Jak pokonałam obawy związane z prowadzeniem samochodu?

.
Pokonanie obaw związanych z prowadzeniem samochodu daje ogromną satysfakcję i pewność siebie. Doświadczyłam tego na własnej skórze! Dziś opowiem Wam swoją historię i chętnie wysłucham Waszych. 🙂

Prawo jazdy uzyskałam dopiero mając 27 lat. Tymczasem moje koleżanki miały je już od dobrych kilku lat. A ja byłam pełna obaw i wciąż nie gotowa. Moje nieustanne przesuwanie w czasie nauki jazdy samochodem było o tyle dziwne, że miałam już dwójkę dzieci, więc umiejętność prowadzenia auta bardzo by mi się przydała. Jednak wciąż usprawiedliwiałam się: przecież mieszkamy w centrum miasta, wszędzie mamy blisko, pójdziemy piechotą. A gdy chciałam odwiedzić rodziców albo znajomych, którzy mieszkali na osiedlu oddalonym od centrum, mogłam przecież poprosić o pomoc męża, który woził mnie wte i wewte lub przejechać się autobusem (pech, gdy ktoś mieszkał 2 kilometry od przystanku, a padał deszcz). Gorzej, gdy chciałam jechać z dziećmi nad jezioro, a mąż nie mógł sobie pozwolić na urlop. Choć wtedy też zawsze coś wymyślałam, byleby nie zapisać się na kurs przygotowujący do  jazdy autem. Przecież mogę jechać PKS-em, phi.

Aż tu nagle, aż tu wtem, mój mąż miał wyjechać na trzy miesiące do USA, by pomóc swojemu bratu w budowie domu. I wtedy zrozumiałam, że muszę wreszcie pokonać swoje lęki i zasiąść za kierownicą. Jakie miałam lęki? Obawiałam się, że jestem zbyt rozkojarzona, zdekoncentrowana, panikująca, nerwowa, niecierpliwa i że prowadzenie samochodu z takim temperamentem udać się nie może i skończy się tragedią.

Pamiętam, jak na moje obawy zareagowała teściowa: dobry obserwator ludzkich zachowań, która rzekła:

– Wiesz, Natalio, a mi się wydaje, że będzie wprost przeciwnie. Cechy, które w sobie dostrzegasz, nie uczynią z ciebie złego kierowcy. Zadzieje się inaczej: jazda samochodem sprawi, że wygrasz z tymi skłonnościami i staniesz się bardziej skoncentrowana, skupiona, spokojna i cierpliwa.

Wzięłam sobie jej słowa do serca i zapisałam się na kurs. Plan, by jeździć, gdy mąż będzie w USA, nie powiódł się, bo zdałam egzamin dopiero za czwartym razem, ale trudności, które odczuwałam będąc niezmotoryzowaną, tym bardziej zmobilizowały mnie do nauki. I „przepowiednia” mojej teściowej sprawdziła się: za kółkiem jestem skupiona i skoncentrowana, a to dodaje mi pewności siebie i na drodze i w życiu, słowem: poruszam się lepiej. 🙂

Choć oczywiście nie było tak od początku. Przez pierwsze miesiące, a zwłaszcza tygodnie, byłam pełna obaw.

Nie zapomnę na przykład, jak wybierałam się w pierwszą podróż za miasto.

– Proszę, zatrzymajmy się teraz i zamieńmy miejscami! – błagałam męża siedzącego obok mnie. – Te wszystkie samochody zaraz w nas wjadą i przeżyjemy zderzenie czołowe, którego nie przeżyjemy!

– Skup się na drodze, jedź spokojnie, uwierz w siebie, a wszystko będzie dobrze – przekonywał mnie mąż.

Po kilku takich jazdach byłam gotowa, żeby ruszyć w podróż poza miasto sama. Pozbyłam się obaw! 🙂

Równie ważne było to, że od razu po zdaniu egzaminu na prawo jazdy, zaczęłam jeździć samochodem. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, a może sami macie takie doświadczenie, że wielu świeżo upieczonych kierowców,  w obawie przed popełnieniem błędu, w strachu przed sytuacją, że obok po stronie pasażera nie siedzi już instruktor, nie siadają przed kierownicą, mówiąc sobie, że potrzebują „jeszcze trochę czasu”. A potem okazuje się, że mija miesiąc, dwa, pół roku i wtedy już naprawdę ciężko jest ponownie wsiąść za kółko. W tej sytuacji czas nie staje się sprzymierzeńcem, lecz wrogiem…

Jeżeli czytają mnie osoby, które mimo, że w portfelu mają dokument prawa jazdy, to od miesięcy/lat nie prowadziły samochodu, bardzo Was zachęcam: umówcie się na kilka jazd z instruktorem, które pomogą Wam z pozbyciu się obaw. Będzie dobrze, zobaczycie. 🙂

To, że jako kierowcy mamy za kółkiem obawy jest naturalne. Z psychologicznego i ewolucyjnego punktu widzenia strach, obawa i lęk jest uzasadniony: ostrzega nas przed niebezpieczeństwem, uruchamia czujność. Jednak warto wiedzieć, że wiele lęków możemy pokonać dzięki przyswojeniu kilku trików, zastosowaniu rad, wskazówek oraz dodaniu sobie wiary w siebie można je pokonać.

Możemy bać się parkowania na kopercie, wyprzedzania, tankowania paliwa, jazdy z deszczu, albo ogólnie: jazdy samochodem, bez wnikania co konkretnie nas przeraża, bo przeraża wszystko… itd. (przy okazji: poważny lęk, który jest fobią nazywa się amaksofobią – wtedy zachęcam do wizyty u psychologa lub psychoterapeuty.) Sztuką jest umieć się do nich przyznać, nad nimi popracować i stać się pewnym siebie, odpowiedzialnym i dobrym kierowcą. Dlatego z przyjemnością dołączyłam do Akcji Bez Obaw, której owocem było wzięcie udziału w krótkiej produkcji filmowej, w której opowiedziałam o jednej z moich obaw: obejrzyjcie TUTAJ! 🙂

Powiem Wam, że to uczucie, w którym człowiek pokona swoje obawy jest tak pokrzepiające, dodające mocy i sił, że naprawdę warto. 🙂 Nagle, gdy te obawy się pokona, zaczynamy patrzeć na świat przez zupełnie inne okulary, ogarnia nas radość, satysfakcja, duma z siebie. Polecam ten stan!

Uwierzcie w siebie drogie Panie! (i Panowie! ale jako że ponad 80% Czytelników stanowią Czytelniczki, zwracam się przede wszystkim właśnie do Was). Wiedzcie, że strach ma zwykle wielkie oczy. Warto pokonać obawy i urosnąć we własnych oczach. 🙂

I na koniec proponuję jeszcze rzec kilka słów o micie „baby za kółkiem”, czyli przekonaniu niektórych, że kobiety jeżdżą gorzej niż mężczyźni. Otóż nie ma żadnych podstaw ani dowodów, które przemawiałyby za tym, że kobiety jeżdżą gorzej niż mężczyźni. Prawo jazdy posiada około 9 milionów Polek, co oznacza, że około 44% wszystkich kierowców stanowią kobiety. Według statystyk Komendy Głównej Policji, kobiety odpowiadają za zaledwie co piąty wypadek.

Przyznam Wam się, że wkurza mnie  stereotyp nieogarniętej, nieporadnej, utrudniającej ruch „baby za kierownicą”. Nie wątpię w to, że na ulicach zdarzają się takie panie, jednak nie mniej jest takich panów. Zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn zdarzają się lepsi i gorsi kierowcy. Oby spotykać jak najwięcej tych dobrych, A żeby stać się dobrym kierowcą, warto określić swoje mocne i słabe strony, pracować nad tymi słabymi i zacząć jeździć bez obaw. Czego sobie i Wam życzę. 🙂

Do Akcji Bez Obaw zaprosiła mnie marka Uniroyal i portal Polki.pl. TUTAJ możecie zobaczyć triki na poradzenie sobie z obawami, z którymi wielu kierowców ma problem i raport podsumowujący, jak Polki czują się za kierownicą oraz świetne rysunki Magdy z Porysunki.

Komentarze:

  • Aszke

    Podczas kursu świadomość tego, że instruktor ma pod stopą hamulec i w razie czego zareaguje, daje komfort.
    Mimo, że egzamin zdałam za pierwszym razem, po odebrania prawa jazdy zupełnie nie czułam się przygotowana do samodzielnego jeżdżenia po stołecznych ulicach. Brakowało mi tego „zapasowego hamulca” obok. Kupiłam mały, tani samochodzik. Zapisałam się na kilka lekcji dodatkowych, podczas których jeździłam z instruktorem własnym autem po trasach, które pokonywałabym najczęściej – praca, mieszkanie przyjaciół, fitnessclub. Codziennie w żółwim tempie objeżdżałam osiedle, a weekendowe poranki spędzałam na parkingach w centrach handlowych, gdzie uczyłam się parkować i jeździć po łukach bez ułatwień w postaci słupków. Pierwsza trasa do pracy zajęła mi 40 minut (zamiast 15), dojechałam mokra od potu, a pół godziny przed powrotem już trzęsły mi się ręce (do pokonania wielopasmowa trasa i kilkupoziomowy węzeł). Autko nie ucierpiało, żaden uczestnik ruchu drogowego również. Jeżdżę od 13 lat i nie wyobrażam sobie życia bez tej umiejętności.

    • Ja po 10 latach również już sobie nie wyobrażam. Jeżdżenie samochodem bardzo ułatwia życie. Oczywiście kiedy mogę chodzę też piechotą, a gdy jeżdżę do innych miast – pociągiem. Ale jeździć warto umieć 🙂

  • Olga Bieńkowska

    Ja zrobiłam prawo jazdy w listopadzie zeszłego roku. Była to dla mnie ogromna trauma 😀 Potem jeździłam jakiś czas Traficarem, ale ostatecznie finansowo się to nie sprawdzało. Spadłaś mi, Nishko, jak z nieba tym wpisem – jestem po 3 miesięcznej przerwie od jazdy, ale… właśnie wzięłam kredyt na samochód! Więc niedługo trzeba będzie się przemóc. Pozdrawiam i życzę szerokiej drogi!

    • Moja Droga, życzę powodzenia! Daj znać, jak sobie radzisz 🙂 Najlepiej pod tym postem – otrzymuję powiadomienie o każdym komentarzu i zawsze wszystkie czytam.

  • Mamakas

    Tekst dla mnie. Mam prawo jazdy od 4 lat a jeżdze tylko na odcinku dom praca, praca dom. Wszedzie indziej Pks:( Kurcze aż wstyd pisać.

    • Andzia

      To i tak dobrze, ja nawet jak mam okazję to nie jeżdżę do pracy, bo mam chorą wizję, że przyrysuję luksusowe audi szefa 😉

      • Andzia, to jest w sumie realny stres 😉

    • Mamakas, ale w sumie przecież na tych odcinkach jeździsz, więc nie jest z Tobą przecież aż tak źle? 🙂
      Czego boisz się na innych odcinkach?

  • Andzia

    Ja miałam też 27 lat jak zrobiłam prawo jazdy. Wiązało się to dla mnie z takim stresem, że od tamtej pory niczego nie da się z tym porównać 😉 A stres zrobił swoje, bo pierwsze 4 razy nie zdałam z powodu paraliżu umysłu. Byłam tak otumaniona, że nie umiałam nawet ruszyć z miejsca. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy…W końcu zdałam za 7 razem i… przez następne pół roku drżałam, że zadzwonią z WORDu, że przeanalizowali nagranie z egzaminu i jednak mam oddać prawko. Jedyne, co mnie pociesza to fakt, że już w niczym innym w życiu nie byłam taką niedorzeczną histeryczką. A nie jeżdżę, bo nie mam samochodu. Jak mogę w weekendy to wsiadam za kółko, choćby do fryzjera czy po bułki 😉 Ale pewnie się nie czuję.

    • „przez następne pół roku drżałam, że zadzwonią z WORDu, że przeanalizowali nagranie z egzaminu i jednak mam oddać prawko” <3 piękne 🙂 A więc pewności życzę!

