Troszkę nieprzytomna, ale szczęśliwa, czyli jak zaufałam intuicji

nishka ciąża dziecko

fot. Agnieszka Dzieniszewska

Troszkę nieprzytomna, ale szczęśliwa, czyli jak zaufałam intuicji, mimo że znałam powiedzenie „In­tuic­ja, niczym GPS… cza­sem każe wjechać do stawu.” 🙂

Synu, piszę do Ciebie list. Momentami wciąż nie wierzę, że jesteś ze mną. Boję się, że zaraz ktoś mnie obudzi i powie, że to tylko sen. Przyznam, że pomysł, by powołać Cię na ten świat był dość szalony. Miałam dwójkę dużych już dzieci, Twoich sióstr, święty spokój (oprócz tych chwil, w których doprowadzały mnie, jak to nastolatki, do szewskiej pasji, choć to bardzo fajne dziewczyny, jak wkrótce będziesz miał okazję się przekonać), unormowane życie, przespane noce, dużo wolnego czasu, mnóstwo możliwości na spędzanie go tak jak chcę, dobrą kondycję: od roku regularnie biegałam, teraz dodatkowe 7 kg – wiesz dlaczego? Oto dlaczego!

3

Serio, chcesz czekolady?4

Okej, dzieciom się nie odmawia!

7

Skoro chcesz, to zmuszę się i zjem!

6

Choć przyznam, że to straszna katorga! Ach, jak ja nie cierpię czekolady!

A więc miałam już unormowane (i pomyślne) życie. Aż tu nagle, wtem, w mojej głowie zakiełkowała myśl o tym, że do szczęścia brakuje mi jeszcze Ciebie. Ta myśl tak głęboko we mnie wrosła, zakorzeniła się, że żaden argument nie był w stanie z nią wygrać. Instynkt macierzyński, który się we mnie obudził był tak silny, że nic nie było w stanie go przezwyciężyć. Nie miałam absolutnie żadnych wątpliwości, czy Ciebie tu chcę. Chcę. Choć mnóstwo znaków na niebie i ziemi mówiło, że to co najmniej dziwny pomysł.

Śniłam o Tobie, tęskniłam za Tobą, fantazjowałam, marzyłam.

Twój tato uznał pomysł za szalony. Musiałam się trochę nastarać, żeby go przekonać. Jak już będziesz miał ze trzy lata zacznę na Tobie testować opisywaną przeze mnie TUTAJ Metodę N, zwaną przez niektórych psychologów NUR, czyli Nieustanną Upierdliwością Rodzica. W skrócie chodzi o to, że rodzic chcący coś osiągnąć musi Nieustannie, Natrętnie, Nachalnie (ale ze spokojem) powtarzać, czego od dziecka oczekuje, np. pościelenia łóżka czy nałożenia rajstopek. Kiedyś, gdy opowiadałam znajomej: mamie niesfornego kilkulatka o tej metodzie, przysłuchujące się temu moje córki wykrzyknęły:

– Proszę pani, potwierdzamy! Ta metoda jest naprawdę skuteczna! Gdy mama zaczyna powtarzać te swoje „zaklęcia”, jest tak irytująca, że dla świętego spokoju spełniamy jej prośbę!

Być może więc, gdy namawiałam męża na Ciebie, zastosowałam właśnie tę metodę. 🙂 Tak nachalnie mówiłam, że musimy mieć jeszcze jedno dziecko, że w końcu dla świętego spokoju zgodził się. Oczywiście jest teraz bardzo zadowolony, że jesteś z nami.

Cała ciąża minęła mi w ekspresowym tempie. Jakby trwała nie 37 tygodni, a 7. Bardzo dobrze pisało mi się teksty na blog zahaczające o temat ciąży, trochę mojej a trochę jako „zjawiska społecznego”. Jeżeli chcesz, synu, wiedzieć co tam wypisywałam, zajrzyj tutaj.

5

Dzisiejszy dzień: 23 sierpnia od wielu miesięcy jawił mi się w głowie jako symboliczny, bo był to termin porodu. Zdecydowałeś pojawić się na tym świecie, świecie pozaprenatalnym, trzy tygodnie wcześniej. Choć tak naprawdę to raczej ja do tego doprowadziłam, żyjąc w ciąży z Tobą dość intensywnie. Cóż, taka Ci się trafiła matka: nadpobudliwa, mająca problemy z ustaniem w miejscu. Uparta, nieco nawiedzona, jak już uczepi się jakiejś myśli to nie ma zmiłuj. Ufająca swojej intuicji. Zatrzymajmy się przy tym ostatnim pojęciu.

Usłyszysz pewnie, jak każdy, kiedyś radę:

– Przemyśl to. Nie rób nic pochopnie. Spokojnie, nie spiesz się, masz czas na przeanalizowanie tego.

A ja tej rady nie lubię. Rada „przemyśl to” jest kluczem do zamykania intuicji: nagłego olśnienia, któremu warto zaufać.

W związku z tym, że jestem w gorącej wodzie kąpana, zwykle działam impulsywnie, bez zastanowienia. Dotychczas byłam zatrudniona w dwóch miejscach pracy, i z dwóch, po kilku całkiem miłych latach, nagle, decyzją podjętą w ciągu jednej chwili, odeszłam.

Czasami natrafiam na swojej drodze na ludzi, których znam słabo, a jestem w stanie zwierzyć się im ze swoich największych życiowych rozterek. I odwrotnie, zdarza się, choć na szczęście rzadko, że spotykam ludzi, którzy wydawałoby się, że są mi życzliwi, a jednak coś podpowiada mi, że nie mogę im zaufać i najlepiej trzymać się od nich z daleka.

Twoim siostrom radzę, żeby podczas rozwiązywania szkolnych testów zakreślały pierwszą odpowiedź, która przychodzi im do głowy jako prawidłowa i żeby nie analizowały na nowo odpowiedzi, których udzieliły w teście. Tobie też to powiem jak pójdziesz do szkoły.

W tych wszystkich sytuacjach to intuicja podpowiada mi jak działać. Intuicja, czyli wewnętrzne przekonanie, że mam rację. Gdybym w każdym z powyższych przypadków zaczęła analizować „za” i „przeciw”, postąpiłabym inaczej: bo kto mądry odchodzi nagle z pracy, nie mając innej propozycji ani oszczędności? (ani bogatego męża). Kto jest w stanie obdarzyć zaufaniem osobę, z którą rozmawiał przez chwilę raz w życiu? Kto świadomie decyduje się na trzecią „pociechę”?! 😉

Chyba nigdy nie zawiodłam się na mojej intuicji. Jej dzieckiem jesteś również Ty, synku. Wewnętrzne przekonanie, że muszę powołać Cię na ten świat, było, choć zaskakujące, jak najbardziej na miejscu. 🙂

Komentarze:

  • Laura

    super jest to, że na zdjęciu po lewej – w ciąży, jesteś taka uczesana i umalowana i „zrobiona”, ale też ciut zdystansowana, za to na zdjęciu z dzieckiem nie do końca „zrobiona” i rzeczywiście nieco nieprzytomna, ale za to zdecydowanie szczęśliwa 🙂

    • Tak jest 🙂 w ciąży byłam zimną niesentymentalną za to zadbaną brzemienną, w połogu jestem ciepłą kluchą 😀

  • Nishko ja również jestem wielką zwolenniczką intuicji. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby mnie zawiodła, natomiast wiele razy ja … zawiodłam ją. Zdarzyły mi się takie sytuacji w życiu, w których czułam, że to, co robię nie powinno mieć miejsca i powinnam zrobić inaczej. Słuchałam jednak wtedy głosu rozsądku i wcale mi to na dobre nie wyszło

    • Olu, dziękuję za komentarz. Mnie też oczywiscie zdarzyło się posłuchać zamiast intuicji jednak rozsądku, to tylko w tekstach blogowych jest tak idealnie 😉

  • Magda

    A nie boisz się że w związku z tym że tak wyczekiwany, „malutki” (najmłodszy z dzieci) wkrótce za bardzo rozpieścisz syna? Ze będziesz chciała spełniać każdą jego zachciankę, za bardzo „usługiwać” bo nie dość że „malutki” to jeszcze chłopak 😉 Ze dasz mu dosłownie wszystko za jeden uśmiech i w efekcie będzie rozkapryszony i roszczeniowy?

