Mamo, mój terminarz pęka w szwach! Zlituj się nade mną i oddaj mi mój wolny czas

Alice+in+Wonderland

fot. Stephanie Jager

Dziwi mnie współczesny trend eksploatowania dzieci pod kątem rozwoju intelektualnego. Mam wrażenie, że wielu rodziców wpadło w obsesję:
– Dzieciństwo ostatnią szansą na zdobycie talentów i stworzenie z naszego potomka geniusza, musimy działać szybko! Wyślijmy go na jak największą ilość zajęć dodatkowych!

Jedna z moich ulubionych koleżanek: Arlena Witt opowiadała mi, jak to, jako dziewczynka, marzyła o nabyciu dwóch umiejętności: posługiwania się językiem angielskim oraz gry na pianinie.

– Albo angielski albo pianino – postawili ją przed wyborem rodzice.

Sama już nie pamięta, czy to ona wybrała angielski czy to tato zdecydował.

– Z angielskiego prędzej wyżyjesz niż z muzyki – być może tak właśnie powiedział.

I miał rację. Bo kanału Po cudzemu nie muszę Wam przedstawiać, prawda? Kto nie zna, niech się lepiej nie przyznaje i szybko to nadrabia. 🙂

A co z marzeniem Arleny o grze na instrumencie?

Zrealizowała je, będąc dorosłą! Teraz, jako trzydziestolatka pobiera lekcje gry na pianinie, gra coraz lepiej i sprawia jej to dużo frajdy. Nigdy nie jest za późno na realizację swoich marzeń, pasji, pielęgnowanie talentów i doskonalenie się.

Najlepszy start w wyścigu zwanym życie

Mam przeczucie, że program „500 zł na dziecko” przyczyni się do tego, że wielu rodziców, zyskawszy nowe środki finansowe, zacznie masowo posyłać dzieci na dodatkowe zajęcia. Dotychczas gnębieni wyrzutami sumienia, wreszcie będą mogli zadbać o rozwój swojego dziecka. Wreszcie będą mogli zapisać je na trzy dodatkowe języki obce, naukę gry na instrumencie, tańce, sztuki walki, zajęcia plastyczne i muzyczne. Wreszcie będą mogli zapewnić mu w życiu naj-lep-szy start. Start w wyścigu zwanym życie. Pomóc mu zdobyć wystarczająco dużo punktów w kategorii „talenty” i „umiejętności”.

Drodzy rodzice, apeluję: róbcie to z głową. Tak, by głowa Waszych dzieci nie została przeładowana i przebodźcowana.

Jak dziecko, które codziennie nie ma ani chwili wolnego czasu może zostać „geniuszem? Jak w takich warunkach ma się rozwijać? Dajmy dzieciom szansę na bujanie w obłokach, beztroskę, nudę. Dajmy szansę na zregenerowanie się tych małych, choć bez wątpienia wielkich, umysłów.

Dajmy dzieciom wolny czas zamiast dodatkowych zajęć

Dzieciństwo powinno być jak najdłużej czasem beztroski i wolności. Nie bądźmy taksówkarzami naszych dziecka wożących je od jednych zajęć do drugich. Wyleczmy się z obsesji ciągłego rozwoju i doskonalenia naszych dzieci. Wystarczy, że stworzymy mu dobre warunki do rozwoju: zapewnimy zdrowe jedzenie, wystarczającą ilość snu, ruch na na świeżym powietrzu i rozbudzimy sympatię do książek. Pisałam o tym w tekście 5 wskazówek, jak wychować inteligentne dziecko.

Moje dzieci nigdy nie uczęszczały na zajęcia dodatkowe. Aktualnie starsza córka chodzi na dodatkowe zajęcia języka angielskiego, bo wiadomo: bez angielskiego ani rusz. Młodszą też na to namawiam, ale na razie nie chce, bo przez kilka miesięcy dwa razy w tygodniu chodziła na lekcje i narzekała:

– Nie mam przez to w ogóle wolnego czasu!

To przestała chodzić (ale czasem ogląda z nami filmy i bajki z angielskimi napisami).

Za to od kilku tygodni błaga nas, żebyśmy zapisali ją na konie. Wynaleźliśmy ciekawą stadninę, w samym środku lasu. Kto wie, może to dobry pomysł, żeby raz w tygodniu ją tam wozić?

Obie mają duży talent plastyczny. Starsza córka na razie na malowanie i rysowanie obraziła się i od dwóch lat nie bierze do ręki przyborów plastycznych. Cóż, szkoda, ale nic na siłę. Młodsza córka na szczęście rysuje. Czy uczęszcza na dodatkowe zajęcia plastyczne doskonalące jej warsztat? Nie. Za to chętnie chodzi na szkolne kółko plastyczne, tak jak i na matematyczne.

Szkoła i przedszkole niczym praca

Bo nie wiem czy wiecie, ale w szkołach istnieją kółka zainteresowań. A jak nie istnieją, warto zasygnalizować na wywiadówce lub porozmawiać z dyrekcją, żeby powstały. 🙂 Kółka przyrodnicze, gimnastyczne, matematyczne, historyczne i wiele innych. Starsza córka, ucząc się kilka lat temu w tej samej szkole co młodsza (zwykła podstawówka, nie prywatna) uczęszczała np. na kółko teatralne. Teraz chyba go nie ma, pewnie dlatego, że nie było zapotrzebowania. Słowem, na jakimś zebraniu, jakaś mama nie wstała i nie zasugerowała:

– Czy byłaby możliwość, żeby zorganizować w naszej szkole kółko teatralne?

Przewaga dodatkowych zajęć organizowanych w szkole lub przedszkolu polega przede wszystkim na tym, że odbywają się podczas pracowego dnia dziecka. Pracowego? Tak, bo przebywanie w przedszkolu czy szkole jest dla dziecka tym, czym dla dorosłego praca. Dużo ludzi, hałas, zamieszanie, obowiązki, zadania, cele, regulaminy, zasady, wymagania. Słowem: męczące!

Kiedy więc ma mieć szansę na wypoczynek i regenerację? W domu, po południu. Niech więc cieszy się wtedy beztroską.

Mało zabawek i zajęć, dużo wyobraźni

Przez kilka lat, gdy moje dzieci były małe, mieliśmy ciężką sytuację finansową, w której liczył się każdy grosz. To pewnie też była przyczyna, dla której nie posyłałam córek na zajęcia dodatkowe, bo zwyczajnie nie było mnie na to stać. Dzieci miały też ograniczony repertuar zabawek, pomocy szkolnych itp. Czy to oznacza, że ucierpiał na tym ich intelekt? W żadnym wypadku. Zawsze osiągały w szkole świetnie wyniki i miały dużo swoich zainteresowań. Mając do dyspozycji niewielką ilość zabawek – oczywiście, bez przesady miały jakieś, nie sądźcie, że zupełnie nic, dobre zabawki nie są złe 🙂 – po prostu uruchamiały wyobraźnię!

Rodzic też może prowadzić „dodatkowe zajęcia”

Kto wie, może przez to, że nie mogłam oddać ich w ręce „specjalistów”, starałam się przejąć tę rolę sama? Pamiętam, jak wieczorami, w łóżku bawiłam się z kilkulatkami w słowne łamigłówki, typu: wymyślamy rymy, skojarzenia, synonimy, przeciwieństwa itd. Przeglądamy leksykony dla dzieci, czytamy razem książki. Łączyłyśmy przyjemne z pożytecznym: beztroską zabawę z gimnastyką umysłu.

Czytam teraz książkę Amosa Oza „Opowieść o miłości i mroku”, bo nie dość, że lubię tego pisarza, to chcę skonfrontować obraz Natalii Tur: czytelniczki, jaki powstał w jej głowie podczas lektury książki z obrazem Natalii Portman: reżyserki filmu będącego ekranizacją tej książki. 🙂

Amos Oz opisuje jak godzinami, jako dziecko, potrafił bawić się talią kart, dwoma pudełkami zapałek, garścią monet czy kilkoma guzikami, które mogły być wszystkim: układem słonecznym, oddziałami wojskowymi, lasami, górami, ludźmi, czymkolwiek. Sky is the limit.

Poza tym bardzo dużo czytał, już od szóstego roku życia, czyli kiedy posiadł tę umiejętność. I to moim zdaniem: wzbudzenie w dziecku zamiłowania do książek jest świetnym sposobem na „zapewnienie mu najlepszego startu”.

Co zrobić z pieniędzmi z programu „500 zł na dziecko”?

Dla mnie najlepszą inwestycją w dziecko jest inwestycja w książki oraz wspólnie spędzany z nim czas. Możemy więc, zyskawszy dodatkowe pieniądze, zacząć chodzić z nim do teatru, kina, muzeum, jeździć na wycieczki krajoznawcze, a także spędzać wspólnie czas w ruchu: o zaletach takiego sposobu spędzania czasu pisałam w tym tekście. Możemy więc ewentualnie zakupić ekwipunek do tego potrzebny: rower, rolki, deskorolkę, kask itp.

