Nie masz dzieci, nie masz prawa wypowiadać się o dzieciach?

fot. Pikolina Żudit

Dziś o „rodzicach” laikach. Nie mylić z lajkami. 🙂

Chciałabym dziś stanąć w obronie bezdzietnych lub dopiero spodziewających się dziecka. Dość często widzę, że gdy komentują sprawę związaną z wychowaniem dzieci dodają asekuracyjnie:

– Może nie powinnam się wypowiadać, bo nie mam dzieci.

Domyślam się, dlaczego to robią – otóż istnieje dość znaczna grupa osób, która lubi przywracać bezdzietnych do pionu słowami:

– Urodzisz, to zrozumiesz.
– Też tak myślałam, dopóki nie miałam dzieci.
– Wybacz, ale teoretyzować to sobie może każdy, w praktyce jest inaczej.
– Jak będziesz mieć dzieci, to zobaczymy….

Czasem bywa złośliwie i groźnie:
– CO TY WIESZ O WYCHOWANIU?!

Oczywiście, że doświadczenie zostania rodzicem bardzo zmienia perspektywę. Wcześniej sobie wyobrażamy, gdybamy, mniemamy i na etapie planowania możemy sobie różne kwestie związane z rodzicielstwem w głowie sprawnie poukładać, a potem, z chwilą, gdy w naszym domu ląduje nowy domownik, może – choć nie musi – okazać się, że oto musimy naszą koncepcją przemodelować.

Jednak nie oznacza to, że osoby nie posiadające dzieci nie mogą się na ich temat wypowiadać. Co więcej, ich przemyślenia i obserwacje są moim zdaniem bardzo cenne.

Co ciekawe, jedną z metod rozwiązywania problemów lub szukania pomysłów stosowaną w niektórych firmach z najróżniejszych branż jest tzw. metoda niekompetencji. Opiera się na zebraniu poglądów na dany temat od laików, czyli osób nie będących specjalistami w danej dziedzinie. Często jest tak, że osoby tkwiące w temacie po uszy zatracają świeże i bystre spojrzenie. Bywa też tak, że wiedza i bycie na poziomie eksperta powoduje brak dystansu i spojrzenia na sprawę z lotu ptaka. Laik może sobie pozwolić na wolne skojarzenia, bo nie jest niczym ograniczony i związany – ani wiedzą ani doświadczeniem.

Czasem pytam męża, który nie zna się na blogowaniu ani mediach społecznościowych o opinię. On czasem pyta mnie i córki jak rozwiązałybyśmy jakąś zagwozdkę architektoniczną.

– Przepis brzmi tak a tak i teraz mam do wyboru wariant A z dachem takim lub wariant B z dachem takim. Który wydaje wam się sensowniejszy?

I my czas coś ot tak odpowiemy, zadamy jakieś pytanie, w jego oczach pojawia się błysk i wykrzykuje:

– Eureka, eureka! – oznacza to, że najprawdopodobniej któreś z naszych wątpliwości otworzyło mu na coś oczy.

Wypowiedzi bezdzietnych mogą nam przypomnieć o tym, czego sami chcieliśmy i jaką mieliśmy wizję życia z dziećmi, zanim nie zostaliśmy rodzicami. Owszem, można potraktować ich pogląd na świat jako naiwny: nie będą dawać dzieciom słodyczy, nie będę ulegać na dziecięce histerie w sklepie mające zmusić rodzica do kupienia zabawki, nie będą krzyczeć na dzieci.

– Ha ha ha. Jaaaasne. Zobaczymy, czy podtrzymasz te poglądy, jak zostaniesz matką – drwimy.

Tymczasem może warto poddać swoje spojrzenie rewizji?
Owszem, te postulaty brzmią jak typy idealne, ale mają przecież sens. Może jednak zbyt zabrnęliśmy w swoich wychowaniu w automatyzm i działamy za mało uważnie? Przecież rzeczywiście, planując bycie rodzicem, postanawialiśmy, że nie będziemy faszerować dziecka kokainą cukrem  (niewielka różnica, cukier uzależnia bardziej niż kokaina). Mieliśmy nie krzyczeć na pociechy i nie ulegać ich histeriom w sklepie, mającym na celu wymuszenie na nas zabawki, batonika czy skorzystania z jeżdżącego samochodu. Mieliśmy nie zatracać się w rodzicielstwie na tyle, że zapomnimy o całym świecie i przez pierwsze dwa lata życia dziecka jedynym tematem rozmów uczynimy swoje pociechy. Co się stało, że teraz rzuciliśmy te postanowienia w kąt?

