Mamo, dużo mnie dotykaj, dzięki temu będę czuł się kochany i ważny: dziś i przez całe życie

fot. Mały Kadr

Mówi się, że dla małego dziecka nie ma ważniejszego zmysłu niż dotyk. Dzięki niemu odbiera i definiuje rzeczywistość: która – gdy dotyk jest częsty i pełen miłości – jawi mu się jako przyjazna, dająca siłę i moc albo wprost przeciwnie – gdy jest mechaniczny lub go brak – jako niebezpieczna i wroga.

Dotyk koi duszę. Czuły dotyk rodzica daje pocieszenie i wyciszenie, poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Uwalnia od lęku przed nieznanym, pomaga radzić sobie ze stresem i wzmacnia układ odpornościowy.

Dotyk buduje i wzmacnia więź. To dla dziecka sygnał miłości, troski, akceptacji, dzięki czemu nauczy się w przyszłości kochać i akceptować siebie i innych ludzi.

Dotyk masuje mózg. Pobudza receptory, aktywując połączenia między neuronami i rozwijając synapsy. Podejrzewam, że żadne zajęcia pozalekcyjne, extra pomoce naukowe czy super korepetycje, nie zrobią dla rozwoju intelektualnego dziecka tyle, ile czuły dotyk w okresie niemowlęcym.

Gdy troskliwie gładzisz dziecko po główce, muskasz jego skórę, gładzisz paluszki, pieścisz brzuszek, masujesz stópki, z czułością nacierasz kremem buźkę czy plecki, czuje, że jest kochane, a to dodaje mu siły i wiary we własne możliwości, dzięki czemu może swobodnie się rozwijać.

Dzieci nieprzytulane częściej chorują, gorzej się rozwijają. Mówi się, że brak czułego dotyku pozostawia siniaki na mózgu →link do smutnego, ale dającego do myślenia tekstu.

Nie przepadam za taką argumentacją, ale niechaj będzie: dotykanie dziecka jest wspaniałą inwestycją w jego przyszłość. Dlatego dużo noszę syna, przytulam, głaszczę i masuję. I tak też robiłam z córkami. Jednak nie dlatego, że wyczytałam o tym w poradniku, lecz podpowiadała mi to intuicja i dziś, kiedy czytam o tym w poradnikach, widzę, że słusznie. 🙂

– Nie noś za dużo, bo przyzwyczaisz – mawiają niektórzy.

Tymczasem nie ma czegoś takiego jak przyzwyczajenie dziecka do noszenia, bo przecież od początku swojego istnienia, jeszcze w świecie prenatalnym, jest przez matkę noszone w brzuchu. Jedyne, co możemy zrobić w życiu „postnatalnym”, to je od noszenia odzwyczaić. Ale dlaczego miałabym to robić, skoro odczuwa taką potrzebę? Gwarantuję Wam, a wiem, co mówię, bo mam już dwie nastoletnie córki – każde dziecko samo się w pewnym momencie od noszenia „odstawia”. Starszą córkę, dziś 16-letnią, nosiłam tylko do 12 roku życia. Któregoś dnia, jak zwykle wzięłam ją na ręce, żeby przenieść ją do drugiego pokoju, gdy nagle rzekła:

– Mamo, już mnie nie noś, już tego nie potrzebuję. Sama przejdę do salonu.

Byłam w szoku, zupełnie się tego nie spodziewałam, ale oczywiście uszanowałam jej decyzję. Młodsza córka: 11-letnia wciąż jeszcze chce być noszona, ale wiem, że jeszcze maksymalnie rok i się „odzwyczai”.

 

HAHAHA, ale Was nabrałam!!! 😀

Oczywiście, że moment odzwyczajenia  od noszenia nastąpił zdecydowanie wcześniej niż w 12-tym roku życia. 🙂 Mimo, że widok Nishki z niemowlęciem na biodrze był codziennym widokiem przy wszystkich moich pociechach, to w pewnym momencie, myślę, że gdy miały około półtora roku, czyli gdy już dobrze opanowały umiejętność chodzenia, były coraz mniej zainteresowanie noszeniem ich. Skoro umie chodzić, chce chodzić! A nie być noszone przez mamuśkę.

