Słoń w pokoju – masz swojego?

Wyobraź sobie, że któregoś dnia wracasz do domu lub wchodzisz do pracy bądź szkoły, a tam słoń. Nie pluszak, nie zabawka, tylko wielki prawdziwy słoń gigant.

Co robisz? Podejmujesz od razu jakieś kroki, prawda? Dzwonisz po pomoc, wszczynasz alarm, działasz!

Czyżby? Okazuje się, że wielu z nas, widząc tego słonia, nie zrobi nic. Co więcej, będzie udawać, że tego słonia wcale obok nas nie ma.  

Dziś opowiem o zjawisku Słonia w Pokoju. 

W języku polskim to określenie nie jest zbyt popularne, za to funkcjonuje w angielskim. „elephant in the room” oznacza problem, o którym wszyscy wiedzą, że istnieje, ale o którym niechętnie się mówi. Z różnych powodów. Bo nie wypada. Bo niezręcznie. Bo łatwiej milczeć. Bo nie wiadomo co powiedzieć. 

Osobie z Twojego otoczenia, znajomemu, koledze z pracy czy szkoły przytrafia się nieszczęście. Umarła mu bliska  osoba, zachorował na poważną chorobę lub oytrzymał właśnie wypowiedzenie umowy o pracę.

Pytasz go o to czy wolisz sprawę przemilczeć? Większość osób będzie milczeć.  Współczuje, ale o nic nie pyta, bojąc się,  że to nie wypada. Że może nie powinien się wtrącać. Że  pytając, jeszcze bardziej pogorszy sprawę. Przypomni o nieszczęściu, postawia tę osobę w nieprzyjemnej sytuacji. 

Tymczasem unikanie trudnych tematów, które wypełniają aktualnie całe życie tych osób, niczym słoń w pokoju, jeszcze bardziej sprawę pogarsza. Bo udawanie że nie ma tematu nie sprawi, że temat zniknie! 

Boimy się, że pytając kogoś, jeszcze bardziej go zasmucimy, tymczasem często to właśnie nie pytając go zasmucamy.

Osoby, które doświadczają nieszczęścia mówią o tym, że mimo, iż ciężko im mówić o tym jakiejś trudnej sprawie, np.śmierci bliskiej osoby czy chorobie czy problemie z alkoholizmem lub innym nałogiem kogoś z otoczenia, to w znacznie gorzej czują się, gdy otoczenie, udaje że słonia nie ma. 

Sheryl Sandberg współautorka książki „Plan B” opowiada, że przyjaciółka jej mamy Merle Saferstein: emerytowana dyrektorka programowana Centrum Dokumentacji i Nauki o Holocauście we Florydzie Południowej. Pracowała z ponad 500 osobami, które przeżyły Zagładę i zapamiętała tylko jedną, 1 z 500, która odmówiła szczerej rozmowy. 

Ludzie chcą rozmawiać o trudnych sprawach, tymczasem otoczenie zwykle nie chce, np. bojąc się przywołać traumę. Tylko, że ta trauma tak czy inaczej jest. I pytanie o nią, jej nie wywoła, wprost przeciwnie, może być jednym ze sposobów na radzenie sobie z nią.  Istnieje wiele badań dowodzących, że otworzenie się i opowiedzenie o traumatycznych przeżyciach poprawia nasze fizyczne i psychiczne samopoczucie. To jedna z kilku tajemnic psychoterapii. 

Merkle stworzyła program spotkań  osób ocalałych z Zagłady z licealistami i studentami wyższych uczelni. Bo zauważyła, że jeżeli stworzy się okazję, otwiera się wspaniała przestrzeń do rozmowy: a dokładniej zadawania pytań, bo bez nich, czyli sygnału o gotowości do wysłuchania, zwykle tej rozmowy nie ma.

Młodzi zadawali Ocalałym najróżniejsze pytania: Co jadłaś w obozie śmierci? Czy wciąż wierzyłaś w Boga? Czy miałaś tam okres? Jeżeli tak, jak sobie z nim radziłaś?

„To nie są pytanie osobiste, ale LUDZKIE” – zauważyła Merkle. 

Tymczasem unikanie trudnych tematów i stronienie od nich jest bardzo powszechne. 

Boimy się zadawać pytania ludziom, którzy stracili bliskie osoby: którym umarli rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, dzieci, którzy mają trudność, mimo ogromnego pragnienia, z zajściem w ciąże, którzy się rozwodzą, którzy borykają się z nałogiem: swoim lub bliskiej osoby. Słowem, udajemy że tego słonia w pokoju nie ma. A on jest..

Mitch Carmody, który stracił 9-letniego syna, który zachorował śmiertelnie na raka mózgu, pisał w swojej książce „Listy do mojego syna”. „Nasze dziecko umiera po raz drugi, gdy nikt nie wypowiada jego imienia”. Dlatego amerykańska organizacja „Compassionate Friends” czyli „Współczujący Przyjaciele” zajmująca się pomocą osobom pogrążonych w żałobie zachęca do mówienia otwarcie o swoim smutku, cierpieniu. A nas do pytania o to.

Oczywiście za naszym pytaniem, nie musi iśc od razu odpowiedź i to też powinnismy uszanować. Ale sam fakt, że nie udajemy się, że tego trudnego tematu nie ma, już jest na plus. Oczywiście jeżeli pytać to niemechanicznie, na siłę, nie frazesami, tylko ze szczerością i empatią.

Nie mówmy, że wszystko będzie dobrze. Osobie pogrążonej w rozpaczy to nie pomoże. Nie zmieniajmy na siłę tematu, żeby rozśmieszyć. 

Co możemy zrobić? Okazać zrozumienie. Zaakceptować uczucia drugiej strony. 
-Widzę twój ból, smutek, rozpacz, strach. Jestem z tobą. 
– Jak się DZIŚ czujesz?
– Pamiętaj, że jestem dostępna zawsze, kiedy będziesz chciała porozmawiać. Możesz do mnie dzwonić o każdej porze dnia i nocy.

Gdyby tak się przyjrzeć naszym życiom, to pewnie też większość z nas przyznałaby, że też trzyma słonia w pokoju. Mimo, że ten słoń rozpasa się na dobre: widać go, słychać i czuć, to stanowi to temat tabu. Nikt wprost i głośno o nim nie mówi.

Słoniem w pokoju może być śmierć, rozwód, uzależnienie od jakiejś substancji lub zachowania, utrata pracy, brak seksu w związku, choroba i wiele innych tematów. Słoniem w pokoju mogą też być różne tematy społeczne, wychodzące poza rodzinę, np. społeczne tabu, dyskryminacja płci, rasy, orientacji seksualnej, choroba psychiczna, samobójstwo któregoś z członków rodziny.

Co ważne: unikanie tematu uczuć, nie jest wcale tożsame z ich chronieniem. To, że nie będziemy mówić o tym słoniu, nie sprawi, że on zniknie. 

Prawdopodobnie każdy ma swojego słonia, czyli jakiś problem, który jest bardzo wyraźny, ma wpływ na nasze życie, wypełnia naszą przestrzeń, niczym słoń w pokoju, ale udajemy, że wcale go nie ma. Ja też mam takiego słonia i chcę w tym roku się nim zająć. Czego i Wam życzę. 🙂

o tym temacie opowiadałam też w filmie na moim kanale na YT Nishka Movie TUTAJ.

Komentarze:

  • Agnes

    Moj maz wychowal sie w domu w ktorym nie mowilo sie o trudnych sprawach czy problemach, ciezko mu to zmienic ja jestem z tych co chca przerobic temat, wygadac sie jednak z uszanowaniem drugiej strony. Z mezem ciezko nam bo jednak te trudne tematy przychodza czy my chcemy czy nie.

    • I teraz pytanie, czy powinno się uszanować, że ktoś nie chce rozmawiać, czy zmuszać?

      • Agnes

        Wlasciwie staram sie uszanowac jednak przychodzi czas kiedy omijac sie tego nie da i wtedy najkrocej jak potrafie w punktach odbywa sie dyskusja a czasami tylko moj monolg bo maz nie za bardzo wie jak mowic w trakcie omowien.

  • j.

    Cztery lata temu zmarł mój tata na raka. Najwiecej ukojenia podczas pogrzebu przyniosło mi składanie kondoleuncji. Przez tą chwilę poczułam się lepiej widząc moich bliskich, przyjaciół którzy przytulali mnie, płakali razem ze mną, szeptali jakieś słowa wsparcia. Zawsze wstydziłam sięii składać kondolecje. Teraz wiem jakie to jest ważne dla tych ludzi pogrążonych w smutku.

  • Monika

    Kiedy zmarła moja mama też miałam potrzebę rozmawiania o niej i o jej śmierci. Wydawało mi się to naturalne. Jakiś czas później zmarł mąż mojej koleżanki. Spotkałyśmy się z pół roku później na imprezie, ona była z koleżankami, ja ze swoimi znajomymi i zaczęłyśmy rozmawiać o mojej mamie, o jej mężu, moja koleżanka popłakała sobie, a mnie jej koleżanki krótko mówiąc opierdoliły, że po co ja z nią z o tym rozmawiam, że ona ma się rozerwać, nie myśleć. Najsmutniejsze było to, że ja rozmowy na ten temat nie zaczęłam, ewidentnie ona miała potrzebę opowiedzenia o tym wszystkim, a mi się dostało, za to ze słucham…