Nie zadawaj ludziom pytań, po usłyszeniu których mogą poczuć się niekomfortowo

fot. Bartek Goldyn

Nie pytaj mnie, kiedy będę matką, kiedy wezmę ślub, dlaczego nie jem mięsa. Nie masz prawa, postępując zgodnie z Kodeksem Dobrego Wychowania, ciągnąć mnie za język i drążyć temat. Jeżeli będę miała ochotę, sama Ci o tym powiem.

– Dlaczego jesteś singlem?
– Dlaczego nie masz dzieci?
– Dlaczego nie jesz mięsa?
– Dlaczego nie pijesz alkoholu?
– Dlaczego nie legalizujecie swojego związku i żyjecie wciąż na „kocią łapę”?
– Dlaczego zrobiłaś sobie tatuaż?

Dlaczego nie należy zadawać takich pytań?

Takie pytania są nietaktowne. Stawiają człowieka w niekomfortowej sytuacji, w której musi tłumaczyć się, dlaczego odstępuje od normy albo postępuje z innym – od powszechnego lub osoby pytającej- widzimisię. Takie pytania mają w sobie zawoalowany komunikat: „Tłumacz się, dlaczego tak postępujesz”. Stwarzają sytuację przesłuchania. 

Dziś Dzień Wegetarian, zaprezentuję to więc na przykładzie jednego z najbardziej irytujących wegetarian pytania:

– Dlaczego nie jesz mięsa?

Gdy je słyszę, mam ochotę powiedzieć:

– Nie mam ochoty odpowiadać na to pytanie.

Jednak to dość niegrzeczna i nieuprzejma odpowiedź, a ja bardzo nie lubię być niegrzeczna i nieuprzejma. Owszem, czasem jej udzielam, ale czuję się wtedy niekomfortowo.

Gdybym miała powiedzieć prawdę, mogłabym zacytować Paula McCartneya i rzec:

– Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem.

lub Lwa Tołstoja, który zauważył:

Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci, gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?

lub odpowiedzieć asertywnie, cytując George Bernarda Shawa:

– Dlaczego miałbym się spowiadać z tego, że się godziwie odżywiam? Gdybym się opychał pieczonymi trupami zwierząt, to wtedy mielibyście podstawy do wypytywania mnie, czemu tak postępuję.

Atmosfera robi się nieciekawa, prawda? Dlatego nigdy tak nie mówię, bo nie mam najmniejszej ochoty wprowadzać w nasz dialog napięcia, a wiem, że szczera odpowiedź je zbuduje.

NIGDY nie zdarzyło mi się namawiać kogokolwiek do przejścia na wegetarianizm ani dawać do zrozumienia, że jedzenie mięsa jest złe. Nawet jeżeli tak uważam to nie afiszuję się z tym i zostawiam tę opinie tylko dla siebie, bo nie czuję się w żadnym stopniu upoważniona do tego, żeby mówić ludziom, jak mają żyć.

Dlatego zwykle odpowiadam dyplomatycznie:

– Jestem wegetarianką już od 18 lat i tak naprawdę trudno już połapać się, dlaczego. Jest to dla mnie tak naturalna sytuacja, że nie zastanawiam się nad tym.

Taka odpowiedź również sprawia, że czuję się nieswojo, bo nie lubię udzielać zdawkowych odpowiedzi, które brzmią uprzejmie, a w rzeczywistości sygnalizują „odczep się ode mnie”.

Zawsze, gdy zadajesz pytanie, zastanów się, czy nie postawi to Twojego rozmówcy w niekomfortowej sytuacji. Pytanie o to, DLACZEGO coś robi lub czegoś nie robi zwykle go w takiej sytuacji stawia.

Weź pod uwagę, że za każdą decyzją lub stanem rzeczy może stać jakaś trudna historia. Ciężkie doświadczenie, trauma, problemy zdrowotne, buntowniczy okres młodzieńczy albo nic z tych rzeczy, a jedynie niechęć do wchodzenia z Tobą w dyskusję.

Może osoba, która nie ma dzieci nie ma ochoty opowiadać Ci, że ma problemy z zajściem w ciążę lub że zwyczajnie nie widzi się w życiu jako matka? (więcej pisałam o tym w tekście: Nie pytaj mnie, kiedy będę matką, to jeden z najczęściej udostępnianych tekstów, co jest dość symboliczne).

Może osoba, która nie pije alkoholu, stroni od niego z powodu traumy z dzieciństwa z ojcem alkoholikiem? Albo wprost przeciwnie: żadnych traum, żadnych problemów zdrowotnych, a jedynie świadomość, że alkohol jest trucizną i nie chce się nim faszerować, a jednocześnie nie ma ochoty dzielić się z Tobą tym poglądem, wiedząc, że lubisz być na rauszu?

Może singiel z powodu zranionego kiedyś serca boi się zakochać albo po prostu nie ma ochoty na związek, bo nie wierzy w prawdziwą miłość, ale nie chcę z Tobą wchodzić w dyskusję o tym, zwłaszcza, że wie, że jesteś w związku?

Co ciekawe i przykre, często intencją osób zadających tego typu pytania jest tak naprawdę szykowanie kontrataku, w myśl, że „my” swoją postawą atakujemy ich światopogląd.

(Wiadomo: Prawdziwy Polak ma trójkę dzieci, żonę, lubi wódkę i kiełbasę i nie lubi rowerów).

I tak, zdarza się, że osoby, które pytają mnie o to, dlaczego nie jem mięsa, dodają od razu, niby żartem:

– Ale buty i torebki ze skóry zwierząt nosisz, co?

Natomiast moi znajomi słyszą pytania w stylu:

– Dlaczego nie weźmiecie ślubu? Co, formalizowanie miłości zabija miłość? Albo że prawdziwa miłość nie potrzebuje papieru? Więc moja z żoną miłość jest słabsza od waszej?

– Dlaczego nie pijesz alkoholu? Nie chcesz mieć z nami, pijakami, nic wspólnego? Hehe.

– Dlaczego zrobiłeś sobie tatuaż? Sorry, że spytam, ale zawsze mnie to ciekawiło. Myślałaś o tym, co będzie jak będziesz miała 60 lat?

 

Pytania rozpoczynające się od „dlaczego” czynią z pytających prokuratorów lub nauczycieli, przez co hamują komunikację, bo blokują rozmówcę.

Rozpowszechnione jest dziwne przekonanie (które sama przez wiele lat w sobie pielęgnowałam), że aby zachęcić kogoś do mówienia trzeba stawiać pytania. Nie. Najważniejsza jest umiejętność słuchania. :) A co do pytania, to kluczowy jest sposób, w JAKI je zadajemy.

Jeżeli jakiś temat bardzo Cię intryguje, nie możesz powstrzymać się, żeby nie spytać, ciekawość wprost Cię zżera, możesz zagadać go:

– A więc jesteś wegetarianinem./ Nie masz dzieci./ Nie formalizujecie swojego związku./ Nie pijesz alkoholu.

Tak skonstruowana wypowiedź pozwala bezboleśnie i kulturalnie zdecydować rozmówcy, jaki obszar tego zagadnienia poruszy. Może je rozwinie i opowie Ci o swojej bezmięsnej/bezdzietnej/bezślubnej przygodzie, a może tylko odpowie lakonicznie:

– Tak – nie rozwijając wątku.

Nie masz prawa, postępując zgodnie z Kodeksem Dobrego Wychowania, ciągnąć rozmówcy za język i drążyć temat. Jeżeli będzie miał ochotę, zrobi to sam.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie wywiad, którego udzieliłam „Gazecie Współczesnej” – osoby mieszkające w Białymstoku, Ełku, Łomży i Suwałkach zapraszam dziś do kiosków. :)
gaz_wspolczesna

Zapomniałabym o czymś bardzo ważnym:

Jedynymi osobami, którym wypada zadawać trudne, niezręczne pytania stawiające nas w niekomfortowej sytuacji są PRZYJACIELE.

Bo przyjaciel jest od tego, żeby nas czasem wyrwać ze strefy komfortu, otworzyć, nawet gdy to niewygodne, spytać, nawet gdy jest nam z tym nieswojo, skłonić do zwierzeń, nawet gdy są niełatwe.

