Ciekawa książeczka dla dzieci o temacie tabu, którego wstydzi się wielu dorosłych

Photo by Ben White on Unsplash

Listę cech, których dorośli mogliby zazdrościć dzieciom, niechaj otworzy ciekawość świata. Są niczym gąbka nieustannie wchłaniająca informację. Co i jak i dlaczego działa tak, a nie inaczej?

Zwłaszcza do 6 roku życia. Potem głód na wiedzę delikatnie opada, ale pewnie duży udział ma to, że zaczynamy je straszyć szkołą i zmuszać do nauki, czyniąc z tego przykry obowiązek. Podczas gdy przecież dzieciaki mają we krwi zdobywanie wiedzy o świecie.

Zupełnie inaczej niż my, starzy, zblazowani, którzy najchętniej łyknęlibyśmy jakąś nieskomplikowaną rozrywkę typu serial czy scrollowanie telefonu. I wymyślamy dziwaczne, ale usprawiedliwiające naszą bezczynność powiedzenia typu „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Wprost przeciwnie, to właśnie za nasze znużenie i obojętność będziemy się palić na stosie!

Nie wiem, jak u Was, ale u nas w domu, wciąż, mimo zekranizowania rzeczywistości, ogromną rolę odgrywają książki. Oczywiście mam na myśli 3,5-latka. Bo jeżeli chodzi o moje nastolatki to specjalnie nie mam czym się chwalić (choć zdarzają się wyjątki od tej reguły, o czym wkrótce). Jeżeli chodzi o syna, to od 2 lat, nie było ani jednego dnia bez czytania książek. Nie ma opcji, żeby przed snem co najmniej 20 minut nie czytać mu czegoś. A bardzo często też do śniadania albo po południu. On to uwielbia i mógłby jeść treści garściami. I wiem, że tak będzie do co najmniej 10 roku życia i chcę ten czas wykorzystać jak najlepiej. Bo potem niestety, wchodząc w czas nastoletni może (choć nie musi!) zacząć upodabniać się do tych zblazowanych, nieciekawych świata dorosłych…

Chcę Wam dziś polecić kolekcję książek dla dzieci ciekawych świata, zwłaszcza tych od około 5 do 10 lat. To kolekcja Zakład, że tego nie wiesz, nad którą patronat objął Uniwersytet Dzieci i telewizja Da Vinci. Składa się z 25 tomów książeczek – będących pół na pół książką i gazetą (okładka grubsza niż gazeta, ale cieńsza niż typowa książka.)

W pierwszej chwili, gdy wydawnictwo Edipresse zwróciło się do mnie z propozycją zrecenzowania trzeciej części tej kolekcji, czyli „Dlaczego nie da się żyć bez kupy”, pomyślałam: „kupy”? Nie, dziękuję. 

Słowem, zachowałam się jak typowy dorosły schematycznie myślący człowiek.

„Dlaczego nie da się żyć bez kupy?”

Po chwili na szczęście rozbrzmiał w mojej głowie drugi głos, który pytał:

– A dlaczego nie? Bo „kupa”? Określenie, którego niczym imienia Voldemorta, się nie wymawia?

To po pierwsze, czyli tabu.

Z jednej strony tabuizacja wokół wydalania jest zrozumiała ze względu na to, że kupa zawiera niebezpieczne bakterie i fakt, że jej się „brzydzimy” skłania nas do ostrożności, higieny i niespoufalania się z nią.

Z drugiej strony jest to stały element naszej rzeczywistości i jak mówi tytuł tej książki, nie da się żyć bez kupy. 🙂 Zwłaszcza, że nie chodzi tylko o to, co my, ludzie robimy w toalecie, ale też fakt, jakie korzyści może nieść za sobą te zwierzęca! Wiedzieliście np. że kupa może być wykorzystana do ogrzewania domów, napędzania samochodów, robienia papieru, a nawet domów? Bo że do uprawy roślin to pewnie wiecie. 😉 Niestety oprócz korzyści, niesie też różne zagrożenia dla środowiska – to dobry temat do rozmowy z naszym ciekawskim potomkiem.

A po drugie, każdy kto ma dziecko wie, że przechodzi przez tzw. humor toaletowy, gdzie na pytanie:  jak się czujesz? Słyszysz: kupa. Rym do „zupa”? Wiadomo. Główny motyw piosenki i wierszyku? Kupa, a jakże! A jak było w przedszkolu? Kupa. Bąk! Kupa! Bąk!♩♫♫ Podśpiewują w sklepie, wywołując u niektórych rodziców zakłopotanie. Jeżeli jesteście takim zachowaniem zażenowani lub zbulwersowani, spieszę z pocieszeniem.

Spróbujmy na to spojrzeć jak na celebrację wolności od konwenansów, czyli tego, co wypada, a co nie. Wiadomo, że drętwi dorośli o kupach nigdy nie rozmawiają (a większość kobiet to nawet w ogóle nie robi, jasna sprawa). Może więc tę odwagę do mówienia o czym się chce, kształtującą umiejętność wyrażania własnego zdania warto dopisać do listy cech, których moglibyśmy naszym dzieciom zazdrościć? 😉

Ponadto wiedzcie, że te wyrafinowane żarty fekaliowe są częścią rozwoju poczucia humoru naszego dziecka. Jak pisze w ciekawym artykule  (polecam cały) psycholożka Anita Janeczek – Romanowska:

„Żeby zaserwować dowcip potrzebna jest grupa, która przyjmie go jako śmieszny, pewne umiejętności intelektualne, językowe, zasób słów itd. Jeśli jedno dziecko w grupie rzuci żart o kupie, cała reszta wejdzie w to na całego. Śmieszne? Śmieszne, bo inni się śmiali. Sprawdzona zasada – jeśli żartujesz o kupie, inni się śmieją, a więc…żartuj o kupie jak najwięcej.”

Dlatego też żartują, a jak dodatkowo rodzice i nauczycielki słysząc to, obruszają się i każą przestać, to zakazany owoc tym bardziej smaczny. I kupa śmiechu gotowa. 😉

Polecam Wam książeczkę „Dlaczego nie da się żyć bez kupy”: jest pełna dowcipnych rysunków, anegdot, ciekawostek, mądrych rad i edukacyjnych treści, np. jak działa oczyszczalnia ścieków.

Jestem pewna, że żadne dziecko nie przejdzie obojętnie np. wobec takich ciekawostek i chętnie podzieli się nimi z rówieśnikami. 😉

A tego żartu to sama w głos się śmiałam 😀

Tak jak wspomniałam, ta część jest trzecią z cyklu „Zakład, że tego nie wiesz.” Pierwsza mówiła o tym „Dlaczego nie da się żyć bez telefonu komórkowego?”, a druga „Dlaczego nie da się żyć bez pieniędzy?”

Przed nami jeszcze temat niemożliwości życia bez: ognia, bakterii, robali, bólu, grawitacji, glutów (obok „kupy” równie popularny temat; ), elektryczności, czystej wody, mydeł, snu i kilku innych – w sumie 24 części ukazujące się co 2 tygodnie. Można kupić każdy tom oddzielnie, np. w kiosku czy saloniku prasowym, kosztuje wówczas 14.99 zł. Za to zamówiony w prenumeracie kosztuje 11,99 zł. Wysyłka jest gratis, nie ponosicie żadnych kosztów. A frajda dla dziecka, które wie, że przesyłka z skrzynce pocztowej adresowana jest specjalnie dla niego – bezcenna ;). Dodatkowo wyłącznie prenumeratorzy otrzymają prezenty: pojemnik do obserwacji roślin, rodzajów gleby, owadów oraz  zestaw do przeprowadzania eksperymentu). Prenumeratę można zamówić tutaj.

Podsumowując naszą listę cech, których dorośli mogliby zazdrościć dzieciom: ciekawość świata, odwaga wyrażania własnego zdania i poczucie humoru. Nie zepsujmy tego, rodzice. 😉

Partnerem tekstu jest Wydawnictwo Edipresse.

Komentarze: