W naszym domu znajduje się aktualnie 6 telefonów komórkowych: dwa oldskulowe eriksony wielkości cegły, jeden odrapany sony, dwie (pół)nokie, jeden samsung-ung-ung. Eriksony nie działają od dawna (właściwie czy kiedykolwiek działały?). Samsung, poproszę o inny zestaw pytań. Sony umarł z wyczerpania.
(uwaga, wiersz)
PO JEGO ODEJŚCIU
Po jego odejściu
otrzymałam od Orange nokię, którą kilka tygodni później
ukradła mi niepozorna baba, babsztyl, ohyda, gadzina
w windzie
kiedy to, jadąc na czwarte piętro z wizytą do babci,
przerażona
bo świadoma, że windowa fotokomórka działa niesprawnie
a ja z wielkim wózkiem wypełnionym niemowlęciem
oraz pałętającą się kilkulatką, którą mi zaraz przetną drzwi tej niesprawnej windy
jechałam
i nie czułam z tego strachu,że
Miłapani, która mi upierdliwie chciała wózek pomagać przestawiać,
rękę mi do kieszeni wkłada, telefon wyjmując.
A były w nim zdjęcia mojej jednodniowej córki, których nigdzie indziej nie mam!
I’ll kill you, bitch!
Cóż, życie toczyło się dalej, a życie to telefonowanie. Mieliśmy jeszcze jedną nokię. Niestety miesiąc później spadła mi z drugiego piętra kiedy trzepałam obrus. Mąż miał wtedy telefon na kartę ale zdecydował się podpisać umowę na abonament, dzięki czemu mógł otrzymać telefon w prezencie.
on: (po powrocie z salonu, wściekły): Nie chcieli ze mną podpisać umowy!
ja: (zaskoczona) No coś ty?
on: Poważnie! Mówią że za krótko umowa o pracę, że nie na czas nieokreślony więc nie dadzą.
ja: Ale numer… i tak bez słowa wyszedłeś?
on: (coraz bardziej wściekły) O nie! Mówię do nich, a właściwie krzyczę na cały salon, że JUŻ TU WIĘCEJ NIE WRÓCĘ!!
ja: (przerażona) Nie. Powiedz, że nie.
on: A właśnie, że tak! A on, ten idiota, że ŻADNA STRATA! Wyobrażasz to sobie?
Oczyma wyobraźni widzę już mojego męża i konsultanta Orange bijących się. Przykładam dłoń do swojej twarzy.
Słowem, facepalm.
on: Hahaha! Ale się nabrałaś, żartowałem! Popatrz, jaki mam zajebisty telefonik!
I wyciągnął Nokię 1209.
Bo to 2007 rok był 🙂