Gdy hejterka mojej córki przeszła od słów do czynów i rzuciła w głowę Nishkówny z całej siły śnieżką, ta nie wytrzymała:

– Teraz to już przesadziłaś, idę powiedzieć o tym pani!

– I tak nikt ci nie uwierzy. Ja mam wzorowe zachowanie, a ty dobre. Poza tym jak coś ci się nie podoba, to zaraz zadzwonię do mojej mamy. Ona jest adwokatem więc lepiej uważaj.

Gdy kilka dni temu odbyła się klasowa wywiadówka, nie mogłam nie skorzystać z okazji i nie porozmawiać z matkami hejterek.

Starsza córka uczy się w klasie z dziewczynką, którą na potrzeby jednego z wpisów nazwałam Kunegundą i która bardzo się na moje dziecię uwzięła i ciągle jej dokucza.

— Wyjeżdżam co najmniej cztery razy w roku za granicę. A ty, o ile się nie mylę, w przeciągu trzech ostatnich lat byłaś raz, prawda? R A Z.

— Mam pięć par butów na zimę, a ty tylko dwie, jak zauważyłam. Ale żal!

Szukasz przepisu na to jak zepsuć młodzież? Dobrze trafiłeś!

Wyrwij dzieci ze środowiska dobrze im znanego. Następnie wrzuć je do nowego: nieznanego i obcego. Pamiętaj, by dokładnie dzieciaki przemieszać i umieścić je w najróżniejszych garnkach. Najlepszy efekt osiągniesz używając tych 13–16 letnich.

Dziecko ignoruje Twoje prośby? Nie słucha się Twoich poleceń? Poznaj METODĘ N! 100% gwarancja skuteczności! Warunek: musisz zastosować ją zgodnie […]

Po zabawie w pieska, przyszła pora na zabawę w policjanta.
– Mamo, pobawimy się w policjantkę i kierowcę? – zaproponowała mi córka.
– Ok.
– Więc ty bądź policjantką – rozdzieliła role i zajęła w samochodzie miejsce kierowcy.
– Proszę mi pokazać dokumenty – zażądałam, zapinając guzik w mundurze – I wytłumaczyć, dlaczego przekroczyła pani dopuszczalną prędkość.
– Mrożonkę w samochodzie wiozłam. Nie chciałam, żeby się roztopiła – odpowiedziała, wręczając mi prawo jazdy i dowód rejestracyjny.
– Przecież zimę mamy! Mhm. Zastanawiam się teraz, czy wręczyć pani mandat w wysokości 300 zł – poprawiłam swoją policyjną czapkę – czy dać pouczenie.
– O, nie! Wolę mandat!

Nishka

Od kilku tygodni ulubioną zabawą młodszej córki jest zabawa „w pieska”. Początkowo było dość sympatycznie, chętnie wcielałam się w rolę właściciela psa.

Jednak w pewnym momencie zaczęło mnie to drażnić: głośne szczekanie, lizanie po twarzy, bolesne ugryzienia, chodzenie na czworakach, podchodzenie ze smyczą w zębach i domaganie się prowadzenia na niej. Słowem: czułam się jak zbity pies. Dlatego grzecznie poprosiłam córkę.
– Proszę cię, odpocznijmy trochę od zabawy w pieska.
– Dobrze, to już ostatni raz.

Chwilę później:
– Hau! Hau!
– Proszę się, nie liż mnie, psiakrew, dosyć, przestań, pocałuj psa w nos, nie baw się już w pieska!

Po jakimś czasie (gryzłam już syfon):
– Hau! Hau!
– Na psa urok, ostatni raz przychodzisz do mnie jako pies!
– Dobrze.

A za moment:
– Miau, miau – zrobiła koci grzbiet, otarła się o moje nogi i podrapała pazurkami moją dłoń.

Nishka