    • Absolutnie tak nie bedzie, bo mam tego świadomość i nie dopuszczę do tego. Przez rok, gdy bedzie niemowlęciem będę spełniała jego zachcianki i będę na kazde jego zachowanie, bo tak trzeba. Ale potem, odkąd skończy rok bede stopniowo nad nim pracować 🙂

    • A co do tego, że chłopak to tez absolutnie nie bedzie miał taryf ulgowych, chcę go wychować na chłopca, który umie gotować i sprzątać!

      • Beata Kos

        Uf bo już się martwiłam, że chcesz powielać schemat naszego społeczeństwa między relacją matka-syn 😉 Pracuję w Sądzie i na każdym kroku widzę matki-kwoki 😉

        • Beata, niedoczekanie moje!! Nie nie nie 🙂
          A mozesz cos więcej napisac o swoich obserwacjach? Bo to ciekawy temat!

          • Beata Kos

            Od czego tu zacząć aż tyle tego jest 😉
            Np sprawy dla nieletnich to mamusie nagminnie bronią, usprawiedliwiają swoich synów.
            Że on nie chciał, że w domu to pomaga, że ogólnie to on grzeczny to wina towarzystwa itd
            Ja wiem, że nie każda sytuacja jest inna i czasami może dany syn nie pomyślał zrobił źle i mama chce mu pomóc tylko ten schemat przewija się niestety w większości sprawach. Udział w bójce pobicie dotkliwe tłumaczenie, że syn na pewno nie chciał.Molestowanie seksualne 12 latka przez 17 latka mama oczywiście syn ma problemy, ale on jest dobry i się zmieni. Na moich oczach mamy bardzo często pozwalały na to aby ich nastoletni synowie wydzierali się zamknij ryja, mamusia pokornie i cicho nie zareagowała na sprawie oczywiście syn ma dobre serce. Bronienie gdy chodzi o płacenie alimentów bo ta wredna była synowa chce na utrzymaniu jego być no istne szaleństwo 500 zł to można nie pracować. To nie jest tak, że ojcowie nie bronią, ale potrafią często przyznać, że syn czy córka coś robią nie tak. Co zabawne w stosunku do dziewczyn bardzo często są skore do powiedzenia jaka córka jest zła itd. Kwestia alkoholików sprawa o przymusowe leczenie to mamusie przychodzą i płaczą, żeby im pomóc bo syn się zapije tylko gdzie były gdy przyjmowały pijany po co po nich sprzątały po co ciężko pracowały aby czy synowie cz nawet mężowie mogli w spokoju się napić. Mi z miesiąc temu sąsiad się zapił klasyczny przykład opieki matki. Ugotowała, sprzątnęła wyprała no i pracowała bo syn jest zbyt poważnie chory a, że takich agentów miała 4 to trochę kobiecina się musiała postarać. Jedynie córka z tego rodzeństwa wyszła na prostą, ale odcięła się od tego towarzystwa to może to jej pomogło. Wiem co widzę każdego dnia w pracy i nie wmówi mi nikt, że to są tylko jakieś przypadki. To jest norma w naszej kulturze. Mam nadzieję, że kobiety coraz dojrzalej, podchodzą do rodzicielstwa i będą też miały wymagania czy wobec zachowań swoich synów, czy córek. Nawet nie patrząc na moją specyfikę pracy nie musimy szukać daleko tych schematów. Szkoła, przedszkole, moja teściowa co lepsze moja mama, znajomi itd Czasami to aż jak widzę matkę, która pozwala robić samemu swojemu synowi np kanapkę to mam ochotę pogratulować bo naprawdę trudną przebić sięz tych schematów. Pozdrawiam

          • marchew

            poza przyznaniem racji mam jednak wrażenie, że bez tego kobiecego poświęcenia społeczeństwo rozpadłoby się w drobny mak. statystycznie koło 8/10 kobiet zostaje z mężem alkoholikiem, z żoną alkoholiczką rozstaje się 8/10 facetów. takie same statystyki mają faceci odchodzący od niepełnosprawnych dzieci, kiedy kobiety pozostają ich jedynymi opiekunkami.
            (trochę moja uwaga z boku głównego tematu, ale przykład matki alkoholika mi to przypomniał)

          • Beata Kos

            Gdyby kobiety zamiast się poświęcać. Umiały się szanować i wyznaczać granicę mogłyby poprawić sytuację a tak cackają się i głaszczą po główce gatunki, ludzi którzy od życia po dupsku powinni dostać.