Noszenie, głaskanie, masowanie, przytulanie zaspokaja ogromną potrzebę dotyku, jaką ma w sobie każde maleństwo, zresztą nie tylko człowiecze, ale i prawie każdy inny ssak. Potrzeba bycia dotykanym jest dla dziecka równie ważna jak jedzenie, a w pewnym sensie ważniejsza, bo karmi nie tylko ciało, ale i duszę.

Nie żałujmy dzieciom dotyku, zwłaszcza przez pierwszy rok ich życia. Nośmy, tulmy, całujmy, masujmy, głaszczmy, pieśćmy: miejmy z nimi jak najwięcej cielesnego kontaktu. Nie bójmy się, że je „zagłaszczemy” czy „zbyt przyzwyczaimy”. Zwłaszcza, że ten czas tak bardzo szybko leci! Mój syn wkrótce skończy pół roku, a mam wrażenie, że urodziłam go kilka tygodni temu.

Oczywiście nie zrozumcie mnie źle: nie noszę  i nie dotykam dziecka cały czas, bez przesady. Ja przecież też potrzebuję czasu dla siebie. Są też momenty, w których leży sobie w łóżeczku i bawi się sam ze sobą, ale gdy po kilkunastu minutach zaczyna marudzić, podchodzę do niego, zagaduję go, czasem wystarczy pogłaskanie po główce czy złapanie za rączkę i daje mu to ukojenie. A czasem chce wylądować w moich ramionach, więc ląduje. Jak niedawno w ciekawym tekście wytłumaczyła Magda z Wymagające.pl – niemowlęta też się, zresztą jak i dorośli, zwyczajnie NUDZĄ! Kto by chciał leżeć ciągle sam, w tym samym miejscu i pozycji? 🙂

Dotyk dotykowi nierówny. Pospieszny, nerwowy, wymuszony czy przypadkowy nie ma dobrej mocy. Dziecko wyczuwa nasze emocje i potrzebuje dotyku czułego, świadomego, uważnego, życzliwego. Dotyku z miłością, a nie ze złością lub obojętnością. Dlatego, gdy jestem w złym humorze, podirytowana lub zdenerwowana – bo oczywiście, że miewam takie chwile, w którym mój syn mnie drażni i muszę choć na chwilę od niego odpocząć – staram się go nie dotykać. Przekazuję go mężowi i mówię:

– T e r a z  t y   s i ę   n i m   z a j m i j.

I gdy się uspokajam i wyciszam, wracam.
A gdy nie ma męża, staram się liczyć od dziesięciu do zera… 🙂 (dowiedziałam się niedawno, że lepiej, chcąc się uspokoić, liczyć malejąco niż rosnąco).

Nie trzeba robić z dotyku specjalnej ceremonii, przecież jest mnóstwo okazji, by mieć z dzieckiem cielesny kontakt. Ja na przykład podczas każdego przewijania przez chwilę delikatnie masuję syna w stópki lub gładzę po brzuszku. Gdy jest niespokojny, głaszczę po główce. Gdy go przebieram, a robię to kilka razy w ciągu dnia, bo lubię zmieniać mu stylizacje i outfity, haha, ale dziś ze mnie żartownishka, wróć: bo syn dużo ulewa – wtedy przez kilka chwil robię mu masaż.

.
Jeszcze innym, świetnym pretekstem do dotyku jest kąpiel, ale to już domena ojca mojego dziecka. To u nas novum. Przy córkach wszystko robiłam sama i to na własne życzenie – opowiem Wam o tym wkrótce. Powyższe zdjęcie jest więc ewidentnie pozowane, kąpałam syna może trzy razy w życiu. A wiecie dlaczego? Właśnie dlatego, że bardzo chciałam, żeby jego tato: często zapracowany i zajęty, nawiązał z nim silną więź, a ceremonia kąpieli jest świetnym na to sposobem. Kąpiemy, tzn. tato kąpie, syna codziennie, nie ze względów higienicznych, lecz jako codzienny rytuał.

Być tak codziennie pochlapaną wodą z wanienki, jak na zdjęciu poniżej? Nie, dziękuję! 😉 Po kąpieli, gdy syn jest już przez tatę wymyty, wymasowany i ubrany, wtedy do akcji wchodzę ja, cała na biało i przechwytuję go w swoje ramiona. 🙂

Od kilku tygodni używam kosmetyków NIVEA Baby Emolienty, które otrzymałam od NIVEA: Partnera tego wpisu. Zawierają emolienty – substancje o działaniu nawilżającym i natłuszczającym, które utrzymują odpowiednią elastyczność naskórka, wspierają naturalną barierę ochronną i zapobiegają utracie wody. Kosmetyki te otrzymały pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. Nie zawierają parabenów, alkoholu i barwników. Wy również możecie je, tak jak ja, przetestować: wejdźcie TUTAJ, wypełnijcie formularz i  otrzymajcie w prezencie wybrany produkt z nowej serii Emolientów NIVEA BABY. Polecam!

Ja tymczasem idę zrobić mojemu synowi „idzie raczek nieboraczek, jak uszczypnie będzie znaczek”! 🙂

Komentarze:

  • Dobrze, że tak dużo i tak głośno przez ostatnie lata mówi się o roli dotyku dla rozwoju dziecka. Kojarzysz eksperymenty Harlowa na małych rezusach, w których udowodnił, że małpki nie szukają pocieszenia w stresujących sytuacjach u drucianej „matki”, która karmi, tylko u pluszowej, która jest przytulaśna? Wcześniej, przed latami 50. ubiegłego wieku panował pogląd, że to właśnie dostarczanie pożywienia tworzy więź, a okazało się, że dużo ważniejszy jest przyjemny dotyk.

    PS. Pierwsze zdjęcie totalnie mnie rozkleiło <3

    • Tak, znam ten eksperyment, niesamowity.
      Pisałaś może o nim na swoim blogu? Jeżeli tak, śmiało wrzuć link.

  • Ja do tego noszenia dorzucilabym jeszcze wspolne spania. Oczywiscie, kazdy robi jak uwaza ale czasem ze strony przeciwnikow wspolnego spania slychac duzo krytki zbudowanej wlasnie na „bo sie nigdy nie odzwyczai”.
    A tymczasem sie odzwyczai.
    Ja bylam noszona i spalam z rodzicami. Teraz nie spie.
    Moja starszca corka byla noszona, spala z nami, teraz przychodzi nad ranem.
    Mlodsza, polroczna, budzi rano tate glaszczac go po brodzie. Jest super.

    • ja właśnie od miesiąca też śpię z synem, choć trochę mnie to niepokoi 🙂 właśnie jakoś boję się, że się „przyzwyczai i że jak np. będzie miał rok i będę chciała go odłożyć do łóżeczka to on powie:
      – CHYBA ŻARTUJESZ.
      a robię to z wygody! i nie ukrywam, że to tak jak piszesz – bardzo miłe spać obok takiego ciepłego ciałka 🙂
      generalnie TA piosenka jest wypisz wymaluj o mojej rodzinie 🙂 POLECAM – obejrzyjcie koniecznie!! 😀
      https://www.youtube.com/watch?v=4GrsHkxxwYw

      • Agnieszka Rochnińska

        Padlam 😂

      • Znamy, znamy ☺
        U nas niby łóżeczko stoi obok, ale Leosia w nocy żeruje i nawet nie chce mi się jej odkładać. W Stanach mają na to fajne określenie:breastsleeping

  • Dominika

    W wieku niemowlęcym musiałam być sporo dotykana, bo dziś czuły dotyk bliskich mi osób to dla mnie najlepsze ukojenie i jestem od niego uzależniona. Gdy się stresuję lub niepokoję, gdy mam przedmiesiączkowe nastroje, jestem czymś zmartwiona lub zmęczona, nie mogę zasnąć, zawsze najlepszym lekarstwem jest dotyk. Moja mama i siostra narzekały, że tak często domagam się od nich przytulasków, masażu lub choćby kizi-mimi po ręce 🙂 19 lat i jak dziecko 🙂 Teraz cieszą się, że mam chłopaka, a ja się cieszę, że on ma tak wielkie pokłady cierpliwości i nie protestuje, gdy któryś raz z rzędu mówię: pogłaskaj mnie, proszę. Taka ze mnie przylepa. Ale cóż, czuły dotyk i wrażliwość na ten bodziec to jeden z najwspanialszych darów w jakie wyposażyła nas wszystkich natura. I są na to dowody. Ostatnio dowiedziałam się, że stres jest znacznie mniej szkodliwy dla organizmu, gdy w chwili stresującej przytulimy się do bliskiej osoby lub zaangażujemy w jakieś życzliwe działanie na rzecz drugiego człowieka. Wytwarzająca się wówczas oksytocyna niweluje spustoszenia, jakie pozostawia po sobie produkowany w chwilach stresu kortyzol. Polecam na ten temat świetną konferencję TED:https://www.youtube.com/watch?v=RcGyVTAoXEU

