„Jesteśmy we trzy. Ja, moja córka i ona. Depresja.” – rozmowa o depresji dzieci i młodzieży

fot. Huso

Prawie osiem tysięcy dzieci i młodzieży leczy się w Polsce na depresję.A ile się nie leczy, choć powinno? Wielu rodziców bagatelizuje objawy depresji u swoich dzieci, zrzucając to na karby dorastania i „trudnego charakteru”. Jeżeli jesteś lub planujesz być rodzicem, przeczytaj ten tekst.

Chciałam zainteresować Cię trudnym tematem, jakim jest depresja wśród nastolatków. Przeszłam to z moją, dziś 17-letnią córką. – tak zaczął się list, który otrzymałam niedawno od Czytelniczki.

Pod koniec lutego w mediach pojawiła się druga odsłona kampanii Twarze depresji. Nie oceniam poświęcona tym razem dzieciom i młodzieży, którzy zmagają się z depresją. Pod tym linkiem znajdziesz też animację stworzoną na podstawie mojego listu do „Wysokich Obcasów”. Służę oczywiście informacjami, jeżeli uznasz, że weźmiesz ten temat za rogi. Łatwo nie będzie, ale…  – zakończyła list.

Obejrzyjcie ten 30-sekundowy spot:

Zrzut ekranu 2016-03-15 o 18.14.10

Nie miałam wątpliwości, czy wziąć ten temat za rogi. Autorka listu, mimo że jej córka najgorsze chwile ma już za sobą, czuje misję mówienia o tym światu w nadziei, że uświadomi i wyczuli rodziców, by reagowali, gdy coś niepokojącego dzieje się z ich dzieckiem i nie lekceważyli najmniejszych oznak depresji.

Ja, mama nastolatki, nie borykam się z tym problemem, ale dysponuję blogiem docierającym do dziesiątek tysięcy osób. Nie potrafiłam więc przejść obok tego obojętnie. Zapraszam Was na rozmowę z Anną, mamą 17-letniej Marty (imiona zmienione), mieszkanką dużego miasta w centralnej Polsce.

Nishka: W liście do Wysokich Obcasów piszesz: „Zaczęło się w drugiej klasie gimnazjum. Pewnie w duszy mojej córki dużo wcześniej, ale wtedy właśnie dostrzegłam zmianę w jej zachowaniu. Marta przemalowała w wakacje swój pokój. Jedna ściana była czarna. Jesienią siedziała tam po ciemku i grała na gitarze. Nocami projektowała ciuchy do szkoły – wycinała bluzki, malowała na nich wzory i napisy. Czarną farbą, mówiące o śmierci, o pokręconym życiu… Na ścianie powiesiła swoje rysunki w podobnej stylistyce i wymowie. Taki taniec ze śmiercią. Byłam zajęta sobą, młodszym synem, bólem i rozczarowaniem po rozwodzie. Swoimi depresyjnymi nastrojami. Telefonu ze szkoły nigdy nie zapomnę. Dzwoniła ulubiona nauczycielka Marty. Zasugerowała, że córka może samookaleczać się i chować cięcia pod plecionymi i skórzanymi bransoletkami, które nosiła na przegubach dłoni.”

Anna: Tak, to była jej wychowawczyni: bardzo empatyczna, zaangażowana. Zadzwoniła do mnie któregoś razu i powiedziała, że Marta nie chce zdjąć bransoletek. Nie dziwiło mnie to, że je nosi, wiesz, normalne, dziewczyna nosi biżuterię, przecież ja też to robię. Gdy na prośbę nauczycielki zdjęła je, potwierdziło się: moja córka samookaleczała się. Gdy się o tym dowiedziałam, przeraziłam się, od razu zajrzałam w internet, chcąc dowiedzieć się „dlaczego?” Dlaczego to robi, zrozumiałam tak naprawdę dopiero po roku.

Zajrzałaś w internet. A czemu po prostu nie spytałaś córki?

Bałam się. Łudziłam się też, że to może nieprawda. Gdy poczytałam i pooglądałam w internecie o samookaleczeniach, o tym, co młodzież sobie robi, byłam wstrząśnięta. Płakałam pół nocy. Następnego dnia zauważyłam, że córka ma pod bransoletką niedbale zawinięty kawałek bandażu. Poprosiłam, żeby go odsunęła. Gdy zobaczyłam, co się pod tym kryje, nogi się pode mną ugięły.

W pewnym momencie, choć nie wiem, czy mnie pochwalisz, zaczęłam czytać jej pamiętnik. Chwytałam się ostatniej deski ratunku, chciałam zrozumieć moje dziecko. „Znowu się pocięłam” – czytałam. Wpisy krążyły głównie wokół tego, że ona się tnie i dlaczego. Już wiedziałam, że można się od tego uzależnić, że to cięcie to upust emocji, ona po prostu nie umiała odreagować.

Cięła się, bo nie potrafiła poradzić sobie z trudnymi emocjami i wolała je przekierować na ból?

