Stop klatka na życie: dzieci potrzebują nas tylko przez chwilę

.
Nasze dzieci potrzebują nas tylko przez chwilę.

– I kiedy już cieszysz się nadchodzącym wieczorem i wolnością, przypominasz sobie, że jeszcze minimum pół godziny usypiania – westchnęłam ja, matka 2-latka. –  Usypiałaś synów?

– Tak. Młodszego, 5-latka wciąż usypiam, najpierw czytamy książki, potem śpiewam mu kołysanki – odparła Karina. – Czasem mam tego dość i chciałabym jak najszybciej wyjść z jego pokoju. Ale w tych chwilach przypominam sobie jak kiedyś przez kilka dni gościł u nas znajomy, który widząc nasze wieczorne przy synach zniecierpliwienie, powiedział:

Czułem czasem to samo, co wy. Również codziennie kładłem syna do łóżka, czytałem mu bajki, przytulałem go, czekając aż zaśnie. Czasem nie chciało mi się i wolałem zająć się swoimi sprawami, ale nie potrafiłem mu odmówić, widząc jak bardzo mu na tym zależy. I któregoś dnia mój kilkuletni wówczas syn oznajmił, że już jest duży i od dziś będzie zasypiał sam. Że już mnie wieczorem nie potrzebuje, już umie czytać. Powiedział to bez żalu w głosie, wprost przeciwnie: był w siebie dumny.
A mi zakręciła się w oku łza. Zrozumiałem, że już nigdy nie będę mu czytał przed snem książek.

Mnie i mojej siostrze opowiadającej to również zakręciła się w oku łza.

Że bycie rodzicem nie jest łatwe i każdy z nas ma czasem ochotę wystrzelić je w kosmos, wiemy wszyscy, tylko nie każdy się do tego przyznaje. A jednocześnie tak bardzo je kochamy, że bez chwili wahania moglibyśmy oddać im życie. Gdyby któreś z mojej trójki potrzebowało ode mnie jakiegoś narządu, które pozwoliłoby mu przedłużyć życie, za to mi życie odebrać: nie miałabym wątpliwości, jak postąpić. (oczywiście, że nie oddałabym żadnego swojego narządu!  Żartuję 🙂 oddałabym).

Oto życiowa ambiwalencja: kochamy nasze pociechy ponad życie, a czasem patrzymy na nie jak na udrękę i wychowując je, czujemy zwątpienie, zniecierpliwienie, zniewolenie, złość, frustrację i irytację, wywołane specyfiką okresu rozwojowego, w którym znajduje się dziecko. A to wszędzie trzeba je nosić, a to karmić, a to przewijać, a to gonić za nim, bo wszędzie wejdzie, a to znosić chimery, histerie, dyskuje i bunty.

Sztuczką, którą warto stosować w kryzysowych chwilach i o której istnieniu również muszę sobie co jakiś czas przypominać, jest robienie stop-klatek na życie i uświadamianie sobie (po raz wtóry, a jakże), że dzieci potrzebują nas tylko przez chwilę.

Tylko przez chwilę są na tyle małe, że nie są w stanie przemieszczać się z jednego miejsca na drugie, więc musimy je nosić.

Tylko przez chwilę są na tyle nieprzewidywalne, że nie możemy zostawić ich na kwadrans same w pokoju, bo nie wiemy, jaki szalony pomysł zagrażający ich życiu przyjdzie im do głowy.

Tylko przez chwilę gadają jak najęte, pytając wciąż co to, co to i dlaczego, dlaczego, zaraz będą chodzącą encyklopedią i znać się na wszystkim lepiej od ciebie, bo co ty, rodzicu wiesz o życiu.

Tylko przez chwilę chcą wciąż być blisko nas, bo zaraz zmienią nas na znajomych, spędzanie czasu z którymi będzie dla nich priorytetem.

Tylko przez chwilę zależy im na tym, żebyśmy poświęcili im pół godziny przed snem, czytając książki, śpiewając kołysanki i tuląc przed snem.

Tylko przez chwilę są na tyle małe, że rodzic jest dla nich bogiem, uświadom to sobie, sobie.

Warto doceniać te chwile, bo są tylko na chwilę.

 

Komentarze:

  • Kasia Napierała

    Właśnie…Moja córka jest jeszcze na etapie, gdy jestem jej „bogiem”… A ja wręcz wpadam w panikę i wciąż się zadręczam, że jak pójdzie w świat i nie będę mogła już Jej chronić spotka Ją coś strasznego. Chciałabym móc się wyzbyć ciągłego myślenia o tym 😑 wyobraźnia za to podpowiada gwałty itd. 😓

    • Majka

      To jest biologiczne…naturalne…ufaj że dałaś wystarczajaco kierunku że jak pójdzie to wróci ale wiedz że co czujesz to jest zakodowane w głowie po ciaży w każdej kobiecie żeby pilnowała i troszczyła sie o dziecko.

      • Kasia Napierała

        Dziękuję! Zawsze lepiej myśleć, że to biologia niż psychoza 😝

  • Kasia

    Natalio, publikuj proszę więcej tekstów o rodzicielstwie. Albo odeslij chociaż do książkę czy tekstów o wychowaniu, bo nie ukrywam, że tego potrzebuje. Jestem mamą prawie dwuletniego i bardzo żywego chłopca i nie ukrywam że że potrzebuje mądrych wskazówek, żeby wychowanie nie było slepym eksperymentem na żywym organizmie. Nie chce go zepsuć:(

  • Tak wlasnie jest. Nadal czytam corce (niedlugo 11 lat), ale tylko dlatego, ze po polsku czyta wolniej, a moze dlatego, ze obie to lubimy. Jeszcze. Ale juz dostrzegam powoli to zniecierpliwienie, to – „ok, ja tu tylko na momencik, bo tam, gdzies, jest moje prawdziwe zycie”. Gdzies tam kolezanka poslala wiadomosc z cenna rada, cenniejsza niz moja, bo ja przeciez tak niewiele rozumiem. Czasem slysze tez – „mamo, nie rob tak, bo pomysla, ze jestes wariatka”. Na moja odpowiedz, ze nigdy nie twierdzilam, ze jestem normalna -„ale ja nie chce matki-wariatki”. A niedawno smialaby sie jeszcze do rozpuku. Ale mam jeszcze moja pocieche – pieciolatka, ciesze sie jego dziecinnym glosikiem, jego beztroska, jego energia. Jednak nie poslalam go do szkoly, troche tez wlasnie dlatego, by zatrzymac czas.

  • Odnośnie tematu, chciałbym dodać, że moim zdaniem rodziców potrzebuje się dopóki są. Chyba, że nie są wstanie nam niczego zaoferować, a zamiast pomocy, niosą kolejne problemy. Z takimi problemami boryka się kilkoro osób w moim otoczeniu.

  • Tekst świetny, ale tytuł i stwierdzenie, jako ogólne nie podoba mi się. Domyślam się,że nie oznacza on dosłownie tego co przychodzi od razu na myśl, bo piszesz o urywkach, chwilach, ale jednak brzmi to strasznie ;p Dopóki sa rodzice jest się dzieckiem tych rodziców. Dorosły człowiek też potrzebuje rodziców, zawsze są potrzebni i ważni.