Żono pracoholika, szczerze współczuję Ci


Jestem z dziećmi w restauracji. Obok nas siedzi mężczyzna ze swoim konrahentem, spotkanie służbowe. To znaczy wygląda to inaczej: w rzeczywistości przy stoliku towarzyszy mu żona i syn, ale co z tego, skoro rozmawia z kimś przez telefon i pochłonięty jest myślami o pracy? Gdy kończy rozmowę, kobieta coś do niego, z pewnym żalem, choć stara się być uprzejma, mówi. Nie słyszę co, ale wyobrażam sobie,  że prosi, by spędzili najbliższe pół godziny razem, by wyciszył telefon i zapomniał na chwilę o vatach, fakturach i raportach i zjadł z nią i synem obiad.
– Wiesz, jak jest. Jest ciężko, mam teraz w pracy naprawdę trudny okres – odpiera mężczyzna, to słyszę.

Mam ochotę podejść do tej kobiety, uściskać ją i powiedzieć:
– Nie jesteś sama. Też to słyszę od męża, z tą różnicą, że nie w restauracji, a w domu, bo mąż nie ma czasu nigdzie z nami wychodzić, taki jest zapracowany.

Może nie powinnam pisać tego tekstu, przeczekać trudne emocje, jutro na pewno będzie lepiej. Jednak postanowiłam je zatrzymać i przelać na papier. Może część z Was siebie we mnie odnajdzie i będzie Wam łatwiej?

Od kilkunastu dni mój mąż jest zawalony pracą. Namnożyły mu się projekty, deadliny, asapy. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie. Czasem poza domem, częściej w domu, co jest chyba jeszcze gorsze, bo niby jest, a przecież go nie ma.

Bardzo mi z tą sytuacją ciężko. Z jednej strony rozumiem to i mu współczuję.  Z drugiej strony czuję do niego złość. Może gdyby nie to, że mamy małe dziecko, nie zwróciłabym na to specjalnej uwagi. Sama pewnie również oddałabym się swoim pracom i każdy z nas siedziałby nad swoją robotą. Jednak małe dziecko, w naszym przypadku 1,5 -roczne, oznacza bycie w nieustannym trybie stand-by na drugiego małego człowieka. Nie możesz spuścić go z oczu, no chyba, że jesteście w pokoju obitym pluszem, w którym nie ma nic, na co może wejść, co może połknąć, z czego może spaść, w co może się uderzyć. A takiego pokoju, ups, nie mamy. I gdy cała odpowiedzialność spoczywa na jednym rodzicu jest ciężko.

Bycie rodzicem małego dziecka jest jednym z najbardziej ambiwalentnych uczuć, jakie znam. Z jednej strony ogrom przyjemnych doznać, mnóstwo miłości, radości, czułości, a z drugiej łyżka dziegciu – niby tylko łyżka, ale ma tak intensywny smak i zapach, że potrafi zepsuć całą beczkę miodu. Są chwile, zwłaszcza te, w których jestem z synem przez dłuższy czas sama, w których czuję, że jestem na skraju. Zwłaszcza w weekendy. Że jeszcze chwila, jeszcze godzina i jeżeli ktoś mnie zaraz mnie wesprze, zwariuję. A wystarczy nawet godzina oddechu, ba czasem nawet pół godziny, dwa, trzy, cztery  kwadranse w samotności. A trudno o te kwadranse, gdy mąż jest pochłonięty pracą.

Gdyby nie to, że mam wsparcie niani, która prawie codziennie (z wyjątkiem weekendów) przez około 6 godzin zajmuje się moim synem, zwariowałabym. Pozostałe 7 godzin jestem z nim ja. Czasem sama, czasem z mężem.

Rozumiem kobiety, które decydują się na zostanie z dzieckiem przez pierwszy rok, dwa, trzy w domu – ale ja jestem z innego plemienia. Kocham moje dzieci ponad życie, gdybym miała któremukolwiek z nich oddać jakiś swój organ, który mógłby uratować im życie, nie wahałabym się ani chwili. Skoczyłabym za nimi w ogień, pod pędzący pociąg i zrobiła wszystko, co mogłoby je uratować. Jednak nigdy nie byłam w stanie być mamą na cały etat. Muszę mieć w życiu fragment tylko swój, taki, w którym nie jestem mamą, a Natalią. A żeby to się udało, potrzebuję do tanga ojca dziecka, który poświęci mu uwagę.

Mam to szczęście, że mój  mąż nie jest pracoholikiem, nie ucieka w pracę, on jest po prostu aktualnie pracą przywalony. Wiem, że gdy minie ten trudny u niego okres, wszystko wróci do normy. (Oczywiście dopóty dopóki nie nadejdzie kolejny ciężki okres.)

Ciężko mi sobie wyobrazić, a co dopiero przeżyć, sytuację, w której nasze życie miało wyglądać tak na co dzień, że doba męża składałaby się tylko z pracy i snu. W której ciągle mentalnie byłby w pracy. W której miałabym poczucie, że muszę z Pracą (nie mylić z Pasją, bo to jest człowiekowi potrzebne) konkurować i rywalizować. Współczuję wszystkim, które przeżywają to na co dzień. To, co ja przeżywam od kilkunastu dni.

Chciałabym Was wszystkie, Drogie Samotne Żony, Samotne Matki – samotne na co dzień albo samotne czasem, jak ja, przytulić, bo wiem, że macie ciężki kawałek chleba do zgryzienia. Zachęcam do pójścia moim śladem, ja po napisaniu tego tekstu i wyrzuceniu z siebie emocji, czuję się o niebo lepiej, więc jak macie ochotę, to śmiało wypiszcie się w komentarzach. 🙂

Komentarze:

  • Marta Karaś

    Najgorzej jak mąż ma non stop dyżury, kończy specjalizacje i pisze doktorat 😉 na szczęści mój syn chodzi spać koło 19:30 więc wieczór mam na chwilę oddechu 😉

    • Tak, mój mąż również w tym wszystkim pracuje jeszcze nad doktoratem :>

  • Aga Q

    Potrzebowałam tego dzisiaj, bo dopadł mnie właśnie rodzicielski kryzys. Mąż pracuje za granicą, odliczam już dni, kiedy będzie w domu i po prostu mi pomoże, czasem w czymś wyręczy. Tęsknie, po prostu. I czasem mam zwyczajnie dość kłótni dzieci, pracy i bycia dorosłym, odpowiedzialnym za dwoje dzieci rodzicem.

    • Rozumiem Cię i ściskam!

  • Emi

    Ja zdecydowałam się na opiekę nad swoją wyczekaną córcią prowadząc przy tym własny biznes. I powiem….jest ciężko. Zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażałam. A tak szczerze nie wiem co ja sobie wyobrażałam ??? Sama nie pamiętam 🙂 Córcia ma teraz 2,5 roku. Wstaje o 6 lub 7 rano i nie wiem na jakie baterie działa bo zasypia dopiero po 19 oczywiście jak wszystko pójdzie zgodnie z moim planem. A jak nie to miałaby chyba moc na zabawę do samego rana 🙂 Nigdy tego nie sprawdzałam 🙂 Jak mała zaśnie to ja ogarniam sprawy domowe i siadam do swojej pracy- zazwyczaj jest to godz 20/21. Idę spać o maksymalnie 24. I tak dzień w dzień. Zero weekendów. A mąż pracuje na 3 zmiany. Wychodzi na 10 godzin. Wraca i oczywiście pomaga ile może ale zazwyczaj to dalej ja wszystko ogarniam bo mu trudno się odnaleźć w ” TEJ NASZEJ” rzeczywistości. Często niestety jak jest w domu to wisi na telefonie ,bo w pracy bez niego nie dają sobie rady..Ehhh. Juz się z tym pogodziłam i przestałam zwracać uwagę jak wychodzi do pokoju obok żeby porozmawiać. Wcześniej sporo nerwów na to straciłam.

    • Emi, a czy zakładasz, żeby puścić córeczkę wkrótce do przedszkola? Wybacz, że tak się wtrącam! Ja chcę gdzieś właśnie około 2,5 rok wysłać syna do przedszkola. I oczywiście powodzenia życzę!

    • Noka

      Syn wstaje o 8, chodzi spać o 22 (taki typ). Męża mam w delegacji,a ja prowadzę firmę zdalnie. Nie uzalaj się

  • Emi

    Dodam jeszcze że bardzo się kochamy ,normalnie ze sobą rozmawiamy i wspieramy;) Ja rozumiem,że to on ma tą „odpowiedzialną pracę ” Jak wiadomo mój wolny zawód rządzi się swoimi prawami. Fajnie jednak wiedzieć ,że nie jestem sama i Ty Nishko poruszyłaś ten temat 😉 PS. Poza tym uwielbiam Twoje poczucie humoru 😀

    • Emi, jasne, wiem: poruszyłaś tylko mały skrawek rzeczywistości! tak jak ja. czasem po prostu pisząc zatrzymujemy pewne wycinki naszych emocji. ja wczoraj miałam straszny zjazd emocjonalny i na tej bazie powstał tekst, a dzis już np. czuję się lepiej.
      PS dziękuję! 😀

  • Ewa

    A ja zazdroszczę. Bo jestem po drugiej stronie. Tą zapracowaną. Regularnie przywalaną pracą między jednym oddechem a drugim. W wiecznym biegu między szkołą, przedszkolem, biurem, spotkaniem, biurem, przedszkolem, szkoła, prezentacją, pracą po godzinach, pracą wieczorami, telefonami przed obiadem, w trakcie sprzątania po jedzeniu, wysyłanym mailem podczas dyktowania dyktanda, pozornie podzieloną uwagą między projekty plakatów od grafika a obrazki córki,z przedszkola. Owszem, wybrałam taki zawód, daje mi ogromna satysfakcję, ale… Chciałabym mieć całą uwagę dla dzieci, nie zauważam czasem jak szybko urosły. Chciałabym żeby telefon nie dzwonił, mail nie przywoływał, gdzies chciałabym złapać równowagę a najchętniej aby szala przechyliła się na dzieci, na dom. I tak dobrze rozumiem tego zapracowanego męża, on pewnie tez być chciał, ale odpowiedzialność, ale regularne wpływu na konto, ale rata kredytu, ale wakacje w ciepłych krajach, ale narty w ferie, ale tak marzy najstarsza o jeździe konnej, ale…

    • Bardzo dziękuję za ten komentarz – ukazanie drugiej strony. I trochę mi głupio, bo tak naprawdę poruszyłam tylko mały aspekt naszej rzeczywistości. Kontekst jest taki, że ja też dużo pracuje. Mam mnóstwo obowiązków zawodowych, z którymi nie wyrabiam się i często siedzę nad nimi wieczorami. W równym stopniu partycypujemy z mężem w finansowym zasilaniu budżetu domowego. I wiem jak to jest być rozbitym między dzieckiem a pracą. I wiem też, że często łatwiej jest mi rzucić się w wir pracy i rozwikłania jakiegoś wyzwania zawodowego niż zwyczajnie ciągiem przez 6 godzin pobyć z małym dzieckiem. A czasem chciałabym beztrosko móc to zrobić, ale wiszą nade mnie zobowiązania.

  • Tak bardzo rozumiem. U nas trudny okres w pracy. Córka 20 miesięcy i wchodzi w etap rzucania się na chodnik, bo tak.
    Mąż niby potrafi wyłączyć telefon, ale co z tego, skoro i tak go spina stres?

  • Trzy dni pod rząd 14 godzin na dobę sama z 13 miesięczną córką. Takie okresy zdarzają się co jakiś czas niestety. I nie jest to pracoholizm tylko przytloczenie tematami jednak efekt jest w sumie ten sam. Moje ambitne plany pracy po pójściu córki spać nijak mają się go tego, że jestem nieprzytomna już o 21.
    Dzisiaj mąż przeniósł się z pracą do domu, ale to jakoś gigantycznie wiele nie zmienia – zresztą sama napisałaś o tej pracy w domu więc wiesz jak jest 😉
    Czekam na lepsze czasy, one już w sumie stopniowo przychodzą, bo wraz z tymi trzema dniami z jednym i 3/4 etatu przyszły przespane całe noce – dziecko się nad matką lituje 🙈😅

    • Nika

      Chyba się trochę nad sobą uzalasz. Ja mam męża na statku, miesiąc jest na morzu, miesiąc w domu (teoretycznie bo jeszze prowadzi działalność w branży IT). Ja prowadzę firmę zdalnie. Mamy 2 letnie dziecko, które nie dostało się do żłobka. Dziadków nie mamy na miejscu, wiec nikt nam nie pomaga. I można dać radę

      • Nie użalam się tylko piszę, co czuję, czyli robię dokładnie to, do czego zachęciła autorka postu. Mam prawo napisać, że jest ciężko i że tego miejsca na mnie jest niewiele. Odniosłam wrażenie, że miało to być miejsce, w którym w bezpiecznej atmosferze można powiedzieć macierzyńską wersję „ja też” 😉 bez takiego właśnie, jak Twoje, oceniania.
        A jeśli chodzi o dalszą część Twojej wyliczanki z dziadkami i żłobkiem to skąd pomysł, że ja mam do dyspozycji te udogodnienia?

        • Nika, nie oceniaj proszę innych ludzi ani nie odbieraj nikomu prawa do pisania o swoich uczuciach. Jestem za tym, żeby ludzie uczciwie pisali co czuja, nawet jeżeli jest to „użalanie się”, czyli pisanie o swoim żalu. Wolę to niż przyklejanie sobie sztucznego uśmiechu i mówienie, ze wszystko jest ok, choć nie jest.
          Poza tym każdy jest inny, ma inny temperament, sytuację życiową itd i fakt, że np.Ty dajesz radę nie oznacza, że inny na Twoim miejscu też.
          Ewelina, oczywiście, czuj się bezpiecznie i śmiało pisz o swoich uczuciach. 🙂

  • zoltenogi

    Nishko, nie wyrzucaj sobie braku pokoju obitego pluszem – Twój dzieć i tak nie chciałby w nim siedzieć 😉

    • zoltenogi

      PS Też czasem o takim fantazjuję. Podwójna mama na cały etat.

  • Andzia

    Mam takiego i to jeden z powodów, dla których nie decyduję się na mscierzyństwo. Boję się, że zostanę z tym sama, a tak jak Ty cenię swoją pracę i czas dla siebie.

  • Zelda

    Mam wrażenie, ze w pracoholizmie najgorsza jest niedostępność, nieobecność tego kogoś zajętego nałogiem. Nerwy, gdy się tego kogoś od pracy odrywa, stały lęk o pracę, lęk bez pracy (i wrzucanie się w pracę), a dla rodziny ta świadomość bycia nie tylko obok (a nie razem), ale też poniżej w hierarchii wartości. Napisałam to z perspektywy dorosłego człowieka, który jeszcze pamięta jak to było być dzieckiem pracoholika.

    Czasem, przysypana zadaniami, wpadam w ten mechanizm. Na przykład przestaję regularnie jeść, zaburza mi się rytm snu, jestem stale spięta, a kontakty z bliskimi mam automatyczne, nie jestem w uważnym kontakcie ani z bliskimi (patrzę, ale nie widzę; słucham, ale nie słyszę) ani ze sobą (nie mogę sobie wtedy np. przypomnieć czy umyłam włosy albo czy już brałam prysznic). Liczy się tylko zadanie, a całe życie odbywa się w kontekście pracy. Sporo się napracowałam, aby wyrwać się z tego mechanizmu jako trybu domyślnego i nadal pracuję nad tym, by go wyłapywać, gdy się paskuda pojawia i trwa dłużej niż 1-2 dni. Często okazuje się, że na dłuższą metę daję radę zrobić mniej więcej to samo, ale jednak nie tracić z oczu bliskich ani siebie, nie chodzi bowiem o samą liczbę zadań, ale to jak funkcjonuję pomiędzy nimi, że w ogóle funkcjonuję jako ja, a nie jedynie realizatorka zadań wszelakich.
    To napisałam jako potencjalny pracoholik.

    Inną jeszcze sprawą jest to, że niektórzy zadań mogą mieć ogólnie zbyt wiele na własne siły czy zdrowie. Mam tak (cudów nie wyczyniam, po prostu jakoś osłabłam), przez co nigdy nie czuję abym z czymkolwiek była na właściwym, nie spóźnionym etapie. To bardzo sprzyja stałemu byciu w kontekście pracy, ale nawet gdy się w taką pułapkę nie wpadnie, to trudno o budowanie dobrych jakościowo relacji lub takie normalne zadbanie o siebie. Siedzę nad kolejnym zdaniem już kilka minut, bo jakoś głupio mi to pisać, ale napiszę. Na etacie zarabiam mniej niż mój towarzysz życia. By zarobić tyle samo muszę dorabiać więc dorabiam wieczorami i w weekendy. Z uwagi na wysokie wydatki na zdrowie mojej podopiecznej dorabiać muszę (tak jest u mnie, u innych może być z uwagi na kredyt, dzieci, inne sprawy). W praktyce ja pracuję około 10-12 godzin 5 dni w tygodniu plus 1-2 weekendy w miesiącu, on 8 godzin dziennie od poniedziałku do niedzieli. Obowiązkami domowymi dzielimy się mniej więcej po równo. Z jego perspektywy poświęcam się pracy. Z mojej perspektywy zachowuję się odpowiedzialnie. Tak też bywa.

    • Ojej, ja tez mam do tego skłonność 🙁
      Łatwo było mi napisać o mężu, u siebie samej zastosowałam chyba mechanizm zaprzeczenia.
      Dzięki za ten komentarz.

  • Mal Kra

    no to ja tez: od prawie 10 lat jestesmy z mezem i z dziecmi za granica. Odkad urodzily sie dzieci (teraz 4 lata i 1,5 roku) ja znaczaco zwolnilam, wrocilam do pracy na pol etatu i generalnie staram sie zadowolic wszystkich, lacznie z sama soba. Maz natomiast odniosl dosc duzy sukces, nagrody polityki, publikacje, wyjazdy, te sprawy i pracuje caly czas. Np. od 3 dni ma urlop i wychodzi normalnie jak do pracy i wraca odbierajac dzieci z przedszkola (to wyjatek bo mam mocno poturbowana reke, inaczej to ja bym odbierala dzieci a on pracowalby bez przerwy) i po tym jak zje cos szybko w domu (nie to, ze obiad, tylko jakies cos malego) wraca do pracy i wraca dopiero kolo 20 do domu….weekendy tez nie zawsze razem….praca to jednoczesnie jego wielka pasja wiec ciezko z tym konkurowac….nie, nie jestes sama.
    ps: moje dzieci poszly do przedszkola jak mialy 11 m-cy, oczywiscie nie od razu na 10 h dziennie (do tej pory tyle tam nie siedza) i ciesze sie z takiego rozwiazania. W ogole mysle, ze kiedys to jak byla babcia, ciocia i przyjaciolka blisko (tak jak miala moja mama) to jakos latwiej bylo zniesc ta ciagle siedzenie z dzieckiem, ja tutaj jestem z moimi glownie sama i tez mnie wtedy nosi wiec high five!

    • Tak, oczywiście to prawda, kiedyś, zresztą przez tysiące lat ludzie żyli w społecznościach i każda matka miała wokół siebie co najmniej kilku innych dorosłych, którzy wspierali w opiece, a współcześnie te biedne matki są same i nic dziwnego, że często to je przerasta.
      Buziaki i powodzenia!

      PS a rozmawiasz z mężem otwarcie o tym, ze chciałabyś by bardziej angażował się w ojcostwo? U nas np. absolutnym niepodważalnym obowiązkiem jest kąpiel syna. Choćby mąż wrócił do domu ledwo żywy, wykończony pracą, ja kąpieli syna nie odpuszczę i nie wyręczę go :> i to ma świetne skutki: myślę, ze fakt iż kapie go od urodzenia bardzo zacieśnił ich więź, zwłaszcza ze dla niemowlęcia jakim jeszcze niedawno był, zmysł dotyku jest mega ważny.

      • Gosia

        Rozmawiam z nim o tym i odkąd prawie odcielam sobie palec w kuchni i chodzę z opatrunkiem włączył sie dużo bardziej w nasze życie rodzinne 🙂 mąż tez kapie dzieci, czasem córkę, czasem syna, głownie dzielimy sie opieka nad nimi wieczorami ale podczas dnia np w weekend to z tym cieżko bo praca zawodowa to priorytet. Poza tym wydaje mi sie ze to o ten quality time chodzi, nie ze szybko kapiemy i spać tylko o rozmowe, pobycie z dzieckiem, zabawe z nim itd. Ostatnio opowiadałam bratu o tym ze Bogu dzięki za ten palec bo moj M sie tak bardzo włączył w życie rodzinne a on mi na to: a pomysł jak by było cudownie rodzinnie jak być sobie rękę odrabala 🙂 No i tym optymistycznym akcentem…:) buziaki

  • krykat

    Wspolczuje z Toba Nishko, wiem jakie macierzynstwo bywa przytlaczajace i wszechogarniajace, jak sie rano, wieczor, we dnie, w nocy jest tylko mama i ciagle do czegos potrzebna, ciagle uwazna. I tak, nawet godzinny fajrant potrafi pomoc.

    Ale tak ogolnie to jestem bardzo zla na to wszystko. Zla, ze na projekt „dziecko” decyduje sie para, a potem w praniu wychodzi, ze jedna strona ma wszystkie obowiazki, a druga moze sobie opcjonalnie wybrac, kiedy i jak bardzo sie zaangazuje.

    Zla jestem, ze to takie stawianie przed faktem dokonanym – bo nie da sie dziecka wylaczyc, zawiesic, wziac na przeczekanie czy zastrajkowac „p****le nie robie” i ze podczas kiedy ojcowie moga sie zawalic praca, my jako matki nie mamy zadnego wyjscia, nas sie nikt nie pyta, jak bardzo chcemy sie w rodzicielstwo zaangazowac, bo domyslne jest ze zaangazujemy sie na 150%.

    Zla jestem, ze chlopcow wychowuje sie tak, by prace stawiali w hierarchii waznosci przed zyciem prywatnym (nawet, jesli wiekszosc deklaruje, ze najwazniejsze sa zdrowie rodzina, to czesto zachowanie wcale tej deklaracji nie potwierdza, byl o tym fajny wywiad z jakims psychologiem w WO Extra w grudniu chyba), zwlaszcza dlatego ze zyjemy w swiecie, w ktorym osiagamy takie pulapy produktywnosci i mamy tyle wszystkiego, ze naprawde nie ma potrzeby orac od rana do nocy dla dobra kapitalizmu.

    Zla jestem, ze ten system tak dziala i ze dobrzy chlopcy, ktorymi sa przeciez ojcowie naszych dzieci, mimo ze nic zlego nie robia, sa feministami i co tylko jeszcze – to jednak z tego systemu i swojej uprzywilejowanej w nim pozycji korzystaja.

    Zla jestem, ze Ciebie to spotyka, ze mnie to spotyka, ze tyle innych kobiet to spotyka i ze w tak wielkim poczuciu winy (bo przeciez chodzi o nasze dzieci najukochansze i bylo nie bylo, zmeczenie nimi) rodzi sie ten gniew.

    • Dzięki za ten komentarz u uzewnętrznienie swojej złości, współodczuwam z Tobą, Moja Droga!

  • Sylwia

    Natalio, mój syn jest młodszy od twojego o 3 tygodnie. Jestem z nim sama 24 / na dobę. Mój mąż nie jest pracoholikiem, po prostu wraca do domu codziennie ok. 18, wiadomo zmęczony, bo pracował, musi chwilę odpocząć. Po czym dzieci idą spać (mam jeszcze starsze dziecko). Syn nie przesypia jeszcze całej nocy, tylko ja do niego wstaję, bo przecież NIE PRACUJĘ. I od rana znów sama, mąż wyjeżdża o 7. Gdy czytam, że twoim synem zajmuję się codziennie niania, to myślę, że wygrałaś los na loterii. Można powiedzieć, że ci zazdroszczę. Może to podniesie cię na duchu w chwilach kryzysu 😉

    • Sylwio Droga, ojej, to ja mam nadzieję, że mój tekst Cię nie „dobił”. 😉
      Na „pociechę” dodam, że syn śpi u niani (czyli w domu już nie) i że czasem u niej nie jest albo jest bardzo krótko. 🙂
      A powiedz, czy masz plan, ile czasu chcesz być z synem w domu? Czy udałoby Ci się czasem zorganizować opiekę choć na 2-3 godziny, byś mogła odetchnąć?

  • Natalia

    Natalio, obserwuje Twojego bloga od jakiegoś czasu i uwielbiam Twoje teksty 😀 Ciągle czekam na nowy post 🙂 W końcu zdecydowałam się skomentować, odbiegając jednak troche od tekstu. A mianowicie zabawki. Wybieramy się z mężem na chrzciny i totalnie nie mamy pomysłu na prezent. Znalazłam sklep dobrezabawki.com całkiem niedawno i mają tam fajny jeździk dla dzieci (coś takiego https://www.dobrezabawki.com/produkt/straz-pozarna-do-odpychania-nozkami). Jednak są one od roczku. Mały dopiero skończy roczek za niecałe pół roku. Myślisz że warto kupić takie autko na wyrost?

  • Dorota

    Nishko czytam cie od roku ale moim zdaniem to TWOJ NAJLEPSZY TEKST!!Dziękuję ze opisalas moje uczucia,drukuje tekst dla męża,sama lepiej bym tego nie ujęła.Sciskam!Mama 11miesiecznego,ruchliwego synka😊

  • Chuda

    Dzięki Nishko. Mam to na co dzień i od święta. Jest ciężko.