Co więcej, czuła po tym ulgę. Kiedyś byłam świadkiem, gdy w domu, na przepustce ze szpitala pocięła się i gdy zawieźliśmy ją na pogotowie, to przed zszyciem ran, prawie że bełkotała, a po zszyciu wyglądała jakby była nowonarodzona. Wtedy zrozumiałam, że ona sobie w ten sposób pomagała.

To było dla niej jak oczyszczenie?

Na „tu i teraz” tak, ale tylko na chwilę.

Trafiła do szpitala psychiatrycznego.

Niestety miała próbę samobójczą. W szpitalu spędziła kilka miesięcy. Jednak w szpitalu nie leczą duszy, nie można na tym poprzestać. Opiekę specjalistyczną dziecko powinno dostać w domu. I oczywiście powinien być lepszy dostęp do poradni pedagogiczno- psychologicznych. Dzisiaj wiem też, że pomóc może nawet rozmowa z dorosłym, który nie ma takiego przygotowania, a któremu po prostu zależy na młodym człowieku. W naszym przypadku była to polonistka córki i moja przyjaciółka, taka „przyszywana” ciocia. Przychodziły do córki do szpitala, do nas do domu. Zawsze im będę za to wdzięczna.

W liście piszesz: „Nauczyciele nie mają pojęcia o symptomach depresji, rodzice zajęci są zarabianiem na życie, każdy żyje swoim życiem… A depresja wkrada się powoli, często w najtrudniejszym życiu młodego człowieka, gdy dojrzewa. Jak rozpoznać, czy to choroba czy hormony? W naszym przypadku, był to pamiętny telefon od nauczycielki, ale też dramatyczny spadek ocen z ulubionego przedmiotu. Inni nagle zaczynają wagarować, upijać się, część po prostu przestaje wstawać z łóżka, choć w przypadku młodzieży dzieje się tak rzadziej niż u dorosłych. Empatia. To pozwoli nam dorosłym, rodzicom, nauczycielom, sąsiadom, ciociom i wujkom dostrzec, że z młodym człowiekiem dzieje się coś złego. EMPATIA I UWAGA skierowana na drugą osobę.”.

Jak córka była mała, byłam bardzo zapracowana, byłam dziennikarką, ciągle uciekałam z domu. Córka była bardzo związana z tatą. Rozwiedliśmy się, gdy była w trzeciej klasie podstawówki, czyli miała 10 lat. Z tatą zaczęła widzieć się raz na dwa tygodnie. Ja byłam skupiona w dużym stopniu na młodszym, 2-letnim rodzeństwie. Rozwód na pewno miał na nią zły wpływ. Zachwianie poczucia wartości, wcześniej dużo czasu spędzała z ojcem, jeździliśmy razem na wakacje. A po rozwodzie tato się nie sprawdził. Jest emocjonalnie chłodny i wycofany. Córka też jest introwertyczką. Więc jak tato odzywał się do niej tylko raz na dwa tygodnie, przywoził, odwoził, odstawiał – na pewno ją to bolało.

A Wy jaką miałyście relację?

My też mało ze sobą rozmawiałyśmy. Słyszy się: rozmawiaj ze swoim dzieckiem. W moim przypadku, przyznaję się do tego, rozmowa ograniczała się do komunikatów pt. „Zjadłaś?”, „Odrobiłaś lekcje?”. A jeszcze w gimnazjum, jak wszedł librus (czyli e-dziennik lekcyjny, w którym rodzice mogą sprawdzać na bieżąco oceny dzieci – przyp. NT) to zaczynałam od niego dzień. „Co? Trója? Znowu trója?” Ja byłam bardzo dobrą uczennicą, ale też, jako ekstrawertyk, byłam bardzo zaangażowana w szkolne życie, komitet, olimpiady, harcerstwo, warsztaty dziennikarskie, jeździłam po całej Polsce itp. I tego oczekiwałam od córki.

Nie mogłaś złapać z córką kontaktu między innymi dlatego, że byłyście zupełnie inne?

Tak. Ale ja to wiem od niedawna. Że wymagałam od dziecka, żeby było takie jak ja. Podrzucałam jej pomysły, które dla mnie były dobre. Zabrakło mi niestety empatii. Dodatkowo jej sytuacja i relacje z rówieśnikami w szkole: z jednej strony była bardzo lubiana, wręcz wynoszona przez niektórych na piedestał. Była, i wciąż jest, piękna, mądra, uzdolniona plastycznie i muzycznie: grała na gitarze, chłopcy nazywali ją „księżniczką”, teraz wiem, jak bardzo potrzebowała akceptacji. Z drugiej strony, nie potrafiła się z rówieśnikami dogadać, opowiedzieć im o swoich problemach, była zamknięta w sobie. Czuła się bardzo samotna wśród rówieśników. Jako introwertyczka oczekiwała, że to inni nawiążą z nią kontakt.

Na co bym jeszcze zwróciła uwagę przy takich dzieciach? To zwykle bardzo wrażliwe osoby, które inaczej czują ten świat. Bardzo przeżywają, gdy dzieje się na nim źle, gdy np. gdzieś wybucha wojna.

Teraz już jest dobrze?

Tak, jest już dobrze. Dużo rozmawiamy. Przeszłam terapię, jestem spokojniejsza. Częściej spędzam czas wspólnie z dziećmi. Nie pędzę już nie wiadomo za czym. Jestem tu i teraz, bo tu i teraz jest najważniejsze. Córka poszła do liceum, jest bardzo silna. Była jeszcze jedna próba samookaleczania się, ale od roku już jest spokój. Mamy w otoczeniu ludzi, którzy przeszli różne koleje losu i teraz pomagają młodzieży. Znamy np. kobietę, która mieszka w leśniczówce, jeździmy do niej i odpoczywamy, rozmawiamy i żyjemy w innym rytmie, przemyśliwując różne sprawy. Zwalniamy. Nie naciskam już na oceny. Nasze życie nie krąży wokół nich, a wcześniej tak niestety było.

Czy po tych smutnych wydarzeniach tato bardziej zaangażował się w rolę?

Tak. Trochę tak. Częściej do niej dzwoni, więcej rozmawiają. Teraz byli razem w górach.

Gdybyś mogła cofnąć czas, co byś zmieniła?

Wychowywałabym starszą córkę, tak jak wychowuję młodsze rodzeństwo. Poświęcałabym jej więcej czasu, rozmowy, uwagi. Byłam kiedyś rodzicem, któremu źle było w domu, który uciekał. Spychałam większość zadań rodzicielskich na męża, bo wydawało mi się, że on to robi dobrze. Zawsze kochałam swoją córkę. Trudno mi teraz powiedzieć, że nie rozwiodłabym się z mężem, zwłaszcza, że on nie chciał iść na terapię małżeńską. Ale na pewno wiem, że dla dziecka ważna jest silna rodzina, więź rodziców i dzieci. I nad tym bardziej bym pracowała. Rozmowy z dziećmi. Bycie z nimi w domu. Mniej wychodzenia z nimi na zewnątrz, a więcej: po prostu zwykłego przebywania ze sobą w domu. Moja mama, gdy córka była mała, wypominała mi: „Po co ciągasz ją na dodatkowe zajęcia, zamiast po prostu z nią pobyć?” Wiesz, tu angielski metodą Helen Doron, tu coś innego.

Była typem dziecka, którego ja nie znałam: introwertyka, który wolał sam lub nawet z innymi dziećmi, ale spokojnie, sobie się w tej piaskownicy bawić. Ona wolała piaskownicę, mamę, tatę, dom. I to wszystko. A nie mnóstwo atrakcji na zewnątrz i zamieszania.

A ty z kolei mierzyłaś swoją miarą: chciałaś, żeby ciągle działo się.

Tak.

Zabrakło akceptacji dla tego, jaka ona jest?

Wiesz, nikt nam nie daje klucza do wychowywania dzieci. Albo go znajdziemy albo nie. Ja go w końcu znalazłam, trochę późno, ale znalazłam. Są ludzie, którzy w ogóle nie znajdują.

Gdy dowiedziałaś się, że córka samookalecza się, czy wiedziałaś co robić?

Bardzo dobre pytanie. Gdy zadzwoniła do mnie nauczycielka, stanęłam jak wryta i nie miałam pojęcia co robić. Znikąd z pomocy. Miałam w głowie obrazy z amerykańskich filmów, gdzie rodzice dowiadując się o chorobach dziecka, np. Zespole Downa od razu dostają broszurkę o tej chorobie, mnóstwo informacji, wsparcie. A u nas nic. Nawet nie wiedziałam o telefonie zaufania Fundacji Itaka, zajmującej się problemem dzieci i młodzieży w depresji. W szpitalu zero informacji jak działać. Zero. Nic.

 Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111, pod który można dzwonić codziennie w godzinach 12.00-22.00, od poniedziałku do niedzieli. 

Jak sądzisz, co powinno się zmienić? Państwo powinno dofinansować psychologów?

Przede wszystkim psychoterapeutów, to już wyższa szkoła jazdy. Na szczęście zdarzają się dobrzy bezpłatni specjaliści. Matka jednego z dzieci w szpitalu mówiła, że w szkole był doskonały zaangażowany pedagog, który np. podpowiadał, jakie filmy warto oglądać, żeby być bliżej dziecka. Jednak bezpłatna pomoc jest trudno dostępna. Moja koleżanka chciała iść na terapię rodzinną, to wyznaczyli termin na za 3,4 miesiące. Inne dziecko, które wyszło ze szpitala i miało wskazanie, że powinno być pod opieką psychologa, a rodziny nie było stać na wydatek 100 zł za wizytę, to gdy zgłosili się do poradni, otrzymali termin za 3 miesiące. Dopiero, gdy zainterweniowaliśmy w Wydziale Edukacji i powiedzieliśmy, że dziecko po próbie samobójczej nie może tyle czekać i ma pierwszeństwo, to udało się. Ale wiesz, nie wiem, czy tym samym nie został zajęty termin wizyty dziecku, które właśnie chciało popełnić samobójstwo.

Dużo działasz w kierunku nagłośnienia problemu depresji nastolatków. Napisałaś list do „Wysokich Obcasów”, skontaktowałaś się ze mną, ale to nie wszystko.

