Oczami matki. Jakim typem matki jesteś? Helikopter, czołg, pacyfka, terrorystka? :)

Ile matek, tyle stylów wychowawczych. A różnimy się, oj różnimy. 🙂 

Gdy ponad 4 lata temu poruszyłam na blogu temat helikopterowych rodziców, w Polsce jeszcze się o tym nie mówiło. Spotkałam się z tym określeniem, czytając prasę zagraniczną i myślę, że mogę pokusić się o nieskromne stwierdzenie, że to ja spopularyzowałam w Polsce określenie helicopter parents. 😉

Wpadłam dziś na pomysł, że z lekkim przymrużeniem oka przedstawię Wam swoją Matkologię. Żeby ujednolicić kontekst, w każdym z Typów Matki, umieściłam ten sam wątek: zabawy 10-latka na boisku szkolnym. Nazewnictwo pierwszego typu nie jest mojego autorstwa, reszta tak. Jeżeli jakiegoś nie uwzględniłam, zachęcam do przesyłania propozycji. 🙂

MATKA HELIKOPTER

Drrrrrrryń! Rozbrzmiewa dzwonek szkolny. Uczniowie błyskawicznie pakują tornistry, następnie biegną do szatni. Nagle na korytarzu ląduje ona, Matka Helikopter.

– Synuś, nie biegnij tak, bo połamiesz nogi.
– Mamo, ale przecież miałaś być pod szkołą dopiero o 15. Chciałem teraz z chłopakami pograć w kosza.
– Oczywiście, ale przyniosłam ci kanapeczkę i soczek marchewkowy, dzięki którym nie wywrócisz się na boisku ganiając za piłką ani nie zasłabniesz.
– Ale mamo…
– Zjedz, idź z kolegami grać i w ogóle mną się nie przejmuj, ja będę sobie nad tobą nieustannie krążyć i czuwać, żeby nic złego ci się nie stało. Jak coś pójdzie nie tak, od razu do ciebie przylecę. Możesz czuć się bezpiecznie.

MATKA LUNETA

Gdy dowiedziała się, że lekcje będą odbywać się na pierwszym piętrze, odetchnęła: łatwiej będzie jej obserwować córcię. Gdyby było wyżej, musiałaby zorganizować jakąś drabinę albo wchodzić na drzewo, a to jednak niekomfortowe.

Dlaczego Matka Lorneta podgląda dziecko uczestniczące w szkolnej lekcji? Bo przecież wszystko może się w trakcie zdarzyć: córka, idąc do tablicy, może potknąć się albo pisząc po tablicy przypadkiem połknąć kawałek kredy i się zakrztusić albo spaść z wrażenia z krzesła podczas rozwiązywania trudnego zadania z matematyki. Różnie być może. Gdy Matka Lorneta wypatrzy niebezpieczeństwo, stłucze szybę i od razu pojawi się przy córce, by ją przed nim ochronić.

MATKA BAZA WOJSKOWA

To nie ona przychodzi do dziecka, to dziecko przychodzi do niej. Stacjonuje w doskonale znanym mu miejscu, wyposażona w potrzebne materiały. Dziecko w każdej chwili może skierować swoje kroki do Mamy Bazy Wojskowej i zaopatrzyć się w potrzebne dobra – kanapkę, napój, całus, monetę czy odpowiedź na nurtujące pytanie. Gdyby była mowa o placu zabaw, obozowałaby kilka ławek dalej, pochłonięta w lekturze książki. Gdyby była mowa o przyszkolnym boisku, obozowałaby w domu lub w pracy. Czujność uruchamia dopiero wtedy, gdy dziecko prosi o wsparcie.

MATKA MERIDA WALECZNA

Podchodzi do dziewczynek, które po lekcjach wyruszyły na przyszkolne boisko, wyłapuje z nich córkę, bierze ją na stronę i tako rzecze: 

– Skakanie na skakance i gumie? Kochanie, STAĆ CIĘ NA WIĘCEJ, dziś skoczysz z bungee! Chodź, jedziemy, im szybciej, tym lepiej!
– Ale ja mam dopiero 10 lat…
– Masz JUŻ 10 lat! Nie mów, że się boisz? Trzeba przełamywać własne strachy i lęki! Korzystać z życia i nie być ograniczanym przez niebezpieczeństwa!

MATKA CZOŁG

Snuje się po terytorium okalającym boisko szkolne, na którym jej mały żołnierz walczy o przetrwanie. Gdy cokolwiek mu zagraża, z impetem rusza na przeciwnika. Lepiej z dzieckiem Matki Czołg nie zadzierać w żaden, nawet na pozór niewinny sposób, bo jej oczy czuwają, a ciało i głos może w każdej chwili natrzeć na przeciwnika z ogniem (pytań i reprymendy).

– Mój syn był pierwszy w kolejce do tej huśtawki, proszę natychmiast zejść i zwolnić mu miejsce! – grzmiała kilka lat wcześniej na placu zabaw.

– O wy zdrajcy, specjalnie postawiliście moje dziecko na bramce, co by dostał piłką w głowę i stracił przytomność! Ma siedzieć na ławce rezerwowych i w spokoju i bezpieczeństwie przyglądać się meczowi! – grzmi dziś na szkolnym boisku.

MATKA UKRYTA KAMERA

Oko w głowie dziecka, nie spuszcza go ani na chwilę, jeżeli nie jest w stanie monitorować go własnymi oczyma, korzysta ze wsparcia technologicznego: telefonu, za pośrednictwem którego śle smsy lub dzwoni. Nieustannie wie, co, gdzie i z kim dziecko robi.

Przyjrzyjmy się jednej z nich.

Telefon Kacpra grającego z kolegami z klasy w piłkę ciągle wibruje mu w kieszeni. To smsy słane przez mamę. Kacper ich nie słyszy, bo jest pochłonięty kopaniem piłki.

MAMA: Gdzie jesteś? Co robisz?
MAMA: Gdzie jesteś? Co robisz?
MAMA: Gdzie jesteś? Co robisz?
MAMA:  Dlaczego nie odpowiadasz? Czy coś się stało? Czy mam wzywać karetkę pogotowia?
KACPER: Gram w piłkę przy szkole.
MAMA: Uważaj, żeby nogi nie złamać.
MAMA: Czy nadal grasz w piłkę?
MAMA: Czy nadal grasz w piłkę?
MAMA: Czy nadal grasz w piłkę? A może coś się stało? Czy potrzebujesz pomocy?
KACPER: Nadal gram, mamo!
MAMA: Wyślij mi zdjęcie tego boiska, chcę zobaczyć, czy nawierzchnia jest bezpieczna, równa i nieśliska.
MAMA: Wyślij teraz, proszę.
MAMA: Wyślij.
MAMA: Halo? Czekam na zdjęcie. Co robisz, że mi go nie wysyłasz? Czy coś się stało? Czy mam wzywać pogotowie?

MATKA TERRORYSTKA

– Jak natychmiast nie zdejmiesz rolek, przez które możesz połamać ręce, nogi, zbić głowę, złamać kręgosłup, skręcić kark i wiele innych, mamusi będzie smutno i WYBUCHNIE płaczem – terroryzuje córkę.
– O nie, tylko nie wybuch płaczu, już zdejmuję!
– BOMBA!
– Bomba?! Jaka bomba?! – boi się dziecko.
– Spokojnie córeczko, „bomba” jako okrzyk wyrażający aprobatę i zachwyt. Coś ty taka strachliwa? Wyluzuj!
– Uff. Dobrze, a więc pojeżdżę teraz na rowerze.
– O nie, tylko nie rower,  toż to kolejny ZAMACH na twoje zdrowie, który może skończyć się TRAGEDIĄ! Usiądź szybko na ławce, poczytaj książkę i NIE RUSZAJ SIĘ – tak będzie najbezpieczniej!

MATKA GENERAŁ

– Proszę natychmiast zwolnić tempo biegu – komenderuje matka maszerująca żwawo obok córki.
– Mamo, ale to przecież lekcja wuefu i pan nam zadał taki trening.
– Nie ma dyskusji, zwolnij – odpiera matka szef. – Nie życzę sobie, żebyś miała złamane, skręcone, zwichnięte, zbite lub w jakikolwiek inny sposób zdewastowane, zrujnowane lub sfatygowane kończyny! A taki szybki bieg może do tego doprowadzić. Zwolnij, TO ROZKAZ!

MATKA HIPPISKA

– Róbta co chceta. Oczywiście w myśl ideologii Peace&Love – kochaj i szanuj ciało innych i swoje i bądź z nim i z nimi w pokoju. Baw się dobrze, a mamusia sobie poczyta i poogląda album z obrazami Witkacego.

*

A TY JAKĄ MATKĄ JESTEŚ? 🙂

Każda z nas kocha swoje dziecko i chce je ochronić przed niebezpieczeństwem, tylko że każda z nas dochodzi do tego swoją drogą. Ale choćbyśmy bardzo chciały, nie da się zostać:

MATKĄ BIG BROTHER 🙂

mającą oko na absolutnie każdą aktywność dziecka, chroniącą ją przed niebezpieczeństwem totalnie.

Los bywa przewrotny, podłoga śliska, powierzchnia nierówna, kończyna wywija psikusa i zdarzyć się mogą różne historie. Nie możemy ochronić dziecka przed wszystkimi zdarzeniami losowymi, ale możemy zabezpieczyć się na wypadek ewentualnych konsekwencji tychże.

I tu, całe na biało-pomarańczowo, wchodzi Nationale-Nederlanden z jesienną ofertą ubezpieczenia na wypadek uszczerbku na zdrowiu, skierowaną do rodziców dzieci między 6 a 17 rokiem życia, którzy chcą ochronić je przed skutkami nieszczęśliwych i nieprzewidzianych zdarzeń i wypadków, np. zatrucia, złamania, urazu głowy, ran powłok, ścięgien, mięśni, skręceń, zwichnięć, złamań, oparzeń, urazów narządów, porażeń czy ukąszeń, które mogą zdarzyć się w szkole lub jakimkolwiek innym miejscu: w domu, na podwórku, placu zabaw, wycieczce itd.

Dodatkowo, w ramach ubezpieczenia w Nationale-Nederlanden rodzice i dziecko mogą też liczyć na assistance, czyli zestaw przydatnych usług pomocnych w okresie dochodzenia do zdrowia: zorganizowanie i pokrycie kosztów opieki domowej i pielęgniarskiej nad dzieckiem wymagającym leżenia, transportu do i z placówki medycznej, wizyty u lekarza, zakupu sprzętu rehabilitacyjnego czy korepetycji w razie przedłużającego się okresu powrotu do zdrowia.

Wiedzcie, że nie macie obowiązku korzystać z ubezpieczenia wskazanego Wam przez szkołę dziecka. Możecie sami, na własną rękę ubezpieczyć dziecko. Ja robię to od 3 lat. Ubezpieczenie na wypadek uszczerbku na zdrowiu dziecka w Nationale-Nederlanden zawiera opcję ochrony dzieci przed skutkami nieszczęśliwych wypadków w dużo szerszym zakresie niż jest to standardem w szkolnych ubezpieczeniach. Więcej możecie dowiedzieć się TUTAJ – KLIK!

*

Z tymi złamanymi kończynami różnie bywa. 🙂
Nie zapomnę, jak zimą 2013 roku starsza córka złamała rękę i to niefortunnie: prawą, przez co niektóre czynności, takie jak pisanie, sprawiały jej problem.

Tydzień później poszłam z młodszą córką, wówczas 8-letnią, na spacer. Podczas niego dziewczę nieustannie było w ruchu: fikało, skakało, wywracało się na śniegu, istne szaleństwo. Byłam tym nieco zdziwiona, ale pomyślałam:
– Ma energię, znaczy: zdrowe dziecko. Pozostaje się cieszyć.

Gdy wróciłyśmy do domu, spostrzegłam, że jest czymś przybita i wyraźnie zasmucona. Spytałam o powód jej smutku.
– Znowu nie udało mi się złamać ręki – cichutko wymamrotała.
– Dlaczego chciałaś to zrobić?! – nie wierzyłam własnym uszom.
– Mogłabym wtedy przez dwa tygodnie mieć wolne w pisaniu literek w zeszycie do kaligrafii…
😀

Wpis powstał we współpracy z Nationale-Nederlanden

Komentarze:

  • Aneta

    Typologia matkologia super 🙂 zastanowił mnie fragment o ubezpieczeniach – w szkole na wywiadówce mojego syna sprawa była przedstawiana tak, jakby szkolne było obowiązkowe, nikt nie wspomniał, że jednak rodzic może sam sobie wybrać. :/

    • Tak, to prawda, szkoły zwykle tak to przedstawiają – w pewnym sensie ma to dobrą stronę, bo w takiej sytuacji każde dziecko będzie ubezpieczone, a warto mieć takie zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń i gdyby każdy rodzic miałby się zająć tym na własną rękę, to pewnie w ferworze zajęć i spraw, a może również niewiedzy, nie zrobiłby tego. Jednak warto wiedzieć, że sami możemy ubezpieczyć dziecko i że jest to zwykle znacznie korzystniejsze, ja tak jak wspomniałam w tekście od 3 lat to robię i po prostu piszę córkom oświadczenie (które przekazują wychowawczyniom), o tym, że są już ubezpieczone, podaję nazwę towarzystwa i wszystko gra. Wolę to robić samodzielnie, bo mam wtedy lepsze warunki.

      • Mama M

        Tez nie wiedzialam ze mozna samemu sobie wybrac. Dzieki nishka!

  • Goha

    artykul fajny jak zawsze ale ja nie o tym, Nishka jaka Ty masz swietna figure! i to po 3 ciazach! Gratki, czyli czekolada wcale tak bardzo nie szkodzi (tak podejrzewalam ze to jakas sciema). Pozdro