Czy rodzic może czasem z nastolatkiem wypić alkohol?

.
Czy myśl o nastolatku: Twoim dziecku lub potencjalnym dziecku, z kieliszkiem i papierosem w ręku, przeraża Cię czy wprost przeciwnie: sądzisz, że to normalna sprawa?

Niech zgadnę, osoby bezdzietne lub mające małe, kilkuletnie dzieci, wzruszą rękami i powiedzą:

– Nie ma co dramatyzować: jak się było nastolatkiem, to się eksperymentowało, hehe. I nie ma nic dziwnego, że moje dziecko też będzie. Trzeba jakoś ten czas przetrwać i koniec.

Natomiast rodzice nastolatków widzą już tę sprawę nieco inaczej i już nie jest nam do śmiechu, prawda? 🙂 Nic dziwnego: temat staje się realny i ten widok, nawet tylko przed oczyma wyobraźni, sprawia, że przebiega nas niemiły dreszcz.

Napisała do mnie Czytelniczka, mama nastolatki. Zastanawia się, jak „najlepiej” zareagować na wieść o tym, że jej 16-letnia córka wróciła z imprezy pod wpływem alkoholu. Przeżywa to, bo była pewna, że córka stroni od używek, tymczasem już po raz kolejny wyczuła od niej wyraźną woń alkoholu i papierosów. Zastanawia się, co zrobić. Czy przymknąć na to oko? Czy udać, że nie widzi? Zwłaszcza, że nastolatka dobrze radzi sobie w szkole i nie sprawia większych kłopotów wychowawczych, przynajmniej na razie. Poza tym dręczy ją fakt, że ona sama, gdy była w wieku córki, wcale nie unikała alkoholu i nikotyny. Zastanawia się więc, czy ma prawo wymagać od córki tego, czego sama nie może powiedzieć  o sobie? A może robi z igły widły i zachowanie nastolatki jest normalne? Przyszło też jej do głowy, że może gdy ona, matka, pije wino lub piwo, mogłaby – skoro córce smakuje alkohol – zaproponować jej lampkę, wszak lepiej, żeby piła w domu niż poza nim? 

To nie był pierwszy list dotyczący tego tematu, dlatego pomyślałam, że wyrażę swoją opinię na ten temat na blogu: bo być może zainteresuje i Was. 

Otóż moim zdaniem: rodzic nie powinien pić z niepełnoletnim nastolatkiem alkohol. Ani akceptować faktu, że ten pali papierosy i pije alkohol. Dlaczego? Między innymi dlatego, że jest to niezgodne z prawem. Do momentu ukończenia 18 roku życia sięganie po używki jest zabronione. Przymykanie oczu na to jest dla dziecka komunikatem rodzica „To nic takiego, dziecko, że łamiesz prawo.” Dlaczego miałoby nie nabyć tego podejścia i w innych obszarach życia?

Dzieci i nastolatki potrzebują zasad i reguł. Jedną z rodzicielskich ról jest pomoc dziecku w wyznaczeniu granic, przekazanie wskazówek, których warto się w życiu trzymać i czuwanie nad przestrzeganiem reguł. Różne badania wskazują na to, że dzieci wychowane w domach bez ustalonych reguł źle się czują.

Pewnie gdyby spytać nastolatka, czy wolałby mieć rodziców, którzy na wszystko pozwalają czy tych, którzy oczekują respektowania reguł, to z rozpędu wskazałby na tych pierwszych. Jednak, wierzcie mi: nastolatki, których rodzice nie interesują się zupełnie stylem życia dziecka i przymykają oko na to, że ich dziecko wraca do domu na czworakach lub w ogóle nie wraca, wcale nie są szczęśliwe. Bo czują się zaniedbane. Tak naprawdę oczekują od rodziców wzięcia ich w „garść” i „doprowadzenia do pionu”. Pobłażliwość rodziców traktują jako brak zainteresowania i potem, w przyszłości, mogą mieć do rodziców żal, że w odpowiednim momencie nie powiedzieli im „stop”. Bo prawda jest taka, i coraz więcej badań o tym mówi, że alkohol jest dla młodych, wciąż rozwijających się mózgów, bardzo szkodliwy. Powoduje uszkodzenia neurologiczne, trudności z nauką, szkodzi pamięci – słowem: ma zły wpływ na zdrowie. Nie oszukujmy się: alkohol jest trucizną.

I tak jak nie pozwalamy 5-latkowi lizać klamki na klatce, wiedząc, że pełno na niej wirusów, tak nie możemy pozwalać 15-latkowi, żeby truł się alkoholem.

Oczywiście w przypadku tego starszego sprawa nie jest taka oczywista, nie wystarczy, że powiemy:
– Nie możesz. Nie rób tego.

Co nam pozostaje?

Rozmawiać. Rozmawiać. Rozmawiać. I najlepiej zacząć od maleńkości, a nie dopiero jak dziecko jest już nastolatkiem. 🙂 I najlepiej nie w formie kazań i drętwych rodzinnych zebrań, w których głos zabiera tylko dorosły, lecz spontanicznie, wykorzystując do nawiązania rozmów codzienne sytuacje, na przykład wiadomości w telewizji czy radiu.

Stosujemy to z mężem od lat: komentujemy różne wydarzenia, wplatając w nie swoje rodzicielskie mądrości życiowe.  Przykładowo, oglądamy wiadomości telewizyjne, w których pada informacja o tragedii związanej z podaniem pigułki gwałtu i od razu komentujemy to, uświadamiając córki, że to niestety może stać się w każdym klubie czy na imprezie, więc niech zawsze mają oczy szeroko otwarte na swoją szklankę, nigdzie jej nie zostawiając.

W wiadomościach pada informacja o wypadku, do którego doszło pod wpływem alkoholu? Oprócz współczucia dla bliskich, możemy również wyrazić zainteresowanie rozmową o tym, co się dzieje z człowiekiem, gdy wchodzi w ów odmienny stan świadomości: jak bardzo traci nad sobą kontrolę.

Podczas podróży, przez okna samochodu, widzimy pijanego chłopaka? Głośno zastanawiam się, co będzie działo się z nim za kilka lat, skoro już w pierwszej klasie liceum nie ma problemu z tym, żeby o godzinie 13 być pijanym na umór.

Łatwo to wszystko napisać i przeczytać, wiem. A co, jeżeli jesteśmy właśnie oto świadkami, gdy nasze nastoletnie dziecko wraca do domu pijane, tak jak dziecko Czytelniczki, która do mnie napisała?

Najpierw warto poczekać do następnego dnia, bo rozmowa z pijanym dzieckiem raczej nie przyniesie pożądanego skutku. Dziecko znajdujące się w odmiennym stanie świadomości nie będzie dobrym partnerem do rozmowy. 

To, czego moim zdaniem podczas takiej rozmowy należy unikać, to oskarżania, obrażania, grożenia, atakowania, czyli tekstów w stylu:

– Jak ci nie wstyd.
– Jesteś żenujący, brzydzę się tobą.
– Jesteś nieodpowiedzialna i bezmyślna, pijąc alkohol! Nie masz za grosz szacunku do siebie.
– Rozumiem, że postanowiłeś zostać narkomanem i alkoholikiem.
– Mam gdzieś, że palisz papierosy, ale nie życzę sobie, żebyś robił to za moje pieniądze.

Tego rodzaju komunikaty zamykają dialog. Dziecko słysząc je, czuje się upokorzone, obrażone, zdeprecjonowane i raczej na pewno nic konstruktywnego się z nich nie narodzi: ani refleksja ani postanowienie poprawy. Szybciej złość i nienawiść do rodzica i chęć zemsty i zadbanie o to, by następnym razem stary nie zorientował się, że dzieciak jest pod wpływem. Albo niech się nawet orientuje, phi, co mi z tego, skoro w jego oczach i tak jestem już pijakiem i degeneratem?

Jedynymi wartościowymi, czyli mającymi w sobie potencjał zmiany komunikatami, są te, w których mówimy o swoich uczuciach i traktujemy dziecko jako partnera do rozmowy, czyli np:

– Jest mi przykro, że wróciłeś wczoraj do domu pijany.
– Od jakiegoś czasu regularnie wyczuwam od siebie woń papierosów.
– Jestem rozczarowana, bo obiecałaś mi, że nie będziesz już piła alkoholu i złamałaś obietnicę. Co mam z tym zrobić? Jak sądzisz, co proponujesz?
– Przypominam, że dopóki nie skończysz 18 lat, nie możesz pić alkoholu ani palić papierosów.
– Oczekuję od ciebie, że będziesz trzymał się ustalonych reguł: trzymania się z daleka od używek.

Mówimy tu o swoich uczuciach, udzielamy informacji, opisujemy problem i jesteśmy otwarci na dialog. Jesteśmy konkretni, kategoryczni, ale jednocześnie darzymy naszego rozmówcę szacunkiem. Warto też wysłuchać wersji wydarzeń nastolatka: zachęcić, by przedstawił swój punkt widzenia, zaproponował jakieś rozwiązanie. Możecie wspólnie wypracować jakieś rozwiązanie.

Nie jesteśmy w stanie uchronić naszych dzieci przed niebezpieczeństwami czyhającymi w świecie, ale to, co możemy zrobić, to ustalić jasne „zasady gry” i stworzyć w domu atmosferę, w której dziecko będzie czuło się szanowane i słuchane – i wtedy odwdzięczy nam się tym samym: szacunkiem i słuchaniem. 🙂

Bardzo zachęcam Was do  lektury Przewodnika „Jak rozmawiać z dzieckiem o alkoholu?” oraz książki „Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały. Jak słuchać, żeby z nami rozmawiały?” Adele Faber i Elaine Mazlish.

*

Jeżeli rozmowa nie pomaga, jeżeli sprawy z używkami zaszły już daleko, a  komunikacja między nami a dzieckiem leży i trudno złapać jakąkolwiek nić porozumienia, doradzam kontakt z psychoterapeutą: i dla dziecka i dla dorosłego.

I na koniec: sakramentalny argument: ale przecież ja, rodzic, w tym wieku wcale nie stroniłem od alkoholu i papierosów…

No i co z tego? I to był błąd! Serio, uważasz, że Twój przykład jest godny naśladowania? 🙂

Niech zgadnę: przypomnij sobie: w Twoim towarzystwie większość nastolatków  rzeczywiście „używała”, ale jednak były też takie, które pozostawały abstynentami, prawda? Były wesołe, towarzyskie, uczestniczyły w imprezach, ale ów dobry nastrój generowały na sucho i czysto. Da się? Da się. Może ich postawa była właśnie efektem odpowiedniej postawy ich rodziców? 🙂

Komentarze:

  • A ja jestem wychowana w zupełnie innym domu- u mnie w domu do alkoholou podchodzi się w swobodny sposób. Takie obycie z alkoholem też moim zdaniem pomaga, bo uświadamia moc alkoholu i to jakie skutki może wywołać. Nie zmienia to faktu, że po pierwszych próbach alkoholu sama postanowiłam nie pić i potwierdzam-da się bawić, chociaż nie każdy potrafi.

  • Pat

    Wyjątkowo się z Tobą nie zgodzę. Pokaż mi Nishko nastolatka, który przed osiemnastką nigdy nie spróbował alkoholu? Ja nie umiem przywołać z pamięci przykładu takiej osoby z mojego pokolenia. I z doświadczenia powiem Ci, że zakazy owo naprawdę smakuję najlepiej, a to, z czego nie robi się zbędnej „histerii”, nie budzi sensacji. Nie chcę przez to powiedzieć, że z dzieckiem od 14 roku życia trzeba „profilaktycznie pić piwo”. Powiem Ci jak było u mnie. W moim domu przekaz był jasny: moi rodzice nie wyobrażali sobie bym przychodziła pijana do domu, ale też wysyłali sygnały „wszystko jest na ludzi”. Dlatego jako nastolatka miałam przyjemność, wtedy wątpliwą, spróbować jak smakuje alkohol (pół lampki wina, odrobina wódki, trochę piwa). Jakie wnioski wysnuła wtedy nastoletnia ja? Alkohol smakuje paskudnie, ludzie po nim zachowują się kretyńsko i obciachowa, i po co wydawać pieniądze na coś, co w dodatku ZABIJA SZARE KOMÓRKI. I przez kilka lat naprawdę stroniłam od wszelkiego alkoholu, nawet w gorącym okresie „18-nastek”, prawie zawsze bawiłam się na „czysto”.

    • Mam bardzo podobne odczucia. Zakazany owoc jest jeszcze bardziej pociągający. Oczywiście nie znaczy to, że mamy dawać ciche przyzwolenie na spożywanie alkoholu przez małoletnich, ale też bez histerii i niepotrzebnej sensacji. Ja również miałam okazję posmakować alkohol w domu, ale miałam też jasny sygnał że picie przeze mnie alkoholu poza domem nie jest akceptowane. I zdecydowanie uważam to za lepszą opcję, to że mogłam posmakować zakazanego owocu w domu, niż szukanie mocnych wrażeń i zaspokajanie ciekawości na szkolnym biwaku lub pierwszych imprezach.

    • Joanna

      Moja mama prezentowała z kolei postawę opisaną przez Nishkę. Rozmawiała ze mną od najmłodszych lat, bez ględzenia, na luzie, ale wykiełkowało we mnie przekonanie, ze do 18 nie będę pic, bo mi nie wolno i basta. Na 3 miesiące przed 18-tką byłam na wymianie we Włoszech (z liceum!) i tam na uroczystej kolacji poczęstowano nas winem – wszak we Włoszech można pic alkohol od 16 roku życia. Wypiłam lampkę i to było jedyne odstępstwo od mojego postanowienia. Po osiemnastce, aż do dzis (25 lat), piję alkohol sporadycznie i nigdy nie byłam pijana. Kontrprzykład do przemyślenia. Pozdrawiam

      • Pat

        Myślę, że byłaś przykładem super grzecznego dziecka. Ja nie byłam problematyczna, ale zaspokoiłam wiedzę w domu, więc nic mnie nie kusiło. A że jeszcze martwiłam się o „swoje szare komórki”, to więcej wrażeń alkoholowych nie było mi trzeba przez bardzo długi czas. I teraz sama widzisz – we Włoszech lampka wina to nie problem od 16 roku życia. Czy Włosi mają jakiś problem z alkoholem statystycznie większy od Polaków? Nie spotkałam się z tymi danymi (jeśli tak, wyprowadźcie mnie z błędu). Powiem więcej, dla mnie pokazanie w domu, że alkohol jest dla ludzi i można go pić w kulturalny sposób (nawet przed magicznym progiem pełnoletności) więcej „daje do myślenia nastolatkowi” niż surowe zakazy w domu kontra środowisko młodzieżowe, w którym „chlanie na umór” to właściwie standard nawet wśród młodzieży z tzw. dobrych domów.

  • Ja się może wypowiem z pozycji osoby, która ledwo co (bo czym są 3 lata) skończyła liceum oraz patrząc na moją 16-letnią siostrę i jej rówieśników. 99% osób, które w gimnazjum i liceum upijają się na imprezach i wypalają w ukryciu dziesiątki papierosów to te które podnieca adrenalina że robią coś „dorosłego” i zabronionego. Takie upajanie się poczuciem, że są dorośli. Ci, którzy w domu od dziecka mieli możliwość legalnego łyka od rodziców albo dosłownie odrobiny we własnej szklance piwa, wina czy co tam było do spróbowania, znali ten smak, wiedzieli, że może od tego zawirować w głowie, wiedzieli czy im się podoba czy nie, bez presji „bo inni piją to ja też, bo nie będę przecież odstawać, nawet jeśli mi nie smakuje/czuję się źle”. Wszyscy Ci, którzy mieli taką możliwość czuli się również bardziej partnersko traktowani przez rodziców co odbijało się na stosunkach z nimi. Ktoś kto ma możliwość wypicia w domu pół kieliszka wina dobrej jakości nie będzie później w tajemnicy wypijał butelki taniego w krzakach. Jest jeszcze kwestia tego, że nikt nie przyzna się do nawet łyka alkoholu poza domem jeśli rodzice restrykcyjnie tego zakazują. A wiadomo, zakazane dwa razy bardziej pociąga. W moim przypadku i moich przyjaciół znajomość alkoholu wyniesiona z domu ( w dobrym znaczeniu) spowodowała, że i we własnym towarzystwie sięgaliśmy do wzorca rodziców i piliśmy bardzo kulturalnie. Moja siostra w wieku dziecięcym stwierdziła, że jej nie smakuje i od tamtej pory nie tyka nawet kiedy znajomi piją. Spójrzmy zresztą na kraje południowe, tam od dziecka do posiłku dostaje się bardzo rozcieńczone wino, choćby ze względów zdrowotnych. Nikt nie mówi o wspólnym upijaniu się dorosłych i dzieci. Chodzi o to, żeby pokazać, że można spróbować alkoholu i czuć się dobrze, mieć z tego korzyści (w moim przypadku przez pewien czas miałam ogromne problemy z trawieniem i dwa łyki odpowiedniej mieszanki ziół i alkoholu na wieczór była lepsza niż karmienie się milionem leków, tak samo jest z winem na serce itp.) i że picie alkoholu nie jest równoznaczne z czymś zabronionym i można to robić kulturalnie.

    • Ja też niedawno skończyłam liceum i również nie do końca zgadzam się z tekstem, może jestem jeszcze niedojrzała, nie mam dzieci, na ten moment nie planuję, ale mimo wszystko nie pamiętam ze szkolnych imprez ani jednej osoby, która nie miała w ręce jakiegoś tam alkoholu. A chciałam zaznaczyć, że obracałam się w dość dobrym towarzystwie. Jasne, niektórzy walili wódę na umór, inni butelkę wina na pięciu, ale nie z imprez to kojarzę jedynie tych zmotoryzowanych trzeźwych. Owszem, były w mojej klasie osoby niepijące, ale zazwyczaj były to też osoby, które miały nad sobą „bata” w domu, w związku z czym na imprezach czy wspólnych wyjściach nigdy się nie pojawiały, bo musiałyby po godzinie wrócić do domu. Naprawdę nie chcę oceniać czy to źle czy to dobrze, bo nie mam dystansu, jednak z perspektywy 21-latki naprawdę na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć osoby, które znam, a które dopiero po 18 sięgnęły pierwszy raz po alkohol.
      Natomiast jako palaczka uważam, że to jest coś z czym powinno się walczyć od pierwszego zauważenia problemu. Szczególnie po imprezach. bo dużo osób zaczyna od tego, że wychodzi na fajkę, żeby nie zostawiać towarzystwa i rozmowy, a później kiepsko się to kończy.

    • Ania

      Podpisuję się rękami i nogami! Tak bardzo mam nadzieję, że Nishka czytając to zmieni chociaż minimalnie punkt widzenia w tę stronę, bo aż mi smutno, że była zawsze dla mnie autorytetem, a tym razem tak bardzo się z nią nie zgadzam i tak bardzo jestem pewna, że mam rację 🙁

      • Dziewczyny, ale przecież nie musimy się zawsze ze sobą zgadzać 🙂 Ja nie mam monopolu na prawdę, Wy też. Przedstawiłam swój punkt widzenia, Wy swój. Świat byłby nudny, gdyby zawsze wszyscy się ze sobą zgadzali 🙂

        • Pionierka

          Nie lubię blogów, z których autorami we wszystkim się zgadzam. Nuda 🙂

      • S.

        Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów są brane za wzorce 🙂

  • Marilla

    Mam 16 lat, nigdy nie próbowałam alkoholu (pomijając Eucharystię, ale czy to się liczy jako alkohol? 🙂 ), od dziecka brzydzę się papierosami. Tak, ISTNIEJĘ 😀 Z alkoholem sprawa w sumie wygląda u mnie tak, że od zawsze czułam się źle, wiedząc, że mogłabym złamać prawo (nawet przyjaciółki kręcą z niedowierzaniem głową, widząc, że nie przejdę na czerwonym świetle, choćbym miała i 20 min czekać na kolejny autobus), dlatego po prostu uznałam, że alkohol jest dozwolony od 18 lat i nigdy mi to nie przeszkadzało. W tym roku rodzice po raz pierwszy na Sylwestra zaproponowali mi szampana, ale odmówiłam. Nie czuję potrzeby picia. 😉
    Zaś co do papierosów – fuj. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że ktoś z własnej woli chciałby wdychać coś, co nie dość, że okropnie cuchnie, a zapach ciągnie się za tobą nawet gdy nie palisz, to jeszcze wywołuje problemy zdrowotne. I uzależnia. I pochłania kasę. Brr. Szczerze mówiąc, najchętniej zdelegalizowałabym papierosy.
    W mojej klasie na pewno jest jeszcze parę osób, które nigdy nie piło. Natomiast co do reszty – nie wiem dokładnie, bo nie utrzymuję bliskich znajomości z imprezującym towarzystwem, ale np. koleżanka dolewa sobie do kawy na drogę do szkoły wódki „na pobudzenie”. I czasem ktoś wrzuci snapa z kieliszkiem czy butelką. Cóż, nie nie mnie ich oceniać, ich i ich rodziców sprawa 🙂

  • Maja

    Zgadzam się z tekstem. I spodziewałam się ujrzeć komentarze osób niezgadzających się z Tobą, bo przecież żyjemy w społeczeństwie alkohol gloryfikującym i uznającym za stały i normalny element, nawet dla niepełnoletniego.
    Argument że zakazany owoc kusi jest niestety nietrafiony, bo czy idąc tym tokiem myślenia, mamy nie zakazywać kradzieży? I ukraść coś z dzieckiem? Albo pozwolić mu na kokainę? W czym gorsza od wódki? Lepiej niech spróbuje z rodzicami niż potem będzie po innych domach wciągało..

    • Ania

      Kradzież i kokaina są „złe” zarówno dla 17 latków, jak i ich starszego rodzeństwa, rodziców i dziadków. Więc to kiepskie porównania do alkoholu. Dlaczego picie alkoholu dzień przed urodzinami jest niedopuszczalny, a dzień po już w porządku? Mówię o kulturalnym piciu, a nie zataczaniu się, bełkotaniu i innych przegięciach.

      • Maja

        Picie alkoholu tez jest złe, wiele badań mówi że jest równie silną trucizną niż niektóre narkotyki. To, że jest legalny i tak powszechny nie czyni z niego lepszej używki.

        • Bo alkohol to trucizna. Ale pijąc jest się fajnym – u mnie tak było. Tak, żałuję że tyle piłam, bo teraz mam problemy zdrowotne i na imprezie trudno mi jest powiedzieć stop. Dopiero się tego uczę. A jestem z tych osób, którym rodzicie zakazywali – jak widać i mnie to nie powstrzymało. Tutaj wszedł po prostu brak rozmowy moich rodziców ze mną, ale nie mam im tego za złe, to nie ich wina, chcieli dobrze 🙂 No i ja jestem mądrzejsza po latach.

      • Ania, alkohol też jest zły, nie oszukujmy się 🙂

        • Pionierka

          Złe jest nadużywanie alkoholu, nie alkohol. Tak samo jak z kawą – kawa sama w sobie nie jest zła, co nie oznacza, że należy nią poić kilkulatka albo pić 3 litry dziennie.

  • Pionierka

    Argument: nie możesz tego robić, bo prawo zabrania zadziała pod jednym warunkiem, dość trudnym do spełnienia. Otóż rodzic musi zawsze, ale to naprawdę zawsze przestrzegać prawa. Jeden piracki program, jedno przekroczenie prędkości samochodem, jedno przejście na czerwonym świetle i cała konstrukcja runie.
    Moi rodzice pozwalali mi jako nastolatce wypić symboliczne pól lampki szampana w sylwestra, ale nie oznaczało to przyzwolenia na jakieś picie alkoholu jako takie. I co z tego? Pierwszy raz upiłam się mając 15 lat, w pierwszej klasie liceum. Bo przecież po alkohol sięgało się nie dlatego, że rodzice przyzwalali, ale pomimo braku przyzwolenia. Za to NIGDY nie spróbowałam papierosa, smród mnie odrzucał.
    Moim zdaniem jedyna metoda to tak wychowywać, żeby dziecko miało poczucie własnej wartości i nie musiało „kupować sobie” otoczenia używkami. A przy tym niestety trzeba przyjąć do wiadomości, że choćby rodzice stanęli na głowach to na 90 proc. nastolatek i tak przed 18 spróbuje używek.
    Ja doskonale wiem, że w gimnazjum naszej 14-latki jest moda na e-papierosy. Założę się o największy słoik Nutelli, że próbowała. Ale przecież nikt jej nie upilnuje. Mogę co najwyżej opowiadać, że się od tego szybciej zmarszczki robią…

    • Ania

      Dokładnie! Moim zdaniem sukcesem wychowawczym moich rodziców (sama chciałabym taki osiągnąć), że w wieku 16 lat spróbowałam papierosa od kolegi, i tego samego dnia powiedziałam im o tym, a oni zapytali „i jak, warto bylo”, a ja odpowiedziałam, że nie, nawet się nie zaciągnęłam i tak w ogóle to niedobre. Skończyło się na luźnej pogawedce, że im też nie smakowało to nigdy i nie dość, że niedobre to jeszcze drogie (lepiej kupić za to fajnego ciucha), śmierdzi, niezdrowe… podejrzewam, że gdyby zareagowali jakąkolwiek pogawędką, że nie powinnam próbować i jest to niezgodne z prawem, to choćbym miała zamiar więcej nie próbować, to bym chyba spróbowała, bo by mnie tym wkurzyli… 🙂 jakkolwiek psychologicznie podeszliby do rozmowy.

    • Pionierka, ok, ja wiem, że nie pozwalanie dziecku na picie alkoholu wcale nie rozwiązuje problemu. Ja miałam na myśli to, że uważam, że rodzic nie powinien pić ze swoim nastoletnim dzieckiem alkoholu i przymykać oko na to, gdy ten wraca do domu pijany. Przeraża mnie ta moda i polska i brytyjska na dawanie dzieciom alkoholu: opijanie z 16-latkiem dobrze zdanych egzaminów albo dorabianie ideologii, że wypicie z dzieckiem alkoholu uchroni je przed piciem ze znajomymi. Serio? 😉
      Z drugą częścią Twojego komentarza bardzo się zgadzam :tak wychowywać, żeby dziecko miało poczucie własnej wartości i nie musiało „kupować sobie” otoczenia używkami.”

      • Pionierka

        Ja wiedziałam, że moi rodzice nie przymkną oka, jak wrócę nie tylko pijana, ale choćby wyczują ode mnie alkohol. Wiesz jaki był tego efekt? Upijałam się o 8 rano, żeby wieczorem nie było śladów.

        • S.

          Spryciula 🙂

  • Iwona

    W uk 16/17 latek nie może kupić alkoholu ale w asyście rodzica może się napić np. w pubie restauracji czy domu.

    • Iwona

      Wydaje mi się, że najważniejsze jest to jak my sami się zachowujemy i tym samym jaki dajemy przykład dziecku. Najczęściej, nie zawsze, ale dzieci odwzorowywuja się na tym co dzieje się w domu.

      • Iwona

        Spotkałam sie uk z dwoma różnymi podejsciami co do picia alkoholu. Mianowicie pracując w fabryce z ludźmi o małych kwalifikacjach i studiując jako dorosła osoba z 18/19/20/21 latkami.W fabryce wszyscy pili!!!!! I jak tylko się zbliżał weekend wszyscy o tym rozmawiali co wypija kiedy i jak i gdzie!!!! Co po pewnym czasie było nuzace. W szkole natomiast panuje bardziej jak to mówią ‚ sophisticated way ‚ by się ubrzdyndzolic i są to narkotyki. I to z wyższej półki. A sudiuję terapię dentystyczna 😉

    • W UK jest przerażające społeczne przyzwolenie na picie z dziećmi, rodzice regularnie piją z nastolatkami.
      Z Twoim drugim komentarzem, czyli wzorcami, jakie dajemy dzieciom oczywiście zgadzam się 🙂

      • S.

        Bo UK to kraj pijaków. Kto był gdziekolwiek na zagranicznych wakacjach to widział na pewno grupy pijanych hałaśliwych angoli.

  • Anka

    Ja jestem mamą 16 i 14 latki, i zgadzam się z Tobą Nishko. Sama jako siedemnastolatka sięgnęłam po pierwsze piwo, ale właśnie widok wyczynów koleżanek w stanie upojenia był tym, co powstrzymywało mnie przed upijaniem się. Nigdy też nie miałam w ustach papierosa, choć prawie wszyscy moi znajomi palili. I myślę, że stoi za tym właśnie poczucie własnej wartości. Mimo, że miałam dość „niegrzeczne” towarzystwo, nikt mnie nigdy nie namawiał. Ba, nawet gdy ktoś z zewnątrz uporczywie mnie „zachęcał”, mówili „Nie, nie, nie- Anka nie pali” 😉 W moim domu nie było w zasadzie alkoholu; imprezy rodzinne typu urodziny/imieniny odbywały się przy lamce wina, jeśli w ogóle. NIGDY też nie widziałam swoich rodziców pijanych. Między innymi dlatego, nie wyobrażałam sobie, żeby zobaczyli mnie w takim stanie. I osiągnęli to nie jakimś rygorem i straszeniem, ale własnym przykładem i takimi właśnie zakamuflowanymi „gadkami”. Co i ja, skutecznie, wykorzystuję. Po tym, jak moje dzieci komentują zachowanie koleżanek/kolegów, widzę, że zasiałam dobre ziarno 😉 Zawsze im powtarzałam, że najczęściej młodzi ludzie sięgają po używki , by zaimponować grupie. One szczęśliwe mają inne powody do dumy i zauważyłem, że dobierają sobie towarzystwo, w którym ceni się osiągnięcia inne niż te, ile kto piw wypił w weekend.
    Ps. Zdziwiła mnie niezmiernie ilość komentarzy opowiadających się za przyzwoleniem na alkohol. Wiele znanych mi osób, pod wpływem alkoholu zrobiło za młodu rzeczy, których żałują po dziś dzień..

    • Pionierka

      I myślisz, że te osoby, które narobiły głupot, zrobiły je, pijąc za przyzwoleniem rodzicow? Sama należę do tej grupy, a wiedziałam, że jak tylko rodzice wyczują ode mnie alkohol to będę miała mocno przechlapane. Nie powstrzymało mnie to przed piciem.
      Zresztą nie widziałam tu ani jednego komentarza, który popierałby picie alkoholu przez dzieci albo upijanie się nastolatków. To raczej dyskusja o tym, jakie metody są skuteczniejsze, by wychować człowieka, który panuje nad swoim życiem i umie korzystać z alkoholu. Więc w moim przekonaniu.
      1. Metoda nie pij do 18, bo prawo zabrania jest nieskuteczna i mało rozsądna. Po pierwsze, jeśli stosujesz ten argument, nie możesz mieć najmniejszych pretensji, że Twoje 15-letnie dziecko uprawia liczne formy seksu. Przecież prawo już zezwala… Chodzi o to, żeby myśleć. Zresztą nawet w sądzie uznaje się, że jest litera prawa i duch prawa. Litera prawa z pewnością zabrania osobie przed 18 urodzinami napić się alkoholu. Ale czy istotą tego przepisu jest, żeby nastolatek z drugiej połowy roku nie mogł napić się lampki wina, podczas gry jego de fakto rówieśnicy mogą.
      2. Metoda ani kropli do 18 nie gwarantuje bynajmniej, że w przyszłości będzie to człowiek bez problemu alkoholowego. Znam osobę, która do 25 roku życia była niemal abstynentką, dziś jest alkoholiczką. Bo zdecydowanie ważniejsze od uczenia „przed 18 nie pij” jest wychowywanie człowieka, który będzie stabilny emocjonalnie, poukładany ze sobą, świadomy swojej wartości i asertywny. Bo 16-latek, ktory napił się piwa z ciekawości, czy 17-latek okazjonalnie sięgający po piwo jest zdecydowanie mniejszym problemem, niż 18-latek sięgający po alkohol, żeby poczuć się akceptowanym i odważnym w towarzystwie.
      3. Uważam, że ważne są rodzinne wzorce. Jak codziennie rodzice muszą sobie chlapnąć whisky na rozluźnienie, to żadna gadka nic nie pomoże… Jak każda impreza dorosłych jest połączona ze strumieniami alkoholu, to opowieści o tym, jak można bawić się bez procentow tylko malolata zażenują. Jak nie zobaczą szacunku dla ludzi odmawiających picia, to sami nie będą odmawiać.