Jeżeli chodzi o mój pomysł na ulokowanie środków z tego programu to zamierzam otworzyć oddzielny rachunek bankowy i odkładać je na poczet studiów starszej, a potem młodszej córki. Bo jeżeli zechce studiować w innym mieście, a może i kraju, będzie to się wiązało z kosztami – i chcę być na to przygotowana.

Ewentualnie, jeżeli okaże się, że stracę moje aktualne źródło dochodów, będę miała pieniądze na żłobek lub nianię dla mojego trzeciego dziecka. 🙂

Czy nuda pozwoli wychować małego geniusza?

Ogłoszenie drobne: w najbliższy poniedziałek, 11 kwietnia, będę uczestniczyć w debacie organizowanej przez Uniwersytet SWPS (znany wcześniej jako Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej) na ul. Chodakowskiej w Warszawie. Będziemy rozmawiać o nudzie i wolnym czasie. Czy warto wypełniać wolny czas dziecka zajęciami dodatkowymi? Jak nie przegapić „talentu” dziecka? I jak nie doszukiwać się go na siłę? Jeżeli macie wolny czas, wpadnijcie o 17.30! Wstęp wolny. Aby wziąć udział w wykładach i warsztatach, należy wypełnić formularz zgłoszeniowy.

Pękające w szwach terminarze naszych dzieci

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem aż taką skrajną przeciwniczką tzw. dodatkowych zajęć dla dzieci. Jestem przeciwniczką fundowania dziecku MASY dodatkowych zajęć. Niech ma czas na zabawę, lenistwo i nudę. Niech robi, co chce.

Świetnie sytuację współczesnych dzieci oddaje rysunek satyryczny z New Yorkera, kiedyś już o nim wspominałam, ale z chęcią powtórzę się.

Dzieci stoją na placu zabaw i zerkają na swoje terminarze. Jedno mówi do drugiego:

– Mhm. Mogę cię wpisać na spontaniczną zabawę w następny czwartek o szesnastej.

*

Każdy z nas: i dorosły i dziecko, potrzebuje w ciągu dnia czasu na tzw. nic-nie-robienie, na reset umysłu, bujanie w obłokach, myślenie o niebieskich migdałach. To właśnie wtedy w głowie pojawiają się twórcze fantazje, olśnienia, iluminacje, potocznie zwane przeżyciem: „Ach!”.

Bo zastanówmy się: kiedy Newton odkrył i zrozumiał teorię grawitacji? Kiedy leżał sobie beztrosko pod jabłonią! 🙂

Komentarze:

  • Projekt Londyn

    Hmm, a co zrobić z dzieckiem, które wszystkim się interesuje, chce uczęszczać na wszystkie kółka zainteresowań w szkole? 😉 Bo ja mam taki przypadek w domu. I nawet jak proponuję – zrezygnuj z czegoś, żeby mieć więcej czasu wolnego, to Księciunio zaczyna wyliczać:
    -kółko informatyczne – nie, bo fajne
    -kółko przyrodnicze – nie, bo ciekawe i opiekujemy się tam szkolnymi zwierzętami
    -kółko dziennikarskie – nie, bo jest ekstra poczuć się prawdziwym reporterem
    -Drewutnia – nie, bo przecież zaraz będzie konkurs latawców i muszę swój latawiec dokończyć
    -keyboard – nie, bo lubię
    -harcerstwo – nie, bo to przygoda
    Prócz tego – ma jeszcze czas (nie wiem, jak on się nauczył robić gumę z czasu ;)) wyjść na podwórko – i w szkole i po południami, kiedy wrócimy do domu.
    Dodatkowo – te zajęcia nas nie kosztują, bo są prowadzone w szkole :). Więc 500+ będziemy chyba oszczędzać na studia, bo jak tak dalej pójdzie, to obawiam się, że jeden kierunek, to w ogóle nie będzie dla niego wyzwanie 😛

    • Ale w szkole to bardzo dobrze! Jestem jak najbardziej za dodatkowymi zajęciami prowadzonymi w szkołach i przedszkolach 🙂

    • Nie każ rezygnować, proszę Cię! Jeśli tak bardzo to lubi to niech ma wiele pasji. Byłam taka sama i cieszę się, że rodzice pozwolili mi korzystać 🙂 Niestety muszę Cię „zmartwić” – dwa kierunki studiów zaczęłam już na pierwszym roku i oba skończyłam. Nawet pracuję w kilku zawodach. Ten typ tak ma! 🙂

  • Joanna Krzak

    Szczerzę lubię twoje poglądy! Co do ciebie to trudno mi orzec, bo po prostu cię nie znam. Ale na bazie tego co piszesz na blogu mogę śmiało napisać, że bardzo jesteśmy podobne na płaszczyźnie wyrażania opinii. Chyba raz nie do końca się zgodziłam z twoim wpisem, ale szczerze powiedziawszy wymazałam ten fakt z pamięci :).
    A jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe, my z mężem trochę się nie przyznawaliśmy, że nasze dzieci nie mają zajęć dodatkowych 5 razy w tygodniu. Bo większość dzieci tak ma 🙁 . Jeśli wybrali sobie np: ścianę wspinaczkową, to była ściana, ale już nie było 7 innych rzeczy. Po prostu najzwyczajniej w świecie człowiek się męczy jak musi zasuwać od rana do wieczora, a po szkole czy przedszkolu dzieci też są zmęczone. Czasem się zastanawiam nad tym czy nie popełniam błędu , że pozwalam im decydować jakie zajęcia wybierają, bo szczególnie Wojtek często je zmienia…….ale póki co zawodowo nie szkolą się i myślę , że mają szanse jeszcze właśnie nauczyć się jak przyjdzie na nich pora, tak jak piszesz o pani Witt. I jednak fajnie jest samemu zadecydować co się lubi. Oczywiście uważam, że też trzeba uczyć ich wytrwałości a nie tak z kwiatka na kwiatek bez większego powodu, ale chcę żeby mieli wybór. Szczególnie , że ja jestem dość pomieszana pod tym względem, w podstawówce trenowałam siatkówkę, potem lata uczyłam się rysunku, jestem niedoszłym konserwatorem zabytków, z wykształcenia mgr. elektronik, pracowałam jako programistka kilka lat , a gdy pojawiła się na świcie moja trójka dzieci po prostu założyłam własną firmę i to produkującą torby ( znów trochę od czapy 😉 ) , bo jakoś musiałam jeszcze pogodzić pracę z trójką małych dzieci w domu w tym jednym chorującym dość konkretnie. Także ja bardzo jestem za zajęciami dodatkowymi, bo one rozwijają i uczą na różnych płaszczyznach, ale tak jak piszesz – z umiarem i rozsądnie.
    A z anegdot o 500plus…..bodajże wczoraj moja siostra poinformowała mnie, że w MOPS w jej miejscu zamieszkania interweniowała policja ponieważ rodzice składający wnioski żądali natychmiastowej wypłaty pieniędzy….najprawdopodobniej własnie na zajęcia dodatkowe 😉 .

  • Zofia Bogusławska

    Ja zamierzam odkładać na wakacje, na fajny obóz czy nawet dwa 🙂 Coś co zawsze dużo kosztuje i zawsze zjawia się jak wyskakujący zza rogu rowerzysta 🙂

  • Nie wniosę wiele, bo się zgadzam w 100%. Moje starsze dziecię to na razie 5 latek i nie chodzi na żadne zajęcia dodatkowe (podczas gdy dzieci znajomych w wieku przedszkolnym mają po 4 popołudnia zajęte). Ma mieć czas na zabawę, na nudę właśnie, na pobycie w domu, na placu zabaw. Jak nie teraz to kiedy? Dajmy dzieciom trochę beztroskiego dzieciństwa 😉 Jak dziecko samo zechce, to nas będzie namawiać. Ja planuję od okresu szkolnego posłać go na angielski (oby zechciał współpracować) a reszta zależy od dziecka.

  • Zgadzam się w zupełności! Dla mnie ważniejszy jest czas spędzony z dzieckiem, którego i tak mamy mało na przebywanie razem. W dzisiejszych czasach rodzice rzadko traktują hobby jako zwykłą czynność. W dobie perfekcjonizmu i wyścigu szczurów chcemy żeby nasze dzieci jak tylko ładnie narysują domek uczęszczały na zajęcia do nauczycieli ASP. Trochę też próbujemy dać dzieciom to czego sami nie mieliśmy czyli profesjonalne zajęcia.
    Jestem za tym żeby to rodzice uczyli dzieci tego w czym są dobrzy. Mój mąż hungarysta uczy 3 latkę węgierskiego i angielskiego. Nie są potrzebne nam zajęcia. A czas spędzony razem jest bezcenny.
    Sama pisałam na ten temat post z punktu widzenia matki- pedagoga. Jeżeli uznasz to za spam to edytuj i usuń;) http://www.nebule.pl/zapisac-na-zajecia-dodatkowe/
    A 500 zł najlpeiej jest odkładać na lokatę- po 18 latach (o ile polityka się nie zmieni) dziecko na start w dorosłe życie będzie miało 100 tysięcy złotych.

  • Doskonale rozumiem co miałaś na myśli, ale pozwól, że podzielę się z Tobą moim doświadczeniem. 🙂 Miałam jakieś 5 lat gdy zaczęłam wspominać o chęci nauki gry na skrzypcach. Nikt nie wie skąd mi się to wzięło i początkowo rodzice myśleli, że przejdzie. Ponad rok później stwierdzili, że nadal o tym gadam, więc zapisali mnie na prywatne lekcje, na które chodziłam może ze dwa miesiące z różnych względów losowych. W pierwszej klasie zaczęłam mówić o szkole muzycznej, więc w końcu rodzice stwierdzili, że spróbujemy, niestety rok później dość poważnie zachorowałam, więc nie było o tym mowy. Naukę w muzyku rozpoczęłam wraz z początkiem trzej klasy. Zajęć było sporo, bo szkoła muzyczna (popołudniowa) to dwa razy w tyg nauka gry, ale także dwa razy w tyg zajęcia teoretyczne. Z każdym rokiem zajęć jest więcej. Wracałam więc z „normalnej” podstawówki, jadłam obiad i jechałam do muzyka. W pewnym momencie już codziennie. Sama się dzisiaj zastanawiam jakim cudem miałam jeszcze czas na tańce, czy zajęcia językowe. A miałam! Miałam też czas na zabawę i bycie codziennie na dworze. Do tego miałam bardzo dobre oceny. Szkołę kończyłam z czerwonym paskiem, brałam udział w wielu konkursach szkolnych, wygrywałam czasem w tych recytatorskich, działałam w samorządzie uczniowskim. Sama chciałam tylu zajęć. Cieszę się, że rodzice mi na to pozwolili. Chociaż jak wspominam to pomysłów miałam faktycznie jeszcze więcej i gdy wymyśliłam konie to usłyszałam, że albo stadnina albo muzyczna. Byłam typem dziecka, którego wszędzie było pełno, zawsze miałam mnóstwo energii i gdzieś musiałam ją spożytkować.
    Dziś pracuję z dziećmi i od razu zauważam typu takie jak ja. Które nie mogą sekundy wysiedzieć w miejscu. Im serio potrzeba wielu zajęć! Ważna jest jednak mądrość rodzica. Moi nigdy nie zmuszali mnie do ćwiczenia na skrzypcach, do nieopuszczania zajęć tanecznych. Dali mi wybór. Jeśli nie miałam siły to odpuszczałam na jakiś czas. Nie mówię, że tak nie było. Tłumaczyli jakie będą konsekwencje, ale nie kazali rezygnować ani brać się do ciężkiej pracy. Dzięki temu była to dla mnie frajda. Tutaj była ich mądrość – pozwolili mi zdecydować jak chcę sobie te zajęcia dawkować i jestem im bardzo wdzięczna, bo choć czasem opuszczałam się w szkole muzycznej to muzyka nadal jest moją wielką pasją, między innymi z nią związałam swoje studia i pracę.
    Przepraszam, wyszła moja skrócona autobiografia, ale nie taki był cel. Chciałam pokazać, że niektóre dzieci potrzebują bardzo wielu zajęć. Potrzebują też mądrości rodzica w odpowiednim wymiarze. No i muszę dopisać ostatnią rzecz – mimo wszystko też potrafiłam się bawić czymkolwiek używając mojej wyobraźni, mało tego, uważam, że zadbałam o nią także w dorosłym życiu i nadal wykorzystuję. Może to dlatego, że też bardzo wcześnie nauczyłam się czytać. 😉

  • J.

    Jestem wolontariuszką w pewnej fundacji zajmującej się organizowaniem wykładów dla dzieci w różnym wieku. Przerażające jest to, że znaczna część „studentów” chodzi na nie „bo musi” a nie „bo chce”. Tworzenie z ośmiolatków robotów zaprogramowanych na bycie geniuszami w każdej dziedzinie jest – według mnie – chore. Każdy zasługuje na relaks i odpoczynek. Wiem, że w większości stoi za tym troska o przyszłość dziecka, ale warto gdzieś postawić granicę. Spełnianie swoich ambicji na potomku to chyba nie najlepszy pomysł.

  • Wpadam tu od czasu do czasu tylko, ale zawsze trafię na tekst, który idealnie wpisuje się w moje poglądy. Jestem mamą trójki i pomijam fakt, że nie stać mnie na 5 opcji dodatkowych zajęć dla każdego, to ładowanie w dzieci tyle obowiązków, to zwykle znęcanie się nad nimi. Dziecko musi mieć prawo wyboru, dziecko musi mieć czas dla siebie i dziecko musi umieć się nudzić. Nuda, to najlepsze ćwiczenie na kreatywność i pobudzenie wyobraźni. Nie hodujemy robotów do zarabiania pieniędzy, tylko ludzi, którzy muszą umieć żyć w społeczeństwie. Mamy wychować ludzi szczęśliwych. Ciągle narzekamy, że nie mamy czasu dla siebie a zabieramy ten czas dzieciom. Moje chodzą na wybrany język, córa hiszpański syn angielski i na tym zakończyłam ich dodatkową edukację. Niech mają czas na integrację z rówieśnikami i naukę włażenia po drzewach. Niech mają czas wyjść na podwórko i zaszaleć po swojemu. To jest cenniejsze dla mnie. Pozdrawiam

  • Matka w Kratkę

    Tekst bardzo na czasie – za oknem słońce (no może akurat nie dziś) i place zabaw wzywają:) Ciekawe, czy którekolwiek dziecko wybrałoby zajęcia kilka razy w tygodniu zamiast wyjścia na podwórko. Ja myślę o moich czasach podwórkowych z dużą nostalgią… Nie wspominając już o tym, że wolna zabawa na dworze może byc dużo bardziej rozwojowa niż zajęcia!

  • Zgadzam się z Tobą 🙂 jako dziecko miałam mnóstwo dodatkowych zajęć, ale sama je sobie wybierałam: zajęcia plastyczne, taniec, konie. Rodzice do niczego mnie nie zmuszali, jedynie nauka języków była takim numerem jeden, bez którego ani rusz. Wydaje mi się, że nie narzucając dziecku niczego, a obserwując po prostu jego zainteresowania i rozwój, możemy pozwolić mu samodzielnie odkryć własne talenty i pasje. A co do wykorzystania dodatkowych pieniędzy, my również założyliśmy konto bankowe dla Synka. W tej chwili niczego mu nie brakuje, ale nigdy nie wiadomo, jaka będzie nasza sytuacja finansowa w przyszłości… takie konto to rodzaj zabezpieczenia lub środki na życiowy start, które za kilkanaście lat na pewno się przydadzą 🙂

  • Nie wiem już gdzie, ale chyba u Tucholskiego (pisał o tym niedawno i cytował mądre osoby), wyczytałam, że człowiek rozwija się tylko wtedy, gdy nie ma zajętego czasu. Nie wiem jak dokładnie szły słowa, ale zgadzam się z tym! Trzeba dziecko rozwijać (na razie nie mam ani dzieci, ani doświadczenia z nimi :P), ale nie do przesady 😉 Moja mama, która jest przedszkolanką często to powtarza, bo widzi, co ,,ambitni” rodzice teraz robią. Często też narzucają pasje dzieciom, a one nie mają na przykład akurat TYCH zdolności.

  • Poruszyłaś bardzo ważny temat! Podobnego olśnienia doznałam, gdy oglądałam współczesną, kinową wersję ,,Małego Księcia”. Tam mała dziewczynka musiała żyć zgodnie z harmonogramem wyznaczonym przez matkę i nie miała w ogóle czasu na to by być po prostu dzieckiem.

  • To dość trudny temat, bo mimo wszystko dziecko powinno rozwijać swoje zainteresowania, tylko właśnie, powinny być to jego zainteresowania, nie rodziców. Jeżeli nie chce chodzić na angielski to może jakiś instrument muzyczny, albo wspomniane konie? Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko nie ma żadnych zainteresowań poza grami komputerowymi (w gimnazjum, połowa moich znajomych z klasy taka była i wyrośli też na takich dorosłych), wtedy może należałoby mu coś zasugerować czy pomóc znaleźć jakieś hobby.
    Z drugiej strony rodzice narzekają na tzw. „słomiany zapał” dzieci, bo dzieci chcą koniecznie się gdzieś zapisać i szybko rezygnują. Tylko że, jeżeli ośmiolatek idzie na kilka zajęć i twierdzi, że już więcej nie chce to znaczy, że spróbował i go to po prostu nie kręci, może spróbuje czegoś innego i w końcu znajdzie coś dla siebie, a argumenty rodziców w stylu „nie zapiszemy cię na taniec, bo z rysunku zrezygnowałeś po tygodniu” są dość smutne. Tak jakby chcieli ukarać dziecko za to, że coś innego mu się nie spodobało. Ja wiem, że jak trzydziestolatek zapisuje się na język to prawdopodobnie dobrze to przemyślał i zdaje sobie sprawę na co się pisze, ale dziecko to dziecko, które może podejmować decyzję pod wpływem chwili i prawdopodobnie dopiero po kilku zajęciach zdecyduje czy rzeczywiście podoba mu się to co sobie wybrał czy nie. Zdecydowanie jestem zwolenniczką rodziców, którzy pozwalają dziecku zapisywać się na takie zajęcia jakie chcą i również rezygnować z tych, które ich nie zainteresowały.

  • Zgadzam się z Tobą, wszystko powinno być wprowadzone w miarę rozsądku. W moim przypadku było tak, że miałam wolny wybór, więc chodziłam do szkoły tanecznej i na zajęcia plastyczne, a dodatkowo na kółko matematyczne i to było super! Nigdy nie miałam problemów z nauką, bo nie uczęszczałam na trzy dodatkowe języki, naukę gry na skrzypcach i wiele innych. Miałam czas na naukę, zabawę i dodatkowe rzeczy. Jestem wdzięczna rodzicom za to, że dali mi wybór 🙂

  • Morrrigan

    Jeśli dziecko chce na coś chodzić, a mamy wolne fundusze, to warto je na coś zapisać. Ale to powinna być decyzja dziecka.

  • Nie wiem czy sobie przypominasz pierwsze prywatne szkoły otwierane w początkach krwawego i bezdusznego polskiego kapitalizmu. Dzieci były wożone z jednego końca miasta w drugi na naukę jazdy konnej, pływalnie, naukę gry na instrumentach, obiad do restauracji, itp. Wszystko to było podszyte idiotyzmem i paranoją, ale rodzicom wydawało się, że to zapewnia ich pociechom lepszy start w przyszłość.
    Obecnie panuje kultura i owczy pęd ciągłego szkolenia i dokształcania. Szkolimy się w każdej możliwej dziedzinie. Nie można się zatem dziwić, że przelewamy podobny trend na dzieci. Czy aby kompetencje mojego dziecka są wystarczające, by zapewnić dostatecznie dobry start w życie? Często zajęcia dodatkowe są efektem projekcji niezrealizowanych pragnień rodziców – jak chociażby gra na pianinie, skrzypcach.

    Czy akurat rządowy program w czymkolwiek pomoże? Dyskusyjna kwestia i ociera się o drażliwy temat polityki, który wolałbym uniknąć. Powiem tylko, moim zdaniem nie bardzo. Większość dzieci w domach dziecka, posiada oboje, bądź jednego rodziców. Znajdują się w nich tylko dlatego, ponieważ rodzice są toczeni przez notoryczny alkoholizm. W dodatku już na obecnym etapie pobierają zasiłki na dzieci, które przebywają w tychże ośrodkach. Kuriozum. 500 złotych w proponowanej wersji będzie w wielu przypadkach dodatkowym zastrzykiem na gorzałę.

  • Ola

    W ogóle się nie zgadzam z tym co napisałaś jeśli chodzi o kółka zainteresowań w szkole. Problemem w takich zajęciach jest to, że zazwyczaj (choć czasem też się zdarzy fenomenalny nauczyciel) są to lekcje na bardzo słabym poziomie. Wtedy dziecko chodzi przez chwilę na takie „kółko taneczne” po czym stwierdza, że np: tańce są nudne i głupie. Mimo talentu nie chce kontynuować. A wuefista, który to prowadzi zna się np: na piłce ręcznej – nie ma sposób i wiedzy żeby zajęcia takie poprowadzić ciekawie. No i wtedy dziecko zraża się do tematu. A „konowałów” pełno w każdej dziedzinie, więc dzieci przestają mieć pasję bo źle/nieodpowiednio jest im przedstawiany przedmiot. To smutne. Druga rzecz to „odpuszczanie” dzieciom. „Nie chcesz – nie chodź”- mówi rodzic. Takie działanie powoduje, że dziecko uczy się niekonsekwencji, tego, że jak pojawi się przeszkoda, coś trudniejszego po prostu odpuszcza (a czasem pokłóci się z koleżanką i boi się konfrontacji lub chorowało i jest strach że już sobie nie da rady bo inni już coś znają a on/a nie). Nie mówię, żeby zmuszać dziecko ale „zawrzeć kompromis”. Czyli: ” zdecydowałaś/eś się na takie zajęcia, to teraz pochodź jeszcze miesiąc/ do końca semestru i wtedy zobaczymy czy to kryzys czy jednak to po prostu nie jest twoja rzecz”. Rodzice też powinni uświadomić dziecku, że nie tylko dziecko zainwestowało swój czas ale też rodzice swoje zaangażowanie i pieniądze, żeby mogło się rozwijać. To uczy szacunku i konsekwencji- takie jest moje zdanie :). Czytam od czasu do czasu Twojego bloga i mam absolutnie „sympatyczne” odczucia do Ciebie jednak po prostu w tej kwestii mam inny punk widzenia 😉

  • Pingback: Wyszperane Polecane – czyli moje znaleziska z sieci | Dzieci Liczą Pieniądze()

  • Kasia

    „Bo zastanówmy się: kiedy Newton odkrył i zrozumiał teorię grawitacji? Kiedy leżał sobie beztrosko pod jabłonią!” To najmądrzejsze co dzisiaj przeczytałam!

  • Całym serduchem się z Tobą zgadzam. Pamiętam, jak pewnego dnia w pracy (pracuję w galerii) przyszła do mnie matka z dzieckiem. Poprosiła o rajstopki dla młodej, bo miała występ taneczny. Zwróciłam się do dziewczynki, że będę trzymała kciuki i na pewno da radę. Matka z dumą zaczęła opowiadać o tym, że poza tym jeszcze chodzi na angielski, jazdę konną i zajęcia plastyczne. Gadała i gadała. Spojrzałam się na tą dziewczynkę, a na jej twarzy nie było ani dumy, ani zawstydzenia, ani radości. Było zmęczenie i smutek. Zrobiło mi się strasznie żal tego dziecka, tym bardziej, że były u mnie jakoś po 20:00. Nie wiem komu więcej radości sprawiały te dodatkowe zajęcia. Ale wg nie należy zwracać uwagę w pierwszej kolejności na potrzeby dziecka.

  • Spodziewajka

    OOOOO, jak ja Ci dziękuję za ten tekst! Żeby tylko Ci, którzy właśnie eksploatują dziecię własne zapoznali się z nim i ogarnęli w końcu!
    Dzieci to przecież ludzie, gotowi do dyskusji i negocjacji – ale powinny mieć prawo do własnego zdania i oczywiście – czasu wolnego!!!

    Pozdrowienia!

    http://spodziewajka.pl/

  • Jak sama piszesz, często problemem są pieniądze, a nie zdrowy rozsądek. Jak rodzice mają trochę więcej, to zaraz zapisują dzieci na wszystko. Jestem przeciwniczką wożenia przez 5 dni w tygodniu po całym mieście, z basenu na korty tenisowe itd. Wybieram zajęcia w szkole i przedszkolu, ale postawiłam warunek — 2 zajęcia dodatkowe na raz. Obojętnie jakie, mogą z jednych zrezygnować i wybrań inne. Córka chciałaby chodzić dosłownie na wszystko, ale nie zgadzam się nie dlatego, że nie chcę płacić czy jej przemęczać. Po prostu dziecko też musi wiedzieć, że w życiu trzeba sobie stawiać pewne ograniczenia i czasem z czegoś zrezygnować.

  • Z przyjemnością przeczytałam ten wpis. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam i żałuję, że wykład o nudzie jest w Warszawie – za daleko :-). Uważam, że nuda jest bardzo potrzebna. Pewnego dnia moje dziecko nie miało dostępu do TV, komputera, telefonu. Synek: Mamo nudzę się! JA: super! Synek: Nudzę się. Ja: ok. Po chwili nastała cisza. Patrzę a mój syn bawi się w pokoju klockami lego i ludzikami, do których długo nie sięgał, a potem pół godziny turlał małą piłeczkę i patrzył i analizował co trzeba zrobić żeby poturlała się tak a nie inaczej. Od tego czasu wprowadzam w tygodniu czas na nudę :-). Jest bardzo kreatywna. Puszczam ten tekst dalej w świat :-).

  • To jest temat bez dna. Napiszę zatem tylko, że ostatnio zostałam skrytykowana przez inną matkę (która jest pedagogiem), za to, że pozwalam mojej córce „tyle czasu się bawić na dworze i to z młodszymi dziećmi”. Gdyby w tym czasie orała na akrobatyce czy innej robotyce – byłabym uznawana za zdecydowanie lepszą matkę 😉

  • Pingback: Dlaczego wkurza cię zdolne dziecko? | pazurempisany()

  • Pingback: Czytając inne blogi - w kwietniu o dziecku-MatkawKratke.pl()

  • MamaSpace

    Jak zwykle świetny tekst, ile można to czytać? 🙂 Bez końca! Strzał w 10 popieram w 100% jako matka dwójki 🙂 Pozdrawiam serdecznie mądra kobieto 🙂

  • Super tekst! Zgadzam się z wszystkim, z wyjątkiem tym, że dzieci się nudzą i bujają w obłokach. Dzieci nigdy się nie nudzą:) a zwykły patyk i woda, czyli bloto może prędzej wychować geniuszą niż zajęcia dodatkowe. Ktoś mądry mi powiedział, że dzieci uczą się naturalnie, czyli mają wrodzoną tendencję do nauki.