„Mamo, nie będę opiekunką twojego dziecka” – o angażowaniu dzieci w opiekę nad młodszym rodzeństwem

fot. Agnieszka Dzieniszewska

Jak wiecie, mam dwie duże córki: w listopadzie skończą 11 i 16 lat.

– Ach, ile niań będzie miał twój synek, ile dodatkowych rąk do pomocy! – mówiło wiele osób, dowiedziawszy się, że w sierpniu urodzę trzecie dziecko.

I tak, i nie. Z jednej strony wiem, że to macierzyństwo będzie łatwiejsze, bo znając życie syn, jako najmłodszy w rodzinie będzie pewnego rodzaju maskotką. Wszyscy domownicy będą się nim zachwycać, rozpieszczać, zagadywać, nosić, zabawiać itd. Z drugiej strony, chciałabym niniejszym zadeklarować:

(Przy okazji, zdradzę Wam pewną tajemnicę. Otóż pisanie bloga czyni mnie lepszym człowiekiem. 🙂 Pisząc teksty, które są przecież deklaracją tego, jak myślę, żyję i postępuję, głupio potem postępować inaczej!)

Otóż chciałabym złożyć publiczne oświadczenie:

Nie uczynię moich córek opiekunkami mojego syna. Owszem, będę cieszyć się z każdej chwili, w której będą chciały spędzić z nim czas, zająć się nim, pomóc mi, ale jednocześnie nie będę wywierać na nie w tej kwestii presji i budzić w nich poczucia obowiązku.

Czy sama doszłam do tego wniosku? Niekoniecznie. Zainspirowała mnie do tego rozmowa sprzed kilku tygodni z moją starszą córką.

Weszła któregoś poranka do kuchni i pierwszą kwestią, którą wypowiedziała zamiast porannego „cześć” (tak jakby w nocy doznała jakiejś iluminacji) było:

– Od razu informuję cię mamo, że nie masz prawa zmuszać mnie do opieki nad dzieckiem. Cieszę się, że będę mieć brata, ale jeżeli liczyłaś na to, że będę jego opiekunką, to od razu uczciwie wyprowadzam cię z błędu. Nie będę się nim zajmować. Owszem, może czasem najdzie mnie ochota, wtedy jak najbardziej, ale to musi wypływać z moich chęci, a nie przymusu.

– Rozumiem.

– I mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz. Może czasem, sama z siebie, podkreślam: sama z siebie, wezmę go na spacer, pobawię się z nim, nakarmię .. Jak już będzie starszy, to wiadomo: może na mnie, jako na starszą siostrę, liczyć. 

– Cieszę się. 

– Pamiętaj mamo, to poważna sprawa, żeby potem nie było, że nie uprzedzałam.

– Dobrze, rozumiem.

– Aha, jeszcze jedno: nigdy nie będę go przewijać: nawet o tym nie myśl!

– Ech, szkoda, też wolałabym tego uniknąć. 😉

Co czułam podczas tamtej rozmowy?

Rozczarowanie, że córka dba wyłącznie o swoje potrzeby?
Smutek, że nie kieruje nią wolą pomocy i wsparcia?
Dumę z jej asertywności?
Spokój, że potrafi dbać o swoje interesy?
Ulgę, że wypowiedziała to, co powinno zostać wypowiedziane? Że rodzice mają skłonność do zrzucania na starsze rodzeństwo ciężaru opieki i odpowiedzialności za młodsze?

Po trochu czułam to wszystko.

Chcę, żeby była z bratem blisko. Ale chcę, żeby wynikało to z jej chęci, a nie moich oczekiwań. Żeby więź, którą zbuduje z bratem była naturalna. Żeby brała go na ręce i przytulała z miłości. Żeby reagowała, gdy będzie dziać mu się krzywda z troski. Żeby czasem wzięła go na spacer z siostrzanej potrzeby pokazania bratu świata, a nie dlatego, żeby przypodobać się rodzicom, spełnić ich oczekiwania. Zdecydowanie nie chcę, żeby opiekę nad młodszym rodzeństwem traktowała jako przykry obowiązek.

Znam kilka osób, które jako dzieci żyły pod presją odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo i odczuwały to jako ciężar. Będąc dziećmi czy nastolatkami, zdążyły już być rodzicami swojego rodzeństwa. Nie chcę zafundować tego swoim córkom.

Z drugiej strony, gdy będzie świadkiem nadchodzącej tragedii i zauważy na przykład, że brat wkłada rączkę do kontaktu lub monetę do buzi i nie zareaguje, w myśl założenia, że to nie jej sprawa, będzie to oznaczało moją rodzicielską  porażkę: że wychowałam ją na takiego człowieka. Na szczęście wiem, że tak nie będzie, że widząc zbliżającą się tragedię zareaguje i odwiedzie go od tego pomysłu. Następnie, znając moją córkę, przyjdzie do nas z reprymendą:

– Mamo, czy moglibyście wreszcie z tatą założyć na kontakty z prądem jakieś zabezpieczenie?! Co byłoby, gdybym nie zabrała w ostatniej chwili jego paluszków z kontaktu?! Jesteście skrajnie nieodpowiedzialni!

– A ty – tu zwróci się do młodszej siostry. – Czy zrozumiesz wreszcie, że koniec z zostawianiem w zasięgu dotyku Dzieciaka kubków z gorącą herbatą, kisielem i zupą? Przecież on może się poparzyć! Reprezentujesz totalny brak wyobraźni! – udzieliłaby jej reprymendy.

Wiem, że zareaguje, bo tak ją wychowaliśmy, żeby nie była obojętna i znieczulona na sytuacje, w których komuś dzieje się krzywda lub w której może dojść do tragedii. Jednocześnie wiem, że to ja: rodzic jestem odpowiedzialna za to, żeby stworzyć moim dzieciom warunki do bezpiecznego życia. To ja muszę nauczyć je zasad bezpieczeństwa (np. tego, że kilkulatek nigdy nie może chodzić sam nad rzekę czy jezioro lub wchodzić na taflę lodu itp.) i tak aranżować życie i otoczenie, żeby im sprzyjało. To moją: rodzica rolą jest opieka nad dzieckiem. I nie powinnam wyręczać się w tym obowiązku swoimi innymi dziećmi.

*

Półtora roku później:

Uff, udało mi się zrealizować to postanowienie. Nie uczyniłam córek opiekunkami syna.  Owszem, bywają chwile, gdy np. prowadzę ważną rozmowę przez telefon, a syn łobuzuje i wtedy szepczę do którejś córek szeptem błagalnym lub gdy jestem na skraju wybuchu szeptem nieznoszącym sprzeciwu:

– Proszę, pomóż mi i zajmij się nim przez 10 minut!

– ale zawsze jest to prośba o pomoc, a nie sugerowanie, że opieka nad nim jest ich obowiązkiem.

I dobrze przewidziałam, że jest rodzinną maskotką. 🙂
I za każdym razem gdy córki bawią się z nim, rozmawiają, rozśmieszają, tańczą z nim: serce pęka mi z radości. Nie tylko dlatego, że widzę, jak naturalnie i bez presji zrodziła się między nimi siostrzano-braterska więź, ale również bo mam wtedy wolną chwilę. 😀

Komentarze:

  • Dużo osób zapomina o tym, że starsze rodzeństwo nie jest po to by opiekować się młodszym, ale myślę, że w nagłej sytuacji czasem okazuje się to konieczne 🙂

  • Ania

    Mam brata młodszego o 11 lat. Teraz mam około 30, a jednak pamiętam doskonale, jak zmieniło się moje życie, po tym jak na świecie pojawił się brat. Nie umawiałam się z rodzicami na opiekę (lub „nieopiekę”). Mama nigdy mi nie kazała go przewijać ani wykonywać innych zabiegów higienicznych. Opiekę traktowałam jako naturalną kolej rzeczy: mieszkamy razem z rodzicami, to mój brat, jeśli rodzice nie mogą się z nim zająć w danej chwili,a ja mam czas (jako dziecko miałam więcej czasu od nich) to traktowałam to jaką naturalną kolej rzeczy. Tak samo jak traktowałam pomoc babci, która sama nie była w stanie wszystkiego zrobić. Nie uważam, że na takie rzeczy trzeba się umawiać, bo nawet jako dziecko miałam swój kodeks wartości (niekoniecznie świadomy czy nazwany po imieniu) – jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to mu pomagam. Jesteśmy rodziną i sobie pomagamy wszyscy, to naturalne. A jak rodzice widzą, że mam swoje ważne sprawy, to nie zmuszają mnie do opieki. Zawsze wydawało mi się, że takie rzeczy są normalne i nie trzeba tego głośno i dobitnie artykułować, bo wtedy kojarzy mi się to z zupełnie czymś innym niż poczucie wzajemnego wsparcia…

    • No widzisz: moja córka taka jest, że ma potrzebę artykułowania tego, co poradzę 😉 Może bała się, że rzeczywiście zrzucę na nią ten ciężar? Że tak to sobie wymyśliłam? Ogólnie to dobra i pomocna dziewczyna ale jednocześnie też asertywna 🙂

      • Dot

        Chciała Cię uprzedzić 🙂

  • Ola

    Byłam „rodzicem” młodszej (tylko o 4 lata!) siostry. Chciała się bawić wyłącznie ze mną,a że była nadpobudliwa to musiałam za nią latać po całym podwórku, uważać żeby nie wpadła pod samochód,żeby się dobrze bawiła, nie była głodna, co się potem przerodziło w gotowanie w domu obiadków pod nią, bo rodzice dużo pracują i musiałam ich odciążyć, zostawałam z nią dość dużo sama. Nie mam żalu do rodziców, nie zmuszali mnie do niczego, bo to wynikło naturalnie z mojej miłości do siostry, ale uważam,że jedno dziecko już wychowałam i nie mam ochoty na żadne kolejne. Za to chętnie się zajmę w przyszłości dziećmi siostry 😉
    Tak na zakończenie, obecnie mamy bardzo dobry kontakt, jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale musiało minąć trochę czasu zanim się oduczyłam,że nie muszę już jej „matkować” typu: zostaw, nie rusz, nie podchodź, nie idź tam, gdzie idziesz, po co i z kim?

    • Musiało to być dla Ciebie ciężkie doświadczenie! Owszem, bywają cięższe, ale jednocześnie ciężar odpowiedzialności dziecka za inne dziecko może przerastać, a nawet jak piszesz – prowadzić do tego, że skoro już wychowałaś jedno dziecko to nie masz ochoty na kolejne. A mogę wiedzieć, ile masz lat? 🙂

      • Ola

        Mam 20 lat 🙂 Może wydawać się to śmieszne, że tak mówię, ale dorosłam bardzo szybko i wiem ile pracy trzeba włożyć w wychowanie dzieci, w nią włożyłam wszystko co miałam i robię to nadal, ale już mniej, tyle co starsza siostra powinna 😉

  • Kasia Żądło

    Jak juz kiedyś pisałam mam brata, który jest 14 lat mlodszy. I zajmowałam się nim od urodzenia, a właściwie od kiedy miał miesiąc ( mama wyjechała) wstawałam w nocy do niego ja i moje 2 siostry. Podczas gdy byłyśmy w szkole a tata w pracy miał opiekunke, poza tym po szkole był z nami. Tak że właściwie przez pierwsze kilkanaście lat jego życia nasz kontakt przypominał bardziej kontakt rodzica z dzieckiem. I mimo, z nie wspominam tego czasu źle ( oprócz paru chwil kiedy zepsuł mi randke :D), nie chciałabym żeby moje dziecko musiało opiekować się rodzenstwem.

  • Monika

    Mój drugi syn ma 2 miesiące, pierwszy 3,5 roku. Nigdy nie zakaldalam że będzie on dla mnie jakaś pomocą itp, choc ludzie mówili co innego. Owszem, czasami zdarza mi się go poprosić, żeby np.przysniosl smoczka czy nakręcił karuzelke, ale nie wymuszam. Nie chce to nie, sama to robię.
    Na szczęście bardzo się troszczy o brata, chce go ‚pilnowac’ gdy mały leży w łóżeczku, jak płacze to mnie pospiesza żebym szybciej przyszła, itp. No i przytula, glaszcze o kocha czasami aż za bardzo :p.

    Sama jestem starsza od brata o 8 lat i pomagałam mamie w opiece- chyba sama, bo nie pamiętam, że mnie to ‚bolalo’ ;).

    • Magda

      Ja mam roznice dwoch lat, miedzy dziecmi. I tez gdy bylam w koncowce ciazy slyszalam nie raz „bedziesz zajmowac sie bracieszkiem”, „pomozesz mamusi”. Jak urodzilam to sie nasililo „kochasz braciszka? A pomagasz mamie?”… zawsze sie zastanawiam skad takie pytania i zawsze reaguje. Corka pomaga fakt, ale sama z siebie. Jak chce to sama cos poda a jak nie to nie. Nigdy nic nie musiala i nie musi.

      • Magda, no właśnie: ludzie często wtłaczają starsze rodzeństwo w rolę „opiekuna” i określają ich wartość stopniem niesionej pomocy dla młodszych. To pewnie bywa momentami trudne dla tych dzieci.

    • Monika, też pamiętam, że prosiłam czasem starszą córkę, żeby przyniosła smoczek lub podała pieluszkę dla młodszej (różnica wieku 5 la): ale tak jak Ty: na zasadzie „angażowania”, zainteresowania, a nie presji i wzbudzania poczucia obowiązku. Z tym kochaniem za bardzo to tak, starsze rodzeństwo potrafi wytulić tak, że aż strach 😉

  • Magdalena Kozakiewicz

    Ja z perspektywy najmłodszego dziecka w rodzinie przybijam piątkę temu wpisowi. Mimo ze najwięcej czasu w dzieciństwie przebywałam albo na podwórku albo z mamą, to właśnie starsze siostry przejmowały często rolę rodzicielskiego pomagacza w lekcjach, rozwiazywacza problemów i co nagorsze: Strażnika prawa. To ze siostry ganialy mnie za brudne talerze nieodstawione do zlewu bylo oczywiście sluszne ale budziło we mnie protest, ze to heloł nie ich rola mnie pouczać 😉

    • Dzięki za głos najmłodszego dziecka w rodzinie!! 🙂

  • Natalia

    Mam 19 lat i 2 młodszych braci. Jednego o 4 lata, a drugiego o 16 (przypadek?). To naprawdę świetne doświadczenie dla mnie. Rodzice nie wywierają na mnie presji, ale siłą rzeczy dość dużo czasu spędzam z młodszym bratem, który jest dość szalonym 3 latkiem. Ma to swoje jasne i ciemne strony. Trzymam kciuki za obie twoje córki. Myślę, że będą się świetnie bawić przy opiece nad Małym, ale początki są trudne. Ważne jest żeby dać jasny sygnał naszemu otoczeniu (dziadkowi, babci, cioci), że nie wymagamy od dzieci pełnowymiarowej opieki nad najmłodszym, bo często presja wychodzi właśnie od dalszego otoczenia. A jak nie ma przymusu to dobra wola siostry zawsze się znajdzie.
    Ps po wakacjach ja zaczynam studia, a mój młodszy brat idzie do przedszkola. Dwa wielkie wydarzenia.

    • Nie dość, że mamy tak samo na imię to występuje identyczna różnica wieku między moimi dziećmi a Twoim rodzeństwem i Tobą 🙂
      PS u nas po wakacjach starsza córka idzie do liceum, a młodszy syn zaczyna/właśnie zaczął życie na planecie Ziemia, poza brzucholem mamy. Też dwa wielkie wydarzenia. :))

  • Ja jestem młodszym dzieckiem. Mam siostrę bliżniaczkę i dwie starsze siostry: o 9 i 10 lat. Nigdy, ale to nigdy nie miały obowiązku zajmowania się mną i siostrą bliźniaczką. Sytuacje, w których zostawałyśmy pod ich opieką to były nagłe, wyjątkowe sytuacje. Moja mama wychodziła z załozenia, że dzieci to są dzieci, mają swoje życie, w którym nie ma miejsca na opiekę nad noworodkami.

    Mam też w rodzinie kuzynke, ktora ma dzieci w wieku 17 lat i 2 lata. Od samego początku powtarzała, że starsza córka będzie jej pomagac w wychowywaniu młodszej córki i to właśnie starsaz będzie zostawać z „małą”, gdy ona będzie musiała już wrócić do pracy. Najgoraszy anwet nei byłd la mnie ten poroniony pomysł, ale fakt, ze większość rodziny uznała, że to uczciwy ukąłd i obowiązkiem 17latki (wtedy 15sto latki) jest tego typu pomoc.

    • Przykre, zwłaszcza, że mama tak sobie od początku to wymyśliła: plan na życie dla córki. I jak sobie radzi ta 17-latka? Czuje się przeciążona?

      • Ta 17latka jest przeciążona od urodzenia i to dosłownie, bo ma przynajmniej 50kg nadwagi. Jako niemowle, później dziecko w wieku przedszkolnym, poźniej szkolnym była podrzucana od babci do babci, nawet, gdy rodzice nie byli w pracy. Obecnie jej rodzice juz nie są razem, a mama juz nie może podrzucać dziecka babci (jedna się zbuntowała i wciąż pracuje, druga zmarła) wiec podrzuca dziecko starszemu dziecku. Dla mnie ta dziewczyna to jest istny dramat. Ona zyje w przekonaniu, że nikt jej nie chce, nikt jej nie kocha, nikomu nie jest potrzebna… och… wait, teraz jest do pilnowania młodszej siostry.

  • Jak dla mnie krótka piłka:
    – Córeczko/synku, chciałaś/eś mieć pieska, to sam/a go wyprowadzaj.
    – Mamo, tato, chcieliście mieć dziecko, to sami się nim zajmujcie.
    Oczywiście z nadzieją że zarówno rodzice, jak i dzieci są przyzwoitymi ludźmi i przypilnują, żeby ‚nie ich’ pies lub dziecko nie wypadło z balkonu 😉

    PS. Starsza Córka powinna zostać prawnikiem.

    • e-milka

      A co z sytuacja, kiedy to dziecko upominalo sie o rodzenstwo? 🙂 Wiem, wiem, to w koncu decyzja rodzicow a nie starszego rodzenstwa. Niemniej jednak czesto jest tak – pierwsze dziecko pojawia sie na swiecie, bo Rodzice pragna miec dziecko, drugie – by to pierwsze nie bylo same.

      • E-milka moim zdaniem fakt, że dziecko chce mieć rodzeństwo nie uprawnia rodziców do tego, żeby potem mówić :”Sam chciałeś brata, teraz opiekuj się nim!” 🙂

        • e-milka

          Sorki, Nishka, nie moglam sie powstrzymac widzac poprzedni komentarz, przemowil przeze mnie adwokat diabla. 🙂
          I doskonale wiem, o czym piszesz, bo moi rodzice „wciskali” mi mlodszego o 3 lata brata czesciej niz byloby to wskazane. I Mama powiedziala, ze dopiero po latach zrozumiala, ze za duzo ode mnie pod tym wzgledem oczekiwala. Teraz mam podobna konstelacje i tym samym szanse, by lepiej to rozegrac.

      • A jakby się upominało, to jak z pieskiem 😉 OK, może nie aż tak, ale miałabym tekst ‚sama chciałaś mieć rodzeństwo!’ w pogotowiu 🙂

      • Dla mnie to kluczowe tu jest, że chiało mieć RODZEŃSTWO, a nie córkę/syna.

    • Tianzi, niestety aktualnie ma w głowie medycynę 😉

  • Ten tekst powinni drukować i rozdawać w szpitalu wszystkim mamom, które urodziły kolejne dziecko 🙂

  • Natalia…
    to prawda pisanie bloga czyni nas lepszymi ludźmi…ja ucze się na własnych błędach, patrzę na nie z innej perspektywy.
    Ja czasem „zmuszam” Syna aby zajął się siostrą, przyznaje bez bicia. Kiedy już padam na pysk i nie mam na nic siły.
    Proszę aby się z nią pobawił, zabrał do sklepu. Hanka jest zakochana w swoim bracie i czasem to na niego działa wzmacniająco…czasem mi odmawia i muszę się z tym pogodzić…

  • Amelia

    Jestem najmłodsza z trójki rodzeństwa. Mojemu bratu urodziła się córeczka, gdy miałam 18 lat. Nie poświęcałam jej czasu, szkoła, później studia, chłopak, a w rodzinie byliśmy dosyć blisko, jestem jej matką chrzestną. Wiele mi umknęło. Moja mama zajmowała się nią dosyć dużo, ja byłam wtedy również w domu i nie byłam skora do pomocy. I powtarzam- wiele mi umknęło z obcowania z takim małym ludzikiem, ale wtedy, emocjonalnie, nie byłam przygotowana na zabawę z dzieckiem, zatrzymanie się przy nim, oglądaniu kamyków, powolnym spacerowaniu itp… A to dziecko uganiało się za mną… Teraz mam córkę, ma 2 latka, musiałam przy niej dojrzeć, ale też właśnie zatrzymać się, aby docenić jej czas i jej patrzenie na świat. I czerpać z tego radość 🙂 Z moją córką często zostaje 19letnia kuzynka mojego męża (też najmłodsza z trójki rodzeństwa)- spędzają razem dużo czasu, kuzynka jest bardzo odpowiedzialna, dziewczyny bardzo się lubią, kuzynka ma dla niej czas… Patrzę na nią i zazdroszczę jej, że ma takie podejście, którego ja w jej wieku nie miałam. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Świat dziecka to zagadka, ale jaka piękna 🙂 Uważam, że nie powinno się liczyć na to, że starsze dziecko pomoże przy mniejszym, bo każdy w innym tempie emocjonalnie dojrzewa, zwłaszcza, gdy dziecko jest obciążone, że „musi”, to już powoduje opór, ale obowiązki, które dotyczą całej rodziny- jak najbardziej podzielić.

  • aaaaanaaa

    Pełna zgoda, dzieci nie mają obowiązku opiekować się rodzeństwem, ale zasmuciłaby mnie taka reakcja bliskiej osoby jak opisana w tekście…bo bliscy sobie po prostu pomagają, to powinno być naturalne…

  • Frieda Holundermann

    Wlasciwe podejscie!Ale jak zawsze oprocz czerni i bieli sa jeszcze szarosci. Z perspektywy siostry starszej o 16 i 20 lat:to nie sa typowe relacje rodzenstwa.Owszem wiez,milosc sa aöe ciotczyne. Przy az takiej roznicy wieku to nieuniknione.Jest tez opiekunczosc uupelnie inna bo z duzej perspektywy wieku i tez bardziej ciotczyna.Takze uwazam ze o ile rodzenstwo to w wiekszosci wspaniala sprawa to przy duuuuzych roznicach wieku jest to bardziej ciocia/wujek/opiekun spokrewniony a nie typowa relacja rodzenstwa. Warto zdjac rozowe okulary i przyznac ze to bedzie inna relacja naszych dzieci niz np dzieci oddalonych czasowo o 2-4 lata.Nie gorsza ale inna, a wiez bedzie wiezia krwi a nie typiwa wiezia dwoch osob majacych jakze podobne wspomnienia bo bedacych na podobnym etapie postrzegania i wieku.Ja bylam czesciowo zmuszana do opieki nad maluchami i nie zaluje.Plusy:wiedzialam ze najpierw wyksztalcenie i dojrzalosc emocjonalna a potem dopiero czas na ciaze. I przy wlasnych noworodkach i niemowletach zero strachu i od razu wprawa w przewijaniu,kapieli itp itd Do tego zero lukrowanych wyobrazen o dzidziusiach z reklam jakie mialy niektore rowiesnice nie majace kontaktu z niemowleciem. Ja wiedzialam jak jest i pewnie tez dlatego umialam ba siebie uwazac ze tak powiem,nie potrzebowalam tabletek po i aborcji tylko bezstresowo czerpalam radosc z seksu wiedzac czym ryzykuje hehe jesli akurat tej lekcji o antykoncepcji i wlasnym cyklu nie odrobie hehe. Takze plusy sa:)

    • Moja mama ma trzech braci, najstarszy jest o 17 lat starszy od niej, a pozostala dwójka w podobnym do niego wieku. Zawsze mówila ze gdy byla mlodsza, tego najstarszego brata prawie nie znala bo gdy ona się urodzila on byl w liceum z internatem, a pózniej poszedl na studia. Dzisiaj gdy mama jest po czterdziestce, a najstarszy brat po szesćdziesiątce, mają wlasnie taką typową relację brat-siostra. Jezdą razem na wycieczki i swietnie się rozumieją (duzo lepiej niz z pozostalymi braćmi), takze nie skreslalabym rodzenstwa z duzą róznicą wieku.

  • e-milka

    U nas bylo odwrotnie – to ja powiedzialam mojemu starszemu dziecku, ze to jest moje dziecko i ze nie wymagam od niego nianczenia malucha. I czasem musze starszaka przyhamowywac, bo probuje brata „wychowywac” stosujac obce mi metody wychowawcze (na przyklad „obiecanki cacanki”). Choc przyznam, milo sie czasem rozsiasc z ksiazka, kiedy sie tak zgodnie bawia. I przyznam tez, ze czasami prosze jednak starsze o pomoc. Przy roznicy takiej jak u mnie czyli piec lat, jest to tez swietna forma zuzywania niespozytej energii starszego dziecka.

  • Ann

    Mądry tekst , ja też tak myślę i jestem w podobnej sytuacji, spodziewam się córeczki,rodzę w sierpniu, a mam dwóch synów ,15 lat i 14…..

  • Dot

    „To moją: rodzica rolą jest opieka nad dzieckiem. I nie powinnam wyręczać się w tym obowiązku swoimi innymi dziećmi.” Dobra i mądra z Ciebie mama 🙂

  • Ja mam za to młodszego brata o siedem lat. Od małego musiałam go niańczyć, bawić się z nim i zostawałam z nim w domu, bo nikogo innego rodzice nie mieli pod ręką. W gimnazjum zawsze leciałam po lekcjach do jego szkoły i go odbierałam. W wakacje i ferie także byłam opiekunką. Zawsze, gdy chciałam wyjść to musiałam brać jego ze sobą albo odwrotnie – będąc gimnazjalistką i wczesną licealistką opiekowałam się nim. Byłam dla niego trzecim rodzicem i tak miałam mówione „opiekuj się nim jak matka”, „starsi powinni opiekować się młodszymi, ja tak robiłem” i „wolisz znajomych i przyjaciółki od brata”. Moi rodzice idealnie wpasowują się w ten schemat wychowywania dzieci i z doświadczenia wiem, ze to najgorsze co można zrobić dziecku. Owszem, uczy odpowiedzialności, ale jednocześnie niszczy całą relację miedzy rodzeństwem, bo to młodsze staje się tzw. „kulą u nogi”. Dopiero teraz, gdy jestem już po osiemnastce, a mój brat bardziej dorasta to nasze relacje zaczynają się poprawiać, a wiem, że jeszcze dużo czasu minie zanim będziemy prawdziwym rodzeństwem 🙂

  • Jestem jedynaczką i zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo. Wyobrażałam sobie jak to będzie się nim/nią zajmować, spędzać razem czas – nie było mi to jednak dane…
    Moja najstarsza córa ma 13 lat, młodsza 11, a syn 2. Od kiedy tylko w domu pojawił się Mały dziewczyny „oszalały”, zresztą nie tylko dziewczyny 😉 Nie oznacza to jednak, że rozpoczął się etap rozpieszczania. Wbrew przeciwnie – były „rady”, rozmowy i informacje co wolno, a czego nie wolno. Sytuacja – reakcja, strach o Młodego i ogromne zaangażowanie we wszystko, co dotyczyło brata. Nie wyręczaliśmy się Dziewczynami, nie zrzucaliśmy odpowiedzialności, to One same lgnęły do Małego i dbały, by nic złego się nie stało. Może dlatego, że tak długo na Niego czekały… Dziś żadna z moich córek nie jest opiekunką. Obie są po prostu siostrami, które kochają brata, lubią się z Nim bawić, czytać mu, śmiać się z Nim, a czasami również kłócić i skarżyć na siebie wzajemnie.

  • Monika

    Jestem najstarsza z 4 rodzeństwa i tak jak to dobrze ujęłaś czułam się mamą mojego rodzeństwa mimo, ze jest ode mnie młodsze 2,3 i 10lat. Zawsze było wytłumacz jej/jemu, odrób lekcje, narysuj, posprzątaj. I to trwało bardzo długo nawet jak już wyprowadziłam się z domu na studia to musialam pomagać zdalnie;/ Zresztą mój mąż miał podobnie, mógł się bawić z kolegami, ale musiał wziąć ze sobą 5lat młodszego brata…

  • Julia

    Moja Mama w dzieciństwie mieszkała w wielopokoleniowym domu, w którym spośród dzieci była najstarsza. Zawsze musiała pilnować swojej młodszej siostry, brata i 2 kuzynów-rozrabiaków. Odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo często spoczywała na niej, a sama była wtedy jeszcze dzieckiem/nastolatką.
    Ogólnie nie wywarło to na niej jakiegoś widocznego na co dzień, wielkiego piętna. Uwielbia dzieci, wspaniale się z nimi dogaduje i bawi. Jedyne co można u niej zauważyć to nadopiekuńczość (chociaż już o tym wie i stara się ograniczać 😉 ).
    Co ciekawe, większość jej snów ma podobny scenariusz: ona musi się opiekować swoim bratem i siostrą (która właściwie raz jest siostrą, a raz mną czy też jakimś połączeniem obu osób – jak to w snach bywa 😉 ) i zawsze okazuje się, że gdzieś te dzieci zgubiła, straciła je z oczu i budzi się przerażona.
    Wszystko co działo się w dzieciństwie zostaje w nas na całe życie, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy 🙂

  • Pingback: Siostro i bracie, żyjcie w pokoju, czyli 10 rad dla rodziców na to, jak wspierać dobre relacje rodzeństwa | Nishka()

  • Madline

    Od niedawna czytam Twojego bloga i choć nie jestem zbytnio fanką tego typu formy to Twój blog jest rewelacyjny, nie tylko optymistyczny, z poczuciem humoru, ludzki to jeszcze porusza ciekawe tematy. Super są dyskusje, i dobrze, że dbasz o unikanie tzn hejtu. Jednak nie zgadzam się w kwestii pomocy dzieci w opiece nad młodszym rodzeństwem. Niewatpliwe każde nasze dziecko ma prawo do wlasnego, niezależnego życia osobistego (kolegów, pasji, wolnego czasu) i nie powinniśmy zmuszać go do włączania w nie rodzeństwa np. Zabierz brata/siostrę na podwórko, na urodziny koleżanki, do kina bo on/ona takie smutniutkie siedzi w domu. Ale pomoc w domu w zależności od wieku dziecka jest według mnie nie tylko słuszna ale i konieczna. Naszym zadaniem jest też wychować, nauczyć, pokazać jak najwięcej by dzieci wkraczają w dorosłość umiały radzić sobie. Nigdy nie wiemy ile nam będzie dane przy nich być. Ja sama na dniach zostanę mamą i wiem jak kąpać, przewijak, pielęgnować, właśnie dzięki temu że sama uczestniczyłem w opiece nad rodzeństwem. Tak jak sprzątania, gotowania, gospodarowania pieniędzmi uczymy się przede wszystkim w domu, tak i opieką nad dziećmi również. A dzieci często wielu rzeczy nie chcą robić bo jest to dla nich porostu nudne, nieciekawe na danym etapie życia lub są leniwe i nie chce im się.. jednak bycie, a raczej uczestniczenie w rodzinie wiąże się nie tylko z braniem ale i dawaniem. Mam nadzieję że zostanę dobrze zrozumiana, bo na pewno nie namawiam do niekończące się niewolniczej pracy naszych pociech:))

    • Hej, tak dobrze Cię zrozumiałam i zgadzam się z Tobą, że dzieci powinny pomagać i mieć obowiązki domowe. Bardziej w tekście chodziło mi o wymuszanie tego. Powodzenia w najbliższych dnia/tygodniach z maluszkiem!! Wszystkiego dobrego, siły, energii i pomocy od bliskich 🙂

  • Anna Kratochwil

    Mam obecnie 24 lata i 11 letnią siostrę i 13 letniego brata. Jak byli młodsi, to musiałam się nimi zajmować. Dlatego mając 19 lat uciekłam na studia na drugi koniec polski. Niestety teksty w stylu „przyjedź na wakacje, zajmiesz się rodzeństwem” nie skończyły się wraz z moją wyprowadzką.
    Obecnie od 5 miesięcy sama mam syna, a niestety nadal tego ode mnie oczekują.
    A już totalnym tego przykładem była ostatnia zima – luty 2017. Ja w 8 miesiącu ciąży, mieszkająca w Warszawie, dzwoni matka (mieszkająca 300km od Warszawy) i mówi do mnie „mogłabyś przyjechać zająć się dziećmi, bo mają teraz ferie i siedzą same w domu, a ja pracuję”.
    Brak słów….
    Wypowiesz się Nishko, jak mam z nimi rozmawiać? Bo od tamtej pory unikam kontaktu z nimi i skupiłam się na własnej rodzinie, jednak wiem, że sam problem nie został rozwiązany

    • Aniu, gdy czytałam o postawie Twoich rodziców czułam smutek i złość. Uważam, że przekraczają granice. Nie dość, że nie jesteś mamą Twojego rodzeństwa, to na dodatek sama już jesteś mamą! Masz swoje sprawy, obowiązki, czas. Ja bym na Twoim miejscy twardo stawiała GRANICE. I nie czuj wyrzutów sumienia. Mów wyraźnie, owszem, możesz starać się robić to uprzejmie, ale jednocześnie kategorycznie i asertywnie: że nie możesz przyjechać, nie możesz opiekować się rodzeństwem, bo masz swoje obowiązki. Że jeżeli mama nie radzi sobie, musi poszukać innego rozwiązania, ale nie w postaci oczekiwania pomocy od Ciebie. Myślę, że jeżeli Ty nie postawisz wyraźnych granic, ta sytuacja nigdy nie skończy się. Licz się też z tym, że na początku mama może się obrazić, próbować szantażować Cię emocjonalnie itd. Nie daj się wciągnąć w te sidła. Nie wiem, czy ten problem dotyczy twojej rodziny, ale w razie czego możesz przeczytać ten mój tekst: http://www.nishka.pl/parentyfikacja-czyli-matkowanie-wlasnej-matce/
      Powodzenia i pamietaj: teraz jesteś przede wszystkim Mamą Twojego Synka i Sobą, a nie córką Twoich rodziców i siostrą.

