Uspokój swój umysł, współczesny człowieku

DSC_1127.
Masz ostatnio na wszystko za mało czasu? Chciałbyś być na bieżąco, ale nie nadążasz? Nie ogarniasz tempa życia? Gratuluję: jesteś współczesnym człowiekiem.

Ciężko dolę ma współczesny człowiek. Kiedyś kupował raz dziennie gazetę i wiedział, co w kraju i na świecie. Miał grono znajomych, z którymi spotykał się na domowych prywatkach. Z niektórymi rozmawiał popołudniami przez telefon lub podczas wspólnego spaceru. Łatwiej jakoś było to wszystko ogarnąć. Większe było skupienie, mniej rozproszenia.

– Kiedyś będziecie dużo rozmawiać, pisząc sobie wiadomości i smsy – rzekłbyś tak, wszedłszy do wehikułu czasu, do siebie o 20 lat młodszego.

– Rozmawiać, pisząc? – zaśmiałbyś się.

Nieuważność

Dziś, często tak to się właśnie odbywa. Mamy jednocześnie otwartych kilka okienek, w których „rozmawiamy” z różnymi osobami. Nie jest to złe, pod warunkiem, że nie zastąpi prawdziwych, pogłębionych rozmów, twarzą w twarz, podczas których widzimy mimikę drugiego człowieka, słyszymy tembr jego głosu, możemy się na sobie w pełni skupić.

Czasem jednak, gdy rozmawiamy z kimś na żywo, nie możemy powstrzymać się, żeby nie zareagować, gdy z naszego telefonu rozbrzmiewa powiadomienie. Nie możemy przecież zlekceważyć osoby, która wysłała nam właśnie wiadomość lub list!

  aż 39% osób zwraca uwagę na to, że podczas rozmowy bliscy, zerkając często na ekran smartfona, nie skupiają się na kontakcie z drugą osobą

U znajomych, na świecie, w Polsce tyle się dzieje – tyle nowinek technologicznych, gospodarczych, politycznych, kosmetycznych, plotek, zapowiedzi – głupio byłoby wypaść z obiegu!

Sądzicie, że 30 lat temu, bez dostępu do internetu, ludzie mniej wiedzieli o świecie? Natomiast współcześnie, mając tak ogromny dostęp do wiedzy i to na wyciągnięcie ręki, bo przecież wystarczy kilka kliknięć myszką, jesteśmy bardziej w świecie zorientowani? 

Nie.

Współczesny człowiek jest rozproszony, rozkojarzony i zamiast chwycić się mniej, a uważniej, łapię dużo i byle jak. Współczesny człowiek cierpi na syndrom FOMO.

Obsesja bycia ze wszystkim na bieżąco

FOMO, z języka angielskiego: fear of missing out to lęk przed tym, że coś nas ominie i że wypadniemy z obiegu. To:

– ciągła potrzeba bycia na bieżąco: co słychać na świecie, w kraju, u znajomych

– strach, że umkną nam istotne istotne informacje dotyczące otaczającego nas świata lub nas samych 

– uzależnienie od informacji i poczucie ich nadmiaru

– przeciążenie informacjami, powierzchowne ich traktowanie

– niemożliwość, w obliczu olbrzymiej ilości informacji, przyswojenia ich wszystkich

 26% osób, które do przeglądania internetu wykorzystują urządzenia mobilne, zerka na ekran swojego smartfona lub tabletu co najmniej raz na godzinę

 3 na 10 robi to za każdym razem, gdy tylko dostanie powiadomienie

Natychmiastowość

Jedną z głównych cech opisujących naszą współczesną rzeczywistość jest natychmiastowość. Oczekujemy natychmiastowych reakcji zwrotnych wobec opublikowanych przez nas zdjęć, komentarzy, postów. Oczekujemy szybkich odpowiedzi na messengerze, a jeżeli ktoś zwleka z odpowiedzią otrzymujemy sygnały zaniepokojenia: „Halo? Co z tobą?!”, reakcji na smsy, odpowiedzi na listy.

 aż 90% z nas twierdzi, że problem nadużywania nowych technologii ich nie dotyczy, ale dostrzega to zjawisko u innych.

 co piąta osoba uważa, że członkowie jego rodziny i znajomi zbyt często korzystają z internetu, komputera i urządzeń mobilnych.

U nas w małżeństwie wygląda to tak, że mój mąż zupełnie nie korzysta z portali społecznościowych. Nie kuszą więc go żadne powiadomienia, wiadomości, komentarze, polubienia, nie przewija kompulsywnie – jak ja – żadnych tablic: ani fejsbukowych ani instagramowych, nie odlatuje nagle z rzeczywistości znikając w otchłaniach snapchata. Za to jest uzależniony od czytania informacji z kraju i ze świata. Bywa, że oglądamy sobie film, a on nagle – tak jakby kierowała nim jakaś tajemnicza siła, otwiera swój laptop lub chwyta za smartfon i wchodzi na jakiś serwis, żeby zmonitorować, co się wydarzyło na świecie! Ja natomiast potrafię zrobić to samo, z tą różnicą, że zamiast na serwis informacyjny, wchodzę na portal społecznościowy w poszukiwaniu, co się wydarzyło u moich znajomych! Generalnie nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że nie dzieje się nagle, poza kontrolą, np. podczas oglądania filmu. Na moje oko nasze zachowanie jest niepokojące. 🙂

DSC_1072

Niepokój i rozdrażnienie

Skutkiem FOMO jest rozdrażnienie, niepokój, drażliwość, poddenerwowanie. Wynika to z tego, że człowiek ciągle jest w trybie gotowości, stand by, wciąż oczekuje: powiadomień, wiadomości, informacji i wciąż je przetwarza. A jego zdolności poznawcze są ograniczone, nasze mózgi nie są przecież komputerami z ogromną mocą obliczeniową. Czy więc brak powiadomień może nam dać ukojenie? Nie. To z kolei powoduje poczucie odrzucenia i wykluczenia.

Permanentne zmęczenie

  39% osób przyznaje, że często czuje się rozleniwiona i brakuje jej energii do działania.

To tak zwany syndrom zmęczenia informacją, czyli poczucie sfrustrowania i wyczerpania, osłabioną zdolnością podejmowania decyzji, trudnościami w koncentracji, poczuciem zdekoncentrowania i rozproszenia. Odczuwa to co czwarta osoba!

Gorsze relacje z najbliższymi

FOMO ma negatywny wpływ nie tylko na zdrowie, ale także społeczne funkcjonowanie. 

  40% respondentów skarży się, że ich najbliżsi zaniedbują przez to ważne sfery życia, takie jak praca czy zainteresowania

⇒ 39% zwraca uwagę na to, że podczas rozmowy bliscy nie skupiają się na kontakcie z drugą osobą, często zerkając na ekran smartfona.

Mamy w domu zasadę, że podczas posiłków i spacerów nie korzystamy z telefonów. Ten czas poświęcamy sobie.

Wszystkie dane prezentujące wyniki badań społecznych, które prezentowałam powyżej, są elementem kampanii  →  Uwolnij się od FOMO.

Misją tej kampanii, we współpracy z którą powstaje ten tekst, jest pomoc w utrzymaniu odpowiedniej równowagi pomiędzy życiem w świecie cyfrowym a tym „analogowym” i pokazanie, jak pogodzić realia nowoczesności z potrzebą osiągnięcia spokoju. Więcej przeczytacie o niej TUTAJ.

Elementem kampanii jest premiera książki CALM, którą Wam z ręką na sercu, polecam.

DSC_1066

To nie jest typowa książka. Jest bardzo ciekawie wydana: z jednej strony zawiera dużo obrazków: co do nas, współczesnych ludzi ceniących sobie kulturę obrazkową, z pewnością trafia. 🙂

DSC_0990.
rysunków:

DSC_0949

.

oraz infografik:

cyfrowy detox

Oczywiście zawiera również, jak każda książka, teksty, a w nich wiele ciekawostek, odwołań do badań naukowych i propozycji ćwiczeń.

Książka składa się z ośmiu rozdziałów: Natura, Sen, Podróże, Relacje z innymi, Praca, Dzieci, Kreatywność oraz Jedzenie. Czytając „Calm” ma się wrażenie, jakby Autor przenosił nas w różne miejsca, o których opowiada. Na spacer, na wycieczkę do łona natury, do pociągu czy samolotu lub do kuchni, gdzie zachęca, byśmy zachęcali się jedzeniem.

Jest opowiedziana lekko, w formie anegdot, tzw. życiowych mądrości, które jednak nie trącą banałem.

Inspiruje: czytając ją, ma się ochotę zacząć wreszcie zatrzymać, docenić otaczający nas świat, ludzi, kromkę chleba, psa, kawałek czekolady, książkę, suchy liść.

DSC_0984

To również zestaw rad i wskazówek, co zrobić, żeby uspokoić swój umysł. Część z nich stosuję od kilku miesięcy, czyli od czasu pamiętnego (najpopularniejszego w 2015 roku tekstu na moim blogu), wywiadu z psychoterapeutą Robertem Rutkowskim: Tylko szczęśliwy człowiek może wychować szczęśliwe dziecko. Od tego czasu między innymi staram się nigdy na godzinę przed snem nie patrzeć na żaden monitor.

To, co teraz planuję wprowadzić w życie i do czego książka „Calm” mnie zainspirowała i wsparła wskazówkami to medytacje, czyli codzienne, kilku lub kilkunastominutowe sesje relaksu i odprężenia, uwolnienia umysłu od myśli, skupiania się na oddechu. Codziennie od tygodnia medytuję kwadrans dziennie i już zaczynam widzieć w sobie zmiany! 🙂

DSC_1134

I słowo klucz, które ta książka promuje najbardziej:

Uważność

Uważność polega na skupianiu świadomości na chwili obecnej i jednoczesnym rozpoznawaniu i akceptowaniu i akceptowaniu naszych uczuć, myśli i bodźców zmysłowych.

„Uważność” to przetłumaczone z języka angielskiego słowo „Mindfulness”, czyli szczególny rodzaj uwagi: świadomej, nieosądzającej i skierowanej na bieżącą chwilę. Wielu z nas żyje wciąż albo przeszłością, analizując wciąż, co mogli byli zrobić lepiej, albo przyszłością: wciąż w planach, celach i potoku myśli.

Zamiast nieustannie być tam: w przeszłości lub przyszłości, warto czasem pobyć tu i teraz. 🙂

Komentarze:

  • Ojaaa! zakochałam się w tej Twojej fotosesji!!! <3

    • Ojej, dziękuję! Robił mi ją mąż, choć aparat fotograficzny mamy fatalny, ale na szczęście pogoda dopisała 🙂

      • Brawa dla męża! Właśnie wróciłam z Holandii, w której wiosna niemal już w pełni, ale na Twoich fotkach jest jej jakoś zdecydowanie więcej! Wiadomka 😉

        • Dziś u nas znów śnieg :))) Aż trudno uwierzyć, że wczoraj było tak ładnie i czuło się wiosnę!

  • Bardzo dobrze, ze coraz wiecej z nas zdaje sobie sprawe, ze ten ped do niczego dobrego nie prowadzi. Siegne z wielka przyjemnoscia po te ksiazke.

    • Nie będziesz żałować 🙂

  • Morrrigan

    Kurczę, to jestem szczęściarą, bo nie mam FOMO. Przeglądam powiadomienia i wszelkie media bardziej z nudów niż z ciekawości, w każdym razie nie czuję się zmuszona. Ale większość moich znajomych ma coraz to nowsze smartfony i coraz większy problem z odłożeniem tych smartfonów na chwilę. Ja telefonu praktycznie nie używam do takich celów, piszę, dzwonię, czasem robię zdjęcia i słucham muzyki. Większość osób nie może odłożyć telefonu nawet na czas zajęć, trzymają go cały czas na stoliku przed sobą. Na smsy odpisują natychmiast, najczęściej mają też włączonego facebooka. I tak cały czas na uczelni, a w domu na pewno tym bardziej się nie ograniczają. Zawsze się zastanawiam co można tyle czasu robić w internecie, bo ja po 2-3 godzinach się nudzę. Problem uświadomiło mi dopiero ciekawe, ale pod pewnymi względami przerażające doświadczenie, mianowicie awaria światła w sali wykładowej (bez okien), co ważne – wykład nadal trwał. Sala pozostała jasna.

    • Wiesz, niedawno zastanawiałam się właśnie, jak teraz wygląda studiowanie. Ja studiowałam między 2000 a 2005 rokiem, czyli w czasach kiedy nie było jeszcze smartfonów i mobilnego dostępu do internetu. W związku z tym jedynym rozkojarzeniem ludzi było prowadzenie korespondencji na karteczkach (ja gdy się nudziłam i w związku z moją wrodzoną dekoncentracją uwagi czasem tak zaczepiałam koleżanki). Jednak generalnie, w sytuacji, gdy nie było pokus, ludzie raczej nie mieli wyjścia i po prostu uważali, skupiając się na chwili. Naprawdę teraz jest tak, że wielu studentów zamiast słuchać wykładu czy uczestniczyć w ćwiczeniach jest w nich tylko ciałem, a duchem w świecie wirtualnym?

      • Morrrigan

        Zdarza się, że trudno wytrzymać na wykładach z nudów. Ale jeśli ktoś ma takie odczucia, to po co przychodzi? Wykłady nie są obowiązkowe a wiele osób na nie przychodzi tylko po to, by sobie te dwie godziny przesiedzieć. Czasem przegadać, co szalenie irytuje, więc z dwojga złego już wolę jak siedzą z telefonami. Nawet ludzie, którzy teoretycznie słuchają i notują, wciąż dzielą uwagę pomiędzy prowadzącego a swój telefon i w moim odczuciu to nie jest sprawiedliwy ani nawet równy podział. Mam pewne porównanie, bo studiuję drugi kierunek (z pierwszego zrezygnowałam), przebywam więc teraz na studiach z ludźmi w większości młodszymi ode mnie. Nie chcę uogólniać, wnioski w stylu „młodzież schodzi na psy”, „mój rocznik był ostatnim normalnym rocznikiem” są raczej nieuprawnione, ale ta różnica jest kolosalna – na poprzednim kierunku nie było to aż tak nasilone. To raczej przypadek, indywidualna różnica w podejściu, ale można rzec jedno – na każdym uniwersytecie może być inaczej. Teraz studiowanie nie jest wartością samą w sobie, ludzie studiują dla tytułów i papierków, a wiedza się nieszczególnie liczy.
        Czasem korzystam z telefonu w czasie zajęć. Zerknę, od kogo przyszedł sms gdy mam chwilę oddechu. Dyskretnie. Najczęściej jednak nie ma takich zahamowań i ludzie potrafią nawet wrzucać fotki na instagrama albo snapa krojąc larwy na ćwiczeniach, a zamiast notować robią zdjęcia slajdów.

        • W szkole mojej córki (gimnazjum) używanie telefonów podczas lekcji jest zakazane, gdy uczeń go wyjmie nawet na moment jest mu zabierany, kierowany do pegagoga i przyjść poń może tylko rodzic. Moja córka oczywiście była tym bardzo oburzona, zwłaszcza że jak twierdzi, wykonuje na lekcjach wszystkie zadania bardzo szybko i się nudzi. To straszne, ale współczesna młodzież nie potrafi ot tak po prostu pobyć ze swoimi myślami! Bo gdy zdarza się chwila wolna lub chwila nudna, od razu muszą swoją uwagę skierować na telefon. I dlatego się cieszę, że taka zasada została w jej szkole wprowadzona, bo wiem, że świadomość utraty telefonu na minimum jeden dzień (a ja bym jeszcze specjalnie się po ten telefon nie spieszyła #sasasa), jest tak przerażająca, że wolą nie kusić losu 🙂

    • TATI BEBY I BEBA

      A przez te 2,3 h. to co , przegladasz z nudów??

  • Coraz częściej o tym myślę. Zrobiłam ogromne czystki na moich profilach w SM i teraz obserwuję dużo mniej osób, dużo rzadziej. W sypialni nie trzymam żadnego urządzenia pochłaniającego uwagę. W weekend (zwykle w niedzielę) chowam telefon. Jestem uzależniona i wiem o tym doskonale, tylko teraz pytanie co z tym dalej zrobić. Liczę na to, że małymi krokami uda mi się naprawić sytuację.

    • To pewnie jest tak jak z serialem – dopóki możemy i oglądamy, to wydaje nam się, że świat się zawali, gdy nie obejrzymy odcinka. A gdy przychodzi czas, gdy nie możemy obejrzeć (urlop, choroba – w gorszym wydaniu), to okazuje się, że nic się nie stało. Świat nadal się kręci, a my nadal żyjemy i tak jakoś nam lżej :).
      Od telefonu trudniej się odkleić niż od serialu, ale myślę, że efekt jest podobny! 🙂

      • Tak, gdy się siedzi w czymś to trudno czasem o dystans, na szczęście gdy uda się czasem wznieść i spojrzeć na coś z lotu ptaka, to dostrzega się to zupełnie inaczej. Ja np. nigdy albo prawie nigdy nie korzystam z telefonu i internetu gdy mam gości lub gdy jestem w gościnie u kogoś i wtedy można się cudownie od wszystkiego oderwać 🙂

        • Ja staram się codziennie w godzinach 15-20, które spędzam z dziećmi schować telefon. Ile rzeczy można zrobić! A jakie świetne pomysły! Oczywiście nie zawsze w 100% się udaje, ale walczę o te kilka godzin bez szumu informacyjnego.

    • Ja też staram się w weekend w ogóle nie korzystać, ale jednak raz dziennie, nie mogę się powstrzymać i zaglądam, tak jakbym musiała coś zmonitorować 🙂 My, blogerzy mamy takie niby „usprawiedliwienie”, że musimy zajrzeć, zmonitorować, czuwać, a przecież nie stanie się tragedia, jak np. na 48 godzin znikniemy zupełnie, ale jednak trudno to sobie wyobrazić. I tak ma pewnie wiele osób, również nie blogujących, myśl, że może ktoś coś ważnego napisał, jakaś informacja niecierpiąca zwłoki..

      • No właśnie, w sumie jeśli prowadzisz „popularny” blog to na nim cały czas coś się dzieje. Ale czy można cały czas być w pracy? Nie da się, trzeba więc umieć się wyłączyć, nawet jeśli ktoś na odpowiedz będzie musiał poczekać, nie ma rady. Co innego, kiedy publikuje się coś kontrowersyjnego, te tematy zostawiam na czas pomiędzy poniedziałkiem i czwartkiem, żebym mogła w miarę szybko ugasić zapędy 🙂

  • zakup tej ksiazki to byl moj prezent urodzinowy dla siebie. tez polecam 🙂

    • Super 🙂 Czyli skoro książka miała premierę w marcu oznacza to, że niedawno obchodziłaś urodziny? Wszystkiego dobrego i spokoju życzę 🙂

  • greeneyekitty22

    oo coś dla mnie

  • W części Azji, takie zjawisko nazywa się Kijasu. Bardzo trudne do zdefiniowania, ale oznacza w przybliżeniu – większym, mniejszym – pęd za tym co (być może) można utracić. Czymś enigmatycznym. Nieustanny tryb wysokich obrotów.

    Wesprę się profesorem Baumanem, co zdaje się kiedyś już tu czyniłem, mianowicie powiedział kiedyś, że internet to cudowna rzecz, tylko by wyłuskać wartościową informację potrzebujemy strawić w nim masę czasu. Trudno mi przytoczyć z pamięci liczby, ale nasze mózgi bombardowane są dużo większą ilością informacji niż było to jeszcze 15-20 lat temu. Cała masa z nich to informacyjne śmieci, które mimo bezużyteczności mózg musi przeskanować i odpowiednio skatalogować. Zwielokrotniły się godziny jego pracy, zmniejszając czas urlopu. Rozdrażnienie, zmęczenie, poddenerwowanie w jakim żyje człowiek naszych czasów są tego konsekwencją.

    Problem tkwi w nas, ludziach, nie portalach społecznościowych. Nikt nam na siłę niczego nie wciska, a wręcz przeciwnie, wszystko jest dla ludzi. Należy jednak wypracować złoty środek. Czy pierwsza kupa najmłodszego dziecka koleżanki jest na tyle ważna, aby poświęcić jej sobotni poranek na fejsie, zamiast leniwie spędzonej kawie z mężem/chłopakiem? Czy zdjątka śniadania na instagramie są na tyle ekscytujące, by poświęcać im godzinę, zamiast na spacer? To można poddawać rozważaniom.

    W moim przypadku, pamiętam jak dużą irytację (najdelikatniejsze ze słów) wzbudzał we mnie fakt, kiedy na stole podczas wspólnych posiłków zaczął się pojawiać telefon żony. Na początku był to powód do żartów, lecz z czasem przerodziło w ostrzejszą wymianę zdań. Szczęśliwie udało nam się wypracować kompromis.
    Gazety czytam dwa razy dziennie; rano i wieczorem. Wystarczająco by świat sobie poradził beze mnie. To też oznaka naszych czasów, bo robię to wiadoma rzecz, w telefonie. Mama mojej żony, czyli teściowa, chodzi po mieszkaniu z telefonem na szyi, w obawie, że wnuczki mogłyby zadzwonić, a Ona tego nie usłyszy. I co się takiego stanie? – zapytałem któregoś razu. Nie otrzymałem sensownej odpowiedzi.

    No cóż, Twój mąż jest daleko. Mogę mieć nadzieję, że po mordzie nie dostanę. Faktycznie na zdjątkach wyglądasz bajecznie.

    • Już nie raz wspominałam, że zazdroszczę Ci Twojej relacji z internetem i do niej dążę!
      Za miłe słowa o zdjęciach dziękuję 🙂

      • Tylko nie kreuj mnie na bohatera idealnego, bo wyjdzie na to, że ze mnie zjeb nie do życia. Swoje wady mam jak każdy, i wiem, że łatwo wpaść w to – w sumie bezcelowe – latanie po internecie. Staram się więc utrzymywać tego świadomość.
        Dlatego jeśli siadam przed komputerem zadaniowo, tym bardziej, że w ostatnim okresie częściej pracuję z domu, co mimo wszystko nakłada samodyscyplinę, to nie otwieram wspominanych przez Ciebie, niepotrzebnych okienek. Tylko niezbędne do pracy. Bo jeśli zadać sobie pytanie – służą tylko by odciągnąć od pracy, a nie taki jest mój cel. Jeżeli chcę coś przejrzeć w necie, to nie robię tego w trakcie pracy, wykonując dwie czynności na raz, lecz zakładam, że poświęcę na to i tylko na to 20 minut po przerwie na lancz. Wczoraj wieczorem przeczytałem Twoją odpowiedź i postanowiłem odpisać, ale dopiero nazajutrz, czyli dziś nim zrobię sobie przerwę na kawę. Co właśnie czynię. Brzmię jak żywcem wycięty z poradnika, nudno i oklepanie, ale serwuje sobie taki prosty dryl i czasem rozmawiam sam z sobą jak z dzieckiem. A po co ci to? Czemu to ma służyć? Odłóż na później.

        Przyszła mi do głowy jeszcze jedna uwaga odnośnie wszechobecnego pędu. Zwróć uwagę, że nawet na formy odpoczynku ukuliśmy sobie nazwę – formy aktywnego odpoczynku. Każdy kto leży bezproduktywnie, nic nie robiąc nie wart jest uwagi. Człowiek bezwartościowy, leń. Dlatego w wielu wypadkach, ludzie spędzają wakacje robiąc rzeczy wbrew swej naturze i chęciom. Biegają, chodzą po górach, uprawiają sporty zwane ekstremalnymi i nie wiem co jeszcze, tylko dlatego, iż wydaje im się, że powinni to robić. W rezultacie wracają z wakacji równie mocno zmordowani – psychicznie i fizycznie – jak w chwili kiedy się na nie udawali.
        Czas spędzany bezproduktywnie, na lenistwie uważany jest jako jego marnowanie. A przecież jeżeli robimy to w pełni świadomie, to nie może być mowy o marnowaniu, lecz odpoczynku. Na przestrzeni ostatnich lat, to moje wrażenie, zmieniła się retoryka i podejście do wakacji, urlopu. Urlop już nie jest okresem, który ma zrelaksować nasz organizm, pomóc w nabraniu sił. To praca jest okresem, w trakcie którego mamy udowodnić, że na ten urlop zasługujemy. Niejako wypracowujemy sobie urlop poprzez zasługi. W innym przypadku nie będzie się nam należał. Nastąpiło chore przekręcenie zależności. To tyle i idę na wspominaną kawę.

        • Ja też przeczytałam Twój komentarz wczoraj, ale postanowiłam, że odpowiem nań przy porannej kawie. Tak jest, rzeczywiście istnieje taki przekaz: „wykorzystaj każdą chwilę”, „nie trać czasu”, „nie marnotraw”, „wyciśnij z każdej minuty coś ‚wartościowego!!” – ale dlaczego wartościowym ma być działanie, a nie właśnie brak działania?

          Przez wiele lat jeździłam na wakacje na jezioro (zawsze to samo) i spędzałam dwa tygodnie na beztroskim i luźnym relaksie (masło maślane). Dzień wyznaczały nam wyprawy na pomost, na którym wylegiwaliśmy się, opalaliśmy, pływaliśmy, czytaliśmy, gadaliśmy, milczeliśmy. Wieczorem ognisko. I nigdy mi się to nie nudziło. Nie potrzebowałam zdobywania nowych obszarów, nie miałam poczucia, że tracę życie, bo przecież powinnam zdobywać nowe jeziora, nowe wody, nowe obszary!!! Do jakiejkolwiek wody nie wejdziemy, wciąż to będziemy my, we własnej osobie. (Nishka Coelho).
          PS Niestety 2 lata temu działka została sprzedana – bo to była rodzinna działka i już właśnie zaczęliśmy co roku jeździć w nowe miejsca wakacyjne. Z jednej strony to oczywiście miłe, ale brakuje mi też takiej odskoczni jak tamto miejsce.

    • Internet to cudowna rzecz! Tak samo jak nasze mózgowie jest cudowne, niedoceniane i nie do końca zbadane. Bo uważnie segregując to czym się mentalnie karmimy może mieć zbawienne skutki dla naszego życia. Ja przerzuciłam się z social media na robienie kursów online w szybkim tempie. Zaczynałam od 1.25 razy szybszego, teraz przeskoczyłam tempo x1,5. O mózg trzeba dbać, trzeba rozwijać, szukać sposobów na doszkalanie. Bo to on jest sprawcą wszystkiego co wykonujemy (przed wykonaniem każdej, najmniejszej nawet czynności (nawet podniesienia ręki), na początku zachodzi reakcja w naszym mózgu). Piękno neurobiologi!

    • Dot

      „Mama mojej żony, czyli teściowa, chodzi po mieszkaniu z telefonem na szyi, w obawie, że wnuczki mogłyby zadzwonić, a Ona tego nie usłyszy. I co się takiego stanie? – zapytałem któregoś razu. Nie otrzymałem sensownej odpowiedzi.” Może boi się, że telefon nie zadzwoni drugi raz, gdy przegapi dany moment? A może ma świadomość, że być może wnuk zadzwonił w wolnej chwili, a za sekundę znów będzie zajęty i dlatego jego babcia chce skorzystać z tej wolnej chwili? Starsi ludzie często wyczekują kontaktu z wnukami 🙂

  • Te smartfony przyklejone do dłoni to jakaś zaraza. Chyba najlepiej widać to w środkach komunikacji miejskiej, kto korzysta ten wie 😉 Ja się niby pilnuję, ale wiadomo.. znak czasów, w końcu internet w kieszeni kusi mocno. Przynajmniej podczas posiłków wyłączamy telewizor o! Polecam. Często w ciągu dnia trudno o chwilę takiej bliskości, kiedy można bez pośpiechu pogadać i popatrzeć sobie w oczy 🙂

    • O tak, zapełniamy tymi smartfonami każdy wolny czas: stojąc w sklepowej kolejce, czekając w korku, jadąc autobusem itd, zamiast pobyć ze sobą i swoimi myślami 🙂

  • ‚⇒ aż 90% z nas twierdzi, że problem nadużywania nowych technologii ich nie dotyczy, ale dostrzega to zjawisko u innych.’ <3
    To prawie jak: '90% ludzi uważa, że jest mądrzejsza od 90% ludzi'.

    Najzabawniej jest, jak jedziesz w góry, żeby się wyciszyć, 10 dni bez internetu, 'zagranico', więc nikt nie dzwoni, idziesz sobie skalistą granią, wokół tylko niebo, i myślisz, że uciekłaś do innego świata… dopóki nie zderzysz się z jakąś panią, która wyginając się do tyłu nad przepaścią, robi sobię focię smartfonem na selfie sticku.

    PS. Ładne zdjęcia.

    • Podoba mi się argument z dziewięćdziesięcioma procentami. Uff, szczęśliwie mogę odetchnąć, bo zaliczam się do tej niezainfekowanej dyszki. Wszyscy oni wkoło mają problem.

    • A ile nieszczęśliwych wypadków podczas takich selfie się zdarza 🙂 Nie mogłam powstrzymać się, żeby nie dać tego uśmiechu na końcu, bo to jest (tragi)komiczne – zmora naszych czasów!
      „90% ludzi uważa, że jest mądrzejsza od 90% ludzi” – true story 😉

  • Gosia Odachowska

    Piękne zdjęcia 🙂

    • Dziękuję, pogoda, światło i krajobrazy dopisały 🙂

  • Bo im więcej próbujemy wiedzieć tym mniej wiemy, im więcej rzeczy robimy tym mniej kończymy, a im więcej rozmów przeprowadzamy (jednocześnie) tym mniej z nich pamiętamy. Mam ochotę na tę książkę już teraz.
    Poza tym pięknie wyglądasz! 🙂

    • „Bo im więcej próbujemy wiedzieć tym mniej wiemy, im więcej rzeczy robimy tym mniej kończymy, a im więcej rozmów przeprowadzamy (jednocześnie) tym mniej z nich pamiętamy.” Amen! 🙂

  • Agnieszka Makowska

    Amen! Niska jak zawsze w samo sedno! Super tekst, nie mogę się doczekać kiedy dopadne książkę. A sesje mąż zrobił Ci fantastyczną, wyglądasz kwitnąco.

  • Mój mąż podobnie, nie śledzi social mediów, tylko bieżące wydarzenia. Ja z kolei paradoksalnie pracując czasem po 10h na laptopie nie czułam presji, aby ciągle być na bieżąco, może dlatego, że byłam wśród ludzi i docierające do mnie korpo ploty i inne wydarzenia dużej firmy były wystarczające.

    Po pracy wolałam poświęcić się innym zajęciom i nigdy nie rozumiałam fenomenu FB. Nie używałam FB, nie miałam nigdy konta na NK, bo ze znajomymi kontaktujemy się telefonicznie lub przez WhatsApp, a zupełnie nie mam potrzeby oglądania co robi koleżanka z podstawówki. Ludzie, którzy są dla mnie ważni są w moim życiu do dziś.

    Dopiero w ciąży rok temu założyłam konto na FB, aby zalogować się do kilu grup dla matek, później Insta i teraz czuję się bardzo FOMO!!! Mój maluch śpi, a ja scrolluję ekran smartfona. Nie lubię tego, pożera to mnóstwo czasu, który mogłabym wykorzystać bardziej jakościowo, ale niesamowicie wciąga! Myślę, że może dlatego, że aktualnie jesteśmy przez większość czasu tylko we dwoje, ja i mój synek. Może to tylko potrzeba bycia „na czasie” i upewnienie się, że na macierzyńskim NIC mnie nie omija.
    PS. Na ten stan miała też pewnie wpływ wymiana starego tel na ten, który podobno jest stworzony do korzystania z „dobrodziejstwa” social mediów 🙂

    • Kurcze, tak długo wytrzymałaś i wszystko stracone! 😉 Ale grunt, to że potrafisz się do błędu przyznać, a to jest podstawa to ewentualnej zmiany nawyków.
      Rzeczywiście, zawsze jakby co pozostaje nam wymiana naszych nowych telefoników, idealnych do buszowania po świecie wirtualnym, na stare cegły. 🙂

  • Marla

    Świetnie, wchodzę na stronę poleconą przez Ciebie, a pierwsze, co się wyświetla to zachęta do wpisania do newslettera: „BĄDŹ NA BIEŻĄCO”. Dziękuję.

    • Słabo.. Nie zwróciłam na to uwagi.

  • Katarzyna

    W punkt 🙂 Bo najważniejsza jest równowaga…
    A poza tym Ktoś, kto tę równowagę pomaga zachować 😉
    Drugi człowiek – starszy, młodszy, nieważne, ale człowiek „realny”, siedzący obok, skaczący, malujący po ścianie, gotujący obiad, kłócący się, przytulający… Taki, który zaburzy uzależnienie i w jasny sposób pomoże zrozumieć co naprawdę liczy się w życiu 😀

  • Katarzyna

    W punkt 🙂 Bo najważniejsza jest równowaga…
    A poza tym Ktoś, kto tę równowagę pomaga zachować 😉
    Drugi człowiek – starszy, młodszy, nieważne, ale człowiek „realny”, siedzący obok, skaczący, malujący po ścianie, gotujący obiad, kłócący się, przytulający… Taki, który zaburzy uzależnienie i w jasny sposób pomoże zrozumieć co naprawdę liczy się w życiu 😀

  • Aga Frank

    Kurczę, niedobrze. Często po 22giej, leżę sobie z tabletem w łóżku, odpisując i czytając służbowe maile. Jakoś mnie to własnie uspokaja, że do końca panuję nad wszystkim. Jakie to musi być złudne uczucie to moje ‚uspokojenie’ :-/

  • Kupiona, przejrzana, teraz czytana już z uważnością. To jest właśnie jedna z tych książek, które mają szansę wpłynąć na życie, jeśli się tylko sobie na to pozwoli. Fajnie jest znowu cieszyć się i doceniać małe rzeczy. Bez takiej umiejętności te duże też nie cieszą.

  • Nishka! Jak cieszę się, że podjęłaś ten temat i mam nadzieję, że będziesz częściej publikowała posty o świadomym życiu. To obszar, który jest bardzo bliski mojej filozofii i podejrzewam, że znajdzie się wielu chętnych, którzy będą śledzili Twoje wpisy o uważnej obecności. Książka, którą polecasz rzeczywiście wydaje się rozwojową i inspirującą lekturą i chętnie po nią sięgnę. Ja również od jakiegoś czasu dostrzegłam potencjał medytacji, jogi, życia tu i teraz i bardzo moje życie zmieniło się od tego czasu. Dziękuję, że piszesz!

  • Pingback: Calm. Recenzja książki – pani poczytalna()

  • Z natychmiastowością miałam jeszcze inne doświadczenie. Zawiozłam córkę na basen. W drodze usłyszałam ciekawy wywiad, z ciekawymi informacjami. Chciałam tu i teraz, w tym momencie sprawdzić informacje na komórce w Internecie. I jaka byłam nieszczęśliwa, bo okazało się, że komórkę zostawiłam w domu.