Młodsza córka pochłonięta była lepieniem ludzików z plasteliny, gdy wtem przypomniała sobie, że miała przecież w planach przejść na wyższy poziom modelarstwa: masy solnej. (Jak ciężko było mnie na to namówić już Wam opowiadałam.)

plastelina
Zwykle nie wykazuję żadnego zainteresowania wyrobami plastycznymi moich dzieci. Nie interesują mnie. Denerwują mnie. Zwłaszcza ten ludek w okularach przeciwsłonecznych. 

Chcę wstawić na główną stronę bloga swoje zdjęcie z przymrużeniem oka. W związku z tym, że takich w moim fotograficznym archiwum brak, poprosiłam wczoraj męża, żeby pokolorował inne. Uczciwie dodam, że zdjęcie, które widzicie poniżej, zostało wykonane dobrych kilka lat temu i wyglądam już zupełnie troszeczkę inaczej. 😉 Gdy obserwowałam w komputerze jego zabawę z fotoszopem, przypomniał mi się dialog, który zabrzmiał w naszym domu kilka lat temu, ale dziś dobra okazja, by go powtórzyć.

nishki wszystkie

makijaż: Monika Melcer, fot. Jaro Wrażeń

jogJakiś czas temu moja siostra cioteczna, która mieszka w Alpach, zaprosiła mnie do siebie na wakacje. Wiedząc, że ma świetną kondycję, a ja „poproszę o inny zestaw pytań”, w ramach przygotowań do wyjazdu, przez kilka tygodni biegałam. W Bolzano również: przez kilkanaście dni nieustannie byłam w ruchu i czułam się doskonale. Wróciłam do Polski z myślą, że od jutra będę znów biegać.       

kid

W Polsce kwitnie handel dziećmi. Szacuje się, że rocznie dochodzi tu do około 2000 przypadków nielegalnej adopcji. Brzemienna kobieta zostawia w internecie ogłoszenie o tym, że poszukuje na stałe pomocy w opiece nad dzieckiem, rejestruje zainteresowanego mężczyznę jako ojca dziecka, sama zrzeka się praw rodzicielskich i oddaje noworodka w zamian za wynagrodzenie, czyli de facto sprzedaje. Ten proceder nie wywołuje we mnie oburzenia. Nie widzę w tym nic złego, bo nie ma tu żadnych ofiar, są sami zwycięzcy. 

Znad jeziora wróciłam wcześniej, by spędzić z mężem (który nad jeziorem nie był) naszą rocznicę ślubu. Dzieci zostaną jeszcze kilka dni nad wodą z moją mamą. Wczoraj telefonuje do mnie starsza córka:
– I jak spędzicie rocznicę ślubu? Idziecie na tamtą imprezę, na którą mieliście iść?
– Nie wiem jeszcze..
– Mamo, no coś ty, nawet się nie zastanawiaj, idźcie na tę imprezę, bawcie się, wykorzystajcie to, że nie ma dzieci i macie luz!

Nishka

Podczas urlopowego obiadu pod gruszą rozmawialiśmy o filmach Wojciecha Smarzowskiego („Dom zły”, „Drogówka”) i ktoś powiedział, że nie lubi jego filmów, bo czuje po nich smutek, który nie jest mu do niczego potrzebny. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że mnie smutek jest potrzebny. Po filmach Smarzowskiego chodzę przez kilka godzin jak walnięta łomem i trudno mi się przez jakiś czas wydobyć z tej mrocznej krainy, ale dla mnie jest to doświadczenie katharsis.

W życiu prawie każdego użytkownika portali społecznościowych przychodzi taki moment, że robi sobie zdjęcie w lustrze. Wiem, że większość ludzi ma już to za sobą, ale ja zawsze byłam o kilka miesięcy, jak nie lat, do tyłu.

Od wielu lat spędzam wakacje na działce, która ma własny dostęp do jeziora. Oznacza to, że nie mam możliwości obserwacji tak zwanych plażowiczów. Dlatego, gdy dzieci poprosiły mnie, bym pojechała z nimi na miejską plażę, moja radość była wielka: oznaczało to, że będę mogła poobserwować ludzi i w myślach ich skrytykować!

Zgorzkniała Nishka na plaży.

Dzieci pluskały się w wodzie, ja tymczasem wnikliwie przyglądałam się plażowiczom i na podstawie tych obserwacji wypisałam 7 zachowań, które mnie w nich irytują.