    PS. Podeślę ten artykuł mojej mamie, może chętniej pogłaska córkę, gdy wrócę na weekend do domu 😉

  • Maria Jakubczak

    Mam 43 lata i wiele „przepracowanych” trudnych spraw. I nie zmienia to faktu, że czytając Cię, często myślę: ‚fajnie byłoby mieć taką Mamę, jak Ty’ <3
    PS. W żadnym wypadku nie upraszam się o adopcję. Sama mam czwórkę fantastycznych dzieci. Abstrahując jednak od ich fantastyczności, jesteś zbyt młoda na bycie babcią – że o 43-letniej córce nie wspomnę 😉

    • Moja Droga, zapewniam Cię, że moje córki miałyby całą listę, w której obok kolumny „dlaczego nasza mama jest fajna” byłaby druga równie wypełniona z argumentami „dlaczego ich mama jest niefajna” 😀
      Gratuluję czwórki! 🙂 W jakim są wieku?

      • 16, 12, 6 & 6 🙂
        Nie żebym się zastanawiała nad tym trzy miesiące 😉 Po prostu nie widziałam, że zapytałaś 😉

  • mama jak ja

    spłakałam się. przeczytałam Twój artykuł i ten przez Ciebie polecony i jest mi strasznie przykro. ja nie mogłam swoich dzieci tulić od początku, bo ich mamą stałam się dopiero, gdy miały prawie dwa latka. czy otrzymały w życiu dobry dotyk? retoryczne to pytanie. ja dotykam je dużo, bo chcę, bo kocham, bo sama potrzebuję. zaciągam się ich zapachem. wiem jednak, że nie cofnę czasu i nie dam im tego, czego potrzebowały od początku. zapłacą za to w przyszłości, płacą za to już dziś. za błędy swojej nie-matki. za to, że nie potrafiła. i są takie zachowania córek niewyjaśnione, niezrozumiałe, trudne. myślę, że to dlatego. wszystko rozbija się o potrzebę bezpieczeństwa. nawet zegarek muszę nosić ten sam, bo ich mama nosi „ten” zegarek, nie jakiś inny. i muszą mieć takie schematy, uwielbiają się w nich osadzać, bo to też część budowania poczucia bezpieczeństwa. choć tata czasem się złości, czemu one takie zasadnicze 🙂 a bo mama zakłada szalik tak i koniec, jak tata robisz inaczej to jest ryk, tupanie i foch, bo to jest inne, nie ich, nie to znane. dokładnie widzę te niuanse, widzę te potrzeby powtarzalności, reguł. od początku wiedziałam, że ten brak relacji, brak dotyku, to będzie ich plecak pełen kamieni. jak strasznie bym chciała troszkę im tego ciężaru zdjąć. dziękuję Nishko za artykuł. jak zawsze cenny. odzywam się po raz pierwszy, po prostu musiałam. pozdrawiam ciepło i gratuluję pociech 🙂

    • Kochana, łzy mi się zakręciły, gdy czytałam Twój komentarz. Nie mam słów, żeby wyrazić, jak wspaniale, że są tacy ludzie jak Ty, którzy stają się rodzicami dzieci, które zostały opuszczone. Jestem pewna, że miłość i troska i mądrość – bo widać, że działasz świadomie, przyglądasz się uważnie różnych mechanizmom, zaprocentują.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie!

      • mi też sie zakręciły.. bardzo mocno Ci życzę, żeby z chwili na chwilę tych kamieni im ubywało. z każdym Twoim dotykiem!

    • PS Czy mogłabyś odezwać się do mnie mejlowo? byłabym wdzięczna: tur.natalia@gmail.com

      • mama jak ja

        poszło 🙂

    • Ewa Sitek

      Czytam ale się nie udzielam. Tutaj muszę. Popłakałam się. Popłakałam się ze wzruszenia, z tego, że tacy ludzie jak Ty istnieją, że nie występują tylko w filmach i bajkach. Życzę Tobie i Twoim dzieciom dużo miłości, takiej do Was ale i takiej aby potrafiły w przyszłości kochać prawdziwie, żeby nikt ich tak już nie skrzywdził jak własna nie-matka. Aby te kamienie z plecaka z czasem wypadły a te, które same nie wypadną aby potrafiły je wyjąć i cisnąć w siną dal. Jesteś Mamą przez wielkie M.

