Rozwód nasz powszedni. Szanuj swojego exa – rodzica Twojego dziecka

Przyznam, że gdy kilkanaście lat temu na ślubnym kobiercu wypowiadałam formułę: „I ślubuję ci, że nie opuszczę cię aż do śmierci” – nie mówiłam tego świadomie.

Może dlatego, że byłam bardzo młoda i decyzja o wzięciu ślubu została podjęta błyskawicznie i bez większej refleksji – ot, byłam zakochana, na dodatek w ciąży. Powagę tych słów zrozumiałam dopiero kilka lat później, gdy pojawiły się myśli o rozstaniu.

*

Ten tekst napisałam jakiś czas temu, ale wciąż coś mnie powstrzymywało przed publikacją. Może czułam, że nie mam prawa o tym pisać, bo to mnie nie dotyczy? Może bałam się, że moje spostrzeżenia i refleksje, którymi się dzielę, mogą być nie na miejscu? Do wczoraj, kiedy to przyszedł do mnie list pod tytułem: „Zadbać o dzieci rozwodzących się”.

„Jestem psychoterapeutką w Warszawie i obecnie tworzymy grupę terapeutyczną dla dzieci rozwodzących się rodziców. Mam głębokie przekonanie, że to ważna oferta, rzadka nawet w Warszawie i że te dzieci często nie są odpowiednio zaopiekowane. Jednocześnie odium wokół bycia rozwodnikiem, lęk, poczucie winy, powoduje, że niektórzy rodzice czasem boją się skorzystać z takich zajęć. Pomyślałam, że może chciałabyś, mając tak dużą siłę oddziaływania, napisać o tym. Myślę o tym, jak o głębokim problemie społecznym, bo istnieje ryzyko, że obecnie częściej niż w przeszłości podejmujemy w Polsce decyzję o rozwodzie, ale nie zawsze umiemy zadbać w tej sytuacji o dzieci.”

*

Każdy, kto staje na ślubnym kobiercu jest przekonany, że spędzi u boku małżonka całe życie. A potem okazuje się, że na 100 par aż 36 rozwiedzie się. Tak jest Polsce, w USA 53 – co oznacza, że co drugą parę czeka rozwód, w Belgii aż 70. Decyzja o rozwodzie przychodzi nam coraz łatwiej. Może dlatego, że takie czasy: królującej ideologii „Lepiej Kupić Nowe Niż Naprawić Stare”? A może dlatego, że jesteśmy bombardowani hasłami z internetów, programów telewizyjnych, gazet:

– Masz tylko jedno życie! Przeżyj je NAJLEPIEJ, jak potrafisz! Dbaj o swoje szczęście!!! Nie bój się odważnych decyzji!!

Życie w związku to nie je bajka, tu nie zawsze jest „najlepiej”. Dość szybko, bo zwykle po około trzech latach, mija podtrzymywany chemią naszych organizmów stan zakochania: miłosnego haju i euforii z tysiącem motylków w brzuchu, czyli tzw. fazy miłości: passionate: „oszołomieni miłością”Teraz zostaje już „tylko” etap tzw. miłości dojrzałej, faza miłości: companionate, czyli „towarzysze życia”. Oprócz miłych chwil, pojawiają się różnego rodzaju problemy dnia codziennego, konflikty, napięcia, rozczarowania, znużenia, pokusy. Ot, choćby pokusa, żeby się rozstać i spróbować ułożyć sobie życie na nowo. Mamy przecież tylko jedno życie. Czy aby na pewno warto poświęcać je dla monogamii: przeżycia całego życia tylko z jednym człowiekiem, skoro można realizować seryjną monogamię – charakterystyczny typ związku naszych czasów?

Więcej pisałam o tym w tekście Ciesz się, że nie jesteś już zakochana.

Wracając do moich myśli o rozstaniu z mężem, które nie raz gościły w mojej głowie, dokładnie tak jak i w jego. Oboje zawarliśmy ze sobą układ: chcemy być razem, chcemy się razem zestarzeć i jeżeli coś się między nami psuje, staramy się nad tym pracować i to naprawić. Mimo, że nie zawsze się udaje, bo życie nie jest takie kolorowe jak na Instagramie 🙂 to jest w nas chęć. Dziś przysięgę:

Biorę Ciebie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.

traktuję poważnie.

love4

Rozwód z małżonkiem, a nie z dzieckiem

Czy rozwód jest dobry dla dziecka? Nie, dlatego zanim podjęłabym decyzję o tym, żeby na zawsze rozstać się z ojcem moich dzieci, starałabym się najpierw naprawić swój związek.

Jeżeli powodem byłoby „niedopasowanie charakterów” – najpopularniejszy powód rozstań, pracowałabym nad nimi u specjalisty. Poszłabym do psychoterapeuty na terapię indywidualną (Chcesz zmieniać świat lub partnera? Zacznij od siebie!), potem namówiłabym męża, żebyśmy poszli na terapię par. 

Jeżeli powodem byłaby zdrada: druga najczęstsza przyczyna rozwodów, postarałabym się ją wybaczyć: zwłaszcza, gdyby była szczera i dobra wola drugiej strony na poprawę, czyli wierność. I również poszłabym do psychoterapeuty i namówiłabym do tego małżonka.

Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że mogłoby zdarzyć się tak, że żadne z tych działań by nie pomogło: ani terapia, ani próba wybaczenia, mur między nami zamiast się kruszyć, rósłby w siłę.

Czy chciałabym, żeby moje dzieci żyły w takiej atmosferze? Wzajemnej niechęci, nienawiści albo obojętności rodziców? Nie. Myślę, że widok rodziców-obcych-dla-siebie-ludzi-zmuszonych-do-życia-razem byłby bardziej bolesny niż rodzice-żyjący-osobno. Nie chciałabym też prezentować dzieciom obrazu takiego związku: życia na niby razem pod wspólnym dachem, ale jednak zupełnie oddzielnie. Życia w udawaniu i fałszu. Wtedy istniałoby duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości powielą ten model: życia nie ze sobą, a obok siebie. Bo innego nie będą znały.

Rozumiem więc, że czasem nie ma wyjścia i rozstanie się jest jedynym wyjściem. I w żadnym wypadku nie chcę dzisiejszym tekstem wzbudzać w osobach, które rozstały się poczucia winy. Chcę tylko zachęcić do jednego:

Szanuj swojego exa – rodzica Twojego dziecka

Gdyby decyzja o rozstaniu już zapadła, to jakkolwiek zła nie byłabym na byłego męża, ilekolwiek żalu nie miałabym w sobie, starałabym się ze wszystkich sił nie mówić źle o ojcu moich dzieci w ich towarzystwie. Nawet gdybym uważała, że to drań i nieudacznik. To, że między nami wypaliła się miłość, w żadnych wypadku nie jest równoznaczne z tym, że wypaliła się miłość między nim: jako rodzicem a naszym dzieckiem. Nie wciągałabym dziecka w nasze rozgrywki, nie deprecjonowałabym ex partnera w oczach dziecka. Bo czyniąc tak, wyrządzałabym ogromną  krzywdę  swoim dzieciom. 

Kiedy rozwód może być „dobry” dla dziecka? Wtedy, gdy rodzice mimo rozstania się, potrafią zachować się jak cywilizowani ludzie. To sygnał dla dziecka, że mimo że w życiu zdarzają się czasem bardzo trudne sytuacje, to jest możliwe przyzwoite ich rozwiązanie. Bliska mi osoba kilka lat temu rozstała się z ojcem swoich dzieci i serce mi się raduje, jak widzę, jak dobrze potrafią funkcjonować jako rodzice swoich dzieci. Nie są już razem jako para, ale wciąż są razem jako rodzice. To na pewno nie jest łatwe, ale gdy się bardzo chce, da się. 

*

Gdy wczoraj napisała do mnie Ewelina Wiśniewska – psychoterapeutka Ośrodka ReGeneRacja w Warszawie, prowadząca między innymi grupę terapeutyczną Tajemniczy Ogród dla dzieci rodziców, którzy rozstali się (zapisy trwają), poprosiłam ją, żeby przygotowała kilka „rad” dla rodziców, którzy postanowili się rozstać lub już to zrobili. Oczywiście nie da się wyczerpać tego tematu w kilku zdaniach, tym niemniej sądzę, że warto wziąć je sobie do serca:

Rozwód rodziców to rozpad rodziny – rodziny w takiej wersji, jaką dziecko miało i znało do tej pory – jasne jest zatem, że budzi wiele uczuć, w tym złość, smutek, lęk i poczucie winy, a pogodzenie się z tą zmianą wymaga czasu i wsparcia dorosłych. Warto, aby rodzice przekazując dziecku wiadomość o rozstaniu, podkreślali, że rozstają się ze sobą, ale nie z nim oraz wyraźnie zaznaczali, że nie jest ono temu rozstaniu winne. Informowanie dziecka w momencie, gdy rodzice nie są pewni, wciąż pracują nad związkiem albo walczą ze sobą, może być dla niego bardzo krzywdzące i dlatego warto podejmować takie rozmowy dopiero, gdy ostateczna decyzja zapadła. Wymaga to wysiłku i pracy, ale najważniejsze jest, by nie obwiniać, nie oczerniać i nie krytykować drugiego rodzica do dzieckanie tworzyć sytuacji, w której może ono czuć się nielojalne, gdy ma chęć z drugim rodzicem spędzać czas, okazywać mu uczucia. Dziecko nie może stać się powiernikiem i spowiednikiem rodziców, ponieważ bez względu na wiek jest to dla niego zbyt obciążające, choć naturalne jest, że będzie widziało, że rodzice przeżywają rozstanie i różne rzeczy w związku z tym się z nimi dzieją, jest im trudno. To, że mały człowiek sam nie dopytuje, nie znaczy, że nie przeżywa i nie myśli o tym, co dzieje się z jego rodziną – może odreagowywać w przedszkolu czy szkole lub w jakiś inny sposób dawać ujście napięciu, może pojawić się moczenie nocne czy wycofanie i apatia. Warto zatem wielokrotnie i z różnych perspektyw omawiać tę sytuację, młodszym dzieciom mogą pomóc dedykowane zagadnieniu rozwodu rodziców bajki albo wspólne zabawy, w których można dialogować na przykład tak: „rodzice już się nie kochają nawzajem, ale bardzo oboje kochają ciebie”. Ważne jest tłumaczenie krok po kroku – co się będzie działo, gdzie będziemy mieszkać, gdzie będzie mieszkać drugi rodzic, kiedy będziemy się widywać, w jakich okolicznościach itp.

Nawet jeśli rodzice nie są w stanie rozmawiać z dzieckiem wspólnie, niezwykle istotne jest, aby mieli wspólną koncepcję tego, co robią, aby zapewnić mu podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Jest to ekstremalna sytuacja, zarówno dla dzieci jak i dorosłych i może być tak, że potrzebna jest pomoc specjalistów – warto po nią sięgnąć, aby łagodzić cierpienie i pozwalać przeżyć utratę i sobie, i dzieciom.

Komentarze:

  • Marta Gaworska

    Tak, to bardzo trudne. Szczególnie gdy jestes tak bardzo zraniona, nie masz możliwości wzięcia odwetu, jedynie co w głowie to to, ze zabiorę ci cos co obecnie kochasz najbardziej, twoje dziecko. Cierp, tak jak i ja cierpię.

    Trzeba sie ogarnąć dla tego małego człowieka, szczególnie jesli ex jest wspaniałym i czułym rodzicem.

    • Bardzo mi przykro 🙁 Czy dobrze rozumiem, że Twoje dziecko zostało z ojcem, tak? Ale czy możesz się z nim widywać?

      • Marta Gaworska

        Na całe szczęście razem sprawujemy opiekę i sprawiedliwie sie tym podzieliliśmy. Ale pokusa była ogromna z mojej strony by dopiec mu własnie w taki a nie inny sposób.

  • Ewelina

    Trzeba naprawdę zadbać o dzieci, bo bardzo często obwiniają siebie za rozstanie rodziców.
    Temat trudny i delikatny. Myślę, że ciężko jest nie wyrzucać z siebie przy dziecku żalu do ex, rozwód jest sytuacją stresową i czasem różnie się zachowujemy. Nie musimy mówić teraz o ex w samych superlatywach, ale wystarczy, że będziemy szanować tę drugą osobę. Może to zaowocować dobrą kondycją psychiczną dziecka.

    • Tak, zgadzam się: nie trzeba tu mówić w samych superlatywach, zwłaszcza, że to byłoby nieszczere, a dzieci to wyczuwają. Wystarczy nie mówić źle i szanować.

  • „Dziecko nie może stać się powiernikiem i spowiednikiem rodziców”, tyle razy to powtarzam, a i tak widzę pełne żalu i nienawiści matki, które opowiadają swoim dzieciom jaki ojciec jest okropny, jaki to potwór. A ojcowie sfrustrowani, szeptają dziecku na ucho, że matka to wstrętna baba. To NAJGORSZE! Dziecko nie wie co ma wtedy zrobić, jak się zachować, ma wyrzuty sumienia, że rozmawia z jednym, albo z drugim i rodzi się w nim poczucie, że kogoś „zdradza” z rodziców, bo rozmawia z tym drugim!!! Nie powinno tak być, dlatego zawsze trzeba mieć na względzie dobro dziecka. Jego PRAWDZIWE dobro…. Co do rozwodów, to ciesze się bardzo Nishko, że napisałaś o tym, że jednak warto się starać. Iść po pomoc do innych. Pracować nad sobą, nad związkiem. Przeraża mnie to, że zdecydowana liczba znajomych, mniej znajomych, artykułów w gazecie/Internecie, wręcz zachęca do rozwodu. Po co się męczyć, jak można wszystko od nowa,
    A to nie tak. Nie da się od nowa jak się czegoś zepsutego w nas nie naprawi. Przecież, kiedy przyjdzie następny partner i kiedy minie faza zakochania, to … przyjdzie szara rzeczywistość i jego i moje wady. Co wtedy? Kolejny rozwód bo różnica charakterów?…

    • Ewelina

      Pamiętam ze studiów, jak wykładowca mówił, że trwałość związku zależy od poprawnej komunikacji i umiejętności dogadania się i że tak naprawdę to każdy mógłby być z każdym, kwestia tylko czasu, który musi upłynąć się na dogadanie się.

      • e-milka

        Zgadzam sie, choc zaprzecza to idealistyczno-romantycznej wizji milosci. Prawda jest taka, ze czesto wystarczy po prostu spotkanie w tym samym miejscu, czyli fizyczna bliskosc, patrz pary klasowe, romansy biurowe, akademikowe, na planie filmowym czy miedzy uczestnikami jakiegos emocjonujacego wydarzenia. Oczywiscie sa pary na odleglosc, jednak nie rokowalabym im trwalosci, chyba ze uda sie w koncu zjednoczyc. Wiem, zaliczylam to. Dopisujemy do tego wszystkiego czesto idealistyczna nadbudowke, ale przeciez irracjonalnie byloby twierdzic, ze druga polowka jablka ze wszystkich mozliwych geograficznych kombinacji szerokosci i dlugosci geograficznych trafia sie akurat w „sasiedztwie”. I trawa zawsze bedzie sie nam wydawala bardziej zielona po tej drugiej stronie plotu, moze nie na poczatku zwiazku, a pozniej na pewno. Naprawiac czy wyrzucac – tej decyzji niestety nikt za nas nie moze podjac.

    • Pionierka

      Weź pod uwagę, że przyczyną rozwodu mogą być problemy znacznie głębsze, niż różnica charakterów. Np. nałogi.

  • Bardzo się cieszę, że poruszasz ten temat. Nie przejmuj się, że Cię to nie dotyczy, każdy kolejny sygnał w tym temacie jest bardzo ważny!
    Jako dziecko rozwiedzionych rodziców mogę powiedzieć jedno: uważam, że to było prawie najlepsze, co mogli zrobić. Prawie – bo uważam, że powinni zrobić to dużo wcześniej, zamiast zwlekać „bo dzieci”. Gdyby zrobili to wcześniej, zanim codzienne przebywanie ze sobą zepsuło ich relacje na dobre, może udałoby się uniknąć tego wszystkiego, co się w trakcie tej szopki działo, wielu nerwów, wiele krzywdzących słów nigdy nie byłoby wypowiedzianych, wiele przykrych zdarzeń nigdy nie miałoby miejsca. Może nawet byliby w stanie normalnie ze sobą rozmawiać? A ja widziałabym to, co widzę teraz – szczęśliwego tatę i szczęśliwą mamę, i to z ich nowych związków czerpałabym wiedzę o tym, jak żyją ze sobą „normalni” ludzie.
    Jeśli miałabym podsumować to w jednym zdaniu – więcej stresu najadłam się przez ciągłe konflikty nie-rozwiedzionych rodziców niż przez sam rozwód i wszystko z nim związane.
    Aż czasem żałuję że mam bloga na zupełnie inny temat bo na temat rozwodu z perspektywy dziecka mogłabym chyba całą książkę napisać 🙂

    • Justyna, dziękuję za komentarz i podzielenie się swoją historią!
      Zajrzałam na Twój profil i blog (ciekawie wygląda!!) rzeczywiście niezbyt tam pasuje historia o rozwodzie. – chyba, że np. rozmyślałabyś o tym podczas jazdy na rowerze :)))

  • Anna

    Niska, dziekuje Ci za ten tekst, chociaz jest cholernie ciezko. Odszedl. 3 miesiace temu odszedl, klamiac, ze odchodzi, bo juz nie umie ze mna zyc, a poszedl mieszkac do tej drugiej, ktora ma dziecko. Zostawil mnie z Nasz Corka, nie myslac jaka krzywde jej czyni… bo pal licho mnie… Sklamal i to mnie najbardziej boli… tak, przyznaje, ze na poczatku bylam zlosliwa, odpuscilam sobie, Ona go tak bardzo kocha. Tylko szlag mnie trafia, ze zaraz po odejsciu bral nasza corke na spotkania z nia, a ona jeszcze miala czelnosc dawac jej prezenty- suka. Przepraszam za wyrazenie, ale nie pojmuje takich kobiet. Uspokaja wyrzuty sumienia, czy co? I w tym wszystkim ja, ktora z usmiechem na ustach, nauczyla sie mowic, ze tatus Cie kocha, jest super itp. A ten nawet nie rozumie, ze za wczesnie poznaje dziecko z nowa baba.

    Jak mam go szanowac?

    • Aniu, bardzo mi przykro, że tak się stało i wyobrażam sobie, że musisz się z tym bardzo źle czuć. 🙁
      Wybacz, że pozwolę sobie na pewną refleksję, ale może Ci pomoże. Bo zastanów się: czy wolałabyś, żeby ta kobieta nie lubiła Twojego dziecka, albo np. próbowała odsuwać ojca Twojej córki od niej? Bo tak czasem się zdarza, a mężczyźni w zakochanym amoku tracą rozsądek.
      Co do mówienia o ojcu: wydaje mi się, że wcale nie musisz mówić córce, że tatuś jest super. Wystarczy nie mówić, że jest zły i nie pozostawiać w córeczce niej wątpliwości co do tego, czy ją kocha. Bo wiadomo, że kocha i ona to musi wiedzieć. Że fakt, że między Wami nastąpił koniec, nie oznacza, że skończyła się również ich relacja.

      • Anna

        Nishka, z ta kobieta to jest tak: szanowny maz wyprowadzil sie z domu 3 miesiace temu, mowiac, ze nie potrafi ze mna zyc, mial zamieszkac u rodzicow. Po czym okazalo sie, ze poszedl mieszkac do tej baby… wrrr… Ja naprawde inaczej bym n to patrzyla, gdybysmy byli po rozwodzie, gdyby powiedzial, ze kogos poznal i chce teraz, zeby dziecko ja poznalo, ale raz, ze sklamal, a dwa, ze zamiast poswiecic czas dziecku, to bral ja na spotkania z ta kobieta. Dla mnie to chore. Poza tym dodam, ze ona ma corke, pare lat starsza od mojej i jej nie targa na spotkania… fakt, moj jeszcze maz mieszka z nia, co tez nie najlepiej swiadczy o tej kobiecie, bo ledwo jest z moim mezem. Stad ta frustracja…

        • magda

          Aniu rozumiem Twoje rozżalenie, masz do tego prawo, w końcu od rozstania minęły tylko 3 miesiace. To malutko. Mój były także mnie zostawił z niewiadomych przyczyn i dopiero po pół roku odkryłam, że tą przyczyną była nowa kobieta. Do tego póżniej jak już połączyłam wszystko w logiczną całość okazało się, że zdradzał mnie z nią zanim zdecydował się mnie opuścić. Nie mieliśmy żadnej rozmowy. Po prostu wyprowadził się. Chcę żebyś wiedziała że nie jesteś sama i innym kobietom też to się przytrafia. Ale… nie win tej drugiej kobiety. To Twój mąż odszedł, gdyby nie ta kobieta, pewnie byłaby inna, więc naprawdę nie ma sensu nienawidzić tej kobiety czy obwiniać ją o cokolwiek. Wiem, ze to nie łatwe. Na początku też miałam z tym problem. Ale, cóż mi winna ta nowa kobieta, ze mój były to kłamliwy dupek? Trzeba im współczuć 🙂 A dla Ciebie radzę byś dała sobie czas na „strawienie” tych negatywnych emocji a póżniej… odpuściła. Ciesz się że ta druga traktuje dobrze Twoją córkę, przynajmniej masz pewność że nic złego jej się nie będzie działo u nich, bądz ponad to. Wciąż jesteś kobietą, zadbaj o siebie, może zacznij coś na co nigdy nie miałaś czasu/ochoty w małżeństwie? A nimi się nie przejmuj – karma wróci 😉 Mojego ta „nowa” też nagle z dnia na dzień rzuciła. Bardzo to przeżył, ja też już go nie chciałam i chyba żadna inna też go nie chce, bo od 3 lat „biedaczyna” jest sam jak palec.. Więc głowa do góry! Los jest okrutnie sprawiedliwy, pamiętaj 🙂 Każdego spotka odpowiednia kara lub nagroda. Powodzenia.

          • magda

            A i Aniu – wcale nie czułabyś się lepiej, gdyby on powiedział Ci wprost że kogoś ma i wyprowadza się do niej. W takiej sytuacji nic co nie oznaczałoby że on cię jednak kocha i chce być TYLKO z Tobą nie byłoby dla Ciebie satysfakcjonujące. Uwierz. I nie zadręczaj się tym, bo cios byłby tak samo mocny.

          • Anna

            Magda, dziekuje Ci za slowa otuchy, ale ja mam zal do niej o to, ze mogla dac sobie na luz z moja corka na spotkaniach, zwlaszcza, ze ma swoje dziecko. Do pasji doprowadzilo mnie, kiedy dowiedzialam sie, ze daje jej prezenty… tak, przyznaje sie, poczulam sie nagle zagrozona jako matka 😛 chociaz wiem, ze corka kocha mnie bardzo. Poza tym moje dziecko (ma prawie 5 lat) nie wie kim ta kobieta jest, bo ten tiiiii… moj maz nie okreslil jej.
            Wkurza mnie tez, bo zawsze w moim otoczeniu mowilo sie, ze to kobieta bardziej mysli… wiec oczekiwalam od niej troszke zrozumienia, ze skoro tatus porzucil rodzine, to niech spotkania poswieca corce, a nie jej.
            O zachowaniu mojego meza nie bede pisala, bo bylyby to same inwektywy, ale po niej, samotnej matce, spodziewalam sie wiecej empatii i rozumu… 😛
            Wiem, wiem… czas dziala na moja korzysc i tak jak piszesz, mam nadzieje, ze karma do niego wroci 🙂

          • S.

            A co złego w tym, że daje jej prezenty?
            Powinna nie dawać? Co by to zmieniło? Lepiej chyba, żeby miała dobry kontakt z Twoją córką skoro i tak się już widują.

          • Anna

            S. a po co daje jej prezenty? Jest NIKIM dla mojej corki, romans trwa raptem 3, czy 4 miesiac i nie wiadomo, czy nie padnie 😛 Troche sie panna zagalopowala. I juz sie nie widuja 🙂

          • S.

            To trzeba być „kimś”, żeby dać komuś prezent? Tzn kim trzeba być aby stać się w pełni uprawnionym do obdarowywania innych?

            Nawet jak przestaną się widywać to Twoja córka zapamięta, że ta Pani starała się być dla niej miła. Nadal nie rozumiem co w tym złego.

          • magda

            Ania, ona jako samotna matka tym bardziej wie, że jak się kocha kogos z dzieckiem to kocha się także to dziecko (jako cześć partnera) i to akurat dobrze o niej świadczy, że stara się aby mała ją polubiła. Czujesz się rozgoryczona i zagrożona (pewnie że mała bardziej polubi tatusia nową rodzinkę niż Ciebie), to normalne, daj sobie czas! I proszę nie obwiniaj jej – to facet jest winny! Nie wiadomo co tam jej nagadał, pewnie mocno podkoloryzował jak to źle mu z Tobą było i jaka byłaś okrutna. Tego nie wiesz! a ta kobieta wie tyle co on jej powiedział. Ochłoń i może… zaproś ją na kawe kiedyś? Skoro spotyka się z Twoim dzieckiem, mogłabyś ją poznac. Mało która dziewczyna jest okrutną suczą lubującą się w odbijaniu cudzych mężów, zazwyczaj to dziewczyny takie jak ja czy Ty, pragnące uczucia i zmanipulowane ckliwą historyjką jakiegoś krętacza… Ty dziękuj Bogu ze on teraz cię zostawił a nie jak będziesz miała 50 lat! Masz małą córeczkę, pewnie jesteś młoda, masz jeszcze mnóstwo czasu aby ułożyć sobie życie z kimś kto na Ciebie zasługuje a nie krętaczem.

          • Pionierka

            Jasne, obciążajmy bardziej kobietę. Jeśli to „kobieta bardziej myśli” to może z racji bycia mężczyzną powinna przysługiwać renta? Obrzydza mnie takie zwalnianie z odpowiedzialności dorosłych mężczyzn i zwalanie wszystkiego na kobiety. To zawesze matka jest winna jak coś jest nie tak z dzieckiem, to teściowa odpowiada za to, że z mężem coś jest nei tak i to nowa partnerka mężczyzny ma odpowiadać za jego ojcostwo. A szanowny pan to nie łaska, żeby sam się ogarnął?

          • Anna

            Pionierka, ja nie obciazam kobiet. Napisalam wyzej, ze zawsze obracalam sie w srodowisku, gdzie kobiety uwazalo sie za rozsadniejsze, bardziej ogarniete, te ktore wskazywaly droge facetom. Daleka jestem od szowinizmu, ale tak mam od wielu lat… a tesciowe… coz, osobny temat:P Moze Nishka go poruszy. Dziwnym trafem, to synkowie mamusi zachowuja sie gorzej niz corki, moze i facet ma rozum, ale czescia ich mozgu jest kochana mamusia, ktora wie wszystko, a oni biora to za pewnik. Oczywiscie nie wszyscy.
            I niestety, z moich obserwacji wynika, ze od paru lat jest poglebia sie kryzys meskosci i to kobiety okazuja sie tymi rozsadniejszymi. Polecam wyklad Jacka Maslowskiego „Bliskie relacje w zyciu mezczyzny” na YT lub wywiady z Zimbardo, czy Eichelbergerem o mezczyznach wspolczesnych… stad moje stawianie w pewnych kwestiach wyzej kobiet niz mezczyzn. Przykre, ale niestety…

          • Pionierka

            Dzielenie ludzi ze względu na płeć na lepszych i gorszych jest szowinizmem. Tak jak dzielenie ze względów rasowych czy narodowościowych. Poza tym widzę tu jedną niespójność.
            Kobiety są generalnie rozsądniejsze, bardziej ogarnięte.
            Z mężczyznami jest problem, bo kierują się tym co powie matka.
            a matka to kobieta = powinna być rozsądna i odpowiedzialna 🙂

      • Pionierka

        A ja się tak zastanawiam: na jakiej podstawie mówić dziecku, że drugi rodzic NA PEWNO kocha? Człowiek może odpowiadać za swoje emocje, nie za cudze. Dlaczego uważasz, że „wiadomo, że tata kocha”. A jeśli nie?

        • Pionierka, masz rację. Powstrzymywanie się od mówienia, że „tata jest zły” czy „tata nie kocha już mamusi i ciebie też nie”, nie jest równoznaczne z tym, żeby mówić „że taka jest dobry” czy „tata na pewno cię kocha”. Ale co robić, gdy dziecko pyta? Jak sądzisz?

          • Pionierka

            Gdy dziecko pyta: czy tata mnie jeszcze kocha? Tak intuicyjnie to najlepiej zapytać: a jak myślisz? To przynajmniej jakiś punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o emocjach. Jeśli mama będzie zapewniać, że tata kocha, a potem wyjdzie, że jednak nie to dziecko dodatkowo straci zaufanie do matki i poczuje się oszukane.
            Ja miałam gorzej, bo jako macocha musiałam zmierzyć się z pytaniem: a dlaczego mama mnie nie kocha? Wybrałam jedyną wg mnie uczciwą odpowiedź: nie wiem.

          • Dot

            Ja bym odpowiedziała, że pewnie tak, ale musi zapytać tatę.