    • judtanahaj

      Uważam, że osoby, które się boją być aktywnymi kierowcami nie powinny nimi być stanowią zagrożenie na drogach. Ja również zdawałam 7 razy na prawko, ale momentalnie, kiedy dostałam dokument, zaczęłam od razu jeździć Byłam w szóstym miesiącu ciąży kiedy zaczęłam jeździć jako samodzielny kierowca, to była zima padał śnieg, na trzeci dzień miałam stłuczke, co n i e zraziło mnie do prowadzenia auta. Zgadzam się, że szczególnie mężowie i ojcowie jako pasażerowie zrażają kobiety do prowadzenia auta Mój mąż też się nie nadawał na instruktora, ale miałam zawsze silne poczucie swojej wartości. Zawsze byłam typem ambitnej kobiety. Przełamuję też ograniczenia w swoim życiu jako kierowcy, najpierw jeździłam po swoich miasteczkiem, potem wybrałam się dalej i dalej Nie można się bać! Nie chciałbym sama jechać z panikującym lub niedzielnym kierowcą.

  • Agnieszka

    Ja mam prawo jazdy 6 lat i teraz nie jeżdżę wcale (chciałabym, ale w tej chwili nie stać mnie na samochód i jego utrzymanie). Nim zacznę znowu na pewno wykupię kilka godzin z instruktorem 🙂 A przestałam jeździć po tym jak pierwszy raz pojechałam gdzieś dalej, bo tak to tylko w siebie w mieście. Wybrałam się z rodzicami do babci która mieszka jakieś 100km od nas i mój tata z fotelu pasażera cały czas wrzeszczał „zmień bieg, zwolnij, szybciej, wyprzedź go, jedź zmieścisz się, jedź dopiero żółte itd” bardzo mnie to zestresowało i potem unikałam jazdy 🙁

    • Ech, bo niektórzy pasażerowie są okropni, mój mąż też tak czasem się zachowuje, nie znoszę tego!
      Życzę, żebyś wkrótce miała szansę wrócić do jeżdżenia 🙂

  • hellouu

    Zdałam chwilę po 18stce, mało się najeździłam, bo wybyłam na studia. Poza tym, nie było gdzie jeździć (do sklepu, w sobotę, parking!!!+moja mama – zmieścisz się). W wieku 25 lat po studiach przejęłam dziadkowe seicento, pół roku później spowodowałam stłuczkę 60 km od mojego miasta. Oprócz cyrków z naprawą autka, miałam traumę z powrotem do Gdańska. Oprócz moich nerwów, były nerwy całej rodziny. Mała masakra. No ale wróciłam 🙂 Tylko jeszcze doszedł do tego zepsuty akumulator. I ja i serpentyna przy galerii handlowej. Auto zgasło stojąc w korku i nie odpaliło. Na szczęście nie byłam sama. Staram się unikać tego parkingu 😉
    Nie lubię zajeżdżania drogi – ktoś koniecznie musi wyprzedzić małego, biednego fiata, żeby zaraz skręcić w prawo. No i nie lubię jazdy zderzak w zderzak – serio, przy min 100km/h?! No i do tej pory czuję się ograniczona samochodem, bo to nie jest auto na dłuższe jazdy. Trzeba zmienić 🙂

    • Super, że mimo tych trudnych doświadczeń, pozbyłaś się obaw, gratulacje 🙂

  • Katarzyna S-k

    Mam 34 lata. W zeszły piątek zdałam egzamin. Za dwa tygodnie będę miała ‚prawko’ w ręce. PÓKI CO się nie boję, za dwa tygodnie pewnie z kibla nie zejdę 😂

    • Wow, gratulacje! 🙂

  • Niki

    Nie mam prawa jazdy, nie robiłam kursu. Chcialabym móc wsiasc za kółko, wyskoczyć gdzieś czasem w godzinach pracy meza, ale jednocześnie mam piczucie, że totalnie nie nadaję się na kierowcę. Stwarzałabym za duże zagrożenie na drodze, nie ogarnęłabym tego wszystkiego. Pewnie brak wiary w siebie spotęgowany jest brakiem wiary we mnie bliskich, ale cóż – dość jest na drodze nieodpowiedzialnych kierowców, niech będzie też jedną odpiwiedzialna „niekierowczyni” 😂

    • Natalia

      A moze jednak sprobuj z ciekawosci? 🙂 ja wlasnie jestem na etapie robienia prawka, tez podchodzilam do tematu z mysla, ze ja to sie napewno nie nadaje, panikara i jak tu sobie poradzic na drodze? Prowadzic i jeszcze zwracac uwage na wszystko co dzieje sie naokolo? Ale w koncu uznalam, ze sprobuje, najwyzej ostatecznie i na 100% przekonam sie, ze to nie dla mnie. A tymczasem jazda autem calkiem mi sie podoba, chociaz na razie mam trudnosci z parkowaniem, ale jeszcze kilka godzin zostalo 🙂 Pozdrawiam!

      • Niki

        Wiesz może i bym spróbowała, ale jako, że nie mamy tyle kasy, żeby wywalić na kurs bo „może się uda”, to najpierw chciałam, żeby ktoś – mąż, siostra, szwagier – nauczył mnie podstaw jazdy. Niestety nie ma chętnych 😂 Powodzenia w kursie 😉

        • Niki, wydaje mi się, że najlepiej, żeby uczył ktoś od początku profesjonalny, czyli instruktor, który wie, jak uczyć. Poza tym, i tak, żeby podejść do egzaminu, trzeba mieć wyjeżdżoną określoną ilość godzin, więc i tak musisz je wyjeździć, zapłacić za nie i się nauczysz. 🙂 Może więc naprawdę spróbuj? 🙂

        • Andzia

          Ja też dużo pieniędzy wydałam na kurs, na jazdy dodatkowe, na niezdane egzaminy. Ale uwierz mi, że po paru latach już się o tym nie myśli. Pieniądze są po to, żeby je zamieniać na coś przydatnego, inaczej i tak jakoś się rozejdą, tylko efektu nie będzie. Przynajmniej ja mam takie podejście 😉

          • Niki

            Jak się ma kredyt, małe dziecko i męża pracującego na dwie zmiany, żeby żyć trochę lepiej niż „od pierwszego do pierwszego”, to ma się trochę inne podejście 😉

  • mufka

    Nishko, ten post to dla mnie naprawdę pokrzepienie. Mam 19 lat i nie uważam, żebym była złym kierowcą. Przeciwnie – jazda sprawia mi przyjemność. Mimo to, struktura egzaminu tak bardzo mnie paraliżuje, że w poniedziałek podchodzę do niego już 4 raz. Nie popełniam żadnych błędów jeżdżąc z rodzicem lub instruktorem. Kiedy ląduję na placu egzaminacyjnym – uderzam w pachołek lub robię inne rzeczy, które nigdy mi się nie zdarzają. Mam wrażenie, że blokada psychiczna jest tak ogromna, że nie potrafię już sobie wyobrazić siebie zdającej ten nieszczęsny egzamin. Przyznam, że sytuacja jest dla mnie bardzo ciężka i frustrująca, a przy tym kosztuje mnie dużo łez i leków uspokajających. Nie wiem czemu akurat w tej kwestii reaguję tak nerwowo, choć na co dzień bardzo trudno wyprowadzić mnie z równowagi. Cieszę się, że jakiś mogłam to z siebie wyrzucić.

    • Ojej, kochana, nie wiem, jak mogę Ci pomóc! Myślę, że dobrze, że to z siebie wyrzuciłaś! Może teraz zwizualizuj sobie siebie na placu egzaminacyjnym jadącą pewnie? Daj znać w poniedziałek, jak Ci poszło. Trzymam kciuki, żeby dla Ciebie czwarta oróba też okazała się szczęśliwa!

      • mufka

        Czwarta próba okazała się dla mnie owocna. ;))
        Myślałam, że już do tego nie dojdzie, bo wcale nie byłam mniej zestresowana. Trafiłam jednak na egzaminatora, który tak bardzo nie zwracał uwagi na to co robię, że sama byłam dwa razy bardziej uważna. Dziękuję Nishko za słowne wsparcie, które wbrew pozorom wiele znaczy. :)))

        • wspaniale, gratulacje!!!! <3
          I teraz nie rób sobie zbyt długiej przerwy w niejeżdżeniu :)))

  • krykat

    „przeżyjemy zderzenie czołowe, którego nie przeżyjemy!” – kocham to zdanie <3

    Mam prawko juz prawie 7 lat, nigdy nie nabralam pewnosci za kolkiem, ostatni raz prowadzilam prawie 2 lata temu 🙁 umowienie sie z instruktorem na kilka dodatkowych lekcji jest nieustajaco na mojej liscie postanowien noworocznych/ wiosennych/ powakacyjnych…

    • Kochana, a więc mój tekst musi być znakiem! Dzwoń w poniedziałek rano i umawiaj się na pierwszy wolny termin, bo spotkań będzie myślę, że kilka. 🙂