      • mama jak ja

        witaj 🙂 bardzo ładnie to określiłaś „aby potrafiły je wyjąć i cisnąć”, super 🙂 jednym z kluczy do tego, jest, dla mnie, nieuciekanie od prawdy. od pierwszych naszych dni się o to staram. a królową wszystkich prawd w moim życiu jest fakt, że moje dzieci są szóstką w totka. wygrałam główną nagrodę aż dwa razy!! możecie mi zazdrościć ;D gdy czytam Twoje (przemiłe) „jesteś Mamą przez wielkie M” to się uśmiecham pod wąsem (oj, malutkim), bo jestem mamą zwykłą zupełnie, tak samo wkurzającą się na swoje dzieci, równie czasem nieporadną i równie często, co inne mamy, chcącą je wysłać w kosmos 😀 i fakt adopcji nie ma z tym nic wspólnego. dziękuję za miłe słowa Ewo 🙂

  • Olka

    Nishko, abstrahując od tekstu (z którym w pełni się zgadzam) chciałam tylko napisać, że masz fajnego, małego bulbaska 🙂 Tęsknię za tym etapem rodzicielstwa 🙂

    • Ja właśnie też tak tęskniłam, że aż syna urodziłam 🙂 A zapierałam się przez wiele lat, że trzeciego dziecka mieć nie będę! 🙂

  • Sylwia

    Polecam wszystkim mamo książkę „Jak wychować szczęśliwe dziecko” Johna Mediny. Tytuł jest dość nieszczęśliwie przetłumaczony, bo nie jest to pseudo poradnik, ale ciekawa pozycja opisująca między innymi wpływ dotyku na rozwój mózgu dziecka. A poza tym wpływ wszystkich innych czynników zewnętrznych, na rozwój dziecka. Czyta się szybko i przyjemnie,mimo że to książka naukowa.

    • Dzięki, zamówię sobie 🙂

  • olova82

    Zgadzam się – dotyk, noszenie – kiedy dziecko potrzebuje, dodałabym jeszcze do tego chustowanie (tak strasznie mi tego brakuje, bo jak tylko nauczył się chodzić to nie dawał się już chustować 🙁 …) no i najważniejszy „dotyk” matki i dziecka – czyli
    pierś 🙂

  • Elwira Zbadyńska

    U nas też od kąpieli jest Tata, a później wchodzę ja 😉 Od wczoraj trudny ząbkowania czas, więc nosimy się i przytulamy bezustannie.. Z resztą mam wrażenie, że trzecią noszę najwięcej, być może dlatego, że to ta ostatnia 😉

  • Mama Igusi

    I ja dorzucę swoje trzy grosze. Niestety ja także nie mogłam dać mojej córeczce tego dotyku przez pierwsze trzy miesiące bo pierwsze dwa tygodnie spędziła w szpitalu potem RZ. Niby tylko trzy miesiące. ..dla niej aż trzy. Teraz ma 10 lat i zaburzenia integracji sensorycznej . Dowiedziałam się, że duży wpływ miał na to właśnie dotyk ,a raczej jego brak w pierwszych miesiącach życia . Szkoda, że tak mało się o tym mówi…a wystarczy tak niewiele….

  • jak to stwierdziła moje koleżanka – dziecko jak małpka, swoje musi odwisieć 😉 Mój kręgosłup i zdrowie psychicznie ratowało noszenie w chuście. Wynalazek godny nobla!

