„Moja Najdroższa” – książka o bardzo trudnej relacji ojca i córki

.
Prosicie mnie czasem o rekomendację książek, najlepiej takich, od których ciężko oderwać się, żeby w wyścigu o naszą uwagę wygrały ze smartfonem i serialem. Oto mam: książkę „Moja Najdroższa”. Nie sugerujcie się tytułem, to nie jest pozycja z serii romantycznych. Czyta się ją trudno, jeszcze trudniej ją odłożyć.

Ostrzegam: to nie jest łatwa lektura. Ale nie ze względu, na język jakim jest napisana, Gabriel Tallent poświęcił na jej pisanie aż 8 lat. Mnie jej przeczytanie zajęło zaledwie dwa dni. Trudna jest jest tematyka. Na 26 stronie miałam ochotę wyrzucić ją z hukiem przez okno pociągu, ale zrozumiałam, że książka nic tu nie jest winna. I owszem, mogę odciąć się, zapomnieć, ale temat nie zniknie. I mimo, że historia Julii i Martina jest fikcją literacką, została spisana przez życie niejednej rodziny.

Uspokajam osoby, które chcą sięgnąć po „Moją Najdroższą”: mój tekst nie jest spojlerem, bo autor wyjawia fakty, o których piszę w tekście, już na początku książki.

Na moje oko Martin jest psychopatą – o cechach osób z tym zaburzeniem pisałam kilka miesięcy temu w tekście Psychopaci są wśród nas. Bywa czarujący, dowcipny, jest błyskotliwy, inteligentny, oczytany i zdeterminowany na osiągnięcie swojego celu, bez poczucia winy, wyrzutów sumienia, empatii. Jego głównym celem jest posiadanie córki na własność i nie oddanie jej światu. Kocha Julię vel Turtle ponad życie. Choć, czy psychopata jest zdolny do miłości? Czy da się kochać, mając serce z kamienia? Z pewnością córka jest sensem jego życia i obsesją.

„Turtle zajmuje każdą myśl taty.”

Mimo, że Julia ma już 14 lat, ojciec odprowadza i odbiera ją ze szkoły, zniechęca do kontaktów z rówieśnikami, deprecjonuje kadrę nauczycielską, chce mieć córkę na własność,  być jedynym autorytetem, wskazującym, co jest dobre, a co złe. Zniewala ją nie tylko psychicznie, ale i fizycznie,  również seksualnie. Gdy dowiedziałam się o tym na wspomnianej 26 stronie, chciałam móc jak najszybciej o tym zapomnieć.

Zwykle, gdy przeczytam książkę lub obejrzę film, które mną poruszą, ciekawa jestem, jak odebrały go inne osoby. Gdy nie mam ich obok siebie na żywo, szukam opinii w sieci. I tak tutaj natknęłam się na recenzję „Mojej Najdroższej” zawierającą następujący fragment:

Hmm, mam kłopot z jednoznaczną oceną postępowania głównej bohaterki, bo nie do końca jestem przekonana, czy powinnam jej bronić. Scena z pierwszego rozdziału sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, czy dziewczyna jest ofiarą, czy po prostu godzi się na to wszystko i nawet czerpie z tego irracjonalną przyjemność. Poza tym pozwala ojcu na przekraczanie kolejnych granic, a co najgorsze nie szuka pomocy.

Polemizowałabym. Bardzo polemizowałabym.

Faktem jest, że Julia nie zachowuje się jak stereotypowa ofiara. Nie sprawia wrażenia słabej, wprost przeciwnie, jawi się jako twarda sztuka, która świata się nie boi, wprost przeciwnie: to świat boi się jej. Wojowniczka: w szkole krnąbrna i buńczuczna, asertywna i groźna, w domu doskonale posługuje się bronią, a czasem przeciwstawiając się ojcu potrafi na złość mu uciec na cały dzień z domu do lasu i poradzić sobie z każdym czyhającym tam na nią niebezpieczeństwem. Ale to wszystko nie powoduje, że nie jest ofiarą. Jest ofiarą, bo doznaje przemocy. I to wielokrotnej: psychicznej, fizycznej i seksualnej.

Wbrew pozorom ofiary przemocy nie zawsze są zamknięte w sobie i przerażone, część wprost przeciwnie: sprawia wrażenie silnych. Poczucie smutku i bezradności przykrywają złością i agresją. Często w ludziach agresywnych i „na wskroś złych”, kryje się tak naprawdę ocean rozpaczy i bezsilności. Sugerowanie, jakoby ofiara tkwiąc w przemocowej sytuacji, godzi się na nią, więc de facto jest współwinna lub współodpowiedzialna, jest procesem stygmatyzacji ofiary i opowiadałam o tym w filmie:

Mnie też, jako czytelniczkę, denerwowało, że Turtle nie ma w sobie odruchu, by donieść na kata policji lub chociażby nauczycielce, ale rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Jest tak zmanipulowana przez ojca, który albo bombarduje ją miłością albo złością i wychowuje w odpowiedni sposób, o którym niżej, że innej drogi nie widzi.

Gdy zaniepokojona nauczycielka zaczyna wypytywać Turtle o sytuację w domu, ta zaprzecza:

 – Pani myśli, że tato mnie bije – mówi Turtle.
– Martwię się o ciebie. Wykazujesz wiele typowych symptomów. Czujność. Izolacja od rówieśników. Mizoginia.
– Co jest mizoginia?
– Nienawiść do kobiet.
On mnie nie bije – mówi Turtle. Patrzy na Annę, by sprawdzić, czy ta jej wierzy, bo ona sama w to wierzy i nie potrafi znieść myśli, że ktoś mógłby wątpić.
– Wie pani, że moja matka zmarła?
– Tak.
– On chyba nigdy nie pozbierał się po jej śmierci.
Anna się jej przygląda. Turtle myśli: nie pamiętam, żeby on kiedykolwiek mnie skrzywdził, i faktycznie nie przypomina sobie takiej sytuacji. Myśli: a ta sprawa z nożem? A potem: to nic takiego, i ten nóż też nie był niczym specjalnym, to tylko nóż, a on się po prostu martwi, na kogo wyrośniesz.


Turtle tkwi w fatalnej relacji, bo nie wie, że może ją przerwać. Co więcej, nie wie, że ta sytuacja jest zła i patologiczna. Na moje oko c
ierpi na syndrom sztokholmski, czyli stan psychiczny, który pojawia się u ofiar, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z oprawcą. Zwłaszcza przejawy dobroci ze strony kata, nawet jeżeli są krótkimi przerwami w terrorze, powodują, że oprawca jest traktowany nie jak wróg, lecz jako przyjaciel, walczący w słusznej sprawie. 

 Ta historia nas nie dotyczy. To tylko fikcja literacka. Ale czy na pewno?

Wiem, że nikt z Was – mam ogromną nadzieję – nie utożsamia się z historią Turtle, nie dzieli z nią aż tak trudnych doświadczeń. Jednak obawiam się, że część elementów budujących relację Martina i Julii może niestety być udziałem niejednego z nas.

Mam przede wszystkim na myśli owiewanie dziecka psychologiczną mgłą.

MGŁA, z angielskiego FOG to skrót od akronimu:

F jak „fear”, czyli strach, lęk

O jak „obligation”, czyli obowiązek

G jak „guilt”, czyli wina

Szantażysta emocjonalny próbuje wywrzeć wpływ na bliskiego, stosując na nim sztuczki uruchamiające w nim mgłę: „fog”, czyli poczucie strachu, obowiązku i winy. Ukażę to na przykładzie relacji bohaterów książki „Moja Najdroższa”.

Martin ciągle powtarza, jak ważna jest dla niego córka.

Wiesz, ile dla mnie znaczysz, kruszynko? Ratujesz mi życie każdego ranka, gdy wstajesz z łóżka. Słyszę twoje ciche kroki na schodach i myślę: to moja dziewczynka, to dla niej żyję.

Może się wydawać, że to przecież miłe. Nic bardziej mylnego – taki komunikat, że jest się SENSEM życia rodzica, jest dla dziecka zbyt trudny do uniesienia. Nieco pisałam o tym w tekście o Parentyfikacji. Co więcej budzi w dziecku przymus odwdzięczenia się.

Podobnie jak wypominanie, że z czegoś się dla dziecka zrezygnowało, że coś się poświęciło.

Ze wszystkiego dla ciebie zrezygnowałem – mówi Martin. – Dałbym ci wszystko, kruszynko. 

Równie destrukcyjne dla psychiki dziecka jest straszenie złym i okrutnym światem i izolowanie go od ludzitrzymanie dziecka blisko przy sobie, nie wypuszczanie go w świat, budzenie w nim strachu, że świat i inni ludzie są zagrażający. Martin, odkąd córka jest małą dziewczynką, uczy ją strzelać z broni – bo trzeba umieć się przez złymi ludźmi bronić. Wciąż też uzewnętrznia swoje niezadowolenie z tego, że córka rośnie i robi się coraz doroślejsza, co oznacza, że kiedyś go w końcu opuści.

– Ależ ty rośniesz – mówi Martin. – Robisz się taka silna. Moja najdroższa. Moja najdroższa.
– Tak – mówi Turtle.
– Jesteś tylko moja?
(…)
– Jeśli ci się wydaje, że nie zauważyłem, jak się zmieniłaś, jeśli sądzisz, że nie widziałem, jak się oddalasz, jeśli myślisz, że nie miałem żadnych podejrzeń…
– Nie.
– Jesteś moja.

 

Podobnie jak budzenie w dziecku poczucia, że samo ze sobą nie da sobie rady. I że surowość rodzica jest uzasadniona. Julia powtarza sobie, kierując w myślach słowa do ojca:

Jesteś dla mnie twardy, ale też dobry, i ta twoja twardość jest mi potrzebna. Musisz być dla mnie twardy, bo nie daję sobie z sobą rady, a ty mi każesz robić to, co naprawdę chcę robić, ale sama nie potrafię.

 Martin stosuje nie tylko przemoc fizyczną, ale i psychiczną, przy każdym niepowodzeniu obraża ją, nazywając ją głupią i bezmyślną suką, idiotką. Gdy nie udaje jej się wykonać szkolnego zadania, upokarza ją:

To szczyt twoich ambicji? Być niepiśmienną małą piczą?

Niewiele trzeba, by Julia sama siebie ciągle obrażała, niezwykle często zwraca się w myślach do siebie samej per:

Ty pizdo, tu ryzykantko, ty bezmyślna ryzykantko.


Bo tak działają etykietki przyklejane dziecku przez rodzica: najbardziej opiniotwórczą osobę, budującą w dziecku pierwszy, najważniejszy obraz samego siebie.
Pisałam o tym rok temu w tekście Piasecki jest potworem, choć gdy się urodził był uroczym Rafałkiem. Co poszło nie tak? 
Tam też pokazałam zdjęcia Richa Johnsona, które wykonał w ramach projektu „Weapon of choice”. Osoby, które w nim wystąpiły zwierzyły się autorowi, które słowo najbardziej je w dzieciństwie zraniło.Na zdjęciach w formie makijażu, w psychice w formie głębokich ran.

Dawno książka nie obudziła we mnie tylu emocji i tak mną nie poruszyła. Nie chcę jednak wyczerpywać w tym tekście wszystkich swoich przemyśleń na jej temat, by dać Wam szansę na lekturę książki „Moja Najdroższa” – polecam i ostrzegam. Ciężko się ją czyta, jeszcze ciężej przestać ją czytać.

Komentarze:

  • zasmucony gość

    Nie mam w zwyczaju wypowiadać się w komentarzach, ale tym razem czuję, że muszę, bo przepełnia mnie smutek. Mam wrażenie, że chcesz zatrzeć złe wrażenie wpisem o kosmetykach niezliczoną ilością nowych. W sumie dobra próba – może w internecie nic nie ginie, ale internet łatwo zapomina. Myślę jednak Nishko, że stąpasz po kruchym lodzie sympatii czytelników – piszesz dużo wpisów sponsorowanych, ale dopóki były one merytoryczne, lekko opiniotwórcze, ale zawsze z sensem i dotyczyły „Twojej działki”, wszystko było ok. Wypowiadając się jako ekspert biotechnologii i kosmetologii, straciłaś zaufanie bardziej wymagających odbiorców, którzy mają wiedzę w tym temacie. Szkoda. Z osoby, która rozpowszechnia wiedzę naukową – z dziedziny socjologii i psychologii, dla mnie stałaś się stronniczym słupem ogłoszeniowym.

  • Ewa

    Hej.no wiec ja takie cos przezylam.Tylko od wieku przedszkolnego wiedzialam ze cos jest nie tak,ze on jest zly,balam sie go i szybko przyszla nienawisc do niego.Nigdy sie w myslach nie zgadzalam na to co mowil i jak mnie traktowal i obeazal/nazywal.Uratowaly mnie nauka i cel skonczenia studiow bo juz jako 5latka mialam mysli i plany samobojcze.A normalnosci nauczylam sie z ksiazek,podpatrywania ludzi.Ciagnelo mnie do niepatologucznych osob od ktorych moglam sie nauczyc jak dziala dobro milosc rodzina dom.Dopiero jako 26latka na zawsze zerwalam kontakt. I to jest psychopata.Bez nalogow i wyksztalcony.Ksiazki nie czytalam ale mysle ze gorsze rzeczy w realu przeszlam niz Turtle.Mizoginii nie mam ale niecierpie pewnego rodzaju facetow i ku zdziwieniu psychologow wyczuwam psychopatow i ani razu nie weszlam z takim osobnikiem w zwiazek.Jestem bi mozliwe ze przez doswiadczenia takie a nie inne od owego psychopaty.pozdrawiam

  • Aleksandra Solo

    A czy tego już przypadkiem w literaturze nie było? Mam na myśli pewne arcydzieło Nabokova…

  • Powiem szczerze, że nie bardzo wiem jak odnieść się do tej książki. O ile początek jest dość realny o tyle późniejsze wydarzenia wydają się jednak zbyt abstrakcyjne. Fakt, poruszenie tematu, że coś może dziać się za zamkniętymi drzwiami jest bardzo w porządku, jednak ubarwienie dalszych epizodów już chyba nie do końca.

    Nadludzka siła dziewczyny w starciu z nadludzkim oczytaniem i psychozą ojca to dość trudna lektura.

    Naprawdę nie wiem jak ocenić tę książkę, bo kategoria dobra/zła, ciekawa/nieciekawa tutaj kompletnie nie pasują. Sam fakt dorastania głównej bohaterki i moment, w którym umiera jej ojciec są dość dziwne.