Mamo, tato, nic się nie stało, wybaczyłam Wam

fot. Mały Kadr

Macie takie piosenki, które rozwalają Wasze emocje na łopatki?


Na mnie ostatnio tak zadziałała piosenka Natalii Przybysz „Dzieci malarzy”. W tej piosence: w jej tekście i melodii jest coś, co mnie do cna porusza. Nie powstał (jeszcze?) do niej teledysk, mogę więc zaprosić Was albo do nowej płyty albo do wysłuchania piosenki na przykład TUTAJ.

To piosenka o dziecku malarzy, które musi być dzielne, bo żyje poza obrazem, w szarym pejzażu.

Biegł zanosząc się łkaniem
Uszy bolały go z zimna
Biegł boso w piżamie
Zając ścigany przez wilka
Jesteśmy dziećmi, które chcą na ręce
Jesteśmy dzielni, wciąż prowadzi nas sen.

Nie wiem, co tym utworem chciała przekazać Natalia Przybysz, powiem Wam, jak oddziałał na Natalię Tur i jakie przemyślenia w niej uruchomił.

Każdy z nas ma o coś do rodziców żal. Albo miał, ale już to przepracował i im wybaczył. Albo ma, ale jeszcze nie wie, że ma. Albo ma, ale udaje przed samym sobą, że nie ma. Albo wywołuje to w nim takie wyrzuty sumienia, że próbuje ów żal stłamsić.

Mamy na przykład do rodziców żal, że nie mieli dla nas czasu, tak jakbyśmy na liście ich spraw zajmowali ostatnie miejsce.
Albo że ciągle stawiali nas w centrum uwagi, bezwstydnie komplementując i teraz ciężko nam z tego podium zejść, a świat wciąż bezczelnie nie chce poznać się na naszej świetności.
Albo że wiecznym narzekaniem osłabiali naszą pewność siebie, hodując w nas wewnętrznego krytyka, któremu dziś wciąż ciągle coś się w nas nie podoba.
Albo że zbyt długo traktowali nas jak bezradne dziecko i we wszystkim nas wyręczali przedstawiając świat jako wrogi i teraz boimy się zmian i wziąć życie w swoje ręce.
Albo że zbyt szybko wzięli nas za dorosłych i zrzucili na nasze karby rzeczy nie do udźwignięcia.
Albo że nie wzięli swoich żyć we własne ręce i nie zadbali o siebie wystarczająco i mimo że byliśmy dziećmi, czuliśmy się za nich odpowiedzialni, niczym ich rodzice.
Albo że nie mówili nam, że nas kochają i nie przytulali nas.
Albo że byli dla nas zbyt surowi, podczas gdy potrzebowaliśmy choć trochę wolności.
Albo że byli dla nas zbyt łagodni, podczas gdy potrzebowaliśmy choć trochę dyscypliny.
Albo że było ich w naszym dzieciństwie i młodości za dużo, że zbyt opletli nas swoimi więzami.
Albo że było ich w naszym dzieciństwie i młodości za mało, że nie byliśmy w stanie zbudować z nimi więzi.
Mamy żal o nadopiekuńczość.
Mamy żal o niedostępność.
Mamy żal o łagodność i pobłażliwość.
Mamy żal o ostrość i dyscyplinę.
Mamy żal, że nie byli z nami wtedy, kiedy mieli być.
Mamy żal, że zawsze byli, zapominając o sobie i teraz ciąży na nas brzemię ich poświęcenia.
Albo że wtedy, na biwaku, tuż po tym jak rozłożyliście z bratem namiot, pochwalili tylko jego, o tobie zapominając.
Albo że wymagali od ciebie więcej niż od twojej siostry i bolała cię ta niesprawiedliwość.
Albo że wtedy nie przyszli na przedszkolne wystąpienie, podczas gdy czekałaś na nich do ostatniej chwili.

Żal do rodziców jest chyba nieodłączną częścią każdego dziecka, często również dorosłego dziecka. Nie zdarzył się jeszcze rodzic, który w pełni zaspokoił wszystkie potrzeby dziecka. Nie żebym próbowała teraz usankcjonować bycie byle jakim rodzicem, wiem jedynie, że nawet ci, którzy ze wszystkich sił starają się, by nie popełnić błędów, kiedyś poczują pieczenie i swędzenie w lewym uchu. To ich dziecko będzie obgadywać je z psychoterapeutą. 😀

Żal do rodzica przepracowany na terapii lub szczerze przegadany z rodzicem zwykle mija. Czasem trwa w człowieku latami, by w pewnym momencie zniknąć. Czasem nie znika, nawet gdy rodzic już nie żyje. Jestem zwolenniczką, zarówno w relacji  rodzicielskiej, jak i małżeńskiej, mówienia o żalach wprost. Najlepiej językiem uczuć, a nie oskarżeń. Bo napięcia między ludźmi biorą się zwykle z niewypowiedzianego wprost żalu. Gdy nie da się powiedzieć wprost o tym, co nas boli, denerwuje, smuci, straszy, szukamy tematów zastępczych i przyczepiamy się do bliskich o dziwne, często banalne sprawy.

Kluczem jest, by w pewnym momencie – dla swojego świętego spokoju – umieć rodzicom wybaczyć. I do tego też zmierza w piosence Natalia Przybysz. (Przynajmniej tak mi się wydaje, ale nie mam przecież pewności, co Autorka miała na myśli). 🙂

Mamo, mamo
Nic się nie stało
Tato, tato
Tęskniłam za wami latami.

(ten fragment bez muzyki brzmi być może banalnie, ale z muzyką ma moc!)

Człowiek Który Nie Umie Wybaczyć, wciąż jest miotany silnymi uczuciami żalu, złości, strachu, a bywa, że chęci zemsty, tak przez nie opanowany, że ciężko mu w spokoju ducha funkcjonować. Zdarza się, że ciężko jest rodzicom wybaczyć, zwłaszcza, gdy nie wie się do końca, o co tak naprawdę ma się do nich żal. 🙂 W takiej sytuacji wskazana jest terapia, dzięki której dowiemy się, co nam w duszy gra. Problemy w pracy, związku, szkole, małżeńskie, z ludźmi i inne mają zwykle swoją genezę z naszej relacji z rodzicami. I nasze dzieci też kiedyś będą borykać się z problemami, które im, zwykle nieświadomie, jako rodzice zgotujemy. Ot taka sprawiedliwość dziejów! 😉

Ja swoim rodzicom wybaczyłam. I mam nadzieję, że moje dzieci kiedyś wybaczą mi.

 

Komentarze:

  • Pięknie napisałaś i poruszyłaś temat, o którym się mało mówi, a jest bardzo ważny, bo tak jak napisałaś, każdy z nas ma o coś żal do rodziców. Fajne zdjęcia 🙂

    • aaaaanaaa

      Nie bardzo rozumiem, czemu stwierdzacie, że każdy ma żal do rodziców?

      • Jeszcze sie spotkałam osoby, która nie miałaby o coś żalu do rodzica. Nawet mój 12 letni syn już ma do mnie żal, że więcej zajmowałam się córką, która ma zespół Downa.

        • aaaaanaaa

          Znasz wszystkich ludzi na świecie? 🙂 nie można na podstawie własnych doświadczeń wygłaszać stwierdzeń, które dotyczą ogółu.
          Nie mam do rodziców żalu 🙂

          • To bardzo dobrze, że nie masz :-). W tej sytuacji masz rację, że się rozpędziłam pisząc wszyscy :-). Pozdrawiam serdecznie

  • Joanna Krzak

    Poruszyłaś tak ekstremalnie rozległy i złożony w sumie temat, że nie wiem co napisać 🙂 .

  • Niebpotrafię odnaleźć się w żadnym punkcie, jestem w takim momencie życia że nia ma we mnie żalu a jest ogromna wdzięczność. Niemniej tekst bardzo prawdziwy i trudno się nie zgodzić, nie mogę nie napisać o zdjęciach – są piękne, uwielbiam Cię na nich, są przecudowne

  • Joanna

    Oj Nishka, Nishka, jak zwykle w dyszkę… Najgorzej nie wiedzieć o co ten żal… czy było za dużo czy za mało… i właściwie czego… Myślę, że moment, w którym przestajemy winić rodziców jest właśnie momentem dorastania…

  • Ania

    Ojejku! Niesamowite! Mam problem, wchodzę na Twojego bloga i wpis właśnie o tym:) Tzn problem trwa znacznie dłużej niż od dziś, ale dzisiaj nastąpiła istna kulminacja…… otóż chodzi o to, że mama mojego narzeczonego przez całe życie ma żal do swoich rodziców, a przez to co jakiś czas skutecznie zatruwa życie nam wszystkim. Na każdym kroku wbija szpile, wszędzie gdzie tylko może robi pod górkę. Dziś nawet problemem był odbiór paczki (paczka była opłacona) z wyraźnym zaznaczeniem, że to już ostatni raz (oboje pracujemy w terenie, nie mamy swoich biur, a pod naszym domem jego mama prowadzi sklep). No nam ręce opadają, bo wszystkie próby rozmowy i wyjaśnienia robią jeszcze gorzej, bo wtedy to już wpada w furię, co kończy się totalnym urwaniem kontaktu na jakiś czas. Najgorsze jest to, że nie wiadomo kiedy ”atak” nastąpi. Raz była taka sytuacja, że zaprosiła nas na śniadanie wielkanocne, my nie chcąc się spóźnić przyjechaliśmy nawet 20 min przed umówioną godziną, wchodzimy do domu…..a oni już po śniadaniu! Siedzieliśmy jak kołki przy stole sami…;| i takich sytuacji jest mnóstwo. Niby nas zaprasza, ale jak przyjeżdżamy to jednak nas nie chce, a czasem potrafimy siedzieć pić wino i grać w planszówki do rana. No dla mnie to jest jakiś rollercoaster, bo moi rodzice zawsze byli dość stabilni i potrafili panować nad emocjami, nawet gdy się kłóciliśmy. Ja już totalnie nie mam pojęcia co mam doradzać mojemu narzeczonemu, a bardzo mi przykro, bo widzę jak cierpi (jesteśmy razem już 10 lat, także trochę się napatrzyłam:( ). Dodam, że były już próby spotkań z psychoterapeutą i stawiła się cała rodzina….z wyjątkiem matki, bo stwierdziła, że jej to nie jest potrzebne. Na każdą kolejną próbę rozmowy o tym już się jeżyła. Może masz jakiś pomysł? Bo nam na razie zostało tylko ”doraźne obrażanie się” co po jakimś czasie skutkuje, ale wiadomo- problemu nie rozwiązuje.

    • Pat

      Zdystansować się, nie pozwalać na takie sytuacje, żyć własnym życiem. Ona się raczej nie zmieni, jedynie was wykończy. Zmiany musi zechcieć sama. Nie można jej do kogoś zmusić.

  • Właśnie utknęłam w tym żalu (dzięki, Juul) i nie mogę ruszyć dalej. Idea wylewania pretensji jest świetna, tylko mój żal do rodziców zasadza się w dużej mierze na tym, że (w moim odczuciu za ich sprawą) nie potrafię tego robić.

  • Żal do mopje mamy pojawił się we mnie, gdy sama stałam się rodzicem. Próba rozmowy z nią o tym zawsze kończyła się jej fochem i nie odzywaniem do mnie przez miesiące. Odpuściłam co oczywiście nie ułatwia wybaczenia, a rodzi dodatkowy żal.

  • Anna Julia

    Nie rozumiem trochę tego tekstu, że każdy musi mieć żal albo będzie mieć i jeszcze tego nie wie. Nie mam o nic żalu do rodziców i nie będę mieć-niby o co? mam super rodziców, 6tkę rodzeństwa i wychowali nas tak, że jestem im wdzięczna bardziej niż bardzo, nie miałam nigdy poczucia opuszczenia ani niczego w tym stylu i poświęcali nam uwagę na tyle na ile to było potrzebne dla nas samych, czułam i czuję się kochana, doceniona etc. to mi w zupełności wystarczało. Jeśli kiedyś będę mieć dzieci mam nadzieję być taka jak oni dla moich dzieci, po prostu:) Miałam i mam widocznie super szczęście nie identyfikując się tym razem z tym teksem 🙂 pozdrawiam!

  • Dot

    Jaki piękny wpis! Ja też wybaczyłam. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

  • Hania

    Hej – na blog zaglądam od ponad dwóch lat, ale jeszcze nigdy nic nie napisałam. Ze sporą częścią się zgadzam i utwierdzają mnie w moich przekonaniach, ale było kilka, które mnie się nie spodobały. Ten tekst może i jest ważny, potrzebny, ale poruszone są problemy dość powszechne. Myślę, że każdy chociaż z jednym z nich się zetknął i być może cierpiał, a dziś może tego nie pamiętać lub po prostu zauważył inne potrzeby. Jasne, jest też sporo takich, którzy to trzymają w sobie bardzo długo i nie są w stanie wybaczyć i w tym miejscu się zgadzam – powinno zostać to wybaczone, bo nikt nie jest idealny i każdy popełnia błędy, ale siedzi we mnie pytanie: co z rodzicami, którzy swoje dzieci wykorzystywali, czy stosowali na nich przemoc – zarówno fizyczną, jak i psychiczną? Uważam, że to coś więcej niż zwykłe niezauważanie, czy rywalizacja między rodzeństwem. Czy takiemu rodzicowi też należy wybaczyć, kiedy on się w ogóle nie zmienił? Czy należy się pogodzić i żyć w strachu, bo nie wiadomo, czy znów nie wydarzy się krzywda?
    Taka mnie naszła refleksja.. Pozdrawiam!

  • Poczułam jeszcze większą odpowiedzialność…