Jak zakochać się lub rozkochać kogoś w sobie? Porady pół żartem, pół serio okiem naukowym

Jak ekspresowo (znów) zakochać się lub rozkochać w sobie kogoś? Porady pół żartem pół serio okiem naukowym: w oparciu o teorie psychologiczne.

Stan zakochania to stan euforii. Na sam widok czy wspomnienie osoby, która nam się podoba, nasz mózg potrafi w cztery sekundy wyprodukować fenyloetyloaminę, dzięki której serce bije nam szybciej, oddech przyspiesza, podwyższa się ciśnienie krwi, oczy się błyszczą, jesteśmy bardziej odporni na ból, czujemy przypływ energii, jest nam błogo i przyjemnie. Patrzymy na świat przez różowe okulary i mamy wrażenie, że możemy „przenosić góry” a świat stoi u naszych stóp. Dziś chcę zaprezentować Wam poradnik: pół żartem, ale też pół serio, bo oparty na psychologicznych badaniach i teoriach, o tym, jak można ekspresowo zakochać się i tłumaczący w jaki sposób zakochujemy się!Dodam, że wszystkie te teorie łączą się ze sobą i uzupełniają, a na moje oko bardzo ważna jest ostatnia teoria, więc przeczytajcie tekst do końca. 

Partnerem tekstu jest RTV EURO AGD, w którego ofercie możecie znaleźć kapsułkowy ekspres Bosch Tassimo, który kosztuje teraz 169 zł (a nie 399 zł jak zwykle).

A jeżeli macie ochotę zobaczyć ten tekst w wersji filmowej, zapraszam na mój kanał, gościnnie wystąpił tam Natan, za którego przebrałam się 😉

Stań nad przepaścią i czekaj 

W latach 70. ubiegłego wieku dwaj profesorowie: Donald Dutton i Arthur Aron przeprowadzili eksperyment na dwóch mostach nad rzeką Capilano w Kanadzie. Jeden most był zawieszony wysoko nad kanionem, do tego był lekkiej konstrukcji, więc się kołysał. Drugi most był duży, stabilny i znajdował się zaledwie 2-3 metry nad strumieniem. 

Przez oba mosty przechodzili pojedynczo mężczyźni. W połowie drogi, każdy z nich spotykał atrakcyjną kobietę, która pod byle pretekstem kokieteryjnie go zagadywała, wręczając swój nr telefonu z prośbą o kontakt. Okazało się, że śmiałkowie, którzy spotykali kobietę, przemierzając niebezpieczny most, znacznie częściej kontaktowali się z nią telefonicznie i chcieli ją bliżej poznać niż mężczyźni ze stabilnego mostu.

Wyniki pokazują, że jeśli spotkamy drugą osobę w stanie silnego pobudzenia, np. gdy biegniemy do uciekającego autobusu czy pociągu lub jesteśmy tuż po kłótni z szefem, jest duża szansa, że reakcje fizjologiczne naszego ciała (szybszy oddech i bicie serca, wyższe ciśnienie, czerwone policzki) skojarzymy właśnie z tą osobą i skojarzymy z zakochaniem dającym podobne odczucia na poziomie fizjologicznym.

ALE ważna też inna kwestia:

Zinterpretuj stan swojego pobudzenia jako zakochanie

Istnieją bowiem dwa warunki zakochania: przeżycie pobudzenia i jego interpretacja. 

W myśl dwuczynnikowej teorii emocji Stanleya Schachtera każda emocja składa się z dwóch elementów: pobudzenia fizjologicznego i subiektywnej, osobistej interpretacji jego źródeł i charakteru. Jeżeli więc przy jakiejś osobie czujemy się rozanieleni i pobudzeni ale nie zinterpretujemy tego, nie nazwiemy tego jako zakochania, do zakochania nie dojdzie. Słowem, żeby w naszym brzuchu zaczęły trzepotać motyle, musimy je najpierw z tej klatki wypuścić. Żebyśmy mogli patrzeć na świat w różowych okularach, musimy je najpierw nałożyć.

Podobnie badaczki Hellen Berscheid i Elanie Walter sformułowały koncepcję wyjaśniającą „powstanie miłosnej namiętności jako rezultatu sytuacji, w której człowiek po pierwsze przeżywa silne pobudzenie emocjonalne, a po drugie – interpretuje je jako wynik własnej miłości do partnera”.

No dobrze, powiecie, ale są przecież sytuacje, w których ludzie, którzy znają się od lat, mieszkają w tym samym bloku, pracują w tym samym biurze i raptem zakochują się w sobie i jedno bez drugiego świata nie widzi. Jak to możliwe? Otóż już wam mówię, jeśli nie zadziała „plan z przepaścią”, spróbuj zastosować plan B:

Pojawiaj się tam, gdzie on/ona – tak często, jak to możliwe

Zauważyliście, że im częściej słuchacie jakiejś piosenki, tym bardziej wpada Wam ona w ucho? Badania pokazują, że jeśli wystawiamy się na powtarzające się działanie jakiegoś bodźca, z czasem uznajemy go za bardziej przyjemny. Jest to tzw. efekt ekspozycji.

Zatem z psychologicznego punktu widzenia szanse na zakochanie rosną, gdy będziemy częściej pojawiać się w polu widzenia wybranej osoby. 

Nie trzeba w ogóle zamieniać z nią słowa, wystarczy bywać w tych samych miejscach, co ona.  A to w sklepie, w którym robi zakupy, a to w jej ulubionej w kawiarni, a to na skwerku, na który wyprowadza psa, na siłowni, w teatrze, na poczcie, na stacji benzynowej, biurze, galerii, księgarni, za rogiem. Gdziekolwiek. Byle często i znienacka 😉 

ALE miejcie z tyłu głowy kolejny punkt poradnika, mianowicie:

Kiedy się już się poznacie, najpierw okaż obojętność lub dystans. Dopiero potem zainteresowanie i sympatię

Psycholog społeczny Elliot Aronson na podstawie licznych badań stworzył tzw teorię zysku i straty. Mówi ona o tym, że bardziej lubimy tę osobę, wobec której musieliśmy włożyć więcej wysiłku w zmianę jej pierwotnej opinii o nas. 

Zatem jeśli na początku będziemy obojętni, czy nawet sceptyczni wobec upatrzonej osoby, a potem okażemy jej sympatię, zwiększymy szanse na to, że zapała do nas bardziej pozytywnym i intensywnym uczuciem, niż gdybyśmy swoje przyjazne nastawienie okazali jej od razu. 

Natomiast gdy już kogoś polubimy, to może zadziałać tzw opisywane przez Elliota Aronsona zjawisko samonapędzającego się sprzężenia, czyli im bardziej ktoś lubi nas, tym bardziej my lubimy tego kogoś

Szukaj osoby podobnej do siebie

Choć przeciwieństwa na pierwszy rzut oka wydają się intrygujące, to psychologowie wydają się pewni, co do tego, że jednak bardziej lubimy osoby, które są do nas podobne (oczywiście nie we wszystkim). Lepiej czujemy się w towarzystwie osób, które mają podobne do nas poglądy np polityczne, wyznają te same wartości, słuchają tej samej muzyki, mają podobne poczucie humoru lub uwielbiają kawę z ekspresu kapsułkowego Bosh Tassimo. 🙂 

Taki ekspres możecie teraz kupić w RTV EURO AGD TUTAJ. Jest dostępny w trzech kolorach: czarnym, czerwonym i białym. Ponadto jest wyposażony w tzw. system Intellibrew, który skanuje kod kreskowy z kapsułki i dostosowuje ustawienia ekspresu w zakresie objętości, temperatury i czasu parzenia. Nam pozostaje tylko naciśnięcie przycisku i kawa lub inny pyszny napój gotowy! A wysiłek minimalny. 🙂

I ostania rada, którą warto w swojej głowie rozpracować, bo może nam wiele o nas powiedzieć: 

Odkryj swoją miłosną mapę

Helen Fisher, amerykańska antropolożka i psycholożka, w swojej bestsellerowej książce pt. “Anatomia miłości” twierdzi, że sprawa zakochania, a raczej to, w kim się zakochamy jest związana z tzw. mapa miłosna.

Mapa miłosna to nieuświadomiony zespół cech, których każdy z nas poszukuje u swojego partnera idealnego. Mapa miłosna zaczyna tworzyć się w dzieciństwie, około 5-8 r.ż ( czasem wcześniej), pod wpływem zdobywanych doświadczeń, więzi rodzinnych, relacji społecznych i przypadkowych skojarzeń. W dzieciństwie ktoś mógł się przyzwyczaić, np. do pedantycznego porządku, którego wymagał ojciec, do jego czarnego humoru i specyficznego sposobu chodzenia, albo przywyknąć do charakterystycznego spojrzenia matki, do głosu, jakim mówiła, kiedy próbowała nas uspokoić. Niektóre cechy temperamentu przyjaciół i krewnych także wydawały  się bardziej pociągające od innych. Jedni z nas lubili tych śmiałych i żywiołowych, inni zaś lepiej się czuli w towarzystwie wycofanych introwertyków. Stopniowo w naszym umyśle kształtował się osobliwy wzór cech, które nas pociągały i odrzucały. W miarę dorastania nabierał on coraz wyraźniejszego kształtu, by w rezultacie się utrwalić i skrystalizować. Większość z nas bez trudu potrafi wymienić kilka cech, jakie uważa atrakcyjne u partnera. Zdaniem Helen Fisher jest ich dużo więcej w naszej nieświadomości. Kiedy spotykamy osobę, która zdaje się pasować do naszej miłosnej układanki, zakochujemy się w niej, projektując nań naszą osobistą miłosną mapę. I choć obiekt westchnień w rzeczywistości będzie znacznie odbiegał od ideału, większość z nas zignoruje wszelkie niespójności i da się ponieść fascynującej i wykreowanej przez siebie wizji partnera.

Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie na ten temat, czy któraś z przytoczonych przeze mnie teorii znajduje odzwierciedlenie w Waszym życiu? Piszcie, komentujcie, subskrybujcie i kochajcie! Do zobaczenia 😉 

I czy, tak jak ja darzycie kawę ogromną miłością i absolutnie nie wyobrażacie sobie bez niej życia?? Bo moją Walentynką jest właśnie kawa <3 

Komentarze: