O ludziach, którzy zawsze są bez winy i nigdy nie popełniają błędów

fot. Annie Leibovitz

Każdy ma taką osobę w swoim otoczeniu: może nieskazitelną mamę, może bezbłędnego ojca, wzorowego męża, perfekcyjną przyjaciółkę: ludzi, którzy nigdy nie popełniają błędów. Ludzi nienagannych, bez winy, zawsze mających rację.

Ludzie bezbłędni i nieskazitelni

Te osoby nie są zazdrośnikami – to po prostu partner daje zbyt dużo powodów do zazdrości.
Te osoby nie mają obsesji porządku – one po prostu lubią czystość i ubolewają nad tym, że muszą żyć wśród bałaganiarzy.
Te osoby nie są egocentrykami – po prostu jest im przykro, że poświęca się im tak mało czasu uwagi i tak rzadko się do nich telefonuje, nie mówiąc już o odwiedzaniu.
Te osoby nie są nerwowe, po prostu bliscy: rodzina i współpracownicy doprowadzają je do szewskiej pasji!!!!
Te osoby nie mają lęku przez obcymi, po prostu ludziom nie można ufać, nie raz już się na nich zawiedli.
Te osoby nie mają „trudnych charakterów” – lecz trudne dzieci i małżonka!
Te osoby nie są zawistne, je po prostu drażni, że niektórzy ludzie są szczęśliwi i osiągnęli sukces – na pewno nieuczciwymi metodami.

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale myślę, że już doskonale rozumiecie, jaki typ człowieka mam na myśli. Jeżeli odnajdujecie tu samych siebie: gratuluję: znaczy, że jesteście w stanie spojrzeć na siebie samokrytycznie. Ja, uczciwie przyznaję, mam czasem skłonność podczas konfliktów z bliskimi obarczać ich całą winą i nie dostrzegać swoich błędów lub braku racji. Jednak po jakimś czasie przychodzi refleksja i potrafię podejść do drugiej strony i powiedzieć:

– Miałeś rację, popełniłam błąd.
– Przyznaję, to moja wina.

Nauczyłam się tego i choć nie jest proste, to bardzo cenna umiejętność. Polecam. 🙂

Przejdę teraz do innego wątku, na pozór niezwiązanego z powyższym fragmentem.

Mam w domu świetną książkę, którą kiedyś pożyczyłam od przyjaciółki, książkę, która pozwala zrozumieć wiele zachowań. To wydana ze 20 lat temu „Żyć w rodzinie i przetrwać” – napisana w formie rozmowy psychiatry Robina Skynnera z Johnym Cleesem (tak, tak, tego z cyrku Monthy Pytona). Ale uprzedzam: to nie jest książka, którą połyka się w kilka wieczorów, nie każdemu przypadnie do gustu. Jest pełna ciekawych treści, ale podana w specyficzny, nieco chaotyczny sposób.

Niemowlę: bezbłędny pan i władca świata

To właśnie z niej dowiedziałam się, że niemowlęta mają poczucie omnipotencji i wszechwładzy nad światem i że warto w nich to poczucie utrzymywać, żeby wykształcić w nich przekonanie (które przyda im się w przyszłości), że mają wpływ na otaczający świat. Dzięki temu jako dorośli będą mieli poczucie własnej wartości i autonomii oraz wiarę we własne siły.  

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o innym – jak dla mnie bardzo ciekawym wątku, na który natrafiłam w tej książce. I nie zrażajcie się widząc zaraz słowo niemowlę, bo ten temat dotyczy również człowieka w Twoim wieku. Tak, tak, do Ciebie mówię: w Twoim wieku! 😉

Skoro niemowlę ma poczucie omnipotencji i sądzi, że świat powinien dać  mu wszystko, czego pragnie, to w sytuacji, gdy coś nie dzieje się po jego myśli, reaguje wściekłością i frustracją. Jednak doznając tych nieprzyjemnych emocji, czuje się z nimi niekomfortowo i nie potrafi sobie z nim poradzić, więc…. odpycha je od siebie i projektuje je na świat zewnętrzny. Słowem, udaje, że wszystkie te przerażające i przykre uczucia są POZA nim. Tę fazę rozwoju nazywa się fazą paranoidalną.

Matka niczym zła czarownica i dobra wróżka

Odpychając od siebie te „złe” emocje, niemowlę czuje jednak, że zupełnie nie znikają, że wciąż są gdzieś w pobliżu, więc…. projektuje je na tego, kto jest najbliżej, czyli… mamę! (lub ojca). Rodzic staje się siedliskiem zła. Matka okropną, przerażającą postacią, czyli… czarownicą, złą matką, straszną macochą (ojciec potworem, olbrzymem, smokiem, ogrem itd). Brzmi znajomo? Tak, te postaci pojawiają się przecież prawie w każdej bajce! I dlatego aż tak bardzo fascynują dzieci, bo odzwierciedlają przeżywane przez nie w głowach fantazje i projekcje.

– Zaraz, zaraz – pytacie. – Czyli dla dziecka matka jawi się jako zła czarownica? Jak radzi sobie z tym jego psychika?

– Ha! I to jest najciekawsze! – krzyczę podekscytowana. – Otóż mniej więcej do szóstego miesiąca życia w świadomości dziecka istnieją dwie matki! Zła czarownica (macocha, straszna królowa itp.)  i dobra wróżka (mamusia, chrzestna, czarodziejka itp). Gdy dziecko czuje złość i styka się z matką, widzi w niej Matkę Czarownicę: źródło jego złości. Natomiast, gdy czuje się dobrze, ma do czynienia z Ukochaną Mamusią: Dobrą Wróżką: siedliskiem ciepła i dobra.

To mechanizm obronny, ułatwiający dziecku zmaganie się z życiem. Matka jest dobra, gdy jego potrzeby są zaspokojone i zła, gdy coś go frustruje. Niesamowite, prawda? 🙂

Mniej więcej od siódmego miesiąca życia, gdy w rodzinie dobrze się dzieje, dziecko ma poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i miłości, niemowlę zaczyna powoli z tej fazy paranoidalnej wychodzić i uczy się akceptować to, że może czuć „złe” emocje, że nie musi bać się uznać, że są jego częścią. W efekcie przestaje im zaprzeczać. Słowem, mówiąc po dorosłemu: potrafi przyznać, że czuje się wściekłe, że wściekłość jest jego emocją, a nie winą rozwścieczonej Złej Macochy.

Dorośli niczym niemowlęta

Co ciekawe i dające do myślenia, to że niektórzy z tej niemowlęcej fazy paranoidalnej nie wyrastają. Słowem, niektórzy dorośli nadal lokują złe emocje i uczucia wyłącznie w świecie zewnętrznym!

To ludzie „nieskazitelni”, bez winy. To osoby przekonane, że zawsze mają rację. Nie odczuwają wyrzutów sumienia spowodowanych ich niewłaściwym zachowaniem, nie przyznają się do „winy”, to zawsze inni są winni. Są zwykle nieufne, podejrzliwe, posiadające poczucie krzywdy, przepełnione złością, mściwe, zazdrosne, zadufane w sobie, przekonane o własnej wyższości, mające niezachwiane przekonania:

– Swoje wiem i nic mnie nie przekona – mówią.

Dlaczego ta faza: rzutowania negatywnych emocji na świat jest tak kusząca i dla wielu tak trudno z niej wyjść? Bo tak jest łatwiej. Nie lada wyzwaniem jest umieć przyznać się do błędu, winy i tego, że drzemie w nas „zło”. Że to my jesteśmy jego siedliskiem. Zarówno niemowlę, jak i dorosły tak się zachowujący robi to, żeby poczuć się dobrze albo raczej: żeby uniknąć poczucia, że jest źle.

To zrozumiałe, że mamy taką skłonność. Poczucie, że ma się zawsze rację, daje komfort. I odwrotnie: przyznanie się do pewnych negatywnych aspektów naszego jestestwa, niedoskonałości daje poczucie dyskomfortu. Dlatego wielu dorosłych cofa się do okresu niemowlęctwa udając, że wszystkie nieprzyjemne i złe emocje i uczucia są w innych.

Raczej nie jest komfortowe uświadomienie sobie, że jest się zazdrosnym, niezrównoważonym, zawistnym, sfrustrowanym czy konfliktowym człowiekiem. Nie, nie: to świat taki jest. Nie jestem zazdrośnikiem, po prostu mój partner nieustannie daje mi powody do zazdrości. Nie jestem nerwowa, po prostu moje dziecko jest nie-do-wyt-rzy-ma-nia!!!

Sędzia meczu: stronniczy. Szef: ma romans z prezeską, dlatego mnie nie awansuje, bo ona mnie nie lubi. Ludziom: nie można ufać, bo na pewno chcą nas oszukać. Przyjaciel? Niestety w dzisiejszych czasach nie da się nikomu zaufać, fałsz i obłuda. Przetarg? Ustawiony. Wszędzie wokół złe czarownice i potwory.

Tak naprawdę każdy z nas zachowuje się czasem trochę paranoidalnie. To wszystkie te sytuacje, w których obarczamy winą „świat”: męża, dziecko, synową, teścia, sąsiada, polityków, partię, innych kierowców, kontrahenta, Facebooka, Unię Europejską, Tuska itd. Można powiedzieć, że ludzie, którzy zawsze są bez winy i za każdym razem obwiniają o coś innych regresują się do fazy niemowlęcej paranoidalnej. Jednak kluczem jest to, że niektórzy po chwili zdają sobie z tego sprawę i wyskakują z tego regresu. Czego sobie i Wam życzę. 🙂

Komentarze:

  • Karina

    Świetny tekst. Wychodzę z Twojego bloga bogatsza o wiedzę i przemyślenia, dziękuję. 🙂

  • Marika Pałasińska

    Przyłączam się do poprzedniczki, świetny tekst. Pozostaje tylko pytanie jak sobie radzić z ludźmi z naszego otoczenia, którzy z fazy paranoidalnej nie wyszli.

  • monia

    Świetny, dający do myślenia post. Na moją ocenę wpływa również to, że dzieki niemu, w wieku 37 lat, zrozumiałam, dlaczego ukochana babcia, u której pomieszkiwałam w wieku przedprzedszkolnym śniła mi się czasem jako Meduza z wężowymi włosami.

  • Daria

    Między innymi takie skłonności próbuję pokonać na terapii u psychologa 🙂

  • Pionierka

    Ja mam odwrotną przypadłość. Otóż jestem odpowiedzialna za wszystko, ale to absolutnie wszystko! Nie przyjmuję do wiadomości, że coś naprawdę może ode mnie nie zależeć i czasem naprawdę zdarza się, że przetarg jest ustawiony, a szef kieruje się kryteriami pozamerytorycznymi. Na terapii dogrzebałam się do niezbyt przyjemnej konstatacji, że to jest też pompowanie swojego ego i poczucie omnipotencji. Ja sobie takim myśleniem robię dobrze, bo tylko jak wszystkie porażki są efektem moich działań to mogę być naprawdę dumna ze swoich sukcesów, bo też zawdzięczam je wyłącznie sobie.

    • Mam podobnie (o ile dobrze Cię zrozumiałam). Mam poczucie, że jak czegoś nie zrobię, nie dopilnuję itd to zawali się cały świat 😉 Ciężko mi delegować zadania, a praca w grupie mnie stresuje, bo gdy inni mają inne tempo lub stosunek do zadania jak ja, to zżera mnie stres.

      • e-milka

        Dolaczam sie. Jako nastolatka musialam poddac sie kompleksowym testom psychologicznym i dobrze pamietam jedno pytanie i moja odpowiedz: „Lubisz pracowac z innymi – Lubie, jesli mi nie przeszkadzaja.” 🙂 Ale w materialach o dzieciach uzdolnionych znalazlam kiedys zdanie do pedagogow: „I zaakceptowac, ze przy pracy zespolowej zespol moze sie skladac z jednej osoby.” Co za oczyszczajace zdanie. 🙂

    • Też tak mam, jestem odpowiedzialna za wszystko. Ciężki temat. I mocny post, swoją drogą.

  • Kasia

    To taki schemat zachowania, jak mechanizm obronny u Freuda, tzw. projekcja. Dobrze, że mówisz o takich ludzkich cechach, Nishko.

