Socjolożka czy socjolog? – przemyśl, dlaczego tak irytują Cię żeńskie końcówki

fot. Agnieszka Dzieniszewska

Socjolog czy socjolożka? Psycholog czy psycholożka? Ginekolog czy ginekolożka? Ten dość kontrowersyjny temat: podział na żeńskie i męskie końcówki zawodów i funkcji chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i postanowiłam, po tym, jak wczoraj kolejny raz zetknęłam się z tą kwestią, poruszyć go wreszcie na łamach bloga.


Kim jestem? Atakują mnie zewsząd, w różnego typu formularzach, pytania. Ciekawe, bo to przecież jedno z trudniejszych pytań i wielu zmaga się z nim do końca swoich dni i nawet na łożu śmierci nie jest w stanie na nie odpowiedzieć 😉 choć, jak powiedział Sokrates, jest jednym z najważniejszych zadań w życiu. Tymczasem portale społecznościowe – oferujące nam wiedzę instant w postaci sproszkowanej, szybkiej, łatwiej, prostej i przyjemnej pytają namiętnie i zachęcają: napisz, kim jesteś. Tak jakby było to banalnie proste. A więc piszę! Matką, żoną, blogerką, jutuberką i socjolożką.
I wtedy, choć nie za każdym razem, co więcej: rzadko, ale jednak – pojawiają się pytania nasączone kpiną:

– S o c j o l o ż k a? Przecież to brzmi niepoważnie, te wszystkie socjolożki, psycholożki, ginekolożki. Nic nie poradzę, kojarzy mi się to z loszką.


argument: „żeńskie formy zawodów i funkcji brzmią niepoważnie”

Za każdym razem, kiedy ktoś – co ciekawe i przykre, częściej słyszę to z ust właśnie kobiet – kpi z żeńskiej formy zawodu, nie mogę uwierzyć w to skąd w nas tyle nieufności i uprzedzeń? Dlaczego żeńskie końcówki obśmiewamy i uważamy za gorsze, odbierające dumę i powagę, niepoważne, śmieszne, lekceważące? Gdzie w żeńskiej końcówce zawodu widzicie brak powagi i powód do deprecjonowania?
Prezydentka – hue hue, jak dentka.
Historyczka – hue hue, jak histeryczka.
A dlaczego nikt nie kojarzy historyka z histerykiem?
Dlaczego robimy to sobie, drogie panie?

argument: „brzydko brzmi”

Co brzydkiego jest w żeńskiej formie zawodu? Co ładnego w męskiej? Forma jak forma, wiadomo, mamy piękne polskie słowa: szafran, kocham, woda, rabarbar i brzydkie: krztusiec, żółć i rzygać. Słowa jak słowa. Niektóre brzmią interesująco, inne mniej, ale ugruntowywanie na tym poglądu, że warto w związku z tym zostać przy męskiej odmianie zawodów, brzmi co najmniej podejrzanie i myślę, że nie tu, czyli w ich brzmieniu, pies pogrzebany. I mam ogromną nadzieję, że również nie w, prawdopodobnie nieuświadomionych, ale jednak istniejących postawach zbudowanych na mizoginizmie.

argument: „po co tworzyć słowne wygibasy”

To nie są słowne wygibasy, to działanie zgodne z zasadami języka polskiego! 🙂 Przecież to, że dysponujemy żeńskimi i męskimi „damskich i „męskich” form rzeczowników jest jedną z największych zalet naszego języka. Dlaczego z nich nie korzystać? Tworzenie żeńskiej formy zawodu skonstruowane jest zgodnie z zasadami słowotwórstwa i logiczne językowo.

argument „skoro mamy męskie formy, po co tworzyć żeńskie”

Dlaczego to męska forma ma być decydująca? Skąd założenie, że męska forma jest formą domyślną? Owszem, kiedyś dawno temu, wiele zawodów wykonywanych było przez mężczyzn, ale dlaczego dziś, gdy w takim samym stopniu, a często większym piastują je kobiety, nie możemy korzystać z końcówek zarezerwowanych dla nich?

argument: „przyzwyczailiśmy się i osłuchaliśmy się, po co zmieniać”

A co z mężczyzną wykonującym zawód pielęgniarza? Czy będziemy nazywać go pielęgniarką – słowem, z którym jesteśmy znacznie bardziej osłuchani, bo to jeden z najbardziej sfeminizowanych zawodów? Nie, powiemy wówczas – i wyda nam się to naturalne, że to pielęgniarz. Podobnie nazwiemy sekretarza, mimo, że stokrotnie częściej spotykaliśmy się i osłuchaliśmy się ze słowem sekretarka. Dlaczego w przypadku mężczyzny podkreślimy płeć, a u kobiety uważamy to za zbędne, ba, brzmiące śmiesznie i niepoważnie?

argument: „wprowadzają zamieszanie, bo często te słowa oznaczają coś innego”

Reżyserka to pomieszczenie,  pilotka to czapka.
A przecież homominia, czyli słowa, które brzmią tak samo a oznaczają coś zupełnie innego, występuje również w innych sytuacjach, zupełnie niezwiązanych z omawianym dziś tematem! Na przykład:

RANNY (ptaszek lub palec)
DROGA (w lesie oraz nietania)
GRANAT (pocisk, owoc)
PILOT (mężczyzna prowadzący samolot lub wycieczkę oraz pilot – od telewizora – ups 😉 )

Chcę podkreślić: nie mam żadnego problemu z tym, gdy do określenia zawodu piastowanego przez kobietę używane są męskie formy i nie chcę nikogo do tego zmuszać. Rozumiem, że ktoś może mieć ochotę nazywać siebie panią inżynier, a nie inżynierką.
Mam problem wyłącznie z tym, że ktoś ma problem lub kpi, żartuje, kwestionuje czy dziwi się określeniu socjolożka czy prezydentka, gdy ja lub ktoś inny nazywa/m siebie socjolożką lub opowiada/m o rozmowie z psycholożką lub zachęca/m córkę, by została architektką.

Każdą osobę, którą rażą żeńskie formy zawodów i funkcji, zachęcam do tego, by pochyliła się nad tematem i zastanowiła:

Co popycha nas do tego, by kpić z żeńskiej formy zawodu i traktować ją jako niepoważną, mniej doniosłą, pomniejszającą jej wagę?

Dlaczego żeńskie formy wielu zawodów „socjolożki”, „ginekolożki”, „psycholożki” traktujemy to jako novum, kaprys, skoro te zawody są piastowane przez kobiety od wielu lat?

Przyjrzyjmy się gdzie zakorzenione są nasze lęki i niechęć? Zwłaszcza, gdy są to przecież poprawne językowo formy? Może w patriarchalnej kulturze?

Zachęcam do przeprowadzenie ze sobą wewnętrznego dialogu i otworzenia się na nowe. 🙂

Pozostaje mieć nadzieję, że dla pokolenia naszych dzieci te rozterki będą zupełnie niezrozumiałe, a podział na męskie i żeńskie końcówki będzie czymś zupełnie naturalnym.

Komentarze:

  • Quiteunusual

    A ja jestem organistką i doprowadza mnie do szału kiedy ktoś nazywa mnie organisciną 🙁

  • Sijka

    Witam, z ciekawości :jak brzmi żeńska forma zawodu budowlaniec? Pozdrawiam 😃

  • BorowikJed

    Ciekawy wpis. Wydaje mi się, że pewną rolę może tu grać to takie trochę zdrobniałe i niepoważne używanie „okobieconych” słów męskich żeby określić np. jakaś część garderoby. Np. rybaczki jako spodnie pochodzące od rybaka, gdzie rybak jest tym powiedzmy ciężko pracującym (poważnym?) mężczyzną a rybaczki to fikuśne spodnie, które u wspomnianego rybaka wywołają tylko wywracanie oczami.

    Często podobnie językowo do nazwy zawodu wykonywanego przez kobietę zbudowane są inne mało poważne słowa z reguły określające jakiś duperel, coś małego, „babskiego”, niepotrzebnego koniecznie do życia. Np zalotka, portmonetka, bransoletka czy dorożka. Ale także wspomniana loszka czy kokoszka.

    Jeszcze bardzo dużo można w tym temacie powiedzieć, ale myślę, że panie niestety mają tutaj ciężej, gdyż nazwa ich zawodu od razu kojarzy się ze zdrobniem, z czymś zabawkowym. Trudno jest zmienić skojarzenia i przyzwyczajenia, gdy były utwierdzane przez setki lat. Niemniej jednak powodzenia zmianie przyzwyczajeń 🙂

  • Aleksandra

    Dla mnie mimo wszystko, te końcówki żeńskie nie brzmią dobrze. Ja będę inżynierem, nie inżynierką ;). Moim zdaniem, umniejsza to osobie zatytułowanej takim określeniem, jak doktorka, profesorka, czy prezydentka- ale to tylko moje zdanie.

    • KAsia

      Właśnie o tym jest ten tekst! Że forma żeńska = umniejszenie. Dlaczego? Czy tylko mężczyzna może być kompetentny i budzący szacunek? A jak kobieta, to już nie wielki socjolog, a mała socjolożka?

      • Ela Dune

        Wspomniałam o tym w komentarzu wyżej. Z mojego punktu widzenia, żeńskie formy brzmią jak zdrobnienia. Czyli tak, wielki socjolog, mała socjolożka, pan socjolog, dziewczynka socjolożka. Gdyby wziąć żeńską formę z łaciny, to byćmy na panią socjolog mówili socjologa. Brzmi poważniej.

  • „Zobaczymy, jak się to dalej potoczy, bo w ostatnich latach daje się zauważyć tendencja do powrotu do tradycyjnych wykładników żeńskości, wspierana także przez ruchy feministyczne. Ja jestem za, bo mielibyśmy ten problem uporządkowany, zobiektywizowany i uproszczony pod względem syntagmatycznym.” – Miodek dla Gazety Wrocławskiej. A i Rada Języka Polskiego widzi problem z żeńskimi nazwami zawodów jedynie w nastawieniu ludzi do nich, nie uważając używanie takowych za błąd. Mnie więcej nie trzeba.

  • muszę przyznać, że mnie te „lożki” irytowały swego czasu. Uważałam, że przez damskie formy bardziej skupiamy się na płci niż na zawodzie. Teraz uważam, że powinny one istnieć i być w użyciu. A gdy ktoś traktuje je lekceważąco to może dlatego, że lekceważy kobiety wykonujące te zawody. Coś podobnego jest z mówieniem na kobiety – „dziewczyny” – trywializowanie i infantylizowanie przedstawicielek rodzaju żeńskiego. To jest bardzo irytujące!

  • Ela Dune

    Mi żeńskie formy wydają się niepoważne, ale to z tego powodu, że brzmią jak zdrobnienia. Z drugiej strony, co to za równouprawnienie, kiedy bierzemy nazwę zawodu z języka obcego, np. magister (wiem, to nie zawód, ale najwygodniejsze dla mnie, żeby użyć jako przykład), i robimy od tego formę żeńską (magisterka), zamiast również wziąć żeńską formę z tego języka (magistra). Nie wszędzie jest to możliwe, ale nawet jak jest, to się tego nie wykorzystuje.

  • Pilot nie tylko do telewizora czy samolotu, ale także do wycieczek zagranicznych 🙂 Wiem, bo pracowałąm. I nie wyobrażam sobie, żeby ktoś do mnie mówił „pani pilotko” 😀

  • Myślę, że ważniejsze od nazw jest to, że rzeczywiście obie płcie mogą wykonywać te zawody, które im się podobają. 🙂

    Osobiście używam męskich form, bo żeńskie mi się nie podobają i są dla mnie dorabianiem ideologii na siłę. Wychodzę z założenia, że jestem człowiekiem – rodzaj męski 😉 – więc nazwa zawodu też jest męska. Jestem polonistą i copywriterem, weekendowo stajennym. :p

    Nie mogę zgodzić się z argumentem: Dlaczego to męska forma ma być decydująca? – idąc tym tropem myślenia moglibyśmy pozmieniać wszystkie rzeczowniki na rodzaj żeński, no bo dlaczego deszcz albo samochód mają być męskie? 😉

    • alsv

      Czy to oznacza, że mówienie „zjadłam” zamiast „zjadłem” jest dorabianiem ideologii na siłę, bo „jestem człowiekiem”? 😉 w końcu jako człowiek poszedłem do pracy, a nie poszłam.

  • Olga

    a jak nazwać pana wychowawcę w przedszkolu? Pani przedszkolanka, dziecko to przedszkolak, a pan to przedszkolan?

    • Karola Pałgan

      Nauczyciel/nauczycielka przedszkola 😉

  • Persona NonOff

    Jestem socjolozka. Ja wiem i pewnie Natalia, ze meskie koncowki zawodow, to kolejny przejaw patriarchatu. Tak samo jak po slubie kobieta przyjmuje nazwisko meza, a nie mezczyzna przyjmuje nazwisko zony… jest wiele takich przejawow patriarchatu.

  • Lawenda

    W tekście nie zostały poruszone dwa problemy. Mianowicie po pierwsze sytuacja, gdy tradycyjnie żeńskie odpowiedniki zarezerwowane były dla żon mężczyzn wykonujących dany zawód, typu sędzina, starościna. Dzisiaj wydaje mi się wyłączające mówić o pani sędzi – sędzina, mimo że jest to rzeczownik zakorzeniony jezykowo, ale tradycyjnie o innym znaczeniu i podważający kompetencje osoby nim określanej. Druga sprawa- są takie nazwy zawodów czy też rzeczowniki rodzaju męskiego od których nijak nie można utworzyć odpowiednika dla kobiety. Dla przykładu- śmieciarz – będziemy mieć śmieciarkę? Kobieta kierowca to będzie kierownica czy kierowniczka? A pielgrzym w formie żeńskiej- pielgrzymka?

  • szarsz

    Dla mnie to problem osłuchania. Moja córka nie ma już z tym najmniejszego problemu i od przedszkola powtarza, że będzie „weterynarką”, poprawiając każdego, kto ośmieli się do niej powiedzieć: „weterynarzem”.

  • Fika

    Jestem informatykiem nie informaTYCZKĄ. Ale też programistką i senior software developerem. To kwestia osłuchania i skojarzeń – dla mnie, mniejszości w męskim świecie zupełnie bez znaczenia. Zdarzyło mi się pracować z szowinistami, którzy mnie nie traktowali poważnie i lekcewazaco i to było bardziej irytujące niż tytuły. Na szczęście WSZYSCY z nich mieli problemy nie tylko że mną ale przede wszystkim ze sobą, bo wszyscy trzej już nie pracują w naszej firmie i to nie z powodów związanych ze mną.