  • Malgorzata Penther

    Nia lubie byc dotykana, nie cierpie kiedy dotyka mnie obca osoba. Moja mama powiedziala mi kiedys, ze bylam dziwnym dzieckiem, bo nie lubilam sie przytulac. A mam w pamieci dwa obrazki: jeden kiedy ona siedzi przy stole z jakas robotka, a ja stoje kolo niej i pragne aby mnie przytulila, glaszcze ja niesmialo po udzie i wtedy ona mnie odpycha mowiac: „nie przeszkadzaj mi, jestemn zajeta”; i drugi gdzie ja siedze na podlodze i jestem pochlonieta zabawa i nagle czyjes rece unosza mnie w gore i mama zaczyna mnie tulic, mocno przytulajac do siebie, ja wyrwana brutalnie z mojego swiata zabawy zloszcze sie i boronie przed jej czulosciami … Ojciec nigdy mnie nie przytulil, przynajmniej ja sobie czegos takiego nie przypominam. Moje dzieci staralam sie przytulac, ale tylko wtedy kiedy widzialam, ze i one tego chca, nie bylo mi latwo staralam sie jak moglam aby zmienic to co tak bolalo mnie w moim dziecinstwie, nie wiem na ile mi sie to udalo ….

    • Dzięki, że podzieliłaś się czescią swojej historii. Wydaje mi się, że doswiadczenia, które opisujesz, mogą mieć wpływ na to, co czujesz teraz. Ja z kolei mam tak, że uwielbiam tulić dzieci mniej więcej do 4 roku życia, mogę to robić nonstop, a potem już o wiele mniej, tak jakby włączała mi się jakaś bariera, jakbym podświadomie czuła, ze wtedy to już nie potrzebują. Choć rozum mówi inaczej. I jako osoba dorosła tez nie lubię być przytulana. Jak miałam 4 lata urodziła się moja siostra, być może to doświadczenie sprawiło ze np. rodzice mniej mnie przytulali wiec wbiło mi się do głowy, ze już wtedy nie „trzeba”. Psychika to dziwna sprawa.. 🙂

      • Malgorzata Penther

        Powiem tak, ze nie jest latwo robic cos czego sie w dziecinstwie nie doswiadczylo. Jak bylam mala bardzo tego pragnelam, a potem unikalam i do dzisiaj nie lubie, do tego stopnia, ze gdy ktos mnie dotknie niesodziewanie to moge nawet zareagowac agresywnie, to znaczy nie bede sie brac do bicia, ale moge ofuknac … i raczej staram sie urzedzac osoby ktore znam, ze tego nie lubie.Nie bylo mi latwokiedy moje dzieci byly male, bo na kazdym kroku musialam pamietac o tym, ze dzieci tego potrzebuja, ze potrzebuja byc przytulane, dotykane … Staralam sie bardzo, ale czasem bylo mi bardzo ciezko i wiem, ze nie dostaly ode mnie tyle czulosci ile potrzebowaly … trudno. Teraz sa juz dorosle i z corka mam dobry kontakt, a z synem roznie to bywealo, niestety i teraz przy omocy jego partnerki probujemy naprawic te relacje. Paradoksalnie latwiej bylo mi dotykac, piscic zwierzeta, miala koty i psy, za ktorymi pewnie w ogjien byla bym zdolna skoczyc, teraz tez mam dwa koty i tu spotal mnie troche zawod, oba nie sa przytulasne, niestety, ale akceptuje to u nich.

  • Rewelacyjne są Wierszyki-masażyki M. Bogdanowicz. Moje dzieci uwielbiały! Dotyk ma olbrzymie znaczenie. Agata przyszła na świat za wcześnie i pierwsze tygodnie życia spędziła w inkubatorze. Potem nadrabiałam brak naszego dotyku też przez kangurowanie, czyli ciałko do ciałka. Dziś to jest najpogodniejsze dziecko na świecie :-). Jej uśmiech jest zaraźliwy 🙂 :-).
    Nishka, bardzo ważny wpis, bo niby to takie oczywiste, a jak często zapominamy.

  • Misia

    Co się dzieje w przypadku dzieci, które zaraz po urodzeniu zostały w szpitalu ze względu na różnego typu powody. Wcześniaki spędzają w inkubatorach czasem nawet kilka miesięcy. Przechodzą skomplikowane operacje, czasem w specjalistycznych klinikach z dala od miejsca zamieszkania i rodzice nie zawsze mogą być przy dziecku. Czasem np mogą być jedynie parę godzin dziennie. A i wtedy ze względu na aparatury i sprzęt dotyk i kontakt ze skórą może być znacznie utrudniony. Czy takie niemowlę czuje się niekochane? Czy brak tego dotyku czy bliskości może odbić się negatywnie na jego psychice?