Ugryźmy się w język, zanim nazwiemy dziecko niegrzecznym

fot. Miles Aldrige

Dziecko nie jest damą ani dżentelmenem, lecz dzieckiem. Ugryźmy się w język, zanim nazwiemy je niegrzecznym.

Zawsze posłuszne i ułożone. Znacie takie kilkulatki? Które to zawsze idealnie potrafią zachować się przy stole, nie brudzą, a jeżeli jakiś kawałek jedzenia wymsknie się im poza talerz, to po chwili nań wraca, sprytne rączki wycierają sos z obrusu, a buźka uprzejmie dodaje:

– Przepraszam, droga mamo. To się więcej nie powtórzy.

Pytane: zawsze udzielają odpowiedzi, oczywiście stosując poprawne konstrukcje gramatyczne. Nigdy nie są wścibskie, za to zawsze bardzo uprzejme, znają świetnie zasady savoir vivre, mają doskonałe wyczucie sytuacji, klasę. Nie zadają trudnych pytań, grzecznie siedzą na krzesełku podczas całego posiłku, niezależnie od tego, ile trwa i z ilu dań się składa. Słowem, mali dżentelmeni i małe damy.

Nie znacie, bo takie kilkulatki nie istnieją. No chyba, że trafiliście na zaprogramowane roboty, którym rodzicie programiście wbijali, że najważniejsze, ale to najważniejsze synu jest bycie grzecznym, kulturalnym i uprzejmym. Nic innego się nie liczy, mój mały dżentelmenie i moja mała damo.

*

Nie zapomnę, jak wybrałam się z moją 5-letnią wówczas córką do psychologa. Psycholog nie chciała rozmawiać z moją córką, tylko ze mną. Poprosiłyśmy więc, żeby grzecznie porysowała w pokoju obok. W pewnym momencie drzwi znów się uchyliły i drugi już raz w ciągu pół godziny zobaczyłam moją córkę stojącą z kartką papieru. Nie ukrywam, że zdenerwowałam się.

— Dlaczego znów przychodzisz? Przecież i ja i pani psycholog prosiłyśmy cię, żebyś przyszła dopiero, kiedy cię zawołamy. Czy naprawdę nie możesz przez chwilę grzecznie porysować i dać nam porozmawiać? Widzi pani, ona właśnie taka jest – zwróciłam się do psycholog. –  Proszę ją o coś, a ona nie może uszanować mojej prośby i robi swoje. Nie mam już do niej siły – pożaliłam się.

— Jest pani z siebie zadowolona? — spytała mnie psycholożka, gdy córka wyszła w pokoju.

— Tak. Byłam kategoryczna i córka od razu o dziwo posłusznie wyszła.

— A moim zdaniem zachowała się pani nieodpowiednio.

— Jak to? Jak więc powinnam się zachować? Pozwolić jej tu być razem z nami, mimo że na początku poprosiłyśmy, żeby była w innym pomieszczeniu? Starałam się być konsekwentna.

— Mogła pani zainteresować się dzieckiem i spytać, co za rysunek trzyma w ręku. Zapewne narysowała go dla pani lub dla mnie. Należało ten rysunek wziąć i pięknie jej podziękować. Spojrzeć na to jak na miły gest dziecka, a nie zachowanie natręta. Następnie powiedzieć, że jest pani z niej dumna, że potrafiła przez pół godziny tylko dwa razy do nas przyjść. Tak, tak, TYLKO dwa razy. A według pani przekazu było to AŻ dwa razy. Przecież to jest kilkuletnie dziecko, nie można oczekiwać od niego, że usiedzi długi czas w miejscu. Siedziało samo, rysowało, chciało pokazać nam co rysowało, wystarczyło docenić je, pochwalić, a ono pewnie na skrzydłach poszłoby rysować kolejny rysunek. Pani tymczasem zamknęła ją w klamrze niegrzecznego dziecka.

— Rzeczywiście… — zastanowiłam się. Jak łatwo jest spojrzeć na tę samą sytuację, na tego samego człowieka w zupełnie odmienny sposób. Jak łatwo przykleić dziecku etykietkę niegrzecznego.

Owszem, gdyby naszą rozmowę dwukrotnie chęcią pokazania rysunku przerywała moja „aktualna” córka, czyli 11-latka, to byłoby to już nie miejscu, bo od takiej dziewuchy można już oczekiwać tego, że wysiedzi w obcym miejscu pół godziny w samotności. Ale 5-latkowi może to przyjść z nie lada trudem i jako rodzic powinnam to rozumieć.

Tak jak i 1,5-roczne dziecko, które rozrzuci świeżo uprasowane i ułożone w kosteczki pranie. Ono nie jest ani niegrzeczne ani nie ma złych intencji. Po prostu obserwując, jak mama zaangażowała się w zabawę w budowanie tej wieży z ubrań, a teraz poszła na chwilę schować się do innego pokoju (pewnie bawi się w „akuku?”), chce też się włączyć do zabawy i tę wieżę z ubrań zburzyć! Hurra, ale fajnie! I lecą spodnie! I sukienka! I sweterek! Jupi!!

Tak jak moim nastoletnim córkom nie darowałabym braku ogłady i nieuprzejmego zachowania wobec np. babci czy pani w sklepie, tak identyczne zachowanie w wykonaniu 3-latka nawet nie nazwę brakiem ogłady lecz zwykłą dziecięcą ciekawością świata lub prostolinijnością.

Dzieci znajdują się w ściśle określonych, niezależnych od ich chęci, lecz podyktowanych naturą fazach rozwojowych. Są takie, których nie da się przeskoczyć. Przykładowo, to zupełnie naturalne i nie ma w tym NIC dziwnego, że:

  • niemowlę chce być noszone i nie lubi długo leżeć samo w łóżeczku, bo bardzo potrzebuje dotyku mamy i w żadnym wypadku nie oznacza to, że MANIPULUJE rodzicem
  • 1,5 – roczne dziecko dużo piszczy, krzyczy i rzuca jedzeniem i bardzo niecierpliwi się i złości – po prostu jest w takiej fazie rozwojowej i jest to naturalne, a nie niegrzeczne.
  • 2- letnie dziecko ma ogromne poczucie własności, rozgraniczania tego co jest „moje”, a co „twoje” więc wymaganie od niego, by dzieliło się z innymi i nazywanie niegrzecznym egoistą, gdy tego nie robi, jest bardzo nie na miejscu. Ono jest po prostu w takim okresie życia, że musi zamanifestować swoją autonomię. Dajmy mu na to szansę.
  • 3- latek to wulkan emocji, któremu wydaje się, że może decydować o wszystkim (to potem wraca, ja aktualnie przeżywam to ze swoimi nastoletnimi córkami 🙂 ) Dajmy mu więc szansę na podejmowania tych decyzji. Oczywiście obszar, po którym mogą w kwestii decydowania poruszać się jest uzależniony od wieku. Trzylatek nie może zdecydować o tym, czy iść teraz na ulicę czy zostać na placu zabaw, ale już w kwestii ubrań, np. tego czy nałoży czerwone rajstopki czy niebieskie, jak najbardziej. Gdy dasz mu wybór, kładąc przed nim dwa kolory ubrań, poczuje, że ma wpływ na otaczającą rzeczywistość.
  • 4-latek fantazjujący i żyjący w świecie wyobraźni: gdy opowiada nam o swoich niewidzialnych przyjaciołach to jak najbardziej mieści się to w tak zwanej normie rozwojowej, nie nazywajmy więc go niegrzecznym kłamczuchem
  • 5-latek zadający tysiące pytań (również tych w stylu „Czy ta pani jest w ciąży skoro ma taki wielki brzuch?” lub „Dlaczego ten pan tak śmierdzi?”),  którego na dodatek wprost roznosi energia, tak, że czasem nie może usiedzieć w miejscu – on jest „normalnym”, typowym 5-latkiem, a nie niegrzecznym i krnąbrnym dzieciakiem.

A skąd ja to wszystko wiem? A dlaczego jestem taka mądralińska? Ano bo przeczytałam wczoraj książkę, którą kilka dni temu wysłała mi moja Czytelniczka: Monika Janiszewska, którą napisała razem z Małgorzatą Bajko: psychologiem i psychoterapeutą, mianowicie: „(NIE)grzeczni?”.

Jeżeli lubicie mój styl pisania, książka przypadnie Wam do gustu, bo jest napisana w formie anegdotek ukazujących różne sytuacje z punktu widzenia rodzica i dziecka. Zaskakujące, rozśmieszające, wprawiające w zadumę. Autorki opisują różne sytuacje z życia wzięte, w stylu „Dziecko nie podziękowało za prezent”, „Opowiedziało wierszyk o puszczaniu bąków”, „Spytało, dlaczego w autobusie pan tak śmierdzi” i wiele innych i ukazane są dwa punkty widzenia: dziecka i rodzica. Następnie komentarz psychologa. 🙂 Nie ma w niej gotowych rozwiązań podanych na tacy, nie ma nachalnego wciskania jedynie słusznej drogi, za to jest zachęcanie do bacznego wsłuchania się w to, co dzieci chcą nam zakomunikować. Skierowana jest przede wszystkim do rodziców dzieci w wieku wieku 0-6 i opisuje w przystępny sposób, w jakiej fazie rozwojowej: znajdują się dzieci w konkretnym wieku i w związku z czym czego można się po nich spodziewać, słowem: jak widzą i rozumieją świat.

Opisane w niej historyjki dobitnie pokazują, że często wymagamy od kilkulatków zachowań, których sami nie zawsze przestrzegamy (empatia, wznoszenie się ponad swój własny interes, dyskrecja, wyczucie chwili itp.). Oczekujemy od dzieci, by nie wybrzydzały przy stole i gdy marudzą na szpinak, wzdychamy, jakie to wybredne i niegrzeczne, a tymczasem wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w innym kraju, w którym na stole ląduje upieczony żółw lub kot. Na samą myśl aż się wzdrygacie, prawda? I teraz zrozummy, że tak samo wzdryga się nasze dziecko na myśl o szpinaku. 😉 Warto to przemyśleć. 🙂

Książka kosztuje z przesyłką około 25 zł, np. tutaj, moim zdaniem cena warta tego, żeby nasze dzieci stały się wreszcie w naszych oczach „grzeczne”. 🙂
Pokażę Wam w kilku zdjęciach, które wysłała mi Monika, jej klimat:

Jak kiedyś mądrze zauważył Korczak: nie ma grzecznych dzieci, są tylko wygodne. Dzieci, które cichutko siedzą w kąciku, poskramiają swoje emocje i uczucia (nigdy się nie denerwują, nie płaczą, nie krzyczą) wewnętrzne zewy (ruch, energia, szczerość, prostolinijność, mówienie co ślina na język przyniesie), to nie są dzieci „grzeczne”, to są dzieci wygodne – ale nie dla siebie, lecz dla rodziców.

Serio, warto czasem spuścić nieco powietrza i zmniejszyć między nami a dziećmi dystans, nie przemawiać do dziecka z mównicy, by nas słuchało i ceniło. Nie oczekiwać, że będzie małą damą czy dżentelmenem, lecz po prostu: dzieckiem. Warto w stosunku do kilkulatka przestać być mamą guwernantką i zacząć być zwykłym, empatycznym rodzicem.

Komentarze:

  • Dominika Skorupa

    chyba nie jest ze mną najgorzej, większość dziecięcych zachowań rozumiem, choć niestety niekiedy się nimi straszliwie wkurzam. Ale tekst jak zwykle rewelacyjny! 🙂

  • Uwielbiam cię. Właśnie za to, że sama przyznajesz, że kiedyś popełniałaś błędy, że pewnie nadal je popełniasz, ale wciąż się uczysz i pokazujesz innym, że każdy ma prawo do błędu.
    Ja dzisiaj w tramwaju widziałam, jak mała dziewczynka zaczepiała mamę, bo nie mogła wysiedzieć. Mama krzyknęła na nią, a ona powiedziała, że ona tak się kręci bo się nudzi i kiedy wysiądą. Uzyskała odpowiedź „nie pyskuj”. Dziecko się uciszyło, ale myślałam, że mnie coś trafi. Nadal mam alergię na to „nie pyskuj” i gdyby nie to, że to był mój przystanek, to nie wiem, czy bym czegoś nie powiedziała. Brr. A przecież to dziecko wyglądało na góra 6 lat. Chyba, może mniej, nie znam się na dzieciach, ale na pewno nie można było od niego wymagać, żeby siedziało na brudnym, niewygodnym siedzeniu w spokoju. Sama czasami mam problem, żeby wysiedzieć bez zaczepiania narzeczonego podczas dłuższej podróży, a mam 23 lata, więc jak można tego oczekiwać od dziecka?

  • Patrycja Kaczmarzyk

    W sumie fajne to jest: podoba mi się, że zwracając się do dziecka, powinniśmy przyjąć jego perspektywę. To samo zresztą powinniśmy robić w stosunku do zwierzaków, ale mimo że dorośli zwykle uważają się za tych super inteligentnych, oczekują, że to całe otoczenie będzie rozumiało ich, a nie oni otoczenie. Trochę dziwne to oczekiwanie 😉 Co do dzieci dostrzegam niestety też „drugą stronę medalu”. Uważam, że postrzeganie świata przez dziecko jest inne, ale mimo to w przestrzeni publicznej rodzice powinni umieć swoje dzieci okiełznać na tyle, by nawet ich grzeczny, ale w konkretnej fazę rozwojowej x-latek, nie był koszmarem dla ludzi wokół (w restauracji, kinie, markecie, gdziekolwiek). A mam wrażenie, że niektórzy rodzice z łatwością tłumaczą rozbrykanie swojego dziecka i własny brak reakcji tym, że to przecież tylko „dziecko”.

  • Myślę, że wielu rodziców po prostu nie zna norm rozwojowych, nie wie, czego się spodziewać w danym wieku, jakie zachowania są zupełnie zrozumiałe, czego nie da się przeskoczyć. Stąd chyba wiele nieporozumień, trudnych emocji, nieadekwatnych wymagań.

  • Anna Haluszczak

    Jako rodzic dwójki wspaniałych dzieci, które niekiedy doprowadzają mnie do szewskiej pasji, nigdy nie spojrzałam na nie w ten sposób. Aż wstyd się przyznać. Ale człowiek uczy się całe życie. Muszę zobaczyć świat oczami moich maluchów. Świetny tekst! Dziękuję!

  • Napisałaś o czymś niezwykle ważnym. I trudnym dla dorosłych. Sama jeszcze nie mam dzieci, ale z dziećmi pracowałam. I wiem, jak trudno nie zapominać o tym, że są przecież dziećmi, zachowują się w sposób dla dzieci naturalny, a ja nie mam prawa wymagać od nich, żeby było inaczej.
    Niestety, zawsze mi się wydaje, że zbyt wiele osób o tym zapomina. Albo nawet w ogóle nie potrafi zrozumieć.
    Zawsze uważałam, że skoro do prowadzenia samochodu potrzebne jest ukończenie kursu i zdanie egzaminu, tak samo powinno być z rodzicielstwem, które w gruncie rzeczy jest znacznie bardziej odpowiedzialnym zajęciem 🙂
    Pozdrawiam!

  • Magda

    Bardzo wazny tekst. Przesylam dalej! Niech sie niesie!!!

  • Anna Bączkiewicz

    Tak. A mój tata powiedziałby: ” Na wszystko im pozwalasz”

  • Mam córkę – trzyletnią. Powyżej jakbyś o niej pisała 🙂 Dla mnie to normalne ale dziadkowie… Już teraz mnie żałują, co też będę musiała przejść za 10 lat kiedy zrobi się z niej nastolatka.

  • U mnie w domu „niegrzeczność”, spontaniczność była surowo zakazana. Za takie brudzenie przy stole, gadanie czy kręcenie się czekałaby mnie w najlepszym wypadku ostra reprymenda. Ciężko mi ocenić, czy to było złe czy dobre. Myślę, że w żadną stronę nie należy przesadzać. Rozpieszczanie dziecka i pozwalanie mu na wszystko, „bo to dziecko”, też nie jest najlepszym rozwiązaniem.

  • Staram się unikać przyklejania łatek i etykietek. Do gabinetu pedagoga zawsze wpadają dzieci z etykietkami: niegrzeczny, pierdzi, agresywny, przeklina. Nawet te najzwykeljsze zachowania są czasem „oetykietowane”: rozśmiesza, sapie, zgrzyta zębami, drapie się. Potem, dzieci w przedszkolu i szkole same to sobie robią. Ale przecież zanim się tam znajdą, gdzieś się dowiadują o tych etykietkach, prawda? Mam podejrzenie, że od nas – dorosłych 🙂

  • Magda

    A ja mam problem – gdy czasem zwrócę mojej 4-letniej córce o coś uwagę pewna osoba z mojej rodziny mówi do niej „tak,tak,słuchaj mamusi,musisz być grzeczna”. Nie są to słowa wypowiedziane złośliwie czy w złej wierze,a mnie w środku aż skręca. Jak powiedzieć takiej osobie,że robi źle i dlaczego?