Uciekam czasem w tę fantazję

fot. Sølve Sundsbø 

Gdy czuję dyskomfort i zadaję sobie pytanie, czego bym teraz chciała, co musiałoby się stać, żeby było dobrze, fantazjuję właśnie o tym.

Leżę z rozłożonymi rękami na tafli jeziora. Mam zamknięte oczy, fale delikatnie mną kołyszą. Nic nie muszę, nic nie słyszę, nic nie widzę. Czuję się błogo, bezpiecznie, sielanka. Położyć się na tej tafli wody i leżeć, leżeć, leżeć. Fantazjuję tak od czasu do czasu od kilku lat, a może od zawsze i dopiero niedawno udało mi się to zwerbalizować?

Przyjaciółka, której o tym opowiadałam, skojarzyła to – i wydaje mi się to sensowną interpretacją – z tęsknotą do życia płodowego. Do beztroskiego czasu, w którym nic nie musiałam, a jednocześnie ta bezczynność i bierność nie oznaczała apatii, marazmu ani próżniactwa i lenistwa. 

fot. Sølve Sundsbø

– Wyluzuj. Pozwól sobie na beztroskę i nic nie robienie – powiedziała do mnie któregoś lata ciocia, z którą spędzałam wakacje.
– Przecież leżę na pomoście – zaśmiałam się.
– Czyżby? A może dałaś sobie przyzwolenie na leżenie, bo możesz równolegle czytać i opalać się? – spytała.

W punkt. U mnie większość działań musi mieć jakiś  s  e  n  s. Leżenie na słońcu z książką – tak, lubię być opalona i oczytana. W cieniu i bez niczego w dłoni, co mogłabym przeglądać, choćby smartfona, nie, takie  b e z  p r o d u k t y w n e   l e ż e n i e, nie udałoby się, czułabym dyskomfort. Chyba, że dobudowałabym do tego jakąś filozofię: wyciszę zmysły, dotlenię mózg, łatwiej później będzie mi się myślało, dam skórze odpocząć od słońca, a głowie od monitora itd.

Któregoś dnia zrozumiałam, że większość czynności, które wykonuję, służy realizacji rozmaitych celów. Jakbym nie mogła oddać się im w pełni i dać się im pochłonąć, bo przecież trzeba  c z u w a ć, wszystko musi mieć sensowny  c e l.

Owszem, mogę spędzić wieczór beztrosko oglądając po kolei cztery odcinki serialu, który mnie szczerze wciąga. Jaki tu jest metacel? Spędzam wtedy czas z mężem! Razem się śmiejemy, ekscytujemy, boimy. Sama oglądałam serial chyba tylko raz w życiu. Żal byłoby mi tracić czas.
Mogę przytulać się i turlać po trawie z synem: budujemy wtedy więź!
Mogę dać się wchłonąć ciekawej książce: czytanie rozwija wyobraźnię, wzbogaca język, ułatwia wyrażanie myśli!

Wiem, że część osób, może są wśród Was tacy, zmaga się z problemem lenistwa, nieogarnięcia, prokrastynacji, ma poczucie, że nie może wziąć się w garść i zacząć wreszcie coś robić. A ja chciałabym przestać coś robić. Chciałabym uwolnić się od poczucia, że muszę coś robić. Chciałabym móc tak jak moja przyjaciółka czasem do godziny 15 oglądać z dziećmi w piżamie Sponge Boba. Ja pewnie po 40 minutach wpadłabym w lęk, że trzeba  w z i ą ć   s i ę   w   g a r ś ć .

Albo taka drzemka. Dni, w których spałam w ciągu dnia, nie licząc bycia w ciąży, można w całym moim życiu policzyć na palcach dwóch rąk. Dacie wiarę? Nigdy nie śpię w ciągu dnia, choćbym była zmęczona! Nie daję sobie na to pozwolenia.

Owszem, czasem zakrada się do mnie luz-blues i wpuszczam go do środka, a potem znów dopada mnie wewnętrzny głos, który mówi: robić, robić, robić. Działać, działać, działać. Tworzyć, tworzyć, tworzyć.  

Nie mam tu akurat na myśli kwestii związanych z byciem „panią domu”: sprzątaniem i gotowaniem, bo zawsze chętniej niż za patelnię i miotłę chwytam za komputer, telefon lub książkę (co nie znaczy, że za wyżej wspomniane nie chwytam, brak obiadu lub totalny rozgardiasz nie dałby mi spokoju). Zresztą jaka to różnica? Można bez opamiętania poświęcić się ogrodowi, albo do utraty tchu sprzątać lub inicjować kolejne remonty i przemeblowania. Albo pracować. O formę ucieczki od rzeczywistości  w   d z i a ł a n i e  nietrudno. 

Diogenes, grecki filozof, znany z absolutnego zamiłowania wolności i natury, o którym powiada się, że mieszkał w beczce, jadł któregoś wieczora soczewicę na jak zawsze skromną kolację. Zaczepił go inny filozof Arystyp – dworzan króla prowadzący dostatnie życie, mówiąc z niejaką pogardą:

– Widzisz, gdybyś nauczył się nadskakiwać królowi, nie byłbyś zmuszony zadowalać się takimi odpadkami, jak to prostackie danie z soczewicy!

– Gdybyś nauczył się zadowalać soczewicą, nie musiałbyś nadskakiwać królowi! – odparł Diogenes.

Mimo, że ta dydaktyczna opowiastka powstała w IV w p.n.e wciąż zachowuje aktualność, prawda? Pracujemy, by żyć, czy żyjemy, by pracować? Porządek w domu ma służyć nam, czy my mamy służyć porządkowi? Władować masę energii w ogród i remont, czy w domowników?

Któregoś dnia król, pełen podziwu dla wyrzeczeń Diogenesa, zaproponował mu:

– Powiedz, czego pragniesz, a ja to dla ciebie zrobię lub zdobędę.
– Dobrze, już mówię – zaczął  na wpół nagi Diogenes,  wygrzewając się na słońcu. – Przestań mi zasłaniać słońce.

🙂

Gdy w „Bajkach filozoficznych” Michela Piquemala czytałam niedawno tę bajkę (na słońcu, opalając się, a jakże!) pozazdrościłam Diogenesowi. Tej wolności, tej umiejętności celebrowania tu i teraz.  B y c i a. Wprawdzie nie odnajduję u siebie zbyt dużej chęci posiadania dób materialnych, jednak tym, co mnie niepokoi, jest chęć  o s i ą g a n i a  pociągająca za sobą potrzebę d z i a ł a n i a. Gdybym była Diogenesem, łapałabym pewnie co jakiś lęki, że takie leżenie na słońcu i filozofowanie to za mało, że może jednak warto te praktyki u króla zrobić. 

Ten tekst nie ma na celu deprecjacji osób aktywnych lub zachwalania bezczynnych. Chciałam po prostu opisać, co mnie w sobie denerwuję: że nie mogę położyć się na tej cholernej tafli jeziora i powiedzieć do chwili: „trwaj”. Że wewnętrzny głos nakazuje mi działać, rozwijać się, osiągać. A wewnętrzny krytyk zrzędzi, że to, co robię jest za słabe, za marne, za mało wartościowe. Że tak bardzo boję się braku. Braku działania, braku aktywności, braku wydarzeń. A jednocześnie tak bardzo tego braku pragnę. I głupia uciekam do jakichś fantazji, choć mam to przecież na wyciągnięcie ręki.
Amen. 🙂

Komentarze:

  • sol9112

    Och, mam to samo, zwłaszcza odkąd mam synka – mam wrażenie, że zawsze jest coś do zrobienia i nawet nie pamiętam już kiedy np. po prostu usiadłam, nic nie robiłam i o niczym nie myślałam. Nie potrafię „dać sobie wolnego”- mąż weźmie syna na spacer, mam dwie godziny dla siebie. Czy leżę beztrosko ciesząc się ciszą, spokojem i byciem tylko ze sobą? Nie! Choć marzę o tym! Za to zapewne myje łazienkę, wstawiam pranie albo ogarniam szybko siebie – jakaś maseczka, paznokcie, włosy – póki mały poza domem. Kurcze, dlaczego tak jest? Nigdy o tym nie myślałam, ale w sumie czemu nie pozwalam sobie na takie coś jak totalne nicnierobienie?

    • No właśnie, zwłaszcza, że przecież wszelkie te prace domowe, które wykonamy i tak zaraz zostaną przez życie zniweczone i nie będzie po nich śladu, prawda? 🙂

      • sol9112

        Przez życie lub przez małe umorusane rączki! 🙂

      • Mnie trochę wyrwała z tej gonitwy za celem książka „Dary codzienności” J.Kabat-Zinn.
        Traktuje o uważnym rodzicielstwie.
        Nie perfekcyjnym i nie olewczym. Uważnym.
        Polecam Wam 🙂

  • Zaczęłam ucinać sobie 20 minutowe drzemki w ciągu dnia, dopiero kiedy wyczytałam, że bardzo produktywni/znani ludzie tak robią   Wcześniej uważałam to za zupełną stratę czasu…

  • Beata

    Jeżeli chciałabyś poleżeć w wodzie i po prostu zostać sama ze sobą to polecam floatarium 🙂

  • Też tak miałam. Nic nierobienie powodowało we mnie jakieś takie poczucie, że marnuję swój czas. Na szczęście z czasem udało mi się nad tym jakoś zapanować i odróżniam bezmyślne oglądanie TV jako marnotrawstwo czasu od siedzenia na balkonie z kawką i książką kiedy za plecami w domu wszystko żyje swoim życiem. Ale nie ucieknie i poczeka aż ja nacieszę się chwilą i zabiorę za obowiązki. Ostatnio coraz częściej sobota wygląda u mnie właśnie tak: najpierw przyjemność, a potem praca i jak się okazuje – w końcu wszystko działa jak trzeba! 🙂

    Pozdrawiam :-)))))

  • Też mam z tym czasem problem – większość rzeczy, które robię musi mieć jakiś cel. Nawet właśnie odpoczynek i nic-nie-robienie (ale tylko przez wyznaczony czas!). Staram się czasami zrobić coś trochę bardziej dla siebie – po prostu nagle rzucić wszystko i wyjść – np powałęsać się przez nieokreślony czas po osiedlu. Odkrywam w ten sposób ciekawe miejsca : )

  • Świetny tekst <3

  • Koszi

    dokładnie o mnie! a teraz właśnie doprowadza mnie do szaleństwa bezczyność w chorobie, eh :/ dziękuję Nishko za wszystkie Twoje teksty – uwielbiam je! 🙂