Tej zmiany nie spodziewałam się!

fot. Mały Kadr

Dziś o kilku życiowych zmianach, które się u mnie dokonały, choć zupełnie ich się nie spodziewałam. Co więcej, chęć na zdecydowaną większość z nich, zadziała się u mnie podczas chwili, impulsu, cyk, zmieniam. A wbrew pozorom nie są to banalne zmiany, lecz życiowe! Czy żałuję? Nie. Panta rhei, wszystko płynie. 🙂

Do napisania tego tekstu zaprosiła mnie IKEA, która urządziła dom Malinowskich, bohaterów serialu „Dom pełen zmian”. Na końcu tekstu zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie, który razem przygotowaliśmy.

Zmiana składu rodziny 

Chyba najbardziej aktualnie odczuwalną zmianą była ta o zmianie składu rodziny. Dokładnie dwa lata temu, jesienią, namówiłam męża na trzecie dziecko. Było w tym coś szalonego, zwłaszcza, że mieliśmy już dwie duże córki (wówczas 10 i 15-letnią), ale oczywiście nie żałujemy! Dziś żyjemy w nowej rodzinnej rzeczywistości i odczuwamy tę zmianę zwłaszcza w sferze relacji między domownikami: córki mają brata, my mamy małego synka, nowe radości i obowiązki, w naszej rodzinie zmienił się układ powiązań, relacji, interakcji. Zmienił się też nasz dom: w małżeńskiej sypialni dokonała się inwazja łóżeczka syna i komódki z jego ubraniami, w łazience przewijaka, w salonie zabawek, w kuchni krzesełka do jedzenia i kolorowej plastikowej zastawy naczyń, w garażu wózka, a w samochodzie fotelika do jazdy tyłem. Na początku wszystko to dziwiło, dziś jest codziennością. Nawet najbardziej rewolucyjne zmiany stają się w końcu częścią naszej rzeczywistości i traktujemy je jako oczywistość. Nie wyobrażamy już sobie życia bez tego małego chłopca i czujemy, jakby był z nami od zawsze.

Zmiana pracy

Oglądaliście może komediowy serial „Dom pełen zmian” o perypetiach rodziny Malinowskich? Polecam! Dobrze napisany scenariusz, ciekawa fabuła, dowcipne rodzinne dialogi. Wszystkie odcinki możecie obejrzeć TUTAJ. W każdym jesteśmy świadkami różnych zmian: chłopaka, stanu cywilnego, planów, decyzji, wystroju wnętrza, pracy itd.

Jeżeli chodzi o zmianę pracy, to jestem serialowym Stefanem, w którego wciela się Piotr Adamczyk, który pod wpływem impulsu podejmuje decyzję o odejściu z pracy. Dlaczego? Bo zdenerwował go szef, „prywatnie” ojciec chłopaka jego córki, strojący sobie z pary nastolatków dwuznaczne żarty, co bardzo Stefana irytuje.

Ja również odeszłam z pracy (a nawet dwóch prac) pod wpływem spięcia z szefem i decyzji podjętej w ciągu jednej chwili. Wprawdzie dzień później kryzys był już zażegnany i wszystko wracało do normy, ale sam fakt, że w mojej głowie powstała idea zmiany pracy sprawił, że już nie potrafiłam tej myśli z głowy usunąć.

I mimo że lubiłam swoją pracę, a zwłaszcza ludzi, którzy tam pracowali i w każdej z nich spędziłam kilka lat, nie żałuję tych decyzji, bo te zmiany doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem teraz, a tu mi dobrze. Czy to znaczy, że już tu zostanę? Nie, bo od jakiegoś czasu korci mnie… żeby coś zmienić. Bloga na pewno nie zostawię, bo zbyt lubię pisanie, ale jednocześnie czuję potrzebę urozmaicenia swojej twórczej działalności, na przykład o kręcenie filmów, innymi słowy: potrzebuję zmiany. 🙂

Zmiana miejsca zamieszkania i domu

Podobną rewolucyjną życiową zmianą była podjęta przez nas 7 lat temu decyzja o przeprowadzce do domu położonego około 25 km za miastem, o czym opowiadałam tutaj. Była to olbrzymia zmiana, bo przenieśliśmy się z małego mieszkania położonego w centrum miasta do dość dużego domu położonego na wsi. Bardzo lubimy ten dom i otoczenie: las, naturę, spokój, zdrowe powietrze.

Jednak im dzieci starsze, tym jest trudniej. Dla nastoletnich córek coraz ważniejsza jest grupa rówieśnicza, z którą chcą spędzać dużo czasu i mieszkanie 25 km od miasta z przystankiem autobusowym oddalonym od domu o kilka kilometrów (co powoduje, że córki stały się od nas w kwestii transportu kompletnie uzależnione), stało się ostatnio bardzo uciążliwe. Nie mogły spontanicznie wrócić po szkole lub innych zajęciach do domu, nie mówiąc już o zaproszeniu kogoś do siebie.

Codziennie około godziny 14 zaczynała się gorąca smsowa linia między naszą czwórką z pytaniami, kto o której gotów jest wracać do domu i te godziny nigdy się ze sobą nie pokrywały. Przykładowo: starsza córka chce dziś o 19, mąż o 17, młodsza wyjątkowo o 14.30 i czy mogłabym odebrać ją za pół godziny z przystanku autobusowego? I to pytanie padało oczywiście zwykle akurat w momencie, kiedy syn zasnął i mogłam cieszyć się chwilą spokoju – a jechanie na przystanek oznaczało wybudzenie go.

Nasze życie zaczęło przypominać jedną wielką podróż w te i wewte. Kursów autobusowych jest coraz mniej, za to coraz częściej zdarzały się dni, w których ja lub mąż pokonując dwukrotnie trasę do miasta, w którym uczą się córki, przejeżdżaliśmy dziennie ponad 100 km, co nie było ani ekologiczne ani ekonomiczne. Sytuacja zaczęła nas przerastać, konflikty rodzinne mnożyć, czułam, że coś musi się wreszcie zmienić i wtedy zrodziła się we mnie myśl o powrocie do miasta…

Byłam nawet gotowa sprzedać dom! Na szczęście mój mąż nie jest aż tak otwarty na zmiany jak ja. 🙂

Domownicy pełni zmian

Dzień później już buszowałam po portalach z wynajmem mieszkań. I nagle, i wtem zobaczyłam ogłoszenie o mieszkaniu w świetnej lokalizacji w bardzo dobrej cenie, dosłownie rzut beretem od tego, w którym mieszkaliśmy przed wyprowadzką na wieś. Od razu zadzwoniłam do właściciela, następnego dnia już je oglądałam na żywo, a kilka dni później podpisałam umowę. Tajemnicą niskiej ceny wynajmu był fakt, że było wyposażone w stare i zniszczone wyposażenie i meble,  które wiele widziały i wiele ze strony osób wynajmujących to mieszkanie wcześniej przeżyły… i ja wolałabym nie mieć z nimi nic wspólnego, dlatego od razu je zmieniliśmy i urządziliśmy tak jak chcieliśmy: kolorowo i stylowo, czyli zrobiliśmy zakupy w IKEA. 🙂

Wszyscy cieszymy się z tej decyzji. W kontekście oszczędności paliwa, czasu, stresu i niskich kosztów wynajmu decyzja jest opłacalna. Również z powodów tzw. komfortu psychicznego. Codzienne ustalanie grafiku podróży wte i wewte generowało dużo stresu i zaczynaliśmy wszyscy, a zwłaszcza dzieci i ja, nie znosić tego, że mieszkamy tak daleko miasta. A teraz mamy bazę w centrum miasta, do której każdy z naszej piątki w każdej chwili może przyjść, pobyć, spontanicznie zaprosić znajomego, a nawet przenocować, bo mamy tam zapasowe ubrania, pościel, szczoteczki do zębów itd. Ponadto za jakiś czas syn pójdzie do żłobka i to mieszkanie będzie miejscem, w którym będę mogła spędzić kilka godzin i popracować.

Jednocześnie nie chcemy na razie podejmować radykalnej zmiany i sprzedawać naszego domu na wsi i to wciąż on jest naszym domem numer jeden i główną bazą. Choć tak naprawdę przecież dom jest tam, gdzie są domownicy. 🙂

Zmiana męża, żony lub chłopaka

Jest mi również blisko do innego bohatera serialu „Dom pełen zmian”: ojca Magdy i teścia Stefana, granego przez rewelacyjnego Kazimierza Kaczora, który pewnego dnia wchodzi do ich domu z kultową niebieską torbą z IKEA, do której szybko zapakował kilka najpotrzebniejszych ubrań i jeszcze u progu drzwi, tłumaczy córce i zięciowi:

– Czasem tak bywa, że ludzie zaczynają rozumieć, że nie pasują do siebie…

– Zrozumieliście to z mamą po 50 latach?! – pyta zaskoczona córka.

Nie pytajcie, ile razy miałam ochotę wrzucić do torby kilka najpotrzebniejszych ubrań i kosmetyków i wyprowadzić się od mojego męża! 🙂

Mimo, że stres związany z mieszkaniem daleko od miasta narastał od jakiegoś czasu, głównym impulsem, który zaprowadził mnie do strony z wynajmem nieruchomości, była… kłótnia z mężem. Zdecydowałam, że wyprowadzam się!! Zrozumiałam po prawie 20 latach bycia razem, że nie pasujemy do siebie!! 🙂

Mimo, że kilka dni później pogodziliśmy się i mogłam wycofać się z wynajmu, bo umowy jeszcze nie podpisałam, to fakt, że w mojej głowie zaistniała myśl o tym, że mogę dzięki temu mieszkaniu zmienić nasze życie na łatwiejsze: wyeliminować kilka stresów i dać większe pole do manewru, sprawiła, że nie potrafiłam już jej z głowy wyrzucić.

I wszyscy się z tej decyzji cieszymy. Zmiany są dobre. 🙂

Dom pełen zmian – KONKURS!

Jestem ciekawa, jak sprawa zmian wygląda u Was. Żeby zachęcić Was do podzielenia się swoimi doświadczeniami serdecznie zapraszam na konkurs – do wygrania 5 bonów o wartości 100 zł do realizacji w IKEA. Pytanie konkursowe i szczegóły znajdziecie w TYM poście na Facebooku i tam też napiszcie proszę swoją odpowiedź. Uwaga: na odpowiedzi czekam tylko do poniedziałku, 4 grudnia do godziny 20. Zgłoszeń jest niewiele, więc szanse na wygraną duże, zapraszam!

Do napisania tego tekstu zaprosiła mnie IKEA, która urządziła dom Malinowskich, czyli bohaterów serialu „Dom pełen zmian”:

Oczywiście zanim przyjęłam zaproszenie, najpierw cały serial obejrzałam. Gdyby nie był w moim stylu, na pewno bym go Wam nie poleciła. A jest, i przypadł mi do gustu! Świetna gra aktorów (m.in. Izabela, Kuba, Piotr Adamczyk, Kazimierz Kaczor), dobrze napisany scenariusz, ciekawa fabuła, dowcipne rodzinne dialogi. Jednym z moich ulubionych jest ten, w którym zatroskany wnukami dziadek grany przez Kazimierza Kaczora mówi do córki:

– Dzieci stanowczo potrzebują mieć więcej sportu.

Kiedy córka zamierza się do tego odnieść, zapewne chcą potwierdzić, że zgadza się z tym, ruch i sport to zdrowie, ależ oczywiście, jej ojciec dodaje, kończąc wypowiedź:

– …. dwa sportowe kanały to za mało, szczególnie, że tam dają same powtórki.

😀

Taki dialogów jest więcej: przekonajcie się: TUTAJ możecie obejrzeć wszystkie odcinki. 🙂

tekst powstał we współpracy z IKEA.
zdjęcia z wnętrz serialu „Dom pełen zmian”: Mikołaj Tym / Prime Film Production
zdjęcia mojej rodziny: Magdalena Pławska, Mały Kadr

Komentarze:

  • Pionierka

    Pfff i to mają być zmiany? 🙂
    Ja w 30 urodziny: mieszkająca w wynajętym pokoiku, w sądzie pozew rozwodowy, życie zawodowe w niezłej rozsypce
    Ja w 34 urodziny: dwoje nastoletnich pasierbów, córka zmierzająca do wydostania się z brzucha, kupione duże mieszkanie (a poprzednie sprzedane), etat + własna firma.
    Boję się myśleć o czterdziestce…

    • Nika

      I czym tu się chwalić, skoro masz pasierbow nastoletnich to pewnie zlapalas starszego męża. Wiec nie jest wyczynem ze starszym facetem kupić mieszkanie,bo w pewnym wieku już każdy jakiś dorobek ma
      Pytanie czy gdybyś nadal była sama, to miałabyś nowa chatę, firmę itp.

      • Pionierka

        O jak miło się zrobiło 🙂 Skąd biorą się kobiety, które o innych mówią pogardliwie, że „złapały męża”? Może w Twoim świecie męża się łapie, żeby nie być starą panną, w moim ludzie wspólnie decydują się na małżeństwo. Zresztą męża to ja już miałam, teraz mam konkubenta. Po pierwsze mieszkanie kupiłam sama i jestem jego jedyną właścicielką, a pieniądze na wkład własny pochodziły ze sprzedaży mieszkania, które kupiłam wcześniej. Gdybym była sama to po prostu miałabym to pierwsze mieszkanie, bo przecież dla siebie samej nie kupowałabym czteropokojowego, bo kawalerka byłaby wystarczająca, za to oszczędności przeznaczyłabym na nadpłatę kredytu. A jak jesteśmy w piątkę to przestrzeń jest potrzebna. Po drugie – firmę i tak bym założyła, bo to dobra forma na rozliczanie dodatkowych zleceń, jak się ma etat. Po trzecie nie masz pojęcia o sytuacji finansowej mojego partnera, więc wypowiadanie się na temat jego dorobku jest obarczone sporym ryzykiem błędu.
        Proponuję, żebyś popracowała nad zmianami w swoim życiu. Może jak będziesz z niego zadowolona, to nie będzie Cię irytowało, że ktoś się „chwali” i jest szczęśliwy. A gdybyś częściej tu zaglądała, to wiedziałabyś, że moje komentarze mają charakter mocno żartobliwy.

        • ida

          Pionierko, uwielbiam Cie. Gdybym kiedykolwiek nauczyla sie materializowac moje mysli, bylabym Toba (bo juz nie soba, dygresja to moje drugie imie!). Albo przynajmniej na to licze. Widuje Twoje komentarze tu i tam. Zaloz bloga, blagam.
          (A pani powyzej, o ile kiedykolwiek tu wroci – co jest o tyle watpliwe, ze chyba nie wraca sie chetnie do miejsc, w ktorych sie rzyga – zapewne uzna, ze to Twoj wlasny komentarz 😀 wybacz!)
          Pozdrawiam, fanka

          • Pionierka

            Ale fajnie coś takiego przeczytać 🙂 Dzięki! Nawet przez chwilę miałam bloga… Problem w tym, że żyję z pisania i już nie mam weny na tworzenie po godzinach. Wyżywam się w komentarzach u innych 🙂

        • Doris

          Hmm. No właśnie,po co się chwalić a forum bloga,ze ma się mieszkania,firmy itp.? Oczekujesz oklasków,poglaskania po głowie, czy oficjalnej laurki pochwalnej?
          Może jednak Nika ma trochę racji.

          • Doris, po co się chwalić? Jak już człowiek się odzywa, to lepiej niech ponarzeka, jak mu źle, co? Od razu jakoś tak nam będzie raźniej. Po niemiecku to się nazywa schadenfreude – radość czerpana z cudzego nieszczęścia. W polskim tego słowa nie ma, może dlatego że u nas jest trochę inaczej: złość czerpana z cudzego szczęścia.

          • Pionierka

            Wiesz, zadowolenie z siebie jest niestosowne, sukcesy to podejrzana sprawa, a jak już się jakiś odniosło, to wypada powiedzieć: och, to nic takiego, jakoś mi się udało, ale za to włosy to mi się dzisiaj fatalnie układają 😉

          • Pionierka

            Napisałam o zmianach w moim życiu i jak widać gospodyni bloga nie ma nic przeciwko temu. Mam przepraszać za to, że te zmiany są na plus? Ja się cieszę, kiedy inni ludzie mają udane życie – może też spróbujesz? Nie zaraz oklaski, ale spróbuj kiedyś powiedzieć komuś, kto mówi o swoim sukcesie, choćby najmniejszym: gratuluję, cieszę się. I zobacz, jak się z tym poczujesz. Może się okaże, że lepiej niż po powiedzeniu: i po co się chwalisz.
            Wiem, że to nie zawsze jest łatwe. Nie było mi łatwo cieszyć się z koleżankami oczekującymi dziecka, kiedy my się bezskutecznie staraliśmy. Ale to nie znaczy, że mówiłam: i czym tu się chwalić, każda samica się rozmnaża, tez mi sukces.
            Mam znajomych znacznie bardziej utalentowanych niż ja, którzy odnoszą sukcesy, jakich ja prawdopodobnie nigdy nie osiągnę. Ale naprawdę cieszę się z tego, że np. moja koleżanka wydała świetną książkę. Moje życie nie byłoby lepsze, gdyby tego nie zrobiła. A może jednak powinnam się skupić na tym, że na nobla to to jednak nie zasługuje, a na 78 stronie jest literówka?
            A co do Niki to nie ma racji z prostego powodu – pojechała stereotypami, które akurat nijak się mają do mojej sytuacji.

  • Światmylady

    Super wpis,. Lubię zmiany a szczególnie podejmować decyzje spontanicznie.

  • Serialowe mieszkanie jest bardzo ładnie urządzone. Troszkę ciemne, ale w końcu inne kolory niż biel i szary. A żółta kanapa.. ehh.. cudna. 🙂

  • Nishko, obok tematu – bardzo przypominasz mi Neve Cambpell 🙂

  • Ewelina

    Życie jest o zmianach, bo tylko dzięki temu uczymy się, poznajemy i doświadczamy. Jeśli dzieją się zmiany, to znaczy, że dojrzewamy do decyzji jesteśmy mądrzejsi i gotowi stawić czoła konsekwencjom, które mogą być różne, bo tego przewidzieć nie możemy. Duże TAK na zmiany, odważne decyzje i krok do przodu. U mnie dzisiejszy dzień jest pierwszym w nowym mieszkaniu, decyzja nie była łatwa, ale wierzę, że była warta! 🙂 Odwagi do zmian Wam wszystkim

  • Kucyk92

    Ale nie rozumiem z tym mężem? W końcu nie odeszłaś 😯? Byłoby mi jakiś smutno

  • adko

    Moja zmiana w tym roku. Po 15 latach pracy na etacie i wypruwania żył dla kolejnych kierowników i prezesów zostałem zwolniony dyscyplinarnie. Za to, że chcąc dorobić do marnej pensji zrobiłem parę projektów na boku. Za to też, że przestałem być pracownikiem który opieprzany przepraszał, że za wolno pracuje. Zacząłem mieć swoje zdanie a takich ludzi nie potrzebują. Otworzyłem swoją firmę. Prowadzę ją po swojemu, według swojej filozofii. Nareszcie poczułem co to znaczy wolność. Mam 4x więcej czasu, 10x więcej spokoju, finansowo też jest lepiej. Uczę się cały czas, poznaję siebie, wyciągam wnioski. Polecam każdemu, żeby się sprawdzić.

    • Świetnie, powodzenia! 🙂