Nie róbmy z dziewczynek małych kobietek, czyli o seksualizacji dzieci

Marko_Veljovic_05
fot. Marko Veljovic

Jak sądzicie, ile lat ma ta pani? Otóż 10. Słownie: d z i e s i ę ć.

Jakiś czas temu wystąpiła przed obiektywem serbskiego fotografa Marko Veljovica. Nie wiem jak Wy, ale ja tu widzę kuszącą, emanującą seksapilem Małą Dorosłą i budzi to we mnie przerażenie. Podobnie jak wszystkie inne Stare Malutkie, wystylizowane, wyposażone w najróżniejsze atrybuty seksualności typu sexy outfit, makijaż, manicure albo we w miarę normalnych, czyli przystosowanych do ich wieku stylizacjach, ale pozujące przed obiektywem rodziców-fotografów, przyjmując pozy i miny zalotnych modelek. Gdzie się tego nauczyły? Kogo naśladują?

Kultura masowa coraz częściej i intensywniej prezentuje dziewczynki jako młode seksowne kobietki.

Następuje zatarcie różnic między kobietą a dziewczynką: dzieci są udoroślane, a kobiety udziecinniane. Trening kobiecości zaczyna się od bardzo młodego wieku. Presja na doskonałe stylizacje dziewczynek, atrakcyjny wygląd, apetyczny look, podkreślanie znaczenia wyglądu, dzielenie się sposobami na jego upiększanie. Dlaczego? Bo to się opłaca. W samych Stanach Zjednoczonych wartość tego rynku szacuje się na grube miliardy dolarów.

Marko_Veljovic_03

Przemysł ubraniowo-kosmetyczny z przyjemnością wychodzi tym dziewczynkom, a zwłaszcza ich rodzicom, na przeciw. Większość produktów przeznaczonych dla dorosłych ma swoje odpowiedniki w wersji dla dzieci. Cały arsenał błyszczyków, szminek, cieni, lakierów do paznokci, bucików na obcasach, ubrań seksownych lolitek, a nawet bielizny: stringów i biustonoszy z funkcją push-up dla kilkulatek (!). Już nawet w ofercie dla niemowląt można znaleźć śpioszki i koszulki z nadrukami: „Mała Miss 90/60/90”, „Ale ze mnie ciacho!, „I know I’m cute” itp.

Traktowanie ciał małych dziewczynek jako ciał dorosłych kobiet – prezentowanie na nich strojów i zachęcanie do używania kosmetyków uważanych powszechnie za kobiece jest elementem seksualizacji dzieci.

A co sądzicie o tym filmiku, który obiegł niedawno świat? Występująca na nim 6-letnia dziewczynka prezentuje, jak, krok po kroku, wykonała swój makijaż.

Co widzicie? Uroczą małą kobietkę? Bo to przecież naturalne, że małe dziewczynki naśladują swoje mamusie? To takie słodkie, gdy malują sobie, tak jak mama twarze lub paznokcie, pryskają się perfumami (słitaśna wersja for kids), nakładają buciki na obcasikach i minispódniczki? A może, idąc tym torem, niechaj wypiją też jak mamusia kawę albo winko? Co w tym złego, że chcą być jak mama? Nalejmy im do kieliszka soku i niech udają, że to alkohol!

Marko_Veljovic_07

Mnie to przeraża. Bo wiem, że te, na pozór niewinne zabawy czy stylizacje, są elementem zjawiska seksualizacji.

Dwa lata temu mój tekst wyrażający zaniepokojenie modą na malowanie kilkuletnim dziewczynkom paznokci: Malowanie paznokci kilkuletnim dziewczynko. Mamo, opamiętaj się wzbudził dużo emocji.

Thylane-Blondeauma_1967504a (1)

Część osób, być może pierwszy raz spotkawszy się z określeniem „seksualizacja”, zbulwersowanie i złość skierowała w moją stronę (zabić posłańca niosącego złe wiadomości!). Tymczasem to nie ja jestem twórczynią tego zjawiska. Choć popularyzatorką może i tak 😉 Rzeczywiście dwa lata temu o seksualizacji mówiło i pisało się w Polsce o wiele mniej niż teraz. Dziś coraz częściej natrafiam na artykuły, reportaże w telewizjach śniadaniowych itp. poświęcone temu zjawisku i bardzo mnie to cieszy.

Dlaczego tak trudno przyjąć to, co piszę za fakt? Dlaczego tyle osób chce mi udowodnić, że się mylę? Bo to, o czym dziś piszę jest niewygodne i dziwaczne: niezgodne z obowiązującym trendem.

Im bardziej kultura przepełniona jest zseksualizowanymi obrazami dziewcząt, im więcej takich obrazów w reklamach, filmach, serialach, teledyskach i innych elementach przestrzeni publicznej, tym w większym stopniu zostaje uznana za naturalne.

I taka głupia Nishka tylko wkurza swoją pisaniną o jakieś seksualizacji i czynieniu z dzieci „obiektów seksualnych”.

Różnicę między seksualnością a seksualizacją wyjaśniłam w tym tekście: Seksualność: tak. Seksualizacja: nie. O podstawowej różnicy między tymi dwoma pojęciami podając konkretne przykłady seksualizacji dzieci.

Marko_Veljovic_09

Częste eksponowanie widoku „małych kobietek” czyni z nich normalny widok.

Jest to związane z tak zwaną teorią kultywacji: wystawianie widzów na długotrwałe działanie tych samych bodźców prowadzi do przyjęcia sposobu patrzenia w świat, zbieżnego z oglądanymi obrazkami.

Im więcej dziewczynek nosi na plaży seksi stroje kąpielowe, im więcej rodziców kupuje dzieciom malowidła do twarzy i paznokci, tym bardziej przyjmujemy to jako normę. Jeżeli wszystkie dziewczynki marzą, by być jak księżniczki, a potem bawią się seksownymi lalkami Barbie, wreszcie drapieżnymi lalkami Bratz – przestajemy się temu dziwić, wszak każdy to robi! Tymczasem to nie jest „naturalne”: dziewczynki nie rodzą się z chęcią bycia „najśliczniejszą księżniczką”! Jest to wynikiem wykreowanej przez popkulturę i biznes mody.

I rolą rodzica jest, by nad tym czuwać. Gdy trzeba, odmówić np. zakupu określonej zabawki czy stroju i umiejętnie zachęcić do wyboru innej. Sama, przyznaję, kupowałam 10 lat temu starszej córce różne modne lalki, mimo że czułam dysonans, widząc że kilkulatka bawi się lalką w stylizacji a’la prostytutka. Przy młodszej córce byłam już mądrzejsza i przekonywałam ją do innych gadżetów i zabawek.

*

Gdy mała dziewczynka robi sobie makijaż, maluje paznokcie lub nakłada „dziewczęce szpilki” albo bluzeczkę z napisem „I’m yours” to jest tym samym uczestnikiem procesu seksualizacji. Na życzenie rodzica, który ją tak stylizuje. Oczywiście dam sobie rękę uciąć, że żaden z nich nie ma złych intencji.

Mama lub tata Małej Kobietki nie chce zrobić córce krzywdy i jest nieświadomy tego, co robi. I właśnie przez tę nieświadomość tak postępuje. Gdy przeczyta dzisiejszy lub któryś z poprzednich tekstów Nishki, może się z nią nie zgodzić. Jednak to nie zmieni faktu, że uczestniczy w zjawisku seksualizacji.

W wolnej chwili obejrzyjcie film Wychowane na seksie (trwa 45 minut).

Zaczyna się od słów:

Małe dziewczynki zafascynowane światem ułudy. Bawią się w królewny, nakładają makijaż, noszą wysokie obcasy. Chcą wyglądać doroślej (…) Seksowne dzieci stały się częścią naszej kultury.

Wiem: trudno to przyjąć, ale zabawa w waltdisneyowskie (czytaj: seksowne) księżniczki, którą wypromowała kultura masowa, również jest elementem procesu seksualizacji. Dziewczynki chcą być najpiękniejsze, najśliczniejsze i pożądane przez królewiczów, wygląd ma dla nich pierwszorzędne znaczenie. Następnie, kilka lat później, przerzucają się na seksi lalki Barbie, a potem drapieżne lalki Bratz lub Monster High.

Jak mówi psycholog we wspomnianym filmie:

Problem pojawia się, gdy najpiękniejsza
chce być najseksowniejsza.

seksualizacja dzievci seksualizacja

Pod koniec ubiegłego roku brałam udział w Kongresie Kobiet. Moją uwagę zwrócił panel dyskusyjny poświęcony seksualizacji dzieci i młodzieży, wynotowałam kilka wypowiedzi psycholog Aleksandry Piotrowskiej biorącej udział w tym panelu.

„- Dopuszcza się, aby w świat dzieciństwa wchodziły atrybuty, które dotychczas były zarezerwowane tylko dla kobiet.” – mówiła.

Zwracała uwagę, że 30-40 lat temu świadomość rodziców była na ten temat większa, wyraźniej pełnili swoją rolę społeczną i reagowali, gdy pewne zachowania wykraczały poza granice „zdrowego rozsądku”,

 „- Chcę zwrócić uwagę na współodpowiedzialność rodziców, nawet jeżeli nie są tego świadomi. (…) Seksualizacja nie jest już tylko problemem okresu dojrzewania nastolatek. To staje się też problemem wczesnego dzieciństwa.

Opowiadała o tym, że wszyscy jesteśmy nasiąknięci wzorami z telewizji i innych mediów o tym, jak „prawdziwa kobieta” ma się zachowywać, czyli… epatować seksem.

Kultura popularna staje się kulturą porno

Dzieci i młodzież bombardowane są przekazem: „Bądź seksi!” Gdy widzę niektóre teledyski Kate Perry, Rihanny, Miley Cyrus, Dody i innych, w których są wystylizowane nieomalże jak gwiazdy porno i moją 10-letnią córkę: potencjalną odbiorczynię takich treści, wzdrygam się,  przełączam kanał i tłumaczę córce, co w tym przekazie jest nie tak. Że świat tak nie musi wyglądać.

A propos Miley Cyrus, idolki młodych dziewcząt. Uwielbia występować w takich sesjach:

miley

Ale też takich:

miley2

To ewidentny przykład seksualizacji niemowląt! (vide: New Miley Cyrus Music Video Promotes The Sexualization of Infants)

Jeszcze bardziej oburzona jestem, gdy słyszę w radiu, teledysku czy reklamie piosenkę, przebój Flo Ridy ostatnich lat, tak chętnie śpiewany przez kilku- i nastolatki:

Can you blow my whistle, baby ♪♪
Whistle, baby, let me know
Girl I’m gonna show you how to do it
And we start real slow
You just put your lips together
And you come real close
Can you blow my whistle baby, whistle baby

Tak! Fraza „blow my whistle” oznacza nic innego jak „zrobienie loda”, czyli seks oralny!
Doprawdy urocze, gdy dziewczynki podśpiewują sobie pod nosem tę piosenkę. Argh.

(Pisałam o tym w tekście Moja przygoda z sextingiem)

*

Miejmy jako rodzice bardziej otwarte oczy i czujne umysły i nie dawajmy się jak maszynki wchłaniać tej całej popkulturowej i komercyjnej sieczce, próbującej nam wmówić, że Małe Kobietki są takie słodkie. Nie. To są małe dziewczynki i dajmy im prawo być jak najdłużej dziećmi.

Komentarze:

  • Mam 25 lat. 9 lat temu, gdy szlam do szkoly sredniej wolalam siedziec w domu i bawic sie lalkami z mlodsza siostra niz blakac sie po miescie z kolezankami i gadac o chlopakach. Zaluje tylko tego ze za szybko zostalam mama, bo z dziecinstwa przeszlam od razu w stabilizacje. Zadnych szalenstw po drodze.
    Pamietam jeszcze, gdy w czwartej klasie podstawowki (mialam 10-11lat?) zapytana przez kolezanki o to co przyniosl mi Mikolaj odpowiedzialam ze lalke barbie. Wybuchl smiech. I jak tak patrze na to z perspektywy czasu to dziewczynki z mojego rocznika jakos szybko zaczely „sie rozwijac”. Nogi pierwszy raz ogolilam w gimbazie podczas gdy kolezanki uzywaly juz depilatorow. Obcasy zalozylam na swoje biezmowanie. Normalnie bylam do tylu. Co teraz sie dzieje to juz w ogole przechodzi moje pojecie. Ale… swiat sie zmienia… eh :/

    • Pionierka

      Nie byłabyś, po prostu wierzysz w rzeczywistość medialną. U nas 13-latka wprawdzie lalkami się nie bawi, ale czas spędza głównie pisząc opowiadania labo robiąc coś związanego z harcerstwem, o obcasach nie myśli, bo woli ciężkie buty wojskowe, tylko włosy farbuje. I wcale jej koleżanki nie są jakoś masowo wypacykowanymi lolitkami na szpilkach.

  • Chyba zaczynam się cieszyć, że nie mam córki.

    • Pionierka

      Rzeczywistość a rzeczywistość medialna to dwie różne rzeczy. normalny świat nastolatek wcale nie wygląda jak w tych wstrząsających opisach z mediów. Jest bardzo dużo normalnych dzieciaków, które nie robią z siebie gimnazjalnych lolitek.

      • Zgadzam się. Ja mam córki i ani trochę tego nie żałuję 🙂 Oczywiście na myśl o synu też się cieszę.

        • Pionierka

          Moja nie-córka jest rewelacyjną dziewczyną, ma mnóstwo bardzo fajnych koleżanek dlatego tak się zżymam jak słyszę o tych okropnych gimnazjalistkach, którym w głowie tylko alkohol, narkotyki, internet i seks.

      • Wiem, ale i tak się cieszę, że omija mnie wychowywanie córki i rabany o malowanie paznokci (malowałabym) i kolczyki w wieku noworodkowym. Z wychowaniem chłopców sa oczywiście inne problemy, w szczególnosci w czasach, gdy w kółko mówi się o kryzysie męskości (nie mam pojecia o jaki kryzys chodzi).

        Ogolnie uważam, że zdecydowana większość dzieciaków jest „normalna”, a te lolitki czy inne galerianki to niewielki odsetek.

    • Morrrigan

      z synami też są problemy. czasem te same a czasem trochę inne.

      • Pionierka

        Nie do końca dziecko powinno samo sobie wybierać zabawki, bo to naturalne, że rodzice w procesie wychowania część wyborów podejmują za dziecko, w zgodzie z wartościami, jakie chcą wpajać. Dziecko powinno wybierać spośród opcji wyselekcjonowanych przez rodziców. Tak samo jak z jedzeniem. Dziecko powinno wybrać, co chce zjeść i ile, ale nie na zasadzie: nutella, chipsy, parówki i koniec, bo ja tak chcę. Zresztą wszyscy rodzice w pewnym sensie podejmują decyzje za dzieci i to jest naturalne.

        • Morrrigan

          Oczywiście że tak, być może nie doprecyzowałam – chodziło o to żeby nie narzucać i nie zabraniać kategorycznie zabawy jakąś zabawką. Bo czasem sprowadza się to do ograniczania dzieci tak naprawdę. Jak już wspominałam, dzieci z natury są niewinne i nie wiedzą co to znaczy „seksowny” w związku z tym zabieranie dziecku lalki bo naszym zdaniem jest seksowna, jest… cóż, moim zdaniem głupie. dziecko tej seksowności nie dostrzega. nadal uważam, że mimo wszystko problem i jego geneza tkwi w dorosłych, nie w dzieciach i to po obu stronach barykady.
          Myślę, że ta kontrola powinna się odbywać jeśli chodzi o bajki, gry komputerowe, gdzie jest jakaś fabuła, a prezentowane jakieś wzorce. Ale czy zabawki cokolwiek takiego prezentują? Z monster high jeszcze od biedy mogłabym się zgodzić, ale barbie? No chyba, że rodzic przestaje wychowywać, a zabawki stają się substytutem.
          Swoją drogą nie chcę być źle zrozumiana – ja po prostu staram się przyjąć postawę zrównoważoną, rozsądną, nie twierdzę że wcale nie ma problemu. Ale uważam, że czasem jest on dostrzegany tam gdzie naprawdę nie ma go. Nie rozumiem trochę tego, że bajki z księżniczkami są złe, a granie w wiedźmina przez niepełnoletnie dziewczynki było ok. A w grze tej są liczne wulgaryzmy, przemoc, skąpo odziane kobiety (w tym prostytutki, które można sobie zamówić a następnie patrzeć co robią)…

          • Pionierka

            Ale nie tylko bajki, książki i gry komputerowe prezentują jakieś wzorce. Zabawkowy karabin to też wzorzec, prawda? I rodzic może nie chcieć, żeby jego dziecko bawiło się w zabijanie – jego prawo. Lalka Barbie to też wzorzec – to wzorzec kobiety o nierealistycznych kształtach. I rodzice mogą woleć, żeby ich dzieci bawiły się lalkami wyglądającymi bardziej jak prawdziwi ludzie. I mają do tego prawo.

          • Morrrigan

            mogą woleć. moja mama np. zabraniała mi oglądać pokemony, bo jej się nie podobały. pewnie że jej prawo, ale jak dziecko podrośnie i tak będzie oglądać co chce i bawić czym chce i jak chce. a co do wzorców – nadal uważam że nie jest tak ważne czym się bawisz, ale jak. jeśli dziecko używa zabawkowego karabinu żeby celować do ludzi no to rodzice ewidentnie coś przespali. ale strzelanie do nieżywego celu np. do specjalnej tarczy to już frajda. co do lalki niestety nadal się nie zgadzam 🙂 zabawki nie muszą być realistyczne i nigdy nie będą takie w pełni. ja się cieszę że miałam taką nierealistyczną lalkę, a nie nowoczesną barbie, która ma pryszcze albo rozstępy. to nie znaczy, że nie wiedziałam, że prawdziwe kobiety bywają grubsze i miewają pryszcze, albo że tego nie akceptowałam. zabawki nie są od wychowywania dzieci. zabawki to świat fantazji magii i wyobraźni.

          • Pionierka

            Z fantazją i magią się zgadzam. Jednak jak będę miała dziecko to wolę, żeby fantazjowało o czymś innym niż o blond włosach i wielkich piersiach 😉

          • Morrrigan

            Serio? Kilkulatka miałaby fantazjować o wielkich piersiach? Czy to już nie jest jakaś seksualizacja dzieci skoro uważamy, że małe dziewczynki marzą o wielkich piersiach? Czy nie robimy z dzieci głupków sądzą, że będą sobie z automatu dawać zabawkę za wzór? Dzieci mają to kompletnie gdzieś, nie znam nikogo kto by zwracał na to uwagę w dzieciństwie, w sukienkach i tak tych cyców nie było widać. A jeśli ktoś twierdzi, że ma teraz problem z pewnością siebie przez lalkę to wręcz mnie to bawi, bo pretensje powinien mieć do rodziców a nie do lalki… Zresztą holenderskie badania wykazały że w ogóle takie zjawiska nie występują i same zabawki nie mają statystycznie istotnego wpływu na postrzeganie świata przez dzieci, w tym na ilość przyjmowanego jedzenia. A więc nie, dziewczynki nie popadają w anoreksję żeby być jak barbie.
            A nawet gdyby tak było – to nadal nie jest wina barbie tylko rodziców.
            Dlatego ja uważam że problem mają tak naprawdę wyłącznie te dzieci, które są seksualizowane przez własnych rodziców i otoczenie. Te, które są wypychane do salonów piękności. Te ubierane w seksowne ciuszki i z przekłutymi uszami. Te, którym wpycha się do zabawy lalki a zabiera samochody, bo tak. Normalnie wychowywane przez rozsądnych rodziców dziecko i tak musi się nauczyć żyć w takim a nie innym świecie bo pewnych mechanizmów nie zmienimy. Więc zamiast roztkliwiać się nad lalką, która naszym zdaniem ma za duże cycki (ja jak miałam 12 lat i oddawałam zabawki biednym to myślałam wręcz, że są małe), lepiej po prostu bądźmy blisko dziecka. nawet najbardziej nowoczesne bajki książki i zabawki nie pomogą, banicja tych nienowoczesnych też nie.
            Ja nie mogłabym żyć w ten sposób, szukając wszędzie problemów rangi światowej czy bezustannie walcząc – dystansuję się od tego. I tym sposobem większość tak strasznych rzeczy w dzisiejszym świecie mnie w ogóle nie przeszkadza. Tylko szkoda mi dzieci, których rodzice nie potrafią nauczyć tego co naprawdę ważne.
            Rodzice mają święte prawo zabierać i dawać zabawki jakie im się podobają i kontrolować małe dzieci w niemal wszystkim – zgadzam się. Ja tylko głowię się czy naprawdę jest to środek do celu. Może się mylę.

          • Pionierka

            Ja się wychowałam w czasach niedoboru i bez telewizora, co mi nie przeszkodziło – jak już dostałam tę jedną jedyną barbie – przebierać się „za lalkę”. Cycki z jabłek włożonych pod bluzkę były ważnym elementem stylizacji, ale żałowałam, że te jabłka takie małe 😀

  • Panda YouBitch

    Czy ja wiem… Też nie można popaść w przesadę i robić z tego wszystkiego jakiegoś zakazanego owocu. Moje koleżanki malowały się po kryjomu jak były małymi dziewczynkami, teraz nie mogą żyć bez makijażu. Mi mama pozwalała się malować, ale nie podobało mi się to aż tak bardzo, więc nie przesadzałam. Dzisiaj mogę normalnie wynieść śmieci bez makijażu a nawet wyjść na miasto! Pozwólmy małej dziewczynce spróbować a nie mówić „jesteś na to za młoda”. To rodzi bunt. Szybko kupi sobie kosmetyki niedobrane do urody, będzie się malować w windzie lub autobusie byle tylko pokazać, że może, że wcale nie jest już dzieckiem. Nie możemy też pokazywać, że „te panie wyglądają jak prostytutki” albo „te panie nie szanują siebie”. Bo co to znaczy „nie szanować siebie”? Trochę się to wypaczyło, moim skromnym zdaniem. Jak ktoś mi mówił „szanuj się” i patrzył na mnie z góry to ja wiedziałam co chce powiedzieć naprawdę: „Masz być skromna. Broń Boże nie uprawiaj seksu, nie kuś chłopaków, bo wtedy będziesz dziwką”.

    • Mnie się zdaje ,że to nie chodzi wcale o to by dzieciom bronic zabaw ” dorosłych” , bo każdego smarkacza do tego ciągnie i jest to całkiem naturalne… Tu raczej chodzi o propagowanie wizerunku ” seksi bejbi ” w mediach , bo to już raczej normalne nie jest…

  • Ag

    Świat dziecka jest piękny! dopóki nie wtrącają się do niego dorośli… :/
    Niestety media kreują nam rzeczywistość i narzucają pewne wzorce, które przywędrowały z zachodu.
    Potrzebny nam racjonalizm !

  • Paula Lec

    Świetny tekst, bardzo potrzebny przede wszystkim. Niestety, tak jak wspomniałaś, nie zdajemy sobie sprawy z tego, co popkultura robi naszym dzieciom. Na co dzień większość z nas o tym nie myśli, bezwiednie wpatrując się w teledyski, słuchając o konkursach piękności i patrząc na seksowne, skąpo odziane modelki w reklamach blachodachówek.
    A w temacie polecam ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=Ei6JvK0W60I
    Jeśli już go kiedyś linkowałaś to wybacz moją nieuwagę 😉

  • Martyna Kubicka

    ogólnie się zgadzam i te zdjęcia mnie przerażają. ale: śpi koło mnie teraz siedmiomiesięczna córka w bodziaku z napisem „pretty”. „i’m so cute” chyba nie mamy, ale ten tekst jakoś nie wydaje mi się bardzo niestosowny. czepiam się, bo widuję kilkuletnie dziewczynki w bluzkach „sexy” i to jest mocno niepokojące. rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej podstawówki pamiętam tak, że przed wyjściem z domu mama zmywała mi na szybko granatowy lakier z paznokci. w wakacje można. miałam też farbowane włosy bibułą. i piłam obrzydliwe piccolo w sylwestra. póki jest oczywiste, że takie rzeczy to naśladowanie mamy przez DZIECKO, to nie ma co siać paniki. póki pamiętamy, że to dziecko. podkreślam, czepiam się. bo z całością przekazu się zgadzam. a miley trochę przesadza z substancjami, tylko się dziwię, że ktoś te pomysły zatwierdza i realizuje

    • Magdalena Zakolska

      Zgadzam się z powyższym komentarzem. Myślę, że bardzo dużo zależy od postawy matki. Gdy miałam między 9 a 15 lat docierało do mnie mnóstwo bodźców, które seksualizowały nastolatki i młode kobiety (począwszy od fascynacji Spice Girls, poprzez Bravo i Bravo Girl, masowe zakupy w sklepach kosmetycznych, czy w końcu dostęp do magazynu Cosmopolitan). Niektórych rzeczy moja Mama zakazywała, na inne przymykała oko (np. malowanie paznokci w wakacje), przede wszystkim jednak bardzo dużo ze mną rozmawiała. Przed niektórymi rzeczami mnie uchroniła, przed innymi nie, jednak myślę, że to te rozmowy właśnie ukształtowały mój system wartości. Mamy, pamiętajcie, jesteście dla swoich córek bardzo ważne!

  • Baaardzo ciężki temat. I z jednej strony chciałabym jakoś mądrze to skomentować, bo seksualizacja dzieci jest naprawdę straszna i ogólnie dość niebezpieczna dla przyszłości takich dzieci.

    Z drugiej zaś strony, wychowałam się na „Pięknych Księżniczkach Disneya” i „Seksownych Barbie”, super Britney, seksi J.Lo, etc etc… a jestem szalenie daleka od dążenia do takiego ideału. I trochę mnie śmieszy kiedy cały świat próbuje swoje własne, ogólnoświatowe szaleństwo zwalić na lalki i „princeski”, bo anoreksja, seksualizacja, be fe i fu fu fu. Ania kiedyś napisała ciekawy tekst na temat relacji Lalka Barbie – Anoreksja. ( http://www.aniamaluje.com/2015/12/czy-lalka-barbie-promuje-anoreksje.html jeśli link nie wejdzie to w google: Aniamaluje + lalka Barbie) i trafnie tam zauważyła: „Problemem nie jest lalka. Problem jest to, co z tą lalką robimy.”

    Coraz częściej zaczynam mieć wrażenie, że problem leży mocno w dorosłych odbiorcach (no czy nie jest tak, że skoro widzisz coś seksualnego w zdjęciu/ubraniu/whatever dziecka, to problem tkwi raczej w twojej, jako odbiorcy, głowie, niż faktycznie w dziecku?).

    Ale. Gdy widzę dzieci poubierane w te wszystkie szmatki z napisem „sexy”, „cutie” i tym podobnym tworom, to zaczynam się gorliwie modlić, by w przyszłości być super mamą, która używa mózgu i wcale nie uważa że takie ubranka są słodkie. Jeśli stanie się inaczej mam nadzieję, że ktoś rypnie mnie w głowę, najlepiej krzesłem i to tak żebym trafiła w ścianę. Bo przyszłość zmierza w mocno dziwną stronę.

    • Pionierka

      Pfff, a co powiesz na śpioszki z napisem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”? 🙂

      • Ja ogólnie jestem z tych ludzi co nie lubi napisów na odzieży, więc może być napisane nawet że „Kocham Jezusa” albo „Chwdp” i będę reagować tak samo alergiczne 😉 aczkolwiek staram się rozumieć że są ludzie którym się to podoba, a ponoć o gustach się nie dyskutuje 😉

  • gosccccc

    Spytałam 4letniego synka „podoba Ci się ta dziewczynka?” pokazując na zdjęcia po kolei oraz filmik z make up’em. Za każdym razem powiedział, że to przecież nie są dziewczynki tylko panie…

  • Czytam Cię od czasu do czasu , lubię Twoje poczucie humoru z nutą noir 🙂 , ale najbardziej lubię jak jest tak jak dziś. Cieszę się i jestem Ci naprawdę wdzięczna za to ,ze poruszasz tak istotne tematy z Twoim zasięgiem jest szansa ,że będziesz miała swój udział w zmianie świata 🙂 na odrobinę lepszy :). Możesz iść spokojnie rodzić swoje trzecie mądre dziecię 🙂

  • Magda Motrenko

    Akurat z tym soczkiem w kieliszkach – Piccolo robi furorę na przyjęciach dla dzieci już od wielu lat.

    Rozumiem problem seksualizacji; zastanawia mnie natomiast, jak interpretować, które zachowania faktycznie podchodzą pod dane zjawisko. Tradycja? Sięgająca jak daleko? Bo abstrahując od tego, jak dorośli i dzieci się stylizowali 50 lat temu, malowanie paznokci nie różni się od noszenia spódniczki. A jeśli bierzemy pod uwagę dawne tradycje – to buty na koturnie początkowo nosili chyba wszyscy, bez względu na wiek i płeć, by uchronić stopy przed brudem ulic, i przy takiej interpretacji, ciężko się w tym doszukiwać seksualizacji. Granice są chyba bardzo płynne i wiele zachowań jest ciężkich do jednoznacznego zakwalifikowania. To, co 1000 lat temu kojarzyło się z seksem, niekoniecznie dzisiaj kojarzy się tak samo, a to, co dzisiaj się tak kojarzy, niekoniecznie było tak interpretowane dawniej. I w takim razie główne pytanie – czy naprawdę nadal żyjemy w czasach, w których pomalowane paznokcie można interpretować jakkolwiek inaczej niż spinkę we włosach?

    • Pionierka

      Z tym sokiem i picolo – wiem, że są przeciwnicy, ale dla mnie to jest po prostu pewien element zabawy w naśladownictwo. Pamiętam, że z moimi koleżankami bawiłyśmy się w „przyjęcia” i były właśnie soczki w kieliszkach (trzymanych wytwornie z odgiętym palcem, choć nikomu z rodziców do głowy by to nie przyszło!), i herbata udająca kawę w malutkich filiżankach. To była taka sama zabawa jak w szkołę, jak w milicję (ekhm… stara jestem) i inne „dorosłe” sprawy.

      • Magda Motrenko

        No… to nie do końca jest taka sama zabawa. Nie mamy w Polsce problemu z nadużywaniem szkoły przez nastolatków czy z marzeniami o byciu policjantem/policjantką, a problem z alkoholem już istnieje i to od bardzo młodego wieku.
        Ludzie się dziwią, że młodzież pije, a sami uczą dzieci kultury zabawy przy kieliszku i sami też dają taki przykład.

        • Pionierka

          Wszystkie bawiące się mają już ponad trzydziechę na karku i problemów z alkoholem nie stwierdzono 🙂 Poza tym myśmy nie naśladowały walenia wódy z gwinta i spadania pod stół, tylko eleganckie sączenie z kieliszka przez młode damy. A akurat kultura picia alkoholu, z założeniem, że to rzecz dla dorosłych jest moim zdaniem pewnym elementem cywilizacji. Upijająca się młodzież to nie jest efekt tego, że jako dzieci widzieli rodziców pijących wino do obiadu, czy dorosłych, którzy na przyjęciu mają drinki. Nie ma sensu z tematu alkoholu robić tabu. To coś jak z seksem – dzieci powinny wiedzieć, że to sprawa dla dorosłych i wiedzieć, że można tego używać dobrze lub źle.

          • Magda Motrenko

            Ojej 😀 Przecież to nie jest tak, że każdy, kto się w dzieciństwie bawi w picie alkoholu, to na „starość” staje się alkoholikiem 😀 Mówisz, że picie alkoholu to element cywilizacji. Owszem. I jego konsekwencją jest uzależnienie od alkoholu czy prowadzenie pojazdów pod wpływem. Papierosy też są jakimś elementem cywilizacji. Czy warto się bawić w palenie papierosów? Czy każdy, kto się będzie tak bawił, potem faktycznie będzie palił? Tu nie ma nigdy bezpośredniego przełożenia. Tak jak jedna sexy sesja dziesięciolatki sama w sobie jeszcze nikomu krzywdy nie robi. Ale to takie kropelki. Tak samo, jak nie wiemy, czy dzieci lubiące wf będą w przyszłości dbać o swoją kondycję. Ale na pewno jeśli zlikwidujemy wf i nie wyrobimy w dzieciach nawyku ruchu, to szanse na dorosłych fit zmaleją. Jeśli przy każdym świętowaniu będziemy dzieci zachęcać do bawienia się w picie alkoholu, dzieci nauczą się, że bez alkoholu się nie świętuje. Jeśli któreś z nich się uzależni, to będzie miało problem z zerwaniem z nałogiem – bo nasza kultura narzuca picie już od najmłodszych lat. Masz rację, że pojedynczy kieliszek nie jest zły – ale ja nie o tym.

            Tematem tabu w Polsce nie jest alkohol; szybciej abstynencja.

          • Pionierka

            Za wiele tu wątków. Więc po kolei. Dzieci bawią się, odtwarzając to, co obserwują. I tak, w „palenie” słonych paluszków też się bawiłyśmy, bo dorośli palili. Zabraniać tego? Raczej zastanowić się, jaki dzieciom wzór dajemy i tyle. Taka ciekawostka – nigdy w życiu nawet nie spróbowałam papierosa.

            Nie pisałam też nic o zachęcaniu dzieci do bawienia się w picie alkoholu. Przecież to nie było tak, że ktoś przychodził i nam kazał się tak bawić. To my miałyśmy takie wyobrażenie „dorosłego” przyjęcia, że się pije kawę z malutkich filiżanek, sączy wino z kieliszka i koniecznie siedzi z nogą na nogę oraz konwersuje, mówiąc „moja droga, pogoda w tym roku to doprawdy fatalna jest” 😀 O tym, żeby dzieci zachęcać do takich zabaw to nie słyszałam.

            Jeśli chodzi o obecność alkoholu w życiu to ja jestem zwolenniczką wersji, że dzieciom pokazujemy własnym przykładem, jak się z tego korzysta, czyli np. że się pije po kieliszku wina do obiadu, a nie upija w sztok. U nas to nieco bardziej skomplikowane, bo wychowujemy dzieci, których matka jest alkoholiczką, więc widziały bardzo dużo bardzo złych rzeczy. Mimo to nie zrezygnowaliśmy całkowicie z obecności alkoholu w domu. Chodzi o to, żeby wiedziały że to nie jest albo „zero” albo „do porzygu”. Widzą, że można korzystać z alkoholu normalnie, z głową i z rozsądkiem. moim zdaniem to ważne.

    • Akuma

      wysokie obcasy zaczeli nosic mezczyzni aby dodac sobie wzrostu a tym samym meskosci. czujecie ta ironie? ale sama lubie czasem szpilke zalozyc, meza mam wysokiego.

  • Zgadzam się. To traktowanie dzieci na równi z dorosłymi – właśnie, robienie z dziewczynek kobiet a z chłopców mężczyzn wydaje mi się, że skazane jest na tragiczne w skutkach konsekwencje.

  • Antrakt

    A ja chciałabym zapytać jak swoje Córki kiedy dorastały wdrażałaś w życie z technologią? Nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś bez jakichkolwiek wyjaśnień dać dziecku komputer czy telefon i „róbta co chceta”. Jak można stopniowo pokazywać co można a czego lepiej unikać, ale też żeby nauczyły się i mądrze korzystały? Może polecasz jakieś lektury o tym temacie?

  • Josefina

    Tekst jest wazny i trzeba takie tematy poruszac. Ale czytajac opis o tym ile myslalas nad nim i ile mialas zrodel… No coz, niestety troche sie rozczarowalam… Generalizuje i ogolnia ten powazny temat!
    Wrzucanie do jednego akapitu tych skandalicznych zdjec 10 latki z przykladem pomalowanych paznoki jest dla mnie zbyt plytkie.
    A co gorsza, czy do tego sprowadzamy wychowanie naszych dzieci, ze to w co je ubierzemy, badz co im kupimy zawazy na ich osobowosci. Jesli ktos tak mysli, to szkoda mi jego i jego dzieci.
    Jestem mama, pedagogiem Montessori, wychowuje corke na zasadach rodzicielstwa bliskosci. Najwazniejsze to budowac od a zwiazek pelen zaufania, bezpieczenstwa i akceptacji. Wierzyc w dziecko, jego mozliwosci i budowac jego silna osobowosc. Dzieci nie ucza sie zycia przez to co im mowimy, tylko jacy jestesmy, kopiuja nas i nasze zachowanie. Wiec jesli dla nas kolorowy paznokiec jest tylko kolorowym paznokciem, to tym samym bedzie dla dziecka.
    Nie to co mamy, lecz to jak na to patrzymy i jaka nadajemy temu wage jest decydujace.
    Moja corka ma prawo byc kolorowym ptakiem, najwazniejsze, zeby czula sie bezpieczna i kochana. Juz niejedne studia pokazuja, ze wszystkie problemy w wieku nastoletnim czy doroslym biora sie z zaburzen zwiazkow z najblizszymi w pierwszych latach zycia i zanizenia poczucia wlasnej wartosci (ksztaltuje sie mniej wiecej do 6 roku zycia)…
    Dlatego nie zastawiaj sie czy mozesz spodniczka aby nie jest za krotka, a paznokcie na urlopie rozowe, inwestuj w zwiazek z wlasnym dzieckiem. Niech czuje sie kochane, sluchane i widziane.
    Co do tych patologicznych przypadkow, jak robienie z dziecka lolitki, to wiadomo, ze jest to straszliwe i niestosowne…
    Tylko tu znowu jest ten sam punkt: jak bardzo zniszczone musi byc poczucie wartosci takiej mamy, skoro robi takie rzeczy wlasnemu dziecku.
    Pozdrawiam cieplo

  • Oborze, ziszczony sen Humberta. Z drugiej strony, nawet mnie nie dziwi, że styliści po latach poszukiwania coraz bardziej dziecięco wyglądających modelek w końcu zwrócili się w stronę prawdziwych dzieci.

  • Ewa Zet

    Delikatnie powiedziane. Dla mnie to pedofilia. I mam wrażenie, że wszystko to za sprawą źle rozumianej demokracji i wolności. Ludzie chcą przekraczać granice. Wyłączają hamulce. Gdzie empatia? Szacunek, nietykalność i wreszcie świętość. Powinniśmy dzieci chronić, my dorośli. Gdy tymczasem to właśnie dorośli krzywdzą je i wykorzystują. Chore i przykre 🙁

  • Katharina Cieslar

    Ciesze sie, ze bylam mala dziewczynka 30 lat temu i bawilam sie lalkam i innymi zabawkamii, tak jak to wypada malym osobkom!
    Ten swiat oszalal!

  • Mnie również przeraża to zjawisko seksualizacji dzieci. Coraz młodsze dzieci są narażone na taki rozerotyzowany wizerunek. Pamiętam jakiś kawałek J. Biebiera z początków kariery, baby oh czy coś w tym stylu. Tam on, malutki chłopczyk skakał i wykonywał sugestywne ruchy biodrami wokół małych dziewczynek. I tak się „przebił” do kultury masowej… Czy Rihanna która na początku kariery była słodką dziewczyną, a jej kariera rozpoczęła się od płyty „good girl gone bad” tak jakby bycie dobrym i niewinnym było czymś passe, bo lepiej być sexi i wyłuzdaną, by zdobyć popularność?! Nie rozumiem rodziców, którzy pozwalają ta takie „postarzanie”dzieci, jak Katie Price, której zdjęcia córki wrzuciłaś do posta. Gdzie oni mają rozum? Sama Katie wygląda jak lalka barbie, no ale gdy robi to z córką i jeszcze publikuje dumnie w sieci, to już szczyt głupoty i nieodpowiedzialności. Tak samo chore są dla mnie ci rodzice małych miss, z popularnego w usa programu TV. Ale tak jak piszesz stoi za tym ogromny i lukratywny przemysł… Pozostaje wierzyć w mądrość rodziców, którzy pozwolą dzieciom być dziećmi i przekażą im odpowiednie wartości.

  • Pionierka

    Nishko, jedna rzecz mnie uderzyła w tym tekście. Kilkakrotnie piszesz tutaj o „mamach”. ‚Przemysł ubraniowo-kosmetyczny z przyjemnością wychodzi tym dziewczynkom, a zwłaszcza ich mamom, na przeciw”. „im więcej mam kupuje dzieciom malowidła”. „Na życzenie mamy, która ją tak stylizuje”. „Mama Małej Kobietki nie chce zrobić córce krzywdy i jest nieświadoma tego, co robi.” Wiem, że w kilku miejscach wspominasz też o rodzicach, ale wyraźnie podkreślasz te matki. Jako, że prowadzą krucjatę na rzecz uznania obojga rodziców za równie ważnych, chciałam zapytać: czy tak wyszło przypadkiem, bo piszesz głównie do kobiet? Czy uważasz, że za wychowanie i seksualizację dzieci odpowiadają wyłącznie matki, a ojcowie nie mają z tym nic wspólnego? Mam nadzieję, że napisałam tu tyle miłych komentarzy, że nie uznasz tego za czysty hejt 🙂 Po prostu moją misją jest walka ze stereotypem, że wychowanie to rola matki i tylko matki. A szczególnie przy tym temacie jestem przekonana, że rola ojców jest bardzo duża.

    • Tak, to wyszło przypadkiem :/ Zastosowałam pewnie skrót myślowy pt. – to zwykle mamy malują się i malują paznokcie i ubierają córki jak modnisie. Ale zdecydowanie zgadzam się z Tobą, że wychowanie leży po obu stronach. Dlatego zmieniłam właśnie „mamy” na rodziców 🙂 (oprócz wątku związanego z naśladowaniem mam, bo to zwykle je córeczki naśladują).

      • Pionierka

        Dzięki <3

  • Te zdjęcia to koszmar! Za 3 miesiące zostaną matką dziewczynki i już teraz walczę z moją mamą, która kupuje te wszystkie małe, słodkie, różowe ciuszki dla księżniczki (od tego pewnie się zaczyna). O ile ja będę starała się świadomie unikać seksualizacji, to większym problemem będzie wytłumaczenie innym bliskim, że to niewłaściwe i że wszystko musi mieć granice. Już czuję, że prawdziwą walkę trzeba będzie toczyć z bliskimi i otoczeniem, bo co zrobić jak córka na 5 urodziny dostanie różowe klapki na obcasiku od cioci? Zabrać dziecku prezent? Mam wrażenie, że w dobie powszechnego kultu seksu świadomość rodzica musi być większe niż pokolenie wstecz.

    • Akuma

      powiedziec cioci ze obcasy, zwlaszcza klapki z obcasami dla 5-latki to prosba o skrecona kostke. i ze obuwie kupuja rodzice bo od dobrych butow wiele zalezy.

    • Kasia Żądło

      Jak ja to rozumiem, ja zabroniłam rodzinie kupowania mojej córce różowych ubranek bo po prostu nie lubię tego koloru. A jednak skończyłam mając ich dość duzo. Mojej córce pasuja, mimo że jest ruda 🙂

  • Od niedawna czytam Twojego bloga i zazwyczaj zgadzam się w większości, ale zawsze mam swoje uwagi. A może w tym przypadku to wyrzuty sumienia? 😉
    Mam pięciolatkę. O zgrozo, nie wiem jak to się stało, ale moja córka wcale nie lubi biegać w getrach i grać w piłkę nożną z chłopakami tak jak ja w jej wieku. Nie, ona od początku była bardzo…dziewczęca. Poplamiła sobie bluzeczkę czystą wodą w łazience – zaraz leci się przebrać. Stroje potrafi zmieniać kilka razy dziennie. A od niedawna doszła fascynacja malowaniem.
    Mogę tłumaczyć, mogę zabraniać. Sprytna jest więc sama wygrzebie szminkę z mojej torby, gdy nie widzę i z lubością maluje usta. Najlepiej dość trwałym kosmetykiem i w drodze do przedszkola, gdy ja prowadzę samochód. No, wszystkiego się nie dało zetrzeć więc dla pań w przedszkolu pewnie stałam się symbolem patologii i seksualizacji dziecka.
    Doszło do tego, że sama przestałam się malować, bo stwierdziłam, że nie będę tego robiła w ukryciu. A lubię to robić. I chociaż nie mam problemów z wyjściem bez makijażu, to zawsze fascynowało mnie to, jak makijaż może podkreślić mój obecny nastrój.
    Psychologiem nie jestem, ale do kilku podręczników zajrzałam. I moja córka ma teraz fazę na naśladowanie mamy. Nawet jak chodzę nieumalowana to słyszę: „ale masz piękne włosy, mamusiu, dlaczego ja takich nie mam?”.
    I tak się zastanawiam, to nie jest kpina, co mają zrobić te kobiety, które lubią się stroić, malować, mieć zrobione paznokcie? Jak pogodzić to z (chyba) naturalnymi zapędami ich córek do naśladownictwa? Nawet ja podkradałam babci kredki do brwi i szminki i w ukryciu się malowałam nimi. Przeszło.
    Długotrwałe tłumaczenie dało jakieś efekty. Teraz pyta, czy jak będzie duża to będzie mogła się malować. I czy kupię jej pomadkę z Elsą (ochronna). Więc niby rozumie, że nie może, ale czy za jakiś czas nie będzie chowała w plecaku sterty kosmetyków i malowała się potajemnie. A może to tylko taka faza i za chwilę zainteresuje ją coś innego? I te kilka razy, gdy maznęła się moimi kosmetykami, nie zamieni ją w lolitkę?

    • Patrycja Kaczmarzyk

      Myślę, że nie można mylić seksualizacji dzieci, z ich naturalnym dążeniem do naśladowania dorosłych. Nie wydaję mi się, by w tym co robi Twoja córka było coś złego. Czy gdyby chciała gotować, tak jak mama, przestałabyś to robić, by nie odbierać jej dzieciństwa? A gdyby chciała prowadzić samochód jak ty, lub inny jej bliski, to czy zamiast wziąć ją na kolanach i pozwolić potrzymać kierownicę przy zgaszonym silniku, zaczęłabyś z nią jeździć tylko komunikacją miejską? Oczywiście specjalnie przekoloryzowałam. Zmierzam do tego, że (przynajmniej w moim odczuciu), czymś innym jest fascynacja dziecka mamą, tatą czy starszym rodzeństwem i próba bycia „tak jak oni”, a czymś innym świadome zmieniania dziecka (przez matkę!) w obiekt seksualny. I jeśli za Twoim makijażem stoi filozofia dbania o siebie i świadomość własnej kobiecości, to możliwe, że Twoja córka przejmie wzorce i będzie postępowała podobnie jak ty w dorosłym życiu. I czy będzie w tym coś złego? Wydaję mi się, że dzieci od najmłodszych lat uczą się od dorosłych wielu rzeczy, przejmując wiele wzorców, które będę wykorzystywać już jako dorosłe osoby. A źle by się działo, gdybyś sama zmuszała córkę do bycia „seksi lalką”, a próby skradania Twoich kosmetyków nagradzała, zamiast tłumaczyła, że to jeszcze „nie ten czas”.

    • Pionierka

      Malowanie się w zabawie to po prostu naśladownictwo. Niech się maluje, niech się bawi, dlaczego nie? Ale niech wie, że to jest zabawa, że na niby, że tylko w domu. To zupełnie coś innego niż zaprowadzanie do przedszkola malutkiej księżniczki z pomalowanymi paznokciami, różowymi usteczkami, w kolczykach i bluzeczce z napisem „Sweet girl”.

      • Ja to rozumiem, ale troche sie poczulam „wrzucona do jednego wora” 🙂

        • Pionierka

          Myślę, że tu jednak wiele zależy od wyczucia. Poza tym trzeba jeszcze oddzielić grupy wiekowe. Przedszkolaki – makijaż to zabawa, naśladowanie dorosłych, nic groźnego. 11-12 lat – ryzykowna próba bycia doroślejszą, niezdrowe i szkodliwe, to już nie jest niewinna zabawa, chyba że panny pacykują się w domu w ramach zabawy w wizaż czy coś.
          15+ – zaczyna się wiek eksperymentów, moim zdaniem zamiast zabraniać lepiej uczyć rozsądku. Pomalowane rzęsy do szkoły – nie, pomalowane lekko rzęsy w weekend – czemu nie. Lekki błyszczyk ok, czerwona szminka nie i tak dalej.

          Poza tym liczy się całokształt. U nas nastolatka 13,5 roku maluje paznokcie w weekendy na czarno, na granatowo, na biało, ogólnie szaleje, ma ufarbowane włosy, ale to zdecydowanie nie jet typ lolitki, zestawia to z glanami i bojówkami 😉 Więc raczej antysystemowość niż seksualizacja.

    • Kasia Żądło

      Haha 🙂 to mój syn jest też bardzo dziewczecy. Nie może się oblać bo zaraz się przebiera, nie może się wybrudzic, przebiera się kilka razy na dzień i nosi tylko to co mu się podoba. Ma dopiero 5 lat. A poza tym kocha auta, lego, ale nie ma żadnego problemu żeby pić z różowej butelki, sam taka wybrał w sklepie. Tez go ciekawią moje kosmetyki a raz prosił żeby mu cieniami powieki pomalować 😀 Chodzi o to żeby z dziecka nie robic na siłe kogoś kim nie jest ani tym bardziej nie nakłaniac go do udawania starszego niż jest. Zabawa w malowanie, przebieranie w mamy ciuchy i buty jest super. Ale już malowanie corki na wyjście poza domem, czy robienie jej regulacji brwi jest chore. Nie masz się co martwic, nikt nie mówi żeby zabraniac dziewczynce być dziewczynka.

  • blackrainbow

    Mam o 7 lat młodszą siostrę. Pamiętam, że gdy miała 4 latka zaczęła podkradać mamie pomadki, stroić się, nakladać jej buty. Była taką małą modnisią. Jej fascynacja malowidłami i błyskotkami skończyła się w wieku 8-9 lat. W żaden sposób to na nią nie wpłynęło. Teraz ma 18 lat i używa jedynie tuszu do rzęs – od święta.

  • Dobry tekst, dziękuję, że o tym piszesz. Osobiście, jako ta feminazistka, idę jednak na całość – przeraża mnie nie tylko seksualizacja, która jest chyba jednak poza dyskusją (nie wiem, czy w Polsce są ludzie gotowi bronić pomysłu na stylizowanie kilkulatek na wampy, mam nadzieję, że nie), ale i cały ten ideał wciskania dziewczynek w role „małych kobietek” od pierwszego miesiąca życia, kiedy to musi dostać specjalne „dziewczęce” body z kokardką. Patrzę na dwuletnie dziewczynki w białych rajstopkach i sukieneczkach, którym nie wolno się pobrudzić w piaskownicy – i obok na wyluzowanych chłopców w wygodnych szortach i szlag mnie trafia. Marketingowcy bardzo skutecznie robią ludziom wodę z mózgu począwszy od działu dla dziewczynek i chłopców od wieku niemowlęcego (żeglarskie body tylko dla prawdziwego mężczyzny 6m.!, półroczne dziewczynki muszą być bardziej kobiece).

    • Akuma

      co do bodow to akurat dobrze ze sa w wersjach chlopiec- dziewczynka bo czasem nie widac jakiej niemowle jest plci… zdazylo mi sie powiedziec „jaka sliczna” o chlopczyku i „o jaki wielki chlopak” o dziewczynce 😀 dziecku to nie przeszkadza ale rodzice to inna bajka

      • Morrrigan

        a ma to jakieś szczególne znaczenie 😉 ? niemowlaki nie mają z natury dymorfizmu płciowego więc po co na siłę to dorabiać, dając im celowo słitaśne lub zadziorne wdzianka albo o zgrozo przekłuwając dziewczynkom uszy? nie mówię że zakładanie akurat takich ciuszków dziecku jest złe (tzn z jakimś zwyczajnym napisem typu „fajny chłopak ze mnie” albo „supergirl”, w przeciwieństwie do „sexy”), ale nie rozumiem czemu miałoby to być niezbędne albo czemu rodzic miałby być zakłopotany tym że ktoś pomylił płeć dziecka. to norma.

      • Może rodzicom mniej by przeszkadało, gdyby nie tłuc im do głów, że chłopczyk ma być silny i męski a dziewczynka śliczna i słodka? Bo to jest naprawdę normalne, że po niemowlęciu nie widać płci, i nie ma żadnego powodu, żeby było widać, i naprawdę żadnego, żeby się obrażać, kiedy ktoś pomyli… @morrrigan:disqus to z tymi kolczykami to mnie zawsze powala po prostu… przekłuwać niemowlęciu uszy, żeby ktoś nie pomyślał, brońcie bogowie, że to chłopiec… naprawdę to jest obłęd. (Mam roczną dziewczynkę, która w dodatku często chodzi w ciuszkach po znajomych chłopcach, i, o zgrozo, czasem ktoś pomyśli, że jest chłopcem – naprawdę po prostu nie przychodzi mi do głowy, co w tym złego…).

        • Ja też nie mam najmniejszego problemu z tym, że „nie widać, czy chłopiec, czy dziewczynka”. PHI.
          Co do przekłuwania uszu niemowlętom.. Niedawno, gdy byłam u kosmetyczki i robiłam manicure, a dokładniej hybrydę (bo jestem dorosłą kobietą :), zadzwonił jej telefon.
          – Niech pani śmiało odbierze – powiedziałam.
          – Tak słucham? Jak mała? Słucham? Ile? Bardzo proszę zatelefonować później. Ja nie jestem gotowa podjąć się tego, być może zrobi to moja koleżanka, ale nie obiecuję – rzekła do słuchawki.
          – Mogę być wścibska i spytać, w jakiej sprawie był telefon? – spytałam wścibsko.
          – Mama chce przekłuć uszy swojej 10 miesięcznej córce.
          – 10 miesięcznej?!
          – Tak. Kiedyś, raz, już to robiłam. Dziecko tak płakało, tak rozpaczało, że bałam się, że ze strachu i bólu: bo to boli każdego: dorosłego też, a co dopiero dziecko, że bałam się, że dostanie zapaści. Miałam po tym traumę. Ja, a co dopiero dziecko?

          Nie jestem w stanie zrozumieć, jak w imię tego, by małe dziecko wyglądało atrakcyjniej lub „żeby było widać, że to dziewczynka” można je okaleczyć.

  • Kasia Żądło

    Droga Nishko, podpisuje się praktycznie pod każdym Twoim tekstem. Ten również jak najbardziej jest mi bliski. Co prawda moja córka ma dopiero 11 miesięcy (a może az, pisałaś przecież o seksualizacji niemowląt!!!). Juz na chrzciny dostała kolczyki. Od razu stwierdziłam ze nigdy ich nie zalozy. Nie tylko dlatego, ze to jest niewlasciwe, to jest tez niepraktyczne. Ubranka, owszem, ma sukieneczki, ale też nosi ubranka po bracie. A bawi się najchętniej lego i autkami. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jaka szkodę wyrządza się dziewczynkom mówiąc, ze muszą zawsze wyglądać pieknie, że własną wartość powinny opierać na wygladzie. Ja bym wolała żeby moja córka została naukowcem a nie modelka ( choć wybór zostawiam jej :)). I mój osobisty apel do wszystkich, niech dzieci nie biegają nago publicznie np. na plazy. Ich ciało trzeba szanować.

  • Nie jestem mama, ale malowane paznokcie u dziewczynek wkurzają mnie strasznie!!!!!!! to, że 13letnie dziewczynki są wymalowane niczym jajko wielkanocne doprowadza mnie do szału…. a potem słyszę… on na mnie leciał i mnie zgwałcił. Przepraszam, ale sama się prosisz…. dziewczyno!

    • Nie, no bez przesady, nigdy nie zgodzę się na to, żeby czynić ofiarę gwałtu współwinną 🙁 Taka narracja w żadnym stopniu do mnie nie przemawia.

    • nn

      Ten komentarz powinnien zostać skasowany.

  • Powiem tak, sama pamiętam, że jako dziecko podbierałam mamie kosmetyki, i się nimi paćkałam, ba w jakieś Boże narodzenie dostałam taką zabawkową paletkę cieni do powiek i pomadek, i nic w tym złego nikt nie widział puki taka upaćkana bawiłam się w domu, moja mama nigdy mi nie pozwoliła jako dziewczynka wyjść umalowaną. Ja swojej córce też pozwalam w domu pochodzić w tych moich butach, umalować się moją szminką, ale w domu. Nie puściła bym jej w pomalowanych paznokciach po za próg bo to w końcu 5 latka, i tłumacze, jej, że jest jeszcze za mała.

  • Te zdjęcia są porażające. Bardzo ważny temat. Trzeba o tym mówić. Mam jednak taką czarną wizję, że słowa nie trafią do odbiorców, których temat dotyczy. Koncerny tylko zacierają ręce, rodzice takich dziewczynek to mają już chyba wypalone mózgi i tego nic nie zmieni. Liczy się kasa i tyle. Tylko najgorsze jest, że dzieci „normalnych” rodziców to widzą. A jeżeli coś się często widzi, to potem staje się to codziennością i czymś normalnym. Trzeba dużo rozmawiać z naszymi dziećmi i pokazywać inny świat.

  • Pingback: Wieczorynka #2 - Naturalizm, seksualizm i kakao - Wypażona.pl()

  • Alicja

    Po przeczytaniu wpisu od razu przypomniał mi się film ,,Moja mała księżniczka”, który opowiada o tej tematyce oraz show-biznesie w dość okrutny sposób. Polecam obejrzeć każdemu, kto interesuje się tym tematem.

    Natomiast Miley jest dla mnie smutnym przykładem tego, co dzieje się z dziećmi, które de facto dzieciństwa nie miały, natomiast od najmłodszych lat obracały się w świecie sławy, fleshy i dorosłych, którzy na tym chcą przede wszystkim zarobić. Na dodatek widząc jej skłonności do łączenia dziecinności z seksem, czasami się zastanawiam czy to aby nie jakieś zaburzenia powstałe na skutek np. molestowania, ale to już, zaznaczam, tylko moje prywatne przemyślenia.

  • Ilona Kołodziej

    Jakie szczęście, że mam chłopców-tak chłopców nie „starych malenkich” bo z chłopakami też nie jest najlepiej tyle, że jest mniejsze zagrożenie zainteresowania seksualnego płci przeciwniej niż dziewczynkami. Ale że dzieje się to na taką skalę to nie byłam świadoma i musze przyznać jak barze otworzyłas mi oczy. I pomyśleć że zaczyna się to od (kiedyś myślałam )niewinnego malowania paznokci. …

  • Ewa

    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i wiem że zostanę na długo. Jak czytam twoje felietony mam wrażenie, że znamy się od dawna. Twój styl pisania jest rewelacyjny. Naprawdę powinnaś napisać książkę. Pozdrawiam.Ewa

    • Ojej, dziękuję, bardzo mi miło!! Wyobraź sobie, że właśnie od jakiegoś czasu nad tym myślę 🙂

  • Chociaż jeszcze dzieci nie mam, to jednak patrząc na to, co wokoło mnie się dzieje, to się boję tego, co da nam przyszłość. Kurcze – ja nawet na 18 znajomych nie ubierałam kusych, nic nie zasłaniających spódniczek, a dziewczyny z podstawówki/gimnazjum tak ubrane potrafią iść do szkoły [!]. I zachowują się tak samo, jak z tych durnych seriali i programów.
    Całkowicie zgadzam się z Twoim zdaniem i przykro mi jest, że niektórzy nie widzą tego problemu i pozwalają dzieciom czerpać inspiracje z tych, którzy nie powinni być wzorcem.

  • adam

    Thylane Blondeau, 11-letnie Ekaterina Samsonov i Lily Chee, prześliczna 8-latka z Rosji Kristina Pimenova, czy córka Cindy Crawford, Kaia Gerber 16 l. polska dzis topmodelka Monika Jagaciak, twarz Hermesa w wieku zaledwie 13 lat, to ledwie kilka przykladow juz rzeki, ktora zaleje niebawem glob,,,, bo zysk zachlanny nie ma tabu, ani litosci…

  • Świetny tekst. Zgadzam się z każdym słowem i jednocześnie zastanawiam się dokąd zmierza ten świat…

  • Pingback: MORTYCJA POLECA #78 - PRZEGLĄD INTERNETÓW | M O R T Y C J A()

  • Zgadzam się, strasznie przerażające. Właściwie nie zwróciłabym uwagi na te zdjęcia gdyby, ktoś ich kiedyś nie wrzucił z przybliżeniem na dłonie dziewczynki o twarzy dorosłej – małe dziecięce, trochę niezgrabne palce i poobgryzane paznokcie, zdradzały jej prawdziwy wiek. Pamiętam gdy wyżej podaną sesję udostępnił Vogue i wzbudził tym wielkie emocje. „O to nam chodziło, udowodnić, że moda dotyka każdego bez wyjątku” wypowiadały się stylistki, makijażystki cała ekipa – ale czy naprawdę wierzą, że to pozytywny aspekt „dotyku mody”? dajmy dzieciom w spokoju dorosnąć, nabawić się lalkami, w wieku 10lat wciąż było mi źle odstawić moje Barbie, gdy inne dziewczynki szykowały się na pierwsze dyskoteki szkolne, ale wtedy to nie ja byłam „dziwna”.
    Czasy się zmieniły, można bronić, ale w klasie mojego 11letniego brata dzieci wydają się bardziej „upodabniane do dorosłych”. Może to znak czasu, ale matki też chyba nie błyszczą inteligencją, gdy dziewczynka lat 10 i pół ma na bluzie twarz modelki z palcami przy ustach i dopiskiem „I like ice creams”.

  • Pingback: Czytanie na śniadanie #19 | Chica Mala()

  • Agata

    U mnie nastąpiło przegięcie w drugą stronę. Nie kupowałam córce ubranek ‚dla dziewczynek’, tylko takie, które mi się podobały, czyli głównie na dziale ‚chłopięcym’. Bez głębszej filozofii, ot, seria dla dziewczynek to ZAWSZE różowe ubranka ze zwierzątkami, ubranka dla chłopaków to po prostu fajne wzornictwo (w moim przekonaniu, jak się okazało błędnym, uniwersalne) i szeroka gama kolorów. Efekt? Do znudzenia i irytacji słucham komplementów o wspaniałym chłopcu. Na ulicy, u lekarza [sic!], na placu zabaw, etc. etc. Nishko, jeszcze nigdy nikt nie zidentyfikował mojego niespełna dwuletniego dziecka jako dziewczynkę 🙁 Wystarczyło, że ubrałam w róż – voila! Biała koszulka z nadrukiem gitary – zonk! Patrząc na jej śliczną buźkę myślę sobie, że te schematy i stereotypy dotyczące płci są mocniej wdrukowane w nasze głowy niż by się wydawało… I że koszulka ‚cuttie’ chyba stanie się koniecznością.

  • Mała malina

    A mnie przeraża kult chudości- dziewczynki na oko 13-letnie, pierwsza gimnazjum na ulicy, czy w szkole, wszystkie szczupłe, chociaż różnych gabarytów narzekają na sylwetkę.

  • Mała malina

    Tak naprawdę to zjawisko istnieje od dawna, tylko nie na taką skalę. Co np. byś powiedziała o zakładaniu gorsetów w 18 i 19 wieku dziewczynkom w wieku 9, czy nawet 7 lat?

  • Małgosia Wajcowicz Wańkowicz

    Droga Nishko, a co sądzisz o coraz popularniejszych zajęciach pole dance dla kilkulatek? Niby to rodzaj sportu, ale dla mnie skojarzenia są takie niejednoznaczne…

  • Tomek

    Te stare i brzydkie baby zazdroszczą dziewczynkom urody, więc je obrażają pisząc chociażby „stara malutka”.
    Niech się zajmą sobą, a nie życiem innych.
    A przerażone to powinniście być swoją głupotą, a nie zdjęciami małych modelek.1*
    Zapewne dziewczynki, które robią filmy i opisują swoje życia na youtube też byście obrażały, bo takich komentarzy nawiedzonych bab jest tam sporo.

  • To co pokazałaś jest wprost przerażające! Ale co gorsza, coraz bardziej powszechne i klikalne… Bardzo dobrze, że poruszasz te tematy! Podziwiam, dziewczyno!