Tak, angażuję się, bo chcę, żeby było o tym głośno. Rozmawiałam z dyrekcją w szkole i zorganizowano spotkanie z Fundacją Prospołeczną Poducha, która robi w szkołach szkolenia, uczulając nauczycieli na problem depresji, samobójstw i innych, trudnych spraw związanych z młodzieżą. Szkolili u nas nauczycieli, wyodrębniając „trzon”, taką grupę do zadań specjalnych, do których inni nauczycieli mogli się zgłaszać i sygnalizować, że są zaniepokojeni dziwnym zachowaniem ucznia: tym, że jest smutny, wyobcowany lub agresywny. Młodzież w depresji bywa agresywna, czasami próbuje używkami stłumić ciężkie emocje. Dyrektor zorganizowała też spotkanie dla rodziców z psychologami z tej fundacji. Przyszło 15 osób, co i tak jest dużo,  jak na tego typu spotkanie, bo każdy rodzic myśli, że problem go nie dotyczy.

Dzięki działaniu mojemu i rodziców dzieci hospitalizowanych w naszym mieście ruszył też program profilaktyczny, do udziału w którym zostali zaproszeni dyrektorzy gimnazjów z naszego miasta. Był to program uczulający na depresję, smutek, problem związany z używkami i dopalaczami. Je też wystąpiłam na jednym ze spotkań, opowiadając historię swojej córki.

Wiedziałaś z własnego doświadczenia, jak ważne jest, żeby wszyscy nauczyciele zachowywali się tak, jak ta nauczycielka, która wtedy do ciebie zatelefonowała.

Tak. Często szkoły, zwłaszcza te bardzo dobre, a w takiej uczyła się moja córka, wywierają bardzo dużą presję na oceny, osiągnięcia, wyniki testów, konkursów i gdzieś się w tym gubi młodego człowieka. Smutne jest też to, że te dzieci nie mają gdzie się podziać, co ze sobą zrobić, gdy wychodzą ze szpitala. Powinny spotykać się z psychoterapeutą, a na takie spotkanie czeka się 3,4 miesiące. Chyba że prywatnie, ale to kosztuje. 

Co jest o tyle dziwne, że przecież mamy mnóstwo absolwentów psychologii, a jednocześnie brakuje miejsc w poradniach psychologicznych. Skoro mamy wykształconych w tym kierunku ludzi to powinno być otwieranych więcej poradni, być do nich większy dostęp. Przecież zdrowie psychiczne jest bardzo ważne.

Oczywiście. Moja córka jest teraz w liceum i ma świetną pedagog, ale w czerwcu pani odchodzi, bo jest na zastępstwie i do pracy wraca pedagog, której nie znamy. Ta aktualna jest świetna, podsyłam jej czasem różne ciekawie linki, na które trafiam w internecie i ona się na mnie nie obraża, że np. próbuję wejść w jej kompetencje. Jest bardzo zaangażowana, była niedawno z uczniami na bezpłatnych warsztatach terapeutycznych. Zorganizowała szkolenie dla nauczycieli, bo wielu z nich uważa: „Depresja? Chciała się wieszać, bo ją chłopak zdradził? Phi, niech lepiej jutro przyjdzie i sprawdzian napisze!”

Brakuje mi tego, żeby nauczyciele i rodzice mieli taki schemat działania. Pamiętam, że kiedyś w naszym mieście była stworzona specjalna broszura, na końcu której był przedstawiony schemat działania. Coś niepokojące się z dzieckiem dzieje? Zrób to, skieruj się tam, zatelefonuj tu.

Poleciłaś mi edukacyjny komiks „Czarne Fale”, zamówiłam już go, ale będę musiała poczekać na niego kilkanaście dni, bo cały nakład został wyczerpany. Gdy oglądałam w tekście Rodzicu, nie przegap symptomów depresji u nastolatka. Z tego się nie wyrasta! jego fragmenty, byłam zachwycona i nie mogę doczekać się, kiedy będę mogła go poczytać.

Tak, to świetne wydawnictwo, uważam, że powinien być lekturą obowiązkową dla każdego rodzica, nauczyciela, ale i dla nastolatków, bo w tym okresie życia to właśnie rówieśnicy są dla nastolatka najważniejsi.

czarne fale© Copyright by Fundacja III Kliniki Psychiatrii „Syntonia”czarnefale2 © Copyright by Fundacja III Kliniki Psychiatrii „Syntonia”czarnefale3

© Copyright by Fundacja III Kliniki Psychiatrii „Syntonia”

Jak teraz czuje się Twoja córka?

Gdy wyszła ze szpitala bardzo bałam się, żeby nie wróciła do samookaleczania się. Zwłaszcza, gdy znajdowała się w trudnych emocjonalnie sytuacjach, np. w pewnym momencie zmieniła szkołę, potem jednak wróciła do starej. To było dla niej duże wyzwanie emocjonalno-społeczne, którym kiedyś nie potrafiła podołać. A dziś, gdy jest jej źle po prostu wylewa z siebie emocje, płacząc. I bardzo dobrze: bo kiedyś je blokowała.

Od roku wszystko jest w porządku, ale czuwam, bo wiem, że depresja może wrócić. Dużo ze sobą rozmawiamy. Córka też się otworzyła: cieszę się że moje dziecko płacze. Moja znajoma ma córkę nastolatkę i narzeka, że córka pyskuje do niej. A ja mówię: „Ty się lepiej ciesz, bo ona wyrzuca z siebie to, co ma w środku. Jest zła na ciebie, bo tak musi być.” Zresztą nawet podlinkowałam Twojego bloga do niej.

Dziękuję, domyślam się, że tekst Dlaczego nastolatki buntują się? Pozwól dziecku odejść od siebie.
Czy chciałabyś
coś jeszcze na koniec naszej rozmowy dodać?

Tak: żeby nie zapominać o dzieciach zdrowych. Porównuję to do sytuacji dzieci chorych na raka. Fundacja Gajusz pomagająca dzieciom chorym onkologicznie, ma również program dla dzieci zdrowych. Podobnie jest z rodzeństwem dzieci chorych na depresję.

Moje młodsze dziecko, gdy starsza siostra wychodziła na przepustkę ze szpitala, chowało po domu cyrkle i mówiło: „Mamo, bo Marta może sobie zrobić krzywdę.” Siedmiolatek. Zabierałam go ze sobą do szpitala do czasu, kiedy zobaczył atak chłopaka, który chciał popełnić samobójstwo, chciał skończyć ze sobą, a skończył na wózku inwalidzkim. Wtedy przestałam brać syna do szpitala, w opiece pomagała mi była teściowa i przyjaciółka. Trzeba pamiętać o drugim dziecku i o innych członkach rodziny.

Rodzice również, nawet jeżeli wydaje im się, że są wspaniałą parą, powinni iść chociaż na kilka spotkań do psychologa, choćby dlatego, żeby dowiedzieć się, jak z takim wycofanym, pogrążonym w depresji dzieckiem rozmawiać. I co bardzo istotne: ważny jest proces terapii całej rodziny. Bo problemów trzeba szukać w rodzinie, a nie tylko w dziecku.

Komentarze:

  • Aga Frank

    Genialny wywiad! Każdy powinien to przeczytać! Wydaje mi się, ze byłam dzieckiem z depresją, zresztą, nawet ostatnio o tym na blogu pisałam – niesamowity zbieg okoliczności! Moi rodzice nic nie zauważyli, skupieni na swoich planach i projektach, myśleli, że po prostu taka jestem…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Aga, jak chcesz wrzuć tu link do swojego tekstu na blogu, w którym o tym pisałaś.

    • http://www.geekenglish.pro geekenglish.pro

      Też jestem za szerzeniem świadomości! Ja swoją depresję przenosiłam od liceum aż po sam koniec studiów. Nikt nie zauważył rozwoju choroby w obliczu poważnego kryzysu w rodzinie. Poza tym, też chyba myśleli, że po prostu taka jestem. Później, jak sama poszłam do psychiatry, patrzyli na mnie trochę dziwnie. A ja byłam zła, że tak ważny okres w moim życiu przesiedziałam w dziurze, którą sama sobie wykopałam, zmieniając tylko maski. #ProblemyDzieciSąTakSamoWażne!

  • http://www.calareszta.pl/ calareszta.pl

    Depresja to temat, który powinien być poruszany wszędzie. Nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z tego, jakie są jej symptomy i konsekwencje, często zbywając „ojej, wymyślasz, jedź na wakacje, przejdzie Ci, dojrzewasz, zrób coś miłego, jutro będzie lepiej”. A co jeśli będzie gorzej? Depresja nadal jest postrzegana jako słabość, coś wstydliwego, do czego nie wolno się przyznać, bo przecież samo przejdzie. Kiedy otwarcie mówiłam o tym, że przeszłam dwa razy terapię, wiele osób nie potrafiło ukryć swojego zdziwienia i tego, że w ogóle o tym mówię, zmieniali temat. To, że widzę, że coś jest nie tak i szukam pomocy to nic złego. Wiele osób, które postrzegamy jako ludzi sukcesu walczy z depresją. Ona może dotknąć każdego, nie każdy jednak będzie potrafił z nią walczyć. Warto poruszać te tematy.

  • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

    Świetnie, że podjęłaś ten temat. Niestety to bardzo poważny i bardzo bagatelizowany problem. Myślę, że nie powinniśmy obwiniać rodziców, którzy zachowują się tak, jak ci na obrazkach – oni serio nie wiedzą jak się zachować, bo jak powiedziała Twoja rozmowczyni jest za mało „instrukcji” na wypadek takiego problemu. Znam osoby zmagające się z depresją, a nawet z gorszymi jej powikłaniami i czasem sama mam wątpliwość jak można z nimi rozmawiać, bo to wcale nie jest proste. Mam nadzieję, że Waszą rozmowę przeczyta jak największa liczba ludzi. Tak, ludzi, nie tylko rodziców i nauczycieli, każdy powinien wiedzieć gdzie szukać wsparcia, gdy zauważy u kogoś objawy depresji.

  • http://www.mimookolicznosci.pl Joanna Brzezinska

    Jestem pod wrażeniem pani Anny i tego jak poszerza świadomość innych dzieląc się swoją historią.
    Jako psycholożka i zawodowa pomagaczka chciałabym przekazać tutaj garść ważnych informacji dla osób poszukujących pilnie bezpłatnego wsparcia:
    – Z NFZ za darmo otrzymamy psychoterapię (czyli długoterminowe, regularne wsparcie). Jak prawie zawsze w NFZ, trzeba odczekać swoje, ale warto obskoczyć wszystkie poradnie w okolicy, bo jedne są bardziej inne mniej oblegane.
    – W każdej gminie lub powiecie (nie pamiętam dokładnie) powinny istnieć Ośrodki/Centra Interwencji Kryzysowej – tam bywają psycholodzy, pedagodzy albo dobrze wyszkoleni wolontariusze, w takich miejscach (jeśli są prowadzone dobrze) można uzyskać informację gdzie można się zgłosić po bezpłatną pomoc/z konkretną tematyką/dla grupy wiekowej itp
    – Psycholodzy bywają zatrudnieni w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie, w Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej – czasem możliwe są konsultacje/udział w grupie wsparcia, bo akurat mają na to fundusze czy realizują jakiś projekt
    – Często pomagacze są w organizacjach pozarządowych, np. w Gdańsku są dyżury psychologów -wolontariuszy w Centrum Praw Kobiet, ja prowadzę bezpłatną grupę wsparcia dla ofiar mobbingu w Stowarz. OSA. Poza tym organizacje są bazą wiedzy o innych organizacjach i projektach, więc nie bójcie się pytać, a zdarza się, że w ramach realizowanego konkretnego projektu znajdzie się trochę czasu na kogoś z inną sprawą (ja np. realizuje projekt o mobbingu, ale zdarza mi się rozmawiać z osobami z problemem przemocy domowej)
    – Niemal każdy (szczególnie młody) psycholog zna niemal wszystkie
    placówki świadczące pomoc w swojej, szeroko pojętej, okolicy (bo miał tam praktyki/wysyłał do nich CV/marzy żeby go przyjęli na bezpłatny staż, a jeśli to nie jego specjalizacja to ma
    znajomych, którzy tam pracują/wysyłają CV itd.), więc jeśli skontaktujesz się z jakimkolwiek psychologiem to istnieje spora szansa (nie mylić z: na 100%), że da Ci jakiś trop (nie mylić z: „znajdzie za Ciebie numer telefonu i sam zadzwoni Cię umówić po znajomości”)
    WNIOSEK: nie bójcie się dzwonić i pytać

    PS.Im więcej spędzam czasu na Twoim blogu tym bardziej jestem pod wrażeniem pracy u podstaw, którą tu wykonujesz. Jesteś dla mnie ogromną inspiracją

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Joanno, bardzo dziękuję za garść tych ważnych informacji! To doskonałe wzbogacenie tego tekstu.
      Za miłe słowa o moim blogu bardzo dziękuję.

  • Alicee

    Ten tekst zrobił na mnie duże wrażenie, gdyż muszę przyznać, też kilka razy sięgałam po coś ostrego, ale mam jeszcze jeden sposób na tzw. ogarnięcie się tak, żeby to nie było właśnie po fakcie, tylko wtedy, kiedy jest początek. Ja chodzę na harcerstwo i wtedy przy drużynowym pocięłam sobie rękę i dopiero kiedy pogadałam z nim, to zrozumiałam co robię i od tamtej pory unikam najbardziej nożyczek oraz zbliżyliśmy się z drużynowym i teraz to ja mu chcę pomóc. Więc jeżeli ktoś, kto to czyta, ma taki problem, to po prostu wtedy TRZEBA się otworzyć do kogoś, nawet do takiego drużynowego 🙂

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Słuszna rada, bardzo dobrze, że o tym z kimś rozmawiasz. Mam nadzieję, że uda Ci się już definitywnie skończyć z samookaleczaniem się. Czy myślałaś o tym, żeby wybrać się do specjalisty? Psychologa?

      • Alicee

        Moim psychologiem jest mój drużynowy i już mi się udało 😉

  • http://www.teztakmysle.pl Mariusz Głuch

    Mega wywiad, a Ty wiesz, że ja Cie bardzo cenię i lubię za Twoją inteligencję i poczucie humoru. Tak samo jak wiesz o mojej chorobie. Telefon zaufania czynny od 12 do 22 to niby coś, ale jednak najczęściej ludzie popełniają samobójstwa w nocy. Ostatnio mi tego brakowało gdy leżałem w wannie i zostałem z bliznami na nodze. Niejednokrotnie pisałem o tym u siebie na blogu, a teraz piszę ostatnią chyba rzecz na ten temat. Leki, nowe leki, terapia. Kurde kosztowna choroba i do tego wykańczająca.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Trzymaj się i tym razem postaraj się wytrwać w leczeniu i terapii, bo wiesz już jak to się kończy, gdy ich zaniechujesz.

  • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

    W tym wszystkim najbardziej boli nieświadomość społeczeństwa, z którego masa ludzi nie traktuje depresji jako „prawdziwej” choroby. Jakiś czas temu trafiłam na bloga dziewczyny, która pisała też o swojej przebytej depresji. Komentarze były bardzo szkodliwe. „Świat jest piękny, aby pokonać chorobę musisz wyjść do ludzi, zebrać się w sobie”.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      otóż to. Ludzie myślą, że depresja to jakaś chwilowa słabość charakteru, że wystarczy się zmobilizować. A tak wcale nie jest. Ja wprawdzie nigdy na nią nie chorowałam, ale ani przez chwilę nie wątpię, że nie żadne „widzimisię, a choroba, którą trzeba leczyć.

  • http://www.dziewczynazobrazka.pl/ Magdalena Śpiewak

    Świetny wywiad. Będę do niego wracać.

    Pisząc z własnego doświadczenia: samookaleczanie może być wołaniem o pomoc, zwłaszcza, gdy to zakrywanie ran ma bardziej na celu zwrócenie uwagi rodziców, czy innych. W moim przypadku nikt mi nie pomógł. Moja mama albo na mnie krzyczała, albo mnie wyśmiewała, albo ośmieszała w towarzystwie rozpowiadając o tym całej rodzinie przy herbatce, gdy ja siedziałam obok. Z jednej strony robiłam co robiłam, ale z drugiej bardzo się tego wstydziłam i dlatego nie chciałam, by wiedziała o tym np ciotka plotkara.
    Jak sobie poradziłam – nie pamiętam, ale na pewno nie pomogli mi w tym rodzice.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Smutne 🙁 ale dobrze, że sobie poradziłaś.

  • Lena

    Bardzo potrzebny tekst. Tak bardzo chciałabym, żeby moja mama to przeczytała! Jestem w pierwszej LO, zmieniłam szkołę na ED, bo nie potrafiłam sobie tam poradzić, zbyt duża presja. Teraz mama z moją 3 letnią siostrą wyprowadziła sie do nowego partnera. Nie tęsknię za nią, tęsknię za małą istotką, która jako jedyna mnie w pełni akceptowała i widziała kiedy jestem smutna. Ale już za późno, jestem sama ze starszą siostrą, młodszym bratem i ojcem, którego nie lubię. Oni się ze mnie śmieją, że do końca życia chciałabym mieszkać z mamą. Może mają rację, że zbyt przesadzam? Nie wiem, ale czuję, że staczam się w dół i coraz bardziej jestem samotna. Przepraszam, że piszę to tu, ale musiałam się chociaż tutaj wyżyć i niech każdy rodzić rozmawia ze swoim dzieckiem, to jest naprawdę ważne. Dziękuję Pani, że prowadzi Pani tego bloga, ja już przeczytałam wiele artykułów na nim i ja sobie może jakoś poradzę, ale widzę nawet w mojej byłej klasy z renomowanego warszawskiego LO, że wiele osób popada w depresję i myśli o samobójstwie, a nikt tego nie zauważa. Trzeba nagłośnić ten problem. Dziękuję, że Pani w tym pomaga.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Lena, dziękuję, że zechciałaś zostawić komentarz. Powiedz, czy masz z kim porozmawiać o swoim problemie? Byłaś może np. u szkolnego pedagoga? Czy Mama wie, jak Ci trudno po tym, jak wyprowadziła się zabierając Twoją siostrzyczkę?

      • Lena

        Swoim problemem podzieliłam się tylko z jedną przyjaciółką… Nie lubię rozmawiać o swoich emocjach, u mnie w domu się tego nie robi, wtedy się pokazuje słabość, a w życiu trzeba być twardym… Jak pisałam jestem teraz w trybie edukacji domowej, wiec nie mam możliwości rozmowy z pedagogiem, ale i tak bym pewnie nie skorzystała, bałabym się, że zabiorą mojej mamie prawa czy coś. Zresztą raz tylko rozmawiałam z psychologiem nt alkoholizmu mojego ojca, to nawet nie była rozmowa, bo nie wydusilam z siebie ani słowa… Moja mama o tym wie, myślę, że też cierpi, bo płakała, ale zarówno ona jak i ja wiem, że ja niedługo skończę 18 lat, mój brat za 5 lat, siostra w tym roku matura, a ona zostałaby sama… nie mogę jej zabronić układania sobie zycia, wiele przecierpiala z moim ojcem… Ale po prostu zakaz od jej nowego partnera widywania się z moją młodsza siostra mnie załamuje, bo bardzo za nią tęsknię, to może głupio zabrzmiec, ale z nią przeżywała swoje utracone dzieciństwo… I proszę nie mieć mi tego za złe, że tak się tu wyżalam publicznie, nie chce współczucia, ale po prostu inaczej niż anonimowo nie umiem się kogoś doradzić jak sobie z tym poradzić…

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Lena, absolutnie nie mam Ci za złe, że tu piszesz. Pisz śmiało. Martwię się o Ciebie. Powiedz, dlaczego jesteś w trybie edukacji domowej? Czy to nie utrudnia Ci sprawy jeszcze bardziej? Czy nie potrzebujesz codziennego kontaktu z rówieśnikami? Czy to na pewno dla Ciebie dobre być ciągle w domu?