Poza tym traktowanie osób nie mających dzieci jako kompletnych laików jest krzywdzące również dlatego, że przecież mimo że nie są rodzicami, wcale nie są zupełnie oderwani od dziecięcej rzeczywistości. Na przykład dlatego, że każdy z nich był dzieckiem, więc może się odnieść do swoich doświadczeń oraz często ma w swoim otoczeniu dzieci, może więc wyrobić sobie na niektóre sprawy poglądy.

Lubię słuchać spostrzeżeń i przemyśleń osób bezdzietnych lub brzemiennych, bo są świeże i nieskażone doświadczeniem, powinnością. Nie ograniczone tym co mogą i muszą, lecz kierowane tym, czego chcą.

Inna sprawa: od kiedy mamy prawo wypowiadać się tylko na tematy,  w których siedzimy po uszy? 🙂 Owszem, mnie też drażni współczesny trend pod tytułem „Nie znam się, to się wypowiem”, w którym zgrywa się eksperta i komentuje film na podstawie czołówki, a tekst na podstawie tytułu lub leadu. Owszem, tacy mądralińscy „rodzice laicy” mogą być irytujący, ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.

Poza tym sam fakt, że posiadamy dzieci nie czyni nas wcale ekspertami od wychowania. Możemy co najwyżej opowiadać o swoich doświadczeniach i przemyśleniach. Nie powiem, że jest ich tylu, ilu rodziców, bo z pewnością można by stworzyć maksymalnie kilkadziesiąt (a nie kilkadziesiąt milionów) sposobów wychowania. Nikt z nas nie jest ekspertem, nawet psycholodzy i pedagodzy, czyli „specjaliści od wychowania” różnią się w niektórych kwestiach i poglądach.

Czy jesteś politykiem albo chociaż skończyłeś politologię? Dlaczego więc wypowiadasz się o polityce? Czy jesteś absolwentem rusycystyki? Jak więc śmiesz wyrażać swoją opinię książce Dostojewskiego lub przemowie Putina? Podoba Ci się najnowsza piosenka Kamila Bednarka? Przepraszam bardzo, czy jesteś muzykiem? Albo chociaż jako dziecko grałeś na jakimś instrumencie? Sorry, twoja wypowiedź jest więc nie na miejscu. 😉

Podsumowując: nie przywracajmy do pionu bezdzietnych lub dopiero spodziewających się dziecka, bo ich przemyślenia – oczywiście wyrażane w kulturalny, empatyczny i życzliwy sposób, a nie krytykujący, czepliwy i oceniający – mogą wnieść coś świeżego w nasze rodzicielstwo. 🙂

Komentarze:

  • Pionierka

    Mnie najbardziej wkurza, jak mówię coś o moich planach związanych z rodzicielstwem i od razu ktoś mówi: jasne, jasne, na pewno ci nie wydjzie, nie masz o tym pojęcia.

    • Marta

      Dokładnie! Mina z lekką wyższością „zobaczymy, jak będziesz miała dziecko, bo to ci się nie uda”.

      • Pionierka

        A potem uchodzę za wredną zołzę, bo jedna z tak komentujących znajomych pochwaliła się nową pracą i oczekiwaniami. No to jej powiedziałam: oj, nie nastawiaj się, że ci to wyjdzie, nie masz pojęcia, jak to jest tam pracować, pewnie ci się nie uda.

        • Marta

          A to ja słyszałam również komentarz a propos moich paznokci. Bo mam zawsze zrobione (sama nie umiem, żeby nie było, chodzę do Pani od paznokci raz w miesiącu). I nie mam specjalnie długich, po prostu kolory różne, czy jakieś naklejki dyskretne, etc. I usłyszałam „no, też kiedyś takie miałam, teraz nie mam czasu, jak pojawi się dziecko, to już też sobie odpuścisz”. Odpowiedziałam, że no moment, ale czemu miałabym nie mieć takich po dziecku też? Wyrwać się raz na miesiąc na dwie godziny. Chyba małżonek przeżyje. W odpowiedzi „a, zobaczysz, że to nie będzie takie proste”. WTF? 😛

          • Usłyszałam to samo podczas porodu od położnej. Tymczasem syn ma teraz 20 miesięcy, ja spodziewam się drugiego dziecka za 3 miesiące, a moje paznokcie są nienaganne. Chcieć to móc, ale oczywiście można też w kółko narzekać, prawda?

