć jednocześnie nie można popadać w paranoję, a wysyłając mejla z porodówki chyba jednak popadłam w paranoję tak sobie teraz myślę. 😀 Nie bierzcie ze mnie przykładu. 🙂

      • Daria

        No, gruba akcja, ale ja to mimo wszystko popieram, postąpiłaś w porządku 🙂 Mnie się zdarzyło, siedząc półprzytomną na oddziale ratunkowym, napisać do przyjaciela SMS, żeby poinformował nauczyciela, że nie będzie mnie na sprawdzianie 😀

        PS. Przepraszam, ale moja polonistyczna dusza krwawi: w tym kontekście, o który Ci chodziło, ZAWIEŚĆ, nie ZAWIEŹĆ! 🙂

        • wiem, to literówka 🙂

          • Daria

            Zwracam honor w takim razie 😀

  • Pionierka

    Ja nie umiem w preteksty 🙁

    • Pewnie mówisz wprost, co czujesz i myślisz? Wiesz, ze mną nie musiałabyś ich stosować – ja jestem absolutnie wyczulona na niechęć, którą odczytuje z mowy ciała automatycznie. Ale istnieją ludzie, którzy mają z tym problem. Choć wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że nie, oni nie rozumieją. A czasem tak trudno powiedzieć wprost.. Ale może rzeczywiście trzeba się tego nauczyć, Nishko?

      • Pionierka

        To, że mówię wprost to łatwiejsza częśc tej sytuacji. Trudniejsza jest ta, że jak mi się nie powie wprost to się nie domyślam. Za to nie obrażam się o jasne komuniakty, taki plus.

  • Zgadzam się, że słowność jest świetna. Nie do końca jednak zgadzam się z pretekstami. Wolałabym usłyszeć, że ktoś średnio ma ochotę na spotkanie ze mną, niż otrzymać odpowiedź, że jest obecnie zajęty i domyślać się, czy to odmowa, czy też ktoś naprawdę nie ma czasu i nie jest w stanie przewidzieć, kiedy będzie go miał. Mam poważny problem z wypowiedziami, które mają drugie dno — najczęściej go nie widzę. Jestem tego świadoma, więc wpadam w drugą skrajność, próbując wszystko nadinterpretować i ciągle widząc drugie dno, którego nie ma. I to, I to jest męczące. A wystarczyłoby po prostu mówić wprost.

    • Tak, ale wyobraź sobie taką sytuację:
      Spotykacie się na ulicy, jedno z Was mówi:
      – Spotkajmy się na kawę, mam ci tyle do powiedzenia! Może jutro?
      – Nie – odpowiadasz.
      JA bym w tym momencie zamilkła. Od razu odczytałabym z twarzy, mimiki, czy osoba, która mi odmawia mówi nie, bo nie chce, czy nie, bo nie może. Zwłaszcza, że przecież mogłaby dodać:
      – Ale może pojutrze? /za tydzień/ za miesiąc.
      Tymczasem ona milczy. I są osoby, które na te „nie” drążą:
      – Dlaczego nie?
      – A jutro?
      – A pojutrze?
      – To kiedy?

      I oto i tylko o to mi chodziło, mówiąc, żeby odczytywać preteksty i zdejmować czasem z niektórych ciężar powiedzenia wprost NIE CHCĘ SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ, (co de facto oznacza „nie interesuje mnie, co masz mi do powiedzenia” – a to bolesne tak powiedzieć i to usłyszeć), ale oczywiście absolutnie nie uważam, ba, nie chciałabym, żeby preteksty stały się głównym środkiem komunikacji.

  • Monika

    Dzień dobry 😉 ja mam pytanie calkiem z innej beczki pisalam go pod postem o kuchni ale chyba Pani go nie widziala 😉 chcialabym sie dowiedziec o wysokosc szafek w kuchni i czy wysokosc jest regulowana 😉 z gory dziekuje i przepraszam ze tak tutaj pisze ale nie wiem jak inaczej sie z Pania skontaktowac 😉

    • Hej, wysokość moich szafek dolnych to 60 cm i o ile wiem (ale mogę się mylić) nie jest regulowana. Natomiast szafki wiszące są bardzo różnej wysokości, czasem 60cm, czasem 40 cm :). Konsultanci z IKEA są bardzo pomocni, więc śmiało pytaj, jak będziesz w sklepie albo pisz tutaj: http://www.ikea.com/ms/pl_PL/customer_service/kontakt.html