  • Mam 29 lat i właśnie kończę kurs. Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie siebie za kierownicą… Zwłaszcza w Warszawie, gdzie mieszkam od kilku miesięcy…

    • Na początku może być trudno, ale jestem pewna, że czas uczyni Cię mistrzynią. 🙂

  • Kasia Ragana Knycpel

    Moj partner właśnie w tej chwili, gdy to piszę jest na swoich czaartych jazdach. Robi prawko w wieku 37 lat (perspektywa zostania tatą jakoś go zmobilizowala). Ja mam prawie 28 lat i też nie mam prawa jazdy, ja fatalnie kieruję nawet rowerem. W wieku 17 lat mialam stłuczkę (jako pasażer) i jakoś nie moglam się przełamać. Mieszkajac w Warszawie nie mamy problemu z dojazdem, ale czasem fajnie byłoby jechac za miasto nie bedac zdanym na laske innych.

  • Paper

    A ja jestem taką typową przysłowiową „babą za kółkiem” i sama z siebie żartuję, że to przeze mnie powstał ten mit 😉 U mnie niestety to tak nie zadziałało jak u Ciebie. Brakowało mi pewności siebie i wciąż brakuje, przez ten strach oblewałam na naprawdę beznadziejnie głupich błędach i zdałam dopiero egzamin za 13 razem (tego dnia sobie powiedziałam, że albo zdaję dziś albo już wcale, bo miałam dość). Zdałam sobie ostatnio sprawę, że minęły już 4 miesiące od mojego odebrania prawka, a ja wciąż się czuję (mimo, że przez ten czas jeździłam samochodem, może nie jakoś super często – bo nie miałam potrzeby tak często jeździć – ale jeździłam) jakbym była początkującym kursantem. I moim „instruktorem” jest mój mąż, bez niego odważyłam się 4 razy pojechać… na nasze miasto, które i tak jest malutkie i mało ruchliwe. Tak, ciągle jestem jednym wielkim lękiem za kierownicą 😉 Boję się oczywiście najbardziej parkowania, szybkiej jazdy (nie podaję więcej jak 80 na prostej pustej drodze po terenie niezabudowanym i zawsze sobie gadam, że przecież jadę przepisowo) oraz włącza mi się głupi lęk gdy po prostu się mijam z samochodami jadącymi drugim pasem – mam przeraźliwy lęk, że zrobię głupi i nieprzemyślany ruch i stracę panowanie nad samochodem i w nich wjadę.

  • To tekst dla mnie. Zrobiłam prawo jazdy w wieku 18 lat, zdałam ładnie, za drugim razem, ale potem strach mnie sparaliżował i przestałam jeździć. Dziś wsiadam za kółko tylko u moich rodziców na wsi, bo znam tamte drogi i samochód. Mój narzeczony bardzo namawia mnie do jeżdżenia samochodem, bo wszystkie dłuższe trasy musi robić sam, bez zmiennika… Może to czas się zmobilizować? Boję się, bo mam takie uczucie jak Ty, że pod wpływem stresu podejmuję nieracjonalne, chaotyczne decyzje, że jestem zbyt rozkojarzona, za mało spostrzegawcza… i że obożecojazrobię jak w kogoś wjadę!

  • Monia

    Mam 31 lat i nadal Ne mam prawa jazdy..juz trójka młodszego rodzeństwa ma a ja nadal nie. Posiadam dwójkę małych dzieci… I strach ze ich pozabijam jak zostane kierowca.

  • Anna

    Dziękuję serdecznie za ten tekst! Prawo jazdy próbowałam zrobić zaraz po maturze. Cztery razy pochodziła i cztery razy oblałam, a wszystko daltego, że w trakcie egzaminu ogromnie stresowałam się górką! Gdzie w trakcie jazdy potrafiłam rozprawić się z podwyższeniem dwukrotnie większym! Skutki odczuwam do tej pory: za każdym razem jak jadę z kimś samochodem (jako pasażer) i mamy przed sobą podjazd (np. na parkingi) to od razu odczuwam coś na kształt paniki. Inaczej – odczuwałam a wszystko dzięki jeździe na rowerze! W ten sposób od dwóch lat jestem aktywnym członkiem ruchu drogowego, oswoiłam się z różnymi stresującymi sytuacjami i teraz praktycznie nic nie jest w stanie wywołać u mnie paniki. W niedługiej przyszłości mam nadzieję skończyć studia i zacząć pracę, a wtedy rozplanuję budżet tak, aby znalazły się w nim i kurs, i egzamin na prawko. A wszystkim, którzy nie potrafią się przełamac, życzę powodzenia i mnóstwa spokoju – w końcu, tylko spokój może nas uratować 🙂

  • mamka

    Prawo jazdy, największa bolączka mojego życia. Zapisałam się na kurs jeszcze w liceum, a ostatecznie zdałam egzamin dopiero na trzecim roku studiów. Zdawałam z przerwami 6 razy, po trzech pierwszych niezdanych miałam taką traumę, że myślenie o WORDzie powodowało u mnie bezsenność i ból brzucha. W końcu jakoś psychicznie się przemogłam, przeniosłam papiery do mniejszego miasta i tam zdałam. Niestety to dopiero początek moich problemów z prawkiem 😀 Troche jeździłam samochodem pożyczanym od rodziców, ale postanowiłam kupić sobie swój. Następnego dnia po zakupie miałam stłuczkę. Świeżo po odebraniu auta od lakiernika zarysowałam facetowi auto na parkingu. Załamka totalna, dostałam takich nerwów, że nie byłam nawet w stanie wrócić do domu. Silnik mi gasł na każdym skrzyżowaniu. Nie wsiadałam za kółko przez kilka lat. W końcu zebrałam się w sobie i wykupiłam w tajemnicy przed mężem jazdy doszkalające. Poczułam się pewniej, ale jak poprosiłam męża, żeby ze mną pojeździł naszym autem to znów szło mi beznadziejnie i stwierdziłam, że nie mogę wyjechać na drogę, bo jestem zagrożeniem dla siebie i innych. Czasami przychodzi mi do głowy, żeby kupić sobie samochód w automacie, że będę się skupiać tylko na prowadzeniu i dam jakoś radę. Ale boję się, że skończy się jak zwykle. Może niektórzy po prostu się do tego nie nadają.

  • Erena

    Witam w klubie – ja właśnie (z trzydziechą na karku…) kończę kurs. Moja motywacja? Za miesiąc wracam do pracy po urlopie macierzyńskim i muszę jakoś docierać do roboty. Do tej pory jeździłam tramwajem albo woził mnie mąż, ale nieraz muszę dotrzećdo pracy na 7:00, a ani nie chce mi się wychodzić z domu o 5:30, by zdążyć, ani zmuszać Małżona, by pakował do samochodu też Młodego i w takim taborze cygańskim mnie wiózł 😛

  • Matka Wielodzietna

    Mam 30 lat i prawo jazdy od 19 roku życia. Egzamin teoretyczny zdany wzorowo za pierwszym razem, praktyczny za którymś z kolei… Jestem osobą, która wszystko lubi mieć zaplanowane w najmniejszych szczegółach. Od zawsze przerażała mnie więc (i nadal przeraża…) nieprzewidywalność na drodze. Problemem nie jest więc moje roztrzepanie, a wręcz przeciwnie – zbytnie poukładanie… Jestem typowym niedzielnym kierowcą, jeżdzącym zwykle dobrze znanymi, mało ruchliwymi trasami. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko miało się to zmienić – wyjazdy do lekarzy, na jakieś zajęcia, nawet na zakupy. Zabrakło jednak odwagi i samozaparcia. Kiedy okazało, się że za drugim razem trafiło nam się podwójne szczęście, motywacja była również podwójna. Ale wiadomo – w ciąży nie ma co sobie dokładać stresu… Dziś starsza córka ma 2,5 roku i za chwilę idzie do przedszkola, a bliźniaczki mają prawie 10 miesięcy i są coraz bardziej ciekawe świata. Mieszkamy w małej miejscowości bez przychodni, bez kościoła, bez większego sklepu, bez atrakcji dla dzieci… Kiedy mąż jest w pracy, my jesteśmy całkowicie uziemione… Dlatego – mimo że na samą myśl przechodzą mnie ciarki, a serce wybija jakiś szaleńczy rytm – zdecydowałam, że potrzebujemy drugiego samochodu. Dla mnie. Mój ukochany mąż szybko podchwycił temat i samochód już się prawie kupił. Oj, będzie się działo…