Jak Polska mogłaby mnie przekonać do urodzenia dziecka?

 

Fot. Mert Alas & Marcus Piggott

 

Otóż przyszło do mnie Państwo Polskie i powiedziało tak:
— Nishka, słuchaj, jest taka sprawa. Polska pod względem dzietności plasuje się na ostatnich miejscach nie tylko w Europie, ale i na świecie. Na przeciętną Polkę przypada średnio 1,3 dziecka. Jak ten trend się utrzyma, to może być źle, wręcz fatalnie. Pomożesz?

— A co oferujesz mi w zamian? — spytałam.

— Tysiąc złotych. Netto. Przez rok.

—  A co potem?

—  No wiesz, potem jakoś będzie, wszystko się ułoży.

— Nie, Szanowne Państwo. Potem to się dopiero zacznie.

—  To powiedz, co mam zrobić, żebyś zdecydowała się na kolejne dziecko.

— Mogę zajść w ciążę pod jednym warunkiem: obiecaj mi, że moje dziecko będzie miało zagwarantowany dostęp do żłobka, a potem do przedszkola.

—  Ok, myślę, że da się zrobić.

—  Nie po prostu: „żłobka”. Ma być to żłobek świetnie wyposażony. Z wykształconą, wykwalifikowaną, mądrą i kochającą dzieci kadrą. Z pysznym i zdrowym jedzeniem. W grupie ma być maksymalnie 10 dzieci. Ma to być taki żłobek, że zostawiając w nim na kilka godzin swoje dziecko, będę miała poczucie, jakbym zostawiała je w rękach ukochanej i mądrej babci lub niani.

— Czyli chcesz ode mnie pieniądze na prywatny  żłobek?

— Chyba się nie zrozumieliśmy. Takie mają być wszystkie żłobki i przedszkola: bezpłatne, dostępne dla wszystkich, a nie że tylko dla mnie, bo jestem Nishką i znamy się z internetu.

— No nie wiem, nie wiem, czy da się to wszystko zrobić — odparło zasmucone Państwo Polskie.

—  Francji się udało.

— Serio?

— Serio. A Francja ma jedną z lepszych sytuacji demograficznych w całej Europie. Wiesz, ile dzieci przypada na przeciętną Francuzkę? Ponad dwoje. Co ciekawe, coraz więcej francuskich rodzin ma trójkę dzieci. Widok uśmiechniętej, zadbanej, świetnie sobie w życiu radzącej rodziny wielodzietnej, to bardzo częsty widok na francuskich ulicach. Ktoś taki jak, wiesz, Sara i Marysia: Kultowe Matki Trojga, na zdjęciu poniżej.

11037564_780326682050839_6437792687843362348_n

 Fot. Krzysztof Kotkowicz

— I takich dziewczyn jak Sara i Marysia jest we Francji dużo?

— Tak, coraz więcej. Jeżeli chcesz, żebym dołączyła do tego grona, idź śladem krajów, w których ludzie CHCĄ mieć kolejne dzieci, bo MOGĄ sobie na to pozwolić. Kluczowym elementem tego, że we Francji nie ma problemu spadku dzietności jest dostępność przedszkoli i żłobków. Tam 99% trzylatków chodzi do przedszkola! A rodzice nie boją się wysyłać swoich kilkumiesięcznych pociech do żłobków. Ponadto istnieje tam instytucja tzw. zarejestrowanych opiekunek. To właśnie one zapewniają opiekę zdecydowanej większości dzieci: 2/3 dzieci w wieku poniżej 3 lat. W dużej części utrzymywane są ze środków publicznych (państwo opłaca za nie większość składek na ubezpieczenia społeczne), a rodzice, gdy zatrudnią opiekunkę, otrzymują specjalny dodatek, który pokrywa istotną część kosztów wynagrodzenia opiekunki.

— A zasiłki macierzyńskie?

— Owszem, można otrzymywać dodatki pieniężne, ale nie są niezbyt wysokie: 500 euro, czyli około połowy płacy minimalnej. Co to oznacza? Że kobiety zwykle wracają do pracy. Dlaczego mogą to zrobić? Bo mają gdzie zostawić swoje dziecko! Kumasz?

— Staram się …

— Pamiętaj jednak, Szanowne Państwo, że w przypadku Polski musisz zadbać nie tylko o DOSTĘPNOŚĆ żłobków i przedszkoli, ale też ich JAKOŚĆ. Na chwilę obecną bałabym się wysłać swoje kilku- i kilkunastomiesięczne dziecko do takiej placówki.

— Czy chcesz coś jeszcze dodać?

— Tak. Jeżeli moje dziecko rozchoruje się, a ja nie mogę wziąć zwolnienia lekarskiego, żłobek przydziela mi opiekunkę, która będzie zajmować się moim dzieckiem w domu. Takie rozwiązanie występuje w żłobku mojej znajomej. Prywatnym żłobku, a to ma być: przypominam: bezpłatny, ogólnodostępny żłobek.

— Dlaczego tak ci na tym zależy?

— Ano dlatego, że jednym z największych problemów, z jakim borykają się polscy rodzice jest to, że dzieci chorują. Chorują, bo zarażają się od innych dzieci. Zarażają się, bo rodzice nie mogąc brać wciąż zwolnienia z pracy, wysyłają chore dzieci do placówki. Te zarażają inne i tak się toczy to błędne koło…

— To brzmi sensownie, ale skąd wziąć na to wszystko pieniądze… — westchnęło Państwo Polskie.

— Wróćmy jeszcze na chwilę do Francji. Wiesz, ile przeznacza na rodzinę? Podobnie jak inni „liderzy dzietności”, czyli Irlandia i Wielka Brytania: prawie 4% PKB wobec średniej w Europie 2,2 % PKB. A teraz pochwal się, ile Ty, Polsko, przeznaczasz na rodzinę.

— Niecałe 2%, a bywa, że 1,6 %….

*

Literatura:
– artykuł w Polityce: Przepis na dziecko
– artykuł w Rzeczpospolitej: Ile Państwo wydaje na dzieci?
– raport Fundacji Republikańskiej: Jak wygląda polityka prorodzinna w wybranych krajach Unii Europejskiej

*

Z moich obserwacji wynika, że wątpliwości Polaków, czy zdecydować się na kolejne dziecko można podzielić na dwa rodzaje: (oczywiście upraszczam temat).

wątpliwości związane z komfortem psychicznym

To są pytania rodzaju: czy chce mi się doświadczać życiowej rewolucji, jakiej dostarczy mi urodzenie dziecka? Czy jestem gotowa na nieprzespane noce? Przechodzenie przez ciążę, poród, karmienie piersią itd? Zabawę w słoiczki, śliniaczki, wózki, raczkowanie?

Z tego typu argumentami nie ma co dyskutować. Jeżeli ktoś nie chce mieć (lub znów mieć) dziecka, nie ma go co do tego namawiać (pisałam o tym w tekście Nie pytaj mnie, kiedy będę matką). Ja osobiście wspominam okres ciąży i pierwszych dwóch lat życia dziecka miło i z chęcią bym to powtórzyła. Rozumiem jednak, że są rodzice, których myśl o powrocie do ciąży i kilkunastu pierwszych miesięcy życia dziecka paraliżuje i uważam, że nie można ich do niczego namawiać.

wątpliwości związane z komfortem finansowo-organizacyjnym

To są pytania rodzaju: kto zajmie się dzieckiem, gdy będę musiała wrócić do pracy? Czy stać mnie na utrzymanie kolejnego dziecka?

Jeżeli nie masz pieniędzy, musisz iść do pracy. Jeżeli chcesz iść do pracy, musisz mieć co zrobić w tym czasie z dzieckiem. Dostanie się do żłobka graniczy z cudem, twoja mama lub teściowa nie mają obowiązku zajmować się wnukiem, najprawdopodobniej więc musisz wynająć nianię. Czytaj: nie masz pieniędzy, bo większość musisz wydać na nianię.

Co Wy byście powiedzieli Państwu Polskiemu? Co musiałoby zrobić, żeby przekonać Was do zostania rodzicem?

*
Na koniec mój zapisek z pamiętnika, który prowadziłam tuż po urodzeniu drugiego dziecka.
„Najbardziej kocham moje dzieci kiedy śpią”.

🙂

Komentarze: