Przykazanie 11: NIE MARNOTRAW

Wielu z nas ma pewnie wspomnienie z dzieciństwa, w którym marudzi przy stole, a rodzic przywołuje do porządku:
– Ty tak wybrzydzasz, a dzieci w Afryce głodują.

Widzę czasem krążące w internecie memy wyśmiewające tę zależność, w myśl rozumowania: co ma niby wspólnego mój talerz z głodem człowieka znajdującego się na drugim krańcu świata? Podobne wątpliwości wyrażane są w kontekście oszczędzania wody. W jaki sposób oszczędzanie wody w Polsce sprawi, że będzie jej więcej w Afryce? – pytają niektórzy.

Bezpośredniego związku nie ma. Twoje niezmarnowane jedzenie (czyli zjedzone) nie nakarmi Afrykańczyka, podobnie jak Twoja niezmarnowana woda (czyli zakręcona w odpowiednim momencie, nie lana bez sensu) nie nawodni rejonów wody pozbawionych.

Chodzi o to, żeby otworzyć się na innych ludzi. Mieć świadomość, że nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami tej planety. Obudzić w sobie empatię i współodczuwanie. Docenić wartość tego, co mamy i uszanować to.

Gdy marudzisz, że masz za małe mieszkanie, pomyśl o dzieciach mieszkających w indyjskich slumsach.

Gdy wkurzasz się, że u nas nie ma polityki prorodzinnej, pomyśl, co jeszcze niedawno musieli czuć mieszkańcy Chin, którzy mieli zakaz posiadania drugiego dziecka.

Gdy narzekasz na swoją nudną pracę, pomyśl o kobietach harujących w fabrykach odzieżowych w Bangladeszu zarabiających kilkadziesiąt dolarów miesięcznie za pracę po dziesięć godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu.

Gdy lejesz bezmyślnie wodę podczas mycia zębów pomyśl, że ponad miliard osób nie ma dostępu do czystej wody pitnej, a 2,4 miliarda osób nie ma dostępu do urządzeń sanitarnych.

Gdy marudzisz na polski system szkolnictwa uświadom sobie, że na świecie ponad 15% nastolatków porzuca szkołę z powodu braku dostępu do urządzeń sanitarnych.

Kultura nadmiaru

Żyjemy w kulturze nadmiaru. Wszystkiego mamy za dużo: wyborów, ubrań, butów, zabawek, samochodów, pracy, tożsamości, portali społecznościowych, badań, artykułów, zdjęć, komentarzy, pieniędzy czy tam kredytów, rat, debetów, pożyczek itp. Co więcej, jesteśmy uzależnieni od tego „za dużo”. Do czego to prowadzi? Jak pięknie pisze Tenzin Gjaco, czyli Dalajlalama XIV, duchowy i polityczny przywódca Tybetu: 

Mamy większe domy, ale mniejsze rodziny;
więcej udogodnień, ale mniej czasu;
Mamy więcej dyplomów, za to mniej sensu;
więcej wiedzy, ale mniej rozumu;
więcej ekspertów, a zarazem więcej problemów;
więcej lekarstw, lecz mniej zdrowia;
(…)
Świetnie u nas z ilością, ale słabo z jakością.
Żyjemy w czasach szybkiego żarcia,
lecz wolnego trawienia;
Wysokich mężczyzn o niskich charakterach;
Pikujących zysków, ale płytkich związków.
To czas, w którym mnóstwo wystawiamy w oknie,
nie mając nic w pokoju.

Nasza kultura, tak zwana kultura „zachodnia” to kultura nadmiaru. Tymczasem na tej samej planecie żyje równolegle kilka miliardów ludzi, którym doskwiera problem „za mało”: głodnych, bezdomnych, spragnionych, pozbawionych pracy i godności. 


Nie lej bez sensu wody, bo innym może zabraknąć

Co to jest idea zrównoważonego rozwoju? To idea, by korzystać z dobrodziejstw współczesności bez szkody dla przyszłych pokoleń. To świadomość, że zasoby naszej planety nie są nieograniczone. Wody może zabraknąć, jeżeli nie nam to naszym dzieciom, albo wnukom.

Działania zachęcające do oszczędzania wody z jednej strony mają obudzić w nas empatię, a z drugiej zwrócić uwagę na to, że zasoby wody NIE są nieograniczone.

Na naszej planecie jest tylko kilka procent wody pitnej i marnując ją, na przykład poprzez zostawianie odkręconego kranu podczas mycia zębów czy warzyw (gdy odchodzimy sobie od kranu na dwie minuty, żeby wziąć garnek, wyjąć z lodówki produkty itd) przyczynia się do systematycznego uszczuplania zasobów wody zdatnej.

Od dzieciństwa mam wpojone, że woda nie może mi się przelewać przez palce.

– Zakręć wodę jak myjesz zęby, szanuj wodę. Jak tak lejesz wodę dwie minuty to marnujesz co najmniej dziesięć litrów. Wiesz ilu ludzi nie ma co pić?  – słyszałam od taty.

Tak mi ów szacunek do wody zapadł w pamięci, że nigdy nie dopuszczam do tego, by woda lała się bez sensu. Zawsze zakręcam wodę, gdy myję zęby, gdy mydlę włosy pod prysznicem, gdy nakładam odżywkę. 

I nie kierują mną względy ekonomiczne, bo za wodę nie płacę: nasza woda pochodzi z podziemi naszego podwórka. Po prostu widok lejącej się bez sensu, czyli marnotrawionej wody powoduje we mnie tak silny wewnętrzny sprzeciw, że czym prędzej zakręcam ją. I tego samego uczę dzieci. 

Podobnie jest z jedzeniem. Owszem, nie zjem jedzenia, którego termin ważności upłynął, ale staram się nigdy do tego nie dopuszczać. Kontroluję datę ważności jogurtów, serów, ryb itp. i jem je, zanim nie przestaną być zdatne do użycia. Myśl o wyrzucaniu jedzenia budzi we mnie totalny sprzeciw. I to też chcę przekazać córkom: że nie można wyrzucać jedzenia.

Dobry nawyk oszczędzania

Wczoraj w Trójce słyszałam rozmowę komentatorów ekonomicznych. Brzmiała mniej więcej tak:

– Czy pan oszczędza?

– Tak, oszczędzam. Nie wyobrażam sobie, żeby nie oszczędzać.

– Bo może sobie pan na to pozwolić. 40 proc. ankietowanych przez TNS Polaków przyznało, że wszystkie dochody przeznacza na bieżące potrzeby, niczego nie odkłada i nie inwestuje.

– Część z nich z pewnością nie może sobie na to pozwolić: po prostu zarabia tak mało, że nie jest w stanie odłożyć ani złotówki. Jednak część z nich mogłaby, ale dopadła ją obsesja wydawania. Gdy słyszę, że 45-latkowie biorą na mieszkanie  kredyt w wysokości półtora miliona złotych, które pewnie będą spłacać jeszcze ich dzieci, a może i wnuki to … nie potrafię się nadziwić.

I to jest moim zdaniem świetna analogia do oszczędzania wody. Świadomość, że w naszej rodzinie i na naszej planecie są i będą jeszcze inni ludzie, że świat nie kręci się tylko wokół nas, a co będzie potem to już nie nasza sprawa, „bo nas już nie będzie”.

Zwłaszcza, że w Polsce są bardzo niskie zasoby wody. Na 26 krajów europejskich, znajdujemy się na 22 miejscu. Nie chcę nikogo straszyć. NAM wody nie zabraknie. Naszym dzieciom raczej też nie. Ale wnukom? Prawnukom? To już niestety prawdopodobne.

Dlatego też zamiast myć się codziennie, myję się raz na trzy dni. Kąpiel u nas w domu wygląda tak, że najpierw kąpie się mój mąż, potem ja, potem starsza córka, na końcu młodsza. Wszyscy z tej samej wodzie. Zębów w ogóle nie myjemy, bo i po co, skoro je pobrudzimy?

ŻARTOWAŁAM 🙂

Jestem daleka od zachęcania do zaniechania mycia się czy ograniczenia higieny, wprost przeciwnie! Chcę jedynie zachęcić do wprowadzenie mądrych zwyczajów i rozsądnego gospodarowania wodą. Dobra zmiana zaczyna się od eliminacji złych nawyków, czyli zakręcania wody wtedy, gdy lać się nie musi. Nie wyobrażam sobie dnia bez umycia całego ciała i nie zamierzam zmieniać tych nawyków. Ale stojąc pod tym prysznicem, nie leję wody bezsensu.

Partnerem tekstu jest marka Roca: producent wyposażenia łazienkowego. Od lat prowadzi fundację We Are Water, a jej produkty, np. baterie łazienkowe wykonywane są w technologii pozwalającej zaoszczędzić wodę. Obchodząc tegoroczny Światowy Dzień Toalet ustanowiony przez ONZ, Roca przygotowała aplikację umożliwiającą indywidualny pomiar zużycia wody. Aplikacja „Lubię wodę” jest bezpłatna i dostępna w sklepie Google Play tutaj oraz już wkrótce także w Apple Store. Umożliwia indywidualny pomiar wody w umywalce, prysznicu lub wannie i pomaga wprowadzić do naszego codziennego życia niezbędne eko-zwyczaje.

Komentarze:

  • Roca!!!! <3 znam z racji zawodu i często o tej marce u nas piszemy! Super wpis – u nas w domu też dzieci kąpały się w wodzie po tacie i mamie!;)

    • Jula

      Też love Roca, ale prywatnie – mam „rokową” łazienkę :> i też baaaardzo chwalę – przepiękny design, apkę zaraz ściągam 🙂

    • Super! 🙂
      Jak Żudit zawodowe pisze: musi być dobra 🙂 #sprawdzoneinfo

      • Jak ktoś ma w łazience np. wannę Roca, od razu mój szacun ;D

  • Iwona Mazerska

    Świetny tekst. Współcześni ludzie coraz mniej myślą o innych, a coraz bardziej o sobie, swoich czterech kątach. Ja również nie znoszę marnotrawienia i w takim duchu wychowuję dzieci. A apkę „Lubię woda” zaraz sobie zainstaluję i przetestuję 🙂

    • Daj znać jak się ją użytkuję 🙂

  • W.

    Bardzo ważny temat! Na studiach walczyłam z moimi współlokatorami o zakręcanie wody podczas mycia zębów i trudno było mi nauczyć ich dobrego nawyku, aż do momentu, gdy w sieci pojawił się film pokazujący w ciągu minuty, że w czasie mycia zębów marnuje się około 10 litrów wody, czyli tyle ile sporo ludzi na świecie ma w ciągu miesiąca do wykorzystania i pokazane jest, że w tym czasie tę wodę może wykorzystać ktoś do innych czynności np. mycia owoców czy dziecko do picia. Film przemówił, udało się. 😉 Podobnie sama miała dawno temu z myciem naczyń, bo jako 8letnie dziecko nie rozumiałam dlaczego mam wszystko płynem najpierw a potem spłukiwać, a nie na bieżąco – dopiero potem jak Mama uświadomiła mnie, że naczynia po obiedzie ośmioosobowej rodziny zmywam w ponad 150 litrach wody czym wypełniam prawie całą wannę zaczęłam na to inaczej patrzeć. Dobrze jest mieć dobre nawyki od dziecka, zwłaszcza gdy za tym idzie świadomość 😉

    • Dzięki za przemawiające do wyobraźni przykłady!
      A co do zmywania naczyń to najoszczędniejsza jest zmywarka: oszczędność wody, czasu i rąk, polecam 🙂

      • W.

        Opisana sytuacja jest sprzed 18 lat, po tym jak wszyscy nauczyliśmy się porządnie i oszczędnie myć naczynia, a część z nas się wyprowadziła to sprezentowaliśmy rodzicom zmywarkę 😉

  • Argumentu o dzieciach w Aryce nie lubię, co nie zmienia faktu, że nie cierpię wyrzucać jedzenia, a wodę staram się oszczędzać, choć pewnie mogłabym bardziej. Jak mam wyrzucić jedzenie do kosza to się robie chora.

  • Ula

    Ja wprawdzie jeszcze dzieci nie mam, ale często przebywają u mnie siostrzeńcy i jestem dumna, gdy na czas mycia ząbków krzyczą:
    „Trzeba zaklęcić wodę bo się zmalnuje!”. Znowuż mam znajomą, którą potrafi rozmawiając ze mną nalewając wode do czajnika po czym np. na 3 minuty przestać to czynić i opowiadać mi z podeksytowaniem jakąś historię, a ta woda się leje.. i leje.. i leje… Nie mogę na to patrzeć. Wyślę jej zaraz link do Twojego tekstu, może zrozumie 🙂 A co do aplikacji Roca to jako uzytkowniczka apla poczekam aż tam będzie dostępna 🙂

    • Siostrzeńcy zuchy! (pewnie po cioci 😉 Co do aplikacji Roca też poczekam aż będzie dostępna w apple store 🙂

  • Ja już kiedyś o tym chyba u Ciebie pisałem. W 100% zgadzam się, nie można marnować żywności (trzeba po prostu kupować z głową, a nie dlatego, że jest promocja), prądu czy wody.

    Ale… nie mogę zgodzić się na psychiczne maltretowanie dzieci poprzez wmuszanie jedzenia. Jedz, jedz, to babcia się ucieszy. Jak nie zjesz, to nie będzie podwieczorku. Jak nie zjesz, to murzynki w Afryce będą smutne. Jedz, jedz, bo tyle mi się ugotowało i kto to teraz zje. I inne takie pierdololo.

    Nie chcesz, to nie jedz, odłóż i zjedz później. Bez wmuszania w siebie. Tylko uważaj! Żeby ci mamusia z babcią, nie zaczęły wciskać syropu dla niejadka. Brrrr.

    • Absolutnie zgadzam się z Tobą!

      Rodzic powinien robić to świadomie: nakładać dziecku tyle jedzenie ile to jest w stanie i brać pod uwagę równe okoliczności, np, to, że dziecko może nie być głodne, skoro zjadło przed chwilą batonika, albo że porcja, którą mu nałożył jest za duża albo że przecież dwie godziny temu jadło zupę.

    • Liwia

      Wmuszanie obiadu dzieciom jest straszne. Moja babcia całe życia jak ładuje komuś porcję obiadu, to ją właśnie ładuje. Dorosły tego nie może dojeść, a co dopiero dziecko, a wszystkim daje tyle samo i potem się zaczyna, że „musisz zjeść, bo jak to będziesz taka wysuszona…”

  • Zawsze jeszcze można kąpać się w dwójkę, zamiast co trzy dni. Może to jest rozwiązanie ;)?

    • A tak poważnie, to ja.. kąpię się raz na dwa lata. Serio 🙂 Bowiem 100 razy bardziej od wanny wolę prysznic. Nie ze względów ekonomicznych itd ale kilkanaście lat temu, jak byłam nastolatką zatrułam się czadem z piecyka gazowego – co wydarzyło się podczas kąpieli i chyba mam do dziś traumę, bo jak wejdę do wanny to po kilku minutach zaczynam odczuwać ogromny niepokój i dyskomfort. Jakaś pamięć emocji chyba 🙂 Mój mózg kojarzy najwyraźniej wannę z zatruciem 🙂

      • Uuuu, niezbyt fajnie. Mnie wanna kojarzy się z dobrą książką, bo zawsze czytam, jeśli już do niej włażę 🙂

  • U Lifemanagerki był kiedyś poruszany podobny temat eko-oszczędności w domu, było tam sporo dobrych rad (także w komentarzach) odnośnie wody właśnie. Można zrobić więcej niż zakręcanie wody, czy ekstremalnie rzadkie prysznice, jeśli ktoś lubi 😉 Ja np. myję włosy nad wanną. Kiedy namaczam włosy, łapię wwodę w jakieś większe naczynie i wykorzystuję do podlewania kwiatów. I wcale nie jestem eko-świrką 😉

  • Dobry artykuł. Warto uświadamiać dzieci już od najmłodszych lat. Pokazać, że światła palące się we wszystkich pokojach czy
    woda lejąca się z kranu, gdy myjemy zęby, przekładają się na pieniądze. Dzieci tak łatwo tego nie zrozumieją, dlatego dobrym pomysłem może być próba przeliczenia bezsensownego zużycia wody na pieniądze. Albo podłożenie naczynia pod lejącą się wodę – niech dziecko widzi jak duży garnek możemy zapełnić.

    • Podobno nie lejąc bezsensownie wody, czyli zakręcając ją podczas np. mycia zębów, namydlania, mycia warzyw itd. miesięcznie można zaoszczędzić nawet ponad 40 zł.

  • Ekonomicznie rzecz biorąc, kąpać się pierwszy powinien ten, czyje ciało jest naturalnie najczystsze, czyli najpierw świeżutkie dziecko, ptoem dojrzewająca nastolatka, potem dorosła kobieta, potem dorosły mężczyzna 😉

    A tak poważnie to… niestety. Na przykład moja ‚supernowoczesna’, jak zapewnia właściciel mieszkania, instalacja grzewcza ogarnia, że ma zacząć produkować ciepłą wodę jakieś pół minuty po odkręceniu kranu. I się leje, a jeśli kolejne użycie ma być zaraz, to nie zakręcę, bo jak zakręcę, to piec przestanie podgrzewać i za chwilę trzeba znowu powtarzać ten cyrk. W poprzednim mieszkaniu było jeszcze gorzej – uroki tzw. starego budownictwa. A co do zabraknięcia wody, jak to się ma do tzw. krążenia wody w przyrodzie, o którym uczą w szkołach?

    • Ta Twoja „supernowoczesna” instalacja – rzeczywiście brzmi nieciekawie… Czyli jak wchodzisz pod prysznic to najpierw musisz kilkadziesiąt sekund lać zimną wodę, zanim pojawi się ciepła?

      Natomiast co do tzw. krążenia wody w przyrodzie, nie wiem jak mam się do tego odnieść (jeżeli jest wśród nas jakiś ekspert- zapraszam). To, co wiem – na podstawie badań i raportów, to że zasoby wody nie są niewyczerpywalne i z roku na rok wody jest coraz mniej.

      • Tak 🙂 I to nie jest jakaś wyjątkowa sytuacja, zdaje się, że nawet występuje dość często w mieszkaniach z gazowym ogrzewaniem (to z kolei chyba dla oszczędzania gazu; ciepła woda też musi się skądś brać).

        Po prostu zdziwiła mnie informacja, że woda się wyczerpuje, ponieważ właśnie z powodu obiegu w przyrodzie powinna zawsze ‚wracać’, jednak jak się nad tym zastanowić, rzeczywiście można łatwo znaleźć przyczyny (zanieczyszczenia, zmiany klimatu, drenaż w celach gospodarczych etc.). Pozostaje mieć nadzieję, że do tego momentu ludzkość wymyśli np. sposób wykorzystania wody morskiej (chociaż wolę nie myśleć, jaki to może mieć wspływ na ekosystem).

        • Woda się wyczerpuje, nawet ta słona, z powodu chemicznych zanieczyszczeń, których już nie da się z niej usunąć. Ilość wody się nie zmienia, ale ilość zdatnej do spożycia – owszem. Ostatnio będąc w Londynium, przyuważyłam komunikaty, że woda w kranie nie jest zdatna do picia (ale np. do prania, mycia etc, już tak).

  • Daria

    Przyznam szczerze, że nigdy nie rozumiałam sensu robienia akcji pod tytułem oszczędzaj wodę. Nie przypominam sobie też, żeby ktoś mi mówił w dzieciństwie o tym, żeby tak robić. Mam taki nawyk sama z siebie – zawsze zakręcam jak na chwilę odrywam się od danej czynności. To samo ze światłem – notorycznie chodzę i gaszę, nawet jakbym miała za 10 minut wrócić w to samo miejsce. Chłopak się drze, że podobno się żarówki niszczą :C

    • Kto wie, może urodziłaś się już z nawykiem oszczędzania, choć wydaje mi się jednak, że ktoś Cię kiedyś musiał poinstruować, że warto to robić, ale może wymazałaś to z pamięci 🙂 Tak, czy inaczej: nieważne czy urodziłaś się z tym, czy tak zostałaś wychowana: ważne, że nie marnotrawisz, a to się chwali! 🙂

  • Kasia

    Aplikacja jest niedostepna poza Polska??

  • Art

    Robicie błąd w kolejności kąpania. Najpierw powinny kąpać się najmłodsze dzieci. One zazwyczaj do wanny trochę nasikają, a to jest zdrowe dla skóry i potem z tej zdrowotności może korzystać reszta rodziny 😉

    • Haha, dzięki za podpowiedź, od jutra zmieniamy kolejność!! 😉

  • To, że nie wyrzucimy jedzenia, fakt, nie sprawi, że uratujemy dzieci w Afryce. Ale myślę że chodzi o to, żeby na chwilę się zatrzymać i pomyśleć o tym, że powinniśmy być wdzięczni za to co mamy. A że mamy w nadmiarze, to powinniśmy być bardziej wdzięczni.

  • Muka

    Marnotrawstwo najbardziej widać w restauracjach. Krew mnie zalewa, jak widzę kilkuosobową rodzinę na niedzielnym obiadku: każde zamawia ogromne danie, dzieci dostają równie wielkie porcje jak dorośli, do tego z góry zamawia się deser. W połowie potrawy każdy ma dość, jedzenie jest rozgrzebane widelcem na wszystkie strony, a z niektórych dań dosłownie uszczknięty jeden kęs. Widuję nawet osoby, które zamawiają po dwa dania, „bo nie mogą się zdecydować”, a potem stwierdzają, że „to im nie podchodzi”, „jednak dzisiaj nie maja na to HUMORU” i ostatecznie zostawiają większość. Przedtem jednak wszystko zostaje dokładnie rozmemłane, więc nikt by już tego nie tknął. Po wyjściu nie biorą na wynos pozostawionej reszty jedzenia, więc finalnie ląduje to wszystko w koszu. Czy naprawdę nigdy nie byli głodni?

    • Przykre. Ja wychodzę z założenia, że skoro zamawiamy coś w restauracji, płacimy za to więcej niż gdybyśmy zapłacili w domu, to tym bardziej nie wyobrażam sobie, że zostawiać połowę jedzenia. Przecież znamy swoje możliwości i możliwości dzieci. Jeżeli mamy dwójkę maluchów to możemy przecież zamówić jedną porcję i poprosić kelnerkę o podzielenie na dwa itd. Sposobów jest wiele, liczą się chęci.

  • Zofia Bogusławska

    Ja sobie kiedyś przemyślałam kwestie „straszenia” a raczej rozmawiania o tym z dziećmi że nie wszyscy mają co jeść i że należałoby nie marnować jedzenia. I powiem Wam że jest jedna logika która za tym przemawia. Jeśli będziemy mniej jeść i zużywać rzeczy.. to producenci będą produkować mniej. A jak będą produkować mniej to środowisku się mniej dostanie 🙂

    Ja tam używam czasem tegoż argumentu o „dzieciach w Afryce” ale raczej wtedy kiedy dziecko mi marudzi nad tym że obiadek to mu nie odpowiada bo on by dzis naleśniki, a nie toto. I rzeczywiscie wtedy zdarza mi się powiedziec ze jak nie toto to niczego do kolejnego posiłku nie dostanie i moze jak bedzie głodny to zrozumie. Ze niektóre dzieci w tej już przysłowiowej afryce za taką zupę to by mnie wycałowały bo głodne chodza na codzien. To oczywiscie pociąga za sobą koniecznosc rozmowy na temat tego co sie dzieje na świecie i dlaczego dzieci są głodne (byly takie odcinki tego francuskiego serialu „był sobie człowiek” o braku wody i jedzenia, pamiętamy je bardzo dobrze).

    Ja tez biegam jak nienormalna za ludźmi i gaszę światło. Ostatnio siedziałam na urodzinach znajomych i nie byłam w stanie wytrzymać przy stole bo ciągle ktoś zapalał i zostawiał światło w przedpokoju. Normanie mam jakiegos fioła na tym punkcie…

  • kurczę, świetny tekst! zawsze denerwowało gdy ktoś naśmiewał się z tego powiedzenia o dzieciach w Afryce – że zakręcając kran im nie pomożemy itp, ale tu chodzi przecież o samą idee oszczędzania cennej wody, dokładnie tak jak napisałaś! ;d

  • Pingback: Przegląd najlepszych polskich blogów – Listopad 2015. | Blog Marcina Mniej – Zadowolony jest Bogatym.()

  • Mój mąż jest z Australii, która ma ogromne problemy z wodą i prognozy, że kiedyś ta słodka może się skończyć. Jaka tam jest wspaniała świadomość społeczna na ten temat! Kiedy ja się tam znalazłam nie mogłam się temu nadziwić. Cała ulica jest podzielona na dni. Nasz dzień był w poniedziałek, środę i sobotę. W te dni mogliśmy sobie podlać ogródek, czy umyć samochód. W inne groziła za to kara. Kiedy na początku mojej przygody za bardzo się tym nie przejmowałam, sąsiadka zadzwoniła na straż miejską, która mnie telefonicznie upomniała. Pralki nie kupuje się z myślą o jej urodzie, tylko jak ekonomicznie wykorzystuje wodę. Zęby, prysznic – wszyscy się pilnują i są dumni jeśli są w tym temacie oszczędni. Z tego tytułu był też śmieszny żarcik sytuacyjny. Pierwsze Boże Narodzenie, które mój mąż spędzał w Polsce zerwał się chłopak do mycia garów po Wigilii (no serio, serio). Nagle cała moja rodzina zamilkła, a Babcia przez zęby cedzi do mnie – niech on natychmiast przestanie, fuj! Mąż, nauczony tak w domu, nalał sobie do zlewu wody i tak mył te tłuste gary, żeby je potem opłukać w czystej. Jemu się w głowie nie mieściło, że my możemy tak pod bieżącą wodą myć! Teraz już się tak do garów nie rwie (chlip) 🙂

    • Wow, ale super historia!! 🙂
      Dzięki że o tym napisałaś. Miejmy nadzieję, że Polacy też pójdą śladem Australii w tego typu nawykach.

  • Akurat z tymi mieszkańcami Chin to jest bardziej złożona zależność. O ile teraz mogą mieć już dwójkę dzieci, to i tak większość z nich nie chce mieć więcej niż jednego, a wcześniej nikt się nie zastanawiał dlaczego tylko jedno, dla nich „tak było i już”. Tak jak dla większości Polaków, w niedzielę idzie się do kościoła, bo „tak mu powiedział ksiądz na religii i tak już jest”. Jeszcze nigdy, nikt z moich znajomych nie powiedział czegoś w stylu „państwo nie będzie mi mówić ile mogę mieć dzieci”. Nie. Dla nich tak było i oni bezrefleksyjnie się tego trzymali. Nikt też się otwarcie nie cieszył z tego, że polityka dotycząca dzietności została zmieniona.

    Z drugiej jednak strony, społeczności chińskie, w każdym wielkim mieście (nie tylko w Szanghaju, w którym mieszkam, ale również w innych miastach na przykład w Singapurze, Indonezji czy Malezji) mają zupełnie inne priorytety od Polaków. Dla większości z nich, dziecko jest ostatnie na liście życzeń. Najpierw trzeba kupić mieszkanie na kredyt (nie ma czegoś takiego jak ślub bez kupna mieszkania), samochód, torebkę od LV, wymieniać iPhone’a co roku na nowego i jeździć każdego lata na wakacje za granicę. Wtedy można dopiero myśleć o dziecku, bo w wielkomiejskich społecznościach chińskich, nie posiadanie wszystkich powyższych, a posiadanie dziecka, odbierane jest jako skrajna nieodpowiedzialność. Coś w stylu „jeżeli nie potrafisz sobie zapewnić luksusu, to co możesz dać dziecku?!”.

    Nie trudno się domyślić, że przez takie podejście, wiele młodych par w ogóle nie chce mieć dzieci (w samym Szanghaju już 20%), bo twierdzą, że ich nie stać. Prawda jest taka, że gdyby chcieli mieć dziecko, musieliby zrezygnować z części swoich luksusów.

    Ach, do tego polityka jednego dziecka została w ostatnich latach i tak rozluźniona tzn. jeżeli oboje rodzice byli jedynakami, to mogli mieć dwójkę dzieci. Nie znam nikogo, kto ma lub mówi otwarcie o tym, że chciałby mieć dwójkę dzieci. Każdy mówi o jednym dziecku lub mniej.

  • Pingback: Dlaczego nie jem mięsa i bojkotuję olej palmowy i co w zamian? - Nishka()