Czy warto wysłać dziecko na obóz lub kolonie za granicą?

dziecko

.
Zaczyna się okres planowania wakacji, postanowiłam więc podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami na temat wysyłania dzieci na obozy i kolonie.

Zacznijmy od tych organizowanych w Polsce. Czy aby na pewno możemy zaufać obcym ludziom i powierzyć im opiekę nad naszymi dziećmi?!

Starsza córka pierwszy raz wyjechała na obóz mając niecałe 7 lat. Przez kilka kolejnych lat praktykowała ten zwyczaj. Młodsza pierwszy raz skusiła się mając niecałe 8 lat i od tego czasu jeździ co roku, w tym roku zrobi to trzeci raz.

To, że pobyt na obozie lub koloniach będzie stałym elementem wakacji moich dzieci było dla mnie oczywiste z co najmniej kilku powodów.

To dla dziecka świetna okazja do:

  • nauki samodzielności – nie ma wyręczającej mamy, przypominającej o konieczności pościelenia łóżka, powieszeniu na sznurku mokrego stroju kąpielowego lub ręcznika. Jak nie powiesisz, nie wyschnie i następnym razem powiesisz. 🙂
  • wyjścia ze swojej strefy komfortu – wiadomo, większość dzieci obawia się, że z nikim się na obozie nie zaprzyjaźni, że może będzie nudno, że sobie z czymś nie poradzi itd. W takim wypadku może jednak lepiej zostać w domu? Nie. Nie. Nie. Próbuj, doświadczaj, eksperymentuj, jedź. 🙂
  • oddzielenia się od rodziców na dłuższy czas: myślę, że to jest potrzebne dla psychiki dziecka: niech się skutecznie odklei od rąbka spódnicy mamusi lub kanta spodni tatusia. 🙂

Natomiast dla rodzica to świetna okazja:

  • wypełnienia wakacyjnego grafiku: większość z nas, myśląc o trwającej ponad dwa miesiące przerwie wakacyjnej, zaciska nerwowo zęby, myśląc o tym, jak uniknąć tego, żeby dziecko siedziało większość lata w domu. 
  • do zmierzenia się z lękiem separacyjnym, czyli niechęcią i strachem do wypuszczenia dziecka w świat.
  • do odpoczynku od dziecka 🙂

Co warto zrobić, gdy już zdecydujemy się wysłać dziecko na obóz lub kolonie?

  • przedstawiaj pobyt na obozie jako ciekawe wydarzenie i interesującą przygodę

  • unikaj straszenia dziecka i zniechęcania go mówieniem typu: „Zobaczysz, na obozie takie zachowania nie przejdą! Tam dopiero będziesz miał prawdziwą szkołę życia!”
  • wytłumacz dziecku, że koniecznie musi stosować się do zasad panujących na obozie. Jeżeli jedną z zasad jest zakaz oddalania się od siedziby obozu lub kolonii bez pozwolenia, to znaczy, że absolutnie nie można tego robić. Jeżeli podczas wycieczki trzeba trzymać się grupy, to zdecydowanie trzeba. Przy ogniu, w wodzie: należy słuchać instrukcji, które przekazuje wychowawca.
  • przekonaj, że jeżeli coś będzie dziecko niepokoić to może bez wahania powiedzieć o tym kadrze, niech nie boi się tego zrobić.
  • wytłumacz, żeby nie miało żadnych oporów przed doniesieniem kadrze, że źle się czuje: boli je brzuch, głowa, ma nocne koszmary itd.
  • rada dla rodziców: nie dzwoń zbyt często do dziecka, nie rób tego częściej niż raz dziennie, pozwól mu od ciebie odpocząć 🙂

Obóz za granicą – czy warto wysłać dziecko?

Od jakiegoś czasu w głowie kotłowała mi myśl o tym, żeby wysłać córki na obóz za granicę, niech poznają świat, inne zwyczaje, kulturę, zabytki, język itp. Jednak fakty były takie, że myślałam i myślałam, a jeszcze ani razu tego nie zrobiłam. 🙂

Aż tu kilkanaście dni temu przyszła do mnie oferta od firmy ATAS obozów w Anglii.

To, co mi się w niej spodobało:

  • że są to obozy językowe z codzienną nauką języka angielskiego, czyli połączenie przyjemnego z pożytecznym
  • zakwaterowanie u rodzin brytyjskich, dzięki czemu dzieci są niejako zmuszone do tego, by używać tego języka i zderzają się z nim podczas codziennych zajęć
  • codzienny program zwiedzania Londynu – córki (zresztą ja też, muszę to kiedyś zmienić!) nigdy jeszcze nie były w Anglii, a mówiły o tym nie raz
  • zadania polegające na konieczności pozyskania konkretnych informacji od ludzi spotkanych na ulicy w Londynie i tych, u których śpi się w domu 🙂
  • 16-letnie doświadczenie firmy w organizowaniu obozów językowych

W ofercie było kilka rodzajów obozów językowych różniących się programem zwiedzania: jedni oglądają oprócz głównych atrakcji Londynu Harry Potter Studio, inni Canterbury, a jeszcze inni Zamek w Leeds. Niektórzy angażują się w warsztaty aktorskie albo grę w krykieta, a uczestnicy innego obozu mają w tym samym czasie inne aktywności – np. grę miejską, muzeum, spacer, zakupy etc.

Czego można spodziewać się po obozie za granicą?

Starsza córka, po kilku godzinach dumania nad katalogiem, wybrała obóz „Londyn i miasta Anglii”. Żebyście mieli wyobrażenie jak wygląda taki obóz, poniżej kilka słów na przykładzie obozu, który wybrała moja córka:

  • obóz jest skierowany do młodzieży w wieku 11-18 lat, podział na dwie grupy wiekowe 11- 16 i 13-18
  • trwa 9 dni
  • podróż: autokarem (a więc 2 dni obozu zabiera podróż). Cóż, dla mnie autokar nie byłby najatrakcyjniejszą opcją, ale dla młodzieży to doskonały moment na integrację i córka nie robiła z tego problemu
  • codziennie 4 godziny poświęcone są ćwiczeniom i konwersacjom w języku angielskim, również podczas codziennych sytuacji, np. zwiedzania
  • bogaty program zwiedzania
  • zabawy, warsztaty itp.
  • zakwaterowanie: 6 noclegów w Londynie u rodzin brytyjskich
  • wyżywienie: posiłki 3 x dziennie
  • ubezpieczenie: zapewnione
  • kontakt i telefon do kierownika i wychowawców: udostępniony dla rodziców
  • cena: 1900 zł + 300 zł transport (można we własnym zakresie dostarczyć dziecko :))

Szczegóły, np. program zwiedzania i ofertę na inne obozy w Anglii oraz w innych krajach możecie poznać na stronie internetowej ATASU, choć bardziej polecałabym zamówienie papierowej wersji katalogu, co jest bezpłatne lub ściągnięcie elektronicznej wersji katalogu, co możecie uczynić, klikając w poniższe zdjęcie:

Byłam też gotowa wysłać do Londynu młodszą córkę, bo grupa wiekowa otwiera się właśnie na 11-latkach. Jednak mąż, nieco bardziej zachowawczy niż ja, ostudził mój zapał mówiąc, że córka skończy 11 lat dopiero w listopadzie i że może jednak jeszcze rok poczekajmy i w tym roku wyślijmy ją tradycyjnie gdzieś w Polskę. Córka też potwierdziła, że za granicę wolałaby jechać dopiero za rok. Cóż, nic na siłę. 🙂

Uczciwie przyznaję, że tekst powstał w wyniku współpracy z Agencją Turystyczną ATAS, jednak zaręczam Was: ja naprawdę wysyłam swoje dziecko na obóz organizowany przez tę firmę, co chyba dowodzi tego, że dokładnie zapoznałam się z jej ofertą i jej zaufałam. 🙂

Pod koniec lipca zajrzyjcie tu, do tego tekstu: córka obiecała podzielić się swoim wrażeniem z pobytu na obozie.

*

Relacja z pobytu na obozie w Londynie mojej starszej córki

Obiecałam, że podzielę się refleksjami po obozie starszej córki i słowa dotrzymuję. 🙂

Trwającą całą dobę podróżą stresowałam się najbardziej ja, matka, z czym zresztą podzieliłam się z osobami lubiącymi mój fanpejdż: 

Żeby więc nie być natrętną matką postanowiłam, że oprócz zatelefonowania z pytaniem, czy dojechali szczęśliwie do Anglii, nie będę (sama z siebie) dzwonić do córki częściej niż co 3 dni. Wyszłam z założenia, że gdyby działo się źle: telefonowałaby do mnie ze skargą (co ma w zwyczaju, gdy dzieje się u niej bieda, wiadomo: jak trwoga to do Boga ;). Skoro więc nie dzwoni i nie pisze, znaczy, że jest w porządku.

I było! Grafik dnia mieli wypełniony ciekawymi zajęciami. Codziennie pobudka wcześnie rano, bo trzeba było z przedmieść Londynu dojechać na godzinę 8 w umówione miejsce, gdzie zbierali się ludzie z całego obozu. Wszyscy byli podzieleni na małe, około 4-osobowe grupki, a kryterium podziału było miejsce, w którym przez ten tydzień mieszkali.

Doświadczenie mieszkania u angielskiej rodziny córka ocenia jako ciekawe. Mieszkała u jamajskich imigrantów, którzy przyjęli ją i jej 3 koleżanki (które poznała dopiero na obozie) bardzo życzliwie. To właśnie tam, w domu doświadczyła najcenniejszych „żywych” lekcji języka angielskiego: podczas wspólnych posiłków z rodziną, ustalania zasad panujących w domu, rozmów typu „small talking” ale też tych poważniejszych, np. o zawodach, jakie pełnią rodzice.

– Mamo, powiedziałam, że jesteś z zawodu blogerką. 😉

Codziennie około godziny 8, wyruszali całym obozem (około 40 osób), by coś zwiedzić: np.  (zdjęcia wykonane telefonem córki)

londyn Gabinet Figur Woskowych Madame Tussaud, gdzie na żywo spotkała Angelinę Jolie i Brada Pitta we własnej osobie!londyn harry Harry Potter Studiolondyn harry potterlondyn muzeum historii naturalnej

Muzeum Historii Naturalnej

londyn safari

Longleat Safari Park

londyn1

Albo spacerowali po charakterystycznych miejscach w Londynie: obok Opactwa Westminster, Gmachów Parlamentu, Big Ben’a, Parku, Św. Jakuba, Pałacu Buckingham.

Podsumowując: pobyt na językowym obozie był ciekawym doświadczeniem i córka wróciła do domu zadowolona.

Oczywiście nie mogło obejść się bez przygód.

Otóż któregoś dnia ze zdziwieniem spostrzegłam, że na wyświetlaczu mojego telefonu miga imię córki. Było to o tyle dziwne, że dotychczas rozmawiałyśmy wyłącznie wieczorem (gdy już wróciła do domu po dniu pełnym wrażeń) i za pośrednictwem facetime’a. Tymczasem teraz było to normalne połączenie telefoniczne.

– Czyżby coś się stało? – pomyślałam. I mimo, że akurat śpieszyłam się na pociąg i w innej sytuacji oddzwoniłabym później, tym razem odebrałam od razu.
– Mamo, okradli mnie! – krzyknęła zdruzgotana do słuchawki.
– Jak to?!
– Jesteśmy za zakupach w Primarku, wybrałam sobie kilka fajnych i w okazyjnej cenie ubrań, podeszłam do kasy i kiedy miałam już płacić, okazało się, że nie mam w torebce portfela!
– Żartujesz! Jaką miałaś torebkę? Czy była zapięta? – spytałam zdenerwowana.
– No właśnie miałam taką płócienną torbę.. Niezapinaną..
– Gratuluję! Ale proszę, powiedz, że nie miałaś tam wszystkich pieniędzy, które ci dałam.
– Miałam tam wszystkie funty.
– Przecież tato mówił ci, żebyś nie brała wszystkiego ze sobą! – krzyknęłam.

Po chwili jednak przywołałam się do porządku i uspokoiłam się, wiedząc, że nerwy do niczego nie doprowadzą. Ona już poniosła konsekwencje swojej nieroztropności. Straciła wszystkie pieniądze.

– Mamo, muszę kończyć, pójdziemy jeszcze z grupą poszukać tego portfela.

Kadra ATAS’u zachowała się świetnie: szukali z nią portfela, poszli do punktu informacyjnego, a nawet całą wycieczką wrócili do muzeum, które tego dnia zwiedzali, żeby spytać, czy może ktoś nie znalazł portfela. Do mnie również zatelefonowano z pytaniem, czy życzę sobie, żeby zgłosić sprawę na policję. Nie widziałam takiej potrzeby – portfela nam by to nie zwróciło.

Jechałam pociągiem w bardzo słabym humorze: z jednej strony czułam złość na córkę („Mogła lepiej pilnować portfela!” „Albo chociaż nie brać ze sobą wszystkich pieniędzy!”), z drugiej strony złość na siebie („Dlaczego nie wyrobiłam jej karty bankowej?! Złodziej nic by z niej nie miał, przecież gotówka to samo zło! Ale jestem głupia!” – kajałam się), z trzeciej strony smutek – bo współczułam córce. „Jest w obcym mieście bez grosza przy duszy. A tak oszczędzała przez minione trzy dni i teraz żałuje, bo mogła kupić sobie kilka rzeczy. Ech…”

Postanowiłam, że jak wysiądę z pociągu, pójdę do Western Union i zrobię na nazwisko opiekunki obozowej mały przelew, tak, żeby córka miała choć trochę  pieniędzy do dyspozycji.

Wtem! Sms od córki!

sms

Pisząc „autobus” miała na myśli obozowy autokar, który woził ich podczas pobytu.

Cała moja córka: totalny chaos siejący spustoszenie wokół – ciekawe, po kim to ma. 😉

Następnie, podczas wieczornej rozmowy telefonicznej, rzekła uradowana:

– Wiesz, mamo, tak sobie pomyślałam, że to wymarzona sytuacja: z jednej strony mam poważną NAUCZKĘ – zrozumiałam, jak ważne są zasady bezpieczeństwa, noszenie odpowiednich toreb i zapinanie ich, nie noszenie przy sobie wszystkich pieniędzy, ogólnie wiesz, poczułam na własnej skórze, co to znaczy być okradzionym i to dobre doświadczenie życiowe, a z drugiej strony… okazało się, że to jednak pomyłka i nieporozumienie i mam te wszystkie pieniądze, hurra!!!

Komentarze: