Żeton

– Naprawdę świetnie, że zostawiłeś na podłodze żeton od sklepowego koszyka! – ironizuję, bo przecież tak naprawdę wcale go z tego powodu nie chwalę, bo nie powinniśmy do tego dopuszczać. – Przecież nasz syn mógł go połknąć! – krzyczę z wyrzutem do męża, łypiąc na raczkujące po podłodze niemowlę.
– I stracilibyśmy taki fajny i przydatny żeton! – konstatuje ojciec.
– Otóż to!

😉

Komentarze:

  • #złamatka 😉

  • Aleksandra Solo

    Droga Nishko. Komentarz trochę nie na temat postu, ale może dzięki temu wybije się i przeczytasz go czym prędzej 🙂
    Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i bardzo, bardzo go lubię. Dużo w nim o relacjach z dziećmi, rodzicami, samą sobą. Ale gdzieś w tym wszystkim brakuje mi… Twojego męża! Jawi mi się On jako Wielki Nieobecny. Jeżeli o Nim już wspominasz, to zawsze półżartem, a jak piszesz o „byciu w związku”, to rzadko odnosisz się do osobistych sytuacji z życia wziętych. Zaczynając od początku, czyli historii Twojej pierwszej, nastoletniej ciąży – wiem, jak się czułaś, jak radziłaś sobie z pogodzeniem opieki nad noworodkiem i studiami, znam mądrą i wspaniałą reakcję Twoich rodziców… a co z partnerem? Jak się odnalazł? Co czuł? Jak Cię traktował? Szalenie mnie to ciekawi!

    Może Pan Mąż odcina się od Twojego życia w sieci, może nie chce, żeby Jego uczucia były tu wywlekane. Ale co poradzę, że ten niezwykle istotny aspekt bardzo mnie ciekawi? 🙂

    Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Małżonka!
    CIEKAWSKA

    • Droga Olu, ha! akurat opublikowałam nowy tekst i jest tam mój mąż 🙂
      Oh wait: znów jest trochę żartem i nie na poważnie 🙂
      Obiecuję, że za jakiś czas odniosę się do Twojego komenatrza 🙂