Pozwól dziecku na nieco bałaganu, niech żyje w swoim pokoju po swojemu

dsc_1419

Ilekroć zaglądam do pokojów moich córek, panuje tam idealny porządek.

Ubrania w szafach poskładane w kosteczkę, a wiszące na wieszakach idealnie wyprasowane. Wszystkie przedmioty posegregowane i pochowane do szafek i pudełek, książki stoją równo na półkach pod kątem prostym. Na łóżku tylko pościel przykryta równo narzutą. Na podłodze wyłącznie meble, krzesło i dywanik.  Na biurku tylko lampka. Parapet również: lśni pustością.

A potem nagle budzę się. 🙂

Taka sytuacja to tylko we śnie lub przed ważnymi uroczystościami typu święta, urodziny czy wizyta gości. Wtedy córki same z siebie sprzątają. Wiem, dlaczego tak się dzieje. Bo obserwują rodziców: nasze z mężem wielkie poruszenie, gdy ktoś chce nas odwiedzić.

Na co dzień, owszem: dbamy o porządek, ale oznacza to raczej „ratowanie krajobrazu po bitwie” – na przykład:
– po gotowaniu – po którym doprowadzamy kuchnię do porządku
– po rozlaniu się czegoś – wtedy wycieramy podłogę/myjemy ją
– po rozsypaniu się czegoś lub nakruszeniu – wtedy odkurzamy

To wszystko robimy na bieżąco, bo nie znosimy brudu. Natomiast za nieporządkiem, czyli rozgardiaszem przedmiotów również nie przepadamy, ale jesteśmy w stanie go znieść. Usuwamy go, gdy mają do nas przyjść goście. Oczywiście, gdy goście wychodzą, zawsze postanawiamy sobie, że już od dziś nasz dom będzie tak wyglądał zawsze, ale rzadko kiedy tak się składa. 😉

I zawsze, ilekroć denerwuję się, gdy widzę u córek nieporządek w pokoju (np. na biurku niepochowane do szuflad zeszyty i kredki, na krześle wiszące ubranie, na parapecie rysunek, na podłodze reklamówka z rolkami itd.), powinnam spytać siebie:

– A skąd mają czerpać wzór?

I przypomina mi się moja wizyta sprzed … 10 lat u psychologa „w sprawie córki”. Jedna z rad, które dała mi psycholożka, brzmiała:

Ustal zasady panujące w Waszym domu
i sama też ich przestrzegaj

Łatwo to zweryfikować, stosując następujące powiedzenie:

„U nas w domu ….”

Wystarczy dokończyć zdanie… i się do niego dostosować.

U nas w domu zwracamy się do innych z szacunkiem.
U nas w domu się nie przeklina.
U nas w domu się nie kłamie.
itp.

Jeżeli na przykład chcesz „zwalczyć” w dziecku agresywne zachowanie, krzykliwość, mówisz:

– U nas w domu się nie krzyczy.

Oznacza to, że automatycznie musisz zacząć pracować nad sobą i nie krzyczeć, bo przecież u Was w domu się nie krzyczy!!! Wróć: bo przecież u Was w domu się nie krzyczy…

– U nas w domu dba się o porządek.

Gdy opowiadałam psycholożce, o tym jaką bałaganiarą jest moja córka i że mi w obliczu tego ręce opadają, doznałam olśnienia. A ja to co? Zajrzyj do mojej garderoby. Oczyma wyobraźni ujrzyj totalny chaos w ubraniach. I ja wymagam od córki, żeby utrzymała porządek w szafie?

Oczywiście kodeks panujących w Waszym domu zasad można doprecyzować, np.

– U nas w domu po skończonej czynności/ zabawie odkłada się na miejsce przedmioty/zabawki, których się używało.

Ilekroć mój mąż udziela córkom reprymendy wypominając im, jaki to tworzą wokół siebie bałagan, biorę go na stronę i mówię:

– A teraz spójrz na swoje biurko.

I wszystko jasne – oprócz komputera, stos kartek, trzy teczki, dwie filiżanki, przesyłka z koszulami, którą miał z powodu złego rozmiaru zwrócić do sklepu, ale wciąż się nie składa, więc leży tak od kilku dni, materiały do dwóch projektów, którymi akurat się zajmuje..

Tak więc moim zdaniem najważniejszy sposób na to, jak sprawić, by dzieci sprzątały brzmi:

Świeć przykładem

Zapytaj najpierw siebie:

– Czy Ty od razu po obiedzie sprzątasz?
(bo lubimy mówić dzieciom, żeby sprzątały od razu po skończonej zabawie)

– Czy od razu po zdjęciu suchego prania ze sznurka lub wyjęciu go z suszarki rozkładasz je równo złożone po szafkach? (o prasowanie nie śmiem pytać, bo ja prasuję ubrania wyłącznie bezpośrednio przed nałożeniem)

– Czy gdy rozpoczynasz kolejną czynność, np. czytanie książki, to sprzątasz najpierw po poprzedniej, np. odkładasz komputer „na swoje miejsce”?  Ha! Niech zgadnę: czy Twój komputer ma swoje miejsce? Bo mój nie… A ile kazań się dzieciom naprawiłam o „swoim miejscu”, prawda? 🙂

Za każdym razem, gdy powiesz dziecku, żeby najpierw złożyło puzzle, zanim otworzy pudło z klockami, przyjrzyj się, czy nie jesteś przypadkiem zaangażowany w kilka czynności jednocześnie i żadnej nie chcesz definitywnie zamykać. 🙂

Ciekawymi radami i przydatnymi praktykami na to jak nauczyć dzieci dbania o porządek w pokojach dzieli się również Marysia Górecka z bloga mamygadzety.pl TUTAJpolecam!

dsc_1393

Sprzątanie jako wielka frajda czy katorga?

Niektórzy zalecają też jako dobry sposób na nauczenie dzieci sprzątania przedstawianie go jako wielkiej frajdy. Na przykład mama mojego męża próbowała tego sposobu na swoim kilkuletnim wówczas synku, którego przekonywała:

– WSZYSTKIE dzieci UWIELBIAJĄ odkurzać!

Nabrał się na to i dopiero po kilku tygodniach zorientował, że to ściema. Niestety, gdy mi to opowiadał, nie mogłam pękając ze śmiechu, krzyknąć:

– Ale naiwny! Buahahaha!

… bo moi rodzice robili coś bardzo podobnego. 🙂

Otóż któregoś dnia, gdy kupili nowy odkurzacz, klasnęli w ręce, zawołali mnie i siostrę i zapowiedzieli, przyjmując ton, jakby dzielili się z nami radosną nowiną:

– Dziewczynki, mamy dla Was nieee-spoooo-dziankę!! Patrzcie, jaki wspaniały odkurzacz kupiliśmy!

Atmosfera była tak podniosła, że brakowało tylko, żeby w domu zaczęły wybuchać fajerwerki i rozbrzmiewać fanfary.

– Nie chcemy, żebyście pokłóciły się o tak błahą sprawę, jak pierwszeństwo w zabawie odkurzaczem, więc ustalimy dyżury: w jednym tygodniu odkurza starsza, a w drugim młodsza i tak na zmianę. I pamiętajcie, proszę nie zabierać siostrze odkurzacza, gdy nie trwa akurat jej dyżur!

Oczywiście dałyśmy się na to nabrać. Każda z nas z utęsknieniem wyczekiwała swojego tygodnia i chwytając wreszcie w ręce odkurzacz, czuła się jakby wygrała milion dolarów. Niestety po jakimś czasie przejrzałyśmy na oczy. 🙂

Tymczasem jak obserwuję teraz z lotu ptaka swoje życie (mhm, czyżby blogowanie było dla mnie niczym autopsychoterapia? :)) – to widzę, że oboje z mężem podchodzimy do sprzątania jako do udręki. Wzdychamy robiąc generalne porządki, krzyczymy odkurzając, marudzimy widząc sterty suchego prania, zrzędzimy zabierając się za sprzątanie kuchni itd. Chyba więc jasne, dlaczego córki tak odwlekają porządki? Kto, oprócz masochistów, świadomie chciałby podejmować się czegoś, co mu sprawia ból?

Po napisaniu tego tekstu postaram się zrobić w moim domu dobry PR wokół sprzątania. 😀

dsc_1424

Porządek w domu, porządek w życiu?

Ile razy wykrzyczałam w stronę córek tekst:

– Posprzątaj swój pokój, nie rozumiem jak możesz się uczyć/czytać/funkcjonować w takim bałaganie!

Tymczasem moje córki, mimo nieporządku w pokojach, uczą się doskonale, nie mają większych problemów towarzyskich i ogólnie ich życie układa się całkiem w porządku. 🙂

(Podkreślam jednak, że używając dziś określenia „nieporządek” mam na myśli rozgardiasz przedmiotów, a nie brud. )

Może więc bardziej trafionym nagłówkiem byłby następujący?

Może mam bałagan na biurku, ale staram się mieć porządek w życiu?

W myśl zasady, że nie da się ogarnąć wszystkiego i jeżeli będziemy skupiać całą swoją energię na utrzymywaniu idealnego porządku, upośledzimy nasze inne aktywności? Bo nawet jeżeli zatrudnimy pomoc domową to zwykle przychodzi ona raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu, a chcąc zachować idealny porządek – co jest przecież bardzo trudne, zwłaszcza, gdy ma się dzieci, spożywa się posiłki w domu, a nie restauracji, pierze się w domu, a nie pralni i prowadzi się „normalne życie” – to żeby mieć ów pełny ład – trzeba ciągle nad tym pracować! A ja np. wolę ten czas poświęcić sobie i dzieciom. Lub czasopismom.

Można iść jeszcze jednym tropem:

Pokaż mi swoje biurko, a powiem Ci, kim jesteś

Fakt, że tu mowa tylko o biurku, ale pewnie jakoś to można uogólnić na większy obszar. Otóż psychologowie z Minnesoty przeprowadzili badania, z których wynikało, że:

  •  praca przy czystym i uporządkowanym biurku sprzyja zdrowemu stylowi życia, szczodrości i życiu zgodnie z regułami,
  • natomiast praca w nieuporządkowanej przestrzeni pomaga w kreatywności i szukaniu nowych pomysłów.

Tę wiedzę: wpływu otoczenia na zachowanie człowieka coraz częściej wykorzystują  firmy, tak aranżując swoje przestrzenie, by skłonić pracowników albo do niekonwencjonalności  (np. agencje reklamowe) albo trzymania się standardów i zasad  (np. urzędy i banki) .

Powiem Wam, że u mnie to by się zgadzało. Zawsze miałam problem z uporządkowaną przestrzenią, za to brak problemów z nieuporządkowanym myśleniem. W sensie: moje myślenie owszem, było nieuporządkowane, ale dzięki temu doprowadzało mnie do wielu różnych nieoczywistych wniosków, myśli i działań. (oczywiście czasem, w innych sferach życia przeszkadzało! zwłaszcza sprawach urzędowych).

Piszę o tym, żeby zwrócić uwagę na fakt, że może niektórym po prostu trudniej jest utrzymać, ze względu na określone predyspozycje psychiczne, porządek wokół siebie? I nie można wymagać od nich tego na siłę?

Każdy ma własną definicję porządku?

Trudno mi podsumować ten tekst: bo z jednej strony, pisząc go, zrozumiałam, że powinnam nieco ukrócić moją codzienną walkę z dziećmi o porządek w ich pokojach.

– A posprzątałaś w pokoju?! – jest chyba najczęściej słyszaną frazą w naszym domu. Krzyczę tak od wielu lat i chyba wszyscy już mają tego dość. 🙂

Z drugiej strony, na pewno zupełnie nie odpuszczę, bo myślę, że warto wyrabiać w dzieciach nawyk porządkowania przestrzeni: odkładania zabawek, przedmiotów, ubrań na swoje miejsce. Warto też dawać dobry przykład swoim zachowaniem. Jednocześnie jednak nie można popadać w paranoję, wymagając idealnego porządku, tak by stał się ważniejszy niż dobre relacje między domownikami. To pokój jest dla dziecka, a nie dziecko dla pokoju.

Nie bądźmy niewolnikami porządku, czyli w sytuacji, gdy znika nie traćmy dobrego humoru. Pozwólmy sobie i naszym dzieciom na odrobinę luzu. Niech żyją po swojemu.

Tekst powstał w ramach projektu Pokoje Dziecięce, który razem z blogiem Mamy Gadżety realizujemy pod patronatem IKEA. Bardzo zachęcam Was do lektury tekstu Marysi Góreckiej, w którym daje kilka cennych rad jak nieinwazyjnymi sposobami pomóc dzieciom utrzymać w ich pokojach porządek. Mnie natomiast, w wizualizacji bałaganu pomogły córki oraz komódka HEMNES. 🙂

IKEA

Moje pozostałe teksty w ramach „Pokojów Dziecięcych”, w których o życiu „w pokoju” opowiadam z perspektywy psychologiczno-socjologicznej 😉 znajdziecie tutajNastępny, ostatni już tekst w ramach cyklu, będzie poświęcony Pokojowi Nastolatka. To dla mnie chyba najbardziej stresujący odcinek: przekonacie się, dlaczego. 🙂

Komentarze:

  • Ten tekst spadł mi z nieba. Muszę koniecznie pokazać Go mężowi bo strasznie się o porządki w domu spieramy (w zasadzie głównie o nie 😉 ). Nasz 3 letni syn natomiast ma w pokoju sodomę i gomorę i czasem wchodzę i i bez żadnych nadzieji rzucam do malca: „Może gdybyś wrzucił porozwalane klocki do kosza i zabrał z podłogi kilka książeczek to ciuchcia miałaby dłuższa trasę do mety..?!”
    Na razie działa 🙂

    • My też z mężem często spieramy się o to 🙂
      Porządek, a raczej jego brak jest zwykle ogniem zapalnym kłótni!
      A u Was kto: Ty czy mąż bardziej denerwuje się brakiem porządku? (u nas mąż, choć sam jest bałaganiarzem, ale tego nie dostrzega 🙂

      • No u nas też mąż się wścieka, że bałagan. I jest identycznie jak u Was.. mi wytknie, a sam różne rzeczy zostawi gdzie nie ich miejsce (np upodobał sobie siedzisko w przedpokoju jako miejsce na składowanie Jego spodni dresowych/podomowych) 🙂

  • Porządek to wytwór małego umysłu – powtarzałam to zdanie mojej mamie, ilekroć goniła mnie do sprzątania. Odpuszczała, pozwalając mi dalej czytać/pisać/rysować czy chociażby słuchać muzyki. A teraz ja każę starszym synom sprzątać, bo kiedy dawałam im wolną rękę, był dramat. Idealnego porządku nie mają, ale pilnuję, żeby książki czy lego nie walały się po podłodze, brudne ubrania trafiały do łazienki, a kredki na biurko, nawet nie muszą do kosza na kredki 😉 Bez tego minimum im samym było ciężko cokolwiek zrobić, a przez pokój nie dało się przejść. U nas to był warunek, bo Najstarszy koniecznie chciał lekcje gry na pianinie i sam przyznał, że musi się ogarnąć ze sprzątaniem. Teraz już drugi rok nie jest źle. Trzeci syn, niespełna trzylatek, sprząta po sobie sam z siebie – nie wiem, czy to kwestia naśladowania braci czy nawyk z przedszkola 🙂 A ja, choć w młodości zawsze miałam bałagan, teraz pilnuję porządku. Ściany mamy wiecznie brudne, ale rzeczy odkładam na miejsce, bo przy czwórce dzieci tak szybko robi się totalny chaos, że nie opłaca się do niego doprowadzać, bo potem naprawdę sporo czasu trzeba poświęcić na ogarnięcie przestrzeni. A tak jak piszesz, nie mogłabym wymagać od dzieci porządku, nie sprzątając po sobie.

    • Dzięki za relację, jak to wygląda u Was 🙂
      Podoba mi się zdanie: „Ściany mamy wiecznie brudne, ale rzeczy odkładam na miejsce, bo przy czwórce dzieci tak szybko robi się totalny chaos, że nie opłaca się do niego doprowadzać” 🙂

    • „Porządek to wytwór małego umysłu”:) – zapamiętam to sobie:)

  • 🙂 Poświęciłam temu tematowi z 2 wpisy u siebie i sporo rysunków :). (Nie będę spamować i nie podsyłam linków.)Od czasu gdy mnie olśniło i doszłam do wniosku,że trzeba odpuścić, bo sama pamiętam ,że twórczy umysł karmi się bałaganem 🙂 – w domu niemal idylla. Dziecko samo sprząta , może nie wszystko i nie zawsze, ale problem nagle jak był tak znikł.

    • jak masz ochotę wrzuć linki do Twoich tekstów 🙂

  • Ten tekst wstrzelił się idealnie – ostatnimi czasy próbujemy z mężem mobilizować naszego syna (prawie 3 lata) do sprzątania wieczorem swojego pokoju. Wczoraj na moją prośbę: „Kaziku poodkładaj proszę zabawki na miejsce” usłyszałam ” Nie mogę mamusiu – nie widzisz, że trzymam w ręku miecz?” Także dłuuuuga droga przed nami

    • Haha, trzymanie miecza to ważna sprawa 🙂

      • Kwestia życia i śmierci, niecierpiąca zwłoki:)

    • Mamapediatra.blog.pl

      U nas młodsza córka (2 i 4 msc) na moje prośby o poukładanie zabawek odpowiada: „Ola nie, Ania” lub ” Ola nie, tata” (Ania 5 lat, tata 30 i checie do sprzątania wszyscy mają takie same) 😉

      • M

        Wydaje mi sie ze mówienie ( prośba ) do tak mdłego dziecka to troszkę nie w porę , zacznij od rutynowego sprzątania razem tzn ( imię dziecka ) posprzątaj zabawki a ja zrobię kolacje byśmy mogły razem ja zjeść .

  • Mamapediatra.blog.pl

    Z tym dawaniem przykładu to naprawdę przesadzilas ;p a tak na poważnie to super tekst 🙂

  • Monika

    Uważam,że dobrym sposobem jest używanie innych określeń niż „posprzątaj”: pozbieraj auta, ustaw książki. Poza tym posprzątaj jest zbyt ogólne dla dziecka i dla mężczyzny;p

  • Hmm.. a ja jestem za językiem osobistym, czyli „Chciałabym, żebyś…”, „To dla mnie ważne” a nie ogólnymi (a przez to, jak sama zauważyłaś, często nie w 100% prawdziwymi) hasłami z „się”: „u nas się sprząta”, „nie bije się brata” itd 🙂

  • Joanna Krzak

    Odkąd mam trójkę dzieci , wyznaję zasadę , że dopóki nie jest brudno jest w miarę spoko. Na co dzień rozgardiasz jest do przełknięcia. Piszę to ja, która miała w dzieciństwie wszystko poukładane alfabetycznie. Ale zdecydowanie łatwiej jednak poruszać się po domu, gdy nie trzeba skakać przez wszystko.

  • e-milka

    No i przybij piatke! Ostatnio tez czesto rozmyslam na temat balaganu. Zawsze bylam balaganiara, ale w domu byla zasada, ze w naszym pokoju moze byc chaos, zwany pieszczotliwie „burdelem na kolkach”, (ale podobnie jak u Ciebie – nie brud, tzn. owszem moze byc nawet troche kurzu, ale nie nadplesniale kanapki, kubeczki przyklejone do biurka, skarpetki po wf-ie w kacie etc.), ale w „duzym” (PRLowskie M3) nie wolno nam bylo zabawek wprowadzac. To chociaz narzute na wersalce sciagalismy artystycznie. Ja tez, mimo zewnetrznego chaosu, swietnie dawalam sobie rade ze wszystkimi obowiazkami szkolno-pracowniczymi. I w tym szalenstwie byla i jest metoda – wiem, gdzie co mam (oczywiscie poza nozyczkami, ktore znikaja wynoszone przez zlosliwe domowe skrzaty), nie zdarzylo mi sie zalac dokumentow kawa, ani zgubic czegos naprawde waznego (aczkolwiek czasem szukalam dosc dlugo). Urodzilo sie pierwsze dziecko, do naszego mieszkania wprowadzilo sie mnostwo przedmiotow, mielismy trudny start i tak to potem wygladalo, ze na noc odgarnialismy sciezke przeciwpozarowa. Na wiecej nie starczalo nam sily. Niestety, dzieci mam bardzo kreatywne, robiace „snieg” ze scinkow, „skarby” z paczuszek chusteczek, „kolejki” z garnkow etc. Skad oni biora na reklamach dzieci bawiace sie jednym zestawem czegos tam, ktorym do glowy nie przyjdzie, ze moznaby np. plastelina to oblepic, albo zrzucic kilka zestawow konkurencyjnych marek? Moje takie nie sa. Tez zawsze wolalam z dzieckiem poczytac niz posprzatac. Ale zaczelo mnie to meczyc, to codzienne wyrabywanie drogi ratunkowej, to wchodzenie na klocki i slizganie sie na kartkach papieru. I to we wszystkich pomieszczeniach, bo przeciez mamy dom pelen dziecka. Zrozumialam tez, ze to jest wlasnie moja wina, ze moja niechec do robienia porzadkow przeszczepilam na dzieci. Nie nauczylam ich sprzatania, kontynuujac niejako rodzinna tradycje, wiec nie moge teraz wymagac, by nagle posiadly te umiejetnosc. Teraz jestesmy w trakcie powrotu do tradycyjnych wartosci – najpierw obowiazki potem przyjemnosci. Faza hipisowska juz za nami, chociaz ciagle jeszcze uwazam, ze lepiej pojsc do teatrzyku niz jezdzic na mopie. 😉

  • Trochę mam na odwrót. Jestem dosyć….wybuchową osobą, albo inaczej – szybko się denerwuje, jeszcze szybko mi przechodzi. A sposób jaki na siebie znalazłam to … sprzątanie. Jak się mocno wku**ie to biorę odkurzacz, szmate do podłogi, czy co tam jest i sprzątam. Niestety, ostatnio sprzątanie rządzi mną. Nie umiem odpoczywać i w wolną sobotę, trochę jak zombie, biorę się za… sprzątanie. I takim oto sposobem mamy wiecznie zmęczoną Karo. Cholera, no już sama nie wiem co na to poradzić.

  • sol9112

    Odkąd mam synka (3,5 miesiąca) mam bałagan. Oczywiście póki co nie z jego winy, to ja wraz z mężem rozrzucamy grzechotki, pieluchy i ubranka. Tyle, że gdy mały zaśnie, ogarniam po sobie w kilka minut, jeśli starczy motywacji i sił, po czym jest ok na jakiś czas. Mąż niestety nie ma takiego nawyku, by sprzątnąć swój burdelik. I tak sobie bałaganie i sprzątam, bałaganie i sprzątam… PS fantastyczny blog, próbowałam pomóc koleżance w trudnych chwilach po porodzie, podesłałam jej link do tekstu o depresji poporodowej, bardzo jej pomógł. Dziękuję ☺

  • Ja dużo pracuję w domu. Przede wszystkim piszę. I muszę mieć uporządkowane otoczenie. Mogą obok gdzieś leżeć książki, ale one też muszą mieć swój ład. Jestem dumna jeżeli chodzi o mnie i o dzieci. Nauczyłam je, żeby rano ścieliły łóżko. Agata wrzuca pościel do skrzyni, Janek woli przykryć narzutą. :-)))). Ale jakoś nie mogę im wpoić, że brudne skarpetki i koszulki wrzuca się do prania a nie zbiera się przy łóżku. Hmmm.

  • Ven

    Coś w tym musi być! 😉
    Kurcze pamiętam jak dzieliłam pokój z bratem pedantem, u niego zawsze równo wszystko złożone, pochowane a u mnie…krajobraz po bitwie. Każdy zrzędził jak to będzie w dorosłym życiu, przecież żaden facet ze mną nie wytrzyma, a tu niespodzianka. Poszłam na swoje, zobaczyłam że samo się nie zrobi i mam względny porządek. Rozgardiasz, ale nie brud.

    Może dobry wpływ miało to, że również miałam z bratem dyżury w odkurzaniu i zmywaniu naczyń (co drugi dzień na zmianę)?
    A może to, że mama i brat zawsze w szafie z ubraniami mieli porządek?
    A może to, że co by się nie działo w sobotę TRZEBA było posprzątać we własnym pokoju i w miarę możliwości pomóc ogarnąć resztę mieszkania?

    Teraz się śmiejemy z historii zaczynających się od „Justynka, a pamiętasz jaki miałaś chlew na swojej połowie?” 😉

  • Agata

    Świetny tekst! Mój syn ma dopiero 9 miesięcy więc ten problem dopiero przede mną, ale sama mam zawsze artystyczny nieład (czysty nieład!!!) więc wiem, że będę musiała zacząć od siebie zanim zacznę wymagać. Pamiętam jak moja mama (Perfekcyjna Pani Domu 😀 ) zawsze mnie ścigała o porządek na biurku i nie mogła zrozumieć jak mogę funkcjonować, uczyć się i znaleźć coś w bałaganie. Moja linia obrony zawsze brzmiała : „Geniusz potrafi zapanować nad chaosem” 🙂