  • Ubóstwiam osoby, które uważają, że zawsze mają rację „a to wszyscy inni się mylą”, nawet, gdy się takiej osobie pokaże info z encyklopedii i pokaże kilka zdjęć w ramach dowodów, „bo nie i koniec, ja mam rację” – zacietrzewia nam się taka osoba. I tak raz, drugi, trzeci, aż zaczyna ludziom dawać wykłady, bo tak mocno wierzy w swoją nieomylność, że zaczyna się wypowiadać na temat przepisów prawa, które nie istnieją, albo o sprawach, z którymi nigdy nie miała styczności.
    To dopiero okrucieństwo ludzkiej psychiki, że pozwala tym ludziom święcie wierzyć w bzdury, które opowiadają, bez ani grama pokory w stylu „hmm, a może się mylę?”, „a może nie wiem wszystkiego w tym temacie, więc lepiej pomilczę?”, tylko każe coś im ciągle mówić, mówić i się pogrążać coraz mocniej. Ufff… na szczęście zawsze można wstać i wyjść, by tych wywodów nie słuchać.

    • Wiem, jakich ludzi masz na myśli. Ostatnio gdzie nie spojrzę każdy ma swoje JEDYNIE SŁUSZNE zdanie na każdy temat, począwszy od najmniej ważnych drobiazgów, skończywszy na sprawach ważnych, jak nowy projekt ustawy aborcyjnej, zmiany w szkolnictwie czy choćby ostatnie wybory prezydenckie w USA. Jedynie słuszne, ostateczne, często wpadające w skrajności zdanie. Ba! Oni nawet potrafią przewidywać jedynie słuszną przyszłość! A ja… chyba im tego trochę zazdroszczę. Wiecznie waham się, nic przecież nie jest czarne czy białe, na każde zagadnienie staram się popatrzeć z różnych stron i przez to nie umiem zaznać spokoju.

  • Agnieszka

    Nishko i drodzy czytelnicy, czy Waszym zdaniem w okresie dojrzewania dziecko powraca do tej fazy :)?

    • To bardzo możliwe – ja przynajmniej obserwuję to w swoim domu ;))

  • sol9112

    Więc to dlatego mój synek raz spogląda na mnie z uwielbieniem i miłością, a gdy ma gorszy moment te maleńkie oczka ciskają gromy. Ha! Dziękuję, przejrzałam go!

  • Beata

    nasz świat jest paranoidalny, ludzie podporządkowują wszystko sobie, reszta sie nie liczy tylko człowiek, jego udogodnienia, jego cele, jego pasje, jego żądze, jego potrzeby, chęci itd. a to wszystko wbrew naturze. Wcale mnie nie dziwi zachowanie ludzi, które opisujesz. Wręcz przeciwnie, czasami mam wrażenie, że ludzie zachowując się w ten sposób, są jeszcze w stanie jakoś funkcjonować. Bo gdyby zdali sobie sprawę z tego że nie zawsze mają rację itp. to by zwariowali…Takie czasy

  • Paulina

    Dorośli niczym niemowlęta – to święta racja! Spotykam się z taką sytuacją bardzo często, jest to dla mnie bardzo smutne! Ta zawiść, nienawiść zazdrość i cała reszta tego zła jest tak okropna, że niszczy ludzkie dobre odruchy, które powinny nam przyświecać. Wierzę, że zło dobrem się zwycięża i staram się być lepszym człowiekiem. Nie zawsze mi to wychodzi, nie zawsze jestem obiektywna, ale potem właśnie złoszczę się na siebie.
    Nie oceniajmy, żyjmy tak abyśmy nie musieli mieć wyrzutów sumienia i żebyśmy umieli naprawiać swoje błędy.

    Wszystkiego dobrego dla Was!

  • No i wyszło, przyszło mi żyć z takim czlowiekim 😉 Bo choć ma ogrom zalet, to ta jedna, jest bywa nie do zniesienia (choć na całe szczęście pojawia się coraz rzadziej). No ale teraz mu będę wypominać, że zatrzymał się na etapie naszego bobasa!

    • Współodczuwam! I też to mówię mężowi! 🙂

  • Joanna Ro

    Czy rodzic może jakoś wpłynąć na to by jednak dziecko nie poszło w te „złą” stronę? Czy to jest loteria…

  • Pingback: Nie bój się przyznać przed dzieckiem (i innymi) do błędu - Nishka()

  • Pingback: Nie bój się przyznać przed dzieckiem (i innymi) do błędu - Nishka()