Przyjaciel. Nie znajomy, nie kumpel, nie przypadkowy rozmówca, dlatego jeżeli nie przyjaźnisz się ze swoim rozmówcą, to zanim spytasz go o plany matrymonialne, prokreacyjne lub dietę, na której przebywa albo wprost przeciwnie: nie przebywa, ugryź się w język. :)

Komentarze:

  • http://www.calareszta.pl/ calareszta.pl

    Pytanie o dzieci jest jednym z najbardziej bolesnych pytań. NIKT nie zdaje sobie sprawy z tego, co się przeżywa, kiedy chce się je mieć, ale się nie udaje. To są prawdziwe dramaty, nie tylko zaczepki do fajnej dyskusji. Tak samo zresztą jak jakiekolwiek pytania o dzieci. To są intymne pytania o sposób poczęcia, przyjścia na świat, karmienia, itp. Nie każdy chce je usłyszeć. Ja nie chcę i bywam niemiła, bo ludziom się wydaje, że to, że mam trojaczki to jak zaproszenie kogoś na wizytę w cyrku. Dziękuję. Mam i już.

  • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

    Zadałam ostatnio strasznie krępujące pytanie, mojemu koledze – Malajowi.
    „- a w Islamie są jacyś geje?”
    I zaraz po tym zorientowałam się, że chyba poszłam trochę za daleko, bo to dosc niezręczne pytanie natury religijnej. Na szczęście w odpowiedzi dostałam uśmiech i zdanie
    „- a to gdzieś nie ma?”

    Mnie za to najbardziej denerwują pytania o dzieci. O ile w tym roku kończę dopiero 22 lata, więc to raczej za wcześnie, żeby ktoś się dopominał, to ja na dzień dzisiejszy jestem zdania, że dzieci mieć nie będę w ogóle. Zawsze gdy ktokoś to usłyszy, musi skomentować. Że jak to tak? Przecież każdy musi, przecież to tak nie może być, bo każda kobieta to czuje. Ja jak nie zmienię zdania to będę stara i będę żałować.

    Pytanie młodych par, ledwo po ślubie „ale kiedy dzieci” jest co najmniej chamskie

    • http://www.calareszta.pl/ calareszta.pl

      Dlaczego w ogóle miałabyś się komukolwiek tłumaczyć ze swoich przekonań? Ja nie czułam długo i też musiałam się z tym zmagać.

      • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

        Najgorsze jest to, że takie pytania zadają najcześciej babcie, ciocie, mamy i inne osoby, którym nie wypada odpowiedzieć „to nie Twoja sprawa!”

        • Dot

          Ale można odpowiedzieć: „To moja sprawa i chciałabym, żebyś uszanowała moje zdanie” :)

        • karjola

          Mi już zabrakło dobrych tekstów którymi mogłabym odpowiedzieć moim teściom…można było tłumaczyć/prosić/wkurzać się a i tak za każdym razem słyszałam:to kiedy? Szukam kreatywnych pomysłów na odpowiedź, bo zaraz będę słyszała to kiedy drugie;)Macie może jakieś? Żeby było względnie grzecznie,ale dosadnie 😉

          • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

            Ja mówię „spokojnie, jak będzie coś na rzeczy to na pewno się dowiecie!” – czyli ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam czy w ogóle są jakiekolwiek plany;) ale tej wersji używam właśnie tylko do rodziny i najbliższych, bo dalszej reszcie odpowiadam bardziej dosadnie. Powodzenia!:)

          • http://about.me/lavinka lavinka

            „Jak mi się zachce, dowiecie się pierwsi” z uśmiechem na ustach. Mnie kiedyś wujek w żartach zapytał o drugie, odparłam śmiejąc się, że bardzo chętnie, o ile wujek zasponsoruje koszty jego wychowania przez 18 lat. Czy wujek spytał choć jeszcze raz? 😉

          • Dot

            Może po prostu, że jak przyjdzie czas i że dowiedzą się pierwsi? :) Dziwi mnie w ogóle jak można pytać o to samo 100 razy! Czy po 2 pytaniach bez odpowiedzi jeszcze im się nie znudziło?

          • karjola

            Ciąży nie było,więc nie było satysfakcjonującej odpowiedzi na ich pytanie;)więc drążyli dalej. Wszystkie metody wypróbowałam wtedy: od miłego odpowiadania, po żarty aż w końcu złość i spokojne tłumaczenie odwalcie się (oczywiście grzecznie). Teraz jestem w ciąży i mam spokój. Ale miałam ochotę zrobić im w końcu na złość i w ogóle w ciąże nie zachodzić 😉

          • Dot

            Haha, tak dla zasady 😀

    • http://about.me/lavinka lavinka

      Może lepiej jest odpowiedzieć, że nie każdy musi mieć dzieci i że posiadanie dzieci niechcianych to żadna przyjemność? Prosta sprawa, teraz nie chcę, jutro może mi się zachce, zobaczymy.

      • A.

        Niektórzy ludzie chcą mieć dzieci i nie mogą. Przechodzą bolesne leczenie, traumatyczne zawody, związane z tym kryzysy w związku. Kobieta po czwartym z rzędu poronieniu może nie mieć w sobie… energii do tego, żeby tak rzucić błyskotliwą ripostą, że nie każdy musi mieć dzieci. A nawet jeśli nią rzuci, w środku może odczuć ból, o którym wścibskiej koleżance z pracy, która pyta, nawet się nie śniło. I poczuć, że jej świat zawalił się po raz kolejny. I o tym jest tekst Nishki. Taktowni ludzie nie pytają o takie rzeczy.Bo można takim bezmyślnym wścibstwem niechcący bardzo kogoś zranić. I tyle. Moja mama nazywa tego rodzaju wyczucie kindersztubą i podkreśla, że albo się to ma, albo nie ma.

  • http://lightwords.pl Justyna (lightwords.pl)

    Bardzo fajny tekst. Mam wrażenie, że osoby zadające niewygodne pytania dzielą się na dwie grupy. Pierwsza z nich pyta świadomie i celowo chce postawić osobę pytaną w niewygodnej i krępującej sytuacji (zadając pytanie czuje, że ma władzę). Dość podła próba upokorzenia drugiej osoby. Druga grupa to osoby trochę oderwane od rzeczywistości, taktu i obciachu, które nie zdają sobie sprawy z tego, że zadają niestosowne pytania. Na tych trzeba patrzeć życzliwiej, zwykle nie mają żadnych zamiarów :)

    • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

      To drugie to trudność z wyrośnięciem z dziecięcej bezpośredniości 😉

      • http://whitepraline.pl White Praline

        Dzis jest bardzo powszechna ta bezpośredniość. Mysle, ze fora internetowe wyrobiły mocno tę cechę.

        • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

          Pewnie tak. Teraz wszyscy są też ‚wredni’, ‚bezkompromisowi’ i ‚cyniczni’ 😉

  • http://roweroweporady.pl/ Łukasz Przechodzeń

    Czytam teraz „Spowiedź psa”, gdzie w długiej rozmowie o pracy w policji i swoim życiu opowiada były policjant Dariusz Loranty. I pozwólcie, że zacytuję:

    „Nie wiem, jak można funkcjonować, np. być Polakiem, bez Kościoła czy wiary katolickiej. To niewyobrażalne dla mnie.”

    Widocznie facet ma słabą wyobraźnię i nie przeszkadza mu to być po TRZECH rozwodach. Tak to niestety z nami ludźmi jest. Potrafimy innym wytykać różne rzeczy (których często nie powinno się wytykać, bo to prywatne sprawy), a sami nie widzimy, albo bagatelizujemy rzeczy, które dzieją się u nas samych.

    A pytania o których piszesz, najbardziej bolą, gdy dostaje się je właśnie od najbliższych osób. Przypadkowe można łatwo olać. Ale w kółko powracające się pytania czy nawet drobne aluzje, od babć czy mam potrafią skutecznie popsuć humor na długi czas.

  • http://www.twojediy.blogspot.com/ TwojeDIY Kasia

    Ile ja takich nietaktownych osób spotkałam w życiu, a ja nadal staram się być grzeczna i miła. Na szczęście w duchu myślę sobie o takich ludziach, że to frajerzy i idę dalej swoją drogą.

    • http://about.me/lavinka lavinka

      Mnie raczej spotyka „jak możesz jeść mięso, przecież zabili zwierzę”. Na co ja odpowiadam, że rośliny też żyją i też je trzeba zabić, żeby zjeść. I one też cierpią podczas umierania, choć lobby vegańskie lubi twierdzić, że „wcalebonie”. W moim idealnym świecie jedzenie będzie całkowicie syntetyczne, żeby nie trzeba było niszczyć natury (rolnictwo niszczy ją bardziej niż hodowla zwierząt).

  • http://abakercja.blogspot.com Ania Abakercja

    moim zdaniem to zależy właśnie od zażyłości znajomości, ale też od osoby pytanej. o ile pytania o dzieci czy brak partnera, rzeczywiście mogą sprawiać przykrość bądź stawiać rozmówcę w k=niekomfortowej sytuacji, to pytania o wegetarianizm czy tatuaże to moim zdaniem zupełnie inna kategoria. co więcej, gdybym była wegetarianką wręcz oczekiwałabym, że ludzie zapytają, zainteresują się. z chęcią bym im o tym opowiedziała, tak samo jak z chęcią odpowiadam co ja takiego widzę w bieganiu i po co mi blog. lubię mówić o sobie a dieta czy tatuaże nie są chyba aż tak drażliwym tematem. wydają mi się zupełnie niewinne. oczywiście możliwe, że gdybym rzeczywiście miała tatuaż lub nie jadła mięsa miałam również po dziurki w nosie tysiąca pytań dziennie o to samo. szczególnie jeżeli pytającym wcale nie kieruje ciekawość tylko chęć dowalenia bądź przeforsowania swojego zdania. wtedy faktycznie robi się nie fajnie.

    • Nemesis Nave

      Tu nie chodzi o samo pytanie. Gdyby ktoś mnie zapytał czemu przestałam jeść mięso/ zrobiłam tatuaż i po mojej odpowiedzi nie wytaczałby argumentów czemu źle postąpiłam – wszystko byłoby ok. I myślę, że większość ludzi tak do tego podchodzi. Niestety, zazwyczaj gdy udzielam szczerej odpowiedzi słyszę, że będę miała niedobory/to nie jest zdrowa dieta/ luzie są drapieżnikami tudzież przecież na starość z tatuażem wygląda się paskudnie.
      Nie jestem wojującą wegetarianką, wolę do tej diety przekonywać przez robienie smacznych potraw niźli dyskusje, które do niczego nie prowadzą.
      Także wszystko sprowadza się do Twojego ostatniego zdania :)

  • Edzia

    Mam wrażenie, że część osób, które zadaje takie pytania, to ludzie, którzy nie mieliby żadnego z problemu z odpowiedzią, gdyby to im takie zadano, w związku z czym nie rozumieją, że inni mogą nie być tak otwarci i bezpośredni. Miałam kolegę w liceum, który był mistrzem nieświadomie zadanych nietaktownych pytań, ale jemu przynajmniej odpowiedź „Bo tak” wystarczała :) Co do reszty, to im chyba trochę podoba się fakt, że ktoś się czuje niekomfortowo w ich towarzystwie. Może to o takie poczucie władzy chodzi?

    • http://about.me/lavinka lavinka

      Raczej z braku dojrzałości osób pytanych. Umiejętność argumentowania swoich wyborów jest umiejętnością człowieka dorosłego. Jeśli dorosły człowiek nie umie odpowiedzieć na proste pytanie np. „dlaczego nie jesz mięsa”, to znaczy że swej decyzji nigdy nie przemyślał i poleciał za modą. Tacy ludzie najczęściej się obrażają, bo sami sobie nigdy takiego pytania nie zadali. „Popełniłam” w życiu wiele decyzji, jednych lepszych, innych gorszych, z każdej potrafię się wytłumaczyć, bo były przemyślane. Jeśli ktoś podejmuje decyzje bezmyślnie, to jest małym dzieckiem i głuptaskiem. No cóż, ludzi na poziomie „mentalnej gimbazy” jest sporo w społeczeństwie. Nazywa się ich lemingami. Bardzo ładne określenie.

      • Edzia

        Myślę, że tu bardziej niż o UMIEJĘTNOŚĆ odpowiedzi na pytanie chodzi o CHĘĆ udzielenia odpowiedzi. Każdy ma jakiś temat, na który nie chce rozmawiać ze wszystkimi. Nawet wegetarianin 😉

        • http://about.me/lavinka lavinka

          Ja nie mam takich tematów, ale ja lubię rozmawiać. Jeśli nie chcemy rozmawiać z ludźmi na swój temat, to chyba powinniśmy przestać z nimi rozmawiać w ogóle. Teraz ludzie obrażają się za takie głupoty, że rozmowa o pogodzie robi się niebezpieczna. Wystarczy że dla kogoś 15 stopni to ciepło, a dla innego zimno i już awantura gotowa. :)

          • http://fiolkowaprzepisownia.blogspot.com/ olala

            Wtrące sie.
            Sądzę że to pytającym brakuje taktu. Miłe sympatyczne osoby,które lubię,ale brakuje im wyczucia i taktu.

            Czasami odpowiedź jest skomplikowana. Dlaczego nie jesz X,Y,Z? Bo alergia,nietolerancja,wybór – ucinają rozmowę. Ale przy jakimś schorzeniu o którym nie chcesz mówić -zaczyna robić się nieciekawie. Ucinam rozmowę,ale ktoś pyta „dlaczego” -czy naprawdę przy całym stole trzeba mam rozprawiać o diecie,jelitach i tym co się stanie gdy wypije choć odrobine mleka krowiego w kawie? Uwierz nie chciałabyś o tym szczegółowo rozmawiać.
            Czasami podpowiedź jest bolesna albo zbyt prywatna. Nie chcę gdzieś sobie gadać o tym co w łóżku robię,a czego nie i w jakim celu.
            Kobiety mają okropną tendencje do wchodzenia w szczegóły szczegółów. Często niepotrzebnie i krępująco pytając po raz enty o to samo. I jeszcze gdy ktoś zapyta po raz pierwszy -to nie powód do kłótni czy spiny. Ale po raz drugi,trzeci,czwarty…etc. ileż mozna? Szczególnie,że niektórzy mają tendencje do zanudzania pytaniami do czasu otrzymania odpowiedzi. A przecież jakiś margines prywatności ma każdy. Nawet ten lubiący rozmawiać. :)

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Olala, dokładnie tak uważam.

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Lavinka, „Jeśli nie chcemy rozmawiać z ludźmi na swój temat, to chyba powinniśmy przestać z nimi rozmawiać w ogóle.” – OHO, mocne uogólnienie, mam nieodparte wrażenie, że jestem ciężkim rozmówcą rzucając takimi uogólnienianiami, etykietyzując (vide Twój pooprzedni komentarz) i wyciągając takie wnioski.

          • ela

            POPIERAM w 100procentach! Za niedługo to ludzie w ogóle nie będą ze sobą rozmawiać , bo i po co skoro nie ma o czym, bo obrażę kogoś,bo to niekulturalne,bo ,bo,bo…Chyba,że na fejsbuku albo blogach na tzw chmurce internetowej:). Ludzie ledwo się odezwą do sąsiada to już inni uważają,że to niekulturalne bo co cie obchodzi jak on żyje ten sąsiad. Komuno WRÓĆ!!!:))))To był oczywiście żart. Choć w tych czasach każdy ze sobą rozmawiał i niejednokrotnie się ludzie pokłócili,ale rozmowy były o wszystkim u sąsiada w mieszkaniu lub w kawiarni na lodach lub u rodzinnych spotkaniach. I wszystkie panny musiały wyjść za mąż i mieć 3 dzieci, a chłopak pracę i żonę no i dzieci również:))))

          • Tadeusz Maciejski

            bzdury piszesz. Nie masz widocznie rodziny w ktorej sie nei rozmaia, w ktorej nikogo nei obchodzi co czujesz, jak czujesz, jakie masz poglady, gdzie sie nie mozesz poklocic, odezwac – tylko mozesz wysluchuwac

          • Tadeusz Maciejski

            osoby pytające o takie rzeczy nie chcą znac odpowiedzi – chcą narzucić czesto wlasny styl zycia. Poza tym nie mozna o wszystkim rozmawiac. Jak masz rodzine gdzie nic nie mowisz bo nie mozesz , nie umiesz, bo wiesz ze to nic nie da – to siedziesz cicho i znosisz pytania i wywyzszanie sie innych – chyab nie znasz życia albo nie masz takiej rodziny czy znajomych – osoby włażące z butami w Twoje życie i zadające pytania jak w artykule nie chcą słyszeć odpowiedzi – ich nie interesuje dlaczego…. ale chcą żebyś przeszedł , przeszła na ich styl życia, chcą udowodnić swoją wyższość – bo są mądrzejsi bo mięso lepsze i zdrowsze a ty jesteś oszołom, bo jak nie bedziesz mial ślubu (nieważne nawet. że nie wierzysz) to grzech, sodoma i gomora (nieważne że często osoby pytające są hipokrytami) etc etc

        • http://www.nishka.pl/ Nishka

          Edzia, otóż to :)

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Lavinka, wydaje mi się, że wyjaśniłam wyraźnie dlaczego nie lubię odpowiadać na pytanie „dlaczego nie jem mięsa” i nie wiem, dlaczego dostrzegasz tu brak dojrzałości i wrzucasz do worka z mentalną gimbazą i lemingami.

        • http://about.me/lavinka lavinka

          Ależ to Ty spłycasz zakładając, że każdy kto zadaje pytania – jest złośliwy, natrętny i brakuje mu taktu. Ludzie mają prawo mówić, mają prawo zadawać pytania. A że pytania są niewygodne i niedojrzała osoba nie potrafi się z tym zmierzyć, no cóż. Nigdy nie jest za późno, by dorosnąć. Szczerze polecam. :)

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Nie pisałam o ludziach zadających pytania, a o ludziach zadających OKREŚLONE pytania. Dojrzałość nie ma tu nic do rzeczy, tu chodzi o kulturę osobistą. Szczerze polecam :)

          • http://about.me/lavinka lavinka

            Ależ ja do tego zmierzam. Kulturalny DOROSŁY człowiek odpowiada na na pytania zamiast się obrażać jak dziecko.

          • monika

            po części zgodzę się z lavinką – będąc nadmiernie asekuracyjnym tracimy wiele możliwości konwersacji, wymiany zdań.

            „Dlaczego nie jesz mięsa – bo spożywanie martwych zwierząt wydaje mi się barbarzyństwem – kurcze, naprawdę, nigdy w ten sposób o tym nie myślałam, zawsze wydawało mi się, że my, ludzie, jesteśmy do tego w naturalny sposób powołani, sądzisz że można iść niejako naprzeciw naturze – …”

            „dlaczego nie masz dzieci – ach, jakoś tak… – przepraszam, wścibskie pytanie”

            itd.

            z każdej sytuacji można wybrnąć. patrząc tak zachowawczo – każda kwestia może potencjalnie być ryzykowna – „ach, chcesz jechać na trekking do nepalu, dlaczego? – bo rodzice nigdy we mnie nie wierzyli, chcę im udowodnić, że dam radę” -> ups, już trudny temat, może lepiej go nie poruszać – „ach, jaka pogoda w nepalu?”

            i ile tracimy z konwersacji :)

            ja uwielbiam trudne tematy (o ile nie są polityczne :) ) i nie mam nic naprzeciw odpowiedziom – nie chcę o tym rozmawiać albo – bo uważam że to lepsza postawa życiowa niż Twoja.

            kluczem chyba nie są trudne pytania tylko szanowanie niechęci rozmówcy do odpowiedzi na nie i rozwijania tematu.

          • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

            „-Grażynko, Mireczku, a Wy to już trzy lata po ślubie! Kiedy o dziecko się postaracie, bo przecież czas leci!”
            *Grażynka w płacz*
            A potem się okazuje, że Grażynka dwa dni temu odebrała wyniki badań, z których wynika, że nie będzie mogła mieć nigdy dzieci. Serio chcesz winić Grażynkę za to, że tracisz szansę na ciekawą konwersację? To jest zbyt delikatne pytanie, bo nigdy nie wiadomo jaka jest przyczyna. A może nie znasz Grażynki i okazuje się, że pół roku temu zginęło jej dziecko.

            To jeszcze ja powiem dlaczego ja nienawidzę pytań o dzieci. Przykro mi, ale przeważnie nie wygląda ona tak:
            – Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?
            – *moja dłuuga odpowiedź*
            – Rozumiem. Ciekawe spojrzenie.
            A ostatni myślnik przeważnie zawiera „Jeszcze na pewno Ci się odmieni! Dziecko to sens życia!! A jak nie będziesz miała na czas, to będziesz żałować, bo kto Ci poda szklankę wody na starość?! Życie jest po to, żeby mieć dzieci!11”

            Żadna osoba nigdy nie zrozumiała mojego punktu widzenia, albo wręcz kwitowała to jakimiś ironicznymi komentarzami, więc w ogóle nie wchodzę w żadne tematy związane z dziećmi i macierzyństwem.

          • monika

            Dlaczego mam kogokolwiek za cokolwiek winić? Przecież mamy wolny kraj, może zmienić temat, udać że nie słyszy, powiedzieć że
            nie chce o tym rozmawiać. Ja również mam tematy dla mnie niewygodne i radzę sobie z niewygodnymi pytaniami w wygodny dla mnie sposób. A sama pytam o to co mnie interesuje, akurat fakt posiadania dzieci przez X niekoniecznie, chyba że jest przyczynkiem do ogólnej rozmowy na tematy społeczne.

      • Tadeusz Maciejski

        chyab nie znasz życia albo nie masz takiej rodziny czy znajomych – osoby włażące z butami w Twoje życie i zadające pytania jak w artykule nie chcą słyszeć odpowiedzi – ich nie interesuje dlaczego…. ale chcą żebyś przeszedł , przeszła na ich styl życia, chcą udowodnić swoją wyższość – bo są mądrzejsi bo mięso lepsze i zdrowsze a ty jesteś oszołom, bo jak nie bedziesz mial ślubu (nieważne nawet. że nie wierzysz) to grzech, sodoma i gomora (nieważne że często osoby pytające są hipokrytami) etc etc

  • www.kilkuetatowamama.com

    A ja na pytanie zaczynające się od: Dlaczego? odpowiadam: Dlaczego nie? 😀
    Staram się nie być niemiła, ale czasem inaczej się nie da..
    Styl komunikacji zależy też od pytającego, to Oni nakładają na nas ton konserwacji. Zresztą o komunikacji możnaby napisać serię książek (niektórzy już to zrobili :D) a i tak codzienne sytuacje potrafią wybić z ‚rytmu’.

  • http://www.dziewczynazobrazka.pl/ Magdalena Śpiewak

    Mnie to bardziej zastanawia, co to kogo obchodzi. Zdarzało mi się czasem zaproponować komuś wyjście na piwo, a w odpowiedzi usłyszałam – nie piję alkoholu, a więc w odpowiedzi mówiłam -ok, nie wiedziałam, w takim układzie kawa? W życiu bym nie wpadła na pomysł, by drążyć temat, dlaczego tego alkoholu nie pije.

    Mnie samą najcześciej spotykaja pytania o tatuaże: po co, dlaczego, co oznaczają, czy myslałam, jak to będzie wyglądać na starośc, czemu akurat takie, czemu w tym miejscu, czemu widoczne. Zawsze odpowiadam „tak wyszło”, bo mnie te pytania męczą i nudzą.

    • Dot

      Dokładnie, ja tak samo nie dopytuję, bo uważam, że to prywatna sprawa, a mnie nic do tego.

    • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

      Przypomniało mi się zdarzenie z nieco innej beczki. Powiedziałam „umówmy się kiedyś na kawę na spokojnie”, a moja rozmówczyni miała do mnie pretensje, że „przecież ona nie pije kawy”, tak jakby nie mogła po prostu na miejscu zamówić herbaty, bo „kawa” miała być tylko pretekstem do rozmowy w kawiarni…;)

  • http://www.karaboska.com/ Karina Swachta

    Od niedawna nie jem miesa i nagle wszyscy zaczeli sie interesowac moim jadlospisem. Nie chce mi sie tlumaczyc z tego kazdemu, tym bardziej, ze tak jak piszesz – zazwyczaj pytaja po to, zeby obalic moje argumenty. Ja poki co probuje odpowiadac tez pytaniem „A dlaczego Ty jesz mieso?”. Wtedy zapada cisza i moj rozmowca albo mowi, ze nie wie, albo zaczyna cos dukac bez skladu. Ja wtedy mowie „No wlasnie” z nadzieja, ze juz nikomu nie zada tego pytania :)

    • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

      Sama nie jem „tylko” grzybów, a i tak muszę się z tego wielokrotnie tłumaczyć. Mimo, że nigdy nie robię nikomu problemów, jeśli dostanę je np w obiedzie w gościach to po prostu zostawiam na talerzu bez zbędnych szopek i ceregieli. Czy robimy komukolwiek krzywdę tym, że czegoś nie zjemy? Nie sądzę. Niektórzy ludzie mają w sobie jakąś dziwną potrzebę prostowania wszystkich na swoją stronę, niesamowite…:)

  • Dot

    Wspaniały tekst! Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, w jakiej niekomfortowej sytuacji stawiają swojego rozmówcę. To, że oni mają poukładane życie albo, wręcz przeciwnie, nie mają, ale są tak otwarci, że trąbią o tym na prawo i lewo, nie znaczy, że inni ludzie też tacy są. Dobrze, że o tym piszesz, bo to niezwykle ważne :)
    Jak możesz się domyślić, tekst posyłam dalej :)

  • http://andanowa.pl AnuŚka Bąbik-Daniło

    Twój tekst „Nie pytaj mnie kiedy będę matką” jest moim ulubionym. Poleciłam go już wielu osobom i mam nadzieję, że wzięły go sobie do serca.;) Odnośnie innych pytań sama napisałam jakiś czas temu o tym, że one „nigdy się nie kończą”, z apelem podobnym do Twojego, więc zgadzam się w pełni!

  • http://katsunetka.nl/ Katsunetka

    Jestem, coraz mniej miała, przy takich pytaniach i odpowiadam często „bo tak” albo „bo tak mam ochotę”. Wiem, że to dość niegrzeczna odpowiedz. Choć poziomem dostosowana jest do pytania. Jeżeli już ktoś chce zadawać takie pytania niech postara się bardziej niż pytać „dlaczego?”.

  • Borsuk

    Częściowo się nie zgodzę, ale pewnie dlatego, że zadając takie pytania (mówię o tatuażu, alkoholu i mięsie (sama go nie jem), wszelkie pytania o dzieci czy stan „cywilny” są absolutnie poniżej krytyki oczywiście) wcale nie mam na celu szykanowania. Jeżeli pytam kogoś o jedną z takich rzeczy, kieruję się zdecydowanie chęcią poznania ludzi. Co człowiek, to historia. Nie uważam pytania o alkohol czy tatuaż za obraźliwe czy nietaktowne. Jeżeli ktoś odpowie „nie mam ochoty odpowiadać na to pytanie”, bo tak”, „a czemu nie?” – nie ma problemu 😛 Niemniej jednak nie zadaję ich w sposób tak bezpośredni, jak przedstawiono we wpisie (przykładowo „skąd pomysł na…” na początku, brzmi o wiele lepiej), ani nie wciskam nikomu uszczypliwych uwag na jakiś temat, po prostu nie zapytana o zdanie zostawiam je dla siebie.

  • http://veganisland.pl/ Evelina | Vegan Island

    Przyznam szczerze, że nigdy pytania o to dlaczego nie jem mięsa nie uznałam za niestosowne. Raczej odbieram to jako ciekawość. Być może sposób na interesującą dyskusję, albo chociaż zaszczepienie w moim rozmówcy na tyle ciekawości by po powrocie do domu zechciał sam zgłębić temat. Być może coś zrozumie, czegoś nowego się nauczy, może sam spróbuje na jakiś czas przestać jeść mięso, może przemyśli swoje nawyki żywieniowe. Może dzięki mnie będzie nieco zdrowszy.
    Nie mniej jednak zgadzam się z tym co napisałaś. Tak na prawdę to niczyja sprawa co jemy, co pijemy, jakich wyborów dokonujemy. I nikomu nie musimy się z tego tłumacz. Najważniejsze jest to jak sami czujemy się z tymi decyzjami, kiedy wieczorem spoglądamy w lustro.
    P.S Autorem cytatu o szklanych ścianach jest Linda McCartney żona Paula :)

  • Liwia

    Jeżeli chodzi o młodych abstynentów, to szczerze powiedziawszy to ja czuję się w ich obecności bardziej niekomfortowo. Po pierwsze – od razu mnie zastanawia dlaczego taka osoba stroni całkowicie od alkoholu, czy nie ma w takim razie hamulców, nie wie, kiedy przestać? To po prostu drugi biegun kontrastu. Z reguły te osoby strasznie się tym szczycą (efekt niedojrzałości) i sprawiają, że czuję się przy nich jak pijak, a przecież piję jakieś piwo raz na miesiąc 😮 Takie zachowanie zawsze występuje w większym gronie, więc tym bardziej robi się napięta atmosfera.

    • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

      Mój znajomy, w któregoś Sylwestra prawie się zapił na śmierć. Zawsze był dość imprezowym gościem, ale nie alkoholikiem. Wykształcony człowiek, podróżujący, znający języki i tak dalej. Tamtej nocy po prostu trochę przegiął.
      Obudził się wtedy w Nowy Rok w szpitalu, lekarze mówili, że stracił przytomność i dławił się własnymi wymiotami, on sam pamiętał tylko, że nie mógł oddychać. Od tamtej pory nie pije alkoholu, ale to raczej dlatego, że ma jakąś traumę po tamtym wydarzeniu.
      A w związku z niepiciem alkoholu przeważnie są takie historie (znam też kobietę, która nigdy nie piła, bo jej rodzice byli alkoholikami). Naprawdę, tutaj nie warto dociekać.

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        Weronika, dokładnie, różne historie stoją za różnymi decyzjami, a czasem brak historii i takie drążenie tematu albo gdybanie, dopowiadanie w głowie historii, czynienie z niego „obcego”, „innego” zagrażającego nam jest nie ma miejscu. Wiem, że to się często dzieje podświadomie, zwłaszcza Polacy mają tak zakorzeniony strach przed innym, ale warto to sobie uświadomić i się tego wystrzegać.

        • Liwia

          Tylko ja mówię o sytuacjach, gdzie nikt nie drąży tematu, a wypowiada się ta osoba, która nie pije na temat tego jak dobrze sie z tym czuje itp. a my się czujemy wtedy wszyscy wokół głupio, Co do rodzin alkoholowych – chyba 50% rodzin to rodziny alkoholowe 😛 Znam naprawdę dużo osób, których rodzice pili, a te osoby nie są zupełnymi abstynentami, po prostu dokładnie wiedzą, ile wypić. Brak umiar jest tak samo niebezepiczny jak bycie zupełnym abstynentem, takie jest moje zdanie, żaden biegun krytyczny nie jest zdrowy.

          • Morrrigan

            Haha. No przecież alkohol nie jest niezbędny do życia! Ba, nie jest nawet zdrowy. Więc to nie jest żadna skrajność, zrezygnowanie z podtruwania się dla zabawy to skrajność? Ja sama jako mało pijąca mam olbrzymi problem z wieloma osobami pijącymi i ich spojrzeniem na świat podobnym do Twojego – „nie pije wódki? dziwne… tak wcale nie pić, to gruba przesada”. Jak znajdziesz się w kręgu miłośników burrito a sama nie lubisz, to też będziesz się czuła obrażona gdy oni będą się nad nim rozpływać? Wiesz gdzie przebiega tak naprawdę biegun krytyczny? Tam, gdzie osoba orzeka, że alkohol powinien być zdelegalizowany i że nikt go nie powinien pić. To jest dopiero skrajność. A nie indywidualny wybór życia w trzeźwości. Nie oceniam ludzi, którzy piją, nawet tych którzy naprawdę przesadzają. To jest ich sprawa, raczej słaba byłaby zabawa z nimi ale ich ciągoty nie oznaczają że są to mniej wartościowi ludzie czy że nie można z nimi interesująco pogadać. Oceniam tych którzy ograniczają moją wolność dając niepisany obowiązek picia i traktują mnie przez mój sprzeciw jak wyrzutka. Kiedyś pewien facet spytał mnie dlaczego nie piję. Absolutnie nieurażona tym pytaniem odpowiedziałam, że nie mogę (brałam lekarstwa). A on na to z miną taką, jakby mi bardzo współczuł: „No tak, to jest dobry powód”. Ej, to jest jakiś ZŁY powód? Czy powód pod tytułem „nie smakuje mi alkohol, nie przepadam za nim, po prostu nie chcę go pić” jest jakiś słaby? Co gorsza, wtedy go okłamałam. Istotnie brałam lekarstwa jednak alkohol nie jest w ich przypadku zakazany, mogłam z powodzeniem wziąć kilka głębszych. Nawet sięgnęłam po wino, bo czasem lubię, ale to nie było wystarczające bo żeby się dopasować trzeba sięgnąć po coś mocniejszego. Ale postawiłam na obronę pasywną, czyli nie wychylaj się, usprawiedliw się żeby nie wyjść na dziwoląga. Wiele osób broni się agresywnie czyli zabiera się za krytykę drugiej strony. Nie ma w tym za wiele klasy ale mam dziwne wrażenie, że jest to bardziej słuszna metoda – oko za oko ząb za ząb.

            Wracając do niewygodnych pytań, gdyby ludzie nawzajem się szanowali i byli wzajemnie życzliwie nastawieni nie byłoby problemu. Ja nie mam wcale kłopotu z tym, że ktoś zadaje mi pytania dotyczące moich życiowych wyborów. Ma prawo być ciekawy. Staram się odpowiadać szczerze, jeżeli pytanie jest zbyt prywatne odpowiadam zgodnie z prawdą – to moja sprawa. Bez większej żenady czy niezręcznej atmosfery. Jeśli ktoś nadal drąży, wtedy faktycznie świadczy to o nim źle, natomiast samo pytanie nie jest niczym złym, może być pretekstem do ciekawej rozmowy. Za to jak wyżej widać nie zawsze mi się uda zdobyć na szczerość kiedy zwietrzę widmo oceny, krytyki czy innej nieprzychylnej reakcji. Wtedy dla świętego spokoju wolę udawać że jestem „normalna” i bardzo się za to nie lubię. Ludzie powinni się nauczyć patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa, a oceniać przede wszystkim siebie, a potem innych. Ważna jest klasa i takt, ale otwartość i szczerość też jest ważna, bo dochodzi do tego, że czasem brakuje odwagi by walnąć coś prosto z mostu wtedy gdy trzeba, a atmosfera się zagęszcza.

          • Liwia

            Przepraszam CIę, ale napisałaś, napisałeś tak strasznie dużo, a ja mam jednak dużo pracy i nie mam aż tyle czasu, żeby tyle czytać w necie, że odpowiem na pierwsze kilka zdań pierwszego akapitu: 1. alkohol w małej ilości jest zdrowy, każdy lekarz Ci to powie. 2. ” ich spojrzeniem na świat podobnym do Twojego” – a skąd Ty niby wiesz jakie ja mam spojrzenie na świat? Jakim cudem? Po moich dwóch komentarzach w Internecie? Żart chyba. Ja piszę o osobach, które kiedy my sączymy sobie piwo,bo raz na miesiąc wyjdziemy z koleżankami siedzą między nami i nagle wyjaśniają same z siebie, czemu nie piją alkoholu, jak on nie wpływa na ludzi, komu szkodzi, a my czujemy się jak ostatnie idiotki i alkoholiczki.

          • Nemesis Nave

            Lekarze kiedyś twierdzili, że homoseksualizm to choroba, a aktualnie ciągle spierają się do dobroczynny/negatywny wpływ nabiału… 😛
            Wracając do tematu – piszesz w pierwszym komentarzu ogółem o abstynentach, że Cię niepokoją tudzież wyskakują z pełną krytyką alkoholu. Nietypowe, ani ja która piję mało, ani moi znajomi abstynenci nie chełpią się tym jakoś specjalnie. Dużo częściej zdarza mi się usłyszeć pełne wyrzutu „no ze mną się nie napijesz?!”.
            Poza tym, tak przykładowo jak siedzisz w pubie i ktoś pochwali się, że biega (zakładając, że Ty tego nie robisz) to też negatywnie to odbierasz?

          • Liwia

            Jeżeli ta osoba chwali się, że biega, ale nie mówi mi, „spójrz na siebie, też powinnaś, bo jesteś gruba”, to wtedy jak najbardziej nie odbieram tego negatywnie, nie mam pojęcia dlaczego w ogóle tak pomyślałaś.

          • Liwia

            Ja nie słyszę „ze mną się nie napijesz”, bo właśnie mam znajomych, którzy piją tyle, co ja, raz w miesiąca, ale właśnie od czasu do czasu pojawia się ktoś nowy z jednym z nich, kto nas w takich sytuacjach po lisiemu upomina opowiadając o alkoholu jak najgorsze rzeczy. Myślę, że mamy prawo wtedy czuć się dziwnie.

          • Nemesis Nave

            To pewnie kwestia napotykanych osób – nie spotkałam się nigdy z takim zachowaniem, więc to dla mnie nowość : )

          • Liwia

            Pewnie tak, ja hasło „ze mną się nie napijesz” usłyszałam jak na razie raz w życiu, kilka lat temu, od koleżanki, która mnie nie lubiła, a ja jej, tak więc się z nią nie napiłam 😛

          • Liwia

            BTW – wolę, żeby lekarze spierali się o nabiał, niż że homoseksualizm to choroba, kiedy nią absolutnie nie jest.

          • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

            Tak, tylko, że małe ilości to kieliszek wina do obiadu, a nie kieliszek wódki do ogóra kiszonego.

          • Morrrigan
    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Liwia, no właśnie Twoje postrzeganie dobrze ukazuje, dlaczego ludzie obawiają się inności, odbiegania od schematów, czują, że to w pewien sposób im zagraża . A to znaczne uproszczenie :)

    • asia

      Hmm, ale czy to nie wskazuje na to, że to jednak ty masz jakiś problem z alkoholem?

    • Dot

      „Pije – źle, nie pije – coś z nim nie tak.” Może po prostu nie lubi alkoholu? Albo ma powód, dla którego nie pije, a to nic złego :)

    • http://bitsandpictures.pl/ Ola

      A mnie trochę śmieszy, że dla niektórych osoba niepijąca jest jakimś dziwnym zjawiskiem, a bardziej „normalna” jest pijąca. I nie piszę tylko o Tobie, Liwia, ale o jakichś wujkach i ciotkach, którzy nie ogarniają, że można przyjść na rodzinną imprezę i nie wypić nawet kieliszka. Za każdym razem jestem posądzana o ciążę, a powód mojego niepicia jest bardzo prosty – nie smakuje mi alkohol i nie lubię mieć kaca. :)

  • http://historia-kanta.pl Kant

    W swoim wyimaginowanym świecie jestem bardzo kulturalny:) Jeżeli przychodzi ktoś do Kanta w gościnę, a ze swoich źródeł dowiedziałem się, że nie pije alkoholu, nie spożywa mięsa, to szykujemy dla takich osób oddzielne dania i jakieś mieszanki napoi owocowych, które doskonale nadają się na imitację drinka. Chcemy wszystkich ugościć jak to robiła prababcia… Nie dyskutuję, nie zmuszam, ktoś wybrał taki styl życia jego sprawa… Jednak wszystko się odwraca, gdy Kant udaję się do takich osób na imprezę, muszę zabrać swoje kiełbaski i zapas trującego piwa, bo w innym przypadku zostanie narzucony wegetarianizm i abstynencja…

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Mieliśmy wesele wegetariańskie: w restauracji serwującej wegetariańskie dania, ale żeby wszyscy goście poczuli się komfortowo zapewniliśmy też, oprócz dań wege, dania mięsne. NIC, mimo że wśród gości byli typowi mięsarianie, nie zostało z mięsnych potraw ruszone, wszyscy zajadali się potrawami wegetariańskimi :)
      (alkohol było, bo nie jesteśmy abstynentami, a gdybyśmy byli, również byśmy go zapewnili).

      • http://historia-kanta.pl Kant

        Fajnie to słyszeć, bo większość Kanta znajomych będących wegetarianami lub abstynentami, zapomina o innych gościach. Cieszę się, z takiego obrotu spraw:) zresztą co ja się czepiam, znam też osoby, które doskonale wiedzą, że ktoś jest wegetarianinem i celowo szykują jak najbardziej tłuste i mięsne potrawy, by na siłę przekonać kogoś do swojej racji:)
        Swoją drogą, jak mam do wyboru na weselu mięso lub sałatkę, zawsze wybieram tą drugą opcję :)

        • ela

          jako typowa mięsarianka jak to określiła w nietaktowny i niepolski sposób autorka, wybrałabym ta pierwszą i drugą opcję:)

          • http://historia-kanta.pl Kant

            Dlaczego nietaktowny i niepolski :) Ja u siebie w dużo gorszy sposób piszę, wyzywając ludzi od imbecyli, debili, nieudaczników, polaczków i co mi jeszcze klawiatura na bloga przyniesie… Według Kanta teksty, są na bardzo wysokim poziomie, wywiady to rewelacja:) Blogi to przecież nie gazety, więc tu wszytko jest taktowne :) Co do pierwszej i drugiej opcji, z reguły nie jadam mięs na weselach, a jak już to robię to w skromnych ilościach, po zjedzeniu takiej świnki czy młodego cielaczka czuję się ciężki, co uniemożliwia tańce i rozpieszczanie ukochanej…

          • ela

            z ekshibicjonistami nie rozmawiam, bo widać że lubisz swoje flaki wyrzucać na zewnątrz pod maska idioty, a i jeszcze chcesz być za to podziwiany. Fe

          • http://historia-kanta.pl Kant

            Flaki dobrze przyprawione potrafią być smaczne, jednak nie mogą być przyrządzane przez idiotę, zbyt skomplikowany jest to przepis…

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            „Mięsarianie”: nietaktowny i niepolski sposób? To taki żarcik, zresztą określenie, które używa wiele znanych mi osób tak siebie określających, którzy uwielbiają jeść mięso. Nie było w tym ani krztyny złośliwości.

          • ela

            Racja słowo mięsarianie jest polskie,sprawdziła w słowniku, ale sposób w jako Pani napisała jest nietaktowny choć typowo polski:). Wywyższanie się w sposób delikatny:0 Poza tym dawanie lajka swojemu kibicowi w świecie wirtualnym to takie fajne jest, wszyscy lubimy lajki, to takie poklepywanie się po ramieniu w realnym świcie lub przytakiwanie głowa i uśmiechanie,że się ma rację, no nie?:) Wole jedna czasy komuny!.Pozdrawiam

  • http://about.me/lavinka lavinka

    Ktoś tu widzę ma problem z asertywnością. Żadne z postawionych pytań mnie by nie uraziło. Właściwie dlaczego miałabym na nie nie odpowiedzieć oraz co w nich jest nietaktownego?

    • A.

      Tak sobie czytam wszystkie komentarze, i również Twoje, Lavinko, i wydaje mi się, że podstawowym problemem jest po pierwsze to, że nie zrozumiałaś, o czym jest tekst, a po drugie, że nie masz wyczucia i nie rozumiesz, czym jest elementarny takt. To, że ciebie coś by nie uraziło, nie znaczy, że obiektywnie nie jest nietaktowne. To trochę tak, jak z kopaniem kogoś w kostkę- są osoby, które coś takiego by rozbawiło, a są takie, które by odczuły ból. Niezależnie jednak od indywidualnej reakcji, kopanie w kostkę JEST nietaktowne. Jak również wchodzenie bez zaproszenia w czyjeś intymne sprawy- a kwestia płodności, sposobu odżywiania (i potencjalnie związanych z tym chorób), samotności czy statusu związku obiektywnie SĄ intymne. Pytanie o to przez osoby postronne to zwykłe wścibstwo i brak taktu. Plus, w indywidualnych przypadkach, można pytaną osobę bardzo takim pytaniem zranić- niezależnie od tego, czy odpowie nam asertywnie, czy nie.

      • http://about.me/lavinka lavinka

        To raczej autorka tekstu nie wie, co to jest asertywność. Jęczenie na braki taktu osoby, która zadaje pytanie o powody przejścia na wegetarianizm? Ale serio? Co w tym krzywdzącego? Jeśli ktoś przestał jeść mięso, to chyba miał powód, prawda? Mnie często ludzie pytają, czy się nie boję dziecko wozić na mrozie (-15) na rowerze w foteliku. Też mogłabym się obrazić. Ale jestem dorosła i odpowiadam na pytanie. Pytanie o powód zmiany diety nie jest intymne. Jest niewygodne, bo osoba musi odpowiedzieć na pytanie, na które sama (jako dziecko) nie potrafi odpowiedzieć.

        • aaaaanaaa

          Ktoś kto przestał jeść mięso pewnie miał ku temu powody, ale czy musi rozgłaszać je na prawo i lewo? To, że Ty nie masz z tym problemu nie znaczy, że każdy człowiek też nie ma, ludzie są różni, dlatego warto w rozmowie być osobą taktowną. Bardzo trafnie zostało to ujęte w komentarzu A. – to, że Ciebie, czy mnie coś by nie uraziło nie znaczy, że nie uraziłoby też Krysi lub Zosi. Wychodzę z założenia, że dorosły człowiek nie musi tłumaczyć się innym ze swoich preferencji, nawyków żywieniowych i stylu życia, nie zmuszajmy ludzi do zwierzeń.

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            A i Aaanaaa – dokładnie tak właśnie sądzę i podpisuję się pod Waszymi komentarzami.

        • Nemesis Nave

          Przejrzałam całą dyskusję – często podkreślasz swoją dojrzałość, to, że jak ktoś ma inny światopogląd niż Ty w tej sprawie jest gówniarzem, w sposób bezpośredni krytykujesz autorkę, osoby o których wspomina. I właśnie tym sposobem wpadasz do worka tych wścibskich ludzi. Bo nie zadajesz pytań, by czegoś się dowiedzieć, tylko by skrytykować cudzy pogląd (” ludzi na poziomie „mentalnej gimbazy” (…) Nazywa się ich lemingami.”; „Nigdy nie jest za późno, by dorosnąć. „).
          Wdaje mi się, że osoba dojrzała nie musi w kółko tego podkreślać.

          • http://www.nishka.pl/ Nishka

            Nemesis, zgadzam się z Tobą.
            Przy okazji:
            jeden z komentarzy Lavinki był tak agresywny, bezposrednio i bez żenady obrażający wegetarian („i innych „ekosreko – hipokryci”) i np. matki karmiące i wszystkich innych dziwaków, ze nie widziałam innego wyjścia jak go usunąć. Na tym blogu jestem otwarta na kazda dyskusję, prezentowanie rownież odmiennych do moich poglądów, ale na poziomie i z zachowaniem kultury.

      • http://www.nishka.pl/ Nishka

        A., otóż to, w punkt.

  • Mikołaj Buzała

    Bardzo ciekawy wpis – uważam że to temat na który trzeba pisać i poruszać go jak najczęściej. Wystarczy częściej myśleć o drugiej osobie, zamiast mówić co ślina na język przyniesie. Akurat wczoraj napisałem notkę na ten temat na swoim blogu – chociaż ująłem go z trochę innej, bardziej ‚biznesowej’ perspektywy:)

    Serdecznie zapraszam: http://www.buzala.pl/blog/zacznij-od-uwaznosci/

  • Emily Pe

    ja bym podzieliła powyższe pytania na 2 grupy, tak jak ktoś już tu wspomniał, nie są to pytania takiego samego kalibru. poza tym znaczenie ma nie tylko treść pytania, ale też intencja i osoba, od której je słyszymy. o ile pytania o małżeństwo, bycie singlem, posiadanie dzieci to pytania dotyczące spraw bardzo prywatnych więc nie wypada ich zadawać komuś z kim nie jesteśmy naprawdę bardzo blisko. wiele osób to rozumie. natomiast pytania o mięso czy tatuaż to pytania dotykające osobistych przekonań, ale jednocześnie nie są to pytania niegrzeczne. często ludzie zadając je zwyczajnie są ciekawi, chcą wysłuchać naszej opinii, mamy okazję podyskutować. rozumiem, że wegetarianina może irytować pytanie o mięso powtarzające się w każdym nowym towarzystwie dlatego nie zadam go obcej osobie przypadkowo spotkanej na imprezie. ale na uboczu chętnie porozmawiam na taki temat, zwyczajnie w ramach wymiany poglądów. a każde niewygodne pytanie warto zbyć żartem. nie mamy obowiązku się tłumaczyć, ale jednocześnie nie znoszę snobów, którzy patrzą z wyższością na innych. dlatego najlepiej żartem uciąć temat.

  • http://iw-od-nowa.blogspot.com/ iw

    Takt to bardzo ważny temat. Chociaż we współczesnym mało uważnym i szybkim świecie często pomijany, albo umniejszany. Pozwoliłam sobie udostępnić u siebie na FB. :)

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Dziękuję :)

  • http://piecuszek.blogspot.com/ Zelda

    Oj, znam to, znam. Dziękuję za ten post, czuję się mniej dziwna :)
    Najpierw będzie o jedzeniu.
    Przez długi czas odpowiadam podobnie jak Ty (a czasem, gdy pytała osoba niemalże obca, kłamałam w żywe oczy, że jestem z wegetariańskiej rodziny). Od kilku lat jestem jednak na diecie wegańskiej (z przekonania) i w dodatku bezglutenowej (z przyczyn zdrowotnych, oj jak bardzo wolałabym nie być) i bywa trudno. Pytania nie są już tak często podszyte atakiem w obronie (choć ja naprawdę nie gryzę). Teraz podszewka konwersacji zmieniła się w taką z lekka psychiatryczną, bo moja dieta jest dosyć mocno restrykcyjna i nietypowa, wniosek: odbiło mi albo jestem podstarzałym hipsterem.

    Chciałabym też jednak powiedzieć, że coraz częściej spotyka mnie odwrotny trend – gdy ktoś widzi np., że zamawiam kawę z mlekiem sojowym i dopytuje, czy jestem weganką, a ja potwierdzam, to zamiast pytania słyszę coś w rodzaju „Ja jem mięso, ale staram się jeść tylko tyle, ile uważam, że potrzebuję”, „Ja jem ryby, ale są z ekologicznej hodowli, to łososie, które zakończyły już niemal cykl życiowy, wyłapywane na kilka dni przed naturalną śmiercią”. Warto w tym miejscu nadmienić, że nie chodzę z bronią czy groźną miną ani nie jestem człowiekiem władzy. Czyli, choć znów ktoś się jakby bez potrzeby broni, to jestem jest to obrona bez ataku! W tych okolicznościach, gdy ktoś mnie zapyta „dlaczego”, nie czuję się niezręcznie.

    Teraz jeszcze przez moment będzie o wyglądzie.
    Mam tego pecha, że nie wyglądam tak ładnie, jak większość ludzi. Nacierpiałam się z tego powodu w dzieciństwie i za młodu, ale do dzisiaj, raz na jakiś czas zdarza się, że ktoś dopytuje, dlaczego wyglądam jak wyglądam. Serio, pytają o to dorośli ludzie (czego nie rozumiem) i dzieci (co jakoś rozumiem) albo dzieci w asyście dorosłych (co mi się nie podoba). Mam na to jedną konsekwentną odpowiedź, wypowiadaną z kamienną miną, bez cienia uśmiechu. Rekin mnie ugryzł. W Bałtyku.

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Zelda, dziękuję za ten komentarz i gratuluję dystansu :)

  • http://whitepraline.pl White Praline

    Wiesz co, ja kiedys swoją znajomą z fb, którą pierwszy raz na oczy zobaczyłam zadałam to niby nietaktowne pytanie (widząc jej talerz), dlaczego nie je mięsa? I nie miałam złych intencji. Byłam po prostu ciekawa jej podejścia do tego tematu. Chciałam posłuchać, byc moze dać sie przekonać do własnej zmiany. Dziś ludzie mega inspirują. Nie boje się zadawać ludziom takich pytań, bo lubię znac czyjś sposób myslenia, pogląd na dany temat. Czasami wielka zmiana w życiu zaczyna od czegoś, co by mogło sie wydawać, ze nie przyniesie skutek. Szanuję bardzo ludzi, ktorzy nie jedzą miesa i nie odważyłabym się zamówić i zjeść przy nich mięso. Ale zadać pytanie i poznać pogląd – bardzo chętnie :)

    • http://www.nishka.pl/ Nishka

      Tak, oczywiście, myślę, że zwykle ludzie, zadając to pytanie nie mają złych intencji. Podobnie gdy pytają o to „dlaczego nie masz dzieci?” lub „dlaczego jesteś singielką?”. Tak czy inaczej często jest to nietaktowne.

  • http://dzikienieogary.blogspot.com Delvardian

    Strasznie przykre rzeczy musiały Cię spotkać ze strony innych skoro takie pytanie odbierasz z automatu jako atak i pierwsze odpowiedzi, które przychodzą ci do głowy to bierno-agresywna defensywa.

  • ela

    Bez przesady . za niedługo to wszyscy będą tak taktowni i wyrozumiali,że aż się zrobi zwyczajnie nudno. Śmiać mi się chce z tego tłumaczenia nietykalskich wyżej napisanego.ęą przez bibułkę. Nie ma w tym nic niekulturalnego,że ludzie zadają tego typu pytania, są zwyczajnie ciekawi, a może się martwią tak zwyczajnie, chyba, że ten kto udziela odpowiedzi jest nadwrażliwy lub zakompleksiony.

    • Dot

      I prawidłowo, niech tacy ludzie zaczną wreszcie mieć poczucie taktu. Nie uważam, żeby takie pytania były odpowiednie, zwłaszcza gdy nie zadaje ich ktoś bliski. A ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła 😉

      • ela

        Pani Dot nietaktem jest ostatnie zdanie.Skąd Pani wie,że wierzę w piekło. Ta insynuacja jest nietaktowna wręcz okropna.

        • Dot

          To tylko powiedzenie, a zacytowałam je w odniesieniu do ludzi, którzy zadają niestosowne pytania, a według Pani „są zwyczajnie ciekawi”.

  • Pixel

    „Nawet jeżeli tak uważam to nie afiszuję się z tym i zostawiam tę opinie tylko dla siebie, bo nie czuję się w żadnym stopniu upoważniona do tego, żeby mówić ludziom, jak mają żyć.” W punkt, strasznie nie lubię się wtrącania komuś do talerza. Kogo to obchodzi i czemu komuś przeszkadzają kwestie jedzeniowe innych ludzi? Dopóki ktoś nie popełnia porządnej głupoty to nie ma co się wtrącać.

  • https://www.zuda.zone Ewa Anna

    Przygotowuję się właśnie do najazdu teściów i pytań dlaczego nie podaję dziecku słoików. Na razie opanowuję swoją złość za każdym razem gdy słyszę sugestie teściowej do męża, że powinniśmy to robić i przygotowuję sobie dyplomatyczną odpowiedź na ich przyjazd, zbierając inspiracje z poniższych komentarzy.

  • Kirdan

    Myślę, że takie sytuacje są spowodowane wszechobecnym zmiękczeniem społeczeństwa. Nie ma nic niekomfortowego ani niegrzecznego w krótkim ucięciu rozmowy po usłyszeniu niechcianego pytania. Dorosłemu człowiekowi nie powinno to sprawiać żadnego dyskomfortu, ani z jednej ani też z drugiej strony. Owładnęło nas dziwne zjawisko, boimy się pytać żeby nie wprawić kogoś w zakłopotanie, boimy się odpowiadać żeby nie zostać niekorzystnie odebranym. Sami pogłębiamy dołek i sprawiamy że kolejne pokolenia są jeszcze bardziej wrażliwe, że strach o coś pytać lub o czymś opowiadać żeby nie zostać osądzonym za odmienne poglądy, nie uzyskać metki rasisty, homofoba itd. Myślę że nie tędy droga – rozmawiajmy, pytajmy, poznawajmy ludzi – mając jednocześnie szacunek do ich prywatności.

  • MamaSpace

    Czasem się zastanawiam, czemu ludzie zadają takie pytania bez chwili zastanowienia? Żarty w stylu kiedy ślub, kiedy dzieci dla wielu są normą, dziwną jak dla mnie. I nie wiem, czy to kwestia wychowania, czy braku wyczucia…

  • http://www.createyourhealth.pl/ Natalia I Create Your Health

    Chyba wyślę linka z twoim spotem wszystkim osobom, które zadają mi takie pytania.

  • Zofia Bogusławska

    Wiesz.. ja bym odcięła jednak pytanie o niejedzenie mięsa od reszty wskazanych tu przykładów. Tu raczej chodzi o to, że nie zadaje się pytań, które mogą w jakiś sposób boleć odpowiadającego. O tyle o ile nie posiadanie dzieci czy nie picie alkoholu może mieć podstawy bardzo prywatne, o tyle nie jedzenie mięsa raczej nie. Drugą sprawą jest postawa pytającego. Można zapytac „czeu nie pijesz alkoholu” na x-sposobów, raz osoba poczuje się osaczona jak na przesłuchaniu a innym razem nie. Po prostu. Pytania „kiedy dzieci” są w dzisiejszych czasach bardzo ciężkie. Lepiej zapytac „czy chcialabys/chciałbys miec kiedys dzieci?” niz „kiedy dzieci?”. To drugie narzuca od razu punkt widzenia „na pewno chcesz”. A mam niestety kilkoro znajomych którym nie wychodzi i każde pytanie jest bolesne. Czasem spytam, czy cos wiadomo, czy cos ruszyło, ale wiecie.. pytanie zadane cicho, bez oczu dookoła, z troską w głosie jest inne niż głośne pytanie na imprezie. Taka prawda. Przez 8 lat mialam pytania „kiedy ślub?” i przez 7,5 roku odpowiadałam „czyj?” – czym konczyłam dyskusję 😉

  • Anna Ma

    O ile z pełnym zrozumieniem podchodzę do niechęci pytanych do zagajania, czemu nie mają dziecka albo ślubu (To bardzo osobiste), o tyle ciężko mi pojąć, że ktoś nie chce mówić o powodach niejedzenia mięsa. Pytanie jak pytanie – zwykle zadane po to żeby usłyszeć jakąś historię dotyczącą rozmówcy, a nie po to żeby go z tego rozliczać. Ludzie niemal non stop dyskutują o żarciu. Sama nie jem np. kapusty, bo jej NIE CIERPIĘ. Tak samo jak schabu, boczku, indyka, grochówki albo knedli. Ale jakoś nie mam problemu z mówieniem dlaczego nie chcę jeść tych rzeczy. Wegetarianie strasznie się najeżają o te pytania i to jest dziwne. Dajcie spokój. Idąc tą drogą nie można by było poruszać żadnego tematu, bo za wszystkim może stać czyjaś trauma lub gorące przekonania, których trzeba bronić.

  • http://swieczek.wordpress.com/ Świeczek

    Przeraził mnie poziom niektórych komentarzy. Niby trudno się dziwić, bo ktoś to okropne pytania zadaje. A jednak – argumentacja z niebycia przewrażliwionym znowu zabolała. Skąd to społecznie przyzwolenie na włażenie z butami w życie i rozdrapywanie ran? Jakby ludzie nie rozumieli, że mogą robić komuś KRZYWDĘ.

  • Tadeusz Maciejski

    przykre jak rodzina zadaje takie pytania a nie zna zupełnie osób z własnej rodziny :/

  • blackrainbow_

    wczoraj na rodzinnym obiedzie [z rodziną, z którą widuję się raz na rok] zaczęto mnie namawiać do jedzenia mięsa, pytano dlaczego nie jem mięsa od 10 lat. Proszono narzeczonego by mnie NAUCZYŁ jeść mięso, bo mięso jest zdrowe, że tak długo nie pożyję itp, itd. Cierpliwie przeczekałam tę „rozmowę”, ale miałam ochotę wyjść, uprzednio krzycząc, że g…uzik ich to powinno obchodzić. Podczas każdego obiadu to samo. Niby powinnam się przyzwyczaić, ale za każdym razem czuję irytację.