Świat na żywo

Rano czytam w „Polityce” o dzieciach i młodzieży spędzającej coraz większą ilość czasu w internecie, w południe rozmawiam z dwoma chłopcami: 7- i 9-letnimi, którym smartfony i komputery nie w głowie (choć nie są im obce), bo mają znacznie ciekawsze zajęcia.
 
Zaszłam na to podwórko, bo chciałam kupić od ich babci jajka. Myślałam, że spędzę tam pięć minut, tymczasem furtkę wyjściową zamknęłam dziesięć razy później.
 
Dodam, że nie jest to gospodarstwo nastawione na turystów – chłopcy, o których opowiem, nie są wprawieni w dbaniu o „klientów”, racząc ich ciekawymi opowieściami – nie, to zwykłe gospodarstwo, a młodzieńcy zajęli się mną i moim synkiem, który mi towarzyszył, spontanicznie. Oczywiście nie mam nic przeciwko gospodarstwom nastawionym na turystów! Świetnie, że takie są i że dzięki nim mieszczuchy mają okazję spróbować życia na wsi.
 
– Zajmiesz się jajkami dla pani Natalii? – spytała starszego wnuczka babcia czymś zajęta.
– Tak! – wykrzyknął z entuzjazmem wnuczek, wziął ode mnie foremkę na jajka i pobiegł do kurnika.
– Możemy iść z tobą? – spytałam, widząc minę mojego syna zaczarowanego widokiem kur, które tak bardzo lubi oglądać w książeczkach. Kiedy wychodziłam z nim z domu miał kiepski humor, marudził, byłam przekonana, że zaraz zaśnie, tymczasem gdy pojawiliśmy się na tamtym podwórku promieniał, absolutnie zafascynowany.
– Chodźcie! – zaprosił nas chłopiec.
– Popatrz, ile kurek. Jak robią kurki? – spytałam syna.
– MUUU! – odparł mój bystrzak.
– Zrobię tej kurze zdjęcie, dobrze? – spytałam chłopca.
– Tak, mogę ją nawet wziąć na ręce – zaproponował.
– Kury nie mają imion, bo mamy ich 30, ale mają za to różne kolory – poinformował mnie młodszy brat.
– Rozumiem.
– Ale wszystkie nasze krowy mają imiona: Sprytna, Błyskawica, Węgielek, Smolicha, Krasula, Marchewka – wyrecytował.
– Krowy są na łące, a tu teraz na podwórku chodzą dwa cielaki: krowa i byk i jedna ciełuszka – dodał starszy.
– Krowa to dziewczyna, a byk chłopak – zauważyłam błyskotliwie.
– Tak. Albo samica i samiec – uśmiechnął się chłopiec.
– Cielak to mała krówka, a ciełuszka to taka średnia, prawda? – nie dawałam za wygraną.
– Ciełuszka to młodzież – wyjaśnił mi chłopiec.
Krowia młodzież. <3
– A skąd bierzecie imiona dla krów?
– Na dwa sposoby: albo na podstawie wyglądu, np. Smolicha czy Marchewka albo charakteru, np. Sprytna lub Błyskawica – uświadomił mi.
– A ten byk to czasem wchodzi na krowę od tyłu i wtedy są cielaczki – rzekł młodszy brat.
– KUKURYKU, KUKURYKU! – dawał o sobie co jakiś czas znać kogut kręcący się obok nas.
– Ale kogut.. – rzekłam z podziwem, obserwując syna, który patrzył nań jak zahipnotyzowany. – Jejku, a on nie zaatakuje? – spytałam nagle.
– Nie – odparli chórem chłopcy. (krótki film z tego fragmentu możecie zobaczyć na moim Instagramie: https://www.instagram.com/nishka.pl/
– Kiedyś ten kogut stuknął mnie mocno – rzekł młodszy.
– Mnie też, ale to dlatego, że go prowokowaliśmy. Was nie zaatakuje – uspokoił mnie starszy.
– Kogut to chyba na podwórku może być tylko jeden, prawda? – próbowałam po raz kolejny popisać się swoją wiedzą.
– Niekoniecznie. My mamy dwa. Ale to śmiesznie wyszło, bo ten drugi to przez pomyłkę.
– Miał być kurą, a okazał się kogutem – dopowiedział brat.
– Chłopcy, dajcie krowom jeść! – krzyknął z oddali dziadek.
– Zaraz wracam! – rzekł starszy i pobiegł do szopy.
Po chwili przybiegł z miską ziemniaków, sypnął do dużego naczynia, następnie do drugiego.
– Krowy jedzą ziemniaki? – zdziwiłam się.
– Tak, to dla nich taki smakołyk.
– A chce pani zobaczyć, gdzie w nocy śpią krowy? – zaproponował młodszy brat.
– Jasne.
Po drodze do sypialni krów chłopcy ciągle coś mi opowiadali.
– A wie pani, że u nas w rodzinie każdy coś sadzi? Babcia warzywa w ogrodzie, mama…
– Nieprawda, mama nic nie sadzi! – wtrącił się brat.
– No jak to, przecież kwiaty w ogrodzie.
– Aha, no tak.
– A ja sadzę kukurydzę. Zasadziłem 25 kolb, więc będę miał z tego około 940 ziarenek- pochwalił się.
(Muszę tu dodać, że teraz pisząc to na poczekaniu wymyśliłam te liczby, bo niestety nie zapamiętałam dokładnych rachunków chłopca.)
 
Chłopcy oprowadzili nas po różnych zakamarkach gospodarstwa, tłumacząc dokładnie co gdzie i dlaczego. Mój syn wciąż patrzył na wszystko, zwłaszcza na chodzące na luzie po podwórku zwierzęta i dwóch chłopców z zapałem nam coś opowiadających, jak zahipnotyzowany.
 
Kiedy podziękowałam za wspaniałe opowieści (było jeszcze o maszynach rolniczych i grze na akordeonie w szkole muzycznej) i już chwytałam za bramkę wyjściową, starszy chłopiec krzyknął:
 
– A wie pani, dlaczego w stodole stoi tylko jeden traktor Wafelek, a drugi Twist stoi na podwórku?
– O, to traktory też mają imiona?
– Tak, Wafelek to wiadomo, a Twist to jak batonik twist, bo kiedyś był żółto-brązowy. No więc wie pani, dlaczego w stodole stoi tylko jeden traktor?
– Dlaczego?
– Bo trzymamy tam też proso i owies i dwa by się nie zmieściły!
– Aha!
 
<3

Komentarze:

  • Ania

    Super, fajne chłopaki. Życie na wsi jest nadal inne, dzieci pracowite, zaradne. Też znam podobne klimaty, z pobytu w górach, i zwracam uwagę, że dzieci tam inne, pracowite i takie pomocne. Np. Same proponują pomoc w noszeniu bagaży z auta.