  • Piękny tekst!
    Często boimy się słuchać intuicji bo zdrowy rozsądek mówi coś innego. Jednak decyzje podjęte w zgodzie z własną intuicją najczęściej okazują się tymi najlepszymi 🙂

  • ojeeej… a ja rodzę w lutym i już sama nie wiem! czy druga córka czy syn… i jak widzę Ciebie z nim to tak myślę, że może jednak ten syn… 😉 wszystkiego dobrego <3 i ja też jestem 'za' intuicją! zawsze jak zmieniałam coś co dyktował rozum a wcześniej co innego podpowiadało serce, źle na tym wychodziłam 🙂

    • Nieważne, czy syn czy córka, nie bierz do głowy, to nie ma znaczenia 🙂
      Ja cieszę się, że syn, bo łatwiej mi na blogu pisać : młodsza corka, starsza corka i syn. A tak, jakby była trzecia, to miałabym dylemat: „nowa corka”? Najmłodsza corka? Tak wiec dobrze, że syn ;))))

      • haha no faktycznie, dylemat z głowy! ja będę się cieszyła tak samo na córkę jak i na syna, ale myślę że przydałby się jakiś balans bo inaczej będzie straszny babiniec! w sumie tak jak u Was do niedawna, tak właśnie pomyślałam ;))

      • Dot

        A poza tym chyba fajnie mieć syna, a nie tylko córki 🙂 To doświadczenie czegoś innego, przynajmniej tak mi się wydaje, że wychowanie córki jest zupełne inne od wychowania syna.

  • szczęście aż bije po oczach! 🙂
    [zazdroszczę po cichutku] :*

    • Oby trwało i trwało, a nie było tylko wynikiem upojenia okscytocyną 😉 #żartownishka

  • Magnolia

    To moja droga nie jesteś odosobniona z tą swoją intuicją i potrzebą posiadania kolejnego dziecka.Dwadzieścia lat temu ja miałam 30 lat i trójkę kilkuletnich dzieci i rozum krzyczał,że więcej mi nie potrzeba bo i z tymi miałam ciężko,ale ciągle miałam wrażenie,że to nie wszystkie moje dzieci.Wszędzie widziałam cień małego dziecka-przy stole jak maluchy coś jadły,w pokoju w łazience.Nawet zdarzało mi się postawić dodatkowy talerzyk.To było tak silne wrażenie,że dziecko musiało się urodzić i dopiero wtedy poczułam,że rodzina jest w komplecie.Macierzyństwo po trzydziestce jest czymś fantastycznym,zupełnie inaczej się wszystko przeżywa.Polecam to każdej kobiecie.Mateusz był tak radosnym dzieckiem,że każdy problem przy nim stawał się nie ważny.Teraz starsze dzieci wyfrunęły z gniazda a on jest z nami i powtarza ulubione powiedzonko,,MAMUŚ NIE DYGAJ ,WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE,,

    • Wow, wspaniała historia! Aż się wzruszyłam 🙂

      • Tak, faktycznie mam fajnego, trzeciego brata, mama ponoć go wszędzie widziała, nawet, jak nie istniał 😀

      • bacha

        A co sadzicie o macierzynstwie koło 45-ki? Mam 42 lata i dwójkę malutkich dzieci wiec w tej chwili się nie zdecyduję. Ale może za trzy lata będę mniej umęczona…

  • e-milka

    Moge to calkowicie zrozumiec – potrzeba posiadania (kolejnego) dziecka potrafi byc bardzo silna. U mnie „parka” wcale nie takich duzych dzieci, niby – czego chciec wiecej, n

    • Gdy moja mama 22 lata temu zaszła, mając 37 lat, w ciążę z moim bratem czuła się wręcz niestosownie, jakby dzis miała z 50 lat 🙂 dzis kobieta mająca 40 lat nie wzbudza takich odczuć, znam kilka mam ktore decydowały sie, wprawdzie nie na pierwsze, ale kolejne dziecko, będąc tuż po 40-tce i nikt nie widział w tym niestosowności 🙂 A co do wstydzenia się swoich starszych rodziców – myślę, że to kwestia wychowania. A przede wszystkim też ducha człowieka – są młodzi duchem 50-latkowie i starzy 25-latkowie.

      • e-milka

        To prawda. W rodzinie mamy takich „starszych” rodzicow (wtedy byli przed czterdziestka, ale bylo to juz ponad 2o lat temu) i zawsze byli dla mnie idealem, jak wychowywac dziecko. Ten spokoj, to zaangazowanie, ta madrosc zyciowa. Zawsze im sie chcialo, by z dzieckiem wyjsc, pokazac, wytlumaczyc. Dlatego ja z przekasem te argumenty powyzsze podalam, bo pojawiaja sie zawsze przy tym temacie: „A kto bedzie na lyzwach, rolkach z dzieckiem jezdzil, a kto pilke kopal?”. A ilu takich mlodych wiekiem ojcow widzi sie na boiskach, lakach, kopiacych pilke z dzieckiem? A ile matek-dwudziestolatek z corkami na rolkach smiga? A moja przyjaciolka, czterdziestolatka, i owszem.
        Dlatego wbrew temu wszystkiemu, o ile tylko zdrowie pozwoli, pewnie zdecydujemy sie na to trzecie. Mysle, ze gdybysmy sie nie zdecydowali, gdzies pozostalby ten niedosyt, ten zal, ze nie sprobowalismy.
        A jak Twoj brat to „widzial”? Czy tez moze sformulujmy to tak – „Czy to w ogole byl dla niego jakis temat?” W klasie mojej corki (prawie 9 lat) jest tata po piecdziesiatce – w zyciu bym nie powiedziala, gdybym nie wiedziala.
        Ciesze sie, Nishko, ze Tobie sie udalo, ze synek (wiem, wiem, corke tez bys kochala), ze kwitniesz (tez patrzac na zdjecia nie dalabym Ci wieku z metryki, a wiek znam z Twoich postow) i czekam na dalsze posty.

  • Agnieszka Makowska

    Fajny tekst, daje dużo do myślenia, zarówno o macierzyństwie jak i intuicji 🙂

  • Amelia

    Wspaniale piszesz o intuicji. Jestem w drugiej ciąży. Chciałam, chciałam, gdy mężowi powiedziałam, nawet nie protestował, bo wiedział, że jest na przegranej pozycji (w zasadzie to chciałabym czwórkę 🙂 ) Chociaż długo się bałam, czy on zechce… bo nie wiem, czy umiałabym sobie poradzić z jego „odmową”, mimo że mamy już dziecko, które było zaplanowane, wyczekane… Ta potrzeba była bardzo silna, w zasadzie niczym niepodyktowana. Ale powiem szczerze, że dopiero w tej ciąży czuję, że nabrałam wiatru w żagle, że moje życie ma taki kształt, jakiego pragnęłam i jest wspaniale. Bardzo współczuję kobietom, które nie mają dzieci, bo partner nie może się określić, bo nie mają stabilnej sytuacji życiowej/zawodowej, bo się obawiają, bo ich życie nie wygląda tak, jakby chciały. A takich kobiet jest bardzo dużo.

  • Dot

    Piękny pomysł na wpis! – list do syna. Myślę, że to ciekawe doświadczenie dla dziecka przeczytać odczucia rodziców zaraz po jego urodzeniu lub gdy jest małe, komentarze na temat pierwszego uśmiechu, pierwszego kroku. Byłby piękny pamiętnik! 🙂
    Kurczę, właśnie wpadłam na świetny pomysł i na pewno, gdy będę miała już dziecko, zrobię coś takiego 🙂

  • Ahaja

    Piękne to, fajnie się czyta. Trafiłam tu przez przypadek, ale chyba zostanę. Ja też mam dwie prawie dorosłe córki i jedną… siedmiomiesięczną, więc chyba trochę nas łączy:) Ja z kolei dla swojej najmłodszej piszę pamiętnik, z każdego miesiąca jej życia. Piszę o tym na moim blogu, który ma dopiero kilka wpisów i… jeden komentarz. Byłoby mi miło, gdybyś zajrzała, może mogłabym zostawić tu namiary?