      • Pionierka, „I myślisz, że te osoby, które narobiły głupot, zrobiły je, pijąc za przyzwoleniem rodzicow?” moim zdaniem to nie ma specjalnego znaczenia.
        Ważne jest to, że alkohol ma super PR, w reklamach szczęśliwe towarzystwo pijące piwo, do każdego obiadu wypada wypić lampkę wina, każdy sukces świętujemy alkoholem, wieczorem dziewczyny na FB piszą „dziewczyny, macie już w rękach winko?” A w rzeczywistości alkohol to trucizna, nie oszukujmy się i podawanie go dziecku i dorabianie ideologii, że „lepiej, żeby z nami wypiło, niż z innymi” jest nie na miejscu. (żeby nie było, ja też czasem piję alkohol 😉 )

        Oczywiście, że zakazami nic się nie osiągnie, wiem! Najważniejsze są jak piszesz rodzinne wzorce, poczucie własnej wartości, asertywność itd. Ja po prostu w dzisiejszym tekscie skupiłam się na coraz popularniejszej modzie na picie z dzieckiem. Niżej jedna z komentatorek powoływała się na brytyjskie badania, z których wynika że 25% rodziców regularnie pije z dziećmi 15- letnimi np. świętując egzaminy- dla mnie to brzmi przerażająco.

        • Pionierka

          Ale gdzie jest „moda na picie z dzieckiem”? W barbarzyńskiej Wielkiej Brytanii? W Polsce to chyba tylko w melinach. Chyba, że „piciem z dzieckiem” było te symboliczne pół lampki szampana z rodzicami w sylwestra. Ja po prostu jestem za zdrowym rozsądkiem. I warto pamiętać, że granica 18 lat jest czysto arbitralna, w USA to 21 lat, Niemczech 16. A zatem rodzic 17-latka, jeśli poda mu lampkę wina w Niemczech nie robi niczego niezgodnego z prawem, a po przyjechaniu do rodziny w Polsce już tak… A przecież wydarzyły się dokładnie te same rzeczy.
          Dla mnie kluczowy nie jest wiek ( i nie, nie pisze o 12-latkach, żeby nie było). Jeśli 18 czy 19-latek będzie wszystko świętował alkoholem, będzie pił regularnie i dużo to jest to problem. Jeśli 17-latek na imieninach babci wypije lampkę wina, to nie ma problemu. I nie chodzi wcale o to, że „lepiej, żeby wypiło w domu niż w krzakach”. Alkohol jest elementem rzeczywistości, a wychowanie to przecież proces przygotowujący do funkcjonowania w rzeczywistości. Byle tylko umieć ten element rzeczywistości obsługiwać.

          • Pat

            Zgadzam się z Pionierką. I nie zgadzam się z ponownie Nishką. Czytałam wiele badań na temat tego, ze alkohol pity z umiarem (np. lampka wina do posiłku) wydłuża życie, więc nazywanie go trucizną, to trochę uogólnienie. Wiadomo, że alkohol podawany dzieciom jest bezsprzecznie trucizną, jest to złe, całkowicie nieakceptowalne itp., ale ten przysłowiowy łyk szampana czy rozcieńczone wino na imieninach u cioci w łapkach 16 czy 17 latka już raczej nie można nazywać zabójczą trucizną. Ponadto o ile palenie papierosów to po prostu bezsprzeczna głupota, umiejętność kulturalnego spożywania alkoholu w ilościach pozytywnie wpływający na nasz organizm, to cenny skill (społeczny, zdrowotny). Nie demonizujmy alkoholu, tylko uczmy dzieciaki jak sensownie z nim postępować. Rozmowa o tym, że nie można przez alkohol „wkupywać się w łaski rówieśników”, informacje że picie alkoholu wpływa negatywnie na nasz mózg, że alkohol nigdy nie może być formą terapii i jednocześnie pokazanie kiedy, w jakich ilościach i z jaką częstotliwością można go pić, to dużo lepsza opcja niż bezwzględne zakazy oparte na „prawie obowiązującym w Polsce” i porównywaniem alko do narkotyków, ba, sądzę, że idąc tą drogą, szybciej stracimy autorytet w oczach dziecka, niż staniemy się partnerem do rozmowy czy przykładem godnym naśladowania. Przypominam, że w niektórych Państwach prawo zabrania prowadzić samochód kobietom, a w innych picie alkoholu dozwolone jest od 16 roku życia. Absolutnie nie chcę przez to nakłaniać nikogo do „obchodzenia prawa:, ani sugerować, że można prawo łamać, raczej dążę do tego, że niekoniecznie warto wspierać się właśnie takimi argumentami w rozmowie z nastolatkiem, bo te bardziej obyte ze światem, szybko uznają to za trochę śmieszne.

          • Maja Szaszko

            Były też takie „badania”, że w ciąży warto wypić lampkę czerwonego wina, bo dobrze działa na krew. Bitch, please 😉
            A LSD dobrze działa na kreatywność i wyobraźnię:)

          • Pat

            No może ty opierasz się na „badaniach”, niektórzy sięgają też po naukową literaturę, a nawet opierają się na rozmowach z lekarzami. Ponadto ja akurat alkoholu nie toleruję, wiec piję w bardzo małych ilościach wbrew „badaniom”, badaniom. Chodzi mi o zdrowy rozsądek i nie stwarzania atmosfery histerii wokół czegoś, co tego nie wymaga. Ponadto nie kłócę się z teoriami na temat szkodliwości alkoholu, które także poparte są „badaniami”, a nawet badaniami. Po prostu widzę różnice między absolutnym nie dopuszczeniem do tego, by dzieci piły alkohol, a pozwoleniem nastolatkowi spróbować jak ten zakazy owoc smakuje.

  • Marta

    Jak niektóre z dziewczyn niżej, pierwszy raz tak zdecydowanie się nie zgadzam.
    Powiem tak, do jakiś oficjalnych obiadów zdarzało się, że rodzice lali mi wino, miałam pewnie z 16/17 lat. Zdarzało się, że padło „chcesz się ze mną napić piwa?” kiedy miałam 17/18. Może wcześniej dostawałam do rączki pól kieliszka szampana, ale zwykle robiłam dwa łyki i podmieniałam na pusty kieliszek Mamy. Ale w sumie raczej nie bardzo korzystałam z tego, że mi pozwalano wcześniej, moooooże czasem, bo alkohol mnie nie ciągnął. Nigdy nie miałam zakazu, wiedziałam, że rodzice mnie uważali za porządną no i hm, nieskromnie mówiąc mieli rację.
    Totalnie nie rozumiem podejścia „do 18 nie pijesz”. Dziewiętnastego września nie mogę, ale dwudziestego już tak? Większość moich znajomych (a obracałam się w towarzystwie, gdzie ludzie kończyli szkoły z paskiem, byli piątkowi, towarzystwo bardzo „yntelygenckie” i porządne) miała właśnie taki zakaz od rodziców. I co? To były zawsze najbardziej nawalone osoby na imprezie. Zabraniano im, no to trzeba było pokazać, że zabranianie nic nie da. Straszne. Robiłam za opiekuna, na półmetku w LO wyjmowałam głowę koleżanki z talerza ze schabowym, drugiej nosiło się herbatę do łazienki (a miała taką piękną sukienkę! i w ogóle nie skorzystała, że tak powiem). Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale ci bez zakazów znacznie rzadziej odwalali takie numery, niektórzy (jak ja) w ogóle.
    Nie przeczę, piłam, czasem się upiłam minimalnie – zaczęło się w roku, gdzie miałam sama we wrześniu kończyć 18, więc na „osiemnastkowych” imprezach. Nigdy nie wróciłam do domu pijana, nie siedziałam wymiotując nad toaletą (takie pierwsze doświadczenie miałam dopiero na 4tym roku studiów i nigdy więcej się to nie powtórzyło), moje największe licealne przeżycie, to był „helikopter” w głowie. Który minął szybko i dalej zajmowałam się trzymaniem włosów mojej przyjaciółki (z zakazem) nad toaletą.
    Jako osoba, która znakomicie pamięta swoje czasy z LO, podpisuję się pod dziewczynami, które się niżej wypowiadały – zdrowe podejście jest najważniejsze, a nie jakieś zakazy obostrzone wiekiem. Moja Mama sama się śmiała z zakazu „do 18” i uważała, że to naprawdę absurd, za co jestem jej bardzo wdzięczna.
    Obecnie sama za alkoholem nie przepadam, jeśli piwo, to kraftowe, bo te są dobre, ale raczej wybiorę sok, herbatę. Czasem Niemąż zrobi mi jakiegoś drinka, ale tak, żeby nie było w nim czuć, że jest alkohol 😉

    Co do palenia, cóż. Tu było inaczej. Popalałam, jak miałam 17, paliłam bardziej w maturalnej klasie, troszkę na studiach. Zawsze za swoją kasę (pracowałam zawsze w wakacje). Mama o tym wiedziała, ale powtarzała, że nie może mi nic mówić, bo sama pali. Jak przestała palić, to bardzo narzekała, że niszczę sobie zdrowie, że nie powinnam, że głupio robię, to nigdy nie były awantury. I wiecie co z tego ma? To, że ZAWSZE wiedziała o WSZYSTKIM, co robiłam/zrobiłam. Ludzie nam nie wierzą często, ba, mój Tata uważa, że to niemożliwe. Ale moja Mama całym swoim alkoholowo-papierosowym podejściem, mądrymi rozmowami, tym, jak mnie wychowywała i kształtowała ma to, czego większość matek nie ma. Moje absolutne zaufanie i to po dziś dzień. Zawsze wiedziała o wszystkim. Gdzie byłam, z kim, ile wypiłam, jak się czuję, co myślę, czego żałuję. 100% pewności. Zero kłamstw. Wiedziałam, że mogę przyjść z każdym problemem, bo dostanę wsparcie, a nie wyrzuty. Jasne, były kłótnie, spięcia, różnice poglądów, wyrzuty drobne. Ale to nie zmieniało tego, że zawsze mogłam liczyć na Nią i się zwierzać. Absolutne zaufanie. Kompletne, pełne zaufanie. Bo to co mówiłam, zawsze było prawdą. Serio. Jej zawsze mówiłam prawdę.

    • Tutaj się trochę zgodzę, też miałam zakazy, ale dobitnie pokazywałam, że one nic nie dają i zawsze da się to obejść. Przez to, że najpierw sięgnęłam po piwne sikacze, nie mam totalnie smaku i dopiero teraz zaczęłam się otwierać na lepsze piwa, bo wcześniej miałam podejście „byle taniej i byle kopało”. Do wina nadal się nie przekonałam, generalnie piję białe ale jakoś tak bez przekonania i rzadko. Dlatego tak ważna jest rozmowa i nie pozwalanie na wszystko, ale pozwalanie z umiarem. Jeżeli wychowaliśmy dziecko, które same nam mówi o tym, co się dzieje, to nie powinno być problemu. Mi np. do dzisiaj mama nie wierzy, że nie palę zioła 😉 A fakt jest taki, że powiedziałam jej, że paliłam z 5 razy w życiu i nic się nie działo ze mną, zero fazy czy coś, no i dla mnie zioło śmierdzi, więc nie palę. Ale tyle kłamałam w sprawie fajek i alko (znowu te zakazy), że po prostu mi nie wierzy. No cóż 😀

    • Natalia

      Ja w tym roku skonczę 21 lat, tak więc kwestie rozterek moich rodziców pamiętam aż za dobrze. Mój tata zaczął palić jak miał 15 lat bo kiedys były inne czasy i rzucił ponad 10 lat później, a papierosami gardzi do dziś. Mama nie paliła nigdy, więc przyzwolenia na papierosy nie było i nie ma. Mimo, że teraz popalam i robię to za swoje pieniądze to staram się to ukrywać nie dla tego, ze muszę tylko dlatego, że nie chce, żeby czuli się rozczarowani tym, ze mnie czegoś nie nauczyli. Jednak z alkoholem było nieco inaczej i jako dzieciakowi nie raz pozwalano mi zjeść pianke z piwa, a później jako nastolatce dawano mi szklankę piwa czy bardzo słabego drinka, gdy zbierała się cała rodzina. Do mniej więcej 19 urodzin nie było przyzwolenia na zalewanie się w trupa. Mogłam iść na imprezę, mogłam się napić, ale wracać miałam na własnych nogach i żołądkiem w ryzach. I nigdy w sumie tego zakazu nie łamałam bo wolałam wypić mniej a nie mieć „suszenia głowy” i szlabanów. Natomiast 3 rzeczy miałam do głowy kładzione jak mantrę. Po 1- 0 chodzenia po mieście samemu. Nie wracałam do domu sama, ba, nawet nie wychodziłam przed klub poczekać na podwózkę sama. Zawsze był ktoś, kto mogł ze mna poczekać. Jestem z Torunia i niedawno zaginął tu chłopak, który poszedł ze znajomymi na imprezę, wdał się w bójkę i wyrzucony z klubu przepadł jak kamień w wodę. Ja nie potrafię zrozumieć jak można wyjść ze znajomymi i chodzić poźniej po mieśćie samemu. Nierealne. Po 2- to kwestia pilnowania swoich drinków. Do dziś słyszę zatroskany głos taty ” nie zostawiaj piwa samego na stoliku!” 🙂 i po 3 to jazda po pijaku. Trzeba mówić, tłumaczyć i dawać przykład. U mnie w domu bardzo się krytykowało jade po alkoholu i teraz, gdy sama mam prawo jazdy, i zdarza mi się,że wieczorem wypiję 2 piwa a 15h później muszę gdzieś jechac, to mimo, że nie ma szans na to, żeby w krwi mieć alkohol to czuję wyrzuty sumienia. Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba mieć umiar, zdrowy rozsądek i pewne niepodważalne zasady 🙂

  • No ja zaczęłam w wieku 15 lat pić i palić i widzę teraz tego efekty. Papierosy to jedno – planuję przygotować się do rzucenia tego nałogu, ale to grubsza sprawa i muszę przemyśleć kilka kwestii, żeby nie wrócić. Co do alkoholu, to po prostu rozwaliłam sobie piwem (no i wódką, ale głównie piłam piwo) jelita i żołądek, a obecnie moja wątroba ma problem z trawieniem alkoholu i to jest dopiero problem, bo trzy piwa kończą się takim kacem, że klękajcie narody. Nie mogę wtedy normalnie funkcjonować, serio. Mądry Polak po szkodzie, cofnęłabym czas żeby walnąć nastoletnią siebie w ten pusty blond łeb, ale się nie da 😉

    No i rozmowa, o czym wspomniałaś. Nastolatek zawsze znajdzie sposób, żeby się napić – jestem tego idealnym przykładem 😉 A raczej byłam. Warto uświadamiać dzieci, jakie konsekwencje wiążą się ze spożywaniem alkoholu w młodym wieku. Np. nieumiejętne picie do upadłego („wypij piwo zanim mama wróci” – to później jest nawyk, serio, i to dość uciążliwy), picie najtańszego gówna, byle „kopało”, picie żeby się napić, rozwalanie wątroby, trzustki, nerek. Alkoholizmem bym nie straszyła, bo to nastolatkowi wydaje się tak nierealne, jak rak płuc dla palacza, a przynajmniej dla części z nich. Ale np. rozwalenie trzustki to realne zagrożenie dla życia i są osoby, które mają to gdzieś i nadal piją. To po prostu przedostatni krok do trumny. Mi nikt o tym nie mówił, w sumie u mnie w domu mało się rozmawiało, a jak się rozmawiało, to z bratem, który jest 7 lat starszy, więc swoje też już w życiu wypił 😉 Regularne rozmowy od małego i uczenie dziecka mówienia „nie” to na pewno dobry krok do tego, żeby nie mieć później takich problemów. Bo przecież nawet dorośli mają problem z mówieniem „nie”. Zwłaszcza na „ze mną się nie napijesz? No dawaj!”.

    • Według neurobiologów mózgi nastolatków działają tak, że te nie są w stanie widzieć konsekwencji swoich zachowań 🙂 Dlatego tym bardziej musimy im je przedstawiać. I to, na co zwróciłaś uwagę: uczenie asertywności, np. jak odmówić.

      • Wiesz, nie tylko mózgi nastolatków. Powtórzę przykład z palaczem – czyli również ze mną. Odległe perspektywy wcale do nas nie przemawiają, jak np. rak płuc w wieku 60 lat. Bo mamy po 20 lub 30. I gdzieś z tyłu głowy wiemy, że przecież zwiększa się ryzyko zachorowania, ale no przecież i tutaj milion wymówek.

        Na mnie podziałał (nastolatką już dawno nie jestem, ale mózg mam dziesięciolatka :D) tekst chyba Blogierki, ale nie mogę go znaleźć (parafrazuję): Wyobraź sobie to – masz wypić truciznę, która powoduje plątanie się nóg, problemy z mową, krążeniem, wzrokiem, równowagą i powoli cię zabija, a jednocześnie możesz się od niej uzależnić. Nie wypijesz, nie? Pewnie że nie. Ale ludzie nadal piją alkohol.
        Wystarczy tu zamienić słowo alkohol na trucizna i mamy zupełnie inny odbiór tego, co pijemy. Ludzie po prostu często nie zdają sobie sprawy z tego, jak coś szkodzi, dopóki ktoś im nie przywali encyklopedią, z zaznaczoną definicją danego słowa, w łeb 🙂 Na każdego działa co innego, ale wszystko sprowadza się do tego, co mówisz: przedstawianie konsekwencji. No i nauczanie, że jednak jak się tego piwa nawarzy, to trzeba je wypić, bo nikt za nas tego nie zrobi, bo takie jest życie.

  • Kinga

    A ja się z Nishką zgadzam i traktuję to jako pewnego rodzaju postulat. Zacytuję fragment artykułu:

    „Z sondy przeprowadzo­nej w Wielkiej Brytanii wynika, że aż 25 proc. rodziców jest skłonnych podać nastolatkom w wieku od 14 do 17 roku życia aż dziewięć jednostek alkoholu, aby „opić” letnie egzaminy. Taka dawka to równowartość czterech puszek piwa, butelki wina bądź jednej trzeciej butelki wódki. Badanie wykazało także, że zdecydowana większość, bo aż 86 proc. rodziców częstowała dzieci alkoholem także poza egzaminami. Fundacja charytatywna Drinkaware apeluje o rozwagę i przypomina, że podawanie alkoholu nieletnim jest nielegalne. ”
    (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Plaga-pijanstwa-wsrod-dzieci-w-Wielkiej-Brytanii-Wodke-daja-rodzice,wid,16694193,wiadomosc.html?ticaid=118772&_ticrsn=)

    I to jest jak dla mnie nawiązanie m.in. do tego zjawiska – bo rzeczywiście możemy bagatelizować, przymykać oko, pisać: „Nishko, bez przesady”, ale problem istnieje i fakt, że wielu rodziców tak robi: nie tylko w UK, ale i w Polsce, nie czyni z niego zjawiska akceptowalnego. I trzeba o tym mówić.

    • Tak, słyszałam o tych badaniach i wyniki są przerażające.

    • Pionierka

      To co piszesz to jest chyba inny problem. Dla mnie wypijanie na raz czterech piw czy jednej trzeciej butelki wódki na głowę, bo trzeba coś uczcić to jest rzecz mocno niepokojąca i po 18. Nie o tym pisałam. Jak się ma te moje symboliczne pół lampki szampana w sylwestra do czegoś takiego? Pisząc o nastolatkach i alkoholu miałam przede wszystkim na myśli przedział wiekowy 16-18, bo nie spotkałam się z tym, żeby rodzice dawali ten alkohol wcześniej, a do tego symboliczne ilości (odrobina wina w kieliszku na imprezie rodzinnej) a nie upijanie się w sztok.

  • Kinga

    Rozbraja mnie ta jakże mocno zakorzeniona w umysłach ludzi teoria, zgodnie z którą wczesny kontakt z alkoholem może pozbawić dziecko ciekawości związanej z jego piciem. Ogarnijcie się: podawanie swojemu niepełnoletniemu dziecku alkoholu oznacza podawanie swojemu niepełnoletniemu dziecku TRUCIZNY. Oczywiście, że skoro zdecydowana większość społeczeństwa popija wieczorem winko, piwko lub drineczka to zdecydowanie łatwiej jest zaproponować dziecku i dorobić do tego ideologię niż mówić: „Poczekaj”. Serio, nie dorabiajmy do tego swoich ideologii i teorii. Im więcej będzie się o tym mówić, a tekst Nishki, jest jednym z takich głosów, tym lepiej.

  • Karola

    Rozbraja mnie ta jakże mocno zakorzeniona w umysłach ludzi teoria, zgodnie z którą wczesny kontakt z alkoholem może pozbawić dziecko ciekawości związanej z jego piciem. Ogarnijcie się: podawanie swojemu niepełnoletniemu dziecku alkoholu oznacza podawanie swojemu niepełnoletniemu dziecku TRUCIZNY. Oczywiście, że skoro zdecydowana większość społeczeństwa popija wieczorem winko, piwko lub drineczka to zdecydowanie łatwiej jest zaproponować to i dziecku i dorobić do tego ideologię niż mówić: „Poczekaj”. Serio, nie dorabiajmy do tego swoich ideologii i teorii. Im więcej będzie się o tym mówić, a tekst Nishki, jest jednym z takich głosów, tym lepiej.

    • Mnie martwi bagatelizowanie alkoholu i to jak bardzo stał się taki kochany, sympatyczny, bliski, wszędobylski. Aż chce się dać spić piankę z piwa 10-latkowi. (widziałam taką scenę).

      • AniaK

        co do spijania pianki z piwa, ja widzialam taka scene z 4,5 latka w roli glownej… Tlumaczenie: ”bo ona tak lubi piane”. Zadziwia mnie bezmyslnosc ludzi.

      • Pionierka

        Mnie bardziej przeraża, że liźnięcie piany to zło i wszelkie plagi, ale ten sam 10-latek może na co dzień jeść sztuczne, naładowane cukrem i syropem glukozowo – fruktozowym jedzeniem. A to dopiero jest trucizna.

        • Ania

          Niezmiennie od lat czytam Twoje komentarze i zawsze się zgadzam, muszę zacząć stosować #tosamocoPionierka zamiast się produkować ❤

        • Pionierka, trochę Twój komentarz nie fair, bo ja nigdy nie chwaliłam podawania dziecku sztucznego, naładowanego cukrem i syropem glukozowo – fruktozowym jedzenia 🙂

          • Pionierka

            Wiem. Ale chodzi mi o samo przyzwolenie na dawanie dzieciom takich rzeczy, bo inaczej niszczy im się dzieciństwo.

          • S.

            Owszem. Ale co za różnica jaką truciznę dziecku się podaje ? Co za różnica czy podajesz mu alkohol, narkotyki, sterydy, cukier czy kawę ? Każda z tych rzeczy jest szkodliwa. Co z tego, że nie podasz mu alkoholu jak babcia co tydzień podaje mu ciasto w którym jest prawie pół kilo rafinowanego białego cukru. Ja uważam, że dziecko powinno spróbować wielu rzeczy ale za każdym razem musi mieć świadomość co robi i jakie są konsekwencje takiego postępowania.

          • Oczywiście zgadzam się z Wami 🙂

          • S.

            To miło z Twojej strony, ale nie musisz 🙂

  • zpopk

    Nie pamiętam ile miałam lat kiedy pierwszy raz coś wypiłam alkoholowego ale sporonie mniej niż osiemnaście. Moi rodzice wychodzili z założenia, że nie mogę wejść w świat nastoletni nir znając smaku alkoholu. Nie dlatego, że chcieli mnie zniechęcić ale dlatego, że dla mojej mamy była to kwestia bezpieczeństwa. By nikt nie podał mi mocnego alkoholu a ja nie wiedziała co to jest. Moja mama zawsze powtarzała że młoda dziewczyna nie może sobie pozwolić na to by nie znać zmaku alkoholu i nie wiedzieć jak na nią działa. To była taka bardzo mało rozrywkowa wiedza, podawana raczej z przekonaniem, że brak znajomości własnej odporności na alkohol może być niebezpieczny. Zwłaszcza że rzeczywiście są zarówno osoby które można upić połową kieliszka wina jak i takie które padną ofiarą alkoholu dolewanego do bezalkoholowych napojów. Przy czym mowa tu o czymś w stylu pół kieliszka wina po szesnastym roku życia, spróbowaniu likieru czy drinka, łyk piwa czy okazjonalny szampan na sylwestra. Przy czym alkohol był traktowany bez emocji pewnie dlatego, że rodzina jest bardzo nie pijąca (wódki np. W domu na oczy nie widziałam). Jednocześnie tym co było chyba najbardziej kluczowe to obserwowanie zdrowych nawyków u rodziny. Piwo do obiadu ok, kieliszek wina do kolacji od czasu do czasu, odrobinka likieru. Myślę że to ksztaltuje najbardziej wizję tego czym jest alkohol- nie dostęp czy jego brak ale postawa rodziców. Jeśli się nie upijają, jeśli alkohol nie jest obowiązkowym elementem imprez czy spotkań wtedy młody człowiek rozumie że to dodatek a nie podatawa zabawy. Jednocześnie kończąc osiemnaście lat nie miałam poczucia że muszę się rzucić na wszystko. Zdobywana przez lata wiedza o smaku alkoholu ustrzegła mnie przed postrzeganiem go jako coś koniecznego do spróbowania. Ten mechanizn chyba się o tyle sprawdza że mam dwóch braci abstynentów (po prostu nie lubią alkoholu – i co ważne mają na to pozwolenie rodziny, nikt nie załamuje rąk) i mnie, osobę która alkohol lubi ale rzadko i sama nigdy nie pije ( tylko ze znajonymi).

    Natomiast co do przykładu. Palenie papierosów było zakazane całkowicie. Pilnowano tego strasznie bo babcia paliła rzuciła i była skłonna każdemu opowiadać o zgubnych skutkach nałogu. Godzinami. To był dobry straszak. Własne błędy.

    Inna sprawa,na koniec, to się chyba wszystko sprawdza przy grzecznych dzieciach. Tzn. Jednak była świadomość, że powrót do domu w stanie pijanym byłby postrzegany jako coś niesłychanie niepożądanego. Ale ponieważ nigdy nie wtoczyliśmy się do domu pod wpływem to nie wiem jakie byłby konsekwencje.

    A i już na sam koniec kwestia papierosów. Zdarzało mi się wrócić do domu pachnąc papierosami. Bo nie da się wrócić nimi nie pachnąc jak znajomi palą. Tak więc tu też trzeba uważać by jednak dać granicę zaufania.

  • Dostawałam cośtam ‚do spróbowania’ dość wcześnie, bo koło 10-tego roku życia; na Sylwestra, z okazji świąt, nawet na wycieczce w góry, jak tata brał zimne piwo w schronisku. Nie na zasadzie ‚niech dziecko lepiej pije w domu’, tylko raczej ‚wszystko jest dla ludzi’. I dzisiaj myślę, że ten brak tabu działał, pozbawił mnie etapu ‚jarania się’ alkoholem jako zakazanym owocem i super cool rzeczą w gronie rówieśników. Jak ktoś mnie namawiał na piwo albo tanie wino, to po prostu zgodnie z prawdą mówiłam, że nie lubię 🙂

    ‚No i co z tego? I to był błąd!’ <- 'Uzasadnij, jak Ci zaszkodził, mamo. Przecież widzę, że wyszłaś na ludzi. A poza tym to skoro sama popełniałaś błędy, to rozumiesz, że ja muszę popełnić swoje. Circle of life ;)'.

  • Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że ten tekst zbierze tyle komentarzy nie zgadzających się ze mną 🙂 Na szczęście to nie jedyne, bo gdybym była osamotniona w swojej wizji to musiałoby to chyba oznaczać, że nie mam racji :>

    Mam wrażenie, że większość z nas odczuwa teraz dysonans poznawczy, bo ma świadomość, że jako 16-latkowi rodzic czasem nalał wina i szukamy uzasadnień, że to było okej, ale moim zdaniem to jednak nie jest okej. Mimo, że oczywiście ci rodzice wcale nie mieli złych intencji. Czy zapalilibyście z 16-letnim dzieckiem dżointa? Spróbowalibyście tabletkę extasy? Ani jedno ani drugie nie jest ani zakazane ani bardziej niebezpieczne niż alkohol. I gdyby iść za argumentacją, że „zakazany owoc mniej kusi” to rodzice powinni dawać też dzieciom trochę narkotyków. Dlaczego nie dają? Bo te używki nie są tak silnie zakorzenione w naszej kulturze jak alko (uważane wręcz na normę, oczywistość, każdy przecież pije phi), co wcale nie znaczy, że nie są obecne na imprezach.

    Popełniłam chyba błąd dając taki a nie inny tytuł, bo większość z Was właśnie na tym się skupiła. A ja chciałam też zwrócić uwagę na to, że warto ustanowić pewne reguły i ich się trzymać, ale robić to w partnerskiej atmosferze z komunikacją opartą na szacunku. Że jeżeli już się np. zdarzy, że dziecko wypije (bo wierzcie, mi, nie urwałam się z choinki i wiem, że młodzież pije nawet jak rodzice ustanawiają regułę niepicia) to żeby umieć z nim porozmawiać o tym. I nadal, mimo, że z uwagą przeczytałam Waszą argumentację, uważam, że rodzice nie powinni proponować swoim nastoletnim dzieciom alkoholu – sorry, ale nie. Jak można dla młodych rozwijających się mózgów proponować coś, co jest trucizną?

    We wspomnianej książce „jak mówić, żeby nastolatki nas słuchały” jedna z bohaterek wyraża żal, że mama na wszystko jej pozwalała i przymykała oko na jej silny związek z używkami i to mnie zastanowiło. Proponowanie dziecku alkoholu kojarzy mi się z traktowaniem dziecka jak kumpla, przyjaciela – a moim zdaniem nie tędy droga, o czym pisałam w tekscie Twoje dziecko nie jest twoim przyjacielem tutaj: http://www.nishka.pl/dziecko-nie-jest-twoim-przyjacielem/

    Jednak ja oczywiście nie mam monopolu na prawdę i nie upieram się, że mam rację. To tylko moje stanowisko. 🙂

    • Marta

      Swoją drogą to mi przypomniało, że teza, „że dziecko nie jest twoim przyjacielem” była pierwszą, z którą się nie zgodziłam. Ale to nie o tym tu.
      Tylko Nishko – „jak można dla młodych rozwijających się mózgów proponować (…)” – nie demonizujmy tak tego. Bo mi na przykład o to chodzi, że tak bardzo potępiasz to oraz ja widzę w tym potępianie, hm „luźniejszych” rodziców. Co od razu odbieram jako potępianie mojej Mamy, a na to nie dam zgody. Piszę na w pół żartobliwie oczywiście 🙂 Ale jednak trochę serio.
      Pół lampki wina do obiadu dwa razy w roku nie zrobiło z mojego mózgu sitka. Większą trucizną była kawa u mnie i cukier.

      A tak nie na temat – między innymi tak bardzo Cię chyba my-czytelnicy cenimy, że jesteś taka otwarta na dyskusje z czytelnikami i to jest po prostu wspaniałe. Poza tym Twoje teksty mają skłaniać nas do myślenia, a nie tępego zgadzania się, a wywołujesz własnie zastanowienie się nad sobą i światem. To jest najlepsze u Ciebie! („problem” córki z Iphonem omówiłam z Mamą, Tatą i chłopakiem na przykład :D).

    • S.

      Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest. Wszystko zależy od dawki. A badania jak badania. Zależy kto je sponsorował. Bzdurą jest, że jak nastolatek (15-18) lat wypije szklankę piwa czy lampkę wina to od razu IQ spadnie mu o 50%. Jakby pił taką szklankę codziennie przez 3 lata to mogło by to wyrządzić szkody. Ale nawet jakby wypił jedno piwo w miesiącu to krzywda mu się nie stanie. Zadaniem rodzica jest przygotowanie dziecka do samodzielnego dorosłego życia i samodzielnego myślenia a alkohol w dorosłym życiu jest obecny. Trzeba tylko się z nim umiejętnie posługiwać.

      Co do trucizn to o wiele większą trucizną jest brak akceptacji samego siebie. To jest jednym z głównych problemów popadania w nałogi. Co do substancji to o wiele bardziej niebezpieczny uważam jest cukier i kawa o których się nie mówi a na potęgę rodzice kupują dzieciakom słodycze.
      PS. A tak od czapy ciekawostka. Trujące są też konwalie. Trzymając w wazonie konwalie narażasz domowników na śmierć. Wypita woda z wazonu po konwaliach może powodować śmiertelne zatrucie. Słyszałem o przypadku 4 latki która się takiej wody napiła i zmarła.

      • S, super napisane: „Co do trucizn to o wiele większą trucizną jest brak akceptacji samego siebie. To jest jednym z głównych problemów popadania w nałogi.”

    • ” Czy zapalilibyście z 16-letnim dzieckiem dżointa? Spróbowalibyście
      tabletkę extasy? Ani jedno ani drugie nie jest ani zakazane ani bardziej
      niebezpieczne niż alkohol.” – są zakazane przecież. Generalnie z prawem polskim jest taki problem, że np. spożywanie alkoholu do lat 18 jest zakazane przez prawo, ale w przypadku fajek tylko sprzedaż jest zakazana (czy to się zmieniło? Ktoś się może orientuje?). Dawanie fakt, podpada pod demoralizację młodzieży, ale Nishko, czy naprawdę na dzień przed 18 urodzinami nie dałabyś dziecku lampki wina? Myślę, że tutaj większość komentujących apeluje o rozsądek, ponieważ te osoby wiedzą, jak same robiły i trochę hipokryzją byłoby zaczynać pić w wieku 15 lat, a dziecku zabraniać pić lampki wina w wieku 17. Plus w wieku 18 lat mózg też się rozwija. Nie ma tak, że ktoś kończy 18 i bam, mózg przestaje się rozwijać, tak samo jak nasze ciało też tego nie ogarnia i też rośniemy do mniej więcej któregośtam roku życia. Kluczowe jest tu mniej więcej. Myślę też, że to po prostu zależy od dojrzałości naszego dziecka i również rodziców. Czym innym jest zaproponowanie kieliszka szampana z jakiejś ważnej okazji czy sylwestra dziecku, które ma 17 lat, a czym innym jest dolewanie czternastolatkowi piwa do szklanki co kilka dni.

      Prawda jest taka, że owoc zakazany kusi i jeżeli ktoś wytłumaczy młodzieży co i jak, to dziecko same nie będzie chciało. Z kolei wiem, że przykład płynie z góry i tłumaczenie dziecku, że alkohol szkodzi na mózg, a potem picie wina powoduje, że nastolatek gdzieś ma takie tłumaczenie 😉 No trudny problem poruszyłaś, rozumiem twój punkt widzenia jak najbardziej, jednak wiem po sobie, że to nie jest tak łatwo i strasznie łatwo jest popełnić błędy, mimo że chce się dobrze. Co nastolatek i rodzic, to inna reakcja i inny sposób. Przecież dorośli trzymają alkohol w domu, nastolatek w każdej chwili może spróbować wina czy podebrać puszkę piwa. Bo co z oczu to z serca, a jak się przy tym wkurzy rodzica to w ogóle jest bajka. Tutaj trzeba być konsekwentnym zawsze na wielu płaszczyznach, pytanie tylko czy to w ogóle jest możliwe?

    • Z tabletkami extasy czy jointami jest trochę inaczej, bo szczerze nie spotkałam się z przypadkiem, żeby rodzice moich znajomych zażywali takie substancje. Natomiast alkohol i papierosy są w powszechnym użyciu, a dorośli pokazują dzieciom, że wcale nie są „ble” tylko piją ze smakiem albo się zaciągają z lubością.

      To nie internet czy telewizja promuje postawę, że „alkohol to nasz przyjaciel, a papierosy są mniami” tylko my sami. Zauważyłam, że w moim gronie paliły głównie te osoby, których rodzice byli palaczami ORAZ zakazywali im palenia (włącznie ze mną). Znajomi, którzy nie mieli zakazów, albo rodzice nie palili albo nie sięgali po papierosa, albo szybko rzucali. Oczywiście nie zawsze, ale generalnie tak. Jako małe dziewczynki chcemy być jak mama czy tata – zakładamy buty na obcasach, krawaty itd. Z wiekiem nastoletnim to się nie zmienia.

      Co do całościowego ujęcia problemu. Nie zachwalałabym i nie podsuwała dziecku alkoholu, ale też nie demonizowałabym i nie mówiła, że do 18 roku życia nie wolno ci ani kropli (zwłaszcza w sytuacji kiedy sama sobie lubię usiąść z zimnym piwem na plaży albo z winem wieczorem na balkonie – po prostu wyszłabym na hipokrytkę). Mówiłabym o szkodliwości – że dopóki się dojrzewa to alkohol szkodzi i liczyła na odpowiedzialność. Zgadzam się z pozostałymi komentującymi, że dzięki temu, że nikt u mnie w domu nie podchodził do tego jakoś bardzo restrykcyjnie to nie pakowałam się w niebezpieczne sytuacje: nikt mnie nie molesował w barze (jak moją koleżankę, której rodzice byli do bólu wierzący, więc przesadzała ile mogła poza domem), nie szlajałam się po mieście i nie pchałam do domu obcych ludzi (bo oficjalnie jestem na nocowaniu u koleżanki) itd.

  • Atta

    Kiedy byłam młoda rodzice pozwalali „zrobić łyka pianki z piwa”. Oczywiście zdarzało się to może raz na rok, ale uważali, że lepiej żeby odbyła się to w kontrolowanych warunkach. Uważali, że jeśli dziecko chce tylko zobaczyć jak coś smakuje (czyli taki maleńki łyk), to pozwolą skosztować wina. Nigdy wódka i inne mocniejsze alkohole. Zazwyczaj spróbowało się czegoś raz i może przy innej okazji jeszcze raz, ale to wszystko – wraz z bratem byliśmy w takim wieku, że mówiliśmy „fuj” i wracaliśmy do soków.

    Rodzice robili pogadanki na temat szkodliwości alkoholu i innych używek w taki sposób, w jaki robi to Nishka – komentowali wydarzenia zasłyszane w radiu itp. Szczerze mówiąc jedyny raz, kiedy powiedzieli „do osiemnastki ja za ciebie odpowiadam i nie pozwalam” był wtedy, kiedy powiedziałąm, że chcę być wegetarianką. Postanowiłam przeczekać kilka miesięcy dla świętego spokoju, po osiemnastce nie mogli mi narzucić własnej woli.

    W gimnazjum miałam koleżanki, które bardzo dobrze się uczyły, a przy okazji lubiły imprezować i palić dla szpanu. Pamiętam, że w tamtym czasie w gazecie „Filipinka” pojawił się artykuł o ruchu straight edge i bardzo mi się spodobała wizja takiego „czystego” życia. Znajomi tego nie rozumieli, czasem nawet wyśmiewali, ale nie brałam tego do serca, bo ja miałam swoje „nie pij, nie pal, nie ćpaj”. Pierwszy raz napiłam się alkoholu na osiemnastce mojego brata (miałam 22 lata), nigdy w życiu nie byłam pijana, innych używek nie próbowałam. Mam 26 lat i dalej nie wiem jak to jest „być na bani” 😛 Bliżej mi do straight edge, niż do „żyje się raz, trzeba próbować wszystkiego”.

    Mój brat chodził na koncerty metalowe, miał bardzo pijące towarzystwo. Pić alkohol zaczął dopiero po osiemnastce, ale nie dlatego, że rodzice mu wcześniej zabraniali, tylko dlatego, że uważał, że do tego trzeba być dorosłym, a do dorosłości potrzebny jest dowód osobisty – wtedy może legalnie kupić piwo. Moja postawa też mu imponowała.

    W naszym przypadku zadziałały odpowiednie wzorce, które sami sobie znaleźlismy, a nie zasady lub ich brak.

  • Agnieszka S.

    Przejrzałam w miarę komentarze i chyba napiszę coś jeszcze trochę z innej perspektywy, niż przeciwniczki i zwolenniczki punktu widzenia Nishki. Jestem DDA, w moim rodzinnym domu alko był i nadal jest zarówno codziennością, jak i tematem tabu. Kiedy każdego wieczora widzisz swojego pijanego tatę i zdenerwowaną mamę, wiesz, że na sto procent nie chcesz być taka jak oni. A skoro alkohol generuje problem – nie pijesz, proste. Zresztą wisi nad tobą taki rodzinny wyrzut sumienia, że nie możesz jeszcze ty zawodzić mamy, że poczucie własnej godności i takie tam. Na swoje pierwsze piwo czekałam do 18. Mój brat nie pije prawie w ogóle. Dopiero po dobrych kilku latach od wyprowadzki z domu odważyłam się na takie picie bez samokontroli, jakie moje rówieśnicy przechodzili w wieku 15., 16. lat, na zapalenie fajki czy skręta. I wiecie, niby jesteś tym dobrym grzecznym dzieckiem, a tak naprawdę jesteś zryty oczekiwaniami rodziców. I każde upicie się przypomina tylko o strachu, że mogę stać się alkoholikiem, mimo, że większość swoich sił witalnych wkładam w to, żeby być innym niż oni, zdrowym człowiekiem.
    Podsumowując już w temacie stosunku rodziców do nastolatków i alkoholu – najzdrowszą sytuacją jest jasna reguła zakazu, a nastolatek już sobie sam oceni, czy chce ją złamać i ponieść konsekwencje, czy jednak postąpi zgodnie z prawem i poczeka. Ale mniej więcej znam statystyki i wątpie, że w polskich rodzinach, w dużej mierze zmagających z jakimś alkoholowym problemem, wszystko jest takie różowe i cukierkowe. Gdybym znowu była nastolatkiem – wolałabym, żeby od alkoholu powstrzymywała mnie troska rodziców, wyrażona w jasnych regułach, a nie niemy wyrzut sumienia. Pewnie bym wtedy nie była taka święta i spięta, i spróbowałabym czegoś w liceum. I pewnie byłabym teraz zdrowsza i spokojniejsza. Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Grzeczne dziecko, które wówczas nie piło, po latach trochę żałuje, że nie umie do tego podejść na luzie.

    • Agnieszko, dziękuję za podzielenie się swoją historią i przemyśleniami.

  • S.

    Mi rodzice mi niczego nie zabraniali. Sami wiele razy mnie częstowali. Ale nigdy nie widziałem ich pijanych. Nigdy nie pili więcej niż jedno piwo na wieczór. Obecnie nie pije alkoholu prawie wcale. W ciągu całego zeszłego roku wypiłem może z 2-3 piwa. Jak ktoś mi proponuje piwo to zawsze mówię, że nie piję. Wódkę to mogę użyć co najwyżej do dezynfekcji rany a wino mi nie smakuje (albo paskudnie słodkie albo cierpkie tak, że wykręca mordę nie wiem co ludzie w tym widzą).
    Problemem nie jest alkohol a świadomość dziecka/nastolatka. Jeżeli nasze dziecko jest świadome czym jest alkohol i jak działa na organizm oraz przede wszystkim nie ma problemu z poczuciem własnej wartości to nie będzie czuło potrzeby szukania akceptacji wśród grupy poprzez zażywanie używek.

    Poza tym nastolatki naśladują dorosłych. Jak rodzice nie potrafią żyć bez alkoholu to bardzo prawdopodobne, że dzieci pójdą w ich ślady.

  • S.

    A tak poza dyskusją to fajne zdjęcie wrzuciłaś 😀

  • Hmmm… Z jednej strony zgadzam się z tym, co piszesz, ale z drugiej pamiętam wciąż jak to ze mną było. O tym, jak nie dostałam odrobiny piwa, chociaż pamiętałam, że kuzyna w tym wieku dostawała. Chociaż u mnie był też ten problem, że rodzice tak bardzo chcieli uchronić mnie przed alkoholem i innymi używkami, że prawie nigdzie mnie nie wypuszczali. Więc jak już się wyrwałam, często kłamiąc, że idę tylko do koleżanki na noc, potrafiłam przesadzić. Tym bardziej, że wiedziałam, że może nie być następnej okazji. Potem zaczęłam też palić. Jasne, bywałam przyłapana, bywały awantury. I chociaż rodzice nigdy mnie nie obrażali, chociaż było mi autentycznie przykro, to te sytuacje powtarzały się. Z jednej strony rodzice chcieli, żebym była dojrzała, z drugiej traktowali mnie tak, jakbym miała zostać alkoholikiem po wypiciu jednego piwa. Myślę, że gdyby byli bardziej otwarci, dali mi szansę oswojenia się z używkami i samodzielnego wypracowania mojej na ten temat opinii, mogłoby być inaczej.
    Nie twierdzę, że nie masz racji. Myślę, że to może być dobry sposób na niektóre dzieci, np Twoje 🙂 Ale nie dla wszystkich. Każdy jest inny. Jeśli nastolatka się buntuje, to taka rozmowa może nie pomóc. Ona to wie, rozumie, ale hormony i upór i tak doprowadzą do tego, że zrobi po swojemu.

  • Anna Bączkiewicz

    Wyraźnego zakazu od rodziców nigdy nie miałam, rozmów na ten temat żadnych, nawet gdy mnie przyłapano w wieku 16 lat na byciu pod wpływem (od razu wtedy wytrzeźwiałam) i nigdy nie zdarzyło mi się być w złym stanie po alkoholu, zawsze piłam i piję tyle, żeby się rozluźnić i mieć dobry humor, np 1 piwo czy lampka wina. Z papierosami natomiast jest u nas tak, że ja i siostra nigdy nie tknęłyśmy papierosa a nasi dwaj bracia palą, więc to raczej nie jest kwestia wychowania tylko naszych własnych upodobań lub może też genów.

  • Pingback: Trzymaj pion i poziom, gdy pijesz alkohol - Nishka()

  • Kamila

    W moim domu najpierw dziadkowie, a później i moja mama wyszli z prostego założenia – „lepiej żebyś spróbowała w domu i wiedziała jak alkohol działa, niż żeby Ci jakiś łobuz alkoholem zaimponował, upił i skrzywdził” I przez to że mogłam pić przy uroczystościach wino do obiadu nie byłam nim w ogóle zainteresowana. Zostałam nauczona picia dobrego wina dla smaku, w kieliszku, a nie chlania czegokolwiek dla upicia się i dla buntu za garażem.

  • Pingback: Wyobraź sobie, że Twoje dziecko wraca do domu pijane - co robisz? - Nishka()

  • Kot Ali

    Ja tez sie nie zgadzam.

    Pierwszy raz alkoholu dano mi sie napic jak mialam 5 (!!!) lat. Zapytalam tatę czy mogę, a on stwierdzil, ze jasne, ale to niedobre. Sprobowalam, zwymiotowalam i nie bralam do ust wodki az do studiow – a i do dzisiaj mi wyjatkowo nie smakuje.

    W liceum na imprezy dostawalam alkohol od rodzicow. Ojciec wychodzil z zalozenia, ze lepiej, zebym wypila 2 dobrej jakosci piwa niz karton jabola, bo przeciez na kazdej imprezie i tak alkohol będzie. Moglam sobie wybrac które chcę, przyzwyczailam sie do tych ciemnych i slodkawych, w efekcie zwykłe lagery mi nie smakowały – i do dzisiaj mi nie smakują. Pamiętam, że tylko raz upiłam się tak, że wymiotowałam – przeczekałam ten moment na podwórku, czekając, żeby rodzice nie zobaczyli i potem już wiedziałam gdzie się zatrzymać. Takie doświadczenia też są potrzebne.

    Z kolei na papierosy moi rodzice po prostu przymykali oko. Wiadomo było, ze są złe i nie wolno, ale… nie wierzę, że nie czuli tego zapachu. Paliłam towarzysko, placąc z papierosy z kieszonkowego, toteż zwykle na nich oszczędzałam. W pewnym momencie odkryłam, ze po papierosach kręci mi się w głowie i było to na tyle nieprzyjemne, że przestałam.

    W stosunku do mojej siostry zasady były podobne – i efekt również. Pije niewiele, palić chyba nigdy nie paliła.

    Natomiast większość moich znajomych padała ofiarą zakazów. Konczylo sie to strasznymi libacjami, wydawaniem calego kieszonkowego na alkohol i papierosy, klamaniem i wymiotowaniem poza domem, ze strachu przed tym, co będzie jak wrócą.

  • Vader Wa

    Szczerze… Nie powiedziałbym że nastolatek którego rodzice nie ingerują w jego styl życia jest nie szczęśliwy… A już na pewno nie że czuję się zaniedbany! Fakt, można się spotkać z tym że dziecko swojemu rodzicowi wprost pokazuje że jest zaniedbywany i wtedy piję… Ale to kwestia tego że czuję że jakieś uzależnienie, na pewno bardziej przykuło by uwagę rodzica, niż „Mamo! Czuję się zaniedbany!”, bo taki tekst najczęściej spotyka się z ripostą „W dupie od dobrobytu ci się po przewracało! Do nauki wracaj!”… Takie coś ma zwykle wiele głębsze podłoże, np. dziecko chce żeby rodzice oderwali się od bzdury którą uznają za istotniejszą od dziecka… Jednak jeśli ktoś nie ma jakiegoś wielkiego problemu natury filozoficznej, tylko lubi raz na jakiś czas wypić z kumplami, to rodzic który się tego czepia, jest ostatnią rzeczą której mógłby chcieć… A taki nastolatek jest samoswiadomym stworzeniem, więc umie sobie sam wyznaczyć granicę, a narzucanie komuś granicy… Mało co tak błyskawicznie jest odbierane za atak, jak to…

  • Anna Neko

    Ja po czesci sie zgadzam, a po czesci nie.
    Przede wszystkim udawanie, ze samemu nie robilo sie glupich rzeczy oslabia wiarygodnosc rodzica. ,,Sam pil, a mi nie pozwala?! Juz ja mu pokaze! Sam sobie pouzywal, ale nie chce, zebym ja mial/a cos z zycia!” – tak sobie mysli nastolatek. Moim zdaniem lepsze od umoralniajacych wtracen od czasu do czasu moze okazac sie wytlumaczenie dziecku, ze samemu robilo sie bledy i dlatego nie chce sie, zeby dziecko tez je popelnialo, BO SIE ICH ZALUJE! To ostatnie jest najwazniejsze! Umoralniajace wtracania w stylu ,,Patrzcie, jak zalosny malolat! Pijany wloczy sie po ulicy. Co wyrosnie z takiego nieudacznika?” moga dac dziecku poczucie, ze gardzi sie osobami probujacymi alkoholu. Wtedy, kiedy dziecko samo go sprobuje, nie przyzna sie, bo bedzie sie balo negatywnej oceny. Po prostu zacznie miec tajemnice.
    Tak samo pytania typu: ,,Jestem rozczarowana, bo obiecałaś mi, że nie będziesz już piła alkoholu i złamałaś obietnicę. Co mam z tym zrobić? Jak sądzisz, co proponujesz?” moim zdaniem sa atakiem. Stawiaja rodzica w opozycji. Wcale nie otwieraja na rozmowe, tylko ponizaja. Gdybym ja uslyszala podobne rzeczy – a nastolatka bylam jeszcze kilka lat temu – czekalabym tylko, zestresowana, kiedy ten atak sie skonczy. A domyslam sie, ze brak odpowiedzi zdaniem autorki powinien skutkowac ponownym pytaniem ,,No odpowiedz mi! Ciekawa jestem co masz do powiedzenia!”. Dziecko wie, ze to klamstwo i ze rodzic w ten sposob z niego szydzi. Jesli ktos mowiac takie slowa jest zdenerwowany, to kazdy domyslilby sie, ze wcale zdanie dziecka go nie ciekawi.