Największe zagrożenie związane z internetem? Że rodzic zabierze dostęp do niego :)

fot. Agnieszka Dzieniszewska

–  Wiesz, wnusiu, kiedyś nie było internetu…
– Ojej, jak długo?!

Niedawno uczestniczyłam w spotkaniu rodziców, spośród których część widziała w internecie chodzące zło i chcąc obronić przed nim swoje nastoletnie pociechy, spaliłaby go na stosie niczym średniowieczną czarownicę.

– Moim zdaniem powinniśmy pozbawić dzieci internetu. Tyle tam hejtu, wulgarności, niebezpieczeństw. Kiedyś nie było internetu i co? Jakoś żyliśmy – rozbrzmiewało.

Kiedyś też nie było telefonów komórkowych, telewizorów, światła elektrycznego, samochodów, łazienek i też żyliśmy. 🙂

Ten sposób myślenia jest pokłosiem opisanej kiedyś przez Margaret Mead, antropolożkę kulturową, tzw. kultury postfiguratywnej ukierunkowanej na przeszłość i tradycję. Przewodnikami życia są w niej ludzie starsi, którzy uczą młodych jak żyć i nie chcą dopuścić do zmian. W niektórych rodzinach wciąż dominuje ten sposób myślenia i rodzice nadal wygłaszają poglądy w stylu:

–  Ja całe dzieciństwo radziłem sobie bez komputera i internetu, to dlaczego ty nie mógłbyś?

– Twój ojciec, dziad, a nawet pradziad: żodyn nie miał konta na fejsbuku. Szanuj tradycję!

Tymczasem, czy tego chcemy czy nie, świat się zmienia, dawne wzorce kulturowe już się nie sprawdzają, i w wielu dziedzinach życia młodsi zaczynają być większymi ekspertami niż ich rodzice (tzw. kultura prefiguratywna).

I ja, zamiast obrażania się na social media, kpienia z najróżniejszych popularnych wśród młodzieży aplikacji, wolę je poznać i międzysłowami nauczyć córki, jak mądrze z nich korzystać.

Świat diametralnie zmienia się, a jednocześnie nie zmienia się w ogóle.
(To pisałam ja, Nishka Coelho).

Emocje i uczucia, które miotają młodzieżą (zresztą starszymi też) – zazdrość, rywalizacja, złość, miłość, zakochanie, nienawiść, wstyd, zawiść itd były obecne w niej zawsze, tylko uzewnętrzniały się na innych kanałach. Kiedyś na tablicy szkolnej z pomocą słów pisanych kredą, dziś na tablicy portalu społecznościowego z pomocą słów klikanych na monitorze telefonu. Kiedyś plotkowano szepcząc do ucha lub puszczając sobie liściki, dziś robi się skrin rozmowy z Alą i wysyła Uli. Kiedyś hejtowało się koleżankę w szatni szkolnej lub na boisku, dziś na jakimś kanale social media. Internet jest tylko medium.
Nie, żebym to usprawiedliwiała, nie! Wiem jednak, że tak jak prohibicja nie rozwiązała problemu alkoholowego, tak odcięcie dzieci od internetu, nie sprawi, że zniknie hejt, plotka, ryzyko natrafienia na niebezpieczne persony, marnotrawstwo czasu i wszyscy nagle rzucą się na książki i będą żyć ze wszystkimi w wiecznej zgodzie, szczęściu i spokoju.

Sposobów na rozwiązanie problemów trzeba szukać gdzie indziej: nie w internecie (czy alkoholu), tylko raczej w sobie samym. 🙂 To my, użytkownicy życia i internetu, decydujemy, jak będziemy się w nim zachowywać. I tego uczymy też swoje dziecko. Świadomie lub nie. Posługując się określonym językiem, wyrażając określony stosunek do innych osób: pełen pogardy lub życzliwości. Zachowując zasady bezpieczeństwa, trzymając się regulaminów lub nie. Szanując prawo lub je łamiąc.

W Internecie, tak jak w mieście, jest wiele przyjaznych, oferujących wartościowe treści uliczek, ale też takich po których odwiedzeniu aż ciarki przechodzą po ciele. I nasze dzieci mogą tam trafić i robić tam różne złe rzeczy.

Co nam, rodzicom pozostaje? Mamy do wyboru co najmniej dwie opcje:

Tak zwaną restryktywną strategię ochrony dziecka: opartą za zakazach, zabranianiu, karaniu, monitorowaniu, włamywaniu się na konto społecznościowe, rekwirowaniu telefonu i komputera.

Jednak dyskretnie ostrzegam: taka atmosfera: z przewagą, kar, gróźb, krytyki, dezaprobaty, zakazów, ograniczeń, sprawia, że dziecko czuje się niepewnie. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że poszuka miejsc, w którym tę pewność odzyska. A gdzie o to łatwo? Gdzie możemy wykreować się na kogo tylko chcemy? Ha? Czyżby w internecie?

Inną opcją jest tzw. aktywna strategia ochrony dziecka opierająca się na rozmowie o konsekwencjach nierozważnych zachowań w sieci i na ulicy, zapoznawaniu dziecka z zasadami, świeceniu przykładem i rozmawianiu, rozmawianiu,rozmawianiu (czyli prowadzeniu dialogu, a nie monologu) nie tylko o bezpieczeństwie, ale również po prostu, o życiu. 🙂

Dziś na całym świecie obchodzony jest Dzień Bezpiecznego Internetu i jak wyczytałam na stronie NASK: w 2018 jest obchodzony pod hasłem: „Tworzymy kulturę szacunku w sieci”.

Podczas obchodów DBI 2018 chcemy podkreślić także to, że szacunek jest ważny nie tylko w odniesieniu do świata, innych ludzi, ale także do własnej osoby – jest wsparciem w ochronie naszej prywatności, a także w budowaniu reputacji. Internet to narzędzie, które młodzi ludzie intensywnie wykorzystują do komunikacji, a dobre i pozytywne relacje są oparte na poszanowaniu drugiej strony.

 

I tego, wzajemnego szacunku życzę: sobie i Wam i  naszym dzieciom. Szanujmy się w internecie i poza nim. 🙂

Komentarze:

  • Masz rację z tym, że w przeszłości też był hejt, tyle że off line np prześladowanie w szkole, ośmieszanie rówieśników. Cel – szacunek w sieci jest zaiste zacny i oby tak było.

  • iwona bartek

    Inna skala agresji . To o czym wiedziało kilka osób jest obecnie upubliczniane na wielką skalę.