          • Lena

            Jeśli chodzi o moją była szkole to ona mnie wykańczała psychicznie… Źle dobrany profil nauczyciele wymagali wiadomosci ponad program, bardzo mnie to wszystko dołowało i postanowiłam zmienić szkole po 1 semestrze. Niestety nigdzie za bardzo nie było miejsc w klasach (tam gdzie chciałam isc), wiec postanowiłam na 2 semestr uczyć się w trybie ED, aby uciec od tego wyścigu szczurów, a od 2 klasy iść do innego LO, bo wtedy jest jeszcze szansa na miejsce (dużo osób si e przenosi po 1 klasie). Kontakt z rówieśnikami mam – przez Facebooka, ale przynajmniej 2 razy w tygodniu spotykam się też z moimi przyjaciółkami. Doskwiera mi tylko samotność jak się budzę – zawsze wtedy ktoś był w domu, a teraz nie ma nikogo…

  • makate

    Bardzo dobry wywiad i bardzo ważny temat. Dobrze że go poruszasz, bo faktycznie jest tak, że mało się mówi o takich sprawach, mało jest miejsc gdzie można szukać pomocy w tej sytuacji. W ogóle wciąż bardzo u nas kuleje takie wsparcie psychologiczne, a tymczasem wielu osobom, na różnych etapach życia, byłoby ono bardzo potrzebne.
    Ja ostatnio radziłam koleżance żeby sama albo z mężem poszła na terapię (w związku z różnymi problemami komunikacyjnymi, które rozrosły się do rozmiarów małżeńskiego kryzysu) i szczerze mówiąc, oprócz tego że znam wartość samej terapii i dlatego ją doradzam, to nie miałam pojęcia gdzie można szukać ewentualnego darmowego wsparcia, czy w ogóle są takie miejsca i jak się za to zabrać.

  • MamaSpace

    Trudny temat, ale bardzo ważny. W dzisiejszych zabieganych czasach łatwo zapomnieć o tym, co naprawdę w życiu ważne i przeoczyć najważniejsze momenty.

  • Pingback: Dep­resja - gdy pot­ra­fisz od­dychać, ale nie pot­ra­fisz żyć. - Ironiczna optymistka()

  • Mara

    Byłam w podobnej sytuacji jak córka bohaterki artykułu. Przez całe moje dzieciństwo nikt nie zorientował się, że mam zespół Aspergera. Tak się składa, że mój tata też go ma, więc przyzwyczaiłam się do tego, że „aspijska” komunikacja to norma. Problemy zaczęły się kiedy poszłam do innych dzieci. Wyrzucano mnie z zespołów młodzieżowych, bo mówiłam o dziwnych rzeczach. Dzieci tym bardziej nie umiały tego zrozumieć, zwłaszcza, że jestem dziewczyną, więc świat, który nadal jest mocno zamknięty w pewnych stereotypach ciężko reagował na dziewczynkę, które zamiast być księżniczką chciało być archeologiem i wykopywać stare mumie. Mama ignorowała to, że dzieci mi dokuczały uważając, że każdy swój „krzyż pański musi ponieść”. Uznała to po latach za błąd. Problem dostrzegła też za późno. Kiedy sprawa przeniosła się do gabinetu psychiatry z powodu popadania w nałogi (to był początek III gimnazjum). Nie miałam problemów ze szkołą, ale widać było skutki zażywania używek. Z czasem okazało się, że docinki przekształciły się w zaburzenie osobowości typu borderline, z którym uporałam się dopiero na studiach gdzie spotkałam przyjazne otoczenie, które mnie zaakceptowało i człowieka, który na pewne rzeczy zwrócił uwagę (m.in. na to, że zachowuję się jak osoba z ZA i powinnam to sprawdzić). Obecnie czuję się dobrze i radzę sobie w miarę dobrze z problemami emocjonalnymi. Pracuję nad sobą i wszystko jest już w porządku.

    Moje spostrzeżenia:
    – nauczyciele bardzo słabo reagują i prawie nie dostrzegają tego jak dzieci znęcają się nad innymi, słabo też dostrzegają problemy
    – głównie problemy psychiczne biorą się z dwóch źródeł: problemy rodzinne i społeczne
    – szybciej i najczęściej wychodzi z takich problemów młodzież, która ma stabilne rodziny i dobry kontakt z nimi

  • Justyna Lisicka

    Nie zapomnę, jak chciałam poruszyć ten temat w liceum na katechezie (mieliśmy katechetkę z reguły otwartą na rozmowy różne, nie tylko o religii), zbyła mnie mówiąc, że nie chcemy takich trudnych, nieprzyjemnych tematów, a większość klasy na pytanie „dlaczego ludzie się okaleczają” stwierdziła chórem „bo są nienormalni”…

  • Pingback: Twoje dziecko jest „trudne”? Uważaj, żeby nie wmówić sobie, że to ADHD, autyzm lub choroba dwubiegunowa | Nishka()