Nie lekceważ nadwagi swojego dziecka

Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, co czwarte dziecko ma nadwagę.

Lekceważenie nadwagi i otyłości uważam za jeden z poważniejszych błędów wychowawczych współczesnych rodziców. Gdy felietonistka amerykańskiego magazynu Vogue Dara-Lynn Weiss dowiedziała się od pediatry, że jej 7-letnia córka (obie na zdjęciu powyżej) jest otyła, wprowadziła dziecku kategoryczną dietę odchudzającą. Wywołało to mnóstwo kontrowersji, przez niektóre portale została okrzyknięta „najgorszą matką Nowego Jorku” i „najbardziej samolubną kobietą, która kiedykolwiek zagościła na łamach Vogue’a”.

Moim zdaniem jest wprost przeciwnie: świadczy to o tym, że jest dobrą matką! Złą matką byłaby gdyby lekceważyła otyłość swojego dziecka. Gdyby moje dziecko miało nadwagę, nie mówiąc o tym, że byłoby otyłe, również wysłałabym je na dietę. Tak samo jak wysyłam na dietę siebie.

Jestem dość szczupła, choć mam skłonność do tycia. Wystarczy, że kilka dni pofolguję sobie, co w moim przypadku oznacza jedzenie kolacji, deserów i podjadanie między posiłkami, i od razu przybieram na wadze. Gdy to dostrzegam, zapala mi się czerwona lampka. Wtedy przez jakiś czas rezygnuję z kolacji i słodyczy i wracam do swojej wagi. Od kilkunastu lat moja waga waha się maksymalnie o 3 kg (z wyjątkiem ciąż, w których ważyłam o około 15 kg więcej). Kiedy czuję, że przekraczam swoją dead-line-wagę, biorę się w garść.

To, że jestem szczupła wynika z tego, że dbam o to, by być szczupła, a nie dlatego, że mam taką „naturę”.

Moje córki również są szczupłe, tak jak i mąż. Trudno, żeby było inaczej skoro wszyscy zdrowo odżywiamy, jemy świadomie, dużo się ruszamy.

Od 1 zbędnego kilograma do 10 kg jeden krok

Jeden dodatkowy kilogram przychodzi wyjątkowo łatwo, tak jak drugi, trzeci i czwarty. Gdyby tak dać sobie zielone światło na kilogramy, to miesięcznie można tyć 4 kg, czyli w ciągu kwartału 12 kg!

Starsza córka, prawie 14-letnia jest w okresie dojrzewania i często łapie tzw. gastrofazę, czyli wilczy apetyt. Kiedy o godzinie 23 dopada lodówkę, delikatnie sugeruję jej:

– A może grzanki, które chciałaś zjeść teraz, wchłoniesz jutro na śniadanie?

To idealny wiek na przytycie. Nikt mnie nie rozumie, hormony we mnie buzują, zajem stresy, a zewsząd bombardują mnie setki reklam zachęcających do jedzenia. O ile dobrze pamiętam, co czwarty 14-latek ma nadwagę!

Nie dajmy się zwariować dietami, wystarczy włączyć świadome jedzenie

Uwielbiam czekoladę. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jak jem, to od razu całą tabliczkę. Ale jem ją świadomie. Wiem, jak kolosalne znaczenie ma fakt, czy spałaszuję ją o godzinie 22, czy przełożę to na jutro na 8 rano, albo czy w związku z tym, że pozwoliłam sobie na słodycz, ograniczę tego dnia albo zupełnie zrezygnuję z pieczywa lub ziemniaków.

Staram się córkom przemycać te sztuczki. Gdy czuję, że mamy kilka dni kalorycznych, smażonych, przechodzimy na gotowane. Gdy mamy dużo ruchu, wiem że możemy sobie spokojnie pozwolić na lody, ale gdy od kilku dni pozostajemy raczej w bezruchu bądź przy stole biesiadujemy, to może warto przerzucić się z batoników na marchewkę?

Kiedyś trudno było zdobyć jedzenie, teraz trudno jest utrzymać wagę

Dawno temu, gdy o jedzenie trzeba było walczyć, gdy występował niedostatek żywności, osoby posiadające „dużo ciała” cieszyły się uznaniem i osiągały przez to często wyższy status społeczny. Współcześnie, gdy jedzenie jest powszechnie dostępne (tym, co różnicuje ludzi jest jakość jedzenia, na jakie mogą sobie pozwolić), trudno jest utrzymać szczupłą sylwetkę. Zwykle im wyższa pozycja społeczna, tym człowiek znajdujący się na określonym szczeblu tej społecznej drabiny: szczuplejszy.

Matka Przekarmiająca

W wielu domach wciąż pokutuje przekonanie, że trzeba dużo jeść. Może to być m.in. związane z tym, że mamy w sobie zapisaną tzw. pamięć przodków, w Polsce zwłaszcza wojenny i PRL-owski głód. Matka Przekarmiająca karmi w nagrodę, karmi za karę, karmi pod przymusem, za mamusię, za tatusia,  w sklepie, w piaskownicy, w kościele, wszędzie. Przecież jak nie nakarmi, to dziecko zagłodzi się na śmierć. A to nieprawda,  dziecko ma instynkt samozachowawczy, nie zagłodzi się.

Rodzic powinien decydować CO dziecko je, natomiast dziecko ma prawo decydować ILE je

To my, rodzice, rozbudzamy w dziecku apetyt, uczymy nawyków. Czy każemy mu zjadać z talerza wszystko, nawet jeżeli jest już najedzone?  Będzie potem wpychać w siebie wszystko, co w zasięgu jego wzroku, nawet gdy będzie pełne. Czy traktujemy dziecko jako odkurzacz, który wchłonie wszystko?

Słodkie grubaski czy dzieciaki spaślaki?*

Grube niemowlęta, pulchne dzieci traktowane są jako słodkie, urocze, śliczne i .. zdrowe. Zresztą słowo „zdrowe” stało się synonimem „pulchnego”. I odwrotnie: szczupłe dzieci to chore dzieci, dzieci którym czegoś brakuje. Nieraz zdarzyło mi się spotkać z reakcją smutnych, przejętych losem mojej rodziny ludzi, którzy zauważali, że moje dzieci są takie szczupłe, niedożywione chyba, smuteczek 🙁

Prawda jest inna: grube dziecko to niezdrowe dziecko. Nadwaga prowadzi do otyłości, a otyłość jest bardzo poważną chorobą wywołującą więcej powikłań niż palenie papierosów!

* Określenie „dzieciaki spaślaki” pochodzi z tekstu Polityki: Rodzinna produkcja grubasów: dzieciaki spaślaki:

Małe dzieci powinny być karmione 5–6 razy na dobę. 20 proc. badanych niemowląt dostawało 10, a nawet kilkanaście posiłków, nie licząc drobnych przekąsek. Skutkiem tego może być nadwaga. Stwierdzono ją u 14 proc. dzieci do trzeciego roku życia. U 13 proc. zdiagnozowano otyłość.
Obserwuję babcie na skwerkach, które truchtają po placu zabaw za wnukiem z miseczką zupy i upychają po łyżeczce. Przyglądam się na ulicy dzieciom w wózkach. Większość z nich stale coś je: biszkopciki, chrupki, paluszki. To wytwarza odruch stałego, bezrefleksyjnego mamlania, który zaburza naturalny rytm: posiłek, przerwa na trawienie – mówi dr Piotrowska.

I najbardziej żal mi tych dzieci. Dzieciom otyłym trudno będzie się w dorosłości z tej grubości wykaraskać. Nie dość, że ich organizm „zapamięta” to, że są grube, to kompleks bycia grubym będzie się za nimi ciągnął przez wiele lat, nawet gdy już schudną. Żal mi tych dzieci, bo to nie one są winne, winni są ich rodzice, co zresztą ciekawe wypunktował Łukasz Przechodzeń w tekście Grube Dziecko to twoja wina oraz Kasia Gandor w tekście Bądź dorosły, zabierz dziecku cukierka.

Umiar w jedzeniu, umiar w odchudzaniu

Oczywiście we wszystkim należy zachować równoWagę. Dbanie o prawidłową wagę nie może prowadzić do obsesji bycia szczupłym.

*

Teoria teorią, tymczasem w życiu Nishki…

Tradycyjnie na koniec dialog z życia wzięty. Rozbrzmiał w moim domu przedwczoraj:

– Mamo, przyznaj, zjadłaś wczoraj wieczorem tamtą dużą czekoladę z orzechami? –  spytała mnie starsza córka.
– Tak. I  wstyd mi z tego powodu –  odparłam zawstydzona.
– Dlaczego?
– Bo zjadłam ją sama, nie podzieliłam się z wami 🙁
– Jaaasne. Po prostu martwisz się, że zjadłaś ją wieczorem i cała dieta na nic.

Komentarze:

  • Ala

    Wszystko spoko, zgadzam się w zupełności, poza jednym – grube niemowlęta. Akurat okres niemowlęcy nie jest czasem na odchudzanie – owszem na wprowadzanie dobrych nawyków żywieniowych, ale nie można na litość boską czepiać się grubych niemowląt…… one z tego wyrosną, zaczną chodzić, trafią do przedszkola i naturalnie pogubią zbędne kilogramy. A dalej to już kwestia rodziców i zakorzenionych nawyków

    • Grubych niemowląt faktycznie nie można się czepiać, bo te które są w górnych granicach normy wyglądają na niezłe pulpety z dwoma brodami;). Tych karmionych piersią podobno nie da się przekarmić. Trzeba za to uważać z mlekiem modyfikowanym. Po coś w końcu te normy powstały, a więc istnieje coś takiego jak otyły niemowlak. Tak mi przynajmniej wyłożył to pediatra i dla mnie brzmi sensownie.

    • Alu i Alicjo, czyli sądzicie, że np. temu niemowlęciu nie warto ograniczyć trochę jedzenia? To raczej nie jest dziecko karmione na piersi, bo z tego co słyszałam piersią nie da się przekarmić.

      • Ala

        omg…. wydaje mi się że ten akurat przypadek to kwestia jakiejś choroby.

        Generalnie nie sądzę, aby bez problemów zdrowotnych nawet niemowlę karmione sztucznie mogło być otyłe… ale oczywiście to tylko moje „sądy”. poza moimi dziewczynami i kilkoma znajomymi dzieciakami nie mam doświadczenia w tym temacie.

        Wkurzyło mnie natomiast to, że ostatnio koleżanka powiedziała, że zaczepiła ją sąsiadka w windzie i nazwała jej 4 miesięczną córkę grubą. a dziewczynka jest normalnym niemowlakiem – należącym do „krąglejszych”, ale normalnym. nie przekarmianym. taka to jej uroda. a w oczach znajomej zobaczyłam strach i niepewność, już miała zamiar córkę zacząć odchudzać. 4 miesiące? dieta? nawet na mleku modyfikowanym? jak dziecko nie je nic innego, po 2ch godzinach zanosi się płaczem… albo po godzinie i chce jeść to wody ma się napić? tylko dlatego, że na opakowaniu napisali co 3 godziny?

        Moja starsza córka była dużym niemowlęciem, miała więcej potrzeb niż przeciętny niemowlak i położna z pediatrą wręcz nakazały mi karmić ją większymi porcjami mleka modyfikowanego niż zalecane. (tak, nie karmiłam piersią)

        Córka obecnie jest szczupła i zgrabna i nic jej nie dolega.

      • Oh, akurat dziecko na piersi da się nieźle utuczyć, czego przykładem był mój siostrzeniec. Po 6 miesiącach nie mieścił się w centylach. Jednak teraz, gdy już ma 6 lat, wygląda normalnie. Fizjologia. Za to też znam matki, które mają obsesje nakarmienia swego dziecka i przystawiają niemowlę do piersi co 1-2 godziny, interpretując każdy gest dziecka jako chęć zjedzenia. Tu już nie jest fizjologia, tylko tuczenie.

      • Renata

        Mój butelkowy jest stety albo niestety poniżej 3 centyla. Koleżanki córka cyckowa, a grubasek z niej niezły. Tak, że różnie to bywa.
        My z otyłością Młodego problemu nie mamy. Jest malutki i drobniutki. Ma 2,5 roku, a wygląda na 1,5 roku. Problem natomiast jest z jakością jego jedzenia. Je tylko z 6 potraw i nie są to jakieś super zdrowe produkty. Niestety. Do tego wszyscy (czyt. dziadkowie) na siłę próbują go dokarmić. Bo taki chudy, to czekolada mu nie zaszkodzi, tylko pomoże, itp

      • MS

        Bardzo wkrecilam sie w karmienie piersia. I potwierdzam, to fakt, dziecka nie mozna przekarmic dopoki jest to jedyny rodzaj pokarmu jaki przyjmuje. Dziecko moze nawet obrastac wtedy w tluszczyk, ale jest to inny jego rodzaj niz ten, ktory powstaje u osob odzywiajacych sie pokarmami stalymi. Zazwyczaj dziecko bedace wylacznie na piersi to maluch, ktory wcale lub niewiele chodzi. Jak tylko zacznie poznawac uroki pierwszych krokow, natychmiast gubi „oponki”. 🙂

      • szarsz

        Piersią jak najbardziej da się przekarmić, a z odchudzaniem dzieci, szczególnie niemowląt, bardzo się nie zgadzam. Niemowlę na piersi, nawet grube, „schudnie”, a raczej wyciągnie się, jak zacznie raczkować i chodzić. Nawet i na siatkach centylowych widać wypłaszczenie w miarę, jak dzieci zaczynają świadomie ruszać. Problem zaczyna się później, po roku nagle wszystkim puszczają hamulce i zaczynają dzieci paść najgorszym syfem, żelkami, lizakami, pół biedy jak jest to kawałek czekolady czy domowe ciasto.

        Natomiast nie zapominajmy, że każde odchudzanie rozwala metabolizm, dlatego trzecie jest trudniejsze niż pierwsze a piąte potwornie trudne w porównaniu z trzecim. Rosnącego dziecka nie należy odchudzać, nie redukowac mu wagi, ale dbać, aby rosło już bez jej zwiększenia. Przypominam bardzo ważną prawdę – parę kilo więcej trwale jest zdrowsze niż wahania wagi góra – dół.

        Ja mam szczupłe dzieci – starszy, dziewięciolatek, jest w temacie hormonów i przemiany materii oblatany lepiej niż 90% dorosłych, co nie przeszkadza mu walczyć ze mną o dodatkowe porcje słodkich napoi i żelków. Postępuję z nim, tak jak i Ty, Nishko, podrzucam marchewki, jabłka, oliwki i wyganiam na podwórko. Moje dzieci nigdy nie musiały dokończyć obiadu z talerza, pilnowałam ich tylko jak sęp, gdy szliśmy gdzieś, gdzie na bank miało być może słodyczy. To działa, dlatego, że moje dziecko, mimo obciążenia genetycznego uwielbieniem do tłustego i słodkiego, NIGDY nie było grube. Natomiast z grubym dzieckiem samodzielnie wychodzącym z domu, chodzącym do szkoły, należy być bardzo ostrożnym – bo odcięcie mu słodyczy może prowadzić nie do schudnięcia, a do szukania, przecież taki może już sobie kupić sam, może wyprosić od kolegów i ich rodziców….

  • Zgadzam się z większością Twoich słów i uważam, że to wyjątkowo ważne, aby zachować umiar i równowagę w kwestiach jedzenia.

    Nie zgadzam się natomiast ze zdaniem:
    „To, że jestem szczupła wynika z tego, że dbam o to, by być szczupła, a nie dlatego, że mam taką „naturę”. ”
    Dla przykładu mój mąż jest szczupły, ponieważ jest szczupły z natury. Nie wiem czy to dobre określenie, ale bez względu na to jak tłuste potrawy je, jego wyniki badań są zawsze w normie. Jego waga ani drgnie bez względu na to czy je przez miesiąc English Breakfast czy też muesli na śniadanie.
    Ja natomiast należę do osób, które muszą się pilnować w każdym aspekcie. Dbam o dobrze zbilansowaną dietę i o ruch fizyczny, Bez tego byłoby ze mną bardzo źle.

    Aha, i jeszcze jedno. Otyłość/nadwaga nie dotyczy dzieci karmionych piersią. To zupełnie inna bajka.

    • Nie zgadzasz się z tym, że ja jestem szczupła, bo dbam o to by być szczupła, a nie z natury? Helloł, no ale tak jest, ja tak mam 🙂

      Rozumiem, że niektórzy mogą być z naturzy tacy. Twój mąż jest jeszcze pewnie przed 35, co? Mój do 35 r.ż. też tak miał. Mógł jeść wszystko i był szczupły potem to się zmieniło, gdy je za dużo, zaczyna tyć, ale wtedy zaczyna też intensywnie ćwiczyć., trenować. W pewnym momencie nawet u chudzielców zmienia się nieco przemiana materii.

      • hehe 😉 Natalia, racja. Pisałam z telefonu i jak zwykle mam problem z argumentacją wtedy 😉

        Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jeśli ludzie są szczupli to wynika to z tego, że dbają o ten stan. Ja bym podzieliła ludzi na tych, którzy mają szczupłą sylwetkę w genach [jak mój mąż] itych, którzy muszą dbać o to, aby zachowac linię.
        P.S. Mój mąż jest grubo po 35-tce. Myślę, że jest pewnie starszy od Twojego męża 🙂

  • Kasia DirtyFashion

    U mojego syna w klasie jest ok 5-6 dzieci które mają widoczną nadwagę ! I nie mam tu na myśli kilku zbędnych kilogramów, tylko ewidentną sporą nadwagę do tego stopnia, że na szkolnych przedstawieniach widać po nich, że ciężko jest im tańczyć…Mnie osobiście to przeraża i dziwi, że rodzice do tego doprowadzają, bo niestety, ale jest to wina rodziców ! Dodam jeszcze, że jest to klasa zerówkowa, więc strach pomyśleć co będzie później.

    • To naprawdę smutne, współczuję tym dzieciom 🙁

  • iga pu

    A ja niestety kiedy czytam ten tekst, to czuję się lekko urażona. W
    ciąży przytyłam 17 kilko, w bonusie otrzymałam również chorobę tarczycy:
    niedoczynność i hashimoto. Odżywiam się zdrowo 5 małych posiłków
    dziennie, przy czym 2 to same owoce, najczęściej te sezonowe, unikam
    jasnego pieczywa i ogólnie pieczywa, słodyczy również, czasem pozwalam
    sobie na odrobinę przyjemności, ale to rzadkość, bo nigdy nie
    przepadałam za słodkościami … Ćwiczę również regularnie 4 razy w
    tygodniu, a efekty znikome, ba co ja mówię, efektów nie ma, mimo
    leczenia chorób tarczycy schudnąć nie mogę nie potrafię, a chcę i to
    bardzo chcę. Nie można za tym szufladkować ludzi i twierdzić, że ich
    nadwaga spowodowana jest niedbalstwem, zwykłym zaniedbaniem, czasem mimo
    starań cel jest po prostu trudny do osiągnięcia, a tekst, jak ten
    powyżej powoduje, że frustrację…

    • od każdej sytuacji są wyjątki, ale generalnie – tak, w dużej mierze to wina złych nawyków żywieniowych, które nabywamy dzięki uprzejmości naszych rodziców. Ja np. napatrzyłam się na rodziców faszerujących swoje przedszkolaki batonami. Na urodziny rocznego dziecka obowiązkowo serwuje się tort – a w paczce z prezentem czekoladowe gadżety. Soczki kubusie i tego typu rarytasy, kaszki dla dzieci słodzone syropem glukozowo-fruktozowym itd. Wszystko to powoduje, że zdecydowana większość osób otyłych ma ten problem ze względu na własne życzenie. Choć warto oczywiście byłoby wspomnieć o tym, że NIE WSZYSTKIE

    • Ważne jest jak nabawiłaś się choroby tarczycy. Jakie czynniki sprawiły,ze przestała dobrze działać. Jak jest leczona(domyślam się ze recepta i do domu) czy rozumiesz w jaki sposób masz upośledzone wydzielanie hormonów.W jakim stanie są Twoje jelita. Twój poziom stresu. To czy umiesz się odstresować i rozluźnić. Długość i jakość snu. Twoje alergie i nietolerancje których nie zbadałaś a które mogą wpływać na to że źle trawisz pokarmy. Poziom kwasu solnego w żołądku.To co jesz,w jaki sposób jesz. Co ćwiczysz i czy zdajesz sobie sprawę ze częste długotrwałe ćwiczenia aerobowe jak mniemam stresują Twój organizm jeszcze bardziej,a stres negatywnie wpływa na tarczyce. Leki które przyjmujemy tarczycy nie wyleczą jedynie dostarczają Ci brakującego hormonu. Tarczyce mozemy jeszcze bardziej uszkodzić swoimi działaniami. Po krótce chodzi o to,ze tarczyca sama z siebie sie nie uszkodzi-to nasze życie codzienne przez lata,silne stresy,nieleczone alergie i nietolerancje i wiele innych czynników sprawiają,ze nasza tarczyca przestaje dobrze działać a my wciąż i wciąż pogarszamy jej stan nie rozumiejąc jak działa nasz organizm.

      nie da to się wyspać na suficie bo kocyk spada. Da się,ale najpierw trzeba zrozumieć swoje ciało,nie frustruj się – najpierw zadbaj o ciało,nie katuj go,potem bierz sie za redukcje. Przepraszam za wymądrzanie sie-ale bardzo mnie denerwuje tarczyca jako wymówka czy przyczyna frustracji. Tak wiem co to znaczy przytyć przez tarczyce,ale nie ma że sie nie da. To nasz kawałek ciała,nie zadbaliśmy przez lata o higienę życia i ponosimy konsekwencje tych czynów. Powodzenia w zdrowieniu i dbaniu o siebie. Pamietaj,ze najwazniejsza jest wiedza(!) o swoim organizmie,skoro tyle lat go psuliśmy nie naprawimy go w kilka tygodni. Chory organizm nie schudnie. 😉
      sorki za offtop Nishka!

      • iga pu

        Tak się składa, że moja tarczyca zaczęła źle funkcjonować w czasie ciąży i niestety od tamtego momentu, mimo że dziecko już jakiś czas jest na świecie nic się nie poprawiło. Jeżeli chodzi o lekarza i recepty, nie nie narzekam, Pani Doktor jest świetna, poświęca bardzo dużo uwagi swoim pacjentom, dokładnie tłumaczy na czym polega choroba, jak z nią żyć, czego unikać również jeśli chodzi o produkty spożywcze, oczywiście leki również przepisała dokładnie wytłumaczyła ich działanie, jak również sposób w jaki należy ich zażywać, mało tego zleciła wszystkie badania (począwszy od listy badań krwi – hormony, morfologia, jak również tych, dotyczących alergii). Idąc dalej nie katuje swojego organizmu ćwiczeniami aerobowymi, raz w tygodni zumba, 2 razy joga i raz pilates, kolejna nietrafiona sprawa to Twój zarzut odnośnie wysypiania się, tak się składa, że sypiam dobrze, przynajmniej
        8 godzin (mimo małego dziecka, które prawie od samego początku przesypia 12h nocą). Ciekawa tyko jestem na jakiej podstawie twierdzisz, że przez lata psułam swój organizm…? Frustracja moja natomiast spowodowana jest tym, że zazwyczaj osoby z nadwagą postrzegane są od razu jako te, które po prostu o siebie nie dbają. Moja choroba tarczycy nie stanowi dla mnie wymówki, zawsze dbałam o swój organizm i nie ma tu mowy o katowaniu (jak raczyłaś to ująć).

        • Bo wszyscy psujemy swoje organizmy jak jeden mąż myśląc,że o siebie dbamy. Tak mamy skonstruowany XXI wiek i nowoczesne społeczeństwo. Broń boże nie atakuje ale nie mamy wiedzy jak okropny wpływ ma na nas stres,jak codzienne sytuacje wpływają na nasze zdrowie. Uroki cywilizacji.

          Nic Ci nie zarzucam. Po prostu standardowo ludzie myślą,że robią bardzo duzo dla własnego zdrowia,a okazuje się,że to dla nas mimo wszystko za mało,nie tak dobrany lek,ćwiczenia które naszemu organizmowi nie odpowiadają, a to jednak dieta kuleje chociaż myślimy,ze jest mega zdrowa,czasami i dietetyk złe ją dobierze ,a to sie wysypiamy,ale może nadal za mało,a może nie takie warunki i pierdyliard innych powodów wpływających na nasze organizmy przez caly czas i podobno jest to odbierane przez organizm jako zamęczanie czy katowanie go. Skoro coś nie tak jest nadal walcz o siebie i sie Nam nie frustruj tekstami czy komentarzami 😉 nic zlego nie miałam na myśli pisząc swój komentarz. Po prostu czesto gdy nawijam na temat tarczycy czy leczenia inaczej niż przez tabletki ludzie sie dziwią mając swoich wybitnych lekarzy czy też myślą łobożhesz świętokradca w ciele dziewuchy podważa słowa lekarza i zmienia na inny model (;
          milego wieczoru!

          • sssssssssss

            Olala92 masz rację, świetnie napisane. Iga.pu chciałam tylko dodać, że moja przyjaciółka ma hashimoto i waży…uwaga…45 kg. Jest mega szczupła tyle, że ona naprawdę świadomie je i dużo się rusza, a je bardzo mało, więc też nie szufladkujmy w drugą stronę. 😉

      • Olala92, absolutnie nie masz za co przepraszać, to ja dziękuję za to, że zechciałaś podzielić się z nami swoimi mądrymi i ciekawymi przemyśleniami! Bardzo dobrze mi się to czytało Twoje komentarze mogłyby wręcz stanowić oddzielny wpis na blog.Czy prowadzisz bloga?

        • Prowadzę śniadaniowca, ale nic tam ciekawego nie ma-same zdjęcia,trochę cytatów,moich śniadań. Myślę by zacząć pisać o jedzeniu i stosunku do niego,do własnego ciała,do właściwej wagi-ale to takie tam plany 😉

          • a próbowałaś odstawć gluten i nabiał? mówię ze swojego doświadczenia niedoczynności & hashimoto. po 1,5 m-ca odstawienia wyniki tak mi się poprawiły, że lekarka złapała się za głowę zdumiona 🙂 a zdiagnozowana jestem od 6-7 lat.

          • pannaM

            Olala92, bardzo zainteresowałaś mnie swoim komentarzem dotyczącym ogólnego pojęcia jakim jest zdrowie. Też chorujesz na niedoczynność tarczycy?
            Jeśli chciałabyś podzielić się ze mną swoim doświadczeniem, to napisz do mnie maila.
            Ja również borykam się z niedoczynnością i wiem, że ma ona duży wpływ na cały mój organizm, ale za bardzo nie wiem jak zabrać się za jakieś kompleksowe zmiany, które miałyby jakoś usprawnić jej działanie. Dlatego myślę, że mogłabyś mi w jakiś sposób pomóc 😉
            mój adres mailowy: greendayowa15@op.pl

          • odpisałam panno M

    • Kasia S.

      Czy na pewno dodatkowe kilogramy wynikają z problemów z tarczycą? Mam dwie koleżanki z niedoczynnością tarczycy i Hashimoto. Jedna wygląda przeciętnie (ani grubo, ani chudo), ale nie uprawia sportów. Druga ćwiczy dużo i chuda, ma pięknie wyrzeźbione mięśnie i ani odrobiny tłuszczu.

  • Plaga otyłości to plaga XXI wieku. Z powodu otyłości umiera trzy razy więcej osób niż z niedożywienia. Jedynie krajom skandynawskim udało się zatrzymać tendencję tycia wśród swojego społeczeństwa, ale tam od lat EDUKUJE się ludzi w kwestiach odżywiania. U nas już w przedszkolach faszeruje się dzieciaki kiełbasą i zabielaną zupą… A jak ktoś zdrowo się odżywia, to zaliczany jest do „eko-wariatów”

    • Miejmy nadzieję, że to się zmieni. „Z powodu otyłości umiera trzy razy więcej osób niż z niedożywienia.” – straszne 🙁

    • absurd

      Tak, bo to na pewno winna jest w przedszkolu/szkole kiełbasa i zabielana zupa, a nie paczka czipsów, batonik, dwa lody i butelka fanty.

    • Lepsza kiełbasa niż ulubiona moda polska czyli zapychanie dzieci kaszami. Dajcie mu kaszki, na pewno głodny! Kasza jaglana, amarantus, wiele innych to podstawa żywieniowa dzieci. Nic dziwnego, że łapią nadwagę zanim pójdą do przedszkola. Za dużo węglowodanów.

  • Ah dieta dietami, ale na czekoladę trzeba zobie pozwolić. WAŻNE!!! 1. Jedź ile potrzbujesz. 2. Czekolada jest dużo lepsza i zdrowsza od ciasta! 3. Ruszaj się! 4. Ruszaj się wiecej! 5. Spacery to za mało! 🙂 😉

    • Mleczna czekolada z karmelem jest zdrowsza od domowego ciasta z owocami? (pytam o tej konkretny przypadek, bo zależy mi akurat na tej informacji 🙂

  • Ona Weronika

    Nishka, to że nie jesz kolacji, to nie fajne, bo wtedy twój organizm jest na głodzie przez połowę dnia prawie, zdrowo, jest jeść lekki posiłek na 2-3 godziny przed snem. Miałam zajęcia z podstaw dietetyki, żywności funkcjonalnej, ale też byłam na spotkaniu z dietetykiem, to co nam mówiła w głowie się nie mieści. Mamusia zapisuje dziecko do dietetyka, lub szkoły ze zdrową żywnością, a co robi po szkole albo w nagrodę, daje słodycze, a swojej i dziecka otyłości czy też nadwagi nie zauważa.

    • Nie jedzenie kolacji polega u mnie na tym, że jem mały jogurt lub jabłko 🙂

      Co do Twoich przykładów o których opowiadali dietetycy to zgadzam się: w głowie się nie mieści.:/

  • E.

    Choć nie mam dzieci, zdarzało mi się nie raz mysleć na ten temat. I zdecydowanie zgadzam się z tym co piszesz. Sama byłam grubym dzieckiem. Juz w wieku 5-6 lat byłam wyraźnie większa niż rówieśnicy, a potem… jedna wielka kulka, ani urocza, ani zdrowa. i mimo ze nie dałam sobie w kasze dmuchac i nikt mnie nie dręczył z powodu wagi, wiedziałam ze jestem inna, nierzadko wycofywałam się z różnych aktywności i nie chciałam zwracać na siebie uwagi, oczywiście wiele przez to tracąc. Jako nastolatka „wyrosłam”, pozbyłam sie tłuszczu z ciała, ale nie kilogramów z głowy. mając prawie 30 lat mentalnie nadal jestem grubaska i mam problemy z samoocena. Dziś mam żal do rodziców, że nie zadbali o dietę, o ruch (choć były wyraźne wskazania od lekarza), że na smutki były słodycze, a na lęk zwolnienie z wuefu. Jeśli więc kiedys zajdzie taka potrzeba (ale mam nadzieję, że po prostu do tego nie dopuszczę) będę „wyrodną” matką i odchudzę swoje dziecko.

    • Natalia

      Ala, to weż sprawy we własne ręcę 🙂 Skoro rodzice nie dbali o to, Ty o to zadbaj 🙂 Kto zadba jak nie Ty? Wszystko jest możliwe, sama też zmieniłam nawyki, na początku bywało różnie teraz mogę powiedzieć, że już na całe życie wprowadziłam te dobre, zdrowe nawyki.

      • Natalia

        Czytam, czytam jeszcze raz i muszę przeprosić! Nie wiem co mi się stało. Tu E. mówisz o mentalnych sprawach, a ja tutaj napisałam zupełnie coś odwrotnego, do Twojego problemu. Przepraszam, aż mi głupio, i też nie wiem czemu napisałam Ala, Nihka ma racje, są specjaliści nazywani jako psychodietetetycy zajmują się oni właśnie psychiką, jaką mamy stosunek do własnego ciała.

    • E, dziękuję za to, że chciałaś podzielić się swoją historią. Czytałam kiedyś artykuł o ludziach, którzy w dzieciństwie byli otyli. W dorosłości nawet jeżeli są bardzo szczupli, wciąż czują się grubi, mają ogromny lęk przed przytyciem, mają wrażenie, że każdy wie, że kiedyś byli grubasami.. To niestety bardzo wbija się w psychikę. Zastanawiałaś się nad tym, żeby porozmawiać o tym z psychologiem?

  • Dzięki za podlinkowanie do mnie 🙂 Cóż, ja pamiętam z dzieciństwa, że z talerza zawsze musiało zniknąć mięso, ziemniaki mogliśmy zostawiać 😉 Chociaż ja akurat gruby nie byłem, dopiero niedawno coś mi się przestawiło i waga zaczęła powoli rosnąć, ale staram się ją trzymać w ryzach.

    Co do pamięci przodków, to moja babcia zawsze musiała mieć w spiżarni zgrzewkę (10 kg) cukru i dwie zgrzewki mąki. Zawsze jej to schodziło, bo piekła sporo ciast, ale czy tak czy tak, w obecnych czasach nie trzeba aż takich zapasów robić 🙂

    • To dojadanie mięsa to kwestia szacunku do zwierząt. Żeby mieć kotlet na talerzu, świnia oddała swoje życie, więc albo się tych kotletów nie kupuje i nie robi, albo zjada je do końca.
      U mnie w domu takiej zasady nie było, dopiero chłopak mi ją wpoił. Moim zdaniem każdy mięsożerca powinien przynajmniej raz samodzielnie zabić zwierze, które będzie jadł. Właśnie po to, żeby nie traktować mięsa, jak każdego innego produktu w sklepie, które można wyrzucić do śmieci.

      • Eeee, jako dorośli, spoko. Ale namawianie dziecka do jedzenia, bo „akurat nam się tyle kotletów zrobiło, a krówka była smutna jak ją zarzynali”, już tak dobrze nie wygląda. Oczywiście mi jak byłem mały, nikt siłą jeść nie kazał, ale jednak gdzieś z tyłu głowy to siedziało. Ale bardziej z tego powodu, że mięso jest sporo droższe od ziemniorów.

        A co do szacunku do mięsa, to trzeba go mieć do żywności w ogóle. Kupować tylko tyle, ile da się zjeść, a nie robić zapasów, zwłaszcza tej żywności szybko psującej się.

  • Ważny temat, wczoraj z chłopem nawet rozmawialiśmy o tym, że przeraża nas ilość otyłych nastolatek. Gonimy zachód za szybko, szkoda, że niekoniecznie w tym co dobre.

  • Moja mama moje gastrofazy skutecznie hamowała warzywami i owocami. Do tej pory potrafie jeść marchewkę ze skondensowanym mlekiem lub czekolada (no co…zjem wtedy mniej tego syfiastego mleka no nie?) bo kiedyś do czekolady dostawałam wlaśnie michę marchewek czy jabłek. Pod ręką miałam też michę posiekanej białej kapusty,ogórki gruntowe pomyte i przyszykowane lub wręcz podnoszone do pokoju-efektem było to,że zjadałam mniej słodyczy czy kanapek bo nie mialam na nie juz miejsca 😀

    A swoją drogą zastanawiam się czy kiedyś tez taki syf ładowali w słodycze czy ja po prostu nie czytałam składów,a kalorie dla mnie byly takimi małymi żyjątkami,które chamsko kurczyły spodnie w praniu tak,że stawały się przyciasne?(jeszcze opcja jest że kalorie zwężały je po kryjomu wieczorem gdy już czlowiek spał/czytał książkę zagryzając przekąskami)

    • Świetny pomysł z taką tacą warzyw zamiast chipsów!:)

      • U nas są ziarenka. Słonecznik, siemię lniane, ewentualnie płatki kukurydziane kupowane na wagę (takie bez cukru, bo niestety te w kolorowych opakowaniach są dosładzane).

  • Super tekst. Bardzo potrzebny. Na zachodzie sporo się już robi w związku z otyłością dzieci, np. Jamie Olivier prowadzi akcje Food Revolution i uczy dzieci w szkołach zdrowych nawyków żywieniowych (a czasami uczy jak wyglądają poszczególne warzywa, bo dzieci nie mają z nimi na co dzień styczności…).Wygłosił bardzo fajną, nagrodzoną zresztą mowę w ramach TedTalks (do obejrzenia na YouTube). Ja osobiście uważam, że nie należy popadać w paranoje. Jeść na co dzień zdrowo, dużo warzyw i owoców, ale od czasu do czasu pozwolić sobie na czekoladę i inne smakołyki. I przede wszystkim dużo ruchu – codziennie, np. spacer kawałka trasy do pracy, a nie zryw raz czy dwa na tydzień, a reszta tygodnia przy biurku i na kanapie.

    • Dziękuję za polecenie filmu nie znałam, z przyjemnością obejrzę. Oczywiście zgadzam się z tym, że nie można popadać w paranoję.

  • Mama Ka

    U Ciebie o nadwadze, a u mnie o odchudzaniu 😉 I zgodzę się z Tobą, że od 1 kg do 10 kg jest bardzo blisko… Ja sama w ciągu ostatnich 4 lat przytyłam 30 kg (!) i nie wiem kiedy to się stało… Najpierw było 5 kg więcej, a teraz bliżej mi do orki niż do sarenki… 🙁

    • O kurcze, to rzeczywiście pojechałaś z kg 🙂 Czy zaczęłaś już je redukować? Ważne, bardzo ważne, że to wiesz, że zdajesz sobie sprawę z tego, że potrafisz się do tego przyznać, że to jest problem i że zamierzasz coś z tym zrobić. Niektórzy boją się spojrzeć w lustro uczciwie i udają, że nie ma problemu.
      Jak masz ochotę wstaw linka do tekstu w którym o tym piszesz.

      • Mama Ka

        Na planach póki co się kończy… Sama dieta to za mało, a gdy ostatnio miałam zryw i chodziłam na siłownię (3x w tygodniu po 2 godziny) to mój organizm nie dał rady i wylądowałam u lekarza ze skrajnym wyczerpaniem organizmu. Okazało się, że zmianowa praca, zaoczna szkoła, dziecko i treningi nie idą w parze 🙁 Teraz uznałam, że najpierw muszę uporządkować swoje życie (zaczęłam od zmiany pracy), a dopiero potem zabiorę się za siebie. Przechodziłam juz przez to kilkukrotnie i prawda jest taka, że czym innym jest odchudzanie (bo przytyło mi sie kilka kilogramów), a czym innym całkowita zmiana swojego życia (bo waży się o kilkadziesiąt kilogramów za dużo). Nic mnie jednak nie wkurza tak, jak fora o odchudzaniu i dziewczyny pytające jak szybko schudnąć 10 kg w kilka dni (serio ktoś jeszcze w to wierzy?) – mój wpis humorystycznie odpowiada na to pytanie: http://mama-ka.blogspot.com/2014/07/jak-schudnac-szybko-i-skutecznie.html

        A jako, że sama zmagam się z nadwagą od dzieciństwa, to od samego początku pilnuję pod tym względem swojego syna. Tak na przyszłość, aby nie miał do mnie takiego żalu, jaki ja mam do moich rodziców, którzy ani nie zadbali o to, aby wykształcić u mnie zdrowe nawyki żywieniowe, ani nigdy nie wspierali mnie, kiedy nadwaga okazywała się problemem i chciałam z nią walczyć… „Byłam z tym wszystkim sama, bo nikt z dorosłych nie zauważał, że cierpię z powodu swojej nadwagi. Nie mogłam liczyć na pomoc w „walce z wrogiem”, bo rodzina bagatelizowała wszelkie fałdki mówiąc, że i tak z tego wyrosnę. A ja wyrastałam… ale ze swoich ubrań, nie z fałdek…” http://mama-ka.blogspot.com/2011/05/nadwaga-u-dzieci-apel-do-rodzicow.html

  • Marta

    Pamiętam, że jako 14-latka potrafiłam zjadać ogromne ilości jedzenia. O każdej porze dnia i nocy. Kolacja o 20, a potem dokładka o 23, tuż przed położeniem się do łóżka? Nie ma sprawy. Nie przytyłam, przy wzroście 168 moja waga zatrzymała się na 50-51kg. „Tycie” zauważyłam dopieo w wieku 16 lat, kiedy waga pokazała 53-54 kg. I od tamtej pory jem świadomie, od 6 lat utrzymując tę samą wagę (która po odstawieniu chipsów i nadmiaru słodyczy spadła z powrotem do 51kg). Czasem myślę, że mam obsesję na punkcie jedzenia. We współczesnym świecie trudno jest o równowagę – z jednej strony wszystkie bilboardy głoszą „jedz zdrowo”, a z drugiej jeśli jem marchewkę zamiast batonika i odmawiam sobie napojów gazowanych, to wielu posądza mnie o szaleństwo. Kolejny problem jest taki, że wiele produktów reklamowanych jest jako „zdrowe”, ale ilość chociażby cukru w nich przeraża. Patrzę na etykietę zamiast zaufać reklamie? Świruska! W pewnym stopniu zgadzam się, że to rodzic powinien decydować o tym co dziecko je, a dziecko o ilości jedzenia (choć też nie zawsze, moja siostra mając 12 lat potrafiła pochłonąć 20 pierogów średniego rozmiaru). Byłabym ostrożna z komentarzami, bo myślę, że nastolatce będzie łatwiej zdyscyplinować się samodzielnie, kiedy zauważy, że tyje, niż słuchać rad zrzędzącej mamy.
    A jeśli chodzi o pulchne dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, to myślę, że łatwo zostać osądzonym niezależnie w którą stronę jest odchylenie od normy 🙂 Grube dziecko? Czy ta matka nie widzi co się dzieje? Czym ona karmi to dziecko? Biedny maluch, a matka nierozsądna, mogłaby pomyśleć zanim włoży mu coś do buzi!
    Chude dziecko? Ojej, czy wszystko u nich w porządku? Może chore? Może mama nie dba, żeby się najadało?

    • Bardzo mądre i trafne spostrzeżenia dziękuję 🙂
      Jeżeli chodzi o moją córkę, to wystarczyło, że jej opowiedziałam o mechanizmie tycia i zrozumiała. Zwłaszcza, że w pewnym momencie przytyła ze 2 kg i poczuła jak to jest. Że większa ilość jedzenia = większa liczba kilogramów. Przestała jeść po nocach i na razie wszystko jest ok, zwłaszcza że jest w klasie sportowej – biega.

      • Marta

        Powiem Ci, ze ostatnio właśnie doszłam do wniosku, że tak, jak w pewnym wieku przychodzi czas na uświadomienie dzieci odnośnie seksu, tak powinno się też je uświadamiać odnośnie odżywiania właśnie i ewentualnego odchudzania.. Bo świadomość jest nikła.. I potem te dzieciaki sobie same krzywdę robią niestety.

    • Kasia S.

      Naście lat to okres, w którym się rośnie i potrzeby żywieniowe czasem bywają ogromne. Nie wydaje mi się, że 20 pierogów to jakoś strasznie dużo. Ja w wieku 15 lat potrafiłam zjeść 40 pierogów z kapustą i grzybami na drugie danie. Dziś tylko 6-8.

      • Marta

        Niewiarygodne, gdzie się to tym nastolatkom w brzuchach mieści 🙂 Uważam jednak, że moja siostra uprawiała obżarstwo, bo jadła aż zaczęło boleć, z czystego łakomstwa, tylko rzeczy, które wyjątkowo lubiła (pizza, pierogi).

  • Kamelia

    Razem z mężem jesteśmy osobami, które muszą dbać o to co jedzą. Jesteśmy szczupli, ale to tylko dzięki temu, że myślimy o tym co jemy. Nasza 20 miesięczna córka ma niesamowity apetyt. Gdybyśmy jej pozwolili to jadłaby prawie cały czas, z przerwami na sen. Dlatego nie pozwalamy jej. Ograniczamy jej porcje i ilość posiłków do 5 dziennie (w tym 2 to mleko). Wydaje mi się, że już w tym wieku należy myśleć o wyrabianiu w dziecku właściwych nawyków żywieniowych. Jako nasz sukces wychowawczy poczytuję, że od czasu do czasu córka mówi „już dosyć, nie chcę”. 🙂
    Niestety moi teściowie mają inny pogląd na tą sprawę i czasie wizyty u nich czekają na moje dziecko: truskaweczki, boróweczki, galaretka, biszkopciki, itp. I jest mi przykro, że ich muszę nieustannie strofować, ale nie mogę pozwolić na przekarmianie mojego dziecka i wpychanie mu rzeczy, które uważam za niezdrowe. Soczków też zabroniłam im kupować. Wiem, jestem wyrodną synową 😉

    • To musi być naprawdę irytujące gdy ktoś wtrąca się do spraw żywieniowych dziecka. Niedawno rozmawiała ze znajomą , która mówiła, że jej teściowie wciskają 2-latkowi ciągle słodycze. (cukier jako synonim szczęścia).
      Jedyne, co mnie zdzwiiło w Twoim komentrzu to że masz za złe truskaweczkom i boróweczkom? 🙂 Przecież to owoce! 🙂

      • Kamelia

        Nie mam im za złe owoców jako takich, tylko ich ilość. Zazwyczaj kończy się to biegunką i podrażnieniem skóry w intymnych miejscach. Córeczka potem nie chce się myć i płacze, że woda „ścipie”. Może źle to ujęłam. 🙂
        Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Dieta u dziecka to nic złego, jeżeli jest potrzebna.

  • O borze, to moja sałatka była na celowniku? Trzeba było mówić wcześniej, to bym się szarpnela na kotleta…

  • Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Nie wiem skąd w ludziach wzięło się przekonanie, że zdrowe i szczęśliwe dziecko to grube dziecko. Wszystko należy robić z umiarem i do diety też tak należy podchodzić.
    Czekoladę też uwielbiam 🙂

  • http://szajba-mi-bije.blogspot

    Niestety ale nadal istnieje stereotyp że grube dziecko to szczęsliwe dziecko . I mało kto wie że raz nabyta otyłyśc będzie się ciągnełą za dzieckiem do końca życia .

  • Oj tak, mając 14 lat tylek rósł mi w przerażającym tempie, pomimo tego że całe popołudnia i wieczory biegałam za piłką. Uwielbiałam kanapki z serem i ketchupem, często jadłam po 5 grubych pajd na noc i nikt mi nic nie mówił a szkoda.. Bo później cały ogólniak myślałam tylko o odchudzaniu i marzyłam o szortach..

  • Aga

    Dobrze, że poruszyłaś ten temat.

  • Aniaxyz

    To ja Ci zaserwuję dialog z lekcji (jestem nauczycielką):
    Piotruś: Proszę pani, Ala mnie popchnęła! Zaraz przywalę temu grubasowi!
    Ja: Nie nazywaj Ali grubasem.
    P: No ale przecież jest gruba, no nie??

    Nie dało się zaprzeczyć…
    Miałam tez incydent uczenia WFu i oto obserwacje z niego: 1) grubych dzieci jest coraz więcej; 2) grube dzieci mają problemy z rzeczami dla innych oczywistymi, np. zawiązaniem buta – brzuszek przeszkadza…

    Zgadzam się, że poza sytuacjami chorobowymi, grube dziecko to wina rodzica. Żeby taki rodzic przyznał sam sobie, że z jego dzieckiem jest coś nie tak, najpierw musiałby przyznać się przed sobą, że to jego wina. Zwykle rodzice grubych dzieci też są grubi (nie mówię tu o sytuacjach spowodowanych chorobą leczoną np. lekami steroidalnymi itd.), więc dieta musiałaby objąć całą rodzinę. Nie każdy ma ochotę zrezygnować ze swoich nawyków żywieniowych. Dla niektórych jest to wręcz niemożliwe.

    • Absolutnie zgadzam się z drugą częścią Twojego komentarza.
      Zaś co do pierwszej to temat jest trudny. Uczę swoje córki, żeby nigdy nie sprawiały przykrości innym, nazywając je grubasami, chuderlakami, brzydalami, ryżymi itd.Domyślam się więc, że rodzic Piotrusia tego synka nie nauczył. Z drugiej strony rozumiem, że dzieci są po prostu szczere i mówią, co myślą i to bywa okrutne..
      Tym bardziej więc rodzice dzieci z nadwagą powinni coś z tym zrobić, bo otoczenie je zniszczy :/

  • To świetnie, że świadomie kontrolujesz swoją wagę, ale zawsze kiedy czytam jak osoba, która nigdy nie zmagała się z nadwagą, pisze o odchudzaniu, to kojarzy mi się, że to zupełnie tak samo jak gdyby osoba taka jak ja (praktycznie nie piję alkoholu i nie ciągnie mnie do niego) zaczęła doradzać alkoholikowi, mówiąc, że przecież całe to uzależnienie to nic takiego, wystarczy sobie postanowić, że nie pije się więcej niż jedno piwko na tydzień i po sprawie, przecież to kwestia prostej decyzji, dbania o siebie i w ogóle nie rozumiem jak ktoś może mieć z tym problem. A jednak nie doradzam alkoholikom.

  • To świetnie, że świadomie kontrolujesz swoją wagę, ale zawsze kiedy
    czytam jak osoba, która nigdy nie zmagała się z nadwagą, pisze o
    odchudzaniu, to kojarzy mi się, że to zupełnie tak samo jak gdyby osoba
    taka jak ja (praktycznie nie piję alkoholu i nie ciągnie mnie do niego)
    zaczęła doradzać alkoholikowi, mówiąc, że przecież całe to uzależnienie
    to nic takiego, wystarczy sobie postanowić, że nie pije się więcej niż
    jedno piwko na tydzień i po sprawie, przecież to kwestia prostej
    decyzji, dbania o siebie i w ogóle nie rozumiem jak ktoś może mieć z tym
    problem. A jednak nie doradzam alkoholikom.

    • Po pierwsze: gdybym nie kontrolowała swojej wagi, na 100% miałabym nadwagę. Po drugie: nie do końca rozumiem, co chcesz przez powiedzieć? Czy mój tekst odbierasz jako tekst doradczy? I sądzisz, że uważam siebie za wagową terapeutkę lub coucherkę? 🙂 Nie, ja po prostu napisałam co o tym myślę, czyli przede wszystkim jak NIE doprowadzić do nadwagi, a nie co robić z tym, gdy już się ją ma.

      • Tak, potraktowałam go jako tekst doradczy – mój błąd. Oprócz przeprosin dodam gratulacje – po dodaniu komentarza uzmysłowiłam sobie, że ten tekst wzbudził we mnie bardzo silne emocje, a to przecież jest jednym z najważniejszych atutów tekstu na blogu.

    • To tak jak się ma niedowagę i się jest chudszą od Anji Rubik. Wszyscy myślą, że wystarczy więcej jeść. A to tak nie działa. Jak się jest szczupłym i ma się zdrowe nawyki, to się nie zje hamburgera. Ja bym zwymiotowała. Mój organizm żywiony zdrowo od dziecka nie umie trawić niezdrowych rzeczy. A mam taką przemianę materii, że jak jelita dostają nadmiar jedzenia to… przemiana przyśpiesza i pozamiatane. Tak działa zdrowy organizm. Tycie to zły objaw, to oznaka, że spieprzyliśmy sobie metabolizm, albo mamy problemy hormonalne. Albo jemy w złych proporcjach sugerując się głupimi dietami z internetu, więc kilogramy bardzo szybko wracają.

  • gaga

    ja znowu byłam dzieckiem z wieczną niedowagą, mama biegała za mną z łyżką co chwilę czymś mnie dopychała (i chyba z tego wynika mój lekki wstręt do jedzenia). Do dziś mam niedowagę, nie obżeram się, nie przepadam za słodyczami. Ciężko jest mi przytyć mimo, że bym chciała:/

    • Oj, no tak, bywa i przegięcie w drugą stronę.. Dzieci reagują na przekarmianie jadłowstrętem. To jest właśnie to, co Kasia Gandor nazywa skomplikowanym związkiem z jedzeniem. Współczuję Ci i trzymam kciuki, żeby udało Ci się przytyć. (choć pewnie niejedna osoba Ci zazdrości, a to Cię jeszcze bardziej wkurza, prawda? 🙂

  • Aga Q

    Mam skrzywienie w głowie mimo, że nigdy nie byłam grubym dzieckiem. Będąc dzieckiem czy nastolatką nie przywiązywałam wagi do wyglądu, bo wyglądałam świetnie. Byłam mega aktywnym, wysportowanym dzieciakiem. Wydawało mi się, że tak będzie już zawsze. Problem pojawił się mniej więcej w wieku 21-22 lat. Aktywność fizyczna spadła do 0, pojawiły się problemy hormonalne i przybyło mi kilkanaście kilogramów. Dramat. Wzięłam się jednak w garść,zaczęłam dwuletnią walkę. Wrócił sport, lepsza kondycja, waga wróciła do normy i zaszłam w ciąże. Teraz mam już dwoje dzieci, walczę znowu o samoakceptację. Najbardziej jednak mi przykro, że inni mogą zajadać się czym chcą i kiedy chcą i gram tłuszczu im się nawet na nosie nie odkłada, a inni (w tym również ja) muszą pilnować i toczyć ciągłą walkę z samym sobą.

    • Ja też tak mam, więc w trudnych chwilach wiedz, że nie jesteś sama 🙂

      • Aga Q

        Pomijając to wszystko przeżyłam mega szok, kiedy czteroletnie dzieci na pokazowych zajęciach nie potrafiły nazwać podstawowych warzyw na obrazkach. Panie celowo chciały zobrazować problem, chociaż niektórzy rodzice nie zrozumieli przesłania i się strasznie oburzyli, ale czego oczekiwać skoro przywożą czterolatki do przedszkola w wózkach niemowlęcych.

  • Bardzo mi się ten tekst podoba. Sama zawsze miałam problemy z wagą (od gimnazjum mniej więcej) i dopiero teraz osiągnęłam zadowalającą mnie wagę, chudnąc w ostatnim roku 20kg (zdrowym odżywianiem i ruchem). Czuję się świetnie i jestem zaskoczona, jak niewielkie zmiany musiałam wprowadzić, żeby to osiągnąć. Nikt, kto mnie zna, nie lituje się nade mną, że się głodzę czy wiele muszę sobie odmawiać – bo to po prostu nieprawda. Wystarczyło kilka podstawowych reguł, które teraz już są dla mnie oczywiste. Dlatego też wpojenie zdrowych nawyków moim dzieciom, szczególnie córce (mam córkę i synka) uznałam za jedno ze swoich najważniejszych zadań i bardzo mi na tym zależy. Chcę, żeby to, co ja musiałam sobie wypracować jako dorosła osoba: regularne posiłki bez podjadania, zdrowe produkty, nieprzetworzone jedzenie, czysta woda, dużo warzyw i owoców, kasze, ryby, owsianka, ciemne pieczywo – było dla niej naturalne od zawsze. A wokół słyszę głosy (kiedy nie pozwalam jej dawać paczkowanego ciasta z marketu – mała ma trochę ponad rok), że „biedne dziecko”, „przecież to tylko drożdżówka”. I biedne dzieci, bo daję im gorzką czekoladę zamiast mlecznej. A im taka smakuje, bo do takiej są przyzwyczajeni! Zupełnie nie rozumiem, czemu ludzie nie dostrzegają, że opychanie się słodyczami jest szkodliwe, i nauczenie dzieci zdrowego odżywiania to ta sama kategoria, co zabranianie palenia i picia. A to jest dla większości oczywiste, prawda? Ale jak dziecko nie może zjeść na kolację batonika, to już takie biedne i terroryzowane. Zabieram im dzieciństwo. A chyba wychowywanie na tym polega, żeby pokazywać dzieciom właściwe wybory, trochę nakierować, dać dobry przykład, by same potem chciały wybrać to, co będzie dobre dla nich? A nie podsuwać kolejnego pączka, bo przecież tak lubi. Tylko jakoś kwestia jedzenia jest pod tym względem bardzo bagatelizowana.
    Mam nadzieję, że dzięki temu, że teraz moje dzieci są „takie biedne”, nie będą się przez resztę życia miotać między dietą a obżarstwem, nie mogąc spojrzeć w lustro… ( i żeby nie było: synek dostał dziś loda na spacerze. Ale to wyjątek, a nie reguła).

    • Dziękuję za mądry i ciekawy komentarz, zgadzam się z Tobą, rodzice są też po to, by stawiać dziecku granice.

    • szarsz

      „Zabieram im dzieciństwo.”

      O, ja też to słyszałam. Od własnej babci moich dzieci. A właściwie starszego, bo po paru latach – gdy mlodsza weszła w wiek słodyczowy, już nie było problemu. Babcia przyznała nam rację i juz nie karmi na siłę, już pilnuje, żeby słodyczy było niewiele i raczej nie zamiast obiadu. Zdarzają się jej przesympatyczne wpadki – jak ostatnio potwornie kwaśne naleśniki z serem, bo starała się dać jak najmniej cukru :), ale widzę, jak się stara, jak kupuje truskawki, ogórki i pomidory w miejsce chrupek i czekoladek. Jak piecze babkę zamiast sernika z centymetrową warstwą lukru.

      A najbardziej, najbardziej nie rozumiem szczupłych rodziców wpychających słodycze dzieciom swoim i cudzym (czytaj: moim) 🙁

  • Temat u mnie na tapecie, choć opisywałam dawno, jak to wygląda z drugiej perspektywy :

    http://szafaskrajnej.blogspot.com/2013/12/mamo-jestem-gruby.html
    (wiem Natalia, że znów poprosisz mnie o linka, więc uprzedzam prośbę :DD)

    …I pisze o tym otwarcie, bo przyznaje bez bicia, że kiedyś nie przywiązywałam do tego wagi. Nie miałam takiej wiedzy jaką mam teraz. Nie oponowałam gdy babcie co chwila podsuwały synowi coś do „żucia” 🙁
    I masz rację świadome odżywianie dotyczy całej rodziny. Nie wystarczy, że ja ganie Syna, gdy zje pączka po obiedzie lub kolacji. sama muszę być wzorem.. A jednocześnie nie biczować się i pozwolić sobie na małe co nieco, bo samymi zakazami daleko nie ujadę 🙂
    Z Hanką od początku jest inaczej. Mądrzejsza o dobre rady na temat zdrowego żywienia, staram się aby jej (i całej rodziny obecnie) posiłki były urozmaicone..a jeśli trafi się coś słodkiego – biszkopcik, ciasteczko- to staram się aby to nie było od razu pół paczki 😛 – choć dodane np. do jogurtu + jagody, traktuje jako odrębny posiłek…
    Z ruchem – to choć stękam i narzekam, że robimy maratony – w duchu cieszę się, że młoda ma tyle energii i zamiast wózka – wybiera własne nóżki…A starszy, mimo że wciąż nad nim „pracuje” jest na tyle świadom, że ma wybór, i wie jakie są konsekwencje (Mamo.. znów mam duży brzuch) podjadania lub objadania się na noc.. i cieszę się jak dziecko gdy wieczorem mówi „Wiesz co mamo, zjem …jutro” 🙂

    • Gosiu, dzięki za link i polecenie książek. Od tamtego tekstu minęło pół roku, fajnie że zaczęliście działać 🙂

  • Bardzo zdrowe podejście do tematu, gratuluję.
    Co za straszne czasy, że jedzenie stało się taką psychodramą.
    Nie
    mogę się powstrzymać, żeby nie wrzucić linka do zatrważającej
    pogadanki Jamie’go Oliviera na temat zdrowego odżywiania dzieci (Jamie
    Oliver’s TED Award speech)
    http://youtu.be/jIwrV5e6fMY

  • Karolina Majsterek

    temat zdecydowanie bardzo potrzebny do dyskutowania i nagłośnienia. niestety zjawisko nadwagi u dzieci jest coraz bardziej powszechne. widzę to niestety juź na zdjęciach IV grupy mojego synka w żłobku. Wystarczy kilka złych nawyków i nadwaga załatwiona. często zapominamy, że zdrowa sylwetka (nasza i dzieci) to nie są jakieś szaleńcze wyrzeczenia, mordercze diety, tylko kilka zdrowych nawyków, umiar, kontrola oraz świadomość tego co jemy i dajemy naszym dzieciom. CZYTAJMY ETYKIETY…!!! nie namawiam też do skrajności w druga stronę ale pomyślmy np. o tym żeby wieczorem podać szklankę mleka z odrobiną miodu zamiast mleka z np. puchatkiem, który ma niemalże 80% cukru… (bo później się też dziwimy, że nasze dziecko nie chce spać)

  • Niczka

    Całe szczęście, że moi rodzice zadbali o to, żeby nauczyć mnie zdrowego odżywiania. Ja wraz z moimi dwiema młodszymi siostrami byłyśmy nazywane właśnie dziećmi-niejadkami, i byłyśmy zawsze szczupłe. Pierwszą zasadą jedzeniową u nas w domu było: „Nie jedz na siłę”. gdy rodzice robili obiad nie wywierali na nas presji, że musimy zjeść wszystko z talerza, ale gdy chciałyśmy mogłyśmy liczyć na dokładke. Jadłyśmy tyle, na ile miałyśmy ochote. Rodzice wychodzili z założenia, że jeżeli bedziemy glodne to o tym powiemy i nie ma sensu nas zmuszać do jedzenia. Walczyli z babciami i ciociami by te też nas nie karmiły na siłe. pozatym często całe dnie spędzaliśmy na dworze, gdzie biegając, wpinając się do drzewach i jeżdząc na rowerach prowadzilyśmy bardzo aktywny tryb życia 🙂 Pamietam tez powiedzonka taty, ktory powtarzał, że śniadanie należy zjeść jak król, obiad jak szlachcic i kolację jak żebrak. Wiadomo – najwięcej zjeść na śniadanie żeby starczyło energii na cały dzien. Miałam nawyk, ze nie wyszłabym z domu bez śniadania. Na kolacje często jedliśmy owoce. teraz nie odżywiam sie tak jak kiedys, ale próbuje do tego wrocic.

  • kaśka

    i prywatnie i jako psychoterapeutka oceniam tekst super pozytywnie. zdrowy stosunek do jedzenia i ciala. brawo, gratulacje! 🙂

  • Sofie

    Do Iga Pu przejdż na dietę bezglutenową .Choroba tarczycy na którą cierpisz ustąpi i wróci prawidłowa waga 🙂

  • dancewiththecamera

    Mnie bardzo przeraża ta ogromna ilość otyłych dzieci. Chociaż trzeba się wystrzegać oceniania, bo czasem naprawdę może być to kwestia choroby, to jednak trudno mi czasem się powstrzymać. Bo jeśli w 3 klasie podstawówki większość dzieci jest otyłych do tego stopnia, że na wf przewrotu w przód nie są w stanie zrobić, to coś tu jest nie tak. I ta otyłość u tej „większość dzieci” z pewnością nie wynika z choroby. U pojedynczych przypadków może tak, ale na pewno nie u wszystkich. I jak widzę, że idzie rodzic z dzieckiem, a dziecko się obżera batonikami, chipsami czy hamburgerami, to mi się trochę ciśnienie podnosi. Bo potem wraca dzieciak do domu i zamiast biegać za piłką na podwórku to siedzi i gapi się w telewizor. Dziecku nie można dawać cały czas samych takich świństw i pozwalać na kanapowo-telewizorowy tryb życia, bo „inaczej będzie ryczeć a tak przynajmniej mam dziecko z głowy”. Z takim podejściem to winszuję……. Gdzie są te czasy, kiedy dzieciaki trzeba było siłą z podwórka wieczorem przyprowadzać do domu?

  • dokładnie – przekarmianie, brak ruchu, konsumpcjonizm na maksa zabija ludzka sylwetkę :DDD

  • 100% racji. Też niestety byłem grubaskiem. Takim dużym. W gimnazjum udało się trochę zrzucić a i wzrost się zwiększył.
    Teraz na grubasa nie wyglądam, bo mam 192 cm. Jednak nawyk jedzenia za dużo i brzuszek pozostały.

  • Jay

    Wrzucę swoje trzy grosze i zwrócę Waszą uwagę na jeden strasznie szkodliwy mechanizm: nagradzanie za zjedzenie całego talerza (najczęściej, o ironio, jedzeniem – czekoladką, lodami itp) i karanie za niedojadanie porcji. Proponuję chwalić dzieci za to, że wiedziały, ile potrzebują zjeść i nie wpychały w siebie więcej, niż trzeba.

    • Bardzo słuszna uwaga..

  • Pingback: Ogród Fauny niezupełnie Polskiej | DanceWithTheCamera()

  • Pingback: Matka Terrorystka Gastronomiczna | Nishka Natalia Tur()

  • Matka Agrafka

    Jestem grubą mamą. Najpierw złamałam nogę, później brałam hormony, następnie sterydy sterydy, bo jestem też chorą mamą. Odżywiam się znacznie lepiej niż moje szczupłe koleżanki, chociaż też pozwalam sobie czasem na jakiś mały grzeszek. Dzieci jedzą tak jak my, zdrowo, unikając cukru, nie smażywy więc tłuste też odpada, obie córki są szczuplutkie. Bardzo długo słuchałam, że jestem duża, więc pewnie wyjadam wszystko dzieciom, a one bidulki niedożywione. Nawet od pediatry usłyszałam kilka razy, że są znacznie poniżej norm dla dzieci w ich wieku i że powinny przybrać na wadze. Jednak jak zasugerowałam zamianę jogurtu naturalnego na słodzone czekoladowe badziewo, owsianki z bananem na batonika, a marchewki z parowara na schabowego, to się za głowę złapała. Dodałam, że mogę tez dawać im chipsy, colę i lizaki między posiłkami, wtedy na pewno przytyją, tylko ile to będzie warte dla ich zdrowia? Wtedy ostatni raz rozmawiała ze mną o wadze potomstwa. A dbam o zdrowe żywienie dzieci, bo wiem że w ten sposób mogą uniknąć, lub odwlec moje problemy, które krążą w rodzinnych genach, z tarczycą, astmą i cukrzycą, że będą mogły więcej, dłużej i lepiej robić wszystko na co będą miały ochotę. Również razem spędzamy czas aktywnie, mamy w ogordzie trampolinę, w domu ściankę wspinaczkową, rowery, bieżnię i wielki materac na fikołki, skoki i inne figle. W zdrowym ciele zdrowy duch 🙂

  • pannaM

    Masz całkowitą rację, zawsze z przykrością patrzę na dzieci otyłe, bo wiem, że tak naprawdę utuczyła je rodzina. Taki młody człowiek jeszcze nie ma hamulców, dopóki jest małe nie wnika zbytnio w swój wygląd zewnętrzny, bo przecież to dziecko nie wie jeszcze czym są kompleksy. Problemy zaczynają się później, gdy idzie do szkoły… rówieśnicy są przecież szczerzy do bólu…. i dziecko z uśmiechniętego grubaska zamienia się w nieszczęśliwego „spaślaka”.
    Tylko jak zrzucić ten balast… co gorsza, jeśli już się go nawet pozbędziemy to przecież w każdej chwili może do nas wrócić.
    Z otyłością jest przecież jak z innymi chorobami – lepiej zapobiegać niż leczyć. Jak sama napisałaś przytyć jest bardzo łatwo, gorzej potem ten tłuszcz spalić. Ja właśnie wychodzę z takiego założenia, że ok. można schudnąć, odmienić swój sposób odżywiania a tym samym styl życia, ale czasami los przynosi jakieś nieszczęścia typu śmierć bliskiej osoby itp. Czy w takich sytuacjach ktokolwiek myśli o tym co dobrego i mega zdrowego zje na obiad i jaką aktywność wybierze na dzisiejsze popołudnie? No raczej nie i właśnie w takich momentach te kilogramy wracają…
    Dlatego uważam, że najważniejsze jest już zaczynać od podstaw, zaszczepiać w dzieciach te zdrowe nawyki, by wiedziało, że bardzo ważna jest zbilansowana dieta, oraz ruch.
    Cieszę się, że społeczeństwo jest coraz bardziej świadome tego problemu. Kiedy ja byłam w wieku Twojej starszej córki, czyli dojrzewałam, rodzice nie hamowali tych moich wilczych apetytów… jadłam byle co, w mojej diecie było dużo, za dużo słodyczy, ale kto by się tym przejmował? Pokolenie moich rodziców, niestety nie jest jeszcze świadome jak ważne jest zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna. Ja niestety musiałam za tą nieświadomość zapłacić.
    Teraz mam 21 lat, jestem szczupłą dziewczyną, staram się jeść zdrowo, chociaż zdarzają mi się wpadki, lubię się ruszać. Wdrożyłam to wszystko małym kroczkami i udało się, jeszcze długa droga przede mną do wymarzonej sylwetki, ale już teraz odczuwam, że moje ciało jest po prostu zdrowsze.
    Wiem, że gdybym miała w wieku 14 lat taką świadomość jaką mam teraz, albo gdyby mieli ją moi rodzice to nie zwalniałabym się wciąż z lekcji wf-u i dbałabym o swoje ciało właśnie poprzez odpowiednią dietę, bo to przecież jeden z najlepszych kosmetyków.
    Cieszy mnie jednak fakt, że świadomość rośnie. Ja sama również „trąbię” gdzie się da, że otyłość nie jest dobra, że nie należy tego lekceważyć, zwalać winę na geny czy tryb życia.
    Każdy może a nawet powinien zmienić swoją dietę, chociażby, aby dbać o swoje zdrowie.

  • Willa Esy Floresy

    Mogłabym z czystym sumieniem podpisać się pod tym artykułem w wyłączeniem punktu ,,sama jestem szczupła,,. Tak było całkiem niedawno, ale z wiekiem jest mi coraz trudniej zrzucić parę kilo. I może właśnie dlatego, starannie kontroluje wagę mojego 11 latka. Był już taki moment kiedy jego waga z tygodnia na tydzień znacząco wzrastała i musiałam kategorycznie wkroczyć do akcji. Odmówiłam nawet wyjazdu na wakacje do dziadków, gdyż wiedziałam, że tam zdobędzie dodatkowo jakieś 2- 3 kg :). Wprowadziłam czasową kontrolę nad ilością i jakością jedzenia i wrócił do normy. Oczywiście nie obyło się bez wyrzutów w stylu ,,głodzisz własne dziecko!,, Ale na szczęście to ja jestem matką :). Nie chcę by moje dziecko w przyszłości zawdzięczało mi nadwagę, a za tym idzie brak pewności siebie, problemy z rówieśnikami w grupie i tym podobne problemy.

  • Pingback: Dzieci grube na zawsze()

  • Strasznie bym chciała tyć cztery kilogramy w miesiącu.Jestem jedną z tych osób, która ma „dobre geny”. „Dobre geny” skutkują u mnie niedowagą od urodzenia i na jakiejkolwiek diecie bym nie była – czy z regularnymi posiłkami, czy z mnóstwem słodyczy, klusek i innych ‚tuczących” rzeczy – nie potrafię przytyć tych pięciu kilogramów do dolnej granicy wagi prawidłowej. I może niedowaga powoduje mniej powikłań niż otyłość, ale wcale nie jest przyjemnie być niedożywionym chudzielcem, którego każdy lekarz wysyła na badanie tarczycy, bo nic innego nie potrafią wymyślić.
    Teraz, by przytyć, prawdopodobnie musiałabym zacząć wmuszać w siebie jedzenie, tak jak to robiono mi w dzieciństwie. Czyli przejadać się specjalnie i na silę. Muszę mówić, jak nieprzyjemne to jest? Nie tylko na otyłość powinni zwracać uwagę rodzice.

  • Niestety również uważam, że to rodzice odpowiedzialni są za otyłość dzieci. W tym roku nad Bałtykiem łapałam się za głowę. Naokoło wszystkie matki wyciągały po kolei chipsy, drożdżówki, cukierki, a przecież można owoc, rodzynki, jogurt? Dziwiły się i obrażały, kiedy mówiłam głośno, nie kochanie, podziękuj Pani, my chipsów nie jemy. Niektóre wręcz się obrażały twierdząc, że to przecież dziecko, no niech sobie zje. Moje dzieci nie piją coli, nie jedzą chipsów, lubią warzywa, owoce, ciemne pieczywo, razowy makaron, kasze. Bo dostają to codziennie, bo tak się je u nas w domu. Byłam przerażona, kiedy widziałam czterolatka z gofrem lub lodem większym niż jego głowa. Moje dzieci też jadły lody, ale 1 gałkę, co jest w tym wieku zupełnie wystarczające. Przecież to ja ustalam reguły, a nie moje czterolatki. Smutne to trochę, że mimo edukacji, nagłaśniania tych faktów żywieniowych, nadal rodzice uważają, że dzieci mogą wszystko jeść, każde śmieci im nie zagrożą, bo przecież dziecku wolno.

  • Klaudia

    Jeżeli chodzi o dzieci z nadwagą w moim otoczeniu to zauważyłam, że jest to wina rodziców – po prostu przekarmiają swoje dzieci. Sytuacja ze spotkania rodzinnego – dziewczynka z drugiej klasy podstawówki na obiad zjadła więcej niż ja jem przez cały dzień, a jej mama z trwogą w głosie biadoli nad nią, że tak malutko zjadła. Dziewczynka ta waży 56 kg, tyle co ja teraz, w wieku 24. Ale ciotce nie można nic powiedzieć na ten temat, bo zaraz się denerwuje i mówi, że skoro ją stać to będzie karmić tak swoją córkę. Zresztą nikt nie lubi jak ktoś mu się wtrąca w wychowanie dzieci, więc co my możemy?

  • Kasia

    Zgadzam się z tekstem! Mam siostrę, która ma 15 lat i to ja muszę ją edukować żywieniowo 🙁 Rodzice kupują słodzone jogurty, białe pieczywo, dużo słodyczy, a na stole zawsze jest talerz ciastek (zgroza!). Siostra mieszka z rodzicami, więc często ma dostęp tylko do niezdrowych rzeczy. Niestety, rodzice do jedzenja podchodza na zasadzie dobre/niedobre, nie uwzględniając walorów zdrowotnych jedzenia.
    Jednak jest jedna rzecz w tekście, z którą nie mogę się zgodzić jako osoba wiedząca o jedzeniu chyba wszystko 😀 (wręcz obsesyjnje czytam o jedzeniu, jestem na bieżąco z badaniami itp.):
    „Wiem, jak kolosalne znaczenie ma fakt, czy spałaszuję ją o godzinie 22, czy przełożę to na jutro na 8 rano”
    Otóż nie ma to żadnego znaczenia. Linkuję do tekstu, który jest oparty na badaniach przytoczonych pod tekstem (sprawdzone) 🙂
    Pozdrawiam, Nishko, i mam nadzieję, że Twój tekst trafi do jak największej liczby rodziców :*

  • makate

    „Umiar w jedzeniu, umiar w odchudzaniu” -to chyba kwintesencja. Z jedzeniem jest tak jak z wieloma rzeczami w życiu – najlepiej szukać jakiegoś środka, nie katować siebie i dzieci super restrykcyjnymi zasadami i zakazem zjedzenia choćby jednego cukierka przed 18stką, ale zarazem nie traktować jedzenia jak jedynej czynności życiowej 😉 z drugiej strony, przy całym poparciu dla walki o zdrowe żywienie dzieci, wydaje mi się, że ważne jest też uczenie tego, że sprawa jest złożona – to znaczy że nie każdy gruby jest gruby bo mu się nie chce zadbać o zdrowie. Żeby nie tworzyć w dziecku szczupłym takiego poczucia że grubi to gorsi. Ludzie mają różne choroby, różne geny i predyspozycje do tycia, no i oczywiście różne doświadczenia z dzieciństwa – jeśli np. ktoś był przekarmiany przez rodziców, będzie mu potem bardzo trudno zachować wagę… Ja np. mam taką przemianę materii, że nawet jedząc dużo jestem szczupła. Chociaż czuję złe jedzenie w inny sposób – np. bólem brzucha 😉 na szczęście! bo inaczej obawiam się, że mogłoby się skończyć strasznym obżarstwem 😉

  • Ania Z

    Bardzo ciekawy
    artykuł. Otyłość to częsty problem, który dotyka coraz młodszych. Cukier,
    węglowodany w jedzeniu, a brak czasu i pośpiech w życiu. Nie da się chronić
    dziecka przed każdym gramem cukru czy tłuszczu, ale można rozsądniej gotować i
    karmić. Z domu czerpie się wzorce, więc to właśnie tam powinno się zadbać o
    nawyki żywieniowe. Z drugiej strony nie można dać się zwariować, czasem
    wystarczy zamiast naleśników z dżemem, podać placuszki owsiane z owocami.
    Przepisów jest wiele, a korzystam m.in. z http://intenson.pl/category/przepisy/

  • O, coś w tym jest. Nigdy nie wskoczyłam do siatki centylowej, zawsze byłam poniżej, co się mama nasłuchała od lekarzy… no owszem, byłam niejadkiem i co z tego? Zdrowym niejadkiem. Moje dziecię je to co chce i ile chce. Tak, to_co chce, ponieważ lecimy od czasów niemowlęcych BLW i dziecię lepiej wie ode mnie, czy akurat bardziej potrzebuje białka, tłuszczy, czy węglowodanów. Olewamy wszystkie diety, jemy to, co akurat jest pod ręką. I wiesz co? Wszyscy jesteśmy chudzi. Ale to też dlatego, że nie mamy wyrzutów sumienia po zjedzeniu słodyczy. Ja mimo pożerania od czasu do czasu całej czekolady mam niedowagę, moje dziecię póki co jeszcze w siatkach, ale z roku na rok coraz niżej (wysoka rośnie, więc BMI spada na pysk). I podjada wafle, i podjada bułki, i podjada herbatniki. I drożdżówki! A mimo to jest jednym ze szczuplejszych dzieci, jakie znam. Wiesz dlaczego? Bo nigdzie nie jest wożona samochodem, potrafi przejść kilka kilometrów ot tak, biega, skacze, łazi po lesie, chodzi na długie spacery po mieście z babcią, cały czas jest w ruchu. Dzisiejsze dzieci są za grube nie przez dietę, tylko dlatego, że cały czas siedzą na tyłku.

  • Pingback: NIEDZIELNY PRZEGLĄD LINKÓW #57 | Vi&Raw()

  • Mała malina

    Ja byłam kiedyś pulchna, nie miałam nadwagi ewidentnej, ale ciałka trochę było. I wiecie co? Ja tego nie widziałam, może wiedziałam, że nie wyglądam jak inne dziewczynki, ale nie miałam z tym problemu. W wieku 11 lat apetyt zmniejszył się drastycznie, zrzuciłam jakieś 10 kg i zmieniłam się w chudzielca, którym jestem do dziś. Wtedy skończył się wpływ rodziców, mówiących mi ile mam jeść.

  • Pingback: Ogród Fauny niezupełnie Polskiej – DanceWithTheCamera()