  • Andżelika

    Było nas 4. Najmłodsza siostra 4 lata młodsza niby mało. Jednak długi czas jej nie lubiłam 😉 Zawsze wciskali mi ją. Pamiętam do tej pory ja 12 ona 8 to ja już czułam się jak prawie dorosła i znów muszę zabierać tego malucha;-) Co ciekawe jak siostra się urodziła pamiętam sytuację jak miałam ją na chwilkę przypilować bo leżała na łóżku i żeby nie spadła nie wiem czemu odeszłam pamiętam tylko uderzenie w twarz od taty i krzyk, że mogła przeze mnie spać. W dorosłym życiu powiedziałam to tacie był w szoku i nawet było mu głupio że to pamiętam bo miałam 4 lata. Co ciekawe z tego okresu nic innego nie pamiętam oprócz tego plaskacza w policzek. Dodam, że moje relacje z siostrą się poprawiły jak rodzice przestali mnie zmuszać do ciągania jej wszędzie

  • Alee

    Ja, gdybym miala rodzenstwo(na szczescie nie mam. Tak, na szczescie), w zyciu bym nie zgodzila sie na zajmowanie sie nim. Ogolnie nie znosze dzieci od zawsze, i raczej sie to nie zmieni(uwielbialam jak mi wszyscy zawsze powtarzali „zobaczysz za pare lat”… Mam 31 i dzieci nie mam dalej, bo po prostu nie chce. Nawet nie wiecie jak trudne bylo znalezienie sobie meza ktory uwaza tak samo jak ja, ale na szczescie sie udalo :D), ale to nie o to chodzi – nie wyobrazam sobie, jak rodzice moga w ogole prosic, albo o zgrozo zmuszac starsze do zajmowania sie mlodszymi. Powiem wprost, mimo ze moze wylece za drzwi – rodzice sami sobie to dziecko zrobili. Mamusia sama rozlozyla nozki, nikt jej nie zmuszal. Wiec powinna sie swoim dzieckiem zajmowac sama, nie ma najmniejszego prawa wymagac tego od kogos innego. Robienie ze swoich starszych dzieci opiekunki jest niewyobrazalne.

    • Pionierka

      A tak zwyczajnie mogą prosić. Tak jak moja pasierbica może powiedzieć: zrób mi proszę herbatę. I ja jej tę herbatę robię, choć nie mam takiego obowiązku. A przecież ma ręce i nogi, może ruszyć tyłek i sama sobie zrobić, prawda? Rodzina, w której nie można poprosić o pomoc to jakiś koszmar.

  • U mnie było inaczej 🙂 Miałam 13 lat kiedy dowiedziałam się, że będę siostrą i przez całą ciążę mamy maniakalnie pochłaniałam gazety o macierzyństwie, które moja mama przeglądała od niechcenia 😉 Wiedziałam wszystko o kolkach, kupach itd. Kiedy młoda się urodziła to pomagałam ją kąpać i przewijać, z dumą wychodziłam z nią na spacery… Moja mama miała ze mną dobrze 😉 To brzmi jak wyręczanie się mną, ale sama pamiętam, że garnęłam się do tego bardzo! A teraz, kiedy planuję swoją rodzinę, opieka nad noworodkiem wydaje mi się czymś naturalnym, nie budzi obaw 🙂

  • Natalia Górka

    Może trochę z innej strony, ale chciałabym napisać kilka słów o zrzucaniu odpowiedzialności bycia ojcem na najstarsze dziecko.
    Nienawidzę mojego ojca. Nie zawsze tak było – kiedy byłam mała, wydawał mi się bardzo kochanym i opiekuńczym człowiekiem, często sobie żartowaliśmy i takie tam. Moje postrzeganie go zmieniło się, kiedy w 6 klasie podstawówki dowiedziałam się, jak naprawdę umarł mój najstarszy brat, którego właściwie nie pamiętam (miałam wtedy 1,5 roczku) – postanowił odebrać sobie życie. Nie rozumiałam, dlaczego to zrobił i, prawdę mówiąc, nie do końca rozumiem to teraz, w końcu nikt z naszej rodziny pewnie nie zna faktycznego powodu lub powodów. Ale wyciągam wnioski z opowieści mojego starszego rodzeństwa, które niestety przeżyły znacznie gorsze dzieciństwo niż ja, mimo że moje wcale nie było kolorowe i usłane poczuciem bezpieczeństwa i ciepła.
    Moi rodzice przywitali pierwsze dziecko na świecie w bardzo młodym wieku – Mama miała 20 lat, ojciec 22. Rok później pojawił się kolejny syn i w jeszcze następnym roku – kolejny. Na pewno nie było im łatwo, nie pochodzili z bogatych rodzin, ba, nie pochodzili nawet z rodzin szczęśliwych. Nie chcę jednak ich usprawiedliwiać. Nie uważam, że na to zasługują.
    Finalnie, rodzice dorobili się 6 dzieci. Finalnie, wszyscy zmagamy się z mniej lub bardziej zaniedbanym i zepsutym zdrowiem psychicznym. Ojciec jest alkoholikiem. Mama wierzy, że był. Ja wiem, że to nie mija. W każdym razie, faktycznie trzeba mu przyznać jedno – przestał znikać z domu na dni, tygodnie lub lata, przestał używać przemocy fizycznej (choć nie byłam świadkiem, podobno nie tylko wobec Mamy), przestał również upijać się w domu, choć czasem mu się to nadal zdarza, z czym absolutnie sobie nie radzę, co było (jest) powodem moich problemów, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, dzięki czemu trafiłam na terapię. Ale, do brzegu! Tak jak wspominałam na początku, ojciec zniknął z domu, w którym była skrajna bieda oraz kilkoro dzieci, zostawiając Mamę samą. Stety bądź niestety, Mama wychowała nas na pełnych empatii ludzi, więc Rafał – mój najstarszy brat – nie widział innej opcji niż pomoc Mamie. Mało o nim wiem, to bardzo trudny temat, którego praktycznie nie poruszamy w domu, ale ze względu na terapię, podpytałam raz moją starszą Siostrę, jaki był. Więc był wspaniałym człowiekiem. I piszę to ze łzami w oczach, bo jest mi cholernie przykro, że ludzie, którzy na to nie zasługują, nadal chodzą po tym świecie jak gdyby nigdy nic, a Rafał już nie. Otóż rzucił szkołę i zaczął pracować, żebyśmy mieli co jeść. Żeby trochę odciążyć Mamę. Żebyśmy jak najmniej odczuli to, jak złej rodzinie przyszło nam dorastać. Ale ile może znieść 16-letni chłopak? Wiele. Jednak jest pewna granica. On do tej cholernej granicy dotarł. Bo nie można udawać ojca dla 5 dzieci i dla siebie samego. Bo to absolutnie naturalne, że to może przerosnąć. Zresztą mamy idealny przykład „właściwego” ojca – za przeproszeniem, narobił Mamie dzieci i stwierdził, że on to się w sumie jeszcze nie wyszalał. Więc tak. Uważam, że rodzice nie mają prawa zwalać na dzieci opieki nad dziećmi. Nigdy przenigdy, w jakiejkolwiek formie. Wiem, że sytuacja mojej rodziny jest bardzo smutna, tragiczna i nie o tym jest ten post. Chciałabym tylko – w przyszłości lub teraz – uświadomić choć jednego ojca (przykro mi, to z nimi zazwyczaj jest problem, to oni zazwyczaj nie dorastają we właściwym momencie), że założenie rodziny to nie jest banalna sprawa i nie można uciec od odpowiedzialności na jakiś czas, a potem wrócić, jakby nigdy nic się nie stało. Straciłam brata, moja Mama straciła wspaniałego syna, bo palant (staram się nie używać wulgaryzmów, choć nie jest to łatwe, nie czuję nawet, że to słowo jest odpowiednie) chciał się jeszcze trochę pobawić.
    PS to wspaniałe, że Twoja córka potrafi tak jasno mówić ci o takich rzeczach. Musisz być z niej naprawdę dumna.