      • Monika

        Dziękuję Pani ślicznie 🙂

  • AgaM

    Nishko! Polubiłabyś mnie! Pamiętam taką sytuację, gdy byłam dzieckiem, bardzo chciałam mieć swój telefon komórkowy. Mam powiedziała, że może go kupić pod warunkiem, że to będzie telefon taki „na spółkę” – i jej i mój (to były czasy gdy niewiele osób miało swój prywatny telefon:)) i niestety… nie mogłam jej tego obiecać, bo przecież chciałam swój prywatny, a nie na spółkę 🙁 telefon dostałam, nieco później, ale mama do dzisiaj wspomina moją konsekwencję 🙂
    PS czytam dość długo, komentuję pierwszy raz,
    PS 2 pozdrawiam Podlasie (ale Ci zazdroszczę, że tam mieszkasz!)

    • AgaM, cieszę się, że zdecydowałaś się skomentować u mnie! 🙂 Już Cię lubię 🙂

  • Nishko, muszę wreszcie wyjść z cienia i zacząć u Ciebie komentować, a że teraz i ja jestem mamą, czuje się jeszcze bardziej pełnoprawną czytelniczką Twojego bloga 😉
    A co do tematu tego tekstu, mam wiele doświadczeń na tym polu z Hiszpanii. Tutaj „musimy się zobaczyć/wyjść na kawę” jest prawie równoznaczne z „do widzenia”, nie ukrywa się za tym prawie nigdy obietnica rzeczywistego spotkania. Dla mnie pierwszy rok mieszkania tutaj to były ciągłe rozczarowania: wydawało mi się, że zdobywam znajomych i że mam terminarz pełny spotkań, ale tak naprawdę zderzyłam się z różnicami kulturowymi i z tym, że Hiszpanie tego typu obietnice rzucają na wiatr, zupełnie bezkarnie! Też się tego nauczyłam, bo tutaj jest to wpisane w kulturę i nikt nie poczuje się urażony, jeśli do rzeczonego spotkania nigdy nie dojdzie. W innych kwestiach, bardziej poważnych, już nie daję innym (ani sobie) taryfy ulgowej i bardzo sobie cenię słowność.

    • Witaj Doroto! Bardzo się cieszę, że podjęłaś decyzje o ujawnieniu się 🙂
      Ciekawe te hiszpańskie zwyczaje! Skojarzyło mi się z polskim:
      – Może napijecie się jeszcze kawy/herbaty? – co niektórzy goście odczytują jako sygnał: „albo pijecie albo idziecie już” 😉

  • kasia82

    Droga Nishko. To, że córka powiedziała do Ciebie ,, zamknij się” , jest przejawem braku szacunku do rodzica. Nie pytana powiem, że nie kupiłabym jej tego karnetu. Mam wrażenie , że w dzisiejszych czasach zatarła się granica między rodzicem a dzieckiem do tego stopnia, że niekiedy zdaje się, że dzieci traktują rodziców jak równych sobie. To, że jestem zła nie znaczy, że mogę innych traktować źle, ale wielu młodym osobom wydaje się ,że są pępkami świata i mają przyzwolenie na takie zachowanie.

  • Mam identyczne podejście do życia. Jestem słowna i jeśli coś obiecuję, to to spełniam. I w myśl tej zasady dobieram sobie przyjaciół.
    Bardzo dobrze, też nie lubię się narzucać, gdy czuję, że druga strona nie jest zbyt chętna.
    Twoja córka bardzo mądrze powiedziała 🙂 przekleństwa czy wulgaryzmy to tak samo ważne słowa jak inne. I nie widzę powodu, żeby by przeznaczone tylko dla dorosłych 😉

  • <3 Dokładnie tak. A wytłumaczenie córki mnie powaliło – wygrała system 😀

  • Przez takie odkładanie, przekładanie odwoływanie w ostatniej chwili spotkań wygasło kilka moich znajomości.
    Czy żałuję? Absolutnie nie!! Mam więcej czasu dla osób, którym naprawdę zależy na spotkaniu czy rozmowie ze mną.

  • S.

    Też nie rozumiem po co rodzice zabraniają przeklinać. Przekleństwa to tylko słowa, takie jak każde inne. Nie ma słów dobrych i złych. Słowa są neutralne, to kontekst czyni je dobrymi lub złymi. Dzieci trzeba nauczyć kiedy przekleństw można używać a kiedy należy ich unikać. Tyle w temacie.