    • Kasieńka

      Mnie też to strasznie irytuje, jestem teraz w ciąży i jeszcze wcześniej mówiąc o tym jakie wartości chciałabym dzieciom wpoić czy czego bym nie zrobiła, często słyszałam od „życzliwych” koleżanek, że to nierealne i wraz z dzieckiem nastanie chaos, kończy się życie itd… śmiać mi się chce, tak jakby ktoś je zmusił do macierzyństwa. Ja świadomie zdecydowałam się na dziecko i nie mogę się już doczekać, mimo że wiem, iż lekko nie będzie 🙂

      • lola

        ja ciągle słyszałam jak to „zobaczę”, ale jakoś nie zobaczyłam, a swoich planów się trzymam 🙂 także nie daj się, powodzenia 🙂

      • marysia żukowska

        Myślałam, że tylko ja mam takich życzliwych inaczej znajomych, ale jak widać jest ich więcej.

      • Ja w ogóle kocham te wszystkie teksty moich koleżanek, które starają mi się wmówić jak moje życie będzie trudne i ciężkie po tym jak urodzi mi się dziecko. W zasadzie w każdym etapie życia słyszałam, że będzie tylko gorzej ‚na studiach to zobaczysz’, ‚po studiach to dopiero się zacznie’ ‚wychodzisz za mąż? o to koniec z ormantyczną miłością’ – tak więc i tego typu zapewnienia wole jednak przesiać przez grube sito 😉

    • Najgorsi są ludzie, którzy zawsze wiedzą lepiej, a wszystko po to, żeby Cię zniechęcić.Niech żyje wiara w drugiego człowieka!

  • Monika Wiśniewska

    Dziękuję, Nishko 🙂

  • Generalnie się z zgadzam, ale bywa i tak, że niektórzy bezdzietni po prostu „wiedzą lepiej” i wpisują się w trend: nie znam się to się wypowiem z opcją: nie zgadzasz się z moim zdaniem, to się obrażę. Jak ze wszystkimi rodzicielskimi tematami i tu stąpamy często po kruchym lodzie, bo czasem naprawdę rodzic ma pojęcie (i doświadczenie), o którym bezdzietna osoba nie wie (i wiedzieć nie może). I kiedy rodzic mówi: No tak, to jest fajny pomysł, ale… (bez krytykowania bezdzietności czy teoretyzowania) to bezdzietni czują się „atakowani”. Strach się odezwać, w tę czy tamtą stronę 😉

    • Marta

      A widzisz, a ja spotykam się z obrażającymi się rodzicami, mimo, że uważam, jak się wypowiadam, żeby nie brzmieć, jak alfa i omega. Ostatnio miałam dyskusję a propos tego „słynnego” niebieskiego wieloryba. Mówię, że jak ja BYŁAM dzieckiem, nawet nastoletnim, to do głowy by mi nie przyszło żadne cięcie się albo dzikie podążanie za rówieśnikami dla przypodobania i mam nadzieję, że tak samo uda mi się wychować dziecko, jak to wyszło moim Rodzicom. No i co? Foch i obraza i „dzieci takie nie są, to nie jest takie łatwe, ale ogólnie to czemu w ogóle się wypowiadasz, mów jak będziesz wiedziała jakie to trudne”.
      I tak samo jak koleżanka opowiadała, że jej syn zakrztusił się w aucie ciastkiem i musiała zjeżdżać na pobocze go ratować. A ja, fakt, palnęłam bez pomyślunku, ale „oj, no u mnie dorośli w aucie mają zakaz jedzenia, dziecko moje też nie będzie, bo to AUTO. MOJE”. W odpowiedzi „nie wypowiadaj się, póki nie będziesz miała dziecka, jak ci będzie wyć, to dasz wszystko”. Tak samo palnęłam tej samej mamie, na widok pizzy z nutellą i żelkami, ale ja mówiłam 100% w żarcie „moje dziecko będzie jadło tylko prawilną z szynką parmeńską”, usłyszałam „weź nie gadaj, dziecko będzie jadło co będzie chciało, a nie co ty będziesz chciała, żeby jadło, nic nie wiesz w tym temacie”.

      • Dlatego tak się cieszę, że są takie wpisy i takie rozmowy, bo im częściej tym więcej ludzi ma szansę na zrozumienie „tej drugiej strony” 🙂

  • Każdy z nas rodzic czy nie- idzie był kiedyś dzieckiem i moze z własnego doświadczenia wyciągnąć pewne wnioski na przyszłość, gdy tydzień juz sie stanie Nie chcemy popełniać błędów naszych rodziców, robić czegoś co oni robili a nam to sprawiało przykrość np kary cielesne U mnie w domu to miało miejsce a będąc osoba bezdzietna od razu wiedziałam , ze ja nie bede ich stosować moich przyszłych dzueciach

  • Kasia

    Mam ogromne szczęście mieć cudownych, dzieciatych przyjaciół (2 dziewczynki: 4 i 10 lat). Już dawno temu nadali mi uprawnienia cioci, która MOŻE im czasem mówić co myśli na temat metod wychowawczych czy zachowań rodziców czy całej ich rodzinki. I to działa i wydaje mi się nawet, że jest pomocne.
    A mój ulubiony argument pod tytułem „nie masz dzieci to się nie wypowiadaj” zawsze kwituję ‚okrutnym’: „mój ginekolog jest mężczyzną, a jednak to świetny lekarz” ;-)))

    Nisko tak przy okazji – kocham Cię! I gdybyś kiedyś miała taką potrzebę – mogę Cię adoptować! Z tej miłości! :-))))))

  • Kasieńka

    Świetny tekst Nishko, jak zwykle „czytasz mi w myślach” 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  • Niki

    Ja jestem zdania, że osoba bezdzietna czy spodziewająca się dziecka i mająca jakieś doświadczenie z maluchami (ma młodsze rodzeństwo czy kuzynostwo, zajmuje się czasami dziećmi, nie jest takim całkowitym laikiem, który raz w życiu trzymał dziecko na rękach, a tak to omija dzieci szerokim łukiem) nie powinna się bać wypowiadać. Ja sama mając kontakt z małymi dziećmi od kiedy sama byłam dzieckiem, obserwując jak rosną, pilnując ich, zajmując się nimi przez kilka godzin czy dni i będąc obecnie w 36 tygodniu ciąży, wypowiadam się na temat dzieci. Oczywiście zaznaczam zawsze na początku, że „zrobisz jak uważasz, to Twoje dziecko, ja się nie wtrącam”. Ale jak „doradzać” próbowała mi koleżanka, która z dziećmi nie ma totalnie nic wspólnego, mając chrześnicę widuje ją raz do roku na pół godziny, nigdy się dzieckiem nie zajmowała i nie ma ich w swoim otoczeniu, to powiem szczerze, że wybuchnęłam śmiechem totalnym. I, co najlepsze, to ja, ciężarna, od niej nie planującej dzieci przez najbliższe lata, usłyszałam „urodzisz, to zobaczysz” 😀

  • Często mam wrażenie, że to wygodna wymówka. Osobie, która nie ma dzieci, można po prostu powiedzieć: jeszcze sama zobaczysz.. Bo tak naprawdę chce się wierzyć, że w tym, że te nieszczęsne batoniki kupuje i podsuwa nie ma nic złego. Że wyobrażenia wyobrażeniami, a potem każdy i tak pęka. I ona też jeszcze pęknie, jak przyjdzie co do czego..

  • To chyba takie usprawiedliwianie własnych słabości/niedotrzymania własnych zasad – ‚no, skoro JA się ugięłam/ugiąłem, to znaczy, że KAŻDY BY TAK ZROBIŁ’.

  • Monika

    Ja jak bylam w ciąży często słyszalam ” dzieci są słodkie…jak śpią hahahahah”. Natomiast rzeczywiście odkąd jestem mamą daleka jestem od osądzania innych rodziców. Jednak punkt widzenia zmienia się wraz z miejscem siedzenia ;p

  • Monika

    Kluczowe jest ostatnie zdanie: ich przemyślenia – oczywiście wyrażane w kulturalny, empatyczny i życzliwy sposób, a nie krytykujący, czepliwy i oceniający – mogą wnieść coś świeżego w nasze rodzicielstwo. 🙂 Myślę, że reakcja w stylu „będziesz miała dzieci to sama zobaczysz” jest efektem właśnie mało empatycznego i życzliwego wyrażania swoich przemyśleń przez bezdzietnych 🙂 Gdy bezdzietna osoba rozmawia ze mną tak po prostu o dzieciach, wychowaniu to z przyjemnością poznam jej zdanie, ale jeśli poucza mnie, że robię coś źle kiedy ewidentnie widać, że nie ma pojęcia np. o łączeniu rodzicielstwa z pracą,obowiązkami domowymi itp to już mnie świerzbi. Co innego mówienie o odżywianiu, ubieraniu, spacerach a co innego o tym, czego się jeszcze nie doświadczyło 🙂

    • Pionierka

      Co nieempatycznego i nieżyczliwego może być w moim podzieleniu się przemyśleniami na to, jaką matką chciałabym być i jak wychowywać dziecko, jakie wartości mu wpoić??? A choćby i o tym, jak planuję łączyć macierzyństwo z pracą? Idąc Twoim tokiem myślenia – nikt nie może oceniać tego co mówię, bo nikt inny nie doświadczył bycia mną.

      • Monika

        Napisałam, że kiedy mnie poucza, a nie kiedy mówi jak ona chce to robić i jakie ma plany, bo wtedy serdecznie życzę, żeby się jej udało zrealizować swoje zamierzenia 🙂

        • Pionierka

          Napisałaś:Myślę, że reakcja w stylu „będziesz miała dzieci to sama zobaczysz” jest efektem właśnie mało empatycznego i życzliwego wyrażania swoich przemyśleń przez bezdzietnych 🙂 Otóż nie, niektórych wkurza samo mówienie o moich zamierzeniach. A tego to już nie rozumiem.

          • Monika

            Tak, napisałam tak, bo wydawało mi się, że ludzie reagują w ten sposób raczej wtedy gdy są pouczani i krytykowani przez bezdzietnych. Ale masz rację, są tacy którzy ironicznie podśmiechują się z samych zamierzeń przyszłych rodziców, nawet jeśli nie mają one nic wspólnego z krytykowaniem czy ocenianiem innych rodziców. Takiego podejścia też nie rozumiem, podobnie zresztą jak „łatwo Ci mówić, jak masz tylko jedno, zobaczysz jak urodzisz drugie” 😀

  • Małgorzata Woźniak

    oh nawet nie wiesz jak bardzo pomogłaś mi tym postem.Nie mam jeszcze dzieci i jest to mój świadomy wybór ale próbując coś podpowiedzieć,delikatnie i z wyczuciem osobie która ma dzieci i tak mnie ripostuje, że sama zobaczysz już nie odzywam się z żadnymi głębszymi przemyśleniami. Wiem, że małe mam pojęcie o dzieciach ale doskonale pamiętam dobre i złe sytuacje z mojego dzieciństwa. Ba! Nadal pamiętam sytuacje w których moi rodzice (chcący lub nie) zranili mnie…
    No cóż jeżeli matka tak mi odszczekuje, że mam się nie odzywać niech tylko poczeka aż będę miała dziecko i będzie sypać złotymi radami mi młodej matce…

  • pani Mondro

    O tak tak, najlepsze jest to wywyższanie się tych wszystkich matek co to zęby na rodzicielstwie pozjadały. Mam dwie córki (11 lat i prawie 6 miesięcy) i moje dziewczyny nie miały kolek, ząbkowanie przechodziły bez płaczu, spały w nocy- generalnie idealne dzieci. W związku z tym niedawno usłyszałam tekst: „co Ty tam właściwie wiesz o macierzyństwie” 😀

  • Daria

    Ja mam doskonały przykład na to, że osoba, która ma dzieci dorosłe też jest traktowana jako bezdzietna.

    Otóż moja mama, matka dwóch córek, kolejno w wieku 30 i 23 lat. I jej młodsze siostry, jedna ma córkę w wieku 3 lat, druga córkę w wieku 15 lat, syna, lat 5. Wszystkie, co do jednego dzieciaka, rozpuszczone jak diabelski bicz, żadnych zasad, żadnych granic. Mama się nie wtrącała, do czasu. Do czasu, aż któregoś pięknego dnia ciotka numer 1 nie przyszła ze swoją księżniczką, która… po prostu zaczęła robić nam w domu demolkę, a ciocia nie reagowała. Zareagowała więc mama, prosząc ciotkę, by się łaskawie zajęła swoim dzieckiem, lekko strofując też dziecko. I czego się dowiedziała? Że nie ma prawa się wypowiadać, bo czasy, w których ona wychowywała dzieci dawno już minęły, teraz są inne trendy. Aha, usłyszałyśmy też, że 3-latkowi NIE DA SIĘ niczego odmówić, bo jest taki słodki. I tak, byłam świadkiem sytuacji, gdy ten słodki maluszek poprosił o zapalniczkę i ją, uwaga uwaga, dostał bez żadnego problemu, bo przecież nic się nie stanie. I się nic nie stało, fakt, ale przecież mogło. No ale co my możemy wiedzieć, nie?

    Druga ciotka natomiast, jak się jej zwraca uwagę na to, jak wychowuje swoje dzieci – zwłaszcza 15-latkę, to zmienia temat albo urywa kontakt na jakiś czas. Kiedy byłam jeszcze niepełnoletnia i był między mną a kuzynką konflikt (kuzynka dokuczała mi z powodu mojej niepełnosprawności), usłyszałam, że to ze mną jest problem i powinnam chodzić do specjalisty.

  • Anna Stryszowska

    Kurde,złapałaś mnie. Kiedyś rozmawiałam z przyjacielem o jego dziecku i faktycznie swoje wątpliwości co do jego postępowania okraszałam co drugie zdanie słowami ” może nie wiem bo ja nie mam”, „ja się nie znam, ale mi się wydaje”, „uważam że…. ale nie bierz tego do siebie bo ja patrzę z boku”, „bo mi się wydaje, że… ale co ja wiem?”… Gdy rozmawiam na tematy „lżejsze” (czyli mniej dotkliwe?), jakoś nie mam problemów z wyrażaniem zdania i powiedzeniem – na mój rozum, to to powinno być tak, siak i owak.

  • to jest generalnie uniwersalna zasada 🙂

  • Zwykle doswiadczam odwrotnej sytuacji tj, bezdzietni lub tacy co juz zapomnieli jak to jest spiesza z radami o moim braku konsekwencji itd. itp. Jasne ,ze kazdy swoje zdanie ma. Jasne, ze kazdy swoje plany ma. Cudnie jesli mu wyjda. Serio. Kazdy rodzic jednak wie, ze zycie z dzieckiem to nie jeden ale mnostwo aspektow nieprzewidywalnosci. Nie raz, nie dwa sytuacja zaskoczy. Nie raz, nie dwa sama siebie zaskoczysz droga przyszla mamo lub tato. Zwariujesz na punkcie tych pieknych oczu, paluszkow, buzi. Zapomnisz o sobie milion razy, o tych paznokciach z motylkami tez. Choc to nie do uwierzenia dzis, one przestana byc wazne. Niestety dziala to rowniez w druga strone. Bedziesz byc moze czasem beczec z rozpaczy, zmeczenia i bezsilnosci, szczegolnie kiedy pomocy brak. Zdania bezdzietnych nie komentuję. Milczę. Uwazam ,ze dyskusja nie ma sensu. Cos w tym musi byc ,ze kazda matka ze zrozumieniem kiwa glowa a teoretyk, zdumiony lapie sie za glowe z niedowierzaniem. Moze wiec dajmy sobie na wzajem prawo do doswiadczania wlasnej rzeczywistosci. „Cioc dobra rada” wszedzie pelno, szczegolnie kiedy tematem sa dzieci lub ich brak. Wszyscy wiedza najlepiej, a tak naprawde nikt nic nie wie. Teorii wychowawczych tez milion, oszalec mozna. Wychowac dobrego czlowieka a przy tym nie zapomniec o sobie, swoich pasjach i o swoim zwiazku to zadanie ogromnie trudne. Sama teoria to za malo. Fotografii nie naucze sie tylko czytajac ksiazki i nie robiac zdjec, podobnie programowania, animacji, jazdy samochodem. Bede o tym duzo wiedziec z ksiazek, bede sie madrze wypowiadac ☺, ale czy w zderzeniu z rzeczywistoscia, kiedy dostane aparat/auto/itd. bede od razu specjalista? Nie.

  • e-milka

    Mysle, ze mamy tu przynajmniej dwa problemy. Przed dziecmi przypisuje sie sobie jako potencjalnym rodzicom zbyt wielka moc sprawcza. Mysli sie, ze dzieci beda taka lepsza wersja nas samych. Zapominamy, jak wiele decyzji podjelismy wbrew wlasnym rodzicom, ba zapominamy nawet jak stawialismy bierny opor bedac np. niejadkami. Tymczasem, jak w tytule bloga, dzieci zyja nie tylko w rodzinie, ale i w spoleczenstwie. Najpozniej w przedszkolu dzieci, ktore do tej pory uwielbialy marchewke i brokuly rewiduja swoje poglady, bo Zosia powiedziala, ze szpinak jest obrzydliwy. Dzieci chca byc akceptowane w grupie rowiesnikow, czy nam sie to podoba czy nie. Ze ty, moje dziecko to nie wszyscy? A rozejrzyj sie dookola, ilu ludzi pedzi za nie swoimi marzeniami, bo uwaza ze tak trzeba. Po drugie bezdzietnym trudno wyobrazac sobie zmeczenie, jakie codziennie wlecze ze soba rodzic. Pewnie, ze latwo byc konsekwentnym, jesli podstawowe potrzeby typu sen sa zaspokojone. Ale niestety – cos za cos: jesli moim dzieciom wolno wyrazac emocje, to byc moze uslyszysz ktoregos dnia tysiac razy np. „chce rowerkiem” jak ja dzisiaj. A wysluchiwanie takiej „zdartej plyty” ze swiadomoscia, ze nic nie mozesz zmienic, jak np.wyczarowac w drodze rowerka strasznie meczy. Nie mowiac juz o decybelach. Niestety, rodzimy rzeczywiscie lepsza, ale samodzielnie myslaca wersje samych siebie.

  • Beata Kos

    Ludzie czepiają się bezdzietnych. A jak masz 1 dziecko to też matki komentują, co ty wiesz o wychowaniu jak będziesz miała 2 to zobaczysz. Masz 2 to zaraz z 3 to dopiero jest jazda itd. Moja mama miała nas 4. Rok po roku czasy bez pieluch, bez automatu, przy wiecznie wymagającym mężu. Wychowała nas najlepiej jak potrafiła. Jak ostatnio siostra mojego dziadka powiedziała, że ty Jola specjalistką jesteś to pewnie córce doradzasz. A moja mama na to „specjalistką byłam od swoich dzieci a nie od innych dzieci. Mojego wnuki mają swoją specjalistkę moją córkę”

    • genialne… ! właśnie tak jest:) mam 3 dzieci.. i gdy się pojawiło trzecie, to doszłam do wniosku,że niewiele wiem o macierzyństwie.. bo każde jest inne..i to co sprawdziło sie przy pierwszym, niekoniecznie da radę przy kolejnych..a gdy zostałam mamą nastolatki..to stwierdziłam,że niewiele wiem o dzieciach/ludziach bo to co mi się wydawało, to tylko mi się wydawalo….. więc skoro moje własne mnie zaskakują tak,że czasem zbieram szczenę z podłogi..to co ja moge wiedzieć o cudzych dzieciach i macierzyństwie innych kobiet…

  • Myślę, że duże znaczenie tutaj mają faktyczne intencje komentującego nie-rodzica. Jak ktoś mi wyskakuje z kategorycznym tonem i niezawisłą opinią na temat moich dzieci, wtedy faktycznie chce się powiedzieć, „poczekaj, poczekaj, zobaczysz jak jest w praktyce”. Ale czasem ktoś się wypowiada o SWOICH założeniach i planach rodzicielskich, wtedy to zupełnie co innego i można tylko przyklasnąć i życzyć powodzenia (pamiętam, jak mówiłam, że chcę kontynuowac mój styl życia po urodzeniu pierwszego dziecka, też się wszyscy pukali w głowę, że zobaczysz jak to jest. A tymczasem udaje nam się naprawdę sporo założeń przedrodzicielskich)

  • Dziękuję za ten tekst! Ostatnio na blogu Hafija przeczytałam tekst, że jeśli nie mam dziecka to nie mam prawa w ogóle się odzywać jeśli chodzi o dzieci i ich wychowywanie (nie ważne kim jestem, czym się interesuję, czy mam rodzeństwo, czy np. opiekuję się dziećmi innych) i zrobiło mi się przykro. I tak sobie nawet przez chwilę pomyślałam, że może to i racja, bo w sumie co ja wiem o macierzyństwie. Ale potem do mnie doszło, że przecież interesuję się, czytam, obracam w kręgu, gdzie dzieci i ich matki istnieja. I serio nie mam prawa powiedzieć, że np. nie odpowiada mi, że jakieś dziecko we mnie czymś rzuca a jego mama na to nie reaguje? Albo doradzić przyjaciółce co ma zrobić, gdy puszczają jej nerwy i ma ochote sprzedać swojej córce klapsa (a ja czytam np. Nishke albo Blog Ojciec i mogę jej podsunąć kilka innych rozwiązań? 🙂 ). ładowanie wszystkich do jednego wora – nie masz dziecka, nie wypowiadaj się jest tak samo krzywdzące jak mówienie, że wszyscy faceci to idioci (bo Twój eks był dupkiem), albo miłość nie istnieje (bo Ty jej nie doświadczyłeś).

  • Pingback: Kwietniowe znaleziska z sieci | ekopozytywna()

  • Jola

    Bardzo dziękuję za ten artykuł. Jestem bezdzietna i kilka dni temu przydarzyła mi się w sklepie sytuacja, która do dzisiaj mnie mocno uwiera. Rzecz działa się w kolejce przy kasie w jednym z dyskontów. Najpierw, przy wypakowywaniu zakupów na kasę około 4-5-letni syn klienta, który stał za nami, w mało skoordynowany sposób machał koszykiem potrącając mnie nim kilkakrotnie w łydkę. Poprosiłam, żeby uważał i jakoś się sprawa rozeszła. Tego dnia akurat miałam sukienkę i perspektywa chodzenia do wieczora z dziurą w rajstopach niespecjalnie mi się uśmiechała, ale nawet gdybym była w spodniach, taka sytuacja nie powinna się zdarzyć i już. Na tym się niestety nie skończyło. Kiedy byliśmy już blisko kasy, chłopiec zaczął się przeciskać między mną a taśmą, na której są produkty. Podeptał mi nogi, potrącał, a jego tata dalej nic. Nie ustąpiłam, mając nadzieję, że dziecko powie po prostu przepraszam, chciałbym przejść itp. Jak w końcu na siłę udało mu się przejść, pokręciłam tylko głową i w tym momencie usłyszałam, że jego tata coś mruczy pod nosem.
    – Przepraszam, czy Pan coś mówił?
    – Ja? Nie, a skądże znowu.
    – To dobrze, bo wydawało mi się, że coś Pan do mnie mówi. Mógłby Pan powiedzieć synowi, że tak się nie robi.
    I w tym momencie padło agresywne:
    – MA PANI DZIECI???
    Zdębiałam i nie wiedziałam co odpowiedzieć, mimo, że przecież znam odpowiedź na to pytanie.
    – Przepraszam, ale to nie pana sprawa.
    – Bo ja pani nie pouczam, jak wychować pani dziecko.
    – Ja pana też nie pouczam, ale jak syn depcze mi po nogach, mógłby pan mu zwrócić uwagę, bo skąd później będzie miał wiedzieć, że nie należy np. stać ludziom na plecach w kolejce?
    Pan z łaską przeprosił, ja równie oschle powiedziałam że przeprosiny przyjęte, ale niesmak pozostał.
    Rozumiem, mógł być zmęczony, mogło mu się po prostu nie chcieć, ale też nie pomyślał o mnie – miałam ciężki dzień w pracy, czekała mnie codzienna wizyta u starszej już teściowej i ogólnie chciałam, żeby ten dzień się już skończył, a musiałam jeszcze znosić zachowanie jego syna, które przecież mnie bezpośrednio dotyczyło.
    Jeszcze raz dziękuję, bo Twój tekst trafia w samo sedno problemu – zdaniem tego taty nie mogłam się odezwać, mimo, że jego dziecko mnie potrącało i po mnie chodziło, bo przecież ja dzieci nie mam. Popadamy w jakąś społeczną paranoję…