Czy warto płacić młodzieży za wykonywanie dodatkowych prac domowych?

fot. Averie Woodart

Ten temat wzbudza dużo emocji i dzieli rodziców na dwie części. Tych, którzy uważają, że warto wynagradzać dzieci za dodatkowe, niemieszczące się w ramach standardowych obowiązków, prace domowe oraz tych, którzy są temu rozwiązaniu zdecydowanie przeciwni.

W której drużynie jestem, zaraz Wam to wyjawię, najpierw jednak pozwolę sobie skomentować wyniki badań, które przyjrzały się tej kwestii.

Zrealizował je NEST Bank. Spytał o to, zarówno rodziców, jak i dzieci. Oto, co z nich wynikło. Na pytanie: „Co sądzisz o tym, że nastolatkowie powinni otrzymywać zapłatę za wykonywanie niektórych czynności/prac domowych?”, młodzież w wieku 13-15 udzieliła następujących odpowiedzi:

Nieco więcej niż co czwarty (27,7%) odparł że raczej lub zdecydowanie nie, natomiast prawie połowa (42,5%) zdecydowanie lub raczej to poparła. Pozostali nie mieli na ten temat zdania.

Wskazując na czynności, za jakie chcieliby otrzymywać zapłatę, prawie połowa (43,1%) wytypowała koszenie trawy i prace w ogrodzie, co piąty (20,6%) sprzątanie garażu, co trzeci sprzątanie w samochodzie (30,4%), opiekowanie się młodszym rodzeństwem (29,4%) i odśnieżanie (27,5%) .

fot. Szabo Wiktor

Natomiast jeżeli chodzi o rodziców 13-14-latków, prawie 40% rodziców (39,8%) uważa, że dzieci powinny otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę domową, natomiast prawie połowa (45,2%) nie zgadza się z tym. Pozostali nie mają na ten temat zdania.

W której części jestem ja? Wynagradzam finansowo moje córki za dodatkowe prace domowe. Jednocześnie chcę wyraźnie podkreślić, że posiadają zestaw stałych prac domowych, które muszą wykonywać na bieżąco i które wykonują bezpłatnie, bo są ich obowiązkami domowymi. 🙂

fot. Felix Koutchinski

Choć ostatnio w głównej mierze należy to do młodszej córki, bo starsza mieszka od kilku tygodni w innym mieście, gdzie będzie studiować. Młodsza córka ma więc np.:

  • segregować szkło, plastik i papier (my wrzucamy to w kuchni do jednego pudełka, a córka wynosi je do koszy stojących na naszym podwórku i wrzuca do odpowiednich);
  • wynosić odpady organiczne, czyli np. obierki po warzywach i owocach na tzw. kompostownik, a u nas tych, z racji naszej wegetariańskiej diety, dużo;
  • otwierać i zamykać bramę na ulicę, gdy wyjeżdżamy rano gdzieś samochodem i gdy wracamy do domu (i córka jest jednym z pasażerów). Wydaje się to może banalnym obowiązkiem, ale gdy wieje wiatr, pada deszcze lub śnieg, nie należy to do najprzyjemniejszych czynności, zwłaszcza że z domu do bramy trzeba podejść kilkadziesiąt metrów. Ale cóż, nie wszystkie obowiązki są przyjemne. ;);
  • rozpakowywać torby z zakupami od razu po przyjściu ze sklepu do domu;
  • wyjmować naczynia i sztućce ze zmywarki i rozkładać je do odpowiednich szafek;
  • podlewać kwiaty 1-2 razy w tygodniu (a mamy ich dość dużo);
  • samodzielnie obsługiwać swoje pranie;
  • dbać  o porządek w swoim pokoju (raz w tygodniu, w piątek o godzinie 20, następuje matczyna lub ojcowska wizytacja monitorująca, czy po okresie 6 dni chaosu został przeprowadzony generalny porządek).

I to są stałe obowiązki, które córka ma wykonywać regularnie i traktujemy to jako wkład w życie rodzinne. Jeżeli jednak zdarza się dodatkowa potrzeba, składamy propozycję wynagrodzenia za wykonaną pracę.

Przykładowo, nie mam czasu na koszenie trawy, a mam duże podwórko i koszenie całego trwa około 2 godzin. Koszenie jest więc dość ciężką pracą, zwłaszcza, że trawa w okresie wiosenno-letnim rośnie błyskawicznie. Mogłabym zlecić to obcej osobie i jej zapłacić, dlaczego więc nie mogę zapłacić mojemu dziecku? Moim zdaniem uczciwie to rozgrywamy. Każdy jest zadowolony.

fot. Remi Muller

Nie sugeruję, że osoby nie płacące dzieciom zachowują się nieuczciwie. Co więcej, rozumiem ich argumentację: nie chcą motywować dzieci nagrodą pieniężną, tylko wzbudzić w nich poczucie zaangażowania w gospodarstwo domowe i chęć pomocy.

Myślę, że ta rozbieżność zdań między rodzicami w kwestii płacenia za prace domowe, jest tego typu sytuacją, w której nie ma jedynej słusznej postawy rodzicielskiej. Ja jednak osobiście widzę więcej plusów z rozwiązania, które sama stosuję, dlatego właśnie je stosuję. 😉

Dla mnie osobiście zapłata za niektóre prace domowe jest też dobrą formą edukacji finansowej. Składam dziecku propozycję zadania do wykonania i to od niego zależy, czy je wykona. Jeżeli tak, otrzyma za to zapłatę. Jeżeli nie, nie otrzyma zapłaty. Życie. 😉

Oczywiście rolę odgrywa wiek dziecka. Zaczęłam płacić córkom dopiero, gdy stały się nastolatkami, czyli zaczęły odczuwać „wartość pieniądza” i mogły uczyć się gospodarowania tymi, miały swoje cele finansowe, np. na coś zbierały itd. Wcześniej były za małe, żeby brać na siebie poważniejsze prace domowe (choć miały kilka drobnych obowiązków dostosowanych do wieku).

Za co najczęściej płacimy córkom?

Za koszenie trawy, gruntowne sprzątanie w samochodzie, mycie okien (mamy ogromne okna i jest ich dużo w całym domu) oraz – i to najczęstsze zlecenie, które dajemy naszym córkom –  opiekę nad młodszym bratem.

fot. Anna Kolosyuk

Jestem bowiem przeciwniczką angażowania starszego rodzeństwa w opiekę nad młodszym i traktowaniem tego jako obowiązku, o czym więcej pisałam 3 lata temu w tekście: Mamo, nie będę opiekunką twojego dziecka: o angażowaniu dzieci w opiekę nad młodszym rodzeństwem.

Oczywiście, że siostry często spędzają czas z bratem „gratis”, ale wtedy, kiedy chcą lub gdy na chwilę proszę je o pomoc. Jeżeli jednak potrzebuję od nich większego zaangażowania, np. opiekowania się bratem godzinę lub dwie i czynię je nianiami, wynagradzam im to finansowo i przelewam po wykonanej pracy ustaloną kwotę. Dla zainteresowanych: 12 zł za godzinę 🙂 I wszyscy są zadowoleni. Ja, bo mam zaufaną nianię i córki odciągnięte od telefonu 😉 (bo zawsze obowiązuje zasada, że gdy pracują w domu, nie mogą w tym czasie korzystać z telefonów), syn, że ma siostry na długo do zabawy, a córki zasilone konto w banku.

fot. Michał Parzuchowski

Co ciekawe, często jest tak, że córki odmawiają przyjęcia zapłaty, żartując: teraz spędzą godzinę z bratem wolontaryjnie. 😉

Gdy jednak w grę wchodzi praca, rozliczamy się co do złotówki! 🙂 Gdy np. pracują 1,5 godziny, przelewam im na konto 18 zł. Od kiedy młodsza córka ma konto w banku, czyli od niedawna, bo w świetle polskiego prawa to właśnie od 13 roku życia nastolatek nabywa ograniczoną zdolność do czynności prawnych, np. do zarządzania własnymi finansami, wypłata jej wynagrodzenia przychodzi mi o wiele łatwiej, bo nie muszę dysponować gotówką.

Przyznam, że dzień w którym założyłyśmy córce konto, był dniem, w którym zdobyła w swoim własnym mniemaniu sto punktów do dorosłości i lansu. 😉 Bo jedną z głównych potrzeb nastolatka jest poczucie sprawczości, wpływu na rzeczywistość, samodzielność i niezależność.

Już moment, w którym udałyśmy się do oddziału NEST Banku, bo to właśnie tam założyłyśmy córce konto (a ja przy okazji sobie, bo nie byłam w pełni zadowolona z poprzedniego banku) był dość przełomowy, bo córka pierwszy raz w życiu mogła złożyć podpis w banku. Choć jednocześnie obecność dziecka nie jest wymagana, wystarczy mieć tylko dokument dziecka. Następnie otrzymała swoją osobistą kartę płatniczą. Chwilę potem ją aktywowała, poszła do wpłatomatu, by wpłacić gotówkę, którą zgromadziła i już mogła dokonywać płatności swoją kartą. Duma, że hej. 😉

Dzięki posiadaniu własnego konta i karty płatniczej ma poczucie niezależności, a dzięki temu, że korzysta z aplikacji mobilnej ma poczucie samodzielnego gospodarowania pieniędzmi, może sobie na coś odłożyć, uzbierać, zaoszczędzić. Albo łatwo przeanalizować, na co tak szybko roztrwoniła pieniądze.

To, co mi się podoba w tym koncie, to że istnieje opcja tzw. „koła ratunkowego”, czyli mogę ustalić kwotę, jaką córka może w razie potrzeby pilnie pobrać z mojego konta, o czym ja oczywiście zostanę powiadomiona. Czasem są w życiu takie sytuacje, np. na obozie letnim czy zimowym, że dziecko nagle pilnie potrzebuje pieniędzy, a rodzic nie jest w stanie odebrać telefonu lub zrobić akurat przelewu. I taka opcja daje pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. NEST Bank jest jedynym znanym mi bankiem, który posiada taką opcję. Jako że jej konto jest podpięte do mojego, mogę monitorować jej wszystkie transakcje, stan konta itd. Nie działa to w drugą stronę: ona nie może. 😉

Z innych zalet posiadania konta, wskazałabym naukę oszczędzania. Tak jak starsza córka zawsze była oszczędna, młodsza miała skłonność do rozrzutności. Odkąd jednak dysponuje własną kartą płatniczą, poczuła „wartość pieniądza”. Gdy dawałam jej gotówkę miałam poczucie, że „rozpływa się” jej się w rękach. Bo rzeczywiście czym są trzy pięćdziesięciogroszówki? Grosze..

Ale od kiedy przeszła na płatność kartą i ma dostęp do swojej internetowej  historii wydatków, czarno na białym widać, że wydawanie codziennie rzekomo drobnych 1,50 zł na batonik daje tygodniowo sumę ponad 10 zł, a więc miesięcznie około 45 zł, co dla nastolatka jest niebagatelna kwotą. Dla dorosłego zresztą też.

Fot. Kay Yukawa

Cieszę się, bo odpadł mi wreszcie chyba ostatni powód, dla którego musiałam mieć w portfelu gotówkę. Uświadomiłam sobie niedawno, że wszystkich płatności dokonuję bezgotówkowo: kartą lub przelewem, tak płacę za zakupy, paliwo, ubrania, rachunki, obiady szkolne, przedszkole itd. Gotówkę musiałam mieć właśnie wyłącznie na potrzeby młodszej córki. Teraz kiedy potrzebuje gotówki np. na szkolną zbiórkę na kino, przelewam jej odpowiednią sumę i niechaj sama szuka bankomatów. 😉

Podoba mi się też funkcja w bankowości internetowej i mobilnej NEST Banku „Kieszonkowe”, w której wpisuję, jaka kwotę i w jakim terminie ma być przelana z mojego konta w NEST Banku,, nie muszę pamiętać i nie ma ryzyka, że zapomnę. Córka otrzymuje w dniu przelewu SMSa o tym, że taka transakcja się odbyła i jestem pewna, że na jej twarzy pojawia się wtedy uśmiech. 😉 Choć chwilę potem też refleksja, że nie może wszystkiego od razu wydać, bo następny przelew dopiero za miesiąc. Chyba, że wcześniej coś zarobi. 🙂

Przy okazji, chcę Was zachęcić do lektury e-booka „Przełomowa 13, czyli o dorastaniu do decyzji finansowych”, w którym miałam przyjemność napisać dwa artykuły.

Cała publikacja przybliża świat współczesnej młodzieży i ich chęć dążenia od samodzielności: emocjonalnej, intelektualnej i finansowej. Artykuły pisane są przez  socjolożki: mnie i Agnieszkę Burską- Wojtkuńską, autorkę bloga Mrs Polka Dot i psycholożkę Ewę Sękowską-Molgę.


W rozdziałach pisanych przeze mnie znajdziecie m.in. odpowiedzi na pytania:

💰 Jak odpowiadać na pytania nastolatka o finanse? („Mamo, ile zarabiasz?” itd); 

💰 Czy dawać nastolatkom kieszonkowe? 

💰 Jak rozmawiać z młodzieżą o pieniądzach?

💰 Sposoby na to, jak 13-latek może zarobić pieniądze.

💰 Przykłady sformułowań, których warto unikać podczas rozmowy o pieniądzach.

💰 Różnica między zachcianką a potrzebą.

💰 Trudne pytania i jak na nie odpowiadać czyli “Dlaczego wszyscy mają Iphone’a, a ja nie?”;

I inne ciekawe tematy oraz kilka ćwiczeń uczących młodzież myślenia o finansach 💰😊

Cała publikacja jest bezpłatna i można ściągnąć ją w kilka sekund TUTAJ.

Wracając do tematu zapłaty dla dzieci za wykonywanie prac domowych, niech każdy robi to w zgodzie z własnym sumieniem i widzimisię. Nie ma lepszych i gorszych rozwiązań. Ważne, które wydają się NAM słuszne. 🙂

PS Jednocześnie nie płacę nigdy dzieciom za oceny szkolne. A to dlatego, że chcę, żeby miały do nauki motywację wewnętrzną, żeby uczyły się i zdobywały wiedzę dla siebie i z chęci i ciekawości, a nie obietnicy nagrody pieniężnej. Ale jednocześnie rozumiem rodziców, którzy chcą w taki sposób zmotywować młodzież do nauki. Wolnoć Tomku w swoim domku. 😉


Wpis powstał we współpracy z Nest Bankiem.

Komentarze: