Wiersz o czajniku

Wczoraj w długiej podróży samochodem słuchałam „Ferdydurke” Gombrowicza genialnie czytanej przez Maciej Stuhra i przypomniał mi się dialog z życia wzięty, kiedy to starsza córka, wówczas 12-letnia, podeszła do mnie gotująca się ze wściekłości i zapowiedziała:
– Nie odrabiam dziś lekcji z polskiego!
– Co się stało? – spytałam.
– Mam dość! Wiesz co pani kazała nam napisać? WIERSZ O CZAJNIKU! Bez sensu! Nie będę pisała żadnych wierszy o czajniku!
– Nie masz wyjścia. Musisz odrobić pracę domową – pouczyłam córkę.
Obróciła się na pięcie i ruszyła zdenerwowana do swojego pokoju. Po kilku minutach wróciła i zadeklamowała swój wiersz:

– Czajnik tak gwiżdże, jakby chciał rozmawiać…
Ale nikt tu nie jest chory psychicznie, żeby to rozważać!

😀

Komentarze: