Moja najlepsza doradczyni w opiece nad dzieckiem: intuicja

fot. Justyna Duszak 

Jestem mamą trójki dzieci. Najstarsza córka ma 16 lat, młodsza: 11, a syn 7 miesięcy. Gdy zostałam mamą pierwszy raz, miałam duże szczęście, bo nie zbombardowano mnie radami. 🙂

Gdy na świecie pojawiła się pierworodna, praktycznie nie miałam dostępu do internetu, a przynajmniej nie na takie wyciągnięcie ręki jak dziś. Czasem tylko wyskakiwałam do kafejki internetowej, żeby odebrać i wysłać maila. I to „czasem” oznaczało raz na kilka dni, a nie – tak jak dziś – kilka razy na godzinę. 😉 O szukaniu w internecie artykułów związanych z wychowaniem, pielęgnacją i opieką nad dziećmi, wymianie opinii, dyskutowaniu na forach i portalach społecznościowych itp. – mogłam zapomnieć, a właściwie nie musiałam, bo nawet nie przyszło mi to do głowy.

W „realu” również właściwie nie miałam z kim o rodzicielstwie porozmawiać: urodziłam córkę, mając 19 lat, którego to doświadczenia nie podzielili moi rówieśnicy. Codziennie wychodziłam na trzy godziny na uczelnię, na której studiowałam i tam nie spotykałam żadnych mam ani ojców.

Nie kojarzę z tamtych czasów w mojej domowej biblioteczce książek poświęconych opiece nad dziećmi. Nie to, co dziś, gdy wchodząc do księgarni stacjonarnej lub internetowej, widzę półki wprost uginające się od poradników poświęconych wychowaniu, usypianiu, karmieniu, zabawie niemowląt itd.

Czy w związku z tym, jako młoda matka bez żadnego doświadczenia, wiedzy książkowej, możliwości wymiany doświadczeń z innymi rodzicami, czułam się zagubiona, samotna i bezradna?

NIE.

Dlaczego?

Dlatego, że miałam wówczas w swoim bliskim zasięgu, dosłownie pod ręką, genialną doradczynię. Doradczynię, która dawała mi odpowiedź na większość nurtujących mnie pytań. Służyła pomocą, wsparciem, dobrą radą, sugestią, choć zwykle mówiła wprost, co mam robić. Tą doradczynią była intuicja. Moja intuicja.

Nie wiem, jak to wyjaśnić, po prostu słyszałam wewnętrzny głos, który mówił mi, co mam robić.

No dobra, tak naprawdę trochę wiem: chodzi m.in. o to, że mózg matki dostraja się do wspomnień z okresu jej niemowlęctwa oraz tego, że między nią (lub innym ważnym opiekunem, np. ojcem), występuje coś takiego jak mózgowe Wi-Fi. To fascynujący temat i wkrótce napiszę o tym więcej.

I ten głos szeptał: tul swoje dziecko, noś, kołysz, miej je w pierwszych miesiącach życia jak najbliżej siebie, gdy płacze, reaguj i rób, co chce.

Nie rozbrzmiewały żadne głosy straszące mnie tym, że PRZYZWYCZAJĘ dziecko do noszenia, tulenia, spania czy kołysania. Nie było RAD, że powinnam zastosować taką, a nie inną metodę wychowawczą w stosunku do swojego niemowlęcia. Ja po prostu wiedziałam, czego chce MOJE dziecko. Słuchałam swojej intuicji. Nie myślałam, czułam.

Myślenie i operowanie rozumem włączałam mniej więcej dopiero, gdy miało około 1,5 roku życia, kiedy już pojawiały się wątpliwości, jak należy się zachować. Jak reagować na nagłe wybuchy złości, czy dawać wybór, czy być konsekwentnym, czy karać itd. Wcześniej, a zwłaszcza w pierwszym roku życia najważniejszy był dla mnie głos intuicji, a nie rozumu.

Ten głos pozwalał mi wychodzić z domu na 3-4 godziny, ale gdy ten czas okazywał się dłuższy, kazał wracać, tak jakbym była przywiązana do dziecka niewidzialną smyczą, która w miarę upływu kolejnych minut skracała się i budziła ogromną tęsknotę. I jakkolwiek dobrze czułabym się w towarzystwie znajomych na uczelni i jakkolwiek ciekawe byłyby zajęcia, czułam że MUSZĘ wrócić do swojego dziecka. Tak jest do dzisiaj. W pierwszym roku życia dziecka, czyli gdy jest niemowlęciem, mam z nim tak silną więź, że nie jestem go w stanie zostawić dłużej niż na 4 godziny, dlatego gdy zostałam zaproszona na konferencję Dove do Warszawy, bez wahania wzięłam syna, bo podróż i pobyt zajęłaby mi cały dzień. [Za to już np. dziecko 2-letnie jestem w stanie zostawić oczywiście w dobrych rękach nawet na tydzień. 🙂 ]

A konferencja była nie lada wydarzeniem, bo była poświęcona wprowadzeniu do Polski produktów Baby Dove, dotychczas dostępnych wyłącznie w Brazylii. Bardzo lubię tę markę i jej „filozofię”, o jej kampaniach pisałam w minionych latach nie raz i przyznam, że nie raz zastanawiałam się, kiedy Dove wprowadzi wreszcie na rynek kosmetyki dla dzieci. Stało się to w ubiegły piątek. 🙂

Seria składa się z dwóch linii –  Rich Moisture o zapachu przypominającym skórę dziecka, serio! 🙂  dla skóry normalnej i suchej oraz bezzapachowej Sensitive Moisture dla skóry wrażliwej. Kosmetyki (kostka myjąca, emulsja do mycia ciała i włosów, balsam, szampon, pielęgnacyjne chusteczki, krem przeciw odparzeniom) są hipoalergiczne, nie szczypią w oczy, mają neutralne pH i można je stosować od pierwszych dni życia.

Oczywiście musiałam, przypatrując się kosmetykom i wąchając je, pobrudzić się. Cała ja! 🙂 Rozglądając się wokół, czy nikt nie widzi, chwyciłam za opakowanie chusteczek z ekspozycji i wytarłam sobie nią plamę. 😉

Wracając do tematu, który podjęłam na początku, a do którego zainspirowała mnie konferencja: jak wykazują badania przeprowadzone na zlecenie Baby Dove, większość mam, bo aż 77%, uważa, że najlepsze dla ich dziecka jest to, co podpowie im intuicja. Niestety aż 64% z nich jednocześnie kwestionuje swoje decyzje w zakresie wychowania dziecka. Czyli z jednej strony czują, co mają robić, a z drugiej nie są w stanie w pełni sobie zaufać. Wynika to najprawdopodobniej z presji, która wywierana jest na kobietę już w czasie ciąży. Matka jest bombardowana dziesiątkami komunikatów często ze sobą sprzecznych.

– Noś dziecko!
– Nie noś dziecka!
– Karm piersią!
– Dokarmiaj mlekiem modyfikowanym!
– Używaj smoczka!
– Nie używaj smoczka!
.
Na mnie takie rady nie działają, bo swoje wiem, być może dlatego że to już moje trzecie dziecko. Jednak nie wiem, jak czułabym się, gdybym dopiero teraz, czyli w czasach totalnego bombardowania rodziców poradami, została matką. Bardzo możliwe, że również, jak 58% kobiet przyznałabym, że czuję się przytłoczona nadmiarem informacji i porad wychowawczych.
Aż 89% kobiet czuje przymus bycia idealną mamą i żyje z zasianą przez otoczenie iskierką niepewności, która powoduje, że z tyłu głowy wciąż zadają sobie pytanie: „Czy to, co robię jest dobre dla mojego dziecka?”
Na 10 mam aż 7 zastanawia się, czy jest wystarczająco dobrymi mamami!

Natura jest mądra i zaprogramowała nas, co robić, jak się zachowywać. Gdyby tak nie było, gatunek ludzki by nie przetrwał. Drogie matki, drodzy ojcowie, uwierzcie wreszcie w to, że jesteście wystarczająco dobrymi rodzicami i zaufajcie najlepszej doradczyni: swojej intuicji.

PS Kilka godzin po publikacji tekstu i przeczytaniu komentarzy na fanpejdżu nie mogę oprzeć się, żeby czegoś nie dodać. Otóż tak jak uważam intuicję za najważniejszą doradczynię, zwłaszcza rodziców niemowląt, to jednocześnie absolutnie nie zamykam się na wiedzę ekspertów (lekarzy i psychologów), np. dotyczącą żywienia i szczepienia dzieci. Intuicja nie da nam odpowiedzi na każde pytanie i to, że czasem czujemy się zagubieni jest zrozumiałe i wtedy warto pójść z pytaniem i wątpliwością do specjalisty. Korzystanie z rad i dobrych doświadczeń innych rodziców bądź czytanie książek i poradników też jest często pomocne. Chodziło mi po prostu o to, żeby – nie zamykając się zupełnie na świat zewnętrzny, nie zabić w sobie głosu płynącego z naszego wnętrza: intuicji.

Komentarze:

  • Emilka

    Nishka a gdyby marka dove zaprosiła Cię do Nowego Yorku tak jak kilka innych dziewczyn, to co byś zrobiła? Postawiła na niesamowitą przygodę czy mimo wszytko kilka dni rozłąki z twoim synem to byłoby za dużo?

    • Nie rozstałabym się z synem. 🙂 Tak jak wspomniałam, tak mam, że w pierwszym roku życia nie rozstaję się z dziećmi na dłużej niż 4 godziny. Potem, gdy dziecko jest starsze, nie mam z tym problemu, ale w pierwszym roku życia byłoby to dla mnie zbyt bolesne.

      • Emilka

        Rozumiem 🙂 Sama nie mam dzieci i gdybym musiała podjąć decyzję nie wiem co bym zrobiła. Dziękuję Ci za odpowiedź i pozdrawiam;)

      • Pionierka

        Można się nie rozstać i wspólnie szaleć w NY 🙂

  • Maja Szaszko

    Uwielbiam markę Dove i już wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z ciążą ;))))
    Po prostu czekałam na Baby Dove <3 ;))

    • haha i wszystko jasne 😉

  • Ana

    Pięknie wyglądasz 🙂 I dużo młodziej! Nie wiem czy to przez to dziecko w ramionach, ale naprawdę super 🙂

    • Dot

      Zgadzam się, to samo chciałam napisać 🙂

    • Dziękuję, dziewczyny! Widocznie coś mi się w głowie przestawiło i zaczynam udawać, że znów mam o wiele lat mniej, czyli tyle ile miałam rodząc córki, niż teraz. ;)) Plus: makijaż, dobre zdjęcia i miła atmosfera na konferencji zrobiły swoje :)) Rano w domu wyglądam inaczej 😀

  • Matka Wielowymiarowa

    Mam juz dwojke dzieci i juz przy pierwszym stwerdzilam, ze to co w mojej glowie mowi mi, ze powinnam zrobic, to to jest dobre dla dziecka. Zalewaly mnie morza informacji z internetu, nawet blogerzy przesgiali sie w poradach,co jak kiedy za ile, sama nawet potrafilam powiedziec, ze ktos robi cos zle. Przy drugim dziecku juz odpuscilam, pewnie z racji wiekszego doswiadczenia rodzicielskiego.
    Teraz kazdej kolezance mowie, zeby robila to co mowi jej intuicja, by nie robila nic wbrew sobie. Ona jest matka i ona decyduje, niech nie czyta durnych info o tym, ze szczepienie zabija jej dziecko, powinna zrobic to, co uwaza za sluszne, to co mowila, ze by zrobila zanim zaczela szukac newsow w sieci

    • Tak jak dopisałam w PS do tekstu (zostawiłaś komentarz jeszcze przed nim i Twój był jednym z tych, które mnie do tego zainspirowały :), są sprawy, np. szczepienia, w których warto sięgać opinii ekspertów – którymi są, no właśnie, lekarze, a nie np. dziwne miejsca w sieci osób przeciwnych szczepieniom i straszących nimi rodziców. (o rany, mam nadzieję, że antyszczepionkowcy tu zaraz się nie pojawią, bo mam wrażenie, że mają ustawiony jakiś alarm, że jak gdzieś w sieci padnie słowo „szczepić” to od razu SĄ i straszą innych.

  • Monika Szutta

    a czy jest jakaś książka/poradnik dla ‚świeżych’ mam, którą jesteś w stanie polecić?

    • Dobre pytanie, zastanowię się. Powiedz proszę, jak świeżych? W sensie mam niemowląt czy np. dzieci 2-letnich?

      • Monika Szutta

        Najświeższych 🙂 Pierwsza ciąża, pierwsze dziecko, wszystko nowe 🙂 Można czytać blogi, szukać po internecie dobrych artykułów, ale najlepiej byłoby mieć takie podręczne dobre vademecum 🙂

  • Dot

    Dobry tekst 🙂

    PS „I jakkolwiek dobrze nie czułabym się w towarzystwie znajomych na uczelni i jakkolwiek ciekawe nie byłyby zajęcia, czułam że MUSZĘ wrócić do swojego dziecka.” użycie „nie” przed „czułabym się” i „byłyby” jest niepotrzebne, to jeden z najczęstszych błędów w języku polskim.

    • dzięki, już poprawiam!

      • Julsowa

        To ucieszysz się, Nishko, ja mam 15 lat, a i tak z chęcią czytam każdy Twój post, szczególnie przed szkołą! ;D

      • Dot

        Nie, nie mam dzieci. Ale bardzo interesuje mnie rodzicielstwo, zarówno z perspektywy przyszłej mamy, jak i z perspektywy dziecka, którym kiedyś byłam (dzięki temu mogę spojrzeć na wychowanie dzieci oczami mojej mamy i jeszcze bardziej docenić, jak wiele dla mnie zrobiła) 🙂
        Lubię Twój styl pisania, więc właściwie każdy tekst mi się podoba. A jeśli jest inaczej, to zawsze delikatnie zaznaczam moje zdanie w komentarzu 🙂

  • Pionierka

    Matką zostanę za…aaaa, jak to szybko minęło! – jakieś 3 miesiące. Jak się czuję? Zupełnie normalnie. Zakładam, że większość rzeczy przyjdzie mi naturalnie, tak jak naturalnie przychodzi samicom innych gatunków. Przy czym nie jestem przekonana, że wszystkie moje decyzje będą dobre, bo na pewno nie uniknę błędów.
    Przy czym – co najważniejsze – wcale nie uważam, że to JA mam podejmować wszystkie decyzje dotyczące dziecka, jego wychowania itp. Te decyzje będziemy podejmować MY, bo oboje będziemy rodzicami. A odpowiedzialność rozłożona na dwoje jest zdecydowanie łatwiejsza do zniesienia.

    • Ale numer, tylko 3 miesiące! 🙂
      Bardzo mnie intryguje, czy jesteś taką niedotykalską i niesentymentalną ciężarną jaką byłam ja: http://www.nishka.pl/bedac-w-ciazy-nie-nazywam-dziecka-fasolka/ czy u Ciebie to przebiega inaczej? 🙂

      • Pionierka

        Hmm…. nie mam najmniejszych skłonności do sentymentalizmu. To znaczy po tak długim czekaniu oczywiście ogromnie się cieszę, że się udało i jestem w ciąży. Ale niestety nie mogę powiedzieć, że do mojego płodu czuję miłość. Raczej mnie ciekawi i intryguje, bo to fascynujące, jak z kropki zrobiło się coś z ogonkiem, a potem całkiem spora istota żeńska przypominająca coraz bardziej człowieka i właśnie boleśnie wbijająca mi się pod żebro. Uwielbiam czytać o przebiegu ciąży, co tydzień sprawdzam, co się na tym etapie dzieje. Wiedziałaś, że płody śnią??? To jest jakaś magia!
        Partner był ze mną na usg połówkowym, na pierwszym nie, bo akurat nie mógł. Na trzecie wybieramy się razem, przy porodzie też będzie. Dla mnie to ważne, bo był przy porodach dwójki swoich dzieci, więc będę się czuła dobrze przy kimś doświadczonym 😉
        Aha, z życia niesentymentalnej ciężarnej to jeszcze nie umiem gadać do brzucha. Zakładam, że nasłucha się mojego głosu wystarczająco jak gadam z innymi.

        • Tak czułam, że jesteśmy w tej kwestii podobne. 🙂
          U mnie za to pełen sentymentalizm włącza się po porodzie. Aż czasem siebie nie poznaję. 😉

          • Pionierka

            Zamelduję po porodzie, czy stałam się sentymentalna 🙂

  • MAGDA

    BARDZO FAJNY I PRZYDATNY TEKST. NISHKO! PRZESYŁAMY DALEJ 😉

    UWIELBIAM: „I ten głos szeptał: tul swoje dziecko, noś, kołysz, miej je w pierwszych miesiącach życia jak najbliżej siebie, gdy płacze, reaguj i rób, co chce.”

    WIADOMO ZE MOZNA COS TAM PRZECZYTAC BO POZYCJI KSIAZKOWYCH NA TEMATY ZWIAZANE Z PIELEGNACJA DZIECI I ROZWOJEM JEST WIELE. CORAZ CZESCIEJ POJAWIAJA SIE POZYCJE GODNE UWAGI. ALE ROWNIEZ TAK JAK TY UWAZAM ZE INTUICJA I SWOJE PRZEKONANIE O WIELU RZECZACH ZWIAZANYCH Z NOWORODKIEM JEST NAJWAZNIEJSZE. ZLOTE RADY PODAWANE PRZEZ BABCIE, CIOTKI I MAMY SA NAPRAWDE NIEPOTRZEBNE I CZASEM BARDZO IRYTUJACE.

    POZDRAWIAM, ROWNIEZ MAMA TROJKI (TRZECIE ZARAZ WYCHODZI Z BRZUSZKA:))

  • Jeśli młoda matka da się stłamsić na początku, to będzie jej trudno. Nie zapomnę, jak na wizycie patronażowej moja położna powiedziała jedno, moja mama ją skontrowała, a ja… i tak zrobiłam po swojemu, czując, że mój Synek potrzebuje właśnie takiej opieki, a nie innej. Oczywiście są takie aspekty macierzyństwa, które wymagają konsultacji ze specjalistami lub poszerzania swojej wiedzy z danych dziedzin, lecz… nikt mi nie będzie mówił jak usypiać mojego brzdąca, ile go tulić i czy na bank lecieć jak na skrzydłach, gdy zaczyna płakać (lecieć, lecieć, lecieć) 🙂 Pozdrawiam

  • Pingback: Cześć, jestem Matką Prehistoryczną, czyli wszyscy jesteśmy jaskiniowcami :) - Nishka()

  • Pingback: Bulwersująca historia, która spotkała mnie: Matkę Karmiącą! - Nishka()