  • Pionierka

    U nas podobna różnica wieku, ale to rodzeństwo przyrodnie, więc trochę trudniej. Owszem, czasami są proszeni o wsparcie, ale to zawsze prośba. za to ogólnie chętnie się zajmują Pionierzątkiem, gadają, noszą, podają zabawki. A ona ich uwielbia.

  • Anita

    Mam o 13 lat młodszego brata. Pamiętam, że gdy był mały dostawałam KARĘ za to, że nie chciałam się nim zajmować. Nie lubiłam dzieci, nie miałam do nich cierpliwości, wolałam siedzieć z nosem w książce. Czasem sama się z nim bawiłam, ale codziennie byłam zmuszana do pilnowania i opieki, bo oboje rodziców pracowali. Kiedyś cały dzień nie mogłam wyjść z pokoju, bo nie chciałam się nim zająć. Też uciekłam z domu od razu po maturze, do pracy. Później na studia. Byle tylko nie musieć spędzać z nim czasu, bo czułam się jakby był to mój obowiązek i było to MOJE dziecko, a nie brat.

  • Zazdroszcze podejścia. Od trzech lat opiekuje sie młodsza siostra, mimo ze mam juz pracę i swoje życie, i mam inne zajęcia na popoludnia niz siedzenie z siostrą. A chęć wyprowadzki wywołuje u mnie poczucie winy, ze zawiode moja mamę i zachowam sie jak wyrodna córka. Co zresztą niejednokrotnie mi sugerowała i mówiła że opieka nad siostra jest moim obowiazkiem, mimo ze jestem dorosła.

  • nero

    Piękny wpis, dziękuję. Niestety, bardzo brutalny.
    Jedyne czego zabrakło, a czego jako, piąte i najmłodsze dziecko, doświadczyłam, to brak zainteresowania (ładne słowa). Tak naprawdę to byłam omijana, traktowana jako dziecko ‚tworząca problemy’ czy ‚przeszkadzające’ lub ‚rozkapryszone’, bo, (zakładam), ja nie przeszłam przez to co oni i nigdy nie musiałam wychowywać dzieci moich rodziców. Jedyna osobą, która okazywala mi zainteresowanie i z któym nawiązałam więź był mój brat. Nie sądzę, że on był zaangażowany w wychowywanie mnie.
    Teraz jak i ja dorosłam, każde z nas mieszka w innym kraju i widujemy się w święta, a więzi nie ma żadnych, bo ciągle są jakieś brudy wyciągane z przeszłości. Każde każdego trzyma na dystans, na zimno. Smutne.
    Dziękuję za ten wpis, mam nadzieję, że wielu ludzi je przeczyta.

  • Pingback: Babcia może, ale nie musi zajmować się wnukiem - Nishka()

  • Ana

    Wiem, że może trochę nie na temat. Ale jest jeszcze jedna kwestia, która nie jest często poruszana. Mieszkając w domu rodzinnym, mieszkałam również z moim bratem i jego żoną i ich bobasami. Wszyscy uważali, że moim obowiązkiem jako cioci jest zajmowanie się dziećmi gdy wracałam z pracy, robienie przy nich wile rzeczy itp. Co było bardzo frustrujące, ponieważ był problem gdy zamykałam się w swoim pokoju aby poćwiczyć, wychodziłam gdzieś ze znajomymi, bądź jechała na weekend do chłopaka itp. Człowiek słyszał wtedy teksty typu: Na Tobie to nie można polegać. W końcu nie wytrzymałam i się wyprowadziłam, rodzinny dom odwiedzam dwa razy w miesiącu. Moja szwagierka jest tak przyzwyczajona, że wszyscy za nią wszystko robią przy dzieciach, że moja mama teraz nie ma wyjścia i robi wszystko, gotuje obiadki, kąpie, usypia itp. Wracają do przyjazdów do domu rodzinnego, to dzieci nie odstępują mnie nawet na krok, bo jestem jedyną osobą, która ich zabiera na wycieczki do lasu, nad rzekę i co najważniejsze bawi się z nimi, bo moja szwagierka by tylko telewizor oglądała i w telefon patrzyła. W minione święta cały czas ja zajmowałam się bobasami, o Ona i mój brat nawet po wigilii poszli sobie do znajomych po kolędzie się napić. Nawet z dziećmi choinki nie ubrali, bo oni nie mają na to nerwów. Mój brat pracuje za granicą i bardzo rzadko jest w domu.
    I nie potrafię zrozumieć tego, że większość rodziców zrzuca obowiązek zajęcia się swoimi dziećmi na innych domowników, nie zależnie od tego kim oni są dla tych dzieci.