Matko, śmiało wychodź z dzieckiem z domu do ludzi i w świat!

08

fot. Mały Kadr

Przecież ciąża i poród nie są wyrokiem sądu, skazującym nas na kilka lat izolacji od ludzi. Nasz dom nie jest więzieniem. Nasze dziecko nie jest strażnikiem, który trzyma nas w celi. Nie musimy przykuwać się kajdankami do dziecięcych łóżek. Jesteśmy wolne: wychodźmy z dzieckiem do ludzi, wszędzie, gdzie tylko chcemy, a nie tylko na plac zabaw i do przychodni lekarskiej.

Jako mama niemowlęcia jestem połączona z nim niewidzialną pępowiną i gdy nie widzę go kilka godzin, tęsknię, a ono tęskni za mną. Ale tęsknię też za ludźmi. Wciąż jestem tą samą osobą, którą byłam, zanim go nie urodziłam. Wciąż jestem towarzyska, mam potrzebę spotkań z ludźmi, rozmów, zabawy. Gdybym to wszystko wraz z jego narodzinami ze swojego życia wycięła, byłabym nieszczęśliwa. A nieszczęśliwa matka to nieszczęśliwe dziecko. Potrzeby moich dzieci są dla mnie priorytetem, ale ich realizowanie nie odbywa się moim kosztem. Da się tak zorganizować życie, żeby i wilk był syty i owca cała.

06

 Opowiem Wam to na przykładzie z życia wziętym.

Od kiedy założyłam blog, nie przegapiłam żadnej edycji Blog Forum Gdańsk: najlepszej w Polsce konferencji dla blogerów. Byłam tam już trzy razy. W tym roku byłby mój czwarty raz. Byłby.

Gdy nadszedł piątek 23 września, czyli dzień, w którym dwustu blogerów z całej Polski obiera kierunek: Gdańsk, spytałam nagle siebie głośno:

–  A dlaczego właściwie mnie tam nie będzie? 

– Bo masz dwumiesięczne dziecko i nie chcesz się z nim rozstawać – wyjaśniłam sobie.

– No i?

– A przecież nie będziesz go tam ze sobą ciągnąć, to prawie 500 km od naszego domu.

– Aha. Że tak daleko? Czy myślałaś o tym, jeżdżąc tam przez trzy lata z rzędu? – spytałam siebie.

– Nie.

– Więc jaki masz problem? Dziecko jest twoim problemem? – drążyłam.

Spojrzałam na niemowlę.

– Czy ty jesteś moim problemem? – spytałam je.

Niemowlę spojrzało na mnie.

– Oczywiście, że nie jesteś moim problemem. Jedziemy, kochaniuteńki! Pokażę ci morze! – krzyknęłam do syna.

Na spakowanie nas miałam tylko godzinę: pociąg do Gdańska odjeżdżał po trzynastej. Wyjęłam walizkę i zaczęłam wrzucać doń dziesiątki śpioszków, bluzek, spodenek, śliniaczków, kocyków, pieluszek: kto ma małe dziecko wie, że trzeba wziąć pod uwagę każdą okoliczność zabrudzenia ubranka. Była więc tego cała fura.

I zrobiłam to. Z wielką walizą, z wielkim wózkiem i malutkim synkiem wsiadłam do pociągu i spędziłam w nim 6,5 godziny. Po to, żeby zabawić dwa dni w miejscu, w którym co roku od kilku lat uwielbiam się bawić. Porozmawiać ze znajomymi i nieznajomymi blogerami, wysłuchać inspirujących prelekcji i paneli dyskusyjnych, m.in. profesora Vetulaniego, który gdy stałam z synkiem w kolejce po obiad, zaczepił mnie słowami:

– Świetnie, że zabiera pani maluszka na takie wydarzenia. W przestrzeni publicznej powinno być więcej dzieci, to dobre i dla dzieci i dla matek. Dziecko poznaje świat, a matka wychodzi do świata.

Z najlepszą nianią na świecie: Jackiem Kotarbińskim 😀

Mogłam zostać w domu i w melancholijnym nastroju wpatrywać się w szybę, tłumacząc sobie i pocieszając siebie:

– Nie martw się, Nishko, że w tym roku nie będzie cię na Blog Forum Gdańsk. Spójrz na swojego syna i przypomnij sobie, jak go kochasz. Coś za coś.

Mogłam też patrzeć na swojego syna wzrokiem pełnym miłości, mieć go blisko siebie, a jednocześnie żyć jak dotychczas i być tam, gdzie dotychczas, bo dlaczego by nie? Oczywiście z dzieckiem nie da się zachowywać identycznie „jak dotychczas”. Co roku w Gdańsku uczestniczyłam w wieczornej imprezie integracyjnej – w tym roku sobie odpuściłam i zostałam – bez poczucia żalu – z synkiem w hotelu. Chociaż generalnie nie mam nic przeciwko zabieraniu dzieci na prywatki: pod warunkiem, że nikt nie pali tam papierosów i muzyka nie gra bardzo głośno.

Dzisiejszy tekst ilustrują zdjęcia utalentowanej Magdy z Małego Kadru (wejdźcie w link i zobaczcie, jakie piękna zdjęcia robi!). Występuję na nich w chuście nie przypadkiem. Chusta bowiem symbolizuje główny przekaz mojego tekstu: „z dzieckiem możesz zrobić wszystko.”

02

Z dzieckiem w chuście możesz robić wszystko, owszem wina pić nie możesz, ale możesz jeść winogrona. 😉

04

Z dzieckiem w chuście możesz leżeć na leżaku… Owszem, nie możesz rąbać drewna, ale możesz pozować przed stosem drewna! Więcej  suchych żartów w TYM filmie 🙂

 

Chusta to bardzo stary wynalazek: miał umożliwiać matkom życie „jak dotychczas” (np. pracę w polu) przy założeniu, że dziecko nie poniesie na tym szkód: będzie pod opieką mamy, a nie pozostawione same w domu. Cieszę się, że chusta i takie pojmowanie macierzyństwa znów zyskało popularność.

Chusta daje mobilność, można z dzieckiem w niej omotanym robić wszystko, co dotychczas, nie zmienia się nic – oprócz tego, że ma się przywiązane do siebie dziecko. 🙂 Dziecko jest spokojne, bo czuje oddech mamy i ciepło jej ciała, słyszy jej głos i bicie jej serca, jego potrzeba bliskości jest zaspokojona.

05

Jestem ogromną zwolenniczką chust i bardzo rodzicom niemowląt i małych dzieci je polecam! Pamiętajcie jednak, że motania w chuście najlepiej, żeby nauczyła Was profesjonalna doradczyni chustowa: mnie np. przeszkoliła Marysia Górecka, polecam również uwadze blog Zamotani.pl.

A jeżeli chusta Wam nie pasuje, bo tak się również może zdarzyć, skorzystajcie z nosidełek. A jeżeli i one nie: bierzcie wózki! Nieważne co, ważne, żebyście nie zamykały się w domach i nie przywiązywały niewidzialnymi kajdankami do łóżeczek Waszych pociech.

Zabierajcie swoje dzieci na spotkania towarzyskie, do kawiarni, restauracji, na poetyckie wieczory, warsztaty kulinarne i gdzie tylko chcecie. Jeżeli tylko macie ochotę: wychodźcie z domów!

Nie zwracajcie uwagi na zdegustowane miny osób, którym się nie podoba, że bierzecie ze sobą swoje dzieci: to ONI mają problem ze sobą: najwyraźniej chcą odreagować fakt, że sami zamknęli się w domach albo nie pomogli bliskim w nich zamkniętym i teraz, czując frustrację lub wyrzuty sumienia, dręczą Was.  

Nie przejmujcie się marudzeniem malkontentów, którym nie podoba się „publiczne karmienie piersią” – to ONI mają ze sobą problem i to na tyle poważny, że brak mi słów! 

I z drugiej strony: gdy widzicie mamę z dzieckiem: bądźcie dla niej życzliwi, okażcie wsparcie, pomóżcie wnieść wózek, podnieść smoczek, uśmiechnijcie się, nie patrzcie na nią wilkiem gdy jej dziecko zaczyna płakać, zaoferujcie pomocną dłoń. Ja mogłam przebyć długą podróż do Gdańska w tę i z powrotem w dużej mierze dzięki pomocy serdecznych osób, które spotkałam w podróży. Wiele matek ze strachu przed karcącymi spojrzeniami ludzi, gdy ich dzieci zaczynają płakać lub marudzić, ograniczają wyjścia z domu do minimum, zamykając się w nich, niczym w więzieniach.

Wydawałoby się, że współczesna matka ma dwa wyjścia: zostać z dzieckiem w domu lub zostawić dziecko w domu. Ja wybieram trzecią opcję: wyjścia z domu z dzieckiem. I do tego zachęcam i